wtorek, 31 marca 2015
posikać się ze śmiechu

W piątek byłam z Monsterem na dniach otwartych w bardzo szacownym i snobistycznym gimnazjum, które przedmurzem jeszcze bardziej elitarnego liceum jest, co to wypuściło szereg znanych i lubianych absolwentów, a także było pierwowzorem dla szkoły opisanej w "Jeżycjadzie".

Oj, powiało prestiżem. Spotkałam dawno niewidzianych znajomych, ani chybi każdy, kto skończył, czy nie skończył tej szkoły, a chciałby (za wysokie progi, itd), teraz pcha tam swoje dziecko. Przeszliśmy się po klasach, wstąpiliśmy do biblioteki, a tam na charakterystyczny zapach kurzu i katalogów z fiszkami, wyrwało mi się, że to jak za moich czasów.

No i pani bibliotekarka moją deklarację ochoczo potwierdziła, mówiąc, że pamięta mnie!

Sęk w tym, że kończyłam liceum w innym mieście, a "Marcinka" odwiedzałam pierwszy raz ever! (Monsterówna nie była zainteresowana nauką po francusku).

Autentycznie posikałam się ze śmiechu, gdy już na korytarzu tłumaczyłam to zdziwionemu Monsterowi.

Potem było jeszcze lepiej. Oprócz osób znajomych, zobaczyłam kobietę, którą znałam skądś, tylko nie pamiętałam, skąd. Zwiedzając przeszłam koło niej raz, potem drugi i w końcu nie wytrzymałam. Zaczepiłam ją pytając, gdzie się spotkałyśmy.

I wtedy mnie oświeciło! Z jej córką i Monsterem chodziłyśmy na zajęcia oswajania z wodą, czyli takie pływanie dla niemowląt! 12 lat temu:) [Nawet znalazłam zdjęcia w albumie]
A najlepsze, że Monster teraz chodzi z tą dziewczyną do jednej grupy na kursie przygotowującym do egzaminu kompetencji. Świat jest taki mały!

Obejrzeliśmy występy młodzieży, wysłuchaliśmy tradycyjnego wychwalania atmosfery i nauczycieli, a Monster zdecydował, że "Marcinek" jego wyborem nr 2 będzie.

Wybór nr 1 to szkoła Monsterówny, a nr 3 jeszcze nie obsadzony. Oby nie był potrzebny.

Natomiast jutro - test szóstoklasisty i Monster boi się języka polskiego.

Uprasza się zatem o trzymanie kciuków, bo na jego problemy ortograficzne żadna modlitwa, tylko dużo szczęścia może pomóc.

czwartek, 26 marca 2015
zdalne wychowanie

 

Znowu zamykam miesiąc, więc siedzę dłużej. Teraz w ogóle siedzę dłużej, jest co robić, będziemy zatrudniać pomoc dla mnie, zatem obecnie siedzę dodatkowo na cv-kami. Ale to tylko taka dygresja.

Najpierw dzwoni Monster, że dostał z charakterystyki jednak 3 na szynach, bo jeden ortograf został przeoczony. I trochę interpunkcji. Poza tym dwie czwórki. No super, lepiej nie będzie. Ostatnio Pani Z Polskiego opieprzyła Monstera, że wagaruje, bo jak tydzień przed sprawdzianem można opuszczać polski. A Monster był na badaniach w tym czasie. Gdyż ponieważ Monster przechodzi gruntowne badania z powodu swoich częstych bóli brzucha i już prawie ostatecznie wiemy, że ma bakterię, którą będzie można wytłuc. I jest nadzieja, że antybiotyk skutecznie zakończy tę batalię.

Wracając do polskiego: w monsterszkole są dwie nauczycielki języka ojczystego, obie są wariatkami i obie, co najlepsze, się nienawidzą. Podobno jest też trzecia, ale to według mnie niesprawdzona plotka albo urban legend, bo nikt jeszcze na nią nie trafił.

Monster zalicza kolejne dawki szczepionki, opuszcza polski i odlicza dni do końca roku. Teraz się okazało, że nie może jechać na zieloną szkołę,  gdyż ma w tym czasie test kompetencji językowych do gimnazjum. Czy można zmienić termin jednego czy drugiego jest pytaniem retorycznym. A co z tymi, którzy będą chorzy i nie napiszą testu w tym dniu - pyta wychowawca, bo trójka uczniów z 15-osobowej klasy jest w takiej sytuacji.

Ano zawsze mogą nie pójść do gimnazjum językowego. Ich wybór.

Monsterino wykuł formułkę spowiedzi, co już ostatnia na liście modlitw do zaliczenia była i zastanawia się, co on jeszcze na religii do końca roku będzie robić, skoro Pierwsza Komunia w maju.

Na zebranie poszedł Monstertata i pani nawet pochwaliła Monsterina (tu się zdziwiłam), aczkolwiek Monstertata stwierdził, że w porównaniu z demonicznymi nauczycielkami polskiego, pani Monsterina jest zbyt łagodna i Monsterino niezły szok przeżyje w czwartej klasie.

Oj, łatwo nie będzie. Ortograficznie Monsterino może nie stoi niżej od Monstera, ale wyżej też nie za bardzo. Nie przeszkadza mu też kompletna nieczytelność jego pisma. Aż sama się sobie dziwię, że nie nakazuję mu regularnego przepisywania zeszytu. Może od trzeciego dziecka w górę człowiek już obojętnieje na szkołę, bo by zwariował na dłuższą metę.

Ale nie jest najgorzej, Monsterino nawet co któreś zadanie domowe odprawia bez jęków, choć deklaruje nienawiść do angielskiego nie wiedzieć, czemu, bo gdy przemaglujemy pisownię, to mu dobrze idą sprawdziany. Może o to maglowanie chodzi.

No, a Monsterówna nadal ambitnie zbiera oceny do czerwonego paska. To jest gigantka! Ponadto w tym półroczu jakoś załapała szachy i nawet w wolnej chwili sama wybiera tę grę (z komputerem), a przecież ona nigdy nie ma wolnej chwili (zawsze można przeczytać kolejną książkę do drugiej nad ranem, a potem chodzić niczym zombie).

Muszę też  nadmienić, iż nadszedł był czas zmiany osobowości naszej Wiecznie Poukładanej Córki, co objawiło się nagłym rozmiłowaniem chaosu -  podłoga w jej pokoju przez dwa tygodnie po feriach zasnuta była rzeczami z nierozpakowanej walizki.

Chodziliśmy zwiedzać i podziwiać ten cudny obraz.

Monsterówna dzwoni do mnie z pytaniem, czy może zjeść czekoladę.

Jest to pytanie z serii podchwytliwych, gdyż może już nie być żadnej czekolady w domu - monsterchłopcy, młodsi i starsi, nie dzwonią do mnie z takim pytaniem.

Czuję się zobligowana do przypomnienia nastolatce, że od nadmiaru czekolady wychodzą pryszcze i że tato zrobił obiad. A ona na to, że zje i obiad.

Właśnie Monstertata zauważył, że ostatnio Monstery mają niezły spust. Monstertata odczuł zmianę, bo to on obsługuje posiłkowo Monstery w ostatnim czasie, jako, że ja wiecznie zamykam jakiś miesiąc, rok albo raportowanie.  I tak zakończyliśmy na dygresji, którą rozpoczęłam.

Monsterunio fika pod biurkiem i nie przeszkadza matce w pracy.

Do czasu.

poniedziałek, 16 marca 2015
jak sobie wychowasz, tak masz

 

Wśród moich licznych wad czytanie przy jedzeniu jest pewnie jedną z lżejszych. Co ja poradzę, że lubię.

Kwadransu snu się pozbawiam, by w spokoju poczytać rano. Przy kawie lub na kibelku.

Zatem nie mogę się denerwować, że znowu Monsterówna ledwo na oczy patrzy, bo do drugiej rano kończyła książkę, a potem lekcje zostawiła sobie na późny wieczór, bo miała kolejną interesującą.

Albo daję wybrać Monsterinowi książkę, ten stwierdza, że Rysio Raper i Straszna Kiełbasa brzmi dobrze, a potem siada i wieczorem pierwsze 100 stron, a rano resztę połyka i ZNOWU NIE MA NIC FAJNEGO DO CZYTANIA (żadne z domowych się nie nadaje, wie, bo przejrzał osiem kolejnych propozycji, a w Empiku - jak to możliwe - nie mieli kolejnego tomu Rysia).

Monster też jak przysiądzie do jakiejś serii, bo potem tylko ta i żadna inna. Percy Jackson i wszelcy herosi i bogowie się skończyli i matko, dlaczego takie NUDNE książki mi podsuwasz.

Potem wyglądamy na patologiczną rodzinę nie tylko ze względu na wielodzietność, ale też prawdziwie ożywioną konwersację przy stole. Każdy ze swoim tomikiem.

poniedziałek, 09 marca 2015
najlepszy weekend ever

 

Odtrąbiliśmy wiosnę w Monsterowie. Umyłam wszystkie okna, choć Monstertata sarkał, że takie przyjemności wykonuje się w 9 miesiącu. No, ale okna nie mogły czekać do czerwca. Z kolei Monstertata domył taras po zimowym dokarmianiu ptaków. Resztki karmy przewiesiliśmy do ogrodu, bo w końcu coraz cieplej, śniegu nie ma, ptaki powinny sobie już poradzić. Jednak przyzwyczajenie drugą naturą, bo jeszcze dzień później przylatywały i musiały być bardzo zdziwione, rozczarowane, a nawet wkurzone, że niczego dla nich nie ma, bo zostawiały po sobie pamiątki. Mimo wszystko taras jeszcze nigdy nie był tak wyglancowany.

W sobotę mieliśmy tylko jedno dziecko na stanie (no, dobrze - półtora), bo starsi męczyli się na zawodach, na których spektakularnie i nadzwyczaj zgodnie zajęli ostatnie miejsca w swoich kategoriach. I tak się zdarza. Oni nie byli zadowoleni, ale my - bardzo.

Najpierw, zupełnie z własnej, nieprzymuszonej woli, bez okazji, bo dzień kobiet dopiero miał nadejść, syn mój Już-Nie-Najmłodszy zrobił matce śniadanie. Do łóżka. Gazetę dostarczył mąż.

Czyż życie nie jest piękne?

Popołudniu pojechaliśmy do lasu - daję radę jeszcze na rowerze, choć tempo mi siadło, bo Monstertata biegnąc obok był szybszy.

No, ale przecież chodzi o odetchnięcie świeżym powietrzem, a nie bicie rekordów.
Chyba, że chodzi o Monsterina. Bo on to przygotowywał się do wyścigów. I łaknął porady Miszcza.

Pobiegli zmierzyć, jak to jest przebiec 800 m.

 

A dzień później okazało się, że nawet skrócono dystans do 400 m. I że wszyscy z grupy biegowej lecą jedną chmarą.

Nerwy były.

Monsterówna nie traciła czasu. Dla skrócenia oczekiwania na start, zaproponowała braciom partyjkę uno i to był dobry pomysł. (zwróćcie uwagę na wyraz twarzy Nastolatków - tak to właśnie wygląda - ten charakterystyczny wykrzyw)

A potem wystartowali. Monsterino pouczony przez starszych, wyrwał się do przodu.

Oddał prowadzenie tylko jednemu chłopcu, ale i tak nie o to chodziło, co wyszło po wszystkim (dobra zabawa, kupą biegniemy, czas się nie liczy, każdy jest zwycięzcą i promocja zdrowia oraz takie tam - deczko był rozczarowany nagrodą jak dla roczniaka, ale potem się pocieszył, że będzie miał już dla brata prezent - to jest właściwe podejście do życia!).

Co do starszych, to Monster poprosił, żeby mu też takie biegi znaleźć (rocznik Monsterina był najstarszy na tej akurat imprezie), bo mu się spodobało, natomiast Monsterówna podczas startu Monsterina robiła matmę. Że aż musiałam wrzasnąć, żeby się pofatygowała na pięć minut.

Przy okazji spotkaliśmy znajomych, którzy mają dokładnie takie przejścia ze swoją nastolatką, jak my, a jeszcze pocieszyliśmy się, bo znajoma, starsza koleżanka Monsterów z trampoliny, jako dziecko supersłodka, jakieś dwa lata temu zaczęła przemieniać się w istotę burkliwą i chmurną, tymczasem spotkaliśmy ją, już 16-letnią i WRÓCIŁA tamta sprzed chmury! Czyli wracają stamtąd, jest to możliwe!

Normalnie dawno się tak nie naśmialiśmy, jak w ten weekend. I tylko Monsterówna narzekała, żebyśmy się TAK nie zachowywali, bo się przestanie do nas przyznawać.

Ale po wizycie w pizzerii, NAWET ona była zadowolona. Jakiś cud był nastąpił.

poniedziałek, 02 marca 2015
Dwunastolatek

 

Dwunastolatek jest trudny. Inteligentny, sprytny i szybki, ale nie daje taryfy ulgowej, więc rozumiem, że można go nie lubić. Relacja z Monsterem to stąpanie po linie - wymaga ciągłej uwagi, a bez solidnego treningu i tak się spadnie.

Monster doskonale wie, czego chce i dlatego cierpi takie katusze, gdyż okrutni rodzice rzadko mu dokładnie tego, czego on chce, precyzyjnie w chwili, kiedy tego chce, nie dostarczają. A mogłoby być tak pięknie! Stąd bywa ostro. (tak jak patrzę z mojej perspektywy, to Monster ze swoją osobowością nadaje się wspaniale na autorytarnego Prezesa Zarządu - tylko dać mu władzę, bo na razie, biedny, się miota).

Ale (na pocieszenie) są też fajne momenty. Gdy się śmieje, to zaraźliwie, gdy wygrywa, to unosi się nad podłogą z radości, gdy mu (bardzo chwilowo) dobrze w życiu, to i innym nieba przychyli. I podyskutuje bez punktowania starych oraz systemu, pożartuje, a nawet (oczywiście w przypływie dużej łaski i natchnienia) przytuli.

Bo przeważnie to tylko kota.

- No nie mogę, jak ja kocham tego kota! - wyrwało mu się kiedyś

O, Dwunastolatku Z Pretensjami!

Z okazji Twojego święta życzę Ci znalezienia małej stabilizacji  - pochylenia się nad krótkimi chwilami szczęścia, żebyś umiał je, mimo wszystko, w swoim ciężkim życiu, znaleźć!

[żeby nie dodawać smrodku dydaktycznego, że Ci się ta umiejętność Ci się zdecydowanie na przyszłość przyda]

czwartek, 26 lutego 2015
albo zaraz mnie pożałuj

 

Monsterówna zadzwoniła z Wałcza z pretensjami, co nagadaliśmy przed wyjazdem trenerowi, bo jej cały czas melisę wypomina.

No cóż, wspomnieliśmy, podczas przekazywania torby z medykamentami w razie W, że melisy nie dołączamy, bo zużyliśmy, a pewnikiem się przyda. No i wygadał. Co za papla!

A jeszcze miałam się pożalić, bo w ferie oczywiście tylko Monsterówna siedziała nad książkami, bo fizyka i chemia szły jej szalenie opornie. No to w przeddzień wyjazdu w końcu zmusiłam gimnazjalistkę, by siadła i machnęła. To się okazało, że nie rozumie. Kurczę, tydzień to dusiła, naprawdę warto było poczekać....

No dobra, otworzyłam książkę, bo przecież też już nie pamiętam powłok elektronowych i konfiguracji. Przeczytałam raz, upewniłam się w googlu, że dalej nie kapuję, zawezwałam Monstertatę, siedliśmy razem i w końcu, dwoje dorosłych, po studiach, choć nie chemicznych, doszło do wniosku, że rozumiemy!

Byliśmy tacy szczęśliwi, piątki przebiliśmy, no ekstaza. A ta zołza nawet nie raczyła się uśmiechnąć!

Nic to, wspólnymi siłami i z ogromnym entuzjazmem oraz ekspresją, choć patrzyła na nas z dużą odrazą, wytłumaczyliśmy zadanie.

Ewentualnie przyjęła tłumaczenie. Bąknęła, że zrozumiała. Czad! A to dopiero pierwsza klasa gimnazjum! Dużo jeszcze przed nami.

Teraz Monsterówna dzwoni codziennie i rozmawia NORMALNIE (choć nadal przez nos).

Może to jest sposób na domową komunikację?

Pomór jakiś na obozie - jedną dziewczynkę już na drugi dzień rodzice musieli odebrać, kolega Monsterina z pokoju leżał, ale podobno tylko jeden dzień, wczoraj źle się czuł Monster.

Współczuję trenerom, ale i mam nadzieję, że nasi nie rozłożą się po raz drugi. Swoje już przecież odfajkowali.

sobota, 21 lutego 2015
nie czarujmy się: mogło być lepiej

 

 

Jasne, że miałam plany. Planowanie to moje drugie imię. Urlop na przykład zaplanowałam, a dostałam tylko częściowo, co i tak nie zmieniło niczego, jako że Monsterówna ferie przekaszlała, a zatem niewyjściowa kompletnie była.

Choć nie tylko o objawy fizyczne chodzi w tym momencie. Mianowicie Monsterówna ćwiczy się obecnie w permanentnym utrzymywaniu niezadowolonego wyrazu twarzy. Genialnie jej to wychodzi, osiąga prawdziwe rekordy, podziwiamy jej zaangażowanie.

Oczywiście trochę jeszcze pamiętam siebie z TEGO okresu życia i że wszystko było BEZ SENSU, ale nie kryję: obcowanie z wiecznie obrażonym NA WSZYSTKO człowiekiem jest bardzo ciężkie.

Zwłaszcza, że dogadać się absolutnie nie można.

Zatem odpuszczamy kontakt, ograniczamy się do podstawowych komunikatów, wdech-wydech, melisa, no ale jak ma być do przodu, skoro pytamy się, czy boli ją jeszcze gardło, no bo kaszle, a ona obdarza nas bazyliszkowym spojrzeniem i się nie odzywa. W ogóle. Jakby nie słyszała.

Zmuszona do odpowiedzi, cedzi, że nie wie... A kto ma to, do jasnej ciasnej, wiedzieć?

A z drugiej strony, tak sobie myślę, że jej samej jest źle ze sobą. Tylko przecież narzucać się nie sposób.... i tak w koło Macieju...

Koleżanka ze starszą córką donosi, że idzie lepsze. Nie ma wyjścia, trzeba zwiększyć spożycie ziółek i przeczekać.

W każdym razie trenerzy w tym roku jakoś przespali rezerwacje w ośrodku olimpijskim i okazało się, że cały klub tylko na 10 dni może jechać, zatem pierwszy tydzień ferii młodzież spędziła na dochodzeniówce, która polegała na tym, że każdy monsterchłopiec miał swój dwugodzinny trening o innej godzinie, co w sumie było korzystne, bo w tym czasie drugi z nich zajmował komputer.

Pogoda była łaskawa, ja, jak już mówiłam, miałam szeroko zakrojone plany, a tu się okazało, że chłopców wyciągnąć z domu na świeże powietrze może tylko ostry szantaż polegający groźbie wyłączenia internetu, przecięcia kabli, wyrzucenia ładowarek i takie tam tradycyjne rzucanie się starych na oślep w całkowicie BEZSENSOWNYM ŻĄDANIU wychodzenia.

- Przecież mamy ferie!

Ale Monstermatka jest jednak bezwzględną osobą (Wszystkie matki ustępują, tylko TY NIE! - żalił się Monster ) i zmuszała chłopców do unorania się błotem w ramach parkouru, ćwiczenia na parkowej siłowni i do jazdy rowerem (przecież jeździmy już na trening!). Kapral, nie matka.

Natomiast wieczorami uskutecznialiśmy to, na co zazwyczaj mamy czas tylko w niedzielę, bo partyjka trwa 2 godziny: Osadników z Catanu.

To jest jedyna rozrywka, które ewentualnie dorównuje Minecraftowi i innym grom on line (gdybym je znała, tobym tutaj się znajomością chociaż tytułów popisała, a tak to tylko wiem, z relacji, o co kaman i ile już itemów, coinsów czy innych gadżetów zdobyli, kiwam głową i na tym moje zaangażowanie w ich wirtualnym świecie się kończy.)

Każdego wieczoru podchodziliśmy do planszy z nową nadzieją na triumf, chociaż regularnie dostawaliśmy łupnia od Monstera. Raz tylko wygrał Monsterino. Raz dała się wciągnąć do gry Monsterówna i powiedziała, że nigdy więcej.

Monster radził nam, że jak teraz wyjeżdżają na obóz, to możemy z Monstertatą grać sobie w wersję dwuosobową i wtedy wreszcie któreś z nas wygra.... Kochany synek.

 

wtorek, 10 lutego 2015
pływak polityczny, albo polityk pływający, jeszcze do końca nie wiadomo

 

Monsterino odpuścił sobie startowanie w zawodach pływackich jakiś rok temu, gdy się dwa razy pod rząd okazało, iż mimo naszych obserwacji, że przypłynął na medalowym miejscu, przy ogłoszeniu wyników odchodził spod podium jak niepyszny, a dopiero tydzień później na zajęciach otrzymywał przeprosiny i stosowny medal, dyplom i co tam jeszcze w pakiecie było, bo SIĘ POMYLILI.

Też bym się zniechęciła, tym większe było moje zdziwienie, gdy w tym roku, namówiony przez trenera, postanowił jednak wystartować.

Średnio było nam to na rękę, bo jednocześnie Monsterówna miała swoją imprezę, ale co robić - dziecko chce, to się rozdwajamy - Monstertata obiecał relację na żywo.

No i klops. Znowu, mimo wizualnego drugiego miejsca, został wyceniony na brąz. Walka o sprawiedliwość była o tyle trudna, że na drugim miejscu zakwalifikowano kolegę z klasy, a ponadto Monstertata nie nakręcił wyścigu.

Cóż, tłumaczę Monsterinowi, że brąz jest ok, nagroda prawie taka sama, ale skręca go z zazdrości, bo kumpel rozgłosił swoje zwycięstwo w klasie. A Monsterino, co nam regularnie podczas seansu gier planszowych pokazuje, nie radzi sobie z przegraną. (jak usłyszał, że ten zawodnik, który wygrał, chodzi na basen 4 razy w tygodniu, natychmiast zapragnął także. Wybiliśmy mu to z głowy)

 

A jeśli o wątek polityczny chodzi, to Monsterino stwierdził, że nie podziela lęków kolegów z klasy przed wojną z Rosją.

- Tłumaczyłem chłopakom - wyjaśnia - że mamy sojusz z Ameryką i gdyby Rosja chciała na nas napaść, to Stany Zjednoczone odpalą bombę!

Natomiast monsternastolatki mają ważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się polityką.

poniedziałek, 09 lutego 2015
sushiman

W zeszłym tygodniu trzy dni od szkoły odpoczywała Monsterówna, teraz chrypa i katar przeniosły się na Monstera.
Wprawdzie odgraża się, że jutro idzie, ze względu na to, że zawody już za trzy tygodnie, ale zobaczymy.

 

O Monsterze dawno tu nie było, a powinno, gdyż drzemy się na siebie regularnie. On pyskuje, a moje blokady puszczają. Ostatnio, jak wyjechał porannie z jakimś kolejnym mało dyplomatycznym tekstem, który, być może, w innych okolicznościach czasu, miejsca i stanu hormonalnego, puściłabym mimo uszu, teraz nie zdzierżyłam i stwierdziwszy, że nie mam obowiązku chama odwozić do szkoły, pojechałam tylko z Monsterinem (który wyjątkowo sprawnie się zabrał i siedział z tyłu jak trusia).

Jeśli myślicie, że wieczorem Monster wyraził skruchę czy choćby przeprosił, to się grubo mylicie.

Ponadto już od świąt Monster marudził o sushi. Rozmawiali z chłopakami w szkole, okazało się, że sushi jest podstawowym pokarmem nastolatków, a tu Monster taki zacofany i jeszcze nigdy sushi nie próbował.

Mędził i mędził, aż w końcu dostał tackę próbną (oprócz Monstertaty nikt nie był chętny, by mu cokolwiek z niej uszczknąć)


Dwa dni ją męczył. Odfajkował sushi i jest spokój. Kolejna potrawa z jadłospisu anorektyka mniej. (Ma Monster denerwujący zwyczaj zarzynania ulubionej potrawy: pożera ją tak długo, aż się przeje i nie tyka jej nigdy więcej.)

Żeby nie było dzisiaj tylko o irytujących stronach Monstera (o tym jeszcze będzie we wpisie urodzinowym, he  he), to muszę koniecznie nadmienić, że w tym półroczu Monster miał TYLKO JEDNĄ uwagę za pyskowanie, żadnej uwagi za bójki i same pochwały, więc ocenę bardzo dobrą z zachowania przyjął zasłużenie.

Ponadto w miarę się postarał i wymodził średnią 5,08, chociaż mógłby jeszcze podciągnąć się tu i ówdzie, tylko że to są oceny osiągnięte mimochodem, bez siedzenia wieczorami. Ba! Ja tam nie widzę siedzenia w ogóle (pisemne robi na lekcji, gdy reszta jeszcze przepisuje z tablicy. I pomyśleć, że Monsterówna zastanawiała się kiedyś, fakt, że było to na początku kariery szkolnej, czy takie postępowanie to nie grzech, jeśli jest to zadanie DOMOWE, a nie szkolne).

Chociaż teraz mają z kolegą prezentację na temat lasów tropikalnych i nawet Monsterówna przyznała, że ekstraordynaryjnie się starają. Oprócz zwyczajowych tablic poglądowych, ugotowali południowo amerykański przysmak do poczęstowania kolegów, aranżują scenkę rodzajową, przebierają się, no widać, że takie akcje są dla niego wreszcie jakimś wyzwaniem.

Bo resztę nudów szkolnych trzeba jakoś przetrwać. Szkoda, że większość nauczycieli nie potrafi wykorzystać twórczego potencjału młodzieży. Po Monsterze i jego kolegach widać, jak oni tego potrzebują.

czwartek, 05 lutego 2015
pajęczyna

 

Zaczęło się od ostatecznego exodusu oznak dzieciństwa z pokoju Monsterówny.

Jako, ze postanowiła przed imprezą dla dziewczyn odświeżyć image pokoju, to sobie o lalkach w łóżeczku i domku drewnianym kurzącym się od lat w kacie przypomniała i gorzko wypominając, ze nie ma komu przekazać swojego pokaźnego majątku - wystawiła go za drzwi.

To samo dotyczyło misternie budowanych Hogwartów i innych chatynek z klocków lego.

Zaraza ta objela tez Monstera, zatem Monsterino  został szczęśliwym posiadaczem wszystkich, także tych najbardziej poszukiwanych figurek, poprzesuwał pudła szybko na swoją część chłopcopieczary (czy ja już wspominałam o terytorialnym wydzieleniu ze wspólnego pokoju mini pieczary Monstera, która w wakacje ma się zmienić w prawdziwie młodzieżowy loft, a nie taką dziecięcą krainę zabaw jak pogardliwie nazywa monsterinową część?).

W każdym razie Monsterino opiniami Monstera się nie przejmuje i z ukontentowaniem zaczął dopasowywać zdobycznym figurkom arsenał zbrojny.

I wtedy Monster, który oficjalnie nie mógł się zniżyć przecież do zabawy ZABAWKAMI, postanowił, w szlachetności swej, POMÓC  młodszemu bratu i urządził figurkom z lego niciowe tyrolki wzdłuż i wszech pokoju.

Najbardziej zadowolony z obrotu rzeczy był kot, któremu śmiganie za latającymi ludzikami bardzo się spodobało.

Najmniej zadowolona była monstermatka, która w obecnym stanie nie przegina się tak lekko jak Catherina Zeta-Jones w Osaczonych

 


 

a musiała. Przez parę dni. Aż się zdenerwowała.

Teraz chłopcopieczarę ozdabiają szczątki tyrolek poprzyklejane do mebli i innym sprzętów.

sobota, 31 stycznia 2015
Czternastolatka

 

Po wielu tygodniach zastanawiania się nad tym, kogo i gdzie zaprosić - Czternastolatka postanowiła świętować swe urodziny twórczo w Glinianej Kuli.

 

Dziewczyny się wyżyły, teraz prace będą schnąć, a potem zostaną wypalone.

I na przekór opinii pani Dyrektor gimnazjum, te akurat dziewczęta potrafią wymyślac sobie rozrywki i regularnie wystawiają krótkie inscenizacje (na tej imprezie Romeo i Julia byli na tapecie), dodatkowo pomaga, że w naszych zasobach sporo kostiumów do przebrania i rekwizytów do wykorzystania.

A jaka jest nasza Czternastolatka?

Oprócz tego, ze mądra, piękna, dobra oraz pracowita, to krytycznie nastawiona do świata (jak my wszyscy byliśmy w tym wieku..).

A reszta jest do do wyczytania we wpisach. Szczególnie miedzy wierszami...

Ale będzie lepiej. Na pewno. Musi być. Damy rade, przetrzymamy, córko, zobaczysz!

