środa, 08 lipca 2015
Reunited ...and it feels so good!

Zostałem poproszone przez Monstermamę o uzupełnienie fotorelacji z ostatnich dni. Ja tu, oni tam...ot, słomiany wdowiec.

Od razu uprzedzam pytania "Jak starsi zareagowali na młodszego brata???". Samemu mi trudno odpowiedzieć... Gaja, najbardziej świadoma chciała wziąć Freddiego na ręce (co w końcu jej się udało). Robert przyglądał się z niedowierzaniem, Teodorino nie mógł się nadziwić jak jego brata głowa może być taka mała jak jego dłoń...

Samemu cały czas w nastałą, nową rzeczywistość trudno mi uwierzyć ...ale się oswajam.

p.s. Nie chcę się chwalić (bo 99% roboty odstawia przy Freddim Monstermama. Ci, którzy bloga śledzą od jakiegoś czasu nie mają chyba wątpliwości, że nie może jej iść inaczej niż na 6), ale przyznam szczerze, że oporządzanie Freddiego także i mi idzie nadzwyczaj dobrze (a parę miesięcy temu bałem się wziąć na ręce 6 miesięczną "kruszynę" znajomych ...a teraz tygodniowe dziecko w mych rękach wydaje się być czymś całkiem normalnym...).

Śmieszne, że gdy przeglądam albumy, gdzie Monsterowo liczyło mniej członków zawsze czuję się, że tych obecnych jakoś tak mi brakuje na starych zdjęciach. Tym razem jest dokładnie to samo. Nie wyobrażam sobie Monsterowa "nie 4 monsterowego". Tak chyba jesteśmy skonstruowani.

Dobranoc wszystkim, słomiany Monstertata

p.s. Poniżej oczywiście fotorelacja, o której wspominałem na początku....

DSC01509.resizedDSC01533.resized4DSC01559.resized1

DSC01710.resized2DSC01658.resized2DSC01532.resized2DSC01707.resized1DSC01688.resized4

00:41, monstermama
Link Komentarze (11) »
sobota, 27 czerwca 2015
wiara w życie pozatreningowe

 

Trenerzy, choć bywają także rodzicami, uważają, jak każdy nauczyciel, że ich przedmiot jest najważniejszy. Troszeczkę się zatem uniosłam, usłyszawszy, że w tym roku obóz wakacyjny zahacza aż o 3 dni września.

Monsterino jest w grupie z kolegami z klasy, więc, choć to taki ważny początek IV klasy, to jakoś w grupie ujdzie. Poza tym, znam rodziców, jest od kogo odpisać. Monsterówna też już okrzepła, zorganizuje sobie początek roku. Ale Monster? Pierwszy września spokojnie, ale przecież to nowa szkoła, od razu ustala się kolejność dziobania, nie ma mowy, zabieramy go z Wałcza wcześniej.

A tu trener staje okoniem, że obóz jest obliczony na tyle i tyle dni treningowych, Monster musi być albo wypad.

Przedstawiłam sytuację Monsterowi, on i tak ma znowu kryzys związany z zawodami, boi się, jeszcze ta ręka (choć można by się posunąć do teorii spiskowej, że specjalnie ją złamał, by na zawody nie jechać) - Monster stwierdził, że absolutnie chce być na początku roku w gimnazjum.

Nawet pod groźbą zakończenia kariery zawodniczej.

Trenerzy tydzień wytrzymali.

Zmiękli.

- Wyjątkowo - mówią.

- Chyba im na mnie zależy - zastanawia się Monster, ale nadal nie chce brać udziału w zawodach.

- Naprawcie go, chyba macie jakieś psychologiczne przeszkolenie w tym temacie - mówię trenerom - bo mnie już brakuje narzędzi

- Tak już bywa, zawodnicy się blokują - mówią trenerzy - ale jak w kolejnych zawodach nie wystąpi, to będzie musiał odejść z klubu

Nie wiem, czy taka groźba zadziała.

 

Na Monsterino na swoich pierwszych w życiu zawodach ładnie skoczył oba układy i stwierdził, że on bardziej jak siostra jest opanowany, a nie taki zawalający jak brat.

Medalu nie zdobył, bo po taniości połączyli dwie klasy trudności i 12 latki rywalizowały z 9 latkami. Nie fair, ale co robić. To były zawody, by się otrzaskał z procedurą.

 



wtorek, 23 czerwca 2015
Grupa rówieśnicza

 

Oj, widać wyraźnie, jak w pewnym wieku presja rówieśników staje się większa od wpływu domu.

U Monsterówny gimnazjum było taką cezurą, jeśli chodzi o ubieranie się, zachowanie, zwracanie uwagi na aspekty życia, które kiedyś były nieistotne. Monster, mimo że młodszy, już wcześniej takie oddziaływanie wychwycił. Tym bardziej się raduję, gdy napór innych jest pozytywny w rozwojowym, ideowym, a nie li jedynie materialnym sensie.

I tak się złożyło, że po wizycie u znajomych Monstery podchwyciły ideę geocachingu, choć już wcześniej oferowałam im swoje towarzystwo w szukaniu skrzynek. Jednak, gdy to pokazały rówieśniczki, a jeszcze okazało się, że niezbędnym gadżetem w szukaniu jest smartfon, no i że skrzynki są w okolicy, to pobiegli na parę godzin, a potem jeszcze sam Monster z Monsterinem krążyli rowerami po dzielnicy i odhaczali znaleziska. Muszą zaliczyć 100, by samemu zakładać nowe. Plany są szeroko zakrojone i obejmują też Leśną Głuszę.

Trochę cykałam się, czy puszczenie chłopaków samych nie jest aby za bardzo lekkomyślne, ale teraz cieszę się, że pojechali. Za każdym razem, gdy robią coś samodzielnie i jest to ich pomysł, dojrzewają w swoich własnych oczach. Nawet pojadą po prezent dla taty do centrum handlowego, nawet Monsterówna zlitowała się nade mną i SAMIUTKA udała się mierzyć sweterki do swojego ulubionego H&M, gdyż poczuła nagle ogromną potrzebę nowego sweterka na już.

I o to chodzi.

Monster właśnie dzwonił ze szkoły, że sprzedał swoje podręczniki. Zanim wydukałam, zapowietrzywszy się, że przecież jest Monsterino, wyłożył mi, że Monsterino idzie innym programem i teraz podręczniki będzie wypożyczał w szkole, więc Monster może spokojnie handlować, co pasuje mu szalenie (już planuje wakacyjną pracę, gdy tylko skończy 16 lat, by kupić sobie motor). Teraz pewnie będzie negocjować, by całość kasy na swoje rozległe potrzeby przeznaczyć...

niedziela, 21 czerwca 2015
veni, vidi, vici

 

Monsterówna na topie -  średnią ocen ma 5,4 - i to bez szóstki z wfu, bo zajęcia pozaszkolne podwyższenia nie dają, a z ocen wychodzi 5. Przez te serwy siatkarskie.

W zeszłym tygodniu z Łańcuta, z Mistrzostw Polski Juniora Młodszego, przywiozła piąte miejsce w indywidualnych i srebrny medal w synchronie. I jeszcze formę medalu skrytykowała, bo teraz marzył jej się trójkątny.

Na ten weekend wszystkie Monstery z Monstertatą na czele miały biegać, ale Monstertata kontuzjowany, Monsterino wyjechał na urodziny kolegi i już mieliśmy w ogóle się nie fatygować, ale w końcu to był wieczorny bieg, niebo się rozjaśniło, MonsterUnio miał się przewietrzyć, no to pojechaliśmy.

Ostatecznie Monsterówna zawsze lubiła biegać i w szkolnych konkurencjach dobrze jej szło, ale takiego spraw obrotu się nie spodziewaliśmy.

 Najpierw biegł Monster i biedny zawsze na tym czwartym, piątym miejscu ląduje.

 

A potem wystartowała Monsterówna i biegła, biegła, długo biegła, bo dla młodziezy w jej wieku przewidziano już 1500m, aż dobiegła... pierwsza z dziewczyn.

Ha - taka czempionka.

 

Znajomi podpytywali się, czy regularnie trenuje. Tak, podbiegi do tramwaju.

A na biegi na wszelki wypadek wzięła książkę (tylko nie przyznała, czy chciała czytać, gdyby trasa okazała się zbyt nudna.)

sobota, 13 czerwca 2015
Dziewięciolatek

 

Oj, ten dziewięciolatek - czasem przytulasek, czasem bez kija nie podchodź. Często ostatnimi czasy zastanawiam się, czy byłby inny, gdyby nie starszy brat (bo ze starszą siostrą aż takich starć nie odczuwamy). Ale bezsensowne to gdybanie, bo jest przecież, jak jest.

Dziewięciolatek nadal nie lubi przegrywać. Obraża się wobec tego często, bo nie sposób ciągle wygrywać. Albo rezygnuje z uczestnictwa w grze, co przy jego zaangażowaniu w drużynie piłkarskiej i w akrobatyce oznacza ciągłe scysje z trenerami.

W szkole ewentualnie lubi matmę, bo nie ma z nią problemów. Z angielskim też nie, ale nie lubi pani, a jak Monsterino nie lubi pani, to mogiła. Więc jeśli, niestety, słynna Pani Od Polskiego Monsterówny przejmie jego klasę, to nie spodziewam się wysokich ocen z polskiego. Bo przez rok nie dojrzeje, obawiam się.

Monsterino lubi jeść, dużo i dobrze, więc sport ratuje jego sylwetkę, ale trener akro i tak narzeka, więc to kolejny punkt zapalny w naszych relacjach ze światem sportowym. Rzuca akro i piłkę po każdym nieudanym treningu. Dobrze, że zawody pływackie są tylko raz w roku, bo by i basen rzucał.

Podczas urodzin, w tym roku na wszelki wypadek zorganizowanych poza domem, raz podszedł mówiąc, że to najgorsze urodziny w jego życiu (nie był w stanie wspiąć na samą górę ścianki), po chwili, gdy ostatecznie wszedł na samą górę, podszedł i podziękował za najlepsze jego urodziny w życiu.

Trzymam kciuki za Twoje szczęście, Synu!

czwartek, 11 czerwca 2015
życie to rozstania i (może kiedyś) powroty

 

Nadeszła ta chwila w końcu. Moment, którego nie oczekiwałam zupełnie tak wcześnie: etap, w którym przestaliśmy podróżować w komplecie.

To, że na wyjścia w miasto, na warsztaty, teatry i inne takie imprezy wychodziliśmy w ograniczonym składzie, to już od pewnego czasu się działo. Ale wyjazd? Jeszcze zagramaniczny?

Przekładaliśmy weekend w Berlinie od listopada, by w końcu wybrać się do wytwórni filmów Babelberg w Poczdamie.

Zapisałam termin w kalendarzu i się zaczęło.

Najpierw zaprotestowała Monsterówna - bo okazało się, że ma w weekend treningi przed zawodami. Monster EWENTUALNIE się zgodził, bo z gipsem i tak nie skacze, ale weekend przed komputerem przywitałby z większym entuzjazmem.  A na koniec Monsterino prawie nie pojechał ze względu na jego absolutnie konieczną obecność na meczach ligi red boxa.

Monstertata nakazał mi NICZEGO nie rezerwować bez konsultacji na forum rodzinnym, no bo po co.

Normalnie okaże się, że niedługo z jedynakiem będziemy tylko jeździć....

A tak poza tym, to ciągły kołowrotek. Każde coś tam ma, Monstery starsze podwyższają oceny (skutecznie), Monster zdał test kompetencji na 87 miejscu na 90 miejsc, które oferują w gimnazjum i teraz będzie jazda - bo jeśli osoby z niższą punktacją będą miały w drugi etapie lepsze świadectwo niż Monster, to biedaczek wypadnie z kolejki. I będzie musiał pójść na język francuski, bo tam tak niski poziom był zdających, że wszystkich przepuścili do drugiego etapu.

Test szóstoklasisty poszedł Monsterowi i dobrze (angielski na 39/40 punktów - dlaczego straciłeś 1 punkt, było moim pierwszy pytaniem jeszcze przed gratulacjami - jak mógł stracić punkt na takim łatwym teście!), a część zasadnicza na 37/40 punktów - wszystkie stracił w części języka polskiego, jak się można domyślić. I tak nieźle jak na jego poziom orto).

No ale do tego gimnazjum idą sami z najlepszymi wynikami, więc trudno przewidzieć, jak to będzie. Wyniki na początku lipca.

Jeszcze zdąży zatańczyć poloneza. Według jego recenzji wszyscy szóstoklasiści ruszają się podczas tańca jak paralitycy. Ale zakazał nam (rodzicom) pokazywać się na balu.

Monsterówna będzie miała jakąś niebotyczną średnią, nie wiedziałam, że takie są w gimnazjum możliwe. Ale to gigantka - już to nie raz ustalaliśmy. Dzisiaj jeszcze w ramach wolontariatu, w którym uczestniczy w świetlicy szkolnej organizują z koleżanką zawody sportowe dla dzieci.

A tak odnośnie sportu, to z WFu ledwo ledwo piątka jej wychodzi. Pannie Zawodniczce AZS AWF Poznań. No tak, ale z serwów siatkowych dostała 2! Jedyna dwója EVER w karierze. Z WFu! No i co zrobić. Nie zaserwowała wystarczającą ilość razy i klops. Co z tego, że biegała w lekkoatletycznej reprezentacji szkoły. Z siatkówki 2.

W międzyczasie zaliczyłam wykańczającą sesję w przymierzalni H&Mu, gdzie Monsterówna wybierała KOLEJNE czarne krótkie spodenki, gdyż tylko takie są obecnie obowiązujące na lato.

I takaż koszulka.

Monsterbabcia, czyli moja własna mama sugeruje, że mnie pokarało. Ale ja dopiero w liceum tak chodziłam na swoją obronę.

No nic.

Sandałów w lecie, nawet sportowych, nawet keenów, też się NIE NOSI w tym wieku. W ogóle.

Mówię, że chociaż do leśnej głuszy weźcie sandały (Monster też już jest prawie gimnazjalistą, on też nie nosi) - NIKT WAS TAM NIE BĘDZIE WIDZIEĆ.

- Tego nie wiesz na pewno - odpowiadają.

Na przykład Monsterówna wybrała się z tatą rowerem na cmentarz, a że żar lał się z nieba, a i tata bieżył w keenach, wymusiłam na córce też wietrzenie stóp. No i miałam za swoje, bo okazało się, że oczywiście spotkała tam koleżankę ze szkoły.

Monsterino z kolej podarł książkę do ortografii: bo on tak robi.

Nie sposób się z nimi wszystkimi nudzić.

poniedziałek, 25 maja 2015
wypadek

 

Muszę pouczyć trenera, iż rozpoczynanie konwersacji od: "niech się mama nie denerwuje", to nie jest najlepszy sposób zagajenia rozmowy.

Monster przewrócił się w czwartek na sali i złamał rękę.

Monstertata jest bliżej szkoły, a poza tym w Monsterowie to on jest Koordynatorem Leczenia Wszelkiego, zatem to oni razem pojechali na ostry dyżur. Monster najpierw się trzymał, ale po paru godzinach jednak ból okazał się dotkliwy - złamanie z przemieszczeniem. Jeszcze tego samego wieczora miał operację.

Na szczęście tylko jedną, na szczęście to lewa ręka (w pojutrze test kompetencji do gimnazjum), na szczęście jeszcze miesiąc do wakacji i jest szansa na zdjęcie gipsu i uciechy wodne w leśnej głuszy.

Byłam przekonana, że źle skoczył na trampolinie. A to okazało się, że z kolegą przeskakiwali z jednej trampoliny na drugą, jednocześnie przebijając sobie piątki. Tyle, że jeden skoczył, drugi nie, wybił Monstera, a ten ratując się przed upadkiem na głowę, usiłował asekurować się ręką.

Przepadnie mu olimpiada, do której szykował się cały rok, ale akurat tego nie żałuje. Bardziej rozgrywek międzyszkolnych w nogę i siatę, w których był w reprezentacji. No i jakiś tam, mimo wszystko, ograniczeń ruchu.

Chociaż zapowiedziałam mu, że jeśli myśli, że złamana ręka uwolni go od obierania warzyw na obiad, to się grubo myli.

No i obierał - gipsem przytrzymywał, żeby się nie ruszały... Wszystko można, jak się chce.

 

***

Monstery bardzo emocjonalnie (o dziwo - wszystkie, nie tylko nasz najbardziej rozpolityczniony Monsterino) podeszły do drugiej tury wyborów. Monsterino, który był w stanie na o, tak, z głupia frant, rzucone pytanie, czy wie, na kogo będą głosować rodzice jego kolegów, wymienił całkiem sporo tych, których preferencje znał.

O tym rozmawia się obecnie w trzeciej klasie podstawówki?

 

wtorek, 19 maja 2015
biedne białe dziecko

 

Monsterino tylko raz zaszlochał na święcie swym, ale za to dogłębnie. Gdyż nadpobudliwy synek chrzestnego pierwszy był dotarł do fontanny czekoladowej, po tragicznie zepsutym wydawaniem niestosownych dźwięków i ruchów, obiedzie. A to przecież Monsterino w tym dniu był Wyróżnionym Na Biało i to na jego cześć impreza się odbywała. Oraz to on miał być Tym, Który Da Znak do przejścia od konkretów do słodkiego.

No, cóż, nie pierwsze to było rozczarowanie, ani nie ostatnie. Na szkolnej giełdzie zdobyczy pierwszokomunijnych też musiał podkulić ogon, gdyż Monsterino ma bardzo ortodoksyjną rodzinę, która zgodnie uważa, że Pierwsza Komunia jest uroczystością stricte religijną i zbieractwo funduszy, ani elektroniczno-multimedialnych gadżetów przy okazji tejże nie uchodzi.

Chociaż być może jest to rodzina skąpa. Lub uboga. Albo, co najgorsze, i to i to. Na pewno w takiej biednej, patologicznie wielodzietnej rodzinie nikt nie może stać się rozpuszczonym bachorem, ubolewają niektórzy.  Zdławiłam skargi w środku, nawet Monster nie podjudzał młodszego brata w narzekaniu.

Przygotowania do Wielkiego Białego Dnia przebiegły sprawnie, Monsterino jeździł na nie całkiem chętnie. Tylko w piątek, przed pierwszą spowiedzią, denerwował się mocno, być może z powodu mojego ciągłego przypominania o konieczności wyznania licznych kłamstw, których się był dopuścił przez całe swoje prawie dziewięcioletnie życie.

Potem wyglądał na bardzo świętego.

 

W tym tygodniu klepiemy litanie w ramach białego tygodnia. Monsterino nawet nie oponuje. Nie wiem, czy nie powinno mnie to dziwić. Albo tak go już zastraszyłam, że się boi cokolwiek powiedzieć, albo zostanie księdzem. Innych wyjść nie widzę.

środa, 13 maja 2015
biegacze

 

W ubiegłą sobotę Chłopcy biegli w jednej grupie i już zanim pobiegli, to były z tego niesnaski.

Monster obronił starszeństwo i wylądował na swoim ulubionym, czyli czwartym, miejscu, Monsterino nie dał się starszym i ukończył bieg jako 15.

- Ale to zabawa jest, prawda, mamo?

A ja myślałam, że sami z siebie to lubią, a nie, że to kolejny sport do rywalizacji... a jednak się myliłam, to już nie wiem.

- To nie zapisywać cię na kolejny bieg?

- Zapisz...

I bądź tu mądry...

 

W parku linowym też nieporozumienia, bo mimo ekstremalnie wyciągniętym rękom Monsterino nie dosięgnął do liny na trasie WYSOKIEJ i musiał, w odróżnieniu od rodzeństwa, zadowolić się ŚREDNIĄ.

Łaskawie, ewentualnie postanowił, pomimo TAKIEJ ZNIEWAGI, przejść CHOCIAŻ TĘ. Okazała się całkiem fajna, no ALE.

 

Czyli Monsterino wyzwań specjalnie jakoś nie miał,

za to starsi utknęli na rowerku - coś nowego - i to, że utknęli - Monsterówna wyrośnięta w końcu bardziej, jakoś rzuciła się, by dosięgnąć platformy, Monster musiał kombinować, jak to on.

W tym tygodniu manewry kościelne, czyli próby przedkomunijne.

Łatwo nie jest. Aż nie zdawałam sobie sprawy, że po niektórych dzieciach widać, że myślenie jest dla nich czynnością obcą. A chodzi tylko o płynne przejście z punktu a do punktu b. Rozumiem frustrację nauczycieli, gdy widzą takie czoła myślą niezmącone, a muszą im wytłumaczyć nie tylko ten ruch, a jeszcze prędkość sławetnych pociągów na tej trasie.

Monsterówna odbyła miły dzień na szkolnych zawodach lekkoatletycznych, chociaż samego biegu na 100m była minuta, gdyż ponieważ

i tu należy się zadumać nad skomplikowaną machiną  oceniającą

grozi jej li jedynie piątka z WF.

A ma się te szóstkowe ambicje.

W każdym razie najpierw trzy dni deliberowała, czy warto opuścić sprawdzian z matmy, fizykę i jedyną w tygodniu biologię dla wolnego dnia na stadionie i ostatecznie wybrała prażenie w słońcu, gdyż (tu cytat z nastolatki)

"Nieskromnie powiem, że z matematyki jestem dobra"

Monster też doczekał się wreszcie matematycznego sukcesu. Chyba umysł dorósł mu  do skomplikowanych zadań z Kangurka, bo po latach niepowodzeń w końcu dochrapał się wyróżnienia.

wtorek, 05 maja 2015
wielka miejska majówka

 

1 maja, oczywiście po treningu, wyciągnęłam wszystkich do Wielkopolskiego Parku Etnograficznego w Dziekanowicach, by stali się poborowymi z czasów pierwszej wojny światowej.

Iskierka zainteresowania tematem gdzieś się tliła, bo od momentu wyrobienia karty poborowej

poprzez składanie koca, celowanie, kłucie bagnetem

 

aż do

rzutu granatem nawet nastolatki specjalnie nie marudziły.

W międzyczasie wstępowaliśmy do chłopskich chat skansenu, a potem do dworu, różnica w wyposażeniu rzucała się w oczy. Troszeczkę być może dotarło też, zwłaszcza do Monstera, że ilość dzieci w naszej rodzinie w porównaniu do standardów z tamtych czasów jest niska. I że swoje własne łóżko to też dobrodziejstwo współczesności.

Później odechciało im się chodzić. Jakby co najmniej maraton przeszli. Zapowiedź grochówki skusiła tylko wszystkożernego Monsterina.

Wieczorem znienacka napadliśmy na dawno nie widzianych znajomych i choć najpierw chłopcy byli pełni rezerwy (rodzina z przewagą dziewczyn), to okazało się, że gry planszowe łączą, lektury łączą oraz ogólnożyciowe tematy łączą - zasiedzieliśmy się do nocy, a jakbyśmy im pozwolili, to Monstery z chęcią by przenocowały.

Teraz czekamy na znienackowy rawanż.

Reszta majówki była stacjonarno-tarasowa z małymi przerywnikami rowerowymi i krokietowymi w ogrodzie (w sensie gry, nie potrawy do skonsumowania). Też dobrze. Niby wypoczęłam, ale na myśl, że kolejny długi weekend dopiero za miesiąc, już chce mi się spać.

czwartek, 23 kwietnia 2015
i po co ci to

 

Tygodnie leniwie nie chcą nas zbliżać do wakacji.

 

Monster odczulany, znowu marudzi, że zawody wobec tego on rezygnuje z kariery trampolinisty i w ogóle.

Monsterino zapadł był po tym spacerze, z którego zdjęcia dopiero teraz wstawię, na zapalenie oskrzeli, zatem Monstertata dochodził do ściany, jeśli chodzi o cierpliwość w stosunku do wybranych jednostek potomstwa.

Monsterówna męczyła, że teraz SIĘ CHODZI do Manekina na naleśniki, więc w końcu poszliśmy.

Dobrze, że zaraz po kościele, więc bardziej to był lunch niż obiad, ale tylko chwilkę poczekaliśmy na stolik. Natomiast ledwie wyszliśmy, to kolejka wiła się na chodniku. Rezerwacji nie przyjmują, a chyba trzeba tam bywać. Mimo wszystko - jedzenie okazało się smaczne, wystrój ciekawy, a ceny nawet dla wielodzietnej rodziny znośne. Więc dobry wybór. Jednakże chłopcy zaraz zastrzegli, że to oni wybierają kolejne restauracje.

Niestety, nie mają wielu doświadczeń w bywaniu, więc jak się skończy na fast foodzie, to się nie zdziwię.

Tak było więc 10 dni temu, kolejny weekend przechorowany, przyszły weekend zawodniczy i ani się obejrzymy, a tu nastąpi majówka. Jak za bardzo pyskować nie będą, to może nawet do parku linowego ich wezmę.

Ale na razie, po tygodniach różnych kontroli w firmie, mam tak dosyć wszystkiego, że trzy dni na tarasie w słońcu bez zbędnego ruchu też mnie zadowala.

wtorek, 07 kwietnia 2015
to są normalnie jaja, czyli życie z nastolatkami

 

Zaczęło się od Wielkiego Czwartku, albowiem Monstertata zdybany przez siostrę Reginę został obmyty jako jeden z dwunastu podczas uroczystości na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy.

Monsterino jeszcze nigdy tak się nie wynudził w kościele, mimo iż w ciągłej niepewności spekulowali razem z Monsterem, czy i peeling oraz pedicure będzie miał ojciec wykonany. Natomiast Monsterówna prawie pod ławkę się skryła ze wstydu, jak my możemy w takiej chwili zdjęcia robić.

Wyjątkowo rewolucyjnie wyglądały przygotowania do święconki w sobotni ranek.

Monsterino był trzeci na swoim dystansie

Monster ostro walczył, ale niestety - smutny - pierwszy za podium. (chociaż i tak by nie skonsumował prezentu, skoro były to czekoladki, a on okazał się  być nietolerującym laktozy)

 

Natomiast Monstertata, który pierwszy raz dał się namówić na udział w takiej imprezie, był bardzo zadowolony. Przynajmniej z miejsca w swojej kategorii wiekowej.

Ja to bym się cieszyła, gdybym w ogóle bieg ukończyła, ale najwcześniej pobiegniemy z Monsteruniem w wózku, w biegu rodzinnym. Jakoś w październiku. A na razie kibicowaliśmy naszym zawodnikom. Z kolei Monsterówna, choć miała też biec, to wylegiwała się w domu wraz z książką oraz stanem podgorączkowym.

Poświęcić pokarmy udało nam się po drodze z biegów (Monsterino był szalenie zaskoczony, że tym razem nie siedzimy dwóch godzin w kościele), a potem Monstery pragnęły tylko, by ich nie odciągać od urządzeń elektronicznych.

Mianowicie na spacerach świątecznych, na które Monstery zostały wzięte PRZYMUSEM (a podczas wzuwania butów jeszcze wyciągałam telefon z kieszeni takiemu jednemu, uzależnionemu) snuły się jak smród po gaciach pytając, kiedy wreszcie wrócimy.

Natknęliśmy się na strumyk.

- Mogę przejść tamtędy? - pyta Monster wskazując POD mosteczek zbudowany na betowej rurze o średnicy metra z niewielkim prześwitem. Gdyż już w misie-patysie zagrali i trzeba by coś bardziej ekscytującego przedsięwziąć.

 

- Nie - mówię, chociaż w ogóle nie powinnam wdawać się w dyskusję: co to za pomysł w ogóle, pełno wody, a on nie jest w kaloszach...

- Dlaczego? - indaguje Monster, jakby nie mógł zauważyć wzrostu mojej irytacji

- Gdyż twoja kurtka musi starczyć jeszcze Monsterinowi oraz Monsteruniowi - tłumaczę, prawda czy nieprawda - głupie pytanie, to głupia odpowiedź

- A mogę zdjąć kurtkę i przejść? - Monster ciągnie dalej, a ja dalej bezsensownie zaczynam wymyślać argumenty o wielkiej odpowiedzialności jego w stosunku do kolejnych braci jako pierwszego nosiciela każdej części garderoby

- Dobrze, że ja wyjdę już z domu, gdy biedny Frycek będzie nosić te MOCNO UŻYWANE RZECZY i nie będę musiała się wstydzić - wtrąca się Monsterówna

- Ja też - przytakuje Monster

Zapomniałam im wytknąć, że niech się cieszą, że szczoteczki do zębów dostają nieużywane!

Ogólnie Monstery, szczególnie starsze, maja jakiś napad egocentryzmu, narcyzmu  oraz zazdrości.

Nie powinnam się dziwić, wszak to typowa charakterystyka nastolatka, ale jednak zmiana jest uderzająca.

- Co ja dostałem na swoje trzecie urodziny? - oskarżycielskim tonem pyta Monster

Zgodnie przyznajemy, że nie pamiętamy.

- Na pewno jakąś książkę - stwierdza rozczarowany, bo kontekstem rozmowy jest donos zza Wielkiej Wody, iż trzyletni kuzyn otrzymał na urodziny perkusję - przy TYLU braciach nie mam szans na zostanie rozpuszczonym bachorem.

Wykorzystując resztki cierpliwości nie wygłaszam, że czasem wydaje się, że już jest.

wtorek, 31 marca 2015
posikać się ze śmiechu

W piątek byłam z Monsterem na dniach otwartych w bardzo szacownym i snobistycznym gimnazjum, które przedmurzem jeszcze bardziej elitarnego liceum jest, co to wypuściło szereg znanych i lubianych absolwentów, a także było pierwowzorem dla szkoły opisanej w "Jeżycjadzie".

Oj, powiało prestiżem. Spotkałam dawno niewidzianych znajomych, ani chybi każdy, kto skończył, czy nie skończył tej szkoły, a chciałby (za wysokie progi, itd), teraz pcha tam swoje dziecko. Przeszliśmy się po klasach, wstąpiliśmy do biblioteki, a tam na charakterystyczny zapach kurzu i katalogów z fiszkami, wyrwało mi się, że to jak za moich czasów.

No i pani bibliotekarka moją deklarację ochoczo potwierdziła, mówiąc, że pamięta mnie!

Sęk w tym, że kończyłam liceum w innym mieście, a "Marcinka" odwiedzałam pierwszy raz ever! (Monsterówna nie była zainteresowana nauką po francusku).

Autentycznie posikałam się ze śmiechu, gdy już na korytarzu tłumaczyłam to zdziwionemu Monsterowi.

Potem było jeszcze lepiej. Oprócz osób znajomych, zobaczyłam kobietę, którą znałam skądś, tylko nie pamiętałam, skąd. Zwiedzając przeszłam koło niej raz, potem drugi i w końcu nie wytrzymałam. Zaczepiłam ją pytając, gdzie się spotkałyśmy.

I wtedy mnie oświeciło! Z jej córką i Monsterem chodziłyśmy na zajęcia oswajania z wodą, czyli takie pływanie dla niemowląt! 12 lat temu:) [Nawet znalazłam zdjęcia w albumie]
A najlepsze, że Monster teraz chodzi z tą dziewczyną do jednej grupy na kursie przygotowującym do egzaminu kompetencji. Świat jest taki mały!

Obejrzeliśmy występy młodzieży, wysłuchaliśmy tradycyjnego wychwalania atmosfery i nauczycieli, a Monster zdecydował, że "Marcinek" jego wyborem nr 2 będzie.

Wybór nr 1 to szkoła Monsterówny, a nr 3 jeszcze nie obsadzony. Oby nie był potrzebny.

Natomiast jutro - test szóstoklasisty i Monster boi się języka polskiego.

Uprasza się zatem o trzymanie kciuków, bo na jego problemy ortograficzne żadna modlitwa, tylko dużo szczęścia może pomóc.

czwartek, 26 marca 2015
zdalne wychowanie

 

Znowu zamykam miesiąc, więc siedzę dłużej. Teraz w ogóle siedzę dłużej, jest co robić, będziemy zatrudniać pomoc dla mnie, zatem obecnie siedzę dodatkowo na cv-kami. Ale to tylko taka dygresja.

Najpierw dzwoni Monster, że dostał z charakterystyki jednak 3 na szynach, bo jeden ortograf został przeoczony. I trochę interpunkcji. Poza tym dwie czwórki. No super, lepiej nie będzie. Ostatnio Pani Z Polskiego opieprzyła Monstera, że wagaruje, bo jak tydzień przed sprawdzianem można opuszczać polski. A Monster był na badaniach w tym czasie. Gdyż ponieważ Monster przechodzi gruntowne badania z powodu swoich częstych bóli brzucha i już prawie ostatecznie wiemy, że ma bakterię, którą będzie można wytłuc. I jest nadzieja, że antybiotyk skutecznie zakończy tę batalię.

Wracając do polskiego: w monsterszkole są dwie nauczycielki języka ojczystego, obie są wariatkami i obie, co najlepsze, się nienawidzą. Podobno jest też trzecia, ale to według mnie niesprawdzona plotka albo urban legend, bo nikt jeszcze na nią nie trafił.

Monster zalicza kolejne dawki szczepionki, opuszcza polski i odlicza dni do końca roku. Teraz się okazało, że nie może jechać na zieloną szkołę,  gdyż ma w tym czasie test kompetencji językowych do gimnazjum. Czy można zmienić termin jednego czy drugiego jest pytaniem retorycznym. A co z tymi, którzy będą chorzy i nie napiszą testu w tym dniu - pyta wychowawca, bo trójka uczniów z 15-osobowej klasy jest w takiej sytuacji.

Ano zawsze mogą nie pójść do gimnazjum językowego. Ich wybór.

Monsterino wykuł formułkę spowiedzi, co już ostatnia na liście modlitw do zaliczenia była i zastanawia się, co on jeszcze na religii do końca roku będzie robić, skoro Pierwsza Komunia w maju.

Na zebranie poszedł Monstertata i pani nawet pochwaliła Monsterina (tu się zdziwiłam), aczkolwiek Monstertata stwierdził, że w porównaniu z demonicznymi nauczycielkami polskiego, pani Monsterina jest zbyt łagodna i Monsterino niezły szok przeżyje w czwartej klasie.

Oj, łatwo nie będzie. Ortograficznie Monsterino może nie stoi niżej od Monstera, ale wyżej też nie za bardzo. Nie przeszkadza mu też kompletna nieczytelność jego pisma. Aż sama się sobie dziwię, że nie nakazuję mu regularnego przepisywania zeszytu. Może od trzeciego dziecka w górę człowiek już obojętnieje na szkołę, bo by zwariował na dłuższą metę.

Ale nie jest najgorzej, Monsterino nawet co któreś zadanie domowe odprawia bez jęków, choć deklaruje nienawiść do angielskiego nie wiedzieć, czemu, bo gdy przemaglujemy pisownię, to mu dobrze idą sprawdziany. Może o to maglowanie chodzi.

No, a Monsterówna nadal ambitnie zbiera oceny do czerwonego paska. To jest gigantka! Ponadto w tym półroczu jakoś załapała szachy i nawet w wolnej chwili sama wybiera tę grę (z komputerem), a przecież ona nigdy nie ma wolnej chwili (zawsze można przeczytać kolejną książkę do drugiej nad ranem, a potem chodzić niczym zombie).

Muszę też  nadmienić, iż nadszedł był czas zmiany osobowości naszej Wiecznie Poukładanej Córki, co objawiło się nagłym rozmiłowaniem chaosu -  podłoga w jej pokoju przez dwa tygodnie po feriach zasnuta była rzeczami z nierozpakowanej walizki.

Chodziliśmy zwiedzać i podziwiać ten cudny obraz.

Monsterówna dzwoni do mnie z pytaniem, czy może zjeść czekoladę.

Jest to pytanie z serii podchwytliwych, gdyż może już nie być żadnej czekolady w domu - monsterchłopcy, młodsi i starsi, nie dzwonią do mnie z takim pytaniem.

Czuję się zobligowana do przypomnienia nastolatce, że od nadmiaru czekolady wychodzą pryszcze i że tato zrobił obiad. A ona na to, że zje i obiad.

Właśnie Monstertata zauważył, że ostatnio Monstery mają niezły spust. Monstertata odczuł zmianę, bo to on obsługuje posiłkowo Monstery w ostatnim czasie, jako, że ja wiecznie zamykam jakiś miesiąc, rok albo raportowanie.  I tak zakończyliśmy na dygresji, którą rozpoczęłam.

Monsterunio fika pod biurkiem i nie przeszkadza matce w pracy.

Do czasu.

poniedziałek, 16 marca 2015
jak sobie wychowasz, tak masz

 

Wśród moich licznych wad czytanie przy jedzeniu jest pewnie jedną z lżejszych. Co ja poradzę, że lubię.

Kwadransu snu się pozbawiam, by w spokoju poczytać rano. Przy kawie lub na kibelku.

Zatem nie mogę się denerwować, że znowu Monsterówna ledwo na oczy patrzy, bo do drugiej rano kończyła książkę, a potem lekcje zostawiła sobie na późny wieczór, bo miała kolejną interesującą.

Albo daję wybrać Monsterinowi książkę, ten stwierdza, że Rysio Raper i Straszna Kiełbasa brzmi dobrze, a potem siada i wieczorem pierwsze 100 stron, a rano resztę połyka i ZNOWU NIE MA NIC FAJNEGO DO CZYTANIA (żadne z domowych się nie nadaje, wie, bo przejrzał osiem kolejnych propozycji, a w Empiku - jak to możliwe - nie mieli kolejnego tomu Rysia).

Monster też jak przysiądzie do jakiejś serii, bo potem tylko ta i żadna inna. Percy Jackson i wszelcy herosi i bogowie się skończyli i matko, dlaczego takie NUDNE książki mi podsuwasz.

Potem wyglądamy na patologiczną rodzinę nie tylko ze względu na wielodzietność, ale też prawdziwie ożywioną konwersację przy stole. Każdy ze swoim tomikiem.

poniedziałek, 09 marca 2015
najlepszy weekend ever

 

Odtrąbiliśmy wiosnę w Monsterowie. Umyłam wszystkie okna, choć Monstertata sarkał, że takie przyjemności wykonuje się w 9 miesiącu. No, ale okna nie mogły czekać do czerwca. Z kolei Monstertata domył taras po zimowym dokarmianiu ptaków. Resztki karmy przewiesiliśmy do ogrodu, bo w końcu coraz cieplej, śniegu nie ma, ptaki powinny sobie już poradzić. Jednak przyzwyczajenie drugą naturą, bo jeszcze dzień później przylatywały i musiały być bardzo zdziwione, rozczarowane, a nawet wkurzone, że niczego dla nich nie ma, bo zostawiały po sobie pamiątki. Mimo wszystko taras jeszcze nigdy nie był tak wyglancowany.

W sobotę mieliśmy tylko jedno dziecko na stanie (no, dobrze - półtora), bo starsi męczyli się na zawodach, na których spektakularnie i nadzwyczaj zgodnie zajęli ostatnie miejsca w swoich kategoriach. I tak się zdarza. Oni nie byli zadowoleni, ale my - bardzo.

Najpierw, zupełnie z własnej, nieprzymuszonej woli, bez okazji, bo dzień kobiet dopiero miał nadejść, syn mój Już-Nie-Najmłodszy zrobił matce śniadanie. Do łóżka. Gazetę dostarczył mąż.

Czyż życie nie jest piękne?

Popołudniu pojechaliśmy do lasu - daję radę jeszcze na rowerze, choć tempo mi siadło, bo Monstertata biegnąc obok był szybszy.

No, ale przecież chodzi o odetchnięcie świeżym powietrzem, a nie bicie rekordów.
Chyba, że chodzi o Monsterina. Bo on to przygotowywał się do wyścigów. I łaknął porady Miszcza.

Pobiegli zmierzyć, jak to jest przebiec 800 m.

 

A dzień później okazało się, że nawet skrócono dystans do 400 m. I że wszyscy z grupy biegowej lecą jedną chmarą.

Nerwy były.

Monsterówna nie traciła czasu. Dla skrócenia oczekiwania na start, zaproponowała braciom partyjkę uno i to był dobry pomysł. (zwróćcie uwagę na wyraz twarzy Nastolatków - tak to właśnie wygląda - ten charakterystyczny wykrzyw)

A potem wystartowali. Monsterino pouczony przez starszych, wyrwał się do przodu.

Oddał prowadzenie tylko jednemu chłopcu, ale i tak nie o to chodziło, co wyszło po wszystkim (dobra zabawa, kupą biegniemy, czas się nie liczy, każdy jest zwycięzcą i promocja zdrowia oraz takie tam - deczko był rozczarowany nagrodą jak dla roczniaka, ale potem się pocieszył, że będzie miał już dla brata prezent - to jest właściwe podejście do życia!).

Co do starszych, to Monster poprosił, żeby mu też takie biegi znaleźć (rocznik Monsterina był najstarszy na tej akurat imprezie), bo mu się spodobało, natomiast Monsterówna podczas startu Monsterina robiła matmę. Że aż musiałam wrzasnąć, żeby się pofatygowała na pięć minut.

Przy okazji spotkaliśmy znajomych, którzy mają dokładnie takie przejścia ze swoją nastolatką, jak my, a jeszcze pocieszyliśmy się, bo znajoma, starsza koleżanka Monsterów z trampoliny, jako dziecko supersłodka, jakieś dwa lata temu zaczęła przemieniać się w istotę burkliwą i chmurną, tymczasem spotkaliśmy ją, już 16-letnią i WRÓCIŁA tamta sprzed chmury! Czyli wracają stamtąd, jest to możliwe!

Normalnie dawno się tak nie naśmialiśmy, jak w ten weekend. I tylko Monsterówna narzekała, żebyśmy się TAK nie zachowywali, bo się przestanie do nas przyznawać.

Ale po wizycie w pizzerii, NAWET ona była zadowolona. Jakiś cud był nastąpił.

poniedziałek, 02 marca 2015
Dwunastolatek

 

Dwunastolatek jest trudny. Inteligentny, sprytny i szybki, ale nie daje taryfy ulgowej, więc rozumiem, że można go nie lubić. Relacja z Monsterem to stąpanie po linie - wymaga ciągłej uwagi, a bez solidnego treningu i tak się spadnie.

Monster doskonale wie, czego chce i dlatego cierpi takie katusze, gdyż okrutni rodzice rzadko mu dokładnie tego, czego on chce, precyzyjnie w chwili, kiedy tego chce, nie dostarczają. A mogłoby być tak pięknie! Stąd bywa ostro. (tak jak patrzę z mojej perspektywy, to Monster ze swoją osobowością nadaje się wspaniale na autorytarnego Prezesa Zarządu - tylko dać mu władzę, bo na razie, biedny, się miota).

Ale (na pocieszenie) są też fajne momenty. Gdy się śmieje, to zaraźliwie, gdy wygrywa, to unosi się nad podłogą z radości, gdy mu (bardzo chwilowo) dobrze w życiu, to i innym nieba przychyli. I podyskutuje bez punktowania starych oraz systemu, pożartuje, a nawet (oczywiście w przypływie dużej łaski i natchnienia) przytuli.

Bo przeważnie to tylko kota.

- No nie mogę, jak ja kocham tego kota! - wyrwało mu się kiedyś

O, Dwunastolatku Z Pretensjami!

Z okazji Twojego święta życzę Ci znalezienia małej stabilizacji  - pochylenia się nad krótkimi chwilami szczęścia, żebyś umiał je, mimo wszystko, w swoim ciężkim życiu, znaleźć!

[żeby nie dodawać smrodku dydaktycznego, że Ci się ta umiejętność Ci się zdecydowanie na przyszłość przyda]

czwartek, 26 lutego 2015
albo zaraz mnie pożałuj

 

Monsterówna zadzwoniła z Wałcza z pretensjami, co nagadaliśmy przed wyjazdem trenerowi, bo jej cały czas melisę wypomina.

No cóż, wspomnieliśmy, podczas przekazywania torby z medykamentami w razie W, że melisy nie dołączamy, bo zużyliśmy, a pewnikiem się przyda. No i wygadał. Co za papla!

A jeszcze miałam się pożalić, bo w ferie oczywiście tylko Monsterówna siedziała nad książkami, bo fizyka i chemia szły jej szalenie opornie. No to w przeddzień wyjazdu w końcu zmusiłam gimnazjalistkę, by siadła i machnęła. To się okazało, że nie rozumie. Kurczę, tydzień to dusiła, naprawdę warto było poczekać....

No dobra, otworzyłam książkę, bo przecież też już nie pamiętam powłok elektronowych i konfiguracji. Przeczytałam raz, upewniłam się w googlu, że dalej nie kapuję, zawezwałam Monstertatę, siedliśmy razem i w końcu, dwoje dorosłych, po studiach, choć nie chemicznych, doszło do wniosku, że rozumiemy!

Byliśmy tacy szczęśliwi, piątki przebiliśmy, no ekstaza. A ta zołza nawet nie raczyła się uśmiechnąć!

Nic to, wspólnymi siłami i z ogromnym entuzjazmem oraz ekspresją, choć patrzyła na nas z dużą odrazą, wytłumaczyliśmy zadanie.

Ewentualnie przyjęła tłumaczenie. Bąknęła, że zrozumiała. Czad! A to dopiero pierwsza klasa gimnazjum! Dużo jeszcze przed nami.

Teraz Monsterówna dzwoni codziennie i rozmawia NORMALNIE (choć nadal przez nos).

Może to jest sposób na domową komunikację?

Pomór jakiś na obozie - jedną dziewczynkę już na drugi dzień rodzice musieli odebrać, kolega Monsterina z pokoju leżał, ale podobno tylko jeden dzień, wczoraj źle się czuł Monster.

Współczuję trenerom, ale i mam nadzieję, że nasi nie rozłożą się po raz drugi. Swoje już przecież odfajkowali.

sobota, 21 lutego 2015
nie czarujmy się: mogło być lepiej

 

 

Jasne, że miałam plany. Planowanie to moje drugie imię. Urlop na przykład zaplanowałam, a dostałam tylko częściowo, co i tak nie zmieniło niczego, jako że Monsterówna ferie przekaszlała, a zatem niewyjściowa kompletnie była.

Choć nie tylko o objawy fizyczne chodzi w tym momencie. Mianowicie Monsterówna ćwiczy się obecnie w permanentnym utrzymywaniu niezadowolonego wyrazu twarzy. Genialnie jej to wychodzi, osiąga prawdziwe rekordy, podziwiamy jej zaangażowanie.

Oczywiście trochę jeszcze pamiętam siebie z TEGO okresu życia i że wszystko było BEZ SENSU, ale nie kryję: obcowanie z wiecznie obrażonym NA WSZYSTKO człowiekiem jest bardzo ciężkie.

Zwłaszcza, że dogadać się absolutnie nie można.

Zatem odpuszczamy kontakt, ograniczamy się do podstawowych komunikatów, wdech-wydech, melisa, no ale jak ma być do przodu, skoro pytamy się, czy boli ją jeszcze gardło, no bo kaszle, a ona obdarza nas bazyliszkowym spojrzeniem i się nie odzywa. W ogóle. Jakby nie słyszała.

Zmuszona do odpowiedzi, cedzi, że nie wie... A kto ma to, do jasnej ciasnej, wiedzieć?

A z drugiej strony, tak sobie myślę, że jej samej jest źle ze sobą. Tylko przecież narzucać się nie sposób.... i tak w koło Macieju...

Koleżanka ze starszą córką donosi, że idzie lepsze. Nie ma wyjścia, trzeba zwiększyć spożycie ziółek i przeczekać.

W każdym razie trenerzy w tym roku jakoś przespali rezerwacje w ośrodku olimpijskim i okazało się, że cały klub tylko na 10 dni może jechać, zatem pierwszy tydzień ferii młodzież spędziła na dochodzeniówce, która polegała na tym, że każdy monsterchłopiec miał swój dwugodzinny trening o innej godzinie, co w sumie było korzystne, bo w tym czasie drugi z nich zajmował komputer.

Pogoda była łaskawa, ja, jak już mówiłam, miałam szeroko zakrojone plany, a tu się okazało, że chłopców wyciągnąć z domu na świeże powietrze może tylko ostry szantaż polegający groźbie wyłączenia internetu, przecięcia kabli, wyrzucenia ładowarek i takie tam tradycyjne rzucanie się starych na oślep w całkowicie BEZSENSOWNYM ŻĄDANIU wychodzenia.

- Przecież mamy ferie!

Ale Monstermatka jest jednak bezwzględną osobą (Wszystkie matki ustępują, tylko TY NIE! - żalił się Monster ) i zmuszała chłopców do unorania się błotem w ramach parkouru, ćwiczenia na parkowej siłowni i do jazdy rowerem (przecież jeździmy już na trening!). Kapral, nie matka.

Natomiast wieczorami uskutecznialiśmy to, na co zazwyczaj mamy czas tylko w niedzielę, bo partyjka trwa 2 godziny: Osadników z Catanu.

To jest jedyna rozrywka, które ewentualnie dorównuje Minecraftowi i innym grom on line (gdybym je znała, tobym tutaj się znajomością chociaż tytułów popisała, a tak to tylko wiem, z relacji, o co kaman i ile już itemów, coinsów czy innych gadżetów zdobyli, kiwam głową i na tym moje zaangażowanie w ich wirtualnym świecie się kończy.)

Każdego wieczoru podchodziliśmy do planszy z nową nadzieją na triumf, chociaż regularnie dostawaliśmy łupnia od Monstera. Raz tylko wygrał Monsterino. Raz dała się wciągnąć do gry Monsterówna i powiedziała, że nigdy więcej.

Monster radził nam, że jak teraz wyjeżdżają na obóz, to możemy z Monstertatą grać sobie w wersję dwuosobową i wtedy wreszcie któreś z nas wygra.... Kochany synek.

 

wtorek, 10 lutego 2015
pływak polityczny, albo polityk pływający, jeszcze do końca nie wiadomo

 

Monsterino odpuścił sobie startowanie w zawodach pływackich jakiś rok temu, gdy się dwa razy pod rząd okazało, iż mimo naszych obserwacji, że przypłynął na medalowym miejscu, przy ogłoszeniu wyników odchodził spod podium jak niepyszny, a dopiero tydzień później na zajęciach otrzymywał przeprosiny i stosowny medal, dyplom i co tam jeszcze w pakiecie było, bo SIĘ POMYLILI.

Też bym się zniechęciła, tym większe było moje zdziwienie, gdy w tym roku, namówiony przez trenera, postanowił jednak wystartować.

Średnio było nam to na rękę, bo jednocześnie Monsterówna miała swoją imprezę, ale co robić - dziecko chce, to się rozdwajamy - Monstertata obiecał relację na żywo.

No i klops. Znowu, mimo wizualnego drugiego miejsca, został wyceniony na brąz. Walka o sprawiedliwość była o tyle trudna, że na drugim miejscu zakwalifikowano kolegę z klasy, a ponadto Monstertata nie nakręcił wyścigu.

Cóż, tłumaczę Monsterinowi, że brąz jest ok, nagroda prawie taka sama, ale skręca go z zazdrości, bo kumpel rozgłosił swoje zwycięstwo w klasie. A Monsterino, co nam regularnie podczas seansu gier planszowych pokazuje, nie radzi sobie z przegraną. (jak usłyszał, że ten zawodnik, który wygrał, chodzi na basen 4 razy w tygodniu, natychmiast zapragnął także. Wybiliśmy mu to z głowy)

 

A jeśli o wątek polityczny chodzi, to Monsterino stwierdził, że nie podziela lęków kolegów z klasy przed wojną z Rosją.

- Tłumaczyłem chłopakom - wyjaśnia - że mamy sojusz z Ameryką i gdyby Rosja chciała na nas napaść, to Stany Zjednoczone odpalą bombę!

Natomiast monsternastolatki mają ważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się polityką.

poniedziałek, 09 lutego 2015
sushiman

W zeszłym tygodniu trzy dni od szkoły odpoczywała Monsterówna, teraz chrypa i katar przeniosły się na Monstera.
Wprawdzie odgraża się, że jutro idzie, ze względu na to, że zawody już za trzy tygodnie, ale zobaczymy.

 

O Monsterze dawno tu nie było, a powinno, gdyż drzemy się na siebie regularnie. On pyskuje, a moje blokady puszczają. Ostatnio, jak wyjechał porannie z jakimś kolejnym mało dyplomatycznym tekstem, który, być może, w innych okolicznościach czasu, miejsca i stanu hormonalnego, puściłabym mimo uszu, teraz nie zdzierżyłam i stwierdziwszy, że nie mam obowiązku chama odwozić do szkoły, pojechałam tylko z Monsterinem (który wyjątkowo sprawnie się zabrał i siedział z tyłu jak trusia).

Jeśli myślicie, że wieczorem Monster wyraził skruchę czy choćby przeprosił, to się grubo mylicie.

Ponadto już od świąt Monster marudził o sushi. Rozmawiali z chłopakami w szkole, okazało się, że sushi jest podstawowym pokarmem nastolatków, a tu Monster taki zacofany i jeszcze nigdy sushi nie próbował.

Mędził i mędził, aż w końcu dostał tackę próbną (oprócz Monstertaty nikt nie był chętny, by mu cokolwiek z niej uszczknąć)


Dwa dni ją męczył. Odfajkował sushi i jest spokój. Kolejna potrawa z jadłospisu anorektyka mniej. (Ma Monster denerwujący zwyczaj zarzynania ulubionej potrawy: pożera ją tak długo, aż się przeje i nie tyka jej nigdy więcej.)

Żeby nie było dzisiaj tylko o irytujących stronach Monstera (o tym jeszcze będzie we wpisie urodzinowym, he  he), to muszę koniecznie nadmienić, że w tym półroczu Monster miał TYLKO JEDNĄ uwagę za pyskowanie, żadnej uwagi za bójki i same pochwały, więc ocenę bardzo dobrą z zachowania przyjął zasłużenie.

Ponadto w miarę się postarał i wymodził średnią 5,08, chociaż mógłby jeszcze podciągnąć się tu i ówdzie, tylko że to są oceny osiągnięte mimochodem, bez siedzenia wieczorami. Ba! Ja tam nie widzę siedzenia w ogóle (pisemne robi na lekcji, gdy reszta jeszcze przepisuje z tablicy. I pomyśleć, że Monsterówna zastanawiała się kiedyś, fakt, że było to na początku kariery szkolnej, czy takie postępowanie to nie grzech, jeśli jest to zadanie DOMOWE, a nie szkolne).

Chociaż teraz mają z kolegą prezentację na temat lasów tropikalnych i nawet Monsterówna przyznała, że ekstraordynaryjnie się starają. Oprócz zwyczajowych tablic poglądowych, ugotowali południowo amerykański przysmak do poczęstowania kolegów, aranżują scenkę rodzajową, przebierają się, no widać, że takie akcje są dla niego wreszcie jakimś wyzwaniem.

Bo resztę nudów szkolnych trzeba jakoś przetrwać. Szkoda, że większość nauczycieli nie potrafi wykorzystać twórczego potencjału młodzieży. Po Monsterze i jego kolegach widać, jak oni tego potrzebują.

czwartek, 05 lutego 2015
pajęczyna

 

Zaczęło się od ostatecznego exodusu oznak dzieciństwa z pokoju Monsterówny.

Jako, ze postanowiła przed imprezą dla dziewczyn odświeżyć image pokoju, to sobie o lalkach w łóżeczku i domku drewnianym kurzącym się od lat w kacie przypomniała i gorzko wypominając, ze nie ma komu przekazać swojego pokaźnego majątku - wystawiła go za drzwi.

To samo dotyczyło misternie budowanych Hogwartów i innych chatynek z klocków lego.

Zaraza ta objela tez Monstera, zatem Monsterino  został szczęśliwym posiadaczem wszystkich, także tych najbardziej poszukiwanych figurek, poprzesuwał pudła szybko na swoją część chłopcopieczary (czy ja już wspominałam o terytorialnym wydzieleniu ze wspólnego pokoju mini pieczary Monstera, która w wakacje ma się zmienić w prawdziwie młodzieżowy loft, a nie taką dziecięcą krainę zabaw jak pogardliwie nazywa monsterinową część?).

W każdym razie Monsterino opiniami Monstera się nie przejmuje i z ukontentowaniem zaczął dopasowywać zdobycznym figurkom arsenał zbrojny.

I wtedy Monster, który oficjalnie nie mógł się zniżyć przecież do zabawy ZABAWKAMI, postanowił, w szlachetności swej, POMÓC  młodszemu bratu i urządził figurkom z lego niciowe tyrolki wzdłuż i wszech pokoju.

Najbardziej zadowolony z obrotu rzeczy był kot, któremu śmiganie za latającymi ludzikami bardzo się spodobało.

Najmniej zadowolona była monstermatka, która w obecnym stanie nie przegina się tak lekko jak Catherina Zeta-Jones w Osaczonych

 


 

a musiała. Przez parę dni. Aż się zdenerwowała.

Teraz chłopcopieczarę ozdabiają szczątki tyrolek poprzyklejane do mebli i innym sprzętów.

sobota, 31 stycznia 2015
Czternastolatka

 

Po wielu tygodniach zastanawiania się nad tym, kogo i gdzie zaprosić - Czternastolatka postanowiła świętować swe urodziny twórczo w Glinianej Kuli.

 

Dziewczyny się wyżyły, teraz prace będą schnąć, a potem zostaną wypalone.

I na przekór opinii pani Dyrektor gimnazjum, te akurat dziewczęta potrafią wymyślac sobie rozrywki i regularnie wystawiają krótkie inscenizacje (na tej imprezie Romeo i Julia byli na tapecie), dodatkowo pomaga, że w naszych zasobach sporo kostiumów do przebrania i rekwizytów do wykorzystania.

A jaka jest nasza Czternastolatka?

Oprócz tego, ze mądra, piękna, dobra oraz pracowita, to krytycznie nastawiona do świata (jak my wszyscy byliśmy w tym wieku..).

A reszta jest do do wyczytania we wpisach. Szczególnie miedzy wierszami...

Ale będzie lepiej. Na pewno. Musi być. Damy rade, przetrzymamy, córko, zobaczysz!

 

czwartek, 22 stycznia 2015
dzisiejsza młodzież

 

- Mieliśmy dzisiaj pierwszą lekcję z panią dyrektor - opowiada Monsterówna - mówiła do nas z wyższością, jakby się zwracała do niższej klasy, no wiesz - społecznej (pani Dyrektor uczy WDŻtu i z tego, co zrozumiałam na zebraniu, choć to są lekcje dobrowolne, dyrekcja SUGERUJE, żeby jednak na nie uczęszczać)

- Zarzuciła nam, że jesteśmy mało kreatywni! - żali się dalej Monsterówna - że na przerwie TYLKO gadamy i chodzimy od słupa do słupa...

a kiedyś, to młodzież ją zaprosiła na zorganizowane na przerwie PRZEDSTAWIENIE o Lisie Witalisie!!!

Uśmiałam się. Jestem po stronie wietrzenia umysłu na przerwie chodzeniem od słupa do słupa.

- Czy ona naprawdę wymaga, żebyśmy nawet na przerwie nie mogli się zrelaksować, tylko wymyślać przedstawienia dla pani Dyrektor??! - bulwersuje się Czternastolatka

Wcale się nie dziwię i pocieszam, jak mogę, ale jeszcze dużo absurdów będzie musiała przejść na swej drodze, niech się hartuje.

Ja na przykład od tego miesiąca mam raportować do CENTRALI miesiąc ZANIM ten miesiąc się skończy. To teraz siedzę i wróżę, jak się może skończyć.

Gdy tymczasem Monsterówna znowu zła, bo to JA za mało wymyślny prezent dla dziadka nabyłam. Podczas, gdy mój osobisty ostatni dziadek zmarł dobrych 11 lat temu....

Ale już żaden zarzut ze strony nastolatów mnie nie zdziwi. Tylko notuję dla pamięci, w celu wykorzystania, kiedy na własne dzieci będą narzekać.

 

 

 

poniedziałek, 19 stycznia 2015
okularnica, szczepienia i diastema

 

Monstertata szlachetnie podjął się misji wyboru okularów dla Monsterówny.

Dzielny był, jako że wyprawa wiązała się z wiezieniem nabzdyczonej Prawie Czternastolatki do optyka, a następnie z powrotem.

Pytanie, dlaczego nadąsanej, narzuca się samo, aczkolwiek jest retoryczne.

Stan permanentnej obrazy nastąpił był bynajmniej nie z powodu braku wyboru, który został ostatecznie podjęły, przypieczętowany i może nawet jakoś się uleży na nosie, chociaż już ostatnio przebąkiwała o kontaktach zamiast.

Ale z powodu wady wzroku, jak wiadomo, genetycznie jej przekazanej.

Ani chybi muszę odświeżyć sobie Toksycznych Rodziców.

Kolejnym powodem do focha, jest wizyta u lekarza rodzinnego DOPIERO za 2 tygodnie, czyli 29.01 podczas, gdy przypomniano jej, że bilans gimnazjasty należy zdać pielęgniarce. A wiadomo, jak ciężko umówić ZDROWE dziecko do lekarza rodzinnego.

- Do końca stycznia jest czas, z tego, co mówiłaś - przypomina sobie Monstertata

Monsterówna burczy coś niezrozumiale.

Wzruszamy ramionami - naprawdę nastolatkowi w mózgu coś szwankuje. Dobrze, że przeczytałam książkę Tak, twój nastolatek jest szalony.

*

Rozsierdzony był też w ten weekend Prawie Dwunastolatek.

Ten z kolei na ZA WOLNY INTERNET.

- Już w szkole jest szybszy! - ciskał gromami - Jak można żyć w takim domu!?

Ostatecznie wyłączył komputer i poszedł do pokoju oddać się w spokoju depresji, jako że akurat wkurzającego młodszego brata, na którym można byłoby się wyżyć, nie było w pobliżu.

Następnie najeżonym pozostał, gdyż zostało mu zakomunikowane, iż w poniedziałek i wtorek nie może nadwyrężać się (czytaj: ćwiczyć na akro), gdyż takie są zalecenia przy szczepionce antyalergicznej, którą będzie właśnie dzisiaj miał podawaną. Rozpoczyna paroletni cykl, na początku co dwa tygodnie, potem coraz rzadziej, ale jest szansa, że w końcu na wiosnę nie będzie kichać, ani kaszleć.

Co nie zmienia faktu, że nadąć się można tak na wszelki wypadek.

*

Monsterino wkurzony jest przeważnie wtedy, gdy go odlepiamy na siłę od jego ulubionej nawalanki internetowej. Jemu internet chodzi wystarczająco i ma pozwolenie na nawalanie ALE po odwaleniu ustalonych robót domowych oraz PO czytaniu uzgodnionej wcześniej liczby rozdziałów.

No i kiksy są. Że co z tego, że niby przeczytał, skoro przy streszczeniu plącze się w zeznaniach.

Że ustalone było, że najwcześniej o 8 rano może włączyć komputer, a tu zupełnie przypadkiem Monstertata natyka się na niego już o 7:49.

Za to ze spraw zdrowotnych akurat u Monsterina, tfu, tfu i odpukać - posucha. W najbliższym czasie (tj. we wrześniu - najwcześniejszy termin konsultacji na NFZ) nastąpi być może konieczność zlikwidowania szczerby między przednimi zębami. Tak naprawdę, to nie jestem przekonana, czy trzeba mu ją likwidować. Jeszcze wszystkich zębów stałych nie ma, jakiejś traumy z powodu diastemy nie przechodzi, no ale skonsultuję się z ortodontą, żeby nie było, że biedne dziecko z wielodzietnej rodziny ma zaniedbany zgryz.

*

Najmłodsze Monsterzątko konsultowane jest regularnie, ale bez zbytnich, dodatkowych atrakcji.

Jedynie sugerowałam starszemu rodzeństwu możliwość uczestniczenia w usg 3/4D. Rozważają celowość.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
Archiwum
do Monsterowa tędy