środa, 21 października 2015
w biegu

 

dosłownie - pobiegliśmy w Szamotułach całą rodziną - ale to było ledwie 800 metrów, nawet nie zdążyliśmy się rozgrzać. Monsterunio też dostał medal, teraz wszystkie mu dźwięczą na stojaku jako zabawka.

 

 

Ale pędzimy wiecznie - Monstery starsze klasówka za klasówką, Monsterino się wdraża (powoli i z mozołem, czwarta klasa to nie przelewki), Monsterunio zalicza kolejne szczepienia i kamienie milowe rozwoju (też powoli i z mozołem, pani doktor uważa, że leniwy jest, może głowa taka ciężka, jest nadzieja, że w intelekt poszło)

 

poniedziałek, 05 października 2015
złota polska jesień

 

Taki piątkowy poranek  Monstery lubią najbardziej

 

chociaż rodzice spali w tym dniu po parę godzin ledwie

a dzieci musiały odpisać lekcje

I tak było warto

poniedziałek, 28 września 2015
jak to się stało, że piątki mam wolne

 

tylko dlatego, że spóźniłam się z zapisaniem Monsterunia na basen i wylądowaliśmy na liście rezerwowej, po miesięcznym ćwiczeniu planu zajęć okazało się, że piątek mam wolny. W sensie braku zajęć dodatkowym, a nie, że mam wychodne, co to, to nie.

 

Wychodne mam co jakiś czas, gdy biznesspotkanie na tyle super hiper ważne bywa, iż wyjący Monsterunio byłby utrudnieniem w zrozumieniu treści. Albo jak ostatnio - pojechałam z Monsterówną na charytatywny Bieg dla Grażyny, który wygrała na swoim dystansie, zresztą, a Monsterunia ciężko byłoby przytroczyć do siodełka, skoro wybrałyśmy się rowerami, a wypasionej przyczepki dla Monsterunia jeszcze się nie dorobiłam.

W każdym razie, gdy miewam wychodne, to Monsterunio miewa się dobrze. Nie chce jeść non-stop, tak jak ze mną, więc nie tyje.

- Dlaczego nie przyzwyczaiłaś go do smoczka? - oskarża Monsterówna snując wizje otyłości w wieku niemowlęcym

Faktycznie, ciężko to uzależnienie idzie, zdecydowanie nie lubi silikonu. Ale z butelkowym smokiem nie ma problemów. Co mleko, to mleko jednak.

Obraz utuczenia wrzuciłam na ekskluzywnie Monsteruniowi obecnie dedykowanym blogu, czyli nowymonster.blox.pl, wejdźcie, bo jest na co popatrzeć. Podczas kąpieli wyłuskuję brud spomiędzy niezliczonych wałeczków.

Czyli ustaliliśmy, kto, co obecnie w Monsterowie ma na głowie.

Monsterunio- tyje.

Monsterino - irytuje matkę zanikiem polotu - klasyczny Dzień Świra tłuczemy przy każdej powtórce słówek z angola czy niemca. Poza tym - ciągła inwigilacja i popychanie - ledwo się odwrócę, a odwracam się regularnie, bo Monsterunio odrywa - to już czmycha do siebie, oby jak najdalej od podręcznika.

Monstertata przypomina, że z Monsterem też tak było, a nawet gorzej, bo Monster nie czytał i było zagrożenie, że nie zacznie. No i proszę, na jakiego zrównoważonego -tfu, tfu - nastolatka wyróśł.

I tu dochodzimy do obecnej gwiazdy sezonu - roku szkolnego 2015/2016 - Monstera.

Monster rządzi. Został przewodniczącym klasy POMIMO swojego mikrowzrostu.

Powoli ogarnia przedmioty, wymagania, no i klasę. Cieszy się jak głupi do sera, zerkając do e-dziennika, bo to nowość dla niego, w podstawówce dopiero teraz wprowadzili.

A jak ma się czym pochwalić, to się chwali. Na przykład piątką z zadania domowego, bo wyczytał, że ma wagę 100%.

- Tak tylko piszą, ale do oceny końcowej i tak się nie liczy praca domowa w 100% - studzi radość Monstera Monsterówna - wielce doświadczona drugoklasistka

Kąciki ust Monstera natychmiast opadają.

- Czemu tak od razu go gasisz, daj mu się nacieszyć -  szepcę karcącą

- A niech od razu wie, a nie że się później rozczaruje - tłumaczy swoje racje starsza siostra

Monster ma nowych, fajnych kolegów, nikt nie szpanuje, na basenie jest na najszybszym torze, na wyjeździe integracyjnym było świetnie - a wisienką na torcie jest jego decyzja o kontynuacji akrobatyki.

Po obozie było rozedrganie - z jednej strony dobrze mu szło, z drugiej bał się kolejnego zawalenia zawodów. Nawet o wizytę u psychologa niby sportowego się otarliśmy, którą to rozmowę Monster ocenił jako największą stratę pieniędzy EVER.

Ostatecznie na zawody pojechał, skopał układ, ale nie wyleciał, zajął 10 miejsce na 15 zawodników i na razie jest na tak.

No i szefowa.

Monsterówna jak zwykle chce we wszystkim osiągnąć maksa. Co wprowadza ją samą w stan rozedrgania, gdyż zwyczajnie nawet dla niej doba nie chce się rozciągnąć. Choć nie zdziwiłabym się, gdyby jakiś czasorozciągacz u siebie chowała, bo oczywiście na każdym polu jej wychodzi.

I to jak!

środa, 09 września 2015
i ty możesz zostać świętym

 

 

 

Imprezka była i się skończyła, książki jeszcze nie do końca przeniesione, ale widać horyzont, to znaczy zwinięty w najdalszym kącie dywan, więc jest szansa na porządek przed Gwiazdką. Święta są deadlinem wielu porządków, bo potem wracam do pracy na więcej niż 2 dni w tygodniu i się zacznie.

Tymczasem rok szkolny rozpoczął się z przytupem - to znaczy Monster już się nachodził - teraz jest na wyjeździe integracyjnym, co wściekło Monsterównę, gdyż ona w zeszłym roku żadnego wyjazdu integracyjnego nie miała.

Zasadniczo Monsterówna jest w tym roku na nie, jeśli chodzi o szkołę, klasę, koleżanki oraz nauczycieli, w przeciwieństwie do młodszego brata, który (na razie) w pełni zadowolony (oprócz grupy z angielskiego, do której trafił, no i pana z niemca). Okazało się, że dyplom z Kangurka, który trzeba było pilnie donieść związane było z utworzeniem klasy matematyczno-fizycznej. Także ma Monster w klasie samych kangurkowców, a wychowawczynią została fizyczka.

I na nic się zdało straszenie Monstera gimnazjum - nadal to Monsterówna siedzi wieczorami. Aczkolwiek nie wiadomo, czy nad lekcjami, gdyż - i tu nowość - siedzi u siebie w pokoju.

Trzeba ufać dziecku, gdy dziecko mówi, że się uczy i pójdzie spać przed północą, prawda?

Ograniczone zaufanie mam jednak do Monsterina i niestety okazuje się to na ten moment zasadne. Trzeba sprawdzać, co tam wymodził, czy spakował, czy odrobił i jakiej jakości jest to odrobione. Opór materii przy tym jest znaczny, więc się trochę przepychamy i szantażujemy, a to dopiero tydzień. I wszystkiego musi wysłuchiwać Monsterunio.

Tegorocznym szantażem no.1 jest zakaz chodzenia... nie, nie na piłkę - to jest no.2, na

 

ta-dam

tańce irlandzkie!

W wakacje, na pokazie, spodobało mu się. Nie ukrywam - ja też sobie popląsałam - nogi same rwą się do wywijania. Obiecałam mu, że we wrześniu pojedziemy na zajęcia. A że siedziba zespołu jest w centrum, więc tramwajem, z Monsteruniem na piersi, dotarabaniliśmy się jakoś, no ale czego nie robi się dla zdetronizowanego Misiaczka-Pysiaczka.

Myślałam, że po jednych zajęciach się zniechęci.

Niestety - jeszcze nie. Monster wieszczy, że jak zapłacę za cały miesiąc, to wtedy się będzie chciał wypisać.

I już kalkuluje - czy jeśli Monsterinowi płacę tyle za zajęcia, to on - niechodzący, a przecież mógłby teoretycznie. To czy te pieniądze dałabym mu anyway, bo zbiera na motor, przecież.

Normalnie Highway to hell (sygnalizuje na moim telefonie, że dzwoni Monsterino)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015
co można robić z tylko jednym dzieckiem w domu

... oczywiście mały remoncik.

Monstertata cyklinuje, więc my z Monsteruniem przeważnie w pracy, żeby nie wdychać pyłu.

 

 

 

Przejrzałam też inne zdjęcia z pierwszego miesiąca życia Monsterunia i muszę tu koniecznie wkleić, jak to przy obcowaniu z młodszym bratem wychodzą zwyczaje Monsterów starszych.

Monsterówna przy pilnowaniu brata oczywiście z książką

Monster w ruchu

choć byłabym niesprawiedliwa, bo Monsterówna też z nim tańczy

 

Monsterino, nasz uzależniony od gier Misiaczek-Dotychczas-Najmłodszy

siedzi przy bracie, no jasne, że grając

 

No i jeszcze koniecznie nadmienić, że tak jak Monster jest specjalistą od bez, to Monsterówna piecze genialne tarty

 

Najbliższa tarta niestety nadejdzie, gdy kuchlon nam Monstertata pomaluje, a ja wymyję wszystkie szafki, które niby pooklejane wraz z zawartością, ale w pierwszej maszynie po dwóch godzinach szlifowania zepsuł się odkurzacz i zawartość troszkę się rozwiała. Więc pesymistycznie widzę wnętrza. A ile książek jeszcze przede mną do przeniesienia! No i przecież wiecie, jak się kończy układanie książek... Dopiero ryczący Monsterunio pewnie mnie oderwie.

 

czwartek, 13 sierpnia 2015
upał w mieście

 

Strategie przetrwania zależą od możliwości.

Monster, na przykład, odkrył kąpielisko w parku przy Arenie. Zaraz po treningu poszedł tam z kumplami, nawet dziewczyny zapoznali - tacy już dorośli są!

W ogrodzie Monsterchłopcy napełniają balony wodą i rozbryzgują sobie nawzajem na głowach. Nie obywa się bez wyzwisk i kłótni, bo ