poniedziałek, 03 listopada 2014
inaczej

 

W ten weekend  wyspaliśmy się za wszystkie czasy, choć już wczoraj Monsterówna zmarnowała wyspanie siedząc do północy. Podobno Monster też czytał, zamiast iść spać. Już nie reaguję, ich wybór.

 

piątek, 31 października 2014
monsterhalloween

 

Nie mam nic przeciwko świętu duchów, nie celebruję Holy Wins, pomimo katolicyzmu. Monstery na szczęście natknęły się na swej katechetycznej drodze na rozsądnych nauczycieli, bo żaden nie potępia jakoś jawnie przebieranek. W szkole Monsterówny nazwali to Świętem Jesieni, więc Monsterówna do pierwszej w nocy wycinała filcowe liście, żeby przebrać się za drzewo (nawet wiewiórkę w dziupli miała), a potem okazało się, że starsze dzieci już wiedziały, że jesień jesienią, ale zakrwawiony łańcuch na szyi czy siekierka wbita w bark jeszcze nikomu nie zaszkodziły. 

Monstery szalenie by pragnęły uczestniczyć w trick or treatowaniu i straszliwie zazdroszczą tego swojemu kuzynowi, który w tym roku po raz pierwszy chyba w pełni świadomy, w przebraniu rycerza będzie paradować wśród innych przebierańców.

Zanim jednak Monstery odwiedzą kuzyna za oceanem, to w ojczyźnie po domach nie chodzą, więc jakoś chcą osłodzić sobie to nieświętowanie.

Monster akurat kaszlący został w domu, to brawurowo kucharzył, a jeszcze wcześniej przygotował specjalną świeczkę wg zaleceń youtubowych wujków z "5 sposobów na". (już nie mówię, jak długo szorował wiele garnków, blatów i podłogi po wszyskim i jeszcze będzie "się" szorować)

Ale efekt pierwszorzędny

Były makaronowe pająki w krwistym sosie, a na deser, prócz słodyczy "Rodzina Adamsów" właśnie leci.

 

Happy Halloween, Arturku!

poniedziałek, 27 października 2014
nic w przyrodzie nie ginie

 

Monstery starsze w weekend skakały na "Młodych Talentach" i w synchronach przywieźli medale, co akurat w przypadku Monsterówny polegało na pokonaniu tylko jednej pary (słabej, więc to nie był żadnej problem), a Monster z kolegą zsynchronizowali się na złoty medal, więc powinien wariować ze szczęścia. Jednak, mimo że indywidualnie wszedł do finału na 4 miejscu, to w finale skopał i ostatecznie tylko dyplomik przyjął za VIII miejsce. Monsterówna indywidualnie na piątym miejscu skończyła.

Poza tym zostawił w Drzonkowie pod Zieloną Górą softshell, więc dosyć drogi to był wyjazd. Chyba jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo trafił mnie szlag w ten zimny, poniedziałkowy ranek, gdy się okazało, że kurtki brak.

Ostał nam się zatem jeden Monsterino na weekend, ale ze znajomymi już wcześniej umawialiśmy się na wizytę u wujka-entomologa w magazynach Wydziału Biologii, więc mimo niekompletnej ekipy pojechaliśmy przeszukiwać zbiory.

Największe wrażenie zrobiły wypchane zwierzęta: dziobak i kiwi (Kto im zrobił coś takiego??? Czy pojedziemy do Nowej Zelandii? Tak, jasne, już rezerwuję bilety...) oraz bardzo stara kupa, czyli koprolit, krótko mówiąc (niewyraźne zdjęcie, ale koprolit w ręce Monsterina - przed obiadem umył ręce wyjątkowo chętnie)

 

Najlepszy tekst wujka - specjalisty, który jest niesamowitym gawędziarzem i wizyta minęła nam jak z bicza trzasnął:

- Czy wszyscy już dotknęli miednicę mamuta?

poniedziałek, 20 października 2014
whisteblower

 

W ostatnim tygodniu słońce nawet nie wschodziło, gdy wyjeżdżaliśmy do szkoły, więc leciał Laibach, głównie gwizdaliśmy "Whistleblower".

Monsterino w sobotę grał w deszczu, tak że po pierwszym meczu wróciliśmy do domu, żeby całą strój przebrać, łącznie z butami. Dobrze, że mamy tak blisko. Zaliczył takie wślizgi, że jeszcze się moczą w vanishu. I już po lidze jesiennej (i dobrze, wreszcie chciałabym się wyspać).

Monsterówna odrabiała w sobotę poniedziałek 5 stycznia. Powiedziała, żebym sprawdziła "w jakiejś ustawie", dlaczego gimnazjum musi odrabiać, a podstawówka ma po prostu wolne. I zamiast na 9 pójść, to jeszcze rano się z koleżanką umówiła, bo robią wspólną prezentację. Poprzednio umówiły się w McDonald'sie. Obie z notebookami w knajpie! Co za czasy?

- Zaproś ją do nas do domu przecież, co się będziecie tak rano szlajać - mówię

To się dowiedziałam, że chodzi po pierwsze o menu śniadaniowe, a po drugie mamy w chacie bałagan i wychodzi na to,  że się dziecko domu wstydzi. No cóż, nie mogę zaprzeczyć oskarżeniom, ale uzmysłowiłam córce, że koleżankę będzie przyjmować w swoim, uporządkowanym królestwie. No to w końcu w sobotę łaskawie się zgodziła na wizytę, o 7:45 przed szkołą! Tylko braci przeszkoliła, żeby poruty nie było i posprzątała tak, że bałam się, że zacznie okna myć.

Monster tymczasem pojechał sobie poskakać. Tak dla odmiany.

Natomiast niedziela zaskoczyła nas słońcem, więc  symbolicznie pograbiliśmy z chłopcami trochę ogrodu, żebyśmy mieli zaliczony chociaż minimalny wkład własny w obróbkę domową. A Monstertata z Monsterem zrobili porządek na cmentarzu.

Gdy tymczasem Monsterówna jak zwykle w lekcjach. Tym razem głównie pieczołowicie miętosiła plastelinę

 

Zgodnie stwierdziliśmy, że nikt z naszej rodziny poza nią nie miałby tyle samozaparcia i wytrwałości, żeby tak precyzyjnie i starannie wykleić obraz. (jest wielkości A4).

- Nie odziedziczyłam cierpliwości po was - podsumowała Monsterówna

Hmm. Czyżby nawiązywała do prób wytłumaczenia jej fizyki?

poniedziałek, 13 października 2014
hier kommt die Sonne

 

W ostatnim tygodniu wyjeżdżając spod domu o siódmej miałam wrażenie, że gramy w "The Truman Show". Bo jak to możliwe, że normalnie o tej porze pojedyncze samochody przemykają, a gdy zamierzamy wyturlać się my, to sznurek się rozwiązuje.

A potem jedziemy w kierunku szkoły akurat gdy na horyzoncie słońce barwi niebo na różowo i żółto.

Monster szybko przeszukuje pendrive'a i podkręca głos, by rozpocząć headbanging wraz z Rammsteinem rycząc:

- Hier kommt die Sonne!

Ba! W sobotę odwoziłam starszych o 6:30 i też musieliśmy czekać, aż przejadą samochody! W sobotę o szóstej?!

Wcale słońce nie wschodziło o tej porze, ale i tak potencjometr dotarł prawie na maksa i tylko Monsterówna się gorszyła i nakazała nam ściszenie i natychmiastową poprawę. Nie mogła uwierzyć, że tak głośno słuchamy muzyki, gdy podjeżdżamy pod szkołę.

- Ostatnio, gdy otworzyliśmy drzwi, to aż babcia Kacpra podskoczyła ze strachu - żartuję ,bo nie budzę mieszkańców wokół szkoły, bez przesady

Ale Monsterówna uwierzyła, że taki cyrk odstawiam.

 *

W weekend było przewidywalnie sportowo: Monsterino miał swoją ligę, a starsi kolejne ogólnopolskie zawody.

Trener z Monsterem zaryzykowali i miał skoczyć nowy, bardzo trudny układ. Trener orzekł, że albo skoczy i wtedy z tą trudnością ma miejsce na podium (wiedząc, jak skaczą konkurencyjni zawodnicy), albo zepsuje układ.

Niestety, skusił. Z emocji, jak mówi.

Natomiast solidna Monsterówna trzyma się na szóstym miejscu w Polsce.

Za dwa tygodnie kolejne punkty do zdobycia.

Tymczasem Monsterówna zamiast odpoczywać czytała do drugiej nad ranem. No nie dziwię się jej, że chciała skończyć książkę, ale pokrzyczałam profilaktycznie. Żeby nie myślała, że się nie martwię.

A nie martwię się - skoro nie zasypia nad książką, to chyba ma jeszcze zapasy siły do wykorzystania.

poniedziałek, 06 października 2014
kijem go i rozpieszczający dziadkowie

Jesień nadal nas kocha.

Sport również. A Monstery są kochane przez dziadków, którzy przyjechali z gołąbkami, a w pomiędzy meczem Monsterina a treningami starszych  Monsterbabcia zarządziła lepienie pierogów (z całego kilograma mąki, a starczyło na półtora posiłku li jedynie) Wypocząć nie dała rady, bo naciągnięci przez Monsterina na partyjkę minigolfa machali kijami z wnukami nad Maltą (wygrała pani Kapitan - Monsterówna),

 

 

Wcześniej Monstery starsze (oraz Monsterdziadek SuperPocisk) zjechali ekstremalnie w dół (i jeszcze by chcieli)

 

Monsterino pozostał przy tradycyjnych rozrywkach (traumatycznie musiały odbić się na jego psychice wizyty w wesołych miasteczkach we wczesnym dzieciństwie, skoro podchodzi do saneczek z dużą rezerwą)

a wieczorem Monsterowo wypełniła słodka woń ciasta drożdżowego i w poniedziałkowy, jak zawsze ciężki, poranek Monstery miały bułeczki z dżemem albo śliwkami do kakao. To się nazywa wysoki standard wizyty!

czwartek, 02 października 2014
złościostop

 

Nie jest tajemnicą, że w Monsterowie jestem najbardziej nerwową i ciskającą się osobą. Łatwo mnie niestety wyprowadzić z równowagi, chociaż pracuję nad tym, mądre książki czytam i mam ŚWIADOMOŚĆ. No nic. Codziennie rozpoczynam pracę nad sobą od nowa.

I wtedy przychodzi Monsterino z zeszytem z matmy (hurra - zobaczyłam ten zeszyt pierwszy raz po miesiącu szkoły) z przepięknie wydartymi TRZEMA półokrągłymi dziurami. No serwetkę łowicką sobie z zeszytu zrobił.

Coś tam skrobał jęcząc okropnie, co jeszcze bardziej mnie nakręcało, bo mógłby zrobić, odfajkować i mieć spokój (a ja także), a tymczasem jojczy.

Wycedziłam co tam miałam złośliwego odnośnie pilnowania poziomu estetyki zeszytu, ale mnie te dziury zaintrygowały. No i cóż się okazało przy bliższym przyjrzeniu się? Że te kratery to miejsca po pieczątkach "brak zadania domowego" . Ha! No to tama pękła...

Oj, przyjął kazanie o obowiązkach i ich spełnieniu. Oj, szerokim strumieniem wylałam żółć, spopod żołądka prawie. Jak już zaczęłam, to przestać ledwo dałam radę.

Nie wiem, czy Monsterino teraz nie zacznie wyrywać całych kartek, skoro o trzy dziury taka awantura była.

Nie mam odwagi odpuścić mu i tych zadań w ogóle nie sprawdzać, licząc, że sam się opamięta i zacznie uczyć. Przykład szkoły demokratycznej w Poznaniu daje mi argumenty jednak za pilnowaniem. Otóż z wielką pompą w zeszłym roku otworzyli taką szkole prywatni właściciele. Że niby w niej uczą się dzieci tego, czego chcą i wtedy, gdy chcą.

Tyle, że ci starsi nie chcieli.

W każdym razie założyciele szkoły zabrali w tym roku z niej swoje dzieci do zwykłych szkół, czyli jednak demokracja średnio się w nauczaniu sprawdza.

Zatem jednak pilnować.

Pilnowanie można stopniować, starszym zeszytów nie przeglądam (chyba, że Monsterówna chce, oj, ona to chce zawsze, a Monster nigdy). Nie pakuję plecaków, ale przepytuję ze słówek, to tak.

Monsterówna nawet za bardzo wymaga angażowania się naszego w temat, zawsze jesteśmy na czasie jeśli chodzi o zakres przerabianego przez nią materiału. Natomiast jeśli chodzi o Monstera, to jęczy niczym młodszy brat, gdy biorę tabelkę czasowników nieregularnych, ale potem dziękuje mi, że tego od niego wymagam, bo pani pytała i on wiedział. Dzięki regularnym powtórkom, ha!

Monster opowiada też ciekawostki, którymi raczy ich Pan Od Historii i są to zawsze szczególiki nie występujące w książce. Miło,że mają Historyka-Pasjonata.

A dzisiaj odwala się Monster na szkole disco. Białe dżinsy i conversy. I myślał, że nie widziałam, jak ukradkiem pakował do plecaka lakier do włosów.

Matka wszystko widzi. (i papierki po ponadnormatywnie spożytych słodyczach wyciąga z kieszeni, gdy wrzuca spodnie do pralki. A oni się dziwią, że o tej nielegalnej konsumpcji wiem, o słodka naiwności!)

 

poniedziałek, 29 września 2014
przegięcia

 

Taka jesień jak w ten weekend może trwać do grudnia.

Weekend wypadł mocno sportowy, nawet jak na monsterowy standard.

Monsterino miał swoje pucharowe rozgrywki.

Monstertata załapał się na lepszy, bo wygrany mecz, ja obserwowałam później porażkę.

Ale Monsterino zadowolony, to najważniejsze.

 

Chłopcy naciągnęli Monstertatę na kort i dwa dni łupali w tenisa. W niedzielę dodatkowo zaprosili utalentowanego tenisowo sąsiada, który udzielał im fachowych instrukcji i już umawiają się na za tydzień.

Monsterówna odpoczywała. Końcówkę miała bardzo ciężką, jeszcze cięższą niż zwykle. W czwartek położyliśmy się spać około północy, a Monsterówna kończyła pracę: drukowała, wyklejała, rysowała.  Rano dobudzałam ją znacznie dłużej...  Wyznała, że gasiła światło o 1:58, precyzyjna jak zawsze.

A praca wyszła jej zjawiskowo - nie dość, że w każdym szczególne dopracowana, to jeszcze dowcipna. Wymodziła przewodnik po Edenie, którego bohaterami są Adam i Ewa (oraz wąż w roli czarnego charakteru), a dodatkową atrakcją jest szukanie na każdej stronicy ukrytych jabłuszek.

Przykładowo:

 

 

W Noc Naukowców, w związku z ogólnym przemęczeniem narodu, wybraliśmy się do najbliższego ogrodu - czyli Obserwatorium Astronomicznego, do którego mamy 2 minuty na piechotę.

Pooglądaliśmy zdjęcia i pracę teleskopu (na żywo oglądać nie można było z powodu zachmurzenia). Monsterówna na przemian ziewała i zadawała trudne pytania, a Monsterino miał pretensję, że za wcześnie wychodzimy (a trzeba było Monstera z imprezy urodzinowej odebrać).

środa, 24 września 2014
torreador, czyli co nas nie zabije, to nas wzmocni

 

Odkrywamy możliwości dziennika elektronicznego w szkole Monsterówny, bo podstawówka jeszcze analogowa. Fajnie, że oceny są widoczne na bieżąco, bez sensu, że od razu pokazuje się klasowy i szkolny ranking, jakby mało było presji i wyścigu. Toteż nie skomentowałam dwójki, która pojawiła się na polskim, chociaż zdziwiliśmy się z Monstertatą, bo nawet oddała Monsterówna siedząc do nocy dodatkową pracę na polski (a że jeszcze nie do końca rozpracowała power pointa z open office, który mimo wszystko różni się od power pointa windowsowskiego, który miała w szkole, to okazało się o północy, że niektóre zdjęcia się, które już wstawiła, nie pokazują się - Monstertata siedział rozgryzał do drugiej nad ranem, w którym okienku trzeba odhaczyć ptaszka, żeby zdjęcia jednak się ukazywały).

Popołudniu Monsterówna zapytała, czy czasem nie zrobiliśmy jej siary i nie napisaliśmy meila na nauczycielki w sprawie tej dwójki, bo pani na lekcji powiedziała, że dostała parę zapytań, więc mamy wytłumaczyć rodzicom, że w tym okienku zbierają się plusy za aktywność, a nie oceny - jak będzie mieć 5 plusów, to się to zamieni w ocenę.

Dobrze w takim razie, że miałam urwanie głowy w pracy i nie napisałam tego meila...

Niezadowolona jest Monsterówna, bo na basenie została zakwalifikowana do grupy średniozaawansowanej, a nie tej najlepszej, przegrała z chłopakami i jedną koleżanką. Tłumaczę jej, że segregacja jest po to, by pływać w mniej więcej tym samym tempie na torze i nie wpadać na siebie. No, ale ambicja córki cierpi, ona-sportowiec i nie najlepsza.

W weekend Monsterówna miała wypoczywać, a siedziała nad Przewodnikiem po Edenie. Monster też się wykpił z uczestnictwa w Europejskich Dniach Dziedzictwa Europejskiego, to w tym roku tylko Monsterino na wycieczkę po muzeach się ostał (z rozpędu wzięłam nocującego u Monsterina kolegę - czy mówiłam już, że mam skrzywienie, że wychodzenie gdziekolwiek tylko z jednym dzieckiem stanowi tak małe wyzwanie, że aż się nie chce).

Monsterino powoli też wyrasta z oferty warsztatów dla dzieci. Największą zabawę mieli z kolegą, gdy przestawiali magnetyczne puzzle na stanowiskach dla małych odkrywców (typu: dopasuj ogony do zwierząt...)

Monster był Wielce Obrażonym Nastolatkiem w ten weekend. Bo po pierwsze: jego kumpli interesują tylko zboczone filmiki na you-tubie, tata nie zabrał go na tenisa (Monstertata zdziwiony, bo go nigdy o to nie prosił,a  teraz się okazało, że nie tylko Monster, ale i Monsterino OD DAWNA chcą pojechać na kort - jak zwykle okazało się, że to okrutni rodzice bronią dziecku sportu i rozrywki).

Koniec końców wszyscy chłopcy bawili się na ogromnej górze piachu, którą usypała pobliska budowa. Normalnie mam dejavu z dzieciństwa na osiedlu z wielkiej płyty - takie górki w zimie były cudowne na sanki. Nasza na pewno zniknie do zimy - teraz już nie zostawia się takiej góry odłogiem.

Wieczorem ukulturalniałyśmy się z Monsterówną na "Carmen" w Operze. Bilety załatwiła Monsterówna ze szkolnego "Klubu Melomana", ale zapowiedziała, że ŻADNA koleżanka nie idzie z mamą, więc mam siedzieć osobno.

Na przerwie jednak się do mnie przyznała, bo potrzebowała kasę na przekąskę z bufetu, he he.

Co do przedstawienia, zgadzamy się z Monsterówną, że artystka śpiewająca rolę Carmen była OKROPNA! Stara rura, krótko mówiąc. W dodatku w nastroszonym blond hełmie. Zupełnie nie pasowała do libretta! Koszmar! Rozumiem, że w Operze najważniejszy jest głos, ale nie uwierzę, że nie było młodszych artystek zdolnych unieść taką rolę. Albo chociaż perukę mogła włożyć z czarnym warkoczem.

Muzyka wiadomo - świetna. Treść dla świętoszkowatej Monsterówny mocno skandalizująca. No cóż, trochę nam się pod kloszem córka chowa. Ale miałyśmy dziewczyńskie wyjście, podglądnęłam sobie nowe koleżanki Monsterówny, pogadałyśmy w drodze do i z, jeszcze wysłuchałam zażaleń, że nie zdążyła wszystkich lekcji zrobić w piątek, a Klaudia już tak. No, cóż. To, że Klaudia nie trenuje do 18 każdego dnia nie przemawia do niej jako argument.

I znowu środek tygodnia, a Monsterówna dzień w dzień idzie spać przed północą i prosi, żeby ją rano obudzić, żeby zdążyła jeszcze powtórzyć materiał.

Zastanawiamy się z Monstertatą, czy gonić ją agresywniej do łóżka, czy pozwolić tak pracować (och, żeby tak podzieliła się tą pracowitością z młodszym rodzeństwem). Nie doszliśmy do konstruktywnego wniosku, więc chyba pozostawimy sprawy naturalnemu biegowi. Czyli albo padnie, albo przywyknie.

czwartek, 18 września 2014
jajko czy kura, czyli oby do piątku

 

- Posłuchałam twojej rady - zwierza się Monsterówna -  zgłosiłam się do odpowiedzi już teraz na początku, kiedy jest mało materiału i dostałam szóstkę!

No, proszę, jednak rady matki są czegoś warte. Zawsze to powtarzam: gdy nauczyciel wyrywa kogoś do odpowiedzi, to patrzy na ilość  ocen, więc nachapcie się na początku, bo potem coraz więcej jest materiału, a ciężej być przygotowanym ze wszystkiego (z wyjątkiem Monsterówny - powinnam dodawać za każdym razem).

Albowiem Monsterówna idzie spać przed północą z fizyką na ustach, a rano jeszcze każe się przepytywać z angielskich słówek.

Nie dziwota, że już czeka na weekend, żeby się wyspać. Dodatkowo ma absolutne prawo być zmęczoną, bo wczoraj po basenie polazła jednak na trening. Wprost na siłówkę. I trener, który ma Monsterównę na indywidualnym nauczaniu, gdyż najpóźniej z zawodniczek dociera na trampolinę, wyraził opinię, że jeśli po każdym basenie będzie w takiej formie, to on się zgadza.

Wielka mi łaska.

W każdym razie Monsterówna, gdy w końcu przed północą zakończy swe naukowe potyczki, chce się z książką zrelaksować, wobec czego, gdy my już padamy i gasimy światło, u niej jeszcze łuna z pokoju bije.

A gdy głęboką nocą do naszej sypialni pukała z niecierpiącą zwłoki KOLEJNĄ interpelacją, to mnie taka refleksja naszła, że na początku żywota cała doba rodziców jest do dyspozycji nowego rodka. Potem nowy człowiek rośnie, śpi coraz krócej, ale i w coraz bardziej przewidywalnych interwałach i nadal dłużej niż rodzic, więc w końcu, w okolicy wieku przedszkolno-wczesnoszkolnego nadchodzi ten długo oczekiwany moment, kiedy o 20, no maksymalnie 21, drzwi pokojów dziecięcych zamykają się cicho i starannie, a rodzice wygładzają swe pomarszczone czoła, prostują plecy i nie, nie krzyczą bezgłośnie:

-AFRICA!

Nie przekręcają też potencjometru na maksa. Nadal na paluszkach prędko ogarniają siebie oraz obejście i jak się poszczęści to już przed północą mogą zalec w barłogu zyskując w międzyczasie co najmniej 3 godziny niczym nie zmąconej... ciszy. Pogadać na osobności, bez gumowych uszu i radarów wokół się da. Za szybko się starsi do komfortu życiowego przyzwyczajają, gdyż małolaty rosną. Stają się nastolatkami. I nagle okazuje się,  że potrzebują mniej snu niż starzy. Ale uwagi więcej niż noworodki!

Już nie da się oporządzić chaty bez ciągłego szumu w tle. Już nie da się spędzić paru wieczornych godzin na swobodnej lekturze i filmu oglądaniu. Żeby pogadać, trzeba wyjść z domu, albo dogadywać się telefonicznie w czasie godzin pracy, bo wtedy przynajmniej nikt nie podsłuchuje.

Uwielbiam słuchanie monsterhistorii z życia czy z lektur wziętych. Tylko teraz mam wrażenie, że obecnie one nigdy nie milkną!  Ale nic to - damy radę - byle się w weekend wyspać.

wtorek, 16 września 2014
full entuzjazm

 

- Tylko ubierz te niższe buty na obcasie - zarządziła rano Monsterówna, a wstała tak wcześnie,jak reszta stada, chociaż miała dopiero na 8:55, z powodu uczenia się na fizykę.

- Zamierzałam ubrać te czerwone - zapowiedziałam z poważną miną, a wyraz twarzy Monsterówny przedstawił grozę w czystej postaci - ŻARTOWAŁAM - dodałam szybko, co by mi córka nie zeszła na zawał w tak młodym wieku i to we wczesny poniedziałkowy poranek.

Gdyż ubiór mój, którego kontrolę przeprowadzała Monsterówna, miał był zaprezentowany na pierwszym zebraniu szkolnym w gimnazjum. No proszę, a w podstawówce słuchałam opowieści mamy Oliwii, jak to córka wybiera jej strój, w którym może pójść na zebranie, jak bajki o żelaznym wilku...

Pan Wychowawca zaczął od tego, że dzieci w klasie są fantastyczne, a ponadto lubi swoją pracę, które to wyznanie rodzice przyjęli brawami.

Pierwszy raz w moim życiu słyszałam taką deklarację z ust nauczyciela, więc nawet nie zdążyłam zebrać szczęki z podłogi, a co dopiero klaskać. Wprawdzie Monstertata studzi mój entuzjazm mówiąc, iż dopiero po czynach ich poznacie, ale po tylu zebraniach w podstawówce, które zaczynały się od jęków, jakie to okropne mamy dzieci, bezcenne jest doświadczenie przeciwne.

Z drugiej strony nietrudno chwalić te dzieci, skoro zebrali samą śmietankę - z nadmiaru kandydatów odliczyli sobie najlepszych od góry.

I teraz po doświadczeniach moich z podstawówkowymi klasami Monsterów wygłoszę może kontrowersyjną opinię, ale selekcja dzieci pod względem naukowym jest dobra.

Nie na poziomie pierwszych klas podstawówki - tutaj rzeczywiście jeszcze można pokazać inną drogę i wyrównać szanse, natomiast widzę, jak męczy się Monster, kiedy jest jednym z dwóch chłopców w klasie, którzy się w ogóle uczą (i jak bardzo musi udowadniać na boisku, że nie jest kujonem) i jak się trzeba męczyć z młodymi nastolatkami, na których nie ma bata. Bo co im może zrobić nauczyciel? Dać sto pierwszą jedynkę? Jeden z kolegów Monstera nie zrobił w zeszłym roku ANI JEDNEGO zadania z anglika i miał chyba ze dwadzieścia jedynek. Jaka to motywacja dla innych, skoro go w końcu po kolejnych poprawkach i ostatnich szansach przepuścili do szóstej klasy na dopuszczającym?! (pewnie nie mogąc się doczekać, kiedy opuści szkolne mury).

Nie powinno być obowiązkowego gimnazjum dla wszystkich, tylko selekcja zawodowa, jak w Niemczech. Ci, co chcą się uczyć - do gimnazjum, reszta, do szkoły zawodowej. Zaraz po podstawówce. Niech mają fach w ręce, coś konkretnego, a nie potem zostają słabe gimna-rejonówki, które muszą przyjąć wszystkich i przerobić "Dziady". Nie dziwię się mrożącym krew w żyłach relacjom z tych, Boże się pożal, placówek edukacyjnych. "Strzeż się tych miejsc" i zrób wszystko, żeby dzieciak dostał się do szkoły i klasy dzieci, którym się chce. Na poziomie gimnazjum dzieci są już za stare i zepsute, żeby cokolwiek w ich przekonaniach zmienić. Jednostki może.

 

czwartek, 11 września 2014
wykorzystanie pakietu medycznego: pięćset procent

 

Monster znowu kontuzjowany. Na piłce, po kopnięciu przez kolegę, nie z powodu akrobatyki.

Trzy tygodnie o kulach. Super. Monstertata znowu spędził pół dnia w naszej ulubionej przychodni.

Monster pyta, czy dostanie odszkodowanie, bo za złamaną w maju rękę ubezpieczenie jak dotąd nie zapłaciło.

- Wszystko na benzynę pójdzie - deklaruje Monstertata

- No, ale... - oponuje Monster

- Ciągle cię muszę do lekarzy wozić - kończy dyskusję Monstertata

Monsterino przeżył swój telefoniczny debiut. Otrzymał numer z wieloma trójkami. Jako trzeciemu dziecku pasuje bardzo. Miał zameldować, że doszedł do szkoły i to zrobił. Natomiast po szkole był plan, by wrócił sam, przedtem uprzedzając, że już wychodzi ze szkoły. Tyle, że zapomniał i poszedł do świetlicy, a że telefon miał wyłączony, to i nie odbierał.  I tylko dlatego, że lało i Monstertata kursował, a to z Monsterówną, a to z Monsterem, po drodze zwinął też Monsterina.

Monsterówna ogarnia się w szkole, musi zbierać się ostro, bo nie nadąża przez tą swoją drobiazgowość, ale z dnia na dzień idzie jej coraz lepiej. Trener za to ją wyzywa, bo okazało się, że w dniu, w którym ma basen, na tyle późno kończy, że nie może już trenować (bo, po pierwsze primo - mięśnie po basenie będą za bardzo rozluźnione, a po drugie primo - już nie wyrobi czasowo).

W tym roku komfortowo mogę być obecna na wszystkich zebraniach, więc czuję się jakbym o czymś zapomniała i tylko nie wiem, o czym. Pewnie o kasie, bo jak podliczyłam wszystkie wersje mundurka w szkole Monsterówny, bluzy z krótkim i długim, rozpinana, polar, to mam tylko nadzieję, że albo prędko nie urośnie i to wynosi, albo Monster za rok się też dostanie do tego gimnazjum i nie będzie mu przeszkadzać, że ma zapięcie koszulki polo na damską stronę (oby tego nie zauważył, bo jak mu ktoś zwróci uwagę, to już koniec).

poniedziałek, 08 września 2014
wełnianym szlakiem

W sobotni poranek nie zalegaliśmy długo w łóżkach.

Zarezerwowaliśmy kajaki w Rogoźnie.

Monsterówna wskoczyła do taty, gdyż Monster chciał płynąć ze mną i to był błąd strategiczny, którego później żałował, chociaż ja dobrze się bawiłam.

Przepłynęliśmy z Monsterem o wiele dłuższą trasę niż inni, bo początkowo zyg-zakowaliśmy koszmarnie, kilka razy kręciliśmy się w kółko i zwiedzaliśmy intensywnie szuwary.

Po paru kilometrach wynosiliśmy kajaki podczas przeprawy. Podsłuchany dialog Monsterów starszych:

Monster do Monsterówny:

- Teraz ty siadasz z mamą!

- Dlaczego?! - pyta Monsterówna, której całkiem dobrze szło z Monstertatą, nawet doganiali Monsterina, który dosiadłszy się do wujka ambitnie pędził na czele

- Bo mama zupełnie nic nie robi, wiesz jak się trzeba z nią namęczyć?!

No to Monsterówna wzięła się za matkę.

Kapo obozowy to przy niej łagodny misiek. Zapędy trenerskie ma niezłe, a tekst:

- Po co ty w ogóle trzymasz wiosło??! - był jednym z najłagodniejszych

Ale trzeba przyznać, że po jej:

- Raz, dwa, raz dwa - już nie snuliśmy się na końcu, chociaż wiele razy opuszczała wiosło z rezygnacją

A poniżej zwycięzca. Monsterino z wujkiem J. tak się zawzięli, że nikomu nie dali się wyprzedzić. Ani na pierwszym, ani na drugim odcinku drogi.

Chociaż to nie był wyścig...

... a rozkoszowanie się pięknym dniem. (i potem zakwasami w barkach)

Wełna jest urocza, o wiele bardziej malownicza niż Warta. Kręta, pełna zwalonych pni i wystających głazów, w które akurat zawsze mój kajak musiał trafiać.

Podejrzewam, że na kolejną wyprawę wydelegują mnie Monstery do jednoosobowego kajaka.

czwartek, 04 września 2014
to nie bajka

 

Miała Monsterówna troszkę nos na kwintę zwieszony, gdy wyniki testu z angielskiego na dzień dobry uplasowały ją w gorszej połowie klasy. Pocieszam ją, że jak muszą podzielić klasę na połowy, a wszyscy są dobrzy, bo tylko tacy się tam dostali, to ktoś musi być w tej słabszej (3 punktów jej zabrakło, naprawdę mało). Ale ponieważ to ambitne dziecko, żadne wytłumaczenie jej nie zadowoliło.

- Nie ogarniam tych wszystkich kontraktów - panikuje Monsterówna mając na myśli zasady oceniania i zgłaszania nieprzygotowania, które na każdym przedmiocie są nieco inne

- Ale tak naprawdę, to się nie skupiałam na tych wszystkich sposobach zgłaszania braku zadania domowego, bo zamierzam zawsze być przygotowana - deklaruje

Ponadto zauważyła, że w klasie utworzyła się grupka wzajemnej adoracji.

- Wydaje mi się, że to są takie "popularne"dziewczyny, modnie ubrane i głośne - opowiada. Naczytała się książek i naoglądała amerykańskich filmów, to wie, o co chodzi.

Oj, nie chciała dzisiaj jechać do szkoły, nie chciała. Bo dzisiaj pierwsza lekcja szachów. A Monsterówna akurat nie gra w szachy. No nic, nauczy się.

Z nauczycieli najbardziej przypadła jej do gustu Biologiczka. Niestety, biologia tylko raz w tygodniu jest. Z matmy pani też ok, a z polskiego zgłaszała się Monsterówna trzy razy i ani razu pani jej nie wybrała do odpowiedzi, więc Monsterówna błyskawicznie skonstatowała, że jej pani nie lubi.

Coś z tym polskim nie po drodze Monsterównie.

Z frontu podstawówkowego: godny odnotowania fakt: już dwa dni szkoły minęły, a Monster bez ani jednej uwagi.

I nawet 10 czasowników nieregularnych powtórzył, chociaż w międzyczasie "był aktywny w społeczeństwie", jak to nazwał, czyli siedział na FB.

Natomiast Monsterino miał nieprzyjemność być pilnowanym w świetlicy przez byłą Panią Od Polskiego Monsterówny. Zdegradowali ją, czy co? W każdym razie pani zabroniła im odbijać kulkę z papieru (wesołe zabawy świetlicowe), żeby się nie poranili. Oczywiście chłopcy przyjęli tłumaczenie pani z dużym zrozumieniem:) Dobrze, że nie kazała im od razu wyciągać dzienniczków.

środa, 03 września 2014
nowa rzeczywistość

 

Pięć minut błagałam wczoraj Monstera przez telefon, żeby odebrał brata ze świetlicy. Gdyż wracali rowerami i bałam się puścić Monsterina samego. (a nawet może jest to nielegalne, skoro nie ma jeszcze karty rowerowej?!). W końcu się zgodził, na zasadzie, że robi mi wielką łaskę i oczekuje porządnego rewanżu. Normalnie muszę zrewidować zestaw obowiązków domowych, bo coś się posypała dyscyplina przez wakacje.

Monsterówna zafascynowana nową szkołą, zwyczajami, specyfiką gimnazjum. Na początek - szok ilościowy - 30 osób w klasie!

Dobrze, że chociaż na języki są podzieleni, bo to przecież tłum. Monsterówna tłumaczy, że tak tłoczno jest na korytarzu przed klasami, że muszą ustawiać się w rządkach: osobno dziewczyny puszczane przodem i chłopcy, a  jeszcze puszczać nauczyciela na czele.

Na obiady chodzi tylko 15 osób z całego gimnazjum, w tym trójka z jej klasy, tych, którzy byli w tej samej szkole, czyli jak widać dzieci przyzwyczajone do porządnej stołówki, a nie do kateringu. Spóźniła się po obiedzie na lekcję (nie dziwię się, tempo jedzenia ma właściwe - gryzie długo i dokładnie), ale chyba na razie nauczyciele patrzą na ich nieporadność przez palce.

Poza tym zaobserwowała, że tylko ona konsumuje na przerwach.

- A reszta co robi? - pytam

- Gada - odpowiada Monsterówna i dziwi się dalej - Emilka nie była na obiedzie i przez cały dzień nic nie jadła!

- Ale ty będziesz? - upewniam się, co by przed szereg nie wychodzić i na darmo śniadaniówki nie wypełniać.

- No pewnie! - przekonuje - Chybabym umarła z głodu przez cały dzień bez jedzenia!

No to anoreksja jej nie grozi.

Podobno koleżanki ma bardzo fajne, znalazł się też już "pupilek pani", to znaczy, jak sobie szepczą po kątach, Laureat.

- On się tak literacko wyraża - relacjonuje Monsterówna - wypowiedzi zaczyna od "jeśli sobie dobrze przypominam...". Ponieważ zgłosił się do odpowiedzi na pierwszej lekcji, to teraz gdy jakikolwiek nauczyciel o coś się pyta, to wszyscy patrzymy na Laureata, żeby odpowiedział.

Ananiasz już jest, ujawnił się też klasowy zgrywus.

- Pani od fizyki tłumaczyła zasady zachowania się w klasie, a on się zgłosił i zapytał, czy jak chce wyrzucić do kosza kulkę papieru, to ma się zgłaszać, bo w swojej starej szkole nie musiał - śmieje się Monsterówna

- Ale najlepsze, że pani poważnie mu odpowiedziała, że wszelkie papierki mamy trzymać na ławce i wyrzucać dopiero na przerwie- kontynuuje Monsterówna

Punkt dla Fizyczki.

Wykończył mnie pierwszy wieczór z odrabianiem lekcji i gadaniem trzech Monsterów na raz: dwa miesiące wakacji, a ja odwykłam od trójpodzielności uwagi! Doprawdy szybko. A pierwszy długi weekend dopiero w listopadzie.

wtorek, 02 września 2014
no to się zaczęło (znowu)

Monster przybrał pozę oraz odział swe lico we właściwy wyraz twarzy (czyli znudzonego nastolatka), narzucił ciężki plecak i popedałował.

Monsterówna została zapoznana wirtualnie z siecią tramwajową rodzinnego miasta, obdarowana PEKĄ i trzeba ją było popędzać, bo się długim porankiem za bardzo rozkoszowała. Musieliśmy dawno nie poruszać się komunikacją miejską, gdyż się córka zdziwiła, że przy skrzyżowaniu, przez które najczęściej przejeżdżamy rowerami jest także przystanek! A kluczowe było, żeby pojechała we właściwą stronę, bo przystanki są po obu stronach ulicy. Telefon Monstertaty złapał ją już w szkole, co znaczy, że dotarła. Dzisiaj na 10. (ostatnio na tak późno miała 4 lata temu).

Jak na razie Monsterówna zadowolona - ma w klasie koleżankę z poprzedniej szkoły i dwójkę znajomych z klasy równoległej. Wychowawcą jest geograf. Podobno jest młody i lubi wycieczki. Duży plus.

Teraz kwestia zgrania treningów. Lekcje kończy najwcześniej o 15:30, musi jeszcze dojechać, pewnie z przystankiem w domu, by zostawić plecak - przed 17 się nie wyrobi  (nie licząc dnia, kiedy jest basen, który okazuje się być przeszkodą w treningach - zbyt rozluźnione mięśnie czy ścięgna po nim są - teraz zastanawiam się, czy trener nakaże zrezygnować z basenu czy zamiast środy będzie umawiać się na trening w soboty - ha! - to wyzwanie dla trenera).

Najbardziej zadowolony z powrotu do szkoły był Monsterino. Wręcz nie mógł się doczekać spotkania z kumplami. Jego pani została awansowana na wicedyrektorkę, ale zdaje się, że Monsterinowi to nie sprawiło różnicy - nową panią poznał podczas zajęć w świetlicy i też ją lubi.

Tuż przed wejściem do szkoły przypomniał sobie, że nie odrobił zadania domowego, (czy muszę dodawać, że myślałam, że eksploduję?! - Ładnie się zaczyna...) Ale pocieszył się, że za to pamiętał o zabraniu pamiątek z wakacji (słoik ze słoną wodą morską wraz z piaskiem i glonami - mam tylko nadzieję, że nie trzepnie plecakiem z tym słoikiem zaraz rano i nie zaleje wszystkich świeżutkich książek. Chociaż prawdę mówiąc ten fatalistyczny scenariusz pasuje raczej do Monstera, który sam siebie nazywa pechowcem.)

Wracając do Monstera - jest najniższy w klasie i ma z tym problem (oprócz braku najnowszego smartfona, najnowszego modelu halówek i innych gadżetów). Pewnie jeszcze urośnie, cóż, kiedy nie wiadomo, kiedy. Na razie można go tylko pocieszać, że żołnierze jednostek specjalnych są generalnie niscy.

piątek, 29 sierpnia 2014
a po drodze, czyli na specjalne życzenie

Ostatnie dwa tygodnie Monstery spędziły na obozie, więc wiadomo, co w tym czasie robili monsterrodzice.

Tak, oczywiście. Zgadliście.

Remoncik. W lipcu Monstertata przekuwał przez całą sypialnię rowek pod rurkę do drugiego kaloryfera i być może tej zimy nie będziemy mieć w sypialni bieguna zimna.

A teraz przyszedł czas na nowe kaloryfery i nowe okna w pokojach Monsterów. Nowej izolacji dachu już nie zdążymy w tym roku zrobić, a trzeba, bo nie wiadomo, czy jeszcze cokolwiek nas od dachówek izoluje. Jednak przyjemności musimy sobie dawkować, bo co byśmy w przyszłe wakacje robili.

No to żeby oderwać się od ostatecznych porządków, a Monstery już już u drzwi stoją -  wakacjowspominki.

Gdyż po drodze na Riwierę mieliśmy przystanki (nie takie, jak rodzice Mikołajka, ale zawsze).

w Bawarii

 (dziecko i psa pożyczyliśmy sprawdzając naszą wytrzymałość na wielodzietność)

 

we Włoszech, nad jeziorem Garda rozłożył się park rozrywki Gardaland

 

Monstery starsze wraz z  Monstertatą są nieustraszone - potrzeba adrenaliny jest wielka - jeździli na tych wszystkich kolejkach i do góry nogami i z wielką prędkością i w ogóle się nie bali, ani sensacji żołądkowych nie wykazywali.  Jedynie Monsterino miał dosyć po naszym pierwszym plaśnięciu (bo i ja tam jestem - z tyłu w białej koszulce), że przy każdej kolejnej atrakcji pytał się, czy aby nie będzie tam motylków w brzuchu. I odpuszczał, jeśli przypuszczalnie miało być groźnie (ile się złośliwości ze strony brata nasłuchał, to jego  - do rękoczynów doszło, musieliśmy interweniować)

Oprócz o wiele szybszych i większych kolejek górskich, były też atrakcje znane nam z Legolandu: pokazy chińskich akrobatów do obiadu, ale i świetny show tancerzy w odblaskowych strojach z muzyką jak z archiwum X. Jako, że Gardaland w lecie czynny jest do 23, Monstery biegły na ostatni zjazd parę minut przed. Od 9 rano. Oto kondycja sportowca.

 

A takie urządzenie przydałoby nam się na stałe

 

Na lazurowym wybrzeżu, oprócz wycieczek po wąskich uliczkach uroczych miasteczek

 

zrobiliśmy też parę wypadów specjalnie dla Monsterów.

 

w Marinelandzie - podziwialiśmy (na początku z mieszanymi uczuciami, a potem  już tylko z podziwem) wspaniałe pokazy zwierząt. Sumienie moje uspokoiły kilogramy ryb, którymi posługują się trenerzy jako marchewką. I choć taki trening nie ma niczego wspólnego z naturalnym życiem w oceanie, to ich jeśli miałyby zginąć gdzieś tam z rąk człowieka to, mimo niewoli, może nie jest im tak najgorzej.

 

 

Innym razem, w Aquasplashu udało się Monsterom namówić matkę zjazd z wysokiej wieży. Wrzeszczałam tak, że Monsterówna zatykała uszy.

 

 

Wyjazd do Monaco Monte Carlo był głównie dla Monstertaty (i reszty chłopców), choć i po ulicach i nawet na górę do posiadłości księcia dzieci zagnaliśmy. (Upał był niemiłosierny, gdy im z poziomu portu pokazaliśmy dokąd teraz idziemy, odmówili współpracy. Dopiero na dopalaczach w formie lodów poszli. Schodzenie było przyjemnością).

A  wśród luksusowych, przebogatych jachtów i superfur spotkaliśmy agenta specjalnego Rogera Moore'a w... smarcie.

Osobiście Monstery miały inne preferencje co do swoich przyszłych samochodów niż 007.

no i reszta leniwych dni, kiedy niespiesznym krokiem z torbami pełnymi ręczników, książek (to rodzice i Monsterówna), jedzenia i wszelkich akcesoriów pływackich podążaliśmy w stronę najbliższej plaży.

 

 

 

 

 

 A tu już za chwileczkę życie znowu wróci na pospieszne tory.

Odebrałam i naładowałam Monsterównie kartę do nowego systemu komunikacji miejskiej. Może będzie na razie jeździć rowerem, ale w razie potrzeby bez PEKI to teraz podróżowanie po Poznaniu jest dla krezusów.

Już przyszło pudło z najnowszą pomocą szkolną Monsterówny, która objawia technologiczne zacofanie w stosunku do swoich rówieśników, nawet konta na FB nie posiada. Ciekawe, czy teraz się w mainstream włączy posiadając własny sprzęt do łączności ze światem, przecież dla celów szkolnych kupiony. A czymże kontakt z koleżankami z klasy jest, jeśli nie potrzebą szkolną...

Jak zupełnie różne ma potrzeby ma Monsterówna w porównaniu z młodszym bratem. Ten już ma od roku konto na FB, gdzie ochoczo informuje przyjaciół o nadejściu godziny 21:21 LOL!

A gdy planuje zakup swojego notebooka (oczywiście też ma obiecany, gdy powita go gimnazjum), to z założenia pyta, czy może do standardu przewidzianego przeze mnie dołożyć ze swoich, by poziom jego notebook'a był wyższy.

- Skąd wiesz, jaki standard będzie prezentować ten, który ci kupię? Do wyszukania informacji na przyrodę czy przygotowania projektu na pewno starczy - peroruję, choć doskonale wiem, co mi odpowie

- Właśnie - TOBIE wystarczy, ale ja potrzebuję, żeby był lepszy - wyjaśnia swoje credo Monster

 To by także tłumaczyło, dlaczego zrezygnował z noszenia telefonu do szkoły, po tym, gdy mu poprzedni smartfon ukradli. Ze starą komórką obciachem jest się pokazywać. A na taką, z jaką chciałby być widywany, go nie stać  (i okrutni rodzice nie chcą mu zafundować S5).

 

 

wtorek, 19 sierpnia 2014
WWW, czyli Wałcz wita was

 

Wszystkie trzy Monstery na jednym obozie - tego jeszcze nie było! Małe pocieszenie na zakończenie ledwie dwuletniego szczęśliwego i już-nie-do-powtórzenia okresu, gdy wszystkie dzieci były w jednej placówce edu.

Monsterówna na początku była średnio zadowolona z rozlokowania, ale teraz już jest ok i ćwierka przekrzykując koleżanki w tle, że jest ok. Monsterinowi głos się lekko łamał, podobno krew mu poszła z nosa "NA CAŁĄ ŁAZIENKĘ", ale wyprał skarpetki.

No, proszę, jakie to nowe umiejętności można posiąść na obozie sportowym.

To mi przypomina zwierzenia Monstera z obozu taekwondo, gdy był w monsterinowym wieku i podziękował mi (pewnie pierwszy i ostatni raz), za to że jestem taka dzielna i piorę jego rzeczy przez cały czas, bo on musiał doprać dobok po dwóch tygodniach i była to mozolna praca.

Teraz Monster podobno ma atak alergii, a wziewów nie wziął, więc muszą go gdzieś tam skierować do lekarza (tyle razy wyjeżdżał do Wałcza i dopiero pierwszy raz ma tam atak). I jakieś kropki mu się na ciele pojawiły. Może jednak nie jest odporny na ospę... Czekamy na newsy, w każdym razie.

Jeszcze tylko wspomnę, że na fali wakacyjnych wspomnień z kraju Mikołajka, byliśmy w kinie. A nie był to multipleks. Monster indagował, czy wymienili chociaż fotele, gdy wspomniałam, że chodziłam do tego kina w czasach studenckich (całkiem słusznie, że spytał, skoro ma alergię na roztocza). Chłopcy prawie obrazili się, że nie będzie popcornu. A już załamałam się zupełnie, gdy Monster prosto z mostu wypalił,  że jeśli miałby iść do kina Z DZIEWCZYNĄ, to na pewno nie do takiego.

Monstertata mnie pociesza, że jeszcze zwróci się dziecko nasze na właściwą stronę mocy. Oj, oby. Naprawdę, jak to możliwe, że wychowaliśmy faceta opcji all inclusive?! Przy naszym trybie życia?!

Na koniec jeszcze wakacyjne muuunstery

 oraz latająca Monsterówna

niedziela, 03 sierpnia 2014
Lazurowo, czyli VIVE LA FRANCE!

 

 

Dopiero przywitaliśmy się z kotem i żółwiem, a praca już mnie ściga, więc relacja będzie sukcesywnie uzupełniana.

W każdym razie jesteśmy, żyjemy i mimo filtra 50 trochę opalenizny złapaliśmy.

Francuzi chyba nic nie wiedzą o raku płuc, bo nadal palą WSZĘDZIE i to na potęgę!

O raku skóry też raczej nie wiedzą, gdyż smażą się równo.

Największy problem przez te dwa tygodnie, to poranna długa kolejka po świeże bagietki - każdemu życzę tylko takich zmartwień!

Nasza baza była w Antibes - w tle charakterystyczny zamek na skale - ostatni dom Pablo Picassa.

Ale piękniejsza jest pobliska Nicea.

Prawdziwie lazurowa

Chociaż trzeba było do niej podjechać autobusem.

Monstery nie marnowały czasu.

Ale bywało, że miały nam za złe wycieczki po przybytkach kultury zamiast plażowania.

Trzeba przyznać, że Muzeum Sztuki Współczesnej w Nicei było trudne w odbiorze także i dla Monsterrodziców.

czwartek, 17 lipca 2014
letniość, widzę letniość albo ka(r)tecki

 

 

Po dwóch tygodniach nieudanych podejść (bo deszcz, bo zmęczony, bo nie chce...) Monsterównie wreszcie udało się zorganizować podchody dla Monsterkuzyna

Nie było łatwo, bo nasz obecnie Największy Negator, nie chciał za bardzo szukać kolejnych strzałek ("nie do scałek"), ani karteczek "ka(r)tecki nie", tym bardziej nie był zbyt chętny do wykonywania zaplanowanych i pieczołowicie wykaligrafowanych przez Monsterównę zadań. (oprócz przybicia piątki i żółwika - to mu wychodzi koncertowo!)

Pocieszyłam ją, że może za rok będzie bardziej chętny do współpracy.

Monsterówna zastanawiała się też, ile w ciągu swojego życia będzie miała wakacyjnych zdjęć z podczas konsumpcji lodów.

pewnie idzie to w grube dziesiątki

 

Monsterino przygotowuje się do obozu, jak widać.

Trener byłby dumny (lewa stopa napięta, prawą trzeba by deczko przyklepać, żeby było idealnie)

a przecież w ogóle nie napisałam o Wielkim Zabiegu, któremu poddał się Monster zaraz po uroczystym apelu końcoworocznym

Monster miał od urodzenia znamię na ramieniu. Teoretycznie mogło tam sobie tkwić, bo nie rakowaciało. Ale Monster zaczął je skubać i rozdrapywać, więc wylądował jako  bardzo dzielny pacjent Wujka Chirurga. Chociaż denerwował się przed samą operacją, Wujek pochwalił jego opanowanie. Bo już na fotelu zabiegowym zachowywał zimną krew.

No i teraz Monster ma kombatancką bliznę. Bohater.

piątek, 11 lipca 2014
posiadanie rodzi problem...tylko jeśli się jest minimalistą

Z dużym opóźnieniem, ale z ogromną dumą prezentuję WIELKĄ ULGĘ MONSTERA.

Mina roku - kamień spadający z serca, gdy dostrzegł czerwony pasek na świadectwie. Gdyż do końca trzymany był w niepewności. Przy okazji osiągnął średnią o włos powyżej 5, zatem został Prymusem Szkoły i do kolekcji dodał już drugą taką odznakę.

 

 

Monsterówna kolekcjonowała niezliczoną ilość nagród i wyróżnień, jej średnia została ostatecznie uhonorowała na Placu Kolegiackim, a mimo chyba trzech różnych wygranych konkursów polonistycznych na szczeblu szkolnym oraz międzyszkolnym, słynna Pani Od Polskiego nie postawiła jej 6. A wychwalała ją pod niebiosy na zakończeniu roku! Co za wstrętny babsztyl! I jeszcze jej zeszyty sobie zostawiła, mówiąc że odda Monsterowi. Zobaczymy te zeszyty, jak świnia niebo! Pewnie będzie z nich dyktować następnym ofiarom w przyszłych latach, bo te jej notatki, które Monsterówna mozolnie przepisywała na tablicę (bo przecież pięknie pisze), a potem musiała sama uzupełniać w domu, były w kształcie i kolorze papirusu cudem uratowanego z wykopalisk.

Oby w gimnazjum miała bardziej sprawiedliwą polonistkę.

 

 

Dla porządku zadowolony z końca roku Monsterino

I tu jeszcze muszę koniecznie pokazać część prezentów, na których wykonanie Monsterówna poświęciła lwią część późnych wieczorów i nocy. A fundusze na nie przeznaczyła ze swojej karty upominkowej, którą wygrała w konkursie.

Czyż nie mamy wspaniałej córki? Może na starość nie upchnie nas w zupełnie najgorszym domu starców...

Prezent dla tatusia

i dla mamusi

 A teraz nasi maksymaliści pobijają rekordy czytelnictwa w leśnej głuszy. Monster, bo nie ma towarzystwa, Monsterówna, bo lubi.

Monster połknął już ostatnie tomy Młodego Samuraja oraz Bogów Olimpijskich, a teraz kończy Eragorna i prosił o kolejne.

Monsterówna pochwaliła mój wybór na nagrodę książkową (39 wskazówek) i też zażyczyła sobie następne, a że (trochę za wcześnie, ale co tam) wzięła się za Zmierzch, to drugi tom już czeka. Natomiast skrytykowała wychwalaną "Klasę Pani Czajki", mówiąc, że nie podoba jej się jedna z bohaterek, która ma ciągle rozterki sercowe i cierpi. Książki nie czytałam, ale cieszę się, że Monsterównie nie mieści się w głowie, jak można z takiego powodu cierpieć.

Niech jej tak na całe życie zostanie.

Tylko Monsterino miga się z czytaniem. Lata po sąsiadach, on jedyny mający w głuszy jakichkolwiek znajomych w swoim wieku, więc jadę teraz, by postawić go do pionu.

Jeśli wygrzebię się z papierów. Jak to jest, że jak koleżanka idzie na urlop, to ja przejmuję jej pracę, ale gdy ja idę, to potem sama muszę nocami nadrabiać.

Niezastępowalna jestem, ani chybi.

wtorek, 24 czerwca 2014
rzutem na taśmę

Monsterówna dociągnęła do niebotycznej średniej 5,8, w sumie przez klasy IV-VI ma 5,79, co nijak jej nie pasuje, bo koleżanka z klasy równoległej dobiła do 5,92! (Same szóstki prócz jednej piątki z WF-u) Jedyny problem w tym, że osoba o najwyższej średniej udaje się do Prezydenta Miasta Poznania po odbiór Uścisku Ręki. I się nie udało. 

Biedna Monsterówna zatem na plac Kolegialny nie jedzie, za to musi przygotować mowę pożegnalną na zakończenie roku. Czy jest jeszcze jakieś inne dziecko w Polsce, które dwa dni przed zakończeniem roku jeszcze odrabia lekcje?

- Pod koniec roku w szkole jest spoksik - twierdzi Monster - Oglądamy filmy, gramy na tablicy interaktywnej - ale w gry przedmiotowe - zastrzega, żebym czasem nie zaliczyła mu tych godzin na poczet domowego tłuczenia w Battlefielda, nazywanego czasem Butterfieldem

- Zatykam uszy, kiedy przeklinają - zastrzega Monsterino, który choć 3 lata młodszy oczywiście musi grać w te same gry, co starszy brat

- Wyłączcie głos - sugeruję. Okazuję się abnegatką, bo oprócz głosu równolegle lecą napisy.

- Jak zauważę, że przeklinacie, przestaniecie grać - uspokajam swoje sumienie

W weekend Monsterino robił za jedynaka, a starsi skakali finały Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Monsterównie się nie udało - 13 miejsce w Polsce, za to do przodu wyskoczył Monster, który z podium ześlizgnął się dwoma setnymi! Już czuł ciężar medalu na piersi...

Trenerzy, w przeciwieństwie do megarozczarowanego Monstera, bardzo zadowoleni z jego występu, bo to było najwyższe miejsce wśród wszystkich zawodników z klubu. Poza tym Monster znowu w wysokiej formie. No, ale żeby TYLKO czwarte miejsce!

Monstery sprawozdały, że Jawor, gdzie odbywała się olimpiada, to ma bogato - dziesięć trampolin w klubie! (Poznań ma ich w porywach do sześciu na sali). Poznań ma za to stadion. Monsterino chce zostać piłkarzem. Gdy przyszliśmy na jego trening trochę za wcześniej i grała wyrośnięta młodzież, nasłuchałam się więcej niż przez ich cały tydzień tłuczenia w komputerze.

- Ale oni [czyli piłkarze na boisku] to nie znają wielu przekleństw - podsumował Ekspert - tylko ciągle Q i Q

To już ostatnie zawody w tym roku szkolnym. Cały MIESIĄC przerwy w treningach. Nie wiem, jak trener może spać po nocach w lipcu.

(*)(*)(*)

W czwartek żegnamy ostatnią już Monsterprababcię. Seniorka rodu dożyła pięknego wieku 94 lat i odeszła w pełni sił fizycznych (jak na swój wiek oczywiście), ale przede wszystkim umysłowych. Każdemu z nas życzyć takiej śmierci.

I tak to się plecie: Monstertata miał świętować swoją czterdziestkę hucznie, ale w obliczu śmierci babci tak się nie zdarzy. No cóż, poczekamy do półwiecza.

 

A i jeszcze mały monstertatowy akcent:

Portret Ojca by Monsterino

I nie chodzi tu o brak talentu plastycznego, tylko o napis na koszulce. Monstertata ma koszulkę z bąkiem (taką zabawką dziecięcą) i napisem: "jak się denerwuję, to puszczam bączki". Monsterino zdał test z rozumienia słowa pisanego.

poniedziałek, 16 czerwca 2014
Trzynastego, czyli kumulacja

 

Że urodziny Monsterina będą organizowane w piątek, skoro wtedy przypadają było wiadome już od zeszłego roku, kiedy były w czwartek;) I że z nocowanką, to też było planowane od dawna.

Ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że w tym samym dniu odbędzie się bal szóstoklasistów

oraz, że zaraz po balu trener zgarnia zawodniczki wprost z parkietu na Ogólnopolskie Mistrzostwa Juniorów Młodszych.

Zatem Monsterówna skończyła trening, wróciła do domu, wskoczyła w suknię i już była gotowa, a ja mogłam pobiec po ekipę chłopaków do szkoły, podrzucając na bal szarlotkę świeżo upieczoną przez babcię i pomagając ozdobić salę. A na złośliwe pytanie jednej z mam, dlaczego nie pomagam córce się oporządzić, tylko z chłopakami się użeram, mogłam z lekkim sercem odpowiedzieć, że przecież ona żadnych przygotowań nie potrzebuje.

[No i przecież Monstertata został oddelegowany do pilnowania (czyt. pilnej obserwacji i odstraszania ewentualnych absztyfikantów) córki]

Nasza Monsterhermiona.

Gdy odbierałam podekscytowaną brygadę ze szkoły, po plecaki podjechał pod szkołę dziadek,
(jak widać cała rodzina współpracowała, żeby ten dzień  w czasie zgrać), a ja z chłopcami pobiegliśmy w podskokach (nie da się inaczej z akrobatami) do domu.

I tak jak cały tydzień mieliśmy greckie upały, to akurat  w urodziny Monsterina niebo zachmurzyło się i spadł deszcz. A po deszczu wyszły ślimaki. No i przez przypadek, lub nie, nie dojdziesz już teraz, pierwsza para rozdeptała całą watahę śluzowatych.

Monsterino rzęsistymi się łzami zalał, że jak oni mogli! "One nikomu nic nie zawiniły" - łkał.

(przed oczami stanęły mi nasze jazdy slalomem do przedszkola, żeby na żadnego ślimaczka czy innego robaczka nie najechać).

Chłopcy stanęli skonsternowani, nie za bardzo chyba rozumiejąc rozpacz kolegi. Jakośmy poprzepraszali rodzinę ślimaków i Monsterina, jakoś Monsterino dał się przekonać, że te rozdeptane są już w ślimaczym niebie i popędziliśmy dalej, bo pierwsza para już widziała dom Monsterina w oddali, o czym nie omieszkali rozgłosić wszem i wobec. Czy słychać nas było w hen, gdzieś w Polsce? Za oceanem? (po wodzie się niesie) Bo w obrębie Poznania to na pewno.

 

*

Wychodzi na to, że najspokojniejszy dzień miał Monster. Wziął dwie torby do szkoły, jedną szkolną, jedną na zawody. Pojechał busikiem do Zielonej Góry o 13, nie odbierał od nas ani smsów, ani telefonów (oficjalna wersja, że mu się karta sim zawiesiła, nieoficjalna - nie chciało mu się, bo CIĄGŁE GO PYTAM O WSZYSTKO!). A potem skoczył, nawet kilka razy (to były drużynowe mistrzostwa oraz synchrony, więc wyniki liczyły się grupowo) i przywiózł dwa srebrne medale.

Monsterówna tym razem poza podium.

Ale nic straconego - przyszły weekend to Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży. Tym razem pracują na swoje indywidualne konto.

*

W ogarnięciu hałastry pomogła mi Pani Animatorka, a raczej to ja jej przez pierwsze godziny pomagałam (donosiłam napoje i karmę). Dawała radę, potrafiła bez zbędnej zwłoki odpowiedzieć na bezczelne teksty oraz bez mrugnięcia okiem proponowała następną aktywność, gdy na jej pierwszą propozycję wszyscy odwracali się na pięcie, albo, co gorsza, dwóch się godziło, trzech szło w trzy różne strony, a reszta jadła chipsy. Jak mnie zostawiała po dobrych trzech godzinach intensywnych zabaw na dworze, a chłopcy absolutnie nie wyglądali na zmęczonych, to ujrzałam coś na kształt współczucia w jej oczach...

Sama sobie wtedy wyrzucałam, że na taki wariant imprezy się zgodziłam, no ale trudno - słowo się rzekło, musiałam być dzielna. Chłopcy podzielili się na podgrupy, na bo jakże by inaczej. Trzeba przyznać, że żaden nie poprosił o tablet czy play station. Zlustrowali stan wyposażenia domostwa w gadżety elektronicznie, rozlali przepisową ilość słodkich napoi, rozsypali, co tam było do rozsypania i rozbiegli się po chacie. Rozważałam kursowanie pomiędzy pomieszczeniami kontrolnie, ale stwierdziłam, że newralgiczne są schody, więc będę ewentualnie asekurować spadających.

Po 21 wrócił z balu Monstertata, więc mogłam odetchnąć z ulgą.

Zapowiedziałam seansik, gdy się obmyją (mieli pomalowane farbami buzie) i wskoczą w piżamy.

No to się zaczęło.
Jeden myje się tylko raz na tydzień, drugi tylko w wannie, trzeci nie będzie mył zębów w towarzystwie... Seans im narzuciliśmy - gadali przez cały czas komentując bohaterów kreskówki. Zasypianie to kolejny cyrk - gdzie kto leży i jak lubi zasypiać: jeden musi mieć światło, drugi nie może zasnąć przy świetle, jeden chce mieć zamknięte drzwi, drugi otwarte, jednemu za ciepło, drugiemu za zimno, zanim ustalili, kto gdzie leży, nadeszła północ.

Gdyby Monstertata nad nimi nie stał i nie nakazywał zamknięcia oczu i buzi na parę sekund, to by nie zasnęli do rana.

Myśleliśmy, że choć do 8 mamy spokój. Gdzie tam - wstali o 6:10.

Jedyne zdjęcie, gdzie udało się uchwycić cała ósemkę, tyle że Szymek w postaci samej głowy na poduszce w tle...

TO nic - cała bandę pakowaliśmy rano w samochody  i wieźliśmy na następną imprezę z nocką... Tam nie spali do 1:30 i wstali o 8. Co za kondycja!  Co za maraton: niektórzy goście domu nie widzieli przez dwa dni.

Monsterino podziękował mi za imprezę i liczy dni do następnej. Ja się na razie nie wypowiadam.

piątek, 13 czerwca 2014
Ośmiolatek

Taki stary już Monsterino. Kawał faceta. Kochany, mądry, ale i humorzasty. "Zabójcza lewa noga" - jak mu kadzi trener od piłki i wtedy Monsterino pragnie zostać piłkarzem zawodowym, [zarabiać kupę kasy i kupić sobie BMW], co nie przeszkadza mu zejść w środku meczu z boiska, bo mu nie podają, albo akurat źle bronili i dalsza gra nie ma sensu. Postoi, napije się, popatrzy i ...wraca w podskokach do gry. Nie dogonisz emocji.

 

 

 

Trzynastego w piątek w tym roku wypadło i być może dlatego wylądowałam właśnie z ośmiorgiem ośmiolatków którzy jeszcze nie śpią, a taki wypasiony barłog w naszej sypialni im przygotowaliśmy.

Na razie seansik, a już prawie północ.

 

O wieczorze (i nocy) z ośmiolatkami jeszcze będzie, bo to dłuższa historia, a na razie:

Synku: wspaniałego życia! Żeby Cię zawsze otaczali życzliwi Ci ludzie.

wtorek, 10 czerwca 2014
wszyscy są inni

 

Czerwiec: miesiąc wycieczek, festynów oraz... ostatnich zebrań szkolnych. Klasyfikacyjnych.

Mam strategię przebywania na obu zebraniach jednocześnie (bo u starszych odbywają się w tym samym czasie). Najpierw wlatuję do Monsterówny, odbębniam obowiązkowe podpisy i składki, pobieram karteczkę z ocenami, które mnie nigdy nie zaskakują i tyle by było z moich życiowych przyjemności.

Potem wlokę się na zebranie do klasy obok.

Nigdy w życiu nie czułam się tak zawstydzona, jak na zeszłotygodniowym zebraniu w klasie Monstera, gdy Wychowawca orzekł jak bardzo bezczelnym gburem okazuje się być mój syn (źle wychowany tak w skrócie, do nauczycieli jak DO RÓWNYCH SOBIE odpowiada) i że czerwonego paska przez swoje zachowanie nie zarobi. Stwierdził, że to nie tylko jego zdanie, że WSZYSCY nauczyciele narzekają na pyskującego chama i że jak teraz mu ulegniemy, to sobie nie poradzę (ja, matka) później.

O, to tutaj przegiął. Wycedziłam, żeby o mnie się nie martwił, ja sobie poradzę, a szkoła, niech robi, co uważa. Tyle tylko, niech się nie dziwi, jak aktywności dużej ze strony Monstera nie uświadczy, bo ja go wiecznie pchałam, żeby efekt niewyparzonej gęby jakoś innymi aktywnościami zneutralizował. No i wydawało się, że to działa. Ale nie - wracamy do podstaw systemu szkolnego - tylko cisi i pokorni nagradzani będą.

Nie usprawiedliwiam Monstera, gdzie tam. Wiemy, jaki potrafi być, forma jego wypowiedzi wiele pozostawia do życzenia, ALE zrobił duży postęp od rękoczynów, które na porządku dziennym były jeszcze w klasie czwartej! Poza tym nie przeklina namiętnie, co by go jeszcze bardziej pogrążało.

Jak wpadłam do domu, to z daleka wołałam, żeby się schował przede mną, bo nie wytrzymam.

Teraz codziennie odhacza, jeśli powstrzymał słowotok, bo jednak pan się ugiął i obiecał, że jeśli do końca czerwca nie będzie pyskował, to mu poprawi ocenę.

Tymczasem Monster ma przechlapane w domu, bo odmawia jedzenia. Anorektyk jeden. Spytałam go wprost, czy zamierza zejść z tego świata, bo po co ja będę inwestować w chodzącego trupa. Może to drastyczne, ale szczere.

O dziwo, Monster wrócił do skakania. Trener pytał się, co mu obiecałam, ale to znowu żadna moja zasługa - taktyka powolnego rozruchu zadziałała - w końcu skoczył jedno, drugie salto i trampolina przestała go przerażać. Do tego stopnia, że jedzie na kolejne ogólnopolskie zawody, bo odzyskał formę. Co za gość! Nie wiem, skąd ma siłę do odbijania się, skoro dostarcza paliwa na poziomie granicy przeżywalności i to najchętniej w postaci cukru.

Poza tym, ostatnie tygodnie szkoły to wycieczki, przecież.

Monstery starsze odbyły zieloną szkołę w bazie harcerskiej, skąd przyjechali brudni, niewyspani, ale szczęśliwi, Monsterino był w Toruniu, skąd przywiózł KUSZĘ oraz pierniki dla wszystkich. Wydał więcej niż wziął pieniędzy ze sobą, ale już oddał z kieszonkowych wszelkie pożyczki. Festyn był w szkole i w leśnej głuszy. Ciągle gdzieś latamy z wywieszonym językiem.

Poza tym Monsterówna zdała sprawdzian predyspozycji językowych do gimnazjum i raczej się dostała, bo ma 13 czy 15 od góry wynik, a dojdą do tego wyniku jeszcze punkty za świadectwo, które będzie szóstkowe, ale nie spoczywa na laurach, nie ona. Jeszcze pisze prace z polskiego, jeszcze wypełnia ćwiczenia z przyrody, jeszcze się uczy na niemiecki - ale największą nagrodą za jej pilność było drużynowe wygranie dzielnicowego turnieju - Omnibusa Łazarskiego, dzięki której dostała bon do Empiku na 100 zł. Już sobie w sobotę planowała, co tam sobie przed nowym rokiem szkolnych nabędzie. Bardzo zadowolona. Nawet nie wiedziałam, że tak może być ukontentowana moja córka. Może za mało bonów jej daję...

A tak w ogóle to akurat ten wpis miał być polemiką z szefową akcji "Całą Polska Czyta Dzieciom", panią Ireną Koźmińską, która stwierdziła, że chłopcy są inni, a nawet opublikowała poradnik odnośnie specjalnego wychowania chłopców. Generalnie chodziło jej o to, że chłopcy rozwijają się inaczej od dziewczynek, więc odmiennie należy podchodzić do ich wychowania. Nie wiem, jak duża była jej próbka badawcza, zwłaszcza, że sama jest matką córki li jedynie, moja próbka też niereprezentatywna, ale patrząc przez te wszystkie lata na moje dzieci i ich przyjaciół, znajomych, kolegów i koleżanki z podwórka i placówek oświatowych, stwierdzam, że wszyscy są inni, po prostu. Nie ma absolutnie żadnego uogólnienia, typu: dziewczynki są lepsze w mówieniu, a chłopcy w liczeniu, dziewczynki są bardziej pilne, a chłopcy rozrabiają. Nic z tego. Tyle samo przykładów w każdą stronę jestem w stanie podać. Konkretnych. Osobowych. Nie ma uogólnień, z podręcznika o wychowaniu nauczycie się jedynie o pielęgnacji oraz ogólników pasujących do każdego i do nikogo. O trendach w rozwoju, podpowiedzi rozwiązań można znaleźć, ale żadnych gotowych recept. Nic z tego. Wszystko trzeba na gorąco, na żywym organizmie, na sobie sprawdzić.

Ale czy ktokolwiek obiecywał, że będzie łatwo?

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
Archiwum
do Monsterowa tędy