sobota, 25 września 2004
Historyczna Antologia humoru Część II
Część II – Gaja dwuipółletnia

Najbardziej podoba mi się, jak rodzeństwo rozmawia ze sobą.
Robuś: "gu, gu, ga"
Gaja: "Nie gugu, tylko Gaja, Lobelciczku, nie wies?"


Gaja wpada do domu:
"Mamuśku, daj pić, bo jestem nienapita"


Gaja oddelegowana do łóżka przychodzi po kilku minutach ze stertą książeczek i mówi:
"tam jest ciemno, zepsute chyba światełko i ja nic nie widzę w tych ksiązeckach. Tu jest jasno i tu musim cytać."


Siedzę ze smętną miną nad naleśnikiem, bo prosiłam babcię o podwójną porcję sera, a dostałam połowę normalnej. Gaja patrzy na mnie i pyta:
"Co, smutnego naleśniczka masz?"


Gaja je obiad przy stole, a na podłodze Robert podczołguje się pod samo krzesło podnosi głowę i śmieje się do niej zaczepialsko.
Gaja: "Jus, jus. Cekaj, maluchu. Tylko umyję lącki i buźkę, bo baldzo bludna jestem i jus do ciebie idę! No, cekaj!"


Gaja zrywa się i biegnie do lustra.
Ja: "Co się stało?"
Gaja: "Musiem zobaczyć moje ładne, carne ocki".


Odpowiadam na maile, więc zamiast pytań Gai słyszę tylko brzęczenie w tle. W końcu Gaja szarpiąc mnie woła:
"Mamuś! Cy ty zyjes?"


Robi wyrwał Gai jabłko i je nadgryzł.
Gaja: "Mamuśku!!!!! Latunku!!! On jest malutki, on je tylko cycusia, pamiętas?!!!


Gaja biega wokoło pokoju z plasterkiem sera w rączce.
Ja: Co robisz?
Gaja: "Niech selek tez sobie pobiega".


Konrad czyta Gai książeczkę o Puchatku.
Konrad: "Puchatek łowi ryby na wę...(stara się podpowiedzieć Gai)
Gaja: "na węza!"


Przechodzimy koło sklepu z bielizną. Na wystawie manekiny w majtkach i biustonoszach. Gaja podchodzi do wystawy i komentuje:
"Ale ładne cycuszki!"


Gaja robi z Konradem grzanki. Obserwuje przez szybkę, jak się robią, aż w końcu krzyczy:
" Tata, chodź, gzanki juś się opaliły!"


Codzienna zajawka Gai, jak tylko oczy otworzy:
"Mamo, jakiego loda dzisiaj zjes?"
Ponieważ na dworze deszcz i wiatr odpowiadam, że dzisiaj nie zjem, bo mi będzie za zimno na dworze.
Gaja: "W domu jest cieplutko. Kupimy lody, wlócimy do domku i tutaj zjemy, dobla?"


Gaja czeka pod drzwiami toalety na babcię.
Gaja: "Juśśśśś?"
Babcia: "Jeszcze nie".
Gaja (chwilkę później): "Babciuuu, cy juśśśśś???"
Babcia: "Jeszcze nie".
Gaja: "Cy ty tam kupę lobis, cy co?"



Dzień jest wyjątkowo ponury.: jak nie mgła, to deszcze, zero przejaśnień.
Gaja marudna, trze oczy, przykłada się do dywanu.
Ja: "Gaja, jak chcesz się chwilkę zdrzemnąć, to proponuję na łóżku".
Gaja: "Nie, ja tylko tak mlużę ocka, bo mi słonecko za baldzo świeci".


Późny wieczór. Gaja nareszcie leży w łóżku w swoim pokoju, ale drzwi do nas są otwarte.
Gaja: "Tatuchu!"
My nic.
Gaja: "Mamuśku! Wody potsebuję!"
Ja nic.
Gaja: "Mamo! Halo! Jest tam kto? Lobelcika piłka bzęcy!"
Idę zobaczyć, co za piłka i dlaczego brzęczy. Oczywiście Gaja fantazjuje. Daję ostatecznego, pożegnalnego całusa i wychodzę.
Gaja śpiewa w pokoju i Robert się budzi. Idę do niej wściekła, a Gaja: "No widzis. Mówiłam, ze bzęcy."



Ja: "Gaju, może przyniesiesz mi pieluchę dla Robercika?"
Gaja: " Moze powinnaś powiedzieć plosie"

Gaja do Oli (która rozpacza, bo ma 2,5 roku, a wtedy się często rozpacza, o czym Gaja doskonale wie, bo jest tylko o miesiąc starsza):
"Nie płac, Olu! Zobac, jaki piękny dzień! Słonecko świeci! No zobac i nie płac."


Gaja na huśtawce zaczyna się dziko śmiać. Nie wiem zupełnie z czego, więc pytam. Na to Gaja:
"A tak wygupiam się"


Gaja, której tato pozwolił jeść kisiel na kolacje (skutki zmęczenia ojca, oraz rozluźnienia atmosfery w wyniku nadzoru ojca nad dziećmi przez cały dzień) przenosi się z kubkiem na łóżko. Wołam z drugiego pokoju: "jak pobrudzisz łóżko, to będziesz spała na pobrudzonym".
Nie mija parę chwil i przychodzi do mnie Gaja pytając: "Jak jest bludno, to można psecies wymyć smatką, plawda? I jus jest cyste."
Ja: "No tak"
Gaja:"To daj mi smatkę".


Gaja: "Dlacego mamuśku lezys w łózecku?"
Ja: "Bo jestem chora"
Gaja (lekceważąco machając ręką): "Bez psesady"


Gaja: "Kulde!" (krzyczy i patrzy się na mnie)
Ja nic, nie reaguję.
Gaja: "Powiedziałam kulde, nie słysałaś?"
Ja: Słyszałam. Dlaczego powiedziałaś kulde?
Gaja: "Bo mi się zepsuło."
Ja: To dlaczego nie powiedziałaś po prostu: , tylko powiedziałaś kulde?
Gaja: "Bo...(myśli)..bo kulde jest tak fajnie!"


Ostatnio najlepsza zabawa Gai, to rozmowa przez telefon. Wręcza mi kartonik w kształcie telefonu i mam z nią rozmawiać. No to rozmawiam.

Gaja: "Halo, mama?"
Ja: Tak, to ja.
Gaja: "Co u Ciebie słychać?"
Ja: U mnie wszystko w porządku, jestem w pracy. A co u Ciebie?
Gaja: "A ja lobię sałatkę, a ten łobuz lozlabia."
Ja: A z czego to sałatka?
Gaja: "Z makalonu.. A, nie. Makalon się skończył, więc telaz to nie wiem, z cego ta sałatka. Coś wymyślę".
Ja: Na pewno będzie pyszna.
Gaja: "To ja jus końcę, bo musę. Na lazie, mamuśku! "
Ja: Do usłyszenia.
Gaja: "Ach, taaak. Słyszenia".


Gaja czasem rozmawia na niby z babcią, dziadkiem, albo koleżanką. Naprawdę ciężko zachować powagę podsłuchując te rozmowy. Jedynie zapisywanie w kajecie mnie ratuje.

Gaja: "Halo, babcia?"
"Jesteś tam?"
"Znowu chola? Taak?"
"I musis do spitala?"
Gaja (do mnie, zasłaniając drugą ręką profesjonalnie swój ) "Mamuśku, babcia jest chola i musi jechać do spitala"
Ja: W szpitalu wyzdrowieje?
Gaja: " W spitalu jej powiedzą"
Gaja: (wraca do z babcią): "Halo! Jesteś jesce?"
"Aha. No to się umówimy jakoś."
"Jak ci jest w spitalku? Dobze? No to fajnie. To na lazie, babciu, musę końcyć, bo Lobelcik jęcy. To ceść."


Kolejna rozmowa:

Gaja: " Halo, dziadek? Oblaziłeś się? Bo nie dzwonis. Nie? No to fajnie. Na lazie".

Gaja gotuje dla lalek zupę. Karmi lalkę. Przychodzi do mnie i mówi: "Wies, nie smakuje jej ta zupa."
Ja: I co zrobisz?
Gaja: "Coś innego ugotuję. Obiad chyba. Bo lalka lacej nie lubi zupy, tylko obiad. Wystalcy obiad."
Zaraz przybiega i mówi: "Telaz jej smakuje, jus ostatni łycek i idzie spać. A tata kupi smakuśki dla Gajuśki."


Nowa wersja rymowanki:

"Mam fusteckę haftowaną, co ma ctely nuchy (to od: nogi, duże nogi, to nogale, albo nuchy)
Idę do mamuchy, idę do mamuchy."


Dzień wielbienia siebie. Gaja stoi przed lustrem i kadzi:
"Ale jestem ładna. I jakiego mam dekolta!"

Chwilę później: "Jestem siostla Lobelta i mam dugie włosy. O!"


Ulubiona zabawa oprócz rozmawiania na niby przez telefon: robienie zakupów na niby, albo połączenie i tego i tego. Gaja dzwoni do mnie: "Mamuśku, wlacam jus do domu, zlobić zakupy?"
Ja: "Tak, zrób, no pewnie".
Gaja: "Ale wies, co, lepiej ty zlób, bo ja nie wiem."
Ja: Powiem Ci, co kupić.
Gaja: "Dobze"
Ja: "Kup chlebek, serek, mleko"
Gaja: "Tak, tak, to ty kup, ja jus jadę do domu. Pa, pa."


Inna rozmowa:
Gaja: "Halo, Mamuśku, to ja, Gaja. Zepsuł mi się samochód. Dzula się zlobiła"
Ja: To jedź do warsztatu, tam Ci naprawią.
Gaja: "Aha. No to jadę, na lazie!"


Gaja oznajmia: " Jadę do placy, mamuśku. Ale nie maltw się, psyjadę na obiad!"


Konrad gilgocze Gaję. Gaja przybiega do mnie uradowana i oznajmia: "Ale tata jest fajny gilg".


Gaja zbudowała most, po którym jeżdżą samochody. Nagle jeden z nich spada. Gaja podnosi go i przemawia do niego troskliwie: "Psewlóciłeś się? Bolało ciebie? Tak? Daj, pocałuję.. Jus nie boli? No, widzis. Tak jus samochody lobią... ale będzie dobze."


cdn
Historyczna Antologia humoru wg Gai

Wybrała i ujęła w ramy czasowe Monstermama.

Osoby występujące w tekstach dnia:
Monstertata
Monstermama
Monster The Pierworodny - Gaja
Monster Młodszy - Robert

Część I – Teksty dnia Gai dwulatki

Konrad: Jak ma na imię mama?
Gaja: Madzia
Konrad: A tatuś?
Gaja: :Konladek. A Gaja? (do siebie) Gaja. A Lobelcik? Lobelcik!


Ja: Ostry ten soczek, co? (bo z czarnej porzeczki naprawdę jest )
Gaja: nie, nós jest ostly, nie socek.


Gaja siedząc w kąpieli, śpiewa:
Sto lat, sto lat, niech zyje kupa nam! Sto lat, niech zyje siusiu nam!


Gaja chciała siusiu, a ja karmiłam Młodego, więc jej mówię: przynieś tutaj kibelek i zrobisz koło nas.
Gaja: „nie, kibelek! Kibelek ogomny i cięski! Gaja nocnik przyniesie!”


Gaja poszła na spacer z babcią i się huśtała. Wieczorem mówi do mnie: „byłam na pacielku, z babcią i huśtałam”.
Ja: A babcia się też huśtała”.
Gaja: „nieeee, babcia duzia jest”.


Gaja przynosi zużytą pieluchę Boba, o której zapomniałam i pyta: „To pelucha Lobelcika?”
Ja: „Tak”
Gaja: „To musisz wyrzucić do kosza, wieś (wiesz) mamusiu?”


Przed wyjściem na dwór Konrad pyta Gaję: „Gaja, chcesz zrobić siusiu?”
Gaja: „Nieee, wczolaj zobiłam, u babci.”


Konrad ściera stół po kolacji. Gaja przygląda się temu i nagle wskazuje palcem: „jesce tu klopelka”.


Gaja bawi się na balkonie, gdy piętro wyżej wychodzi na balkon znajoma sąsiadka.
Gaja woła machając radośnie: “Ceś Monia! Co u ciebie słychać?”
Monia: “Cześć! U mnie wszystko dobrze, a co u was słychać?”
Gaja: “U nas słychać Lobelcika!”


Jedziemy autobusem. Gaja zagaduje do jakiejś pasażerki: "Tam jest Lobelcik (pokazując do tyłu wózka), a ja byłam w palku i na zieździalni, i na huśtawce"
Pani ze zrozumieniem kiwa głową: "To grzeczna jesteś dziewczynka!"
Gaja: "Nieeeee."


Przechodzimy koło budowy, gdzie pracują robotnicy w uniformach pobrudzonych farbą.
Gaja: "Ale bludasy".


Gotujemy zupę. Gaja obiera cebulę, a potem zamiast mi ją podać do pokrojenia, to głaszcze ją ze wszystkich stron.
Ja: "Gaja, co robisz?"
Gaja: "Masujem cebulę"


Gaja jest w złym humorze. Proponuję, że poczytamy książeczkę. "Chcesz? " pytam.
Gaja: "Nie baldzo".


Gaja krzyczy do mnie z drugiego pokoju, w którym się bawi:
"Mamutku! Masz Lobelcika na kolankach?"
Ja odkrzykuję: "Nie, Robercik leży na macie i się bawi"
Gaja: " A to dobzie, bo ja chciałam na kolanka" I wspina mi się na kolana.


Prasuję odwrócona plecami do Gai, podczas gdy ona czyta książeczkę. Gaja chce, żebym to ja jej czytała, mimo że po pierwsze primo nie mogę, bo prasuję, a po drugie primo - Gaja zna już tę książeczkę na pamięć.
Gaja: "Mamutku, co tam Puchatek lobi?"
Ja: Gaja, przecież wiesz...
Gaja: "No, odwlóć się i popać, co tam Puchatek lobi i powiedz Gai, no juś"


Około 4 nad ranem Gaja budzi Konrada: "Tatusiu, no wstań, godzina jest i ścielimy łózecko"
Konrad (nieprzytomnie, jak można się spodziewać): "A która jest godzina?"
Gaja: "Zobac tam jest zegalek"


Gaja rozebrana do naga je "chlupki z miodkiem i mlećkiem".
Zwraca się do mnie: "A mozie Gaja musi śliniaćka, zieby nie pobudziłam buśka?"
Mówię jej, że najwyżej ją wymyję. Je dalej. W końcu odkłada łyżkę i chce wypić resztę mleka prosto z miseczki.
Nie za bardzo jej to idzie.
Gaja: "Kulde. Chiba lepiej łyziećką"


Gaja siedzi w foteliku, a ja proszę ją, żeby przełożyła rękę przez pas, którym zamierzam ją przymocować.
"Nie ma ploblemu" - słyszę w odpowiedzi.


Siedzimy w piaskownicy. Gaja zrobiła pokaźną kolekcję babek. Konrad siada koło niej chcą je obejrzeć, a Gaja wpada w histerię krzycząc: "Idź tam dalej! No idź, po plostu nie psuj mi tych babów".


Gaja zrobiła babkę, ale zaraz ją zburzyła: "Nie wysła baba, niestety" - stwierdziła ze smutkiem.


Gaja zjeżdża ze zjeżdżalni, ale dosyć wolno, bo nie ma poślizgu. Gaja stwierdza: "kiepsko zjeździam".


