sobota, 25 września 2004
Historyczna Antologia Humoru Część IV
Część IV: Gaja (trzyletnia)

Do tej pory pisałam wszystkie teksty fonetycznie, bo Gaja nie mówiła "r". W maju jednak zaczęła i już nie muszę się tak męczyć ;), choć trzeba przyznać, że jej teksty straciły trochę na uroku... są takie poważne!

Ciocia Iwona wspomina zeszłe wakacje, jak to latała za dziećmi po plaży.
Gaja: "Ale ciociu, jak latałaś? Psecies ty nie mas sksydeł?"


Gaja z bratem:

Gaja zauważa muchę: O, mucha. Mucha - łakomczucha.
Robert zauważa i przepędza muchę.
Gaja (pełna smutku): Hej, Robert! To była moja przyjaciółka!


Wychodzę rano z pokoju i widzę, że Gaja naciągnęła babcię na konsumpcję żelków.
Pytam: Co to jest i skąd to masz?
Gaja (z pełną buzią żelków): Nie mogę mówić, bo jem.


Gaja opowiada babci Ewuńci historyjkę przez telefon.

"Babciu, mam taką propozycję: to jest historyjka o Misiu. Misiu chodzi i szuka mamy. Patrzy za kanapę: mamy nie ma, patrzy za łóżko: mamy nie ma, patrzy za lodówkę, mamy nie ma. Aż tu nagle: puk-puk, kto tam? I wchodzi mama! Bo mama była w pracy!"



Licytacja dwóch trzylatków:
Filip: A ja mam tysiąc samochodów
Gaja: A ja mam Stasię! (Stasia to przyjaciółka Gai)


Tata: "I co Gaju, płakałaś w przedszkolu?"
Gaja:" Taaaaak, troszeczkę. Bo ja muszę się przyzwyczaić..."


Gaja opowiada historyjkę siedząc na dywanie i bawiąc się autkami:
"Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, był sobie mały samochodzik. Aż tu nagle przyjechała duża ciężarówka i mówi: 

<hej, mały, posuń się, bo tu nie ma miejsca>"



Być może ta pasjonująca historyjka miałaby ciąg dalszy, ale niestety ryknęłam śmiechem i opowieść została zakończona... Może następnym razem.


CDN
Historyczna Antologia Humoru Część III
Część III: Gaja prawie trzyletnia


Gaja zamyka Robercikowi drzwi przed nosem. Proszę Gaję, żeby mu jednak otworzyła. Gaja: "Nieee, bo ja tu będę spać i chlapać (chrapać)"
Ja: "Ale on ci nie będzie w ogóle przeszkadzał w chrapaniu. Będzie tylko się bawił".
Gaja: "Okey. No chodź. Ja będę, Lobelcik, chlapać, ale ty mozes się tu tloseckę w kąciku cichutko pobawić".
Robercik: "tatatata"
Gaja (obrażonym tonem): "Ja jestem Gaja, nie tata, Lobelciczku!"


Gaja jak zwykle rano przegląda się w lustrze: "Ale jestem elegancka".


Wkładam spodnie i zaplątałam się w nogawkę, więc skaczę na jednej nodze. Gaja z dezaprobatą: "Co ty wyplawias, mamko??


Gaja planuje nam dzień: "telaz zjemy śniadanko, potem ubiezemy się i pójdziemy na spacelek. A potem wlócimy i... pogadamy."


Wchodzę o łazienki i widzę, że w wannie pełnej wody wcale nie kąpie się Gaja, tylko pływają plastikowe kaczuszki i tony papieru toaletowego.
Wrzeszczę do niej: "Co ty robisz?"
Gaja ze stoickim spokojem: "Kacki kalmię, mamuśku. One były głodne, wies? To lobię im takie kulki i daję jeść. Telaz jus nie będą głodne".


Gaja przekonuje mnie, że okno należy umyć mokrymi chusteczkami (tymi do wycierania tyłka)
Ja: Ale okno jest czyste.
Gaja: Ale nieeee...Tak jest wcale nie cyściutko
Ja: Gaja, takie chusteczki zostawiają smugi, takimi chusteczkami nie czyści się okien...
Gaja: Ale zobacys, jak będzie ładnie...'
Ja: Dam Ci taką szmatkę, którą sama myję okna
Gaja: Nie, ja umyję chustecką, a potem ty sobie umyjes swoją smatką, dobla?


Ja: A co byś chciała, Gaju, dostać od św. Mikołaja?
Gaja: Plezent.
Ja: Ale jaki prezent?
Gaja: Taki celwony.
Ja: Ale co by miało być w tym czerwonym prezencie?
Gaja: Jedzonko!
Ja: Ale jakie jedzonko, co byś chciała do jedzenia?
Gaja: Obiadek!



Gaja: Co ma Adam?
Ja: Jaki Adam?
Gaja: No co ma Adam:?
Ja: Nie wiem, o którego Adama ci chodzi. Tego z podwórka, czy z przedszkola?
Gaja: Nieeeee.
Odchodzi i za chwilę słyszę, jak śpiewa w pokoju: "Adam Ma-łysz jest wielki spoltowiec"



Gaja robi z ciastoliny kiełbaski i rzucała nimi po mieszkaniu. Na moją prośbę, żeby ograniczyła swoją aktywność do stołu, bo Robercik może taką ciastolinę zjeść, odparła, że rzuca kiełbaski "piesowi", a nie Robertowi (nie mamy psa).


Konrad wręcza Gai rysunek, który specjalnie dla niej namalował.
Gaja: Ale bzydki!
Konrad (niemile zaskoczony) Gaja! Powinnaś powiedzieć .
Gaja: Tseba było ładnie namalować.


Gaja prosi Konrada, żeby otworzył jej jogurt. Konrad oczywiście nie za bardzo biegł, by spełnić jej życzenie.
Gaja znad otwartego jogurtu: "No i co, tata? Mam paluchami jeść?!"


Gaja siada na kanapie ze szpulką nici w ręce: "No to mam zajęcie!"
Konrad: A co ty właściwie będziesz robić?
Gaja: "Będę cięsko placować!"


Robercik płacze. Gaja wpada do pokoju:
"Lobelcik, nie płac! Psecies mieliśmy umowę!" (dalekie echa przedszkola...)


Próbka dyskusji z Gają, by poszła łaskawie do łóżka:
Gaja: "Ale, cy ty lozumies, Magda, ze ja nie chce spać!!!!"


Gaja ubiera się na Wigilię. Otwiera szafę i lustruje wieszaki:
"Gdzie jest moja sukienka? Oto jest pytanie!"


Gaja odbyła poważną rozmowę z dziadkiem i dzieli się z nami rewelacją, że mama jest kobietą, a tata jest mężczyzną. Chwilę później przychodzi do mnie i pyta się:
"Mamuś, a ty ile mas lat?"
Zgodnie z prawdą odpowiadam, że 18.
"Aha. A ja niedugo będę miała tsy i wtedy tez będę kobietą".


Gaja zrobiła kupę i woła mnie do łazienki.
"Mama!!!! Wytsyj mi pupęęęę!
Ja: Dobrze, już idę.
Gaja: "Ale moklą chustecką!"
Ja: Dobrze.
Gaja:" Tylko poządnie!"
Ja: Oczywiście.
Gaja: "Tylko nie wpadnij do nocnika! Bo jak będzies się schylać, to mozes wpaść!"


Gaja siedzi przy stole nad pustą kartką i woła do Konrada:
"Tata! Skombinuj mi tu jakiś długopis!"



cdn
Historyczna Antologia humoru Część II
Część II – Gaja dwuipółletnia

Najbardziej podoba mi się, jak rodzeństwo rozmawia ze sobą.
Robuś: "gu, gu, ga"
Gaja: "Nie gugu, tylko Gaja, Lobelciczku, nie wies?"


Gaja wpada do domu:
"Mamuśku, daj pić, bo jestem nienapita"


Gaja oddelegowana do łóżka przychodzi po kilku minutach ze stertą książeczek i mówi:
"tam jest ciemno, zepsute chyba światełko i ja nic nie widzę w tych ksiązeckach. Tu jest jasno i tu musim cytać."


Siedzę ze smętną miną nad naleśnikiem, bo prosiłam babcię o podwójną porcję sera, a dostałam połowę normalnej. Gaja patrzy na mnie i pyta:
"Co, smutnego naleśniczka masz?"


Gaja je obiad przy stole, a na podłodze Robert podczołguje się pod samo krzesło podnosi głowę i śmieje się do niej zaczepialsko.
Gaja: "Jus, jus. Cekaj, maluchu. Tylko umyję lącki i buźkę, bo baldzo bludna jestem i jus do ciebie idę! No, cekaj!"


Gaja zrywa się i biegnie do lustra.
Ja: "Co się stało?"
Gaja: "Musiem zobaczyć moje ładne, carne ocki".


Odpowiadam na maile, więc zamiast pytań Gai słyszę tylko brzęczenie w tle. W końcu Gaja szarpiąc mnie woła:
"Mamuś! Cy ty zyjes?"


Robi wyrwał Gai jabłko i je nadgryzł.
Gaja: "Mamuśku!!!!! Latunku!!! On jest malutki, on je tylko cycusia, pamiętas?!!!


Gaja biega wokoło pokoju z plasterkiem sera w rączce.
Ja: Co robisz?
Gaja: "Niech selek tez sobie pobiega".


Konrad czyta Gai książeczkę o Puchatku.
Konrad: "Puchatek łowi ryby na wę...(stara się podpowiedzieć Gai)
Gaja: "na węza!"


Przechodzimy koło sklepu z bielizną. Na wystawie manekiny w majtkach i biustonoszach. Gaja podchodzi do wystawy i komentuje:
"Ale ładne cycuszki!"


Gaja robi z Konradem grzanki. Obserwuje przez szybkę, jak się robią, aż w końcu krzyczy:
" Tata, chodź, gzanki juś się opaliły!"


Codzienna zajawka Gai, jak tylko oczy otworzy:
"Mamo, jakiego loda dzisiaj zjes?"
Ponieważ na dworze deszcz i wiatr odpowiadam, że dzisiaj nie zjem, bo mi będzie za zimno na dworze.
Gaja: "W domu jest cieplutko. Kupimy lody, wlócimy do domku i tutaj zjemy, dobla?"


Gaja czeka pod drzwiami toalety na babcię.
Gaja: "Juśśśśś?"
Babcia: "Jeszcze nie".
Gaja (chwilkę później): "Babciuuu, cy juśśśśś???"
Babcia: "Jeszcze nie".
Gaja: "Cy ty tam kupę lobis, cy co?"



Dzień jest wyjątkowo ponury.: jak nie mgła, to deszcze, zero przejaśnień.
Gaja marudna, trze oczy, przykłada się do dywanu.
Ja: "Gaja, jak chcesz się chwilkę zdrzemnąć, to proponuję na łóżku".
Gaja: "Nie, ja tylko tak mlużę ocka, bo mi słonecko za baldzo świeci".


Późny wieczór. Gaja nareszcie leży w łóżku w swoim pokoju, ale drzwi do nas są otwarte.
Gaja: "Tatuchu!"
My nic.
Gaja: "Mamuśku! Wody potsebuję!"
Ja nic.
Gaja: "Mamo! Halo! Jest tam kto? Lobelcika piłka bzęcy!"
Idę zobaczyć, co za piłka i dlaczego brzęczy. Oczywiście Gaja fantazjuje. Daję ostatecznego, pożegnalnego całusa i wychodzę.
Gaja śpiewa w pokoju i Robert się budzi. Idę do niej wściekła, a Gaja: "No widzis. Mówiłam, ze bzęcy."



Ja: "Gaju, może przyniesiesz mi pieluchę dla Robercika?"
Gaja: " Moze powinnaś powiedzieć plosie"

Gaja do Oli (która rozpacza, bo ma 2,5 roku, a wtedy się często rozpacza, o czym Gaja doskonale wie, bo jest tylko o miesiąc starsza):
"Nie płac, Olu! Zobac, jaki piękny dzień! Słonecko świeci! No zobac i nie płac."


Gaja na huśtawce zaczyna się dziko śmiać. Nie wiem zupełnie z czego, więc pytam. Na to Gaja:
"A tak wygupiam się"


Gaja, której tato pozwolił jeść kisiel na kolacje (skutki zmęczenia ojca, oraz rozluźnienia atmosfery w wyniku nadzoru ojca nad dziećmi przez cały dzień) przenosi się z kubkiem na łóżko. Wołam z drugiego pokoju: "jak pobrudzisz łóżko, to będziesz spała na pobrudzonym".
Nie mija parę chwil i przychodzi do mnie Gaja pytając: "Jak jest bludno, to można psecies wymyć smatką, plawda? I jus jest cyste."
Ja: "No tak"
Gaja:"To daj mi smatkę".


Gaja: "Dlacego mamuśku lezys w łózecku?"
Ja: "Bo jestem chora"
Gaja (lekceważąco machając ręką): "Bez psesady"


Gaja: "Kulde!" (krzyczy i patrzy się na mnie)
Ja nic, nie reaguję.
Gaja: "Powiedziałam kulde, nie słysałaś?"
Ja: Słyszałam. Dlaczego powiedziałaś kulde?
Gaja: "Bo mi się zepsuło."
Ja: To dlaczego nie powiedziałaś po prostu: , tylko powiedziałaś kulde?
Gaja: "Bo...(myśli)..bo kulde jest tak fajnie!"


Ostatnio najlepsza zabawa Gai, to rozmowa przez telefon. Wręcza mi kartonik w kształcie telefonu i mam z nią rozmawiać. No to rozmawiam.

Gaja: "Halo, mama?"
Ja: Tak, to ja.
Gaja: "Co u Ciebie słychać?"
Ja: U mnie wszystko w porządku, jestem w pracy. A co u Ciebie?
Gaja: "A ja lobię sałatkę, a ten łobuz lozlabia."
Ja: A z czego to sałatka?
Gaja: "Z makalonu.. A, nie. Makalon się skończył, więc telaz to nie wiem, z cego ta sałatka. Coś wymyślę".
Ja: Na pewno będzie pyszna.
Gaja: "To ja jus końcę, bo musę. Na lazie, mamuśku! "
Ja: Do usłyszenia.
Gaja: "Ach, taaak. Słyszenia".


Gaja czasem rozmawia na niby z babcią, dziadkiem, albo koleżanką. Naprawdę ciężko zachować powagę podsłuchując te rozmowy. Jedynie zapisywanie w kajecie mnie ratuje.

Gaja: "Halo, babcia?"
"Jesteś tam?"
"Znowu chola? Taak?"
"I musis do spitala?"
Gaja (do mnie, zasłaniając drugą ręką profesjonalnie swój ) "Mamuśku, babcia jest chola i musi jechać do spitala"
Ja: W szpitalu wyzdrowieje?
Gaja: " W spitalu jej powiedzą"
Gaja: (wraca do z babcią): "Halo! Jesteś jesce?"
"Aha. No to się umówimy jakoś."
"Jak ci jest w spitalku? Dobze? No to fajnie. To na lazie, babciu, musę końcyć, bo Lobelcik jęcy. To ceść."


Kolejna rozmowa:

Gaja: " Halo, dziadek? Oblaziłeś się? Bo nie dzwonis. Nie? No to fajnie. Na lazie".

Gaja gotuje dla lalek zupę. Karmi lalkę. Przychodzi do mnie i mówi: "Wies, nie smakuje jej ta zupa."
Ja: I co zrobisz?
Gaja: "Coś innego ugotuję. Obiad chyba. Bo lalka lacej nie lubi zupy, tylko obiad. Wystalcy obiad."
Zaraz przybiega i mówi: "Telaz jej smakuje, jus ostatni łycek i idzie spać. A tata kupi smakuśki dla Gajuśki."


Nowa wersja rymowanki:

"Mam fusteckę haftowaną, co ma ctely nuchy (to od: nogi, duże nogi, to nogale, albo nuchy)
Idę do mamuchy, idę do mamuchy."


Dzień wielbienia siebie. Gaja stoi przed lustrem i kadzi:
"Ale jestem ładna. I jakiego mam dekolta!"

Chwilę później: "Jestem siostla Lobelta i mam dugie włosy. O!"


Ulubiona zabawa oprócz rozmawiania na niby przez telefon: robienie zakupów na niby, albo połączenie i tego i tego. Gaja dzwoni do mnie: "Mamuśku, wlacam jus do domu, zlobić zakupy?"
Ja: "Tak, zrób, no pewnie".
Gaja: "Ale wies, co, lepiej ty zlób, bo ja nie wiem."
Ja: Powiem Ci, co kupić.
Gaja: "Dobze"
Ja: "Kup chlebek, serek, mleko"
Gaja: "Tak, tak, to ty kup, ja jus jadę do domu. Pa, pa."


Inna rozmowa:
Gaja: "Halo, Mamuśku, to ja, Gaja. Zepsuł mi się samochód. Dzula się zlobiła"
Ja: To jedź do warsztatu, tam Ci naprawią.
Gaja: "Aha. No to jadę, na lazie!"


Gaja oznajmia: " Jadę do placy, mamuśku. Ale nie maltw się, psyjadę na obiad!"


Konrad gilgocze Gaję. Gaja przybiega do mnie uradowana i oznajmia: "Ale tata jest fajny gilg".


Gaja zbudowała most, po którym jeżdżą samochody. Nagle jeden z nich spada. Gaja podnosi go i przemawia do niego troskliwie: "Psewlóciłeś się? Bolało ciebie? Tak? Daj, pocałuję.. Jus nie boli? No, widzis. Tak jus samochody lobią... ale będzie dobze."


cdn
Historyczna Antologia humoru wg Gai

Wybrała i ujęła w ramy czasowe Monstermama.

Osoby występujące w tekstach dnia:
Monstertata
Monstermama
Monster The Pierworodny - Gaja
Monster Młodszy - Robert

Część I – Teksty dnia Gai dwulatki

Konrad: Jak ma na imię mama?
Gaja: Madzia
Konrad: A tatuś?
Gaja: :Konladek. A Gaja? (do siebie) Gaja. A Lobelcik? Lobelcik!


Ja: Ostry ten soczek, co? (bo z czarnej porzeczki naprawdę jest )
Gaja: nie, nós jest ostly, nie socek.


Gaja siedząc w kąpieli, śpiewa:
Sto lat, sto lat, niech zyje kupa nam! Sto lat, niech zyje siusiu nam!


Gaja chciała siusiu, a ja karmiłam Młodego, więc jej mówię: przynieś tutaj kibelek i zrobisz koło nas.
Gaja: „nie, kibelek! Kibelek ogomny i cięski! Gaja nocnik przyniesie!”


Gaja poszła na spacer z babcią i się huśtała. Wieczorem mówi do mnie: „byłam na pacielku, z babcią i huśtałam”.
Ja: A babcia się też huśtała”.
Gaja: „nieeee, babcia duzia jest”.


Gaja przynosi zużytą pieluchę Boba, o której zapomniałam i pyta: „To pelucha Lobelcika?”
Ja: „Tak”
Gaja: „To musisz wyrzucić do kosza, wieś (wiesz) mamusiu?”


Przed wyjściem na dwór Konrad pyta Gaję: „Gaja, chcesz zrobić siusiu?”
Gaja: „Nieee, wczolaj zobiłam, u babci.”


Konrad ściera stół po kolacji. Gaja przygląda się temu i nagle wskazuje palcem: „jesce tu klopelka”.


Gaja bawi się na balkonie, gdy piętro wyżej wychodzi na balkon znajoma sąsiadka.
Gaja woła machając radośnie: “Ceś Monia! Co u ciebie słychać?”
Monia: “Cześć! U mnie wszystko dobrze, a co u was słychać?”
Gaja: “U nas słychać Lobelcika!”


Jedziemy autobusem. Gaja zagaduje do jakiejś pasażerki: "Tam jest Lobelcik (pokazując do tyłu wózka), a ja byłam w palku i na zieździalni, i na huśtawce"
Pani ze zrozumieniem kiwa głową: "To grzeczna jesteś dziewczynka!"
Gaja: "Nieeeee."


Przechodzimy koło budowy, gdzie pracują robotnicy w uniformach pobrudzonych farbą.
Gaja: "Ale bludasy".


Gotujemy zupę. Gaja obiera cebulę, a potem zamiast mi ją podać do pokrojenia, to głaszcze ją ze wszystkich stron.
Ja: "Gaja, co robisz?"
Gaja: "Masujem cebulę"


Gaja jest w złym humorze. Proponuję, że poczytamy książeczkę. "Chcesz? " pytam.
Gaja: "Nie baldzo".


Gaja krzyczy do mnie z drugiego pokoju, w którym się bawi:
"Mamutku! Masz Lobelcika na kolankach?"
Ja odkrzykuję: "Nie, Robercik leży na macie i się bawi"
Gaja: " A to dobzie, bo ja chciałam na kolanka" I wspina mi się na kolana.


Prasuję odwrócona plecami do Gai, podczas gdy ona czyta książeczkę. Gaja chce, żebym to ja jej czytała, mimo że po pierwsze primo nie mogę, bo prasuję, a po drugie primo - Gaja zna już tę książeczkę na pamięć.
Gaja: "Mamutku, co tam Puchatek lobi?"
Ja: Gaja, przecież wiesz...
Gaja: "No, odwlóć się i popać, co tam Puchatek lobi i powiedz Gai, no juś"


Około 4 nad ranem Gaja budzi Konrada: "Tatusiu, no wstań, godzina jest i ścielimy łózecko"
Konrad (nieprzytomnie, jak można się spodziewać): "A która jest godzina?"
Gaja: "Zobac tam jest zegalek"


Gaja rozebrana do naga je "chlupki z miodkiem i mlećkiem".
Zwraca się do mnie: "A mozie Gaja musi śliniaćka, zieby nie pobudziłam buśka?"
Mówię jej, że najwyżej ją wymyję. Je dalej. W końcu odkłada łyżkę i chce wypić resztę mleka prosto z miseczki.
Nie za bardzo jej to idzie.
Gaja: "Kulde. Chiba lepiej łyziećką"


Gaja siedzi w foteliku, a ja proszę ją, żeby przełożyła rękę przez pas, którym zamierzam ją przymocować.
"Nie ma ploblemu" - słyszę w odpowiedzi.


Siedzimy w piaskownicy. Gaja zrobiła pokaźną kolekcję babek. Konrad siada koło niej chcą je obejrzeć, a Gaja wpada w histerię krzycząc: "Idź tam dalej! No idź, po plostu nie psuj mi tych babów".


Gaja zrobiła babkę, ale zaraz ją zburzyła: "Nie wysła baba, niestety" - stwierdziła ze smutkiem.


Gaja zjeżdża ze zjeżdżalni, ale dosyć wolno, bo nie ma poślizgu. Gaja stwierdza: "kiepsko zjeździam".


Gaja z Konradem słuchają Konradowej muzyki. Gaja kołysze się w rytm. Płyta się skończyła.
Gaja: "Skończyła się. A dugą (drugą) mas muzyckę?


Gaja jęczy, że nie może zawiązać buta.
Ja: "A co się mówi?"
Gaja: "Posię. I nie jęczeć!"


Gaja układa puzzle ze zwierzątkami i opowiada Robercikowi, co to za zwierzątka.
"A to jest muuu, wies?"
Ja: "Muu, czyli?"
Gaja nie rozumie, o co chodzi, więc podpowiadam:
"Muu, czyli krowa, tak?
Gaja wreszcie odkrywa, o co chodzi i mówi:
"Taaak, jeście jest czyli kaczka i czyli owieczka i czyli konik!"


CDN

Archiwum
do Monsterowa tędy