 

czwartek, 22 stycznia 2015
dzisiejsza młodzież

 

- Mieliśmy dzisiaj pierwszą lekcję z panią dyrektor - opowiada Monsterówna - mówiła do nas z wyższością, jakby się zwracała do niższej klasy, no wiesz - społecznej (pani Dyrektor uczy WDŻtu i z tego, co zrozumiałam na zebraniu, choć to są lekcje dobrowolne, dyrekcja SUGERUJE, żeby jednak na nie uczęszczać)

- Zarzuciła nam, że jesteśmy mało kreatywni! - żali się dalej Monsterówna - że na przerwie TYLKO gadamy i chodzimy od słupa do słupa...

a kiedyś, to młodzież ją zaprosiła na zorganizowane na przerwie PRZEDSTAWIENIE o Lisie Witalisie!!!

Uśmiałam się. Jestem po stronie wietrzenia umysłu na przerwie chodzeniem od słupa do słupa.

- Czy ona naprawdę wymaga, żebyśmy nawet na przerwie nie mogli się zrelaksować, tylko wymyślać przedstawienia dla pani Dyrektor??! - bulwersuje się Czternastolatka

Wcale się nie dziwię i pocieszam, jak mogę, ale jeszcze dużo absurdów będzie musiała przejść na swej drodze, niech się hartuje.

Ja na przykład od tego miesiąca mam raportować do CENTRALI miesiąc ZANIM ten miesiąc się skończy. To teraz siedzę i wróżę, jak się może skończyć.

Gdy tymczasem Monsterówna znowu zła, bo to JA za mało wymyślny prezent dla dziadka nabyłam. Podczas, gdy mój osobisty ostatni dziadek zmarł dobrych 11 lat temu....

Ale już żaden zarzut ze strony nastolatów mnie nie zdziwi. Tylko notuję dla pamięci, w celu wykorzystania, kiedy na własne dzieci będą narzekać.

 

 

 

poniedziałek, 19 stycznia 2015
okularnica, szczepienia i diastema

 

Monstertata szlachetnie podjął się misji wyboru okularów dla Monsterówny.

Dzielny był, jako że wyprawa wiązała się z wiezieniem nabzdyczonej Prawie Czternastolatki do optyka, a następnie z powrotem.

Pytanie, dlaczego nadąsanej, narzuca się samo, aczkolwiek jest retoryczne.

Stan permanentnej obrazy nastąpił był bynajmniej nie z powodu braku wyboru, który został ostatecznie podjęły, przypieczętowany i może nawet jakoś się uleży na nosie, chociaż już ostatnio przebąkiwała o kontaktach zamiast.

Ale z powodu wady wzroku, jak wiadomo, genetycznie jej przekazanej.

Ani chybi muszę odświeżyć sobie Toksycznych Rodziców.

Kolejnym powodem do focha, jest wizyta u lekarza rodzinnego DOPIERO za 2 tygodnie, czyli 29.01 podczas, gdy przypomniano jej, że bilans gimnazjasty należy zdać pielęgniarce. A wiadomo, jak ciężko umówić ZDROWE dziecko do lekarza rodzinnego.

- Do końca stycznia jest czas, z tego, co mówiłaś - przypomina sobie Monstertata

Monsterówna burczy coś niezrozumiale.

Wzruszamy ramionami - naprawdę nastolatkowi w mózgu coś szwankuje. Dobrze, że przeczytałam książkę Tak, twój nastolatek jest szalony.

*

Rozsierdzony był też w ten weekend Prawie Dwunastolatek.

Ten z kolei na ZA WOLNY INTERNET.

- Już w szkole jest szybszy! - ciskał gromami - Jak można żyć w takim domu!?

Ostatecznie wyłączył komputer i poszedł do pokoju oddać się w spokoju depresji, jako że akurat wkurzającego młodszego brata, na którym można byłoby się wyżyć, nie było w pobliżu.

Następnie najeżonym pozostał, gdyż zostało mu zakomunikowane, iż w poniedziałek i wtorek nie może nadwyrężać się (czytaj: ćwiczyć na akro), gdyż takie są zalecenia przy szczepionce antyalergicznej, którą będzie właśnie dzisiaj miał podawaną. Rozpoczyna paroletni cykl, na początku co dwa tygodnie, potem coraz rzadziej, ale jest szansa, że w końcu na wiosnę nie będzie kichać, ani kaszleć.

Co nie zmienia faktu, że nadąć się można tak na wszelki wypadek.

*

Monsterino wkurzony jest przeważnie wtedy, gdy go odlepiamy na siłę od jego ulubionej nawalanki internetowej. Jemu internet chodzi wystarczająco i ma pozwolenie na nawalanie ALE po odwaleniu ustalonych robót domowych oraz PO czytaniu uzgodnionej wcześniej liczby rozdziałów.

No i kiksy są. Że co z tego, że niby przeczytał, skoro przy streszczeniu plącze się w zeznaniach.

Że ustalone było, że najwcześniej o 8 rano może włączyć komputer, a tu zupełnie przypadkiem Monstertata natyka się na niego już o 7:49.

Za to ze spraw zdrowotnych akurat u Monsterina, tfu, tfu i odpukać - posucha. W najbliższym czasie (tj. we wrześniu - najwcześniejszy termin konsultacji na NFZ) nastąpi być może konieczność zlikwidowania szczerby między przednimi zębami. Tak naprawdę, to nie jestem przekonana, czy trzeba mu ją likwidować. Jeszcze wszystkich zębów stałych nie ma, jakiejś traumy z powodu diastemy nie przechodzi, no ale skonsultuję się z ortodontą, żeby nie było, że biedne dziecko z wielodzietnej rodziny ma zaniedbany zgryz.

*

Najmłodsze Monsterzątko konsultowane jest regularnie, ale bez zbytnich, dodatkowych atrakcji.

Jedynie sugerowałam starszemu rodzeństwu możliwość uczestniczenia w usg 3/4D. Rozważają celowość.

 

czwartek, 15 stycznia 2015
wolontariuszka

 

Gimnazjum trzy dni pisało testy próbne. Jeśli myślicie, że tylko trzecie klasy, a reszta sobie bimbała, to się grubo mylicie. Pozostali też testy, ale na swoim poziomie. Czyli trzy dni klasówek ze wszystkiego, wszędzie tak jest, czy tylko gimnazjum Monsterówny takie ambitne?

Ponadto Monsterówna kwestowała całą niedzielę! Monstertata zawiózł ją do sztabu na ósmą, a odebrał po 17! W tym wietrze rozbijały się z koleżanką po mieście, wystawały pod kościołami, załapały się na Mszę i fiestę u Dominikanów, popijały herbatkę z termosu i nawet słit foci sobie nie zrobiła prześliczna wolontariuszka z serduszkową puszką! Żadnego update'u na fejsie - no w ogóle nie lansuje się dziewczyna;)

Monster już przebiera nogami, żeby w przyszłym roku też kwestować. I znając go, trasę przejścia od razu wrzuci na profil...

Z kolei Monsterino ma jakieś cofnięcie intelektualne i uczenie się idzie mu jak po grudzie, ostatnio. Może nierównomiernie się rozwija, bo z kolei na akro mu idzie i na obóz feriowy się załapał z całą elitą klubu (jak to twierdzą starsi jej przedstawiciele, he he)

A i news jeszcze sprzed świąt: okazało się, że Monsterówna musi nosić okulary! I to nie z powodu czytania przy złym świetle, tylko nie widzi na tablicy. Chociaż okulistę odhaczyliśmy w rekordowym terminie, recepta leży i się kurzy, gdyż ponieważ decyzja o wyborze kształtu oprawek jest jeszcze trudniejszą od wybrania odpowiednich spodni (to ostatnie zajęło namledwie 2 godziny, nawet całej gazety nie zdążyłam przeczytać przed przymierzalnią!)

Już na dwóch sesjach u różnych optyków była, raz ze mną, raz z Monstertatą i nadal nie wie, które wybrać. No nic, w szkole na razie siada bliżej tablicy, a neonów na spacerze po mieście nie czyta (nie mogłam uwierzyć, ale naprawdę nie potrafiła przeczytać z daleka - tak nagle jej się wzrok pogorszył - wada genetyczna po Monsterdziadku - już otrzymał stosowną reprymendę).

poniedziałek, 05 stycznia 2015
politycznie oraz reakcje, trochę restrospekcji

 

Monsterino jest jedynym zorientowanym politycznie dzieckiem w Monsterowie. Starsi jakoś nigdy nie emocjonowali się specjalnie wyborami, czy rządzącymi, a tymczasem Monsterino i owszem, co miałam już dawno, przy okazji lokalnych wyborów prezydenckich, napisać.

Bowiem Monsterino oznajmił w domu prawdę oczywistą, że nie możemy głosować na wtedy obecnego prezydenta, gdyż dba on tylko o interesy bogaczy. Po takim wystąpieniu poczułam się naprawdę biedulką. Na szczęście nie musieliśmy polemizować z dzieckiem, bo też nie chcieliśmy już kolejnej kadencji Grobelnego. 

Ale największym zaskoczeniem był koszmar, z którego pewnej nocy obudził się Monsterino. Otóż śniła mu się mianowicie.... Ewa Kopacz!

- A ty wiesz, w ogóle, kim jest Ewa Kopacz? - zapytałam zdziwiona

- Premierem Polski - odpowiedział Monsterino równie zdziwiony, że mogę się o takie oczywistości pytać.

No to przesłuchałam starszych. Plątali się w zeznaniach. Coś tam słyszeli, ale odpowiedzi wprost nie usłyszałam.

Jeszcze cofając się do momentu, w którym ogłosiliśmy nowinę o nowym członku rodziny, okazało się, że dobrą wiadomością, to ona generalnie nie jest.

Może dla Monsterówny, ale tylko pod warunkiem, że będzie to siostra.

Monster, który zasadniczo obecnie jest ciągle zmartwiony i przygnieciony ciężarem życia, oświadczył, że to katastrofa i jak my przeżyjemy z jeszcze kolejnym dzieckiem. Przecież to kasa, której nie mamy w nadmiarze! Nie dociera do niego, że to absolutnie nie jego problem. Przy każdej okazji życzy Monstertacie lepiej płatnej pracy.

Monsterino się obraził. Potem okazało się, że wykoncypował, że przez nowe dziecko nie będę miała czas na wieczorne czytanie.  A że akurat jesteśmy po raz kolejny przy Jaśkach, a tam następny Jan się miał narodzić, to bardzo był w temacie i przeżywał równolegle.

Wydusił to z siebie dopiero po paru dniach i jednocześnie uspokoił, bo albo sam przemyślał, albo ktoś mu podpowiedział, że niemowlę o tej porze, o której czytamy, już dawno będzie spać.

Nie uświadamiałam go, że może nie być tak różowo, gdyż nastawiamy się tylko OPTYMISTYCZNIE: dziecko będzie spokojne, układne i współpracujące.

Słyszysz, Monsterzątko? (już widzę, jak się śmieje w kułak na te nasze życzenia)

sobota, 03 stycznia 2015
to będzie bardzo interesujący rok

 

Doprawdy, ciężko zadowolić wszystkich w wielorodzinie. A to śnieg nie taki, a to snowboard się odpina (zamki zamarzły), a to narty na pewno się już stępiły, to z powodu TEGO LODU.

Jestem chyba jedynym zadowolonym z wyprawy członkiem rodziny.  Zgadzam się, że warunki nie były ani austriackie, ani włoskie, ale jeździć się dało, naprawdę. Jeszcze tylko wewnętrzny członek rodziny (członkini, mamy nadzieję) nie wyrażał oficjalnego sprzeciwu. Ma czas.

Natomiast życie z nastolatkami to ciągła bitwa słowna. Mało które polecenie nie jest kwestionowane, każda akcja komentowana, a już zadowolenie towarzystwa NA RAZ jest skazane na porażkę. Co najmniej jedna osoba w danej sekundzie jest obrażona.

Muszę zbierać teksty do cytowania, bo to moja jedyna broń, jeśli nie chcę od razu doprowadzać do rękoczynów. A ręka świerzbi, oj bardzo! Tymczasem odpowiedź młodzieży jest natychmiastowa: bicie dzieci jest karalne!

I co z tego, że niesłuchanie rodziców to grzech;) Już rozumiem, dlaczego były przypadki próśb wśród znajomych pewnej pani dyrektor domu dziecka o czasowe umieszczenie młodego człowieka w placówce. W celu prewencyjnym, oczywiście. By dziecię uświadomiło sobie, że w KAŻDEJ rodzinie są OBOWIĄZKI i każdy musi wnieść swój wkład w obsługę instytucji zwanej RODZINĄ. No innego ustroju, opartego na rodzinach-niewolnikach nie uznaję.

A tu poprosisz o rozłożenie talerzy konkretnego delikwenta i zamiast akcji następuje licytacja tych razy, gdy w bliższej i dalekiej przeszłości takową akcję poczynił i absolutnie TO NIE JEST JEGO kolej. Monsterówna wprawnie tego argumentu nie używa, ona z kolei wprowadza bierny opór - czyli szybciej zjemy na stojąco łyżkami z garnków niż doczekamy się talerzy ze strony obrażonej królewny.

- Umyj ręce! - przypominam

- Po co? - wzrusza ramionami oraz przewraca oczami Młode Pokolenie

SERIO? Taki będzie ten rok?!

Ani chybi kryminał powinnam zacząć pisać w celu odreagowania.

 

***

No proszę popatrzyć - jakie bajkowe świerki! Jak można nie być zadowolonym z choćby tak krótkiego cudownego odcinka?!



wtorek, 30 grudnia 2014
więcej słońca

 

Pogoda zdecydowanie się poprawiła, albo my przyzwyczailiśmy się do ujemnych temperatur. Wyszło słońce! Niestety, stoki nie są zbyt dobrze utrzymane. Nie jest to Austria, choć jak podsłuchał Monstertata w kolejce, w Szklarskiej j Porębie est jeszcze gorzej.

Nie są to też stoki dla początkującego snowboardzisty, choć Monster nie ustaje w wysiłkach i nie poddaje się.

Walczy, aczkolwiek łatwo nie jest.

 

Zresztą, gdyby Monstery nie miały tak silnych mięśni nóg, to nie wiem, jak by te parę godzin walki na lodzie wytrzymały (popołudniu nasłoneczniony stok zmienia się w szklaną górę).

Także - ceski sport dla wytrwałych.

 

Monsterino po pierwszym oporze, że on tak wysoko nie wjedzie (a my gorączkowo zastanawialiśmy, jakiego szantażu użyć, by go zmusić, bo już absolutnie nie mieliśmy ochoty na dyżury z Monsterinem na oślej łączce) był dzisiaj najbardziej wytrwałym narciarzem w naszej rodzinie i zdziwiony nie chciał wracać, choć nogi reszty odmawiały już posłuszeństwa.

Ale widoczki, trzeba przyznać, piękne.



niedziela, 28 grudnia 2014
kraina lodu

 

Czechy przywitały nas mrozem i działającym tylko jednym orczykiem.

Armatki pracują ciężko, więc jutro podobno ma być czynna kanapa.

Oraz jest szansa na mniejszy mróz niż te dzisiejsze odczuwalne minus 15 (według niektórych: minus 20)

Po rozruchu było różnie. Generalnie na początku pełno narzekań na wszystko: od pogody, przez sprzęt po umiejętności własne. Ale ze zjazdu na zjazd było lepiej.

I tego się będziemy trzymać.

czwartek, 18 grudnia 2014
handel przedświąteczny

 

Nie będzie to wpis o naszej szalenie męczącej wizycie w jedynie słusznym centrum handlowym, w którym, w jedynie słusznym sklepie, gdy w końcu -  po pierwsze primo: Monsterównie coś się spodobało, po drugie primo: było w rozmiarze XS, po trzecie primo: gdy to ubrała, to "wisiało" właściwie, ostatecznie w trakcie przymiarki okazało się być Z DZIURĄ. I była to jedyna bluza w rozmiarze XS. Po prawdzie, to okropne szmaty tam wisiały i dobrze, że okazała się z dziurą. Nic innego nie znalazłyśmy (albo ja znalazłam, ale aprobaty nie zyskało). Także ciuchowe fiasko.

Chociaż po godzinie wyszła z Empiku z gadżetami dla koleżanki na wigilię klasową, zatem chociaż jakiś sukces odtrąbiliśmy.

My jednak z Monstertatą nie nadajemy się na wizyty w sklepach. Byliśmy bardziej zmęczeni niż po zwyczajowej przebieżce po Lasku Marcelińskim.

Następnym razem na zakupowe wyjście z Monsterówną wydeleguję babcię. (Babciu - szykuj się!)

A wpis handlowy ma być o kiermaszu świątecznym w podstawówce, na którym swoją naturę sprzedawcy nagle ujawnił Monsterino.

Wszystkie pierniczki swoje sprzedał plus świąteczne bałwankowe świeczki, podczas gdy Monster wrócił ze swoimi (o wiele ładniejszymi) do domu. Bardzo niezadowolony. Monsterino zachęcał, proponował promocje, dwoił się i troił. Dzieci namawiały, rodzice opróżniali portfele.

Natomiast dzisiaj Monster wraz ze starszymi zawodnikami urządza pokaz akrobatyczny przed Marszałkiem Województwa, to może mu się humor poprawi.

wtorek, 16 grudnia 2014
stare baby

 

Monsterówna wraz z koleżanką wybrały się w piątek do kina. Same. Tramwajem.

Monsterówna dzień wcześniej zarezerwowała bilety, na Kosogłosa już od premiery się szykowała, ale wiadomo - wiecznie zajęta. Wróciły po treningu i pojechały.

A jeszcze prosiłam: zadzwoń, jak już zasiądziecie z popcornem, ale gdzie tam! Rozszczebiotane nie pamiętały o niczym.

Takie dorosłe!

Teraz Monsterówna szykuje się, by podwyższyć ocenę z zachowania szerokim frontem udzielając się w wolontariacie.

Odbyła specjalistyczne szkolenie, została certyfikowanym wolontariuszem i zacznie działać. Albowiem w gimnazjum nie ma nawet bardzo dobrego, a co dopiero wzorowego zachowania bez pracy na rzecz innych.

Z jednej strony to genialne, a z drugiej - w przypadku tak zajętych dzieci, jakim jest Monsterówna, nagimnastykować się nieźle trzeba, żeby jeszcze wcisnąć działalność charytatywną.

Tymczasem w szkole zbierają drużynę do ODYSEI UMYSŁU. Pamiętacie, jak sto lat temu bawiłam się z pierwszakami w Odyseję? Niektórzy do dzisiaj to wspominają i chętnie by jeszcze raz uczestniczyli. Och, gdyby doba miała więcej godzin...

środa, 10 grudnia 2014
szorowanie przed świętami

 

- I znowu trzeba będzie myć szuflady - jęknął Monsterino, gdy przypominałam, że to prawie ostatni tydzień szkoły i że przed Wigilią tradycyjnie dzieci rozdzielają między siebie szafki kuchenne do sprzątania.

Ostatni tydzień wzmożonego wysiłku, bo w tym roku podstawówka od 17 do 19 grudnia ma rekolekcje przedświąteczne, zatem luzik. No, ale na ten luzik trzeba zapracować: Monster ma w bieżącym tygodniu codziennie po sprawdzianie. I dobrze, wreszcie się czegokolwiek pouczy (chociaż skoro ma czwórki tylko z tego, że posłucha na lekcji, to naprawdę nie mogę mieć pretensji).

Monsterówna nie spuszcza z tonu. Jeszcze parę tygodni temu myślałam, że nienawidzę programu gimnazjum, teraz widzę, że te nocne godziny są coraz rzadsze i wyrabia się. System tygodniowej nauki jakoś sobie wypracowała, już wie, u kogo, co jest wymagane. Ale jest do bólu systematyczna i dzięki temu, gdy zdarza się, że o 20 sprawdza w dzienniku elektronicznym, że jest zastępstwo i zamiast chemii (znowu ) jest matma, albo polski, to jest przygotowana.

A na zebraniu rodzice burzyli się, że tak nie może być! Rety! Pierwszy raz spotkałam się z jawnie okazywanym niezadowoleniem z powodu organizacji pracy szkoły. Że na zebraniu, prosto w twarz Bogu ducha winnemu wychowawcy. "Chcemy, żeby pani z chemii przyszła i SIĘ wytłumaczyła z nieobecności".

Że jak to - dziecko sprawdza jeszcze przed snem plan zajęć?! A Monsterównej ostatnia czynność przed "siusiu, paciorek, książka i spać", to sprawdzenie strony szkoły i pierwszą, gdy tylko się obudzi. Dostosowała się i nie jęczy. Genialna jest, prawda?

Jedyny minus jej gimnazjalnego etapu życia, to Nagła Zmiana Stylu. Wywaliła kolejną stertę odzieży ze swojej szafy z adnotacją, że do gimnazjum się nie nadaje i poprosiła o wyprawę do Centrum Handlowego. Bardzo określonego, w którym mieści się sklep z ubraniami DLA JEJ GRUPY WIEKOWEJ. O! Teraz to bardziej w shoppingu zorientowana matka by się jej przydała, a nie abnegatka modowa, jaką jestem.

Ale pojedziemy, całą rodziną,  bo przecież nagle każdy chce. Wezmę sobie książkę. Gdy Monsterówna kupowała nowy strój kąpielowy, to dzięki lekturze W OGÓLE nie denerwowałam się, gdy mierzyła kolejny, i kolejny, i następny kostium, a cały czas nie była pewna, czy wygląda wystarczająco gimnazjalnie.

A co ja mogę powiedzieć, gdy w każdym modelu wygląda dobrze? Ma taką budowę, że serio nie ma do czego się przyczepić - ani nie ma czego tuszować, ani czego dokładać. Worek na śmieci ubierze i też dobrze wygląda. Ciężki wybór.

**

Z innej beczki: w końcu Monster przeżył Zawody Mikołajkowe i nie zepsuł układu prezentując się przed młodszymi kolegami. Wielki stres, bo przecież w szóstej klasie nie miał prawa być na innym niż pierwszym miejscu. W ostatniej chwili, bo cykora miał jak nigdy, przekazałam mu sposób postępowania Monsterówny: nie myśl o niczym innym, tylko o następnym elemencie, który skaczesz i zrób go najlepiej jak potrafisz.

I tylko to mu pomogło ostatecznie, jak się przyznał. Złoty środek na wygraną. Proste:)

poniedziałek, 01 grudnia 2014
oczekiwanie

Monstery starsze spędziły przedłużony weekend, bo łącznie z piątkiem, na ogólnopolskich zawodach w... Rzeszowie (9 godzin w jedną i 10 godzin w powrotną stronę). No nie wypoczęły za bardzo, bo wróciły po 23, a rano normalnie orka od początku. Niezadowolone wróciły, że hej.

Monstera trochę rozumiem, wprawdzie pojechał, żeby zbierać doświadczenie startowe, bo w jego klasie mniej zawodów jest organizowanych, niż dla starszych, startował zatem w klasie wyższej i naprawdę nie dziwota, że zajął 4 miejsce, no ale znowu zwalił układ, co go podłamało. Do takiego stopnia, że znowu przeżywa depresję trampolinową i zapowiada, że już NIGDY nie będzie brał udziału w ŻADNEJ rywalizacji.

Monsterówny z kolei nie rozumiem, gdyż po pierwsze zdobyła podium w kategorii indywidualnej (brąz), a w synchronach kolejne srebro, tylko wygląd MEDALU jej nie zadowolił - fakt, że trochę niestety przypomina jarmarczną plakietkę, ale bez przesady - medal, to medal.

Następnym powodem złego samopoczucia Monsterówny jest wygląd całkowicie nowiutkiej zimowej kurtki, której wygląd został zaakceptowany jesienią, kiedy ją kupowałam (a oddać jeszcze mogłam). Teraz okazało się, że puchówka owszem, w kolorze jest ok (zupełnie nierzucający się w oczy granat), ale ozdabiają je Z TYŁU NA DOLE 3 odblaskowe gwiazdki, które chyba musimy zdrapać (może kota zatrudnimy), gdyż ponieważ nie licują z poważnym gimnazjalnym imidżem Monsterówny.

Nasz indywidualny weekend z Monsterinem chwilowo bez przytłaczających problemów nastolatków okazał się zatem prawdziwą sielanką. Łaziliśmy po mieście w ramach gry terenowej "Ale kino!", pogadaliśmy, wpadliśmy na basen, nawet odwiedziliśmy sklep z LEGO i Monsterino przypomniał sobie, że nadal jest dzieckiem i mimo Wielkiej Pogardy, którą ostatnio wyraża starszy brat w stosunku do ZABAWEK (choć sekretnie składa coś tam dla swojej przyjemności - ale to jest absolutnie under cover, incognito i top secret), klocki LEGO są nadal dla niego przyjemnością (jak i samochodziki oraz różne action figures, z którymi różne bitwy strategiczne rozgrywa mamrocząc pod nosem, jak tylko wyrwie się spod drwiącego spojrzenia Monstera.)

Gdyż Monster jest TAKI dorosły. TAKI dojrzały. TAKI ponad swój wiek. Tyle przeżył, tyle widział, tyle wie.

Że listu do Mikołaja nie napisze.

- Skąd święty ma wiedzieć, o czym marzysz? - pytam

- Świętego nie stać na to, o czym marzę - odparowuje

Mówiłam, że wszystko wie.

poniedziałek, 24 listopada 2014
zdobycie cytadeli

W niedzielę Monstery pod dowództwem Monsterdziadków zdobywały poznańską Cytadelę.

I chowali się wśród Nierozpoznanych

zdemaskowani

Poza tym dziadkowie na własnej skórze, jak odrabia się jednocześnie fizykę, angielski i niemiecki i o której Monsterówna udaje się na nocny odpoczynek, skoro po 23 przypomniała sobie, że jeszcze do szkoły MUSI przynieść pierniczki. Na szczęście ciasto już było, bo pierwszy z tym alarmem wystąpił jeszcze we wtorek Monster.

Bo składniki do wypieku zawsze mamy pod ręką.

środa, 19 listopada 2014
cyrkowiec

 

Przyszła cyrkowa kariera Monstera zaczyna nabierać realnych kształtów po tym, gdy okazał się urodzonym żonglerem na warsztatach podrzucania piłeczek. I nawet spontanicznie podziękował matce za zapisanie go na takowe! Oraz od razu umówił się na seans styczniowy, gdzie żonglerkę będzie łączył z chodzeniem na szczudłach.

Monsterinowi i Monsterównie szło gorzej, ale na szczudłach też chcą chodzić. Teraz tylko musimy złożyć się na trampolinę oraz namiot cyrkowy, a Monsterbiznes objazdowy sam się narzuca.

Ja będę siedziała na kasie:)

czwartek, 13 listopada 2014
Zmuszany za młodu

 

W tym roku wyszedł nam długi weekend w Poznaniu. Nie mogłam zmarnować takiej okazji, by przegonić młodzież po mieście.

Nie było to łatwe. Przekonanie Monsterchłopców, że odlepienie się od ekranu komputera na zdrowie im wyjdzie, zostało okupione wielkim fochem.

Wolne, a ja ich zmuszam, żeby po pierwsze primo: WYSZLI Z DOMU, a po drugie primo: CHODZILI.

*

Rozpoczęliśmy od Zamku, bo nigdy jeszcze nie zwiedzaliśmy go z przewodnikiem.

Na szczęście zaraz przy wejściu były worki sako, na których nastolatek z ostentacyjnym jękiem zaległ.

Potem było jeszcze gorzej, bo okazało się, że towarzystwo do zwiedzania zebrało się dużo młodsze od naszego przedstawiciela młodzieży.

W dodatku trzeba było chodzić z PODUSZKĄ! (tu akurat podpowiedziałam, że może sobie podsypiać w trakcie wycieczki, ale popatrzył na mnie pogardliwie. Foch trwał)

Dopiero, gdy doszliśmy do sali, w której można było hałasować chodakami (zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że w takim obuwiu chodzili robotnicy z czerwca 1956)

to humorek się polepszył.

Kontynuowaliśmy w znacznie lepszych nastrojach, a jak trafiliśmy na dach Poznania

i Monster przypiął się do naleśników (Ogromny Głód nagle chwycił wszystkie Monstery)

To już zupełnie była inna wycieczka.

W Składzie Kulturalnym natknęliśmy się na Czerwone Krzesło (niewiele widać spod Monsterów)

I nawet krzyżówki i zagadki miejskie rozwiązywaliśmy.

Noc nas na Rynku zastała i trochę zziębliśmy.

W drodze powrotnej nawet nie marudzili, że znowu idą (Monsterówna tylko NIGDY nie narzeka na chodzenie i ZAWSZE jest chętna do zwiedzania).

Ulubiony zegar.

Czekanie na godzinę 17:)

Jej!

Monsterówna nieasertywnie nie odmówiła zwiedzania ponownie ze szkołą, więc weekend miała mocno spacerowy.

A my pierwszy raz EVER udaliśmy się podziwiać paradę św.Marcina (Poznań nie świętuje za bardzo podniośle 11 listopada, jako że sam musiał wywalczyć sobie wyzwolenie Powstaniem Wielkopolskim w grudniu), Poznań zajada rogale.

I paraduje. I my, nieobeznani, myśleliśmy, że coś podglądniemy. Gdzie tam! Niektórzy chyba od rana zajmują miejsca.

Jedynie szczudlarzy było widać z naszego stanowiska.

W bocznych podwórkach za to działy się interesujące rzeczy. Nie omieszkaliśmy skorzystać.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
Archiwum
do Monsterowa tędy