Gaja z Konradem słuchają Konradowej muzyki. Gaja kołysze się w rytm. Płyta się skończyła.
Gaja: "Skończyła się. A dugą (drugą) mas muzyckę?


Gaja jęczy, że nie może zawiązać buta.
Ja: "A co się mówi?"
Gaja: "Posię. I nie jęczeć!"


Gaja układa puzzle ze zwierzątkami i opowiada Robercikowi, co to za zwierzątka.
"A to jest muuu, wies?"
Ja: "Muu, czyli?"
Gaja nie rozumie, o co chodzi, więc podpowiadam:
"Muu, czyli krowa, tak?
Gaja wreszcie odkrywa, o co chodzi i mówi:
"Taaak, jeście jest czyli kaczka i czyli owieczka i czyli konik!"


CDN

piątek, 24 września 2004
Słowo na Weekend

6:25 - Monster w drzwiach. Super,super, super- Monster Młodszy rozumie, że weekend, to czas dłuższego odpoczynku.
"Meko". Jest mleko. Czołgam się do kibelka, Młody zły, od razu rozdziawia twarz, rzucam w Monstera poduszką tłumacząc cierpliwie (he, he, he), że przecież na sekundkę go li jedynie opuszczam.
Wracam, wtulam się w żłopiącego.
"Buła" Jest buła.  Wydawało mi się, że ledwo przytuliłam się do poduszki.
"Mama, oć" ciągnie Monster
"No way" - monstermama chce jeszcze spać, spać, spać.
Monster rezygnuje. Monstermama zarzuca Monstera stertą samochodzików i książeczek.
Monster Młodszy jeździ na Monstermamie samochodzikami, siada na mamie okrakiem i wydaje końskie odgłosy paszczowe, rzuca książeczkami, jeśli książeczki nie są o samochodach (choć zazwyczaj chociażby jednego, małego udaje się znaleźć - to się nazywa uważny dobór lektury dla Monstrów).
Dziwnym trafem Monster Młodszy NIE molestuje Monstertaty. W ogóle jakby nie zauważa kształtów po drugiej stronie łóżka.
Staram się zachęcić Monstera Mlodszego do wszechstronnego rozwoju i do obcowania z różnorakimi bodźcami, toteż przekonuję:
"Monsterze, monsterze- rzuć proszę okiem na tę czuprynę wyrastającą na poduszce obok. Zapamiętaj, że tatuś bardzo lubi drapanie po głowie"
Gdy na poduszce obok rozlegają się jęki torturowanego Monstertaty, sprytna Monstermama uderza w zasłużoną kimę.
Nie na długo, oj, nie.
"Mamoooooo" - Monster The Pierworodny w drzwiach.
"Mamoooo, ja muszę się do ciebie przytulić, czemu tu tak mało miejsca" Ryk, rozstrój nerwowy. A tak ładnie nam się sobota rozpoczynała.
Posyłam Monstertacie sójkę w bok. "Wspólniku, wspólniku- rusz swe ociężały członki i wybierz sobie łóżko któregoś z Monsterów, bo nam tu trochę ciasno"
Monstertata reagując prawidłowo zabiera swą głowę razem z poduszką i resztą swego ciała i oddala się do pokoju Monsterów.
"Ciekawe, na którym łóżku będzie spał " - zastanawia się Monster The Pierworodny "Fyba nie na moim. Nie dojdzie."
"Też myślę, że nie dojdzie" przytulam się do Monstera The Pierworodnego i słyszę i czuję, że z drugiej strony nie może popuścić takiej okazji Monster Młodszy i wspina się na Monstermamę, jednocześnie kopiąc Monstera The Pierworodnego, więc The Pierworodny wpada w ryk i Monstermama już wie, że na pewno rozpoczął się nowy dzień. I jest to sobota i nie trzeba od razu wyskakiwać z łóżka i można delikatnie nakierowując Monstery na odpowiednie szulfady i półki spędzić dobre piętnaście minut nad Wysokimi Obcasami, które już leżą na progu.
Jak ja mogłam kiedyś pomstować na Prasę Do Domu!!!


czwartek, 23 września 2004
Monsterowy Poranek Powszedni


4:25 Monster Młodszy w drzwiach. Nieprzytomny. Rozżalony. Mam nadzieję, że to TYLKO z powodu zębów. Bo wtedy jest nadzieja, żee jak wyjdą te wstrętne trójki, to wreszcie będzie tradycyjna pobudka o 7.
Wcale tak nie myślę o tej 4:25. Zdecydowanie działam instynktownie: żel, masowanie pleców, czasem mleko. Jest różnie. Ostatnio już o 5 zasypia znowu zabierając miejsce na niezbyt obszernym Łóżu Monsterrodzicowym, a czasem szalej dłużej. Nie rejestruję, jak długo. Wykorzystuję każdą minutę spokoju (Monster w tym czasie znajduje samochodzik, albo piłkę, albo jedno i drugie), by przytulić głowę do poduszki.
7:05 Dzwoni budzik. Udaje się go wyłączyć, zanim Monster Młodszy otworzy oczy. Dopadam łazienki, bo to moje 5 minut. Tyle udaje się uszczknąć samotności, gdy w drzwiach łazienki staje Monster Młodszy. (mam podejrzenia, że ma czujnik ciepłoty okolicy - gdy wyczuwa, że nie ma matki - samoczynnie się budzi).
Już nic nie zrobię. Hasło: "buty". Reszty Monster Młodszy nie lubi ubierać.
Nie tracąc czasu na gonienie gołego Monstera Młodszego (choć przynajmniej w butach) włączam płytę, która ma pozwolić Monsterowi The Pierworodnemu na łagodne powitanie nowego dnia. Monster The Pierworodny zdecydowanie jest sową, a nie skowronkiem.
Leci "dzeń dzeń dzeń, na dobry dzień, tak dzwonię i dzwonię co rano" Przy "umyj zęby koteczku, kolorową szczoteczką" Monstertata narzuca drugą poduszkę na uszy. Ale w drzwiach pojawia się Moster The Pierworodny... we łzach.
"Gdzie jest moja bluzeczka, czemu ją przestawiłaś, psecies położyłam ją na kostkę, a nie na krzesełko"- Łka Monster The Pierworodny
"Przepraszam, przepraszam, chciałam ją rozprostować, myślałam, że bluzeczka spadła na kostkę, nie przypuszczałam, że ją tam sama położyłaś, już układam  ją na kosteczkę" - muszę, muszę przywrócić jej dobry nastrój, bo inaczej misternie budowana atmosfera poranka legnie w gruzach i będzie tragedia. Monster The Pierworodny bardzo nie lubi zmian, ciężko przeżywa zmiany, bardzo ciężko adaptuje się do nowych warunków. A ponieważ Monster The Pierworodny ma dużo stresów związanych z przedszkolem bardzo staram się ograniczyć stresy domowe. Bardzo mozolna to praca. Proszę o słowa współczucia i pociechy. Monstermama.


Nowość na rynku

Coś mnie obudziło. Gdy otworzyłam oczy, było ciemno, ale kątem oka zlokalizowałam wyświetlacz: 5:23.
"Nooo, to właściwie ranek...i nie budził się w nocy, więc właściwie może to być - nie zdążyłam dokończyć myśli, gdy uzmysłowiłam sobie, co mnie obudziło. Otóż z wojowniczym okrzykiem na ustach "hopsasa, hopsasa" skakał po mnie Monster Młodszy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden, rzucający się w oczy szczegół: potwór nie posiadał na sobie ubioru. Niczego kompletnie. Nawet pieluchy. Był golusieńki jak święty turecki, czego zresztą nie omieszkał zaraz oznajmić: "Tobelt golas. Mama pi, tata pi, Tobelt stał. Hopsasa!"
Rozpoczął się kolejny monsterdzień.

1 ... 56 , 57
 
Archiwum
do Monsterowa tędy