czwartek, 15 stycznia 2015
wolontariuszka

 

Gimnazjum trzy dni pisało testy próbne. Jeśli myślicie, że tylko trzecie klasy, a reszta sobie bimbała, to się grubo mylicie. Pozostali też testy, ale na swoim poziomie. Czyli trzy dni klasówek ze wszystkiego, wszędzie tak jest, czy tylko gimnazjum Monsterówny takie ambitne?

Ponadto Monsterówna kwestowała całą niedzielę! Monstertata zawiózł ją do sztabu na ósmą, a odebrał po 17! W tym wietrze rozbijały się z koleżanką po mieście, wystawały pod kościołami, załapały się na Mszę i fiestę u Dominikanów, popijały herbatkę z termosu i nawet słit foci sobie nie zrobiła prześliczna wolontariuszka z serduszkową puszką! Żadnego update'u na fejsie - no w ogóle nie lansuje się dziewczyna;)

Monster już przebiera nogami, żeby w przyszłym roku też kwestować. I znając go, trasę przejścia od razu wrzuci na profil...

Z kolei Monsterino ma jakieś cofnięcie intelektualne i uczenie się idzie mu jak po grudzie, ostatnio. Może nierównomiernie się rozwija, bo z kolei na akro mu idzie i na obóz feriowy się załapał z całą elitą klubu (jak to twierdzą starsi jej przedstawiciele, he he)

A i news jeszcze sprzed świąt: okazało się, że Monsterówna musi nosić okulary! I to nie z powodu czytania przy złym świetle, tylko nie widzi na tablicy. Chociaż okulistę odhaczyliśmy w rekordowym terminie, recepta leży i się kurzy, gdyż ponieważ decyzja o wyborze kształtu oprawek jest jeszcze trudniejszą od wybrania odpowiednich spodni (to ostatnie zajęło namledwie 2 godziny, nawet całej gazety nie zdążyłam przeczytać przed przymierzalnią!)

Już na dwóch sesjach u różnych optyków była, raz ze mną, raz z Monstertatą i nadal nie wie, które wybrać. No nic, w szkole na razie siada bliżej tablicy, a neonów na spacerze po mieście nie czyta (nie mogłam uwierzyć, ale naprawdę nie potrafiła przeczytać z daleka - tak nagle jej się wzrok pogorszył - wada genetyczna po Monsterdziadku - już otrzymał stosowną reprymendę).

poniedziałek, 05 stycznia 2015
politycznie oraz reakcje, trochę restrospekcji

 

Monsterino jest jedynym zorientowanym politycznie dzieckiem w Monsterowie. Starsi jakoś nigdy nie emocjonowali się specjalnie wyborami, czy rządzącymi, a tymczasem Monsterino i owszem, co miałam już dawno, przy okazji lokalnych wyborów prezydenckich, napisać.

Bowiem Monsterino oznajmił w domu prawdę oczywistą, że nie możemy głosować na wtedy obecnego prezydenta, gdyż dba on tylko o interesy bogaczy. Po takim wystąpieniu poczułam się naprawdę biedulką. Na szczęście nie musieliśmy polemizować z dzieckiem, bo też nie chcieliśmy już kolejnej kadencji Grobelnego. 

Ale największym zaskoczeniem był koszmar, z którego pewnej nocy obudził się Monsterino. Otóż śniła mu się mianowicie.... Ewa Kopacz!

- A ty wiesz, w ogóle, kim jest Ewa Kopacz? - zapytałam zdziwiona

- Premierem Polski - odpowiedział Monsterino równie zdziwiony, że mogę się o takie oczywistości pytać.

No to przesłuchałam starszych. Plątali się w zeznaniach. Coś tam słyszeli, ale odpowiedzi wprost nie usłyszałam.

Jeszcze cofając się do momentu, w którym ogłosiliśmy nowinę o nowym członku rodziny, okazało się, że dobrą wiadomością, to ona generalnie nie jest.

Może dla Monsterówny, ale tylko pod warunkiem, że będzie to siostra.

Monster, który zasadniczo obecnie jest ciągle zmartwiony i przygnieciony ciężarem życia, oświadczył, że to katastrofa i jak my przeżyjemy z jeszcze kolejnym dzieckiem. Przecież to kasa, której nie mamy w nadmiarze! Nie dociera do niego, że to absolutnie nie jego problem. Przy każdej okazji życzy Monstertacie lepiej płatnej pracy.

Monsterino się obraził. Potem okazało się, że wykoncypował, że przez nowe dziecko nie będę miała czas na wieczorne czytanie.  A że akurat jesteśmy po raz kolejny przy Jaśkach, a tam następny Jan się miał narodzić, to bardzo był w temacie i przeżywał równolegle.

Wydusił to z siebie dopiero po paru dniach i jednocześnie uspokoił, bo albo sam przemyślał, albo ktoś mu podpowiedział, że niemowlę o tej porze, o której czytamy, już dawno będzie spać.

Nie uświadamiałam go, że może nie być tak różowo, gdyż nastawiamy się tylko OPTYMISTYCZNIE: dziecko będzie spokojne, układne i współpracujące.

Słyszysz, Monsterzątko? (już widzę, jak się śmieje w kułak na te nasze życzenia)

sobota, 03 stycznia 2015
to będzie bardzo interesujący rok

 

Doprawdy, ciężko zadowolić wszystkich w wielorodzinie. A to śnieg nie taki, a to snowboard się odpina (zamki zamarzły), a to narty na pewno się już stępiły, to z powodu TEGO LODU.

Jestem chyba jedynym zadowolonym z wyprawy członkiem rodziny.  Zgadzam się, że warunki nie były ani austriackie, ani włoskie, ale jeździć się dało, naprawdę. Jeszcze tylko wewnętrzny członek rodziny (członkini, mamy nadzieję) nie wyrażał oficjalnego sprzeciwu. Ma czas.

Natomiast życie z nastolatkami to ciągła bitwa słowna. Mało które polecenie nie jest kwestionowane, każda akcja komentowana, a już zadowolenie towarzystwa NA RAZ jest skazane na porażkę. Co najmniej jedna osoba w danej sekundzie jest obrażona.

Muszę zbierać teksty do cytowania, bo to moja jedyna broń, jeśli nie chcę od razu doprowadzać do rękoczynów. A ręka świerzbi, oj bardzo! Tymczasem odpowiedź młodzieży jest natychmiastowa: bicie dzieci jest karalne!

I co z tego, że niesłuchanie rodziców to grzech;) Już rozumiem, dlaczego były przypadki próśb wśród znajomych pewnej pani dyrektor domu dziecka o czasowe umieszczenie młodego człowieka w placówce. W celu prewencyjnym, oczywiście. By dziecię uświadomiło sobie, że w KAŻDEJ rodzinie są OBOWIĄZKI i każdy musi wnieść swój wkład w obsługę instytucji zwanej RODZINĄ. No innego ustroju, opartego na rodzinach-niewolnikach nie uznaję.

