wtorek, 17 lipca 2018
Dove il mare?

piątek, 29 czerwca 2018
ze szczytu szczęścia na dno rozpaczy

 

Huśtawkę emocjonalną zafundował nam, a głównie Monsterinowi Teatr Muzyczny.

Albowiem po dwóch tygodniach prób, reżyser wraz z kierownikiem muzycznym jednak zrezygnowali z dalszego udziału Monsterina w produkcji. Ostatecznie stwierdzili, że wysiłek byłby dla niego zbyt duży.

Monsterino jest absolutnie rozczarowany, zawiedziony i zrozpaczony. No, bo jak? Najpierw go wybrali, uwag nie mieli, a teraz go WYRZUCILI? I już nie porozmawia z tymi ludźmi? Już nie zaśpiewa? Szukam biedulkowi dobrych stron sytuacji, no i tego, że mu doświadczeń już przeżytych nikt nie zabierze, ale proces żałoby nasz niedoszły artysta musi przejść sam.

W zasadzie po wszystkim odetchnęłam z ulgą, bo widząc ile czasu zajmują próby, że to są naprawdę dłuuuugie godziny ciągłych powtórek, zastanawiałam się nad wrześniem - jak zorganizować mu nauczanie w warunkach przesiadywania w teatrze zamiast w szkole. No i ten problem się rozwiązał.

I więcej wakacji będzie mieć. Ale szkoda. Pewnie, że szkoda. Wieczorem mu musiałam zły news przekazać, tak że zasnął w spazmach. W sumie to powinni inaczej to rozegrać - jeśli mieli taki plan, żeby go przetestować, to mu to powiedzieć. A tak przyjęli go bezwarunkowo, a tu taki zonk.  Chyba, że wyszło w trakcie, że sama iskra boża, bez solidnego muzycznego przygotowania nie wystarczy (tak mówił kołcz od muzyki). No cóż - wiedzieli już podczas przesłuchań, że Monsterino nie jest po szkole muzycznej. 

No to Monsterino właśnie przeżył pierwszą lekcję z podnoszenia się po porażkach. Dałam mu przykład kilku aktorów i sportowców, ale jak macie jakieś pouczające przykłady, to wrzucajcie - przekażę mu.

wtorek, 26 czerwca 2018
kumulacja, czyli wymiatanie na finiszu

 

Pięknie, pięknie - kumulacja uroczystości, koniecznych do zaliczenia imprez oraz pracy się trafiła, jak to pod koniec roku.

Monstery tradycyjnie się fantastycznie spisały i przyniosły świadectwa z wyróżnieniem.

I jak zwykle zapowiedziały, że mam się cieszyć, bo to na pewno PO RAZ OSTATNI. Szczególnie Monster tak się odgraża.

Świadectwo zostało zaniesione do liceum i Monster zastygł w oczekiwaniu. Ostatecznie zmienił kolejność klas i mat-fiz wpisał jako pierwszy.

A tu od lewej po starszeństwie - świadectwo z liceum, gimnazjum oraz podstawówki.

świadectwa z wyróżnieniem

Bardzo dumna jestem z Monsterów, bo to ich własna, samodzielna i w dużej mierze zupełnie niekontrolowana praca została nagrodzona. Trzeba przyznać, że cała trójka posiada wewnątrzsterowność i duże ambicje. Czasami aż za duże, co bywa stresujące. Poza tym, nie są to oceny wypracowane w pocie czoła przy biurku, bo oni tak naprawdę uczą się pomiędzy treningami i graniem na komputerze (no może Monsterówna mniej gra, a więcej się uczy, ale i tak w zasadzie rekordową ilość czasu zajmuje jej strona artystyczna przygotowywanych projektów, jako że cokolwiek wyjdzie spod jej rąk musi być doskonałe. Chłopcy mają pod tym względem zdecydowanie zdrowsze podejście tzn. dolnej granicy lub planu minimum. Aczkolwiek zawsze ten plan jest wykonany. I to ich ratuje.).

No to się wyczerpałam tym chwaleniem.

Żeby nie było zbyt różowo, bo zaraz będziecie mi tu rzygać tęczą, zbytnia ambicja to też codzienne dramaty i rozrywanie szat. Teraz przeważnie dotyczy to Monsterina, bo starsi jakoś te stresy kumulują w sobie (Monsterówna) lub przesypiają ewentualnie wyżywają się na młodszym rodzeństwie (Monster). Natomiast gdy Monsterinowi idzie źle, a ma iść natychmiast znakomicie (próby do spektaklu) - natychmiast ląduje na dnie rozpaczy i nie widzi wyjścia.

A ja muszę wtedy na wyżyny moich psychologicznych umiejętności się wspinać i przekonywać, z doła za uszy wyciągać, oraz humor poprawiać, a łatwe to nie jest, bo Monsterino szalenie łatwo okopuje się, oflagowuje, zapuszcza korzenie, a z nosa puszcza gryzący dym.

Po tym ostatnim tygodniu huśtawek emocjonalnych (włącznie z dwoma zakończeniami szkół, ale tylko jednym łzawym, bo żegnałam nauczycieli podstawówki, z których kilku jest genialnymi gigantami i bardzo żałuję, że Monsterino już ich nie będzie miał, no ale nie można mieć wszystkiego)

już bardzo bardzo odliczam dni do naszych wakacji.

środa, 13 czerwca 2018
dwunastolatek

 

 

Co by o naszym obecnym dwunastolatku nie powiedzieć, nie będzie to pełen obraz. Gdyż on nastolatkiem o wielu twarzach jest. Łatwo z nim nie jest - gdy tylko się go nie pilnuje, to natychmiast przyciąga do siebie dowolne urządzenie telekomunikacyjne. Na to uzależnienie tylko ostra blokada działa i to z zewnątrz, bo sam nie jest siebie w stanie kontrolować. 

Muszę jednak przyznać, że tak jak do roboty w domu czy pomagania, to tylko kijem można go zagonić, to sprawy szkolne ma całkowicie pod kontrolą. I jest wzorowym uczniem, ze średnią grubo powyżej 5.

A wczoraj rozpoczął wspaniałą przygodę i obecnie jego szkoła życia do wakacji, w wakacje, a także we wrześniu mieści się w Poznaniu, przy ul. Niezłomnych 1.

 

Poznajcie, oto Pugsley Addams (gwoli ścisłości jeden z dwóch).

Od wczoraj próby, dzisiaj nawet do 22. Oraz szkolenie BHP - jak oznajmił. Dokumenty do zdobycia, jak normalnie do pracy - zaświadczenia lekarskie i ze szkoły, że może i da radę.

Oby. Dużo pracy przed nim.

Denerwuje się i spina, to jasne. Ale jest także podekscytowany! Wczoraj próbował scenę z aktorką, którą już widział w poprzednich produkcjach. Sama mu zazdroszczę.

A tu wczesnym rankiem, co widać po nieprzytomnym starszym rodzeństwie. (młodsze, jak i on to skowronek).

 

 

czwartek, 31 maja 2018
szału nie ma i niczego nie urywa

 

Nie wiem zupełnie skąd i dlaczego, ale NAGLE pojawił się w mojej głowie pomysł, by  umilić spokrewnionym nastolatkom ich ciężki znój, w święto religijne, z którego oprócz lat komunijnych, skutecznie się wymiksowujemy. Zatem bladym świtem zwlokłam towarzystwo z pieleszy, co było nie zbrodnią, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, ale strategicznym i uzgodnionym uprzednio wydarzeniem, jak to z nastolatkami i prawie trzylatkami bywa i wszyskie podręczniki nakazują:

Nie chcesz dramatu, uprzedź, co nastąpi.

Nastolatki jednak, czego mogłam się spodziewać, gdyż stosowną literaturę na okoliczność ich dojrzewania opanowałam, zdążyły do rana zapomnieć, co im wieczorem perorowałam, jakże zatem były zdziwione moją niecodzienną propozycją.

- O 9 na termy?! - zawołały - przecież będzie zimno - tłumaczyły ścierając perlący się pot z czoła, jako że w domu z powodu obecnej abberacji pogodowej panują prawdziwe tropiki.

Osobom opiekującym się nastoletnimi pociechami wyjaśniam, że wypad do term był OCZYWIŚCIE uzgodniony uprzednio z towarzystwem. Nastolatki nie lubią niespodzianek, a tym bardziej zdarzeń, które mogłby zakłócać ICH WŁASNE PLANY.

Zatem wypad był omówiony na forum rodzinnym, wręcz przez nastolatki sugerowany, jako że oni NIGDY jeżdzą na termy w lecie, kiedy działa plaża na zewnątrz. (Nic to, że są regularnymi bywalcami zimowymi - chodzi o tę plażę).

Dojechaliśmy w końcu, po serii rytualnych nawoływań i międlonych przekleństw, na termy po 9, bo rok temu przybyliśmy chwilę później i odbiliśmy się od gigantycznej kolejki. Tym razem nawet miejsce na płatnym parkigu znaleźliśmy ledwie kilometr od wejścia.

W kasie nie bez pewnej satysfakcji wyciągnęliśmy plik kart dużej rodziny. (Kto jest posiadaczem KRD i nie odczuwa dumy, gdy w tych nielicznych miejscach płaci z swoją trzódkę mniej niż z prostej sumy z cennika wychodzi, niech pierwszy wyrzuci ten plastik! Ja nigdy i to dożywotnio!)

I weszliśmy. Oznaczyliśmy ręcznikami zgodną z naszą liczebnością ilość leżaków i całe szczęście, bo nie musieliśmy odpowiadać na liczne, aczkolwiek monotonne, pytania:

- Czy te leżaki są wolne? - jak nasi sąsiedzi, którzy poskąpili albo nie zabrali wystarczająco dużo części garderoby

 No i się zaczęło.

Prowiant skończył się już po godzinie.

Woda po dwóch.

Inicjatywa po trzech.

Tylko Monsterunio był zadowolony, bo i piasek i małe fontanny i woda. Luz.

Wracaliśmy w upale mimo klimy w aucie, bo jednym leciało za zimno, a drugim za gorąco.

Monster spalony na raczka - jak mogliście mnie nie zbudzić - podczas, gdy to akurat jego kolej była na pilnowanie majdanu. Monsterino głodny jak wilk, ale gdy tylko dorwał się do komputera w domu, o głodzie zapomniał.

Wszystkim Dzieci Posiadającym - Najlepszego z okazji Dnia Dziecka!

 

 

 

piątek, 18 maja 2018
co my tu tyle robimy, że się nie odzywamy

 

kopiemy, moi kochani, regularnie, w różnych piaskownicach i w wielorakim towarzystwie

 

jeśli chodzi o inne aspekty bieżącego funkcjonowania, to nikt tak nie porusza odpowiednich nerwów jak nastolatek

oraz prawie trzylatek o rozwoju mowy na poziomie roczniaka

zatem, jak zwykle, cudownie

z color run chyba już wyrośliśmy. Jak to się mówi - formuła się wyczerpała.

ale srebrna rączka była cudna

A z dodatkowych wyjątkowych wydarzeń, to nam się trafiła wyjątkowo kulturalna wiosna. Jak nie spektakl, to balet, jak nie teatr wielki, to muzyczny - co tydzień bywamy. Normalnie dopiero przerwa urlopowa w instytucjach może nas powstrzymać!

Tu akurat wracałyśmy z Monsterówną z Opery - z daleko wyglądało, jakby posadzili kwiaty na trawniku. A to wysypane płatkami tulipanów było.

wtorek, 08 maja 2018
wszystko na raz, czyli tylko zmiana jest stała

 

Nie będę tu o zaległościach narzekać, bo jak wiadomo, to kwestia priorytetów. A te są inne - każdy dzień spiąć i nie wylecieć na wirażu (nie dosłownie - muszę przyznać, że nowy rydwan, którym udaję się codziennie do fabryki wręcz fantastycznie trzyma się asfaltu).

Dziania jest tyle, że nie mogę stanąć obok i tego opisać, fizycznie nie ma kiedy. Pewnie się starzeję, bo kiedyś nigdy nie użyłabym tego argumentu.

Nic to - do rzeczy.

Od końca - wczoraj była kumulacja - ja z Monsteruniem na basenie, w tym czasie Monster z Monstertatą na odczulaniu, a na przesłuchanie do musicalu "Rodzina Addamsów" Monsterino udał się z babcią.

Ćwiczył utwór przez całą majówkę - w lesie śpiewał, bo Monster się z niego śmiał. Ha - przeszedł do drugiego etapu - tak mu poszło!

Z kolei jutro pisze test kompetencji językowych, gdyż ostatecznie zmienia szkołę.

Nie widział na oczy tego testu - nie chcę go stresować (starsze uczyły się na specjalnych kursach, żeby go przejść), także jego punktacja będzie li jedynie z jego wysokiej inteligencji i oczytania się brać, he he.

I jeszcze wracając do musicali - byliśmy na Footloose

Monster prawie się obraził, gdy go zawiadomiłam, że wychodzimy i on też (a on na to zgody nie wyrażał!), a potem bardzo mu się podobało. Świetna produkcja - genialnie zagrana - z przytupem i wielką radością. Jeszcze w czerwcu będą grać, koniecznie polecam, zwłaszcza nastolatkom!

No i proszę - ledwie opisałam ostatnie dwa dni, to znowu czegoś ode mnie chcą, choć już po godzinach.... 

wtorek, 17 kwietnia 2018
lepsza wersja

 

Monsterunio  bieży pędem poprzez pokój z plastikowym dwugłowym smokiem w ręce i wydaje straszny odgłos:

- Aaaa!

Wtedy należy się bać.

Monsterównie udaje się to wybitnie, więc Monsterunio zaśmiewa się głos.

Potem smok zajmuje miejsce i siedzą na tarasie całą trójką z miseczką pełną owoców i pałaszują (smok wyjątkowo jest na diecie, albo przeżarły mu się piękne dziewczęta w osobie naszej księżniczki), a Monsterówna dzieli się swoją wiedzą. 

- To mutacja genetyczna - mówi wskazując na dwugłową bestię

Monsterunio odpowiada w swoim narzeczu.

- Nie wiadomo, dlaczego - kontynuuje- być może przez czynniki środowiskowe lub jego rodzice byli zbyt blisko spokrewnieni.

Monsterunio wpatruje się w siostrę jak w obrazek.

Poza tym, że jest wzorem siostry, to jest lepszą wersją wiecznie zagonionej matki: cierpliwa, pomysłowa, ale i stanowcza.

- Brakuje wam witaminy B9, szczególnie tobie - informuje - jej brak odpowiedzialny jest za rozdrażnienie 

Czy muszę dodawać na jaki profil zamierzają pójść także młodsi  ( na razie dwaj, trzeci ma inne decyzje obecnie do podejmowania) bracia?

Będziemy mieć tu zaraz samych specjalistów od rozdrażnienia.

Od jutra do końca tygodnia trzymamy kciuki za egzaminy gimnazjalne Monstera, który UWAGA zaczął się autentycznie uczyć. 

Był na dniach otwartych w szkole Monsterówny i zobaczył, jaki wysoki pułap punktacji musi osiągnąć.

 

piątek, 02 marca 2018
Piętnastolatek

 

Kawał faceta.

Syneczek tatusia - razem wkręcili się w badmintona i są gotowi stanąć w szranki w deblu - ktoś chętny?

A poza tym - jak już od lat - zwinny jak jaszczurka, szybki jak błyskawica i ostry jak przecinak, mistrz celnej riposty, niewyparzonego języka oraz ekspresowego odrabiania lekcji. Przyszły pan Prezes. Lub lekarz. Lub aktor. Albo wszystko na raz.

A na razie nastolatek w pełni. Świadomy swoich praw, sprawnie ignorujący obowiązki.

Stu lat dobrego życia, synu!

poniedziałek, 19 lutego 2018
całkiem spory kawał litej skałki

no to są góry!

 

Majestatyczne. Piękne.

Monsterom jakoś niestraszne.

No, może najmłodszy troszeczkę niepewnie się czuł, gdy wjeżdżał ponad przepaściami.

Ale już na samej górze na dobre godziny wciągnęły go, nawet literalnie, cuda świata - dokąd jedzie ten magiczny dywanik?

Starsi chłopcy troszeczkę ze sobą rywalizowali - kto szybciej i piękniej jeździ na swoim sprzęcie.

a snowboardziści to tylko wypoczywają....

My dzieliliśmy się opieką nad Monsteruniem. 

 

Na dole, choć mróz, to czuło się już wiosnę.

 

Znalazłam ze dwie zaśnieżone ścieżki na biegówki i tylko raz wykorzystałam płozy. Tak na siłę, w sumie,

 

 bo tak naprawdę i drogi, i chodniki były przejezdne. 

 

A wieczorami na kwaterze uskutecznialiśmy hazard.

Ulubiona gra Monsterunia, którą szalenie rzadko pozwala się dzielić - on jest alfą i omegą, oboma kolorami oraz stronami. A jak dźwięcznie żetoniki rozbiegają się po bliższej i dalszej okolicy!  Zapełnia całą grę kapselkami, by oznajmić:

- Nie ma!

po ich wykorzystaniu.

I to jedyne zrozumiałe dla nas wyrażenie, które wypowiada.

Jedynie szkoda, że Monsterówny nie mogło być z nami. Oczywiście walczy w Wałczu. Jeszcze w tym tygodniu. Tymczasem Monsterino szusuje w Czechach, a Monster w Zakopanem zdziera bieżnik specjalistycznego obuwia sportowego wypróbowując nową rakietkę na obozie badmintona w Zakopanem.

środa, 31 stycznia 2018
Siedemnastolatka

 

17 lat temu też była środa.

O drugiej w nocy, po tradycyjnej wizycie w toalecie, chlapnęły mi wody.

Monsterówna wyskoczyła na świat o 16:35, więc trochę w międzyczasie musiałam się nachodzić, by zechciało jej się nas przywitać.

I nastąpił ten niesamowity, jedyny w swoim rodzaju, moment, gdy życie, które przecież czujesz wewnątrz, widzisz na usg i wiesz, że tam jest, urzeczywistnia się po drugiej stronie brzucha. Cud, magia.

To była przecież moja pierwsza ciąża, więc świeżo nabytą wiedzą fachową byłam napchana po dziurki w nosie. Wiedziałam, że noworodki są czerwone, pomarszczone i brzydkie.  A Monsterówna wyszła prześliczna! Zupełnie nie mogłam uwierzyć, że to właśnie mnie wylosowała na swoją mamę!

Potem, na którymś ze spacerów, jakaś pani zachwycała się jej urodą, a spojrzawszy na mnie, skwitowała:

- To pewnie po tatusiu....

I wszystko stało się jasne.

 

****

 

Córeczko!

Ty wiesz! Jesteś wspaniała, piękna, mądra i uczynna. Życzę Ci samych dobrych chwil.

 

*******

A tu jubileuszowe zdjęcia ( będzie jeszcze więcej, na razie przepakowuję walizki i doksięgowuję dokumenty w pracy) z naszego babskiego wypadu pod wieżę Eiffel'a.

Śnieg zaskoczył Paryż, ale my się nie dałyśmy - jeździłyśmy metrem jak szalone i  wychynałyśmy na zabytki niczym krecik z kopczyka. Było pięknie - wytwornie wręcz. Monsterówna jest świetnym kompanem do zwiedzania, więc, jeśli będzie nadal chciała, to stolice, nie tylko europejskie, szykujcie się, nadchodzimy!

niedziela, 21 stycznia 2018
doczekanie

 

Przez cały tydzień jadąc do i wracając z pracy czułam się jak na stoku narciarskim bez gogli - śnieg walił mi prosto w szybę.

No i mocno trzymałam kciuki, żeby do weekendu śnieg nie stopniał. I udało się! Tylko dlaczego mam wrażenie, że w Monsterowie tylko ja się z tego ucieszyłam? Nastolatki musiałam na siłę na dwór wyciągać, a Monsterunio tak naprawdę nie wiedział, czy się cieszyć - te parę chwil po zmroku, które spędził ze śniegiem w ciągu tygodnia go nie zachwyciły: bo nie dawało się po śniegu śmigać rowerkiem.

Na szczęście zjazdy sankami mu się spodobały.

 

 

Ciągnięcie w przyczepce, której kółka wymieniliśmy na płozy, też była frajdą, zwłaszcza, że przy ciągnięciu łagodnie kołysze. To, że prawie usnął dobrze wróży na nasz wyjazd w góry na ferie, bo przynajmniej pośpi w ciągu dnia na dworze i nie będę musiała na drzemkę wracać do pensjonatu.

 I powiedzcie, czy można nie chcieć wyjść na zewnątrz, gdy tak pięknie wokół???

 

wtorek, 26 grudnia 2017
Kolędnicy

 

Monsterdziadkowie zrobili mi wielką przyjemność przywdziewając świąteczne swetry.

A kolęda sama wyszła. 

Jeśli chodzi o planów spełnienie, to wczoraj wszyscy prócz Monsterina, który od ósmej już łączył się ze światem grając, zalegli do 10. Czyli sen wszystkim się przydał.

Nad lekturami innymi niż książki dziecięce, jeszcze pracujemy.

A z Monsterówną i jedną Monsterbabcią zaliczyłyśmy Listy do M3 wczoraj, czyli w  pierwszy dzień świąt dziwiąc się, ilu ludzi musi pracować, żeby garstka zobaczyła sobie film.

 



piątek, 22 grudnia 2017
kurz nasz powszedni

 

- Holly Pudding! - krzyczy Monsterówna z kuchni

- Mamy święty budyń? - odkrzykuję z łazienki, gdzie oceniam poziom zabrudzeń - czy jedno maźnięcie ścierą wystarczy - myśląc, że córka tak kreatywnie przeklina

- No, no - it's a pudding with a hole in it - odwrzaskuje Monsterówna śmiejąc się perliście

Być może mam omamy, wszyscyśmy solidnie przedświącznie zmęczeni - ja jak zwykle kończę miesiąc/rok/przekształcenie - ciągle coś na wczoraj, Monstery finiszowały ostro zaklasówkowani, a Monsterunio spędził przedświąteczny tydzień kaszląc w domu, przez co to znowu Monstertata musiał balansować między zleceniami, lekarzami a apteką. Ja pomimo rozpoczynania pracy o 6 i tak się nie wyrabiam.

Pewnie także z powodu niewyspania zgodziłam się kupić lametę na choinkę, choć nigdy nie mieliśmy takiej ozdoby, nie wiedzieć, z jakiego powodu.

Ale po wieczornym ubraniu choinki w lametę i nocnym rozebraniu i rozwleczeniu jej przez kota, a po porannym dokończeniu dzieła przez Monsterunia już wiem. Tak, teraz już wiem.

 Gdyż zapycha odkurzacz!

 

A na to wszystko zwariowała pralka - wyświetlacz pulsuje się niczym  neon ze  Stranger Things .

I tu przesadziła.  Rozumiem, że jest ponad siły eksploatowania, ale tak bez ostrzeżenia zastrajkować? Tak się nie robi. Foch.

Update z wieczora: Monstertata ma swoje sposoby i wskrzesił najbardziej zarobione urządzenie w Monsterowie. Ale tak szczerze - fakt, że nie ma wolnych weekendów,a i ferie, gdy nas nie ma musi nadrobić po naszym powrocie, ale już w wakacje gros jej pracy przejmuje koleżanka z Leśnej Głuszy, więc właściwie ma lepiej niż ja z moją pracą, którą sama muszę nadrabiać. A ja nie narzekam, więc doprawdy i ona nie powinna.

I owszem, mamy plany na święta.

Wyspać się. Obejrzeć coś dłuższego niż 15 minut serialu. Poczytać dłużej niż jedną stronę przed snem.

Niektórzy mają konkretne pomysły na spędzenie tego czasu.

wtorek, 12 grudnia 2017
kto kogo

 

Życie z Monsteruniem weszło w fazę "albo on nas albo my jego".

Ponieważ nadal nie mówi, komunikacja niewerbalna w jego wykonaniu polega na wydawaniu dźwięków o różnym natężeniu z wyraźną tendencją rosnącą, gdy jego żądanie nie zostanie natychmiastowo spełnione.

Gdyż Monsterunio nie prosi. On żąda. Nasz królewicz rozpuszczony jak dziadowski bicz.

Owszem, podejmujemy bardziej (reszta Monsterów) lub mniej (rodzice) udane próby ukrócenia niecnych monsteruniowych praktyk wymuszeniowych. Ale idzie nam średnio. Staramy się przeżyć kolejny dzień minimalizując nieuchronne tarcia.

Monsterunio przysuwa sobie krzesełko tam, gdzie chce wejść i miesza, przelewa, przesypuje, rozrzuca, tłucze... naprawdę nie da się wszystkiego przenieść na wyższe półki. Wyższych półek już dawno brakuje.

W żłobku jakoś sobie radzą - nawet tam siada na nocnik, podczas, gdy w domu nie ma o tym mowy. 

Przy nas jest upartym dzikiem.

Biega ochoczo, ale zdecydowanie w kierunku, który on sam wybierze (na pewno nie będzie to kierunek mety nakazany przez organizatorów biegu).

medale też sam sobie wręczy

I zdecyduje o koszyku zakupowym Monsterowa

poniedziałek, 11 grudnia 2017
po co są spacery w grudniu

...

by, oprócz wdychania smogu, wypróbować nowy rowerek na dłuższych, niż międzypokojowe, dystansach.

A motto listopada i początku grudnia, to tekst Monstertaty podsumowujący codzienną czynność, której się namiętnie oddaje:

"przy takiej ilości dzieci codziennie trzeba umawiać się do jakiegoś lekarza"

poniedziałek, 20 listopada 2017
ist es nicht egal, czyli wielki powrót Monsterowa do Berlina

 

 

Chociaż było zimno i wietrznie, tym razem zobaczyliśmy most na byłej granicy Berlinów i kolejny kawałek historycznego muru przy Warschauer Strasse 

 

Byliśmy w kopule na Reichstagu

 

 

 

a dla rozluźnienia podniosłej atmosfery - w Akwarium.

Tę destynację wybrał Monsterino - nasz rodzinny wielbiciel fauny podwodnej

 

Monsterunio najchętniej robił rybkom jacuzzi,

a ponad insekty przedłożył schody (pół godziny co najmniej wchodził na nie i schodził). Rybki za szybami zauważał od czasu do czasu.

Rozdymka się nie rozdęła na jego widok, o dziwo.

Wielkiego boa oraz krokodyle Monsterunio olał na rzecz rozkminiania funkcjonowania drzwi. 

Przejechaliśmy przez ulicę monsteruniowego imienia,

 

a także, na prośbę Monsterina - dotarliśmy aż do stadionu olimpijskiego (bo tam gra Hertha Berlin, ale dla nas to przede wszystkim stadion ostatnich  przedwojennych igrzysk). Tu Monster miał fazę, że on to chce mieszkać w Berlinie, bo tak mu się tam podoba.

No nikt mu (na razie) nie broni.

piątek, 27 października 2017
zażalenia, skargi i wnioski

 

- Przeczytałem 4 miesiące Monsterowa! - zaprotestował Monster na mój zarzut, że zamiast czytać, to tylko w sieci siedzi podczas choroby

Okropnie długa lektura zważywszy na ostatnią średnią miesięcznych moich wpisów.

Podczas wnikliwej lektury doszedł do wniosków, że za mało jest jego zdjęć wraz z adnotacją jakim to troskliwym bratem jest dla Monsterunia.

No to muszę wyrwać kilka chwil ze swojego pracowitego dnia, żeby nastolatek, który dzisiaj sam udaje się do STOMATOLOGA (nie do dentysty) z powodu bolących dziąseł, miał jakąś moralną pociechę.

Gdyż zajmuje się Monster Monsteruniem.  Z chęcią, inicjatywą i bez zbytniego (no może czasem) namawiania.

 

 

Monsterówna też, mimo zabiegania, znajduje czas dla Najmłodszego.

Wspólne zabawy Monsterina z Monsteruniem są trudne do uchwycenia aparatem;) Ale spróbuję i wstawię ASAP. Żeby nie było fakaupu, jak to w korporacji mówią.

niedziela, 22 października 2017
a m. toczy, toczy swój zad uroczy

 

Hormony szczęścia były ani chybi zaklęte w sterydach, albowiem, gdy tylko zaczęłam je odstawiać to po pierwsze primo - przestał zachwycać mnie świat,  po drugie primo - zaczęłam się znowu denerwować , a po trzecie primo - już nie budzę się o czwartej wyspana, tylko o 5:45 ledwo zwlekam się z łóżka.

Poza tym żadnego długiego weekendu w najbliższej perspektywie i choć 1,5 miesiąca roku szkolnego za nami, to Monstery jakoś nie doceniają tego, że wakacje coraz bliżej.

Monster w końcu, po tygodniach ignorowania zmian w pogodzie i noszenia bez względu na temperaturę oraz opady bluzy szkolnej li jedynie (matka, jak zwykle, się czepia i bez sensu powtarza TE SAME komunikaty w tle), osiągnął sukces i prawdopodobnie zapadł na anginę.

Teraz leży jak betka i ani nóżką a rączką to jedynie kciukiem smartfon obsługuje, czytanie książki przekracza możliwości, mamo. Trochę więcej empatii!

Anginę oraz spowodowane kuracją antybiotykową grzybicze zapalenie jamy ustnej przeszedł Monsterunio, a pędzlowanie jamy ustnej to był czelendż, z którym tylko Monstertata się uporał.

 

Natomiast u mnie w pracy miało być lepiej i lżej, a jest jak zawsze. Wszystko na wczoraj. No więc jestem zdrowsza, choć nadal na lekach, a najbliższe badanie jest 6.12. Mieli rację lekarze szpitalni - jak się z systemu wypadnie, to potem te wszystkie badania bardzo się rozciągają w czasie:) Ale nie dziwię się wcale i kibicuję strajkującym rezydentom. Choć to pielęgniarki powinny cały czas na czarno chodzić, cały oddział na ich barkach się trzyma, a mimo, że jest ich  za mało, to latają, jakby miały turbodopalacze w crocsach, w których śmigają po korytarzach.

wtorek, 19 września 2017
oszczędzający tryb życia

 

Monstery popowracały z wakacji, wrzesień przywitał nas deszczem, już trzeci tydzień wprawiamy się w rutynę roku szkolnego, a że nadal zadyszam się przy wysiłku, to niektóre aktywności ograniczam.

Przegapiłam Kongres Kobiet przez tę moją chorobę, wyjechaliśmy na weekend do leśnej głuszy. Było pięknie, ale chciałam być z siostrami w walce. W przyszłym roku koniecznie z Monsterówną.

A zaczynając od Niej - tak jak ja (chyba po lekach) jestem pijana ze szczęścia, jak piękne jest życie, tak ona jest zachwycona liceum! Począwszy od atmosfery (dlatego też wybrała tę konkretną szkołę), poprzez nauczycieli (profesorów, przepraszam!!!), a skończywszy na uczniach, których połowę zna, bo z jej gimnazjum przeszli.

- Cały trening się chichrałam, bo taka byłam po szkole zadowolona - relacjonuje.

Oby to pierwsze wrażenie takim do końca pozostało. Cudowne lata przed nią.

Chłopcy umiarkowanie szczęśliwi, Monster chory aktualnie i w depresji młodzieńczej związanej z krótkością i miałkością życia (aczkolwiek przygotowuje się do wyborów samorządu szkolnego), Monsterino - przewodniczący klasy w tym roku - w wirze kolegów, piłki i innych zajęć dodatkowych. 

Obydwoje, nawet Monsterino, który już ze dwa razy uśpił wieczorem Monsterunia, co mnie bardzo cieszy, bo największy dystans Monsterino do Monsterunia czuje,

, sprawdzili się jako opiekunowie dziecka - poszliśmy z Monstertatą na randkę do teatru, a chłopcy sami (bo Monsterówna na zawodach była) zabawili brata, zjedli razem kolację, wykąpali go i położyli spać. Czapki z głów!

Żadne z Monsterów nie chodzi na przedmiot wychowanie do życia w rodzinie - nie muszą, wychowywani do życia są praktycznie.

Monsterunio - dzielny żłobkowicz,

rozpoczął kurs pływania na basenie i to jest jedyny dzień, kiedy wieczorem cieszę się, że jest już wykąpany, bo straszliwie nasz najmłodszy Monster nienawidzi higieny osobistej, czy to zmiany pieluchy (tak, nadal pieluchy - nie jest zainteresowany wydalaniem w bardziej cywilizowany sposób), mycia zębów oraz kąpieli.

A na basenie woda mu niestraszna.

 

Chociaż tyle, bo ćwiczeń za bardzo nie chce za ciociami powtarzać. Więc moczymy się przez 45 minut, przynajmniej się w wodzie nie zadyszam.

 

piątek, 25 sierpnia 2017
szukamy dojścia, czyli dzień dobrych wiadomości

 

Od środy jestem na haju.

Po ostatnim szpitalnym zastrzyku o 19 oraz wieczornej porcji leków, odklikali mnie w systemie i mogłam dostać wypis na własną prośbę. (od 12 czekałam już na krzesełku, bo moje łóżko zajęła nowa pani). W międzyczasie wyskoczyłam na ostatnie echo serca, które pokazało, że sterydy działają, bo "kołderka" obściskująca osierdzie zwęziła się z 1 cm na 0,4 cm i komorze serca, która nie miała miejsca na rozkurcz, teraz zdecydowanie się poprawiło.

Ale pani doktor mnie nastraszyła, razem z panią prowadzącą. Oni naprawdę chcieli mnie tam mieć na miejscu i obserwować, chyba aż studenci na praktyki powrócą, by mieć ciekawy przypadek do oglądania.

Mam 11 różnych tabletek oraz antybiotyk. Z dnia na dzień coraz lepiej idzie mi ogarnianie dawkowania i życia na zwolnionych obrotach. Rano, Monstertata wraz z Monsteruniem, po drodze do żłobka podrzucają mnie na zastrzyk. Wieczorem idę na pogotowie, wszędzie blisko.

Wreszcie otworzyli nam najbliższy park, który jest EPICKI! Cieszę się, że choć jeden Monster załapał się na niego, chociaż małpi gaj dla starszych dzieci myślę, że dla Monsterina też będzie fajny. Naprawdę gigantyczny jest i solidny. Oprócz tego stół do ping-ponga, siłownia, całe mnóstwo barierek do podciągania do ćwiczeń fizycznych, nawet stoły piknikowe.

A największy cud, to odkrycie, że zabawki w piaskownicy, które pamiętam jeszcze z czerwca - nadal tam są! Przecież to genialne, że nie trzeba tarabanić się z wiaderkami, łopatkami, autami - tylko dzieci bawią się  i wymieniają tym, co jest. A jest coraz więcej, mam wrażenie. Chyba ludzie zobaczyli, że nikt tego nie kradnie, to po co codziennie wozić te zabawki tam i z powrotem.

Monsterunio najbardziej lubi przesypywać piaskowe młynki, albo załadowywać i rozładowywać wózek z piaskiem.

Huśtawek unika. Absolutnie nie lubi. Zjeżdżalnia może być, ale zjeżdżalnię ma w domu, więc piach bardziej atrakcyjny.

No i z daleko widzi parkową pergolę i wyrywa się, biegnie co sił do furtki. Taki duży chłopiec!

O postępach Monsterunia więcej będzie na równoległym blogu, a teraz tylko zdjęcie ze śniadania.

Jajko ze skorupki sam obiera.

A dobre wiadomości są jeszcze takie, że byłam dzisiaj w szpitalu, wskoczyłam na echo serca i jest jeszcze lepiej niż przy wypisie. Więc następna kontrola już po zakończeniu serii leków.

Tutejsza pani ordynator jest większą optymistką niż opolscy lekarze. Oczywiście, jakby mi się pogorszyło, mam przyjechać na izbę przyjęć, ale ona twierdzi, że leki pomogą i nie będę przewlekle chora.

I tej diagnozy się trzymam.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017
back do square one, ale i światełko w tunelu

 

W piątek byłam w totalnym dole, bo po pierwsze okazało się, że leki antyzapaleniowe nie działają i trzeba wytoczyć większe działa: sterydy, a wiadomo, że sterydy to SAMO ZŁO.

Po drugie, po konsultacji z oddziałem zakaźnym, na którym mają większe doświadczenie leczenia boreliozy, stwierdzili, że muszą zmienić antybiotyk na taki podawany tylko dożylnie, stosowany tylko w lecznictwie zamkniętym, czyli proponują kolejne dwa tygodnie w szpitalnym SPA.

Być może trochę zbyt gwałtowną radością na tę propozycję zareagowałam, bo gdy szlochałam Monstertacie do słuchawki, to myślał, że wkrótce opuszczę ten ziemski padół, a on zostanie samotnym ojcem czwórki dzieci...

No jeszcze nie. Chyba, że nie zastosuję się do leczenia, wtedy blaszki jak się ZWAPNIĄ, to może być źle.

Taki terror i ciśnienie autorytetów w białych fartuchach.

Ale 

postanowiłam być twardym negocjatorem.

Argumenty ekonomiczne nie działają - co z tego, że blokuję łóżko, a w ambulatorium byłoby taniej - szpital dostaje widocznie taki sam zwrot za osobołóżko, więc mu nie zależy.

Trochę zadziałała wizja opuszczonego męża z czwórką zasmarkanych dzieci dzieci u boku, no i że jestem jednak z innego województwa i koordynowanie życia rodzinnego i pracy z tak daleka jest utrudnione. Lekarze, to mimo wszystko, też ludzie.

Wstępnie ustaliłam z lekarz prowadzącą, a za godzinę mam audiencję u ordynatora, by omówić moje dalsze leczenie zdalne po wypisie. Ordynator upiera się na wypisie na własne życzenie, nie wiem, czy chodzi o odpowiedzialność czy o sprawy formalne?

Aha - i żeby Wam się nie zdawało, że taka propozycja na leczenie ambulatoryjne to prosta sprawa!

Lek, który jest tylko do leczenia zamkniętego nie można sobie kupić samemu w aptece. Najpierw moja przychodnia lekarza rodzinnego, musi się zgodzić, że przejmie podawanie leku. Na podstawie dawkowania podanego przez szpital, wydają zlecenie do przychodni, a ta do apteki, w której zresztą trzeba ten lek zamówić z wyprzedzeniem, bo przecież nie trzymają takich leków na zapleczu.

To wszystko w Poznaniu koordynował Monstertata, któremu trochę ulżyło, że przynajmniej przez chwilę pomogę mu w podtrzymywaniu ognia w domowym ognisku.

Podsumowując - wstępny plan jest taki: ostatnią dawkę antybiotyku dostaję jutro w szpitalu o 19, a następną o 7 rano w przychodni w Poznaniu. Ale wypis jest ok. 15, więc pewnie resztę czasu spędzę na korytarzu z papierami w ręce. Ale jak te papiery dostanę, to będę przeszczęśliwa.

Nowych zdjęć nie mam, ale w ramach czyszczenia dysku znalazłam zdjęcie chłopców, którzy dzisiaj w Opolu zaczęli zajęcia sportowe na AZS na Politechnice, żeby trochę ich energii przejęli trenerzy, a nie dziadkowie...

 

3 lata temu do leśnej głuszy zabłąkała się piękna, puszysta, choć mocna skołtuniona, ruda kotka.

Brzemienna, jak się okazało.

Ostatecznie 3 rude maleństwa i sama mama znalazły dobre domy, ale przez całe wakacje wychowywały się w leśnej głuszy.

Maluszki

A tu ledwie po 3 latach - młodzież

Plus jeden

(kotki też urosły)

czwartek, 17 sierpnia 2017
między kroplówką (z żelazem) a brzegiem pucharu (z tabletkami)

 

Wynik rezonansu przyniósł dwie wieści: jedną dobrą - że nie ma już płynu w osierdziu, drugą złą i nad nią, niestety, zapłakałam - otóż, z tego, co zrozumiałam, w worku osierdziowym są blaszki, które u mnie, prawdopodobnie w wyniku zapalenia osierdzia, połączyły się. A nie powinny, bo wtedy worek nie jest elastyczny, serce nie rozkurcza się właściwie i stąd zadyszka i spadek wydolności.

No i nie chcą mnie wypuścić, póki lekami tych blaszek nie rozłączą, gdyż może to się skończyć zwapnieniem, a to tylko operacyjnie się leczy. Pewnie, że nie chcę zaraz wrócić do szpitala, wolę wyjść wyleczona.

I tak to, małym szantażykiem mnie podeszli. Dodatkowo żelazo, mimo codziennych kroplówek, się nie podnosi, no i nie wiedzą, czy być może to kuracja antywirusowa działa przeciw żelazu.

W każdym razie w ciemnej d. jestem i mam depresję. Moje szpitalne sąsiadki, osiemdziesięcio- i dziewiędziesięciolatki wychodzą po zawałach, a ja tu zapuszczam korzenie. 

Jedną rzecz ze szpitala muszę wdrożyć w domu: zamiast zamykać łazienkę od środka, bo nam klucz ciągle ginie, albo jest chowany, to tabliczkę : WOLNE-ZAJĘTE - zrobić. Tak to tutaj rozwiązali.

Dzisiaj na moje pocieszenie - Monstery w basenie.

wtorek, 15 sierpnia 2017
różowa tableteczka okazała się najważniejsza

gdyż na zapalenie osierdzia jest, a na to mnie obecnie leczą.

W długi weekend oczywiście nic się nie działo, lekarze dyżurni za bardzo nie mieszali w rozkładzie tabletek, jednak coś tam wyczytali z wyników. Mianowicie oprócz zapalenia osierdzia wyszła mi przy powtórnym badaniu (pierwsze dało wynik na pograniczu) - świeżą boreliozę.

I nie, żaden kleszcz mnie nie użarł.

Zatem antybiotyk doszedł, a jutro sądny dzień, bo przychodzą lekarze po urlopach i wezmą nas w obroty.

A tymczasem do leśnej głuszy zawitał na weekend Monsterunio z Monstertatą i zaraz szast-prast zarządził chłopakom wycieczkę rowerową wokół Dużego Jeziora Turawskiego.

Monstertata troszkę się zdziwił, że po tych 25 km żaden nie ma ochoty na kolejne 28 (14 km tam i z powrotem) do szpitala do matki. Myślę,że to o ten szpital chodzi - odechciewa się po jednej wizycie. Monster stwierdził,że jednak lekarzem to on nie będzie.

 

Ponadto, w tym roku udało się przeprowadzić dłuższy odwyk komputerowy. Wprawdzie dopadają komputer dziadka, ale swoich urządzeń w leśnej głuszy nie mają, więc nie mogą bez limitu korzystać. Cierpią okrutnie i dają odczuć wszystkim naokoło swoje cierpienie, ale co się nie nagrają, to się nie nagrają.

 

Dzisiaj żadnych nowych zdjęć, tylko pozdrowienia spod kroplówki z żelazem (na skrajną niedokrwistość - kolejny dziwny element moich wyników, który nie potrafią pożenić z niczym)

niedziela, 13 sierpnia 2017
Szczeliniec , czyli 665 schodów

 

Na ostatni weekend lipca, ostatni razem z Monsterówną, wymyśliłam, że tym razem nie tylko wejdziemy i zejdziemy labiryntem skałek, ale zanocujemy w klimatycznym schronisku na szczycie Szczelińca. A żeby było bardziej "górsko" i schroniskowo, to zapakowałam nam śpiwory.

Najsilniejsi, czyli Monstertata i Monster, dźwignęli największe plecaki,

Monsterówna i Monsterino mniejsze, a ja miałam mieć na plecach Monsterunia.

Tyle tylko, że już po przejściu strefy Krupówkowej, czyli stoisk z mydłem i powidłem i dotarciu do schodów  ledwo dyszałam. Co akurat dobrze się złożyło, bo Monsterunio i tak wyrywał się z nosidła.

Barierka akurat dla jego wzrostu była, na odcinkach błocka brała go na ręce Monsterówna, albo Monstertata na barana, a ja co parę schodów musiałam stawać i dyszałam ciężko.

Na szczycie weszłam do pokoju i padłam z gorączką, a reszta dzielnych piechurów poszła dalej, na Pasterkę, potem wrócili na zachód słońca,

a mnie tylko Monsterunia podrzucili, bo spałam, spałam i spałam.

Dzień później było już lepiej, choć nie idealnie. Ale przynajmniej schodzenie mniej męczy niż wchodzenie, no chyba, że się utknie.

No a teraz już tydzień nie wychynęłam na jakiekolwiek powietrze, a do zestawu tabletek doszła mała różowa, którą zinwestygowałam jako przeciwko nawrotom incydentom sercowo-krążeniowym.

W weekend w szpitalu nic nowego się nie dzieje, dalsze badania jutro. Na razie wyszło, że mam wodę w jamie brzusznej i otrzewnej, a nie powinno tam jej być.

Z niedzielnym pozdrowieniem, Wasza M.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
Archiwum
do Monsterowa tędy