A tu poprosisz o rozłożenie talerzy konkretnego delikwenta i zamiast akcji następuje licytacja tych razy, gdy w bliższej i dalekiej przeszłości takową akcję poczynił i absolutnie TO NIE JEST JEGO kolej. Monsterówna wprawnie tego argumentu nie używa, ona z kolei wprowadza bierny opór - czyli szybciej zjemy na stojąco łyżkami z garnków niż doczekamy się talerzy ze strony obrażonej królewny.

- Umyj ręce! - przypominam

- Po co? - wzrusza ramionami oraz przewraca oczami Młode Pokolenie

SERIO? Taki będzie ten rok?!

Ani chybi kryminał powinnam zacząć pisać w celu odreagowania.

 

***

No proszę popatrzyć - jakie bajkowe świerki! Jak można nie być zadowolonym z choćby tak krótkiego cudownego odcinka?!



wtorek, 30 grudnia 2014
więcej słońca

 

Pogoda zdecydowanie się poprawiła, albo my przyzwyczailiśmy się do ujemnych temperatur. Wyszło słońce! Niestety, stoki nie są zbyt dobrze utrzymane. Nie jest to Austria, choć jak podsłuchał Monstertata w kolejce, w Szklarskiej j Porębie est jeszcze gorzej.

Nie są to też stoki dla początkującego snowboardzisty, choć Monster nie ustaje w wysiłkach i nie poddaje się.

Walczy, aczkolwiek łatwo nie jest.

 

Zresztą, gdyby Monstery nie miały tak silnych mięśni nóg, to nie wiem, jak by te parę godzin walki na lodzie wytrzymały (popołudniu nasłoneczniony stok zmienia się w szklaną górę).

Także - ceski sport dla wytrwałych.

 

Monsterino po pierwszym oporze, że on tak wysoko nie wjedzie (a my gorączkowo zastanawialiśmy, jakiego szantażu użyć, by go zmusić, bo już absolutnie nie mieliśmy ochoty na dyżury z Monsterinem na oślej łączce) był dzisiaj najbardziej wytrwałym narciarzem w naszej rodzinie i zdziwiony nie chciał wracać, choć nogi reszty odmawiały już posłuszeństwa.

Ale widoczki, trzeba przyznać, piękne.



niedziela, 28 grudnia 2014
kraina lodu

 

Czechy przywitały nas mrozem i działającym tylko jednym orczykiem.

Armatki pracują ciężko, więc jutro podobno ma być czynna kanapa.

Oraz jest szansa na mniejszy mróz niż te dzisiejsze odczuwalne minus 15 (według niektórych: minus 20)

Po rozruchu było różnie. Generalnie na początku pełno narzekań na wszystko: od pogody, przez sprzęt po umiejętności własne. Ale ze zjazdu na zjazd było lepiej.

I tego się będziemy trzymać.

czwartek, 18 grudnia 2014
handel przedświąteczny

 

Nie będzie to wpis o naszej szalenie męczącej wizycie w jedynie słusznym centrum handlowym, w którym, w jedynie słusznym sklepie, gdy w końcu -  po pierwsze primo: Monsterównie coś się spodobało, po drugie primo: było w rozmiarze XS, po trzecie primo: gdy to ubrała, to "wisiało" właściwie, ostatecznie w trakcie przymiarki okazało się być Z DZIURĄ. I była to jedyna bluza w rozmiarze XS. Po prawdzie, to okropne szmaty tam wisiały i dobrze, że okazała się z dziurą. Nic innego nie znalazłyśmy (albo ja znalazłam, ale aprobaty nie zyskało). Także ciuchowe fiasko.

Chociaż po godzinie wyszła z Empiku z gadżetami dla koleżanki na wigilię klasową, zatem chociaż jakiś sukces odtrąbiliśmy.

My jednak z Monstertatą nie nadajemy się na wizyty w sklepach. Byliśmy bardziej zmęczeni niż po zwyczajowej przebieżce po Lasku Marcelińskim.

Następnym razem na zakupowe wyjście z Monsterówną wydeleguję babcię. (Babciu - szykuj się!)

A wpis handlowy ma być o kiermaszu świątecznym w podstawówce, na którym swoją naturę sprzedawcy nagle ujawnił Monsterino.

Wszystkie pierniczki swoje sprzedał plus świąteczne bałwankowe świeczki, podczas gdy Monster wrócił ze swoimi (o wiele ładniejszymi) do domu. Bardzo niezadowolony. Monsterino zachęcał, proponował promocje, dwoił się i troił. Dzieci namawiały, rodzice opróżniali portfele.

Natomiast dzisiaj Monster wraz ze starszymi zawodnikami urządza pokaz akrobatyczny przed Marszałkiem Województwa, to może mu się humor poprawi.

wtorek, 16 grudnia 2014
stare baby

 

Monsterówna wraz z koleżanką wybrały się w piątek do kina. Same. Tramwajem.

Monsterówna dzień wcześniej zarezerwowała bilety, na Kosogłosa już od premiery się szykowała, ale wiadomo - wiecznie zajęta. Wróciły po treningu i pojechały.

A jeszcze prosiłam: zadzwoń, jak już zasiądziecie z popcornem, ale gdzie tam! Rozszczebiotane nie pamiętały o niczym.

Takie dorosłe!

Teraz Monsterówna szykuje się, by podwyższyć ocenę z zachowania szerokim frontem udzielając się w wolontariacie.

Odbyła specjalistyczne szkolenie, została certyfikowanym wolontariuszem i zacznie działać. Albowiem w gimnazjum nie ma nawet bardzo dobrego, a co dopiero wzorowego zachowania bez pracy na rzecz innych.

Z jednej strony to genialne, a z drugiej - w przypadku tak zajętych dzieci, jakim jest Monsterówna, nagimnastykować się nieźle trzeba, żeby jeszcze wcisnąć działalność charytatywną.

Tymczasem w szkole zbierają drużynę do ODYSEI UMYSŁU. Pamiętacie, jak sto lat temu bawiłam się z pierwszakami w Odyseję? Niektórzy do dzisiaj to wspominają i chętnie by jeszcze raz uczestniczyli. Och, gdyby doba miała więcej godzin...

środa, 10 grudnia 2014
szorowanie przed świętami

 

- I znowu trzeba będzie myć szuflady - jęknął Monsterino, gdy przypominałam, że to prawie ostatni tydzień szkoły i że przed Wigilią tradycyjnie dzieci rozdzielają między siebie szafki kuchenne do sprzątania.

Ostatni tydzień wzmożonego wysiłku, bo w tym roku podstawówka od 17 do 19 grudnia ma rekolekcje przedświąteczne, zatem luzik. No, ale na ten luzik trzeba zapracować: Monster ma w bieżącym tygodniu codziennie po sprawdzianie. I dobrze, wreszcie się czegokolwiek pouczy (chociaż skoro ma czwórki tylko z tego, że posłucha na lekcji, to naprawdę nie mogę mieć pretensji).

Monsterówna nie spuszcza z tonu. Jeszcze parę tygodni temu myślałam, że nienawidzę programu gimnazjum, teraz widzę, że te nocne godziny są coraz rzadsze i wyrabia się. System tygodniowej nauki jakoś sobie wypracowała, już wie, u kogo, co jest wymagane. Ale jest do bólu systematyczna i dzięki temu, gdy zdarza się, że o 20 sprawdza w dzienniku elektronicznym, że jest zastępstwo i zamiast chemii (znowu ) jest matma, albo polski, to jest przygotowana.

A na zebraniu rodzice burzyli się, że tak nie może być! Rety! Pierwszy raz spotkałam się z jawnie okazywanym niezadowoleniem z powodu organizacji pracy szkoły. Że na zebraniu, prosto w twarz Bogu ducha winnemu wychowawcy. "Chcemy, żeby pani z chemii przyszła i SIĘ wytłumaczyła z nieobecności".

Że jak to - dziecko sprawdza jeszcze przed snem plan zajęć?! A Monsterównej ostatnia czynność przed "siusiu, paciorek, książka i spać", to sprawdzenie strony szkoły i pierwszą, gdy tylko się obudzi. Dostosowała się i nie jęczy. Genialna jest, prawda?

Jedyny minus jej gimnazjalnego etapu życia, to Nagła Zmiana Stylu. Wywaliła kolejną stertę odzieży ze swojej szafy z adnotacją, że do gimnazjum się nie nadaje i poprosiła o wyprawę do Centrum Handlowego. Bardzo określonego, w którym mieści się sklep z ubraniami DLA JEJ GRUPY WIEKOWEJ. O! Teraz to bardziej w shoppingu zorientowana matka by się jej przydała, a nie abnegatka modowa, jaką jestem.

Ale pojedziemy, całą rodziną,  bo przecież nagle każdy chce. Wezmę sobie książkę. Gdy Monsterówna kupowała nowy strój kąpielowy, to dzięki lekturze W OGÓLE nie denerwowałam się, gdy mierzyła kolejny, i kolejny, i następny kostium, a cały czas nie była pewna, czy wygląda wystarczająco gimnazjalnie.

A co ja mogę powiedzieć, gdy w każdym modelu wygląda dobrze? Ma taką budowę, że serio nie ma do czego się przyczepić - ani nie ma czego tuszować, ani czego dokładać. Worek na śmieci ubierze i też dobrze wygląda. Ciężki wybór.

**

Z innej beczki: w końcu Monster przeżył Zawody Mikołajkowe i nie zepsuł układu prezentując się przed młodszymi kolegami. Wielki stres, bo przecież w szóstej klasie nie miał prawa być na innym niż pierwszym miejscu. W ostatniej chwili, bo cykora miał jak nigdy, przekazałam mu sposób postępowania Monsterówny: nie myśl o niczym innym, tylko o następnym elemencie, który skaczesz i zrób go najlepiej jak potrafisz.

I tylko to mu pomogło ostatecznie, jak się przyznał. Złoty środek na wygraną. Proste:)

poniedziałek, 01 grudnia 2014
oczekiwanie

Monstery starsze spędziły przedłużony weekend, bo łącznie z piątkiem, na ogólnopolskich zawodach w... Rzeszowie (9 godzin w jedną i 10 godzin w powrotną stronę). No nie wypoczęły za bardzo, bo wróciły po 23, a rano normalnie orka od początku. Niezadowolone wróciły, że hej.

Monstera trochę rozumiem, wprawdzie pojechał, żeby zbierać doświadczenie startowe, bo w jego klasie mniej zawodów jest organizowanych, niż dla starszych, startował zatem w klasie wyższej i naprawdę nie dziwota, że zajął 4 miejsce, no ale znowu zwalił układ, co go podłamało. Do takiego stopnia, że znowu przeżywa depresję trampolinową i zapowiada, że już NIGDY nie będzie brał udziału w ŻADNEJ rywalizacji.

Monsterówny z kolei nie rozumiem, gdyż po pierwsze zdobyła podium w kategorii indywidualnej (brąz), a w synchronach kolejne srebro, tylko wygląd MEDALU jej nie zadowolił - fakt, że trochę niestety przypomina jarmarczną plakietkę, ale bez przesady - medal, to medal.

Następnym powodem złego samopoczucia Monsterówny jest wygląd całkowicie nowiutkiej zimowej kurtki, której wygląd został zaakceptowany jesienią, kiedy ją kupowałam (a oddać jeszcze mogłam). Teraz okazało się, że puchówka owszem, w kolorze jest ok (zupełnie nierzucający się w oczy granat), ale ozdabiają je Z TYŁU NA DOLE 3 odblaskowe gwiazdki, które chyba musimy zdrapać (może kota zatrudnimy), gdyż ponieważ nie licują z poważnym gimnazjalnym imidżem Monsterówny.

Nasz indywidualny weekend z Monsterinem chwilowo bez przytłaczających problemów nastolatków okazał się zatem prawdziwą sielanką. Łaziliśmy po mieście w ramach gry terenowej "Ale kino!", pogadaliśmy, wpadliśmy na basen, nawet odwiedziliśmy sklep z LEGO i Monsterino przypomniał sobie, że nadal jest dzieckiem i mimo Wielkiej Pogardy, którą ostatnio wyraża starszy brat w stosunku do ZABAWEK (choć sekretnie składa coś tam dla swojej przyjemności - ale to jest absolutnie under cover, incognito i top secret), klocki LEGO są nadal dla niego przyjemnością (jak i samochodziki oraz różne action figures, z którymi różne bitwy strategiczne rozgrywa mamrocząc pod nosem, jak tylko wyrwie się spod drwiącego spojrzenia Monstera.)

Gdyż Monster jest TAKI dorosły. TAKI dojrzały. TAKI ponad swój wiek. Tyle przeżył, tyle widział, tyle wie.

Że listu do Mikołaja nie napisze.

- Skąd święty ma wiedzieć, o czym marzysz? - pytam

- Świętego nie stać na to, o czym marzę - odparowuje

Mówiłam, że wszystko wie.

poniedziałek, 24 listopada 2014
zdobycie cytadeli

W niedzielę Monstery pod dowództwem Monsterdziadków zdobywały poznańską Cytadelę.

I chowali się wśród Nierozpoznanych

zdemaskowani

Poza tym dziadkowie na własnej skórze, jak odrabia się jednocześnie fizykę, angielski i niemiecki i o której Monsterówna udaje się na nocny odpoczynek, skoro po 23 przypomniała sobie, że jeszcze do szkoły MUSI przynieść pierniczki. Na szczęście ciasto już było, bo pierwszy z tym alarmem wystąpił jeszcze we wtorek Monster.

Bo składniki do wypieku zawsze mamy pod ręką.

środa, 19 listopada 2014
cyrkowiec

 

Przyszła cyrkowa kariera Monstera zaczyna nabierać realnych kształtów po tym, gdy okazał się urodzonym żonglerem na warsztatach podrzucania piłeczek. I nawet spontanicznie podziękował matce za zapisanie go na takowe! Oraz od razu umówił się na seans styczniowy, gdzie żonglerkę będzie łączył z chodzeniem na szczudłach.

Monsterinowi i Monsterównie szło gorzej, ale na szczudłach też chcą chodzić. Teraz tylko musimy złożyć się na trampolinę oraz namiot cyrkowy, a Monsterbiznes objazdowy sam się narzuca.

Ja będę siedziała na kasie:)

czwartek, 13 listopada 2014
Zmuszany za młodu

 

W tym roku wyszedł nam długi weekend w Poznaniu. Nie mogłam zmarnować takiej okazji, by przegonić młodzież po mieście.

Nie było to łatwe. Przekonanie Monsterchłopców, że odlepienie się od ekranu komputera na zdrowie im wyjdzie, zostało okupione wielkim fochem.

Wolne, a ja ich zmuszam, żeby po pierwsze primo: WYSZLI Z DOMU, a po drugie primo: CHODZILI.

*

Rozpoczęliśmy od Zamku, bo nigdy jeszcze nie zwiedzaliśmy go z przewodnikiem.

Na szczęście zaraz przy wejściu były worki sako, na których nastolatek z ostentacyjnym jękiem zaległ.

Potem było jeszcze gorzej, bo okazało się, że towarzystwo do zwiedzania zebrało się dużo młodsze od naszego przedstawiciela młodzieży.

W dodatku trzeba było chodzić z PODUSZKĄ! (tu akurat podpowiedziałam, że może sobie podsypiać w trakcie wycieczki, ale popatrzył na mnie pogardliwie. Foch trwał)

Dopiero, gdy doszliśmy do sali, w której można było hałasować chodakami (zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że w takim obuwiu chodzili robotnicy z czerwca 1956)

to humorek się polepszył.

Kontynuowaliśmy w znacznie lepszych nastrojach, a jak trafiliśmy na dach Poznania

i Monster przypiął się do naleśników (Ogromny Głód nagle chwycił wszystkie Monstery)

To już zupełnie była inna wycieczka.

W Składzie Kulturalnym natknęliśmy się na Czerwone Krzesło (niewiele widać spod Monsterów)

I nawet krzyżówki i zagadki miejskie rozwiązywaliśmy.

Noc nas na Rynku zastała i trochę zziębliśmy.

W drodze powrotnej nawet nie marudzili, że znowu idą (Monsterówna tylko NIGDY nie narzeka na chodzenie i ZAWSZE jest chętna do zwiedzania).

Ulubiony zegar.

Czekanie na godzinę 17:)

Jej!

Monsterówna nieasertywnie nie odmówiła zwiedzania ponownie ze szkołą, więc weekend miała mocno spacerowy.

A my pierwszy raz EVER udaliśmy się podziwiać paradę św.Marcina (Poznań nie świętuje za bardzo podniośle 11 listopada, jako że sam musiał wywalczyć sobie wyzwolenie Powstaniem Wielkopolskim w grudniu), Poznań zajada rogale.

I paraduje. I my, nieobeznani, myśleliśmy, że coś podglądniemy. Gdzie tam! Niektórzy chyba od rana zajmują miejsca.

Jedynie szczudlarzy było widać z naszego stanowiska.

W bocznych podwórkach za to działy się interesujące rzeczy. Nie omieszkaliśmy skorzystać.

poniedziałek, 03 listopada 2014
inaczej

 

W ten weekend  wyspaliśmy się za wszystkie czasy, choć już wczoraj Monsterówna zmarnowała wyspanie siedząc do północy. Podobno Monster też czytał, zamiast iść spać. Już nie reaguję, ich wybór.

 

piątek, 31 października 2014
monsterhalloween

 

Nie mam nic przeciwko świętu duchów, nie celebruję Holy Wins, pomimo katolicyzmu. Monstery na szczęście natknęły się na swej katechetycznej drodze na rozsądnych nauczycieli, bo żaden nie potępia jakoś jawnie przebieranek. W szkole Monsterówny nazwali to Świętem Jesieni, więc Monsterówna do pierwszej w nocy wycinała filcowe liście, żeby przebrać się za drzewo (nawet wiewiórkę w dziupli miała), a potem okazało się, że starsze dzieci już wiedziały, że jesień jesienią, ale zakrwawiony łańcuch na szyi czy siekierka wbita w bark jeszcze nikomu nie zaszkodziły. 

Monstery szalenie by pragnęły uczestniczyć w trick or treatowaniu i straszliwie zazdroszczą tego swojemu kuzynowi, który w tym roku po raz pierwszy chyba w pełni świadomy, w przebraniu rycerza będzie paradować wśród innych przebierańców.

Zanim jednak Monstery odwiedzą kuzyna za oceanem, to w ojczyźnie po domach nie chodzą, więc jakoś chcą osłodzić sobie to nieświętowanie.

Monster akurat kaszlący został w domu, to brawurowo kucharzył, a jeszcze wcześniej przygotował specjalną świeczkę wg zaleceń youtubowych wujków z "5 sposobów na". (już nie mówię, jak długo szorował wiele garnków, blatów i podłogi po wszyskim i jeszcze będzie "się" szorować)

Ale efekt pierwszorzędny

Były makaronowe pająki w krwistym sosie, a na deser, prócz słodyczy "Rodzina Adamsów" właśnie leci.

 

Happy Halloween, Arturku!

poniedziałek, 27 października 2014
nic w przyrodzie nie ginie

 

Monstery starsze w weekend skakały na "Młodych Talentach" i w synchronach przywieźli medale, co akurat w przypadku Monsterówny polegało na pokonaniu tylko jednej pary (słabej, więc to nie był żadnej problem), a Monster z kolegą zsynchronizowali się na złoty medal, więc powinien wariować ze szczęścia. Jednak, mimo że indywidualnie wszedł do finału na 4 miejscu, to w finale skopał i ostatecznie tylko dyplomik przyjął za VIII miejsce. Monsterówna indywidualnie na piątym miejscu skończyła.

Poza tym zostawił w Drzonkowie pod Zieloną Górą softshell, więc dosyć drogi to był wyjazd. Chyba jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo trafił mnie szlag w ten zimny, poniedziałkowy ranek, gdy się okazało, że kurtki brak.

Ostał nam się zatem jeden Monsterino na weekend, ale ze znajomymi już wcześniej umawialiśmy się na wizytę u wujka-entomologa w magazynach Wydziału Biologii, więc mimo niekompletnej ekipy pojechaliśmy przeszukiwać zbiory.

Największe wrażenie zrobiły wypchane zwierzęta: dziobak i kiwi (Kto im zrobił coś takiego??? Czy pojedziemy do Nowej Zelandii? Tak, jasne, już rezerwuję bilety...) oraz bardzo stara kupa, czyli koprolit, krótko mówiąc (niewyraźne zdjęcie, ale koprolit w ręce Monsterina - przed obiadem umył ręce wyjątkowo chętnie)

 

Najlepszy tekst wujka - specjalisty, który jest niesamowitym gawędziarzem i wizyta minęła nam jak z bicza trzasnął:

- Czy wszyscy już dotknęli miednicę mamuta?

poniedziałek, 20 października 2014
whisteblower

 

W ostatnim tygodniu słońce nawet nie wschodziło, gdy wyjeżdżaliśmy do szkoły, więc leciał Laibach, głównie gwizdaliśmy "Whistleblower".

Monsterino w sobotę grał w deszczu, tak że po pierwszym meczu wróciliśmy do domu, żeby całą strój przebrać, łącznie z butami. Dobrze, że mamy tak blisko. Zaliczył takie wślizgi, że jeszcze się moczą w vanishu. I już po lidze jesiennej (i dobrze, wreszcie chciałabym się wyspać).

Monsterówna odrabiała w sobotę poniedziałek 5 stycznia. Powiedziała, żebym sprawdziła "w jakiejś ustawie", dlaczego gimnazjum musi odrabiać, a podstawówka ma po prostu wolne. I zamiast na 9 pójść, to jeszcze rano się z koleżanką umówiła, bo robią wspólną prezentację. Poprzednio umówiły się w McDonald'sie. Obie z notebookami w knajpie! Co za czasy?

- Zaproś ją do nas do domu przecież, co się będziecie tak rano szlajać - mówię

To się dowiedziałam, że chodzi po pierwsze o menu śniadaniowe, a po drugie mamy w chacie bałagan i wychodzi na to,  że się dziecko domu wstydzi. No cóż, nie mogę zaprzeczyć oskarżeniom, ale uzmysłowiłam córce, że koleżankę będzie przyjmować w swoim, uporządkowanym królestwie. No to w końcu w sobotę łaskawie się zgodziła na wizytę, o 7:45 przed szkołą! Tylko braci przeszkoliła, żeby poruty nie było i posprzątała tak, że bałam się, że zacznie okna myć.

Monster tymczasem pojechał sobie poskakać. Tak dla odmiany.

Natomiast niedziela zaskoczyła nas słońcem, więc  symbolicznie pograbiliśmy z chłopcami trochę ogrodu, żebyśmy mieli zaliczony chociaż minimalny wkład własny w obróbkę domową. A Monstertata z Monsterem zrobili porządek na cmentarzu.

Gdy tymczasem Monsterówna jak zwykle w lekcjach. Tym razem głównie pieczołowicie miętosiła plastelinę

 

Zgodnie stwierdziliśmy, że nikt z naszej rodziny poza nią nie miałby tyle samozaparcia i wytrwałości, żeby tak precyzyjnie i starannie wykleić obraz. (jest wielkości A4).

- Nie odziedziczyłam cierpliwości po was - podsumowała Monsterówna

Hmm. Czyżby nawiązywała do prób wytłumaczenia jej fizyki?

poniedziałek, 13 października 2014
hier kommt die Sonne

 

W ostatnim tygodniu wyjeżdżając spod domu o siódmej miałam wrażenie, że gramy w "The Truman Show". Bo jak to możliwe, że normalnie o tej porze pojedyncze samochody przemykają, a gdy zamierzamy wyturlać się my, to sznurek się rozwiązuje.

A potem jedziemy w kierunku szkoły akurat gdy na horyzoncie słońce barwi niebo na różowo i żółto.

Monster szybko przeszukuje pendrive'a i podkręca głos, by rozpocząć headbanging wraz z Rammsteinem rycząc:

- Hier kommt die Sonne!

Ba! W sobotę odwoziłam starszych o 6:30 i też musieliśmy czekać, aż przejadą samochody! W sobotę o szóstej?!

Wcale słońce nie wschodziło o tej porze, ale i tak potencjometr dotarł prawie na maksa i tylko Monsterówna się gorszyła i nakazała nam ściszenie i natychmiastową poprawę. Nie mogła uwierzyć, że tak głośno słuchamy muzyki, gdy podjeżdżamy pod szkołę.

- Ostatnio, gdy otworzyliśmy drzwi, to aż babcia Kacpra podskoczyła ze strachu - żartuję ,bo nie budzę mieszkańców wokół szkoły, bez przesady

Ale Monsterówna uwierzyła, że taki cyrk odstawiam.

 *

W weekend było przewidywalnie sportowo: Monsterino miał swoją ligę, a starsi kolejne ogólnopolskie zawody.

Trener z Monsterem zaryzykowali i miał skoczyć nowy, bardzo trudny układ. Trener orzekł, że albo skoczy i wtedy z tą trudnością ma miejsce na podium (wiedząc, jak skaczą konkurencyjni zawodnicy), albo zepsuje układ.

Niestety, skusił. Z emocji, jak mówi.

Natomiast solidna Monsterówna trzyma się na szóstym miejscu w Polsce.

Za dwa tygodnie kolejne punkty do zdobycia.

Tymczasem Monsterówna zamiast odpoczywać czytała do drugiej nad ranem. No nie dziwię się jej, że chciała skończyć książkę, ale pokrzyczałam profilaktycznie. Żeby nie myślała, że się nie martwię.

A nie martwię się - skoro nie zasypia nad książką, to chyba ma jeszcze zapasy siły do wykorzystania.

poniedziałek, 06 października 2014
kijem go i rozpieszczający dziadkowie

Jesień nadal nas kocha.

Sport również. A Monstery są kochane przez dziadków, którzy przyjechali z gołąbkami, a w pomiędzy meczem Monsterina a treningami starszych  Monsterbabcia zarządziła lepienie pierogów (z całego kilograma mąki, a starczyło na półtora posiłku li jedynie) Wypocząć nie dała rady, bo naciągnięci przez Monsterina na partyjkę minigolfa machali kijami z wnukami nad Maltą (wygrała pani Kapitan - Monsterówna),

 

 

Wcześniej Monstery starsze (oraz Monsterdziadek SuperPocisk) zjechali ekstremalnie w dół (i jeszcze by chcieli)

 

Monsterino pozostał przy tradycyjnych rozrywkach (traumatycznie musiały odbić się na jego psychice wizyty w wesołych miasteczkach we wczesnym dzieciństwie, skoro podchodzi do saneczek z dużą rezerwą)

a wieczorem Monsterowo wypełniła słodka woń ciasta drożdżowego i w poniedziałkowy, jak zawsze ciężki, poranek Monstery miały bułeczki z dżemem albo śliwkami do kakao. To się nazywa wysoki standard wizyty!

czwartek, 02 października 2014
złościostop

 

Nie jest tajemnicą, że w Monsterowie jestem najbardziej nerwową i ciskającą się osobą. Łatwo mnie niestety wyprowadzić z równowagi, chociaż pracuję nad tym, mądre książki czytam i mam ŚWIADOMOŚĆ. No nic. Codziennie rozpoczynam pracę nad sobą od nowa.

I wtedy przychodzi Monsterino z zeszytem z matmy (hurra - zobaczyłam ten zeszyt pierwszy raz po miesiącu szkoły) z przepięknie wydartymi TRZEMA półokrągłymi dziurami. No serwetkę łowicką sobie z zeszytu zrobił.

Coś tam skrobał jęcząc okropnie, co jeszcze bardziej mnie nakręcało, bo mógłby zrobić, odfajkować i mieć spokój (a ja także), a tymczasem jojczy.

Wycedziłam co tam miałam złośliwego odnośnie pilnowania poziomu estetyki zeszytu, ale mnie te dziury zaintrygowały. No i cóż się okazało przy bliższym przyjrzeniu się? Że te kratery to miejsca po pieczątkach "brak zadania domowego" . Ha! No to tama pękła...

Oj, przyjął kazanie o obowiązkach i ich spełnieniu. Oj, szerokim strumieniem wylałam żółć, spopod żołądka prawie. Jak już zaczęłam, to przestać ledwo dałam radę.

Nie wiem, czy Monsterino teraz nie zacznie wyrywać całych kartek, skoro o trzy dziury taka awantura była.

Nie mam odwagi odpuścić mu i tych zadań w ogóle nie sprawdzać, licząc, że sam się opamięta i zacznie uczyć. Przykład szkoły demokratycznej w Poznaniu daje mi argumenty jednak za pilnowaniem. Otóż z wielką pompą w zeszłym roku otworzyli taką szkole prywatni właściciele. Że niby w niej uczą się dzieci tego, czego chcą i wtedy, gdy chcą.

Tyle, że ci starsi nie chcieli.

W każdym razie założyciele szkoły zabrali w tym roku z niej swoje dzieci do zwykłych szkół, czyli jednak demokracja średnio się w nauczaniu sprawdza.

Zatem jednak pilnować.

Pilnowanie można stopniować, starszym zeszytów nie przeglądam (chyba, że Monsterówna chce, oj, ona to chce zawsze, a Monster nigdy). Nie pakuję plecaków, ale przepytuję ze słówek, to tak.

Monsterówna nawet za bardzo wymaga angażowania się naszego w temat, zawsze jesteśmy na czasie jeśli chodzi o zakres przerabianego przez nią materiału. Natomiast jeśli chodzi o Monstera, to jęczy niczym młodszy brat, gdy biorę tabelkę czasowników nieregularnych, ale potem dziękuje mi, że tego od niego wymagam, bo pani pytała i on wiedział. Dzięki regularnym powtórkom, ha!

Monster opowiada też ciekawostki, którymi raczy ich Pan Od Historii i są to zawsze szczególiki nie występujące w książce. Miło,że mają Historyka-Pasjonata.

A dzisiaj odwala się Monster na szkole disco. Białe dżinsy i conversy. I myślał, że nie widziałam, jak ukradkiem pakował do plecaka lakier do włosów.

Matka wszystko widzi. (i papierki po ponadnormatywnie spożytych słodyczach wyciąga z kieszeni, gdy wrzuca spodnie do pralki. A oni się dziwią, że o tej nielegalnej konsumpcji wiem, o słodka naiwności!)

 

poniedziałek, 29 września 2014
przegięcia

 

Taka jesień jak w ten weekend może trwać do grudnia.

Weekend wypadł mocno sportowy, nawet jak na monsterowy standard.

Monsterino miał swoje pucharowe rozgrywki.

Monstertata załapał się na lepszy, bo wygrany mecz, ja obserwowałam później porażkę.

Ale Monsterino zadowolony, to najważniejsze.

 

Chłopcy naciągnęli Monstertatę na kort i dwa dni łupali w tenisa. W niedzielę dodatkowo zaprosili utalentowanego tenisowo sąsiada, który udzielał im fachowych instrukcji i już umawiają się na za tydzień.

Monsterówna odpoczywała. Końcówkę miała bardzo ciężką, jeszcze cięższą niż zwykle. W czwartek położyliśmy się spać około północy, a Monsterówna kończyła pracę: drukowała, wyklejała, rysowała.  Rano dobudzałam ją znacznie dłużej...  Wyznała, że gasiła światło o 1:58, precyzyjna jak zawsze.

A praca wyszła jej zjawiskowo - nie dość, że w każdym szczególne dopracowana, to jeszcze dowcipna. Wymodziła przewodnik po Edenie, którego bohaterami są Adam i Ewa (oraz wąż w roli czarnego charakteru), a dodatkową atrakcją jest szukanie na każdej stronicy ukrytych jabłuszek.

Przykładowo:

 

 

W Noc Naukowców, w związku z ogólnym przemęczeniem narodu, wybraliśmy się do najbliższego ogrodu - czyli Obserwatorium Astronomicznego, do którego mamy 2 minuty na piechotę.

Pooglądaliśmy zdjęcia i pracę teleskopu (na żywo oglądać nie można było z powodu zachmurzenia). Monsterówna na przemian ziewała i zadawała trudne pytania, a Monsterino miał pretensję, że za wcześnie wychodzimy (a trzeba było Monstera z imprezy urodzinowej odebrać).

środa, 24 września 2014
torreador, czyli co nas nie zabije, to nas wzmocni

 

Odkrywamy możliwości dziennika elektronicznego w szkole Monsterówny, bo podstawówka jeszcze analogowa. Fajnie, że oceny są widoczne na bieżąco, bez sensu, że od razu pokazuje się klasowy i szkolny ranking, jakby mało było presji i wyścigu. Toteż nie skomentowałam dwójki, która pojawiła się na polskim, chociaż zdziwiliśmy się z Monstertatą, bo nawet oddała Monsterówna siedząc do nocy dodatkową pracę na polski (a że jeszcze nie do końca rozpracowała power pointa z open office, który mimo wszystko różni się od power pointa windowsowskiego, który miała w szkole, to okazało się o północy, że niektóre zdjęcia się, które już wstawiła, nie pokazują się - Monstertata siedział rozgryzał do drugiej nad ranem, w którym okienku trzeba odhaczyć ptaszka, żeby zdjęcia jednak się ukazywały).

Popołudniu Monsterówna zapytała, czy czasem nie zrobiliśmy jej siary i nie napisaliśmy meila na nauczycielki w sprawie tej dwójki, bo pani na lekcji powiedziała, że dostała parę zapytań, więc mamy wytłumaczyć rodzicom, że w tym okienku zbierają się plusy za aktywność, a nie oceny - jak będzie mieć 5 plusów, to się to zamieni w ocenę.

Dobrze w takim razie, że miałam urwanie głowy w pracy i nie napisałam tego meila...

Niezadowolona jest Monsterówna, bo na basenie została zakwalifikowana do grupy średniozaawansowanej, a nie tej najlepszej, przegrała z chłopakami i jedną koleżanką. Tłumaczę jej, że segregacja jest po to, by pływać w mniej więcej tym samym tempie na torze i nie wpadać na siebie. No, ale ambicja córki cierpi, ona-sportowiec i nie najlepsza.

W weekend Monsterówna miała wypoczywać, a siedziała nad Przewodnikiem po Edenie. Monster też się wykpił z uczestnictwa w Europejskich Dniach Dziedzictwa Europejskiego, to w tym roku tylko Monsterino na wycieczkę po muzeach się ostał (z rozpędu wzięłam nocującego u Monsterina kolegę - czy mówiłam już, że mam skrzywienie, że wychodzenie gdziekolwiek tylko z jednym dzieckiem stanowi tak małe wyzwanie, że aż się nie chce).

Monsterino powoli też wyrasta z oferty warsztatów dla dzieci. Największą zabawę mieli z kolegą, gdy przestawiali magnetyczne puzzle na stanowiskach dla małych odkrywców (typu: dopasuj ogony do zwierząt...)

Monster był Wielce Obrażonym Nastolatkiem w ten weekend. Bo po pierwsze: jego kumpli interesują tylko zboczone filmiki na you-tubie, tata nie zabrał go na tenisa (Monstertata zdziwiony, bo go nigdy o to nie prosił,a  teraz się okazało, że nie tylko Monster, ale i Monsterino OD DAWNA chcą pojechać na kort - jak zwykle okazało się, że to okrutni rodzice bronią dziecku sportu i rozrywki).

Koniec końców wszyscy chłopcy bawili się na ogromnej górze piachu, którą usypała pobliska budowa. Normalnie mam dejavu z dzieciństwa na osiedlu z wielkiej płyty - takie górki w zimie były cudowne na sanki. Nasza na pewno zniknie do zimy - teraz już nie zostawia się takiej góry odłogiem.

Wieczorem ukulturalniałyśmy się z Monsterówną na "Carmen" w Operze. Bilety załatwiła Monsterówna ze szkolnego "Klubu Melomana", ale zapowiedziała, że ŻADNA koleżanka nie idzie z mamą, więc mam siedzieć osobno.

Na przerwie jednak się do mnie przyznała, bo potrzebowała kasę na przekąskę z bufetu, he he.

Co do przedstawienia, zgadzamy się z Monsterówną, że artystka śpiewająca rolę Carmen była OKROPNA! Stara rura, krótko mówiąc. W dodatku w nastroszonym blond hełmie. Zupełnie nie pasowała do libretta! Koszmar! Rozumiem, że w Operze najważniejszy jest głos, ale nie uwierzę, że nie było młodszych artystek zdolnych unieść taką rolę. Albo chociaż perukę mogła włożyć z czarnym warkoczem.

Muzyka wiadomo - świetna. Treść dla świętoszkowatej Monsterówny mocno skandalizująca. No cóż, trochę nam się pod kloszem córka chowa. Ale miałyśmy dziewczyńskie wyjście, podglądnęłam sobie nowe koleżanki Monsterówny, pogadałyśmy w drodze do i z, jeszcze wysłuchałam zażaleń, że nie zdążyła wszystkich lekcji zrobić w piątek, a Klaudia już tak. No, cóż. To, że Klaudia nie trenuje do 18 każdego dnia nie przemawia do niej jako argument.

I znowu środek tygodnia, a Monsterówna dzień w dzień idzie spać przed północą i prosi, żeby ją rano obudzić, żeby zdążyła jeszcze powtórzyć materiał.

Zastanawiamy się z Monstertatą, czy gonić ją agresywniej do łóżka, czy pozwolić tak pracować (och, żeby tak podzieliła się tą pracowitością z młodszym rodzeństwem). Nie doszliśmy do konstruktywnego wniosku, więc chyba pozostawimy sprawy naturalnemu biegowi. Czyli albo padnie, albo przywyknie.

czwartek, 18 września 2014
jajko czy kura, czyli oby do piątku

 

- Posłuchałam twojej rady - zwierza się Monsterówna -  zgłosiłam się do odpowiedzi już teraz na początku, kiedy jest mało materiału i dostałam szóstkę!

No, proszę, jednak rady matki są czegoś warte. Zawsze to powtarzam: gdy nauczyciel wyrywa kogoś do odpowiedzi, to patrzy na ilość  ocen, więc nachapcie się na początku, bo potem coraz więcej jest materiału, a ciężej być przygotowanym ze wszystkiego (z wyjątkiem Monsterówny - powinnam dodawać za każdym razem).

Albowiem Monsterówna idzie spać przed północą z fizyką na ustach, a rano jeszcze każe się przepytywać z angielskich słówek.

Nie dziwota, że już czeka na weekend, żeby się wyspać. Dodatkowo ma absolutne prawo być zmęczoną, bo wczoraj po basenie polazła jednak na trening. Wprost na siłówkę. I trener, który ma Monsterównę na indywidualnym nauczaniu, gdyż najpóźniej z zawodniczek dociera na trampolinę, wyraził opinię, że jeśli po każdym basenie będzie w takiej formie, to on się zgadza.

Wielka mi łaska.

W każdym razie Monsterówna, gdy w końcu przed północą zakończy swe naukowe potyczki, chce się z książką zrelaksować, wobec czego, gdy my już padamy i gasimy światło, u niej jeszcze łuna z pokoju bije.

A gdy głęboką nocą do naszej sypialni pukała z niecierpiącą zwłoki KOLEJNĄ interpelacją, to mnie taka refleksja naszła, że na początku żywota cała doba rodziców jest do dyspozycji nowego rodka. Potem nowy człowiek rośnie, śpi coraz krócej, ale i w coraz bardziej przewidywalnych interwałach i nadal dłużej niż rodzic, więc w końcu, w okolicy wieku przedszkolno-wczesnoszkolnego nadchodzi ten długo oczekiwany moment, kiedy o 20, no maksymalnie 21, drzwi pokojów dziecięcych zamykają się cicho i starannie, a rodzice wygładzają swe pomarszczone czoła, prostują plecy i nie, nie krzyczą bezgłośnie:

-AFRICA!

Nie przekręcają też potencjometru na maksa. Nadal na paluszkach prędko ogarniają siebie oraz obejście i jak się poszczęści to już przed północą mogą zalec w barłogu zyskując w międzyczasie co najmniej 3 godziny niczym nie zmąconej... ciszy. Pogadać na osobności, bez gumowych uszu i radarów wokół się da. Za szybko się starsi do komfortu życiowego przyzwyczajają, gdyż małolaty rosną. Stają się nastolatkami. I nagle okazuje się,  że potrzebują mniej snu niż starzy. Ale uwagi więcej niż noworodki!

Już nie da się oporządzić chaty bez ciągłego szumu w tle. Już nie da się spędzić paru wieczornych godzin na swobodnej lekturze i filmu oglądaniu. Żeby pogadać, trzeba wyjść z domu, albo dogadywać się telefonicznie w czasie godzin pracy, bo wtedy przynajmniej nikt nie podsłuchuje.

Uwielbiam słuchanie monsterhistorii z życia czy z lektur wziętych. Tylko teraz mam wrażenie, że obecnie one nigdy nie milkną!  Ale nic to - damy radę - byle się w weekend wyspać.

wtorek, 16 września 2014
full entuzjazm

 

- Tylko ubierz te niższe buty na obcasie - zarządziła rano Monsterówna, a wstała tak wcześnie,jak reszta stada, chociaż miała dopiero na 8:55, z powodu uczenia się na fizykę.

- Zamierzałam ubrać te czerwone - zapowiedziałam z poważną miną, a wyraz twarzy Monsterówny przedstawił grozę w czystej postaci - ŻARTOWAŁAM - dodałam szybko, co by mi córka nie zeszła na zawał w tak młodym wieku i to we wczesny poniedziałkowy poranek.

Gdyż ubiór mój, którego kontrolę przeprowadzała Monsterówna, miał był zaprezentowany na pierwszym zebraniu szkolnym w gimnazjum. No proszę, a w podstawówce słuchałam opowieści mamy Oliwii, jak to córka wybiera jej strój, w którym może pójść na zebranie, jak bajki o żelaznym wilku...

Pan Wychowawca zaczął od tego, że dzieci w klasie są fantastyczne, a ponadto lubi swoją pracę, które to wyznanie rodzice przyjęli brawami.

Pierwszy raz w moim życiu słyszałam taką deklarację z ust nauczyciela, więc nawet nie zdążyłam zebrać szczęki z podłogi, a co dopiero klaskać. Wprawdzie Monstertata studzi mój entuzjazm mówiąc, iż dopiero po czynach ich poznacie, ale po tylu zebraniach w podstawówce, które zaczynały się od jęków, jakie to okropne mamy dzieci, bezcenne jest doświadczenie przeciwne.

Z drugiej strony nietrudno chwalić te dzieci, skoro zebrali samą śmietankę - z nadmiaru kandydatów odliczyli sobie najlepszych od góry.

I teraz po doświadczeniach moich z podstawówkowymi klasami Monsterów wygłoszę może kontrowersyjną opinię, ale selekcja dzieci pod względem naukowym jest dobra.

Nie na poziomie pierwszych klas podstawówki - tutaj rzeczywiście jeszcze można pokazać inną drogę i wyrównać szanse, natomiast widzę, jak męczy się Monster, kiedy jest jednym z dwóch chłopców w klasie, którzy się w ogóle uczą (i jak bardzo musi udowadniać na boisku, że nie jest kujonem) i jak się trzeba męczyć z młodymi nastolatkami, na których nie ma bata. Bo co im może zrobić nauczyciel? Dać sto pierwszą jedynkę? Jeden z kolegów Monstera nie zrobił w zeszłym roku ANI JEDNEGO zadania z anglika i miał chyba ze dwadzieścia jedynek. Jaka to motywacja dla innych, skoro go w końcu po kolejnych poprawkach i ostatnich szansach przepuścili do szóstej klasy na dopuszczającym?! (pewnie nie mogąc się doczekać, kiedy opuści szkolne mury).

Nie powinno być obowiązkowego gimnazjum dla wszystkich, tylko selekcja zawodowa, jak w Niemczech. Ci, co chcą się uczyć - do gimnazjum, reszta, do szkoły zawodowej. Zaraz po podstawówce. Niech mają fach w ręce, coś konkretnego, a nie potem zostają słabe gimna-rejonówki, które muszą przyjąć wszystkich i przerobić "Dziady". Nie dziwię się mrożącym krew w żyłach relacjom z tych, Boże się pożal, placówek edukacyjnych. "Strzeż się tych miejsc" i zrób wszystko, żeby dzieciak dostał się do szkoły i klasy dzieci, którym się chce. Na poziomie gimnazjum dzieci są już za stare i zepsute, żeby cokolwiek w ich przekonaniach zmienić. Jednostki może.

 

czwartek, 11 września 2014
wykorzystanie pakietu medycznego: pięćset procent

 

Monster znowu kontuzjowany. Na piłce, po kopnięciu przez kolegę, nie z powodu akrobatyki.

Trzy tygodnie o kulach. Super. Monstertata znowu spędził pół dnia w naszej ulubionej przychodni.

Monster pyta, czy dostanie odszkodowanie, bo za złamaną w maju rękę ubezpieczenie jak dotąd nie zapłaciło.

- Wszystko na benzynę pójdzie - deklaruje Monstertata

- No, ale... - oponuje Monster

- Ciągle cię muszę do lekarzy wozić - kończy dyskusję Monstertata

Monsterino przeżył swój telefoniczny debiut. Otrzymał numer z wieloma trójkami. Jako trzeciemu dziecku pasuje bardzo. Miał zameldować, że doszedł do szkoły i to zrobił. Natomiast po szkole był plan, by wrócił sam, przedtem uprzedzając, że już wychodzi ze szkoły. Tyle, że zapomniał i poszedł do świetlicy, a że telefon miał wyłączony, to i nie odbierał.  I tylko dlatego, że lało i Monstertata kursował, a to z Monsterówną, a to z Monsterem, po drodze zwinął też Monsterina.

Monsterówna ogarnia się w szkole, musi zbierać się ostro, bo nie nadąża przez tą swoją drobiazgowość, ale z dnia na dzień idzie jej coraz lepiej. Trener za to ją wyzywa, bo okazało się, że w dniu, w którym ma basen, na tyle późno kończy, że nie może już trenować (bo, po pierwsze primo - mięśnie po basenie będą za bardzo rozluźnione, a po drugie primo - już nie wyrobi czasowo).

W tym roku komfortowo mogę być obecna na wszystkich zebraniach, więc czuję się jakbym o czymś zapomniała i tylko nie wiem, o czym. Pewnie o kasie, bo jak podliczyłam wszystkie wersje mundurka w szkole Monsterówny, bluzy z krótkim i długim, rozpinana, polar, to mam tylko nadzieję, że albo prędko nie urośnie i to wynosi, albo Monster za rok się też dostanie do tego gimnazjum i nie będzie mu przeszkadzać, że ma zapięcie koszulki polo na damską stronę (oby tego nie zauważył, bo jak mu ktoś zwróci uwagę, to już koniec).

poniedziałek, 08 września 2014
wełnianym szlakiem

W sobotni poranek nie zalegaliśmy długo w łóżkach.

Zarezerwowaliśmy kajaki w Rogoźnie.

Monsterówna wskoczyła do taty, gdyż Monster chciał płynąć ze mną i to był błąd strategiczny, którego później żałował, chociaż ja dobrze się bawiłam.

Przepłynęliśmy z Monsterem o wiele dłuższą trasę niż inni, bo początkowo zyg-zakowaliśmy koszmarnie, kilka razy kręciliśmy się w kółko i zwiedzaliśmy intensywnie szuwary.

Po paru kilometrach wynosiliśmy kajaki podczas przeprawy. Podsłuchany dialog Monsterów starszych:

Monster do Monsterówny:

- Teraz ty siadasz z mamą!

- Dlaczego?! - pyta Monsterówna, której całkiem dobrze szło z Monstertatą, nawet doganiali Monsterina, który dosiadłszy się do wujka ambitnie pędził na czele

- Bo mama zupełnie nic nie robi, wiesz jak się trzeba z nią namęczyć?!

No to Monsterówna wzięła się za matkę.

Kapo obozowy to przy niej łagodny misiek. Zapędy trenerskie ma niezłe, a tekst:

- Po co ty w ogóle trzymasz wiosło??! - był jednym z najłagodniejszych

Ale trzeba przyznać, że po jej:

- Raz, dwa, raz dwa - już nie snuliśmy się na końcu, chociaż wiele razy opuszczała wiosło z rezygnacją

A poniżej zwycięzca. Monsterino z wujkiem J. tak się zawzięli, że nikomu nie dali się wyprzedzić. Ani na pierwszym, ani na drugim odcinku drogi.

Chociaż to nie był wyścig...

... a rozkoszowanie się pięknym dniem. (i potem zakwasami w barkach)

Wełna jest urocza, o wiele bardziej malownicza niż Warta. Kręta, pełna zwalonych pni i wystających głazów, w które akurat zawsze mój kajak musiał trafiać.

Podejrzewam, że na kolejną wyprawę wydelegują mnie Monstery do jednoosobowego kajaka.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
Archiwum
do Monsterowa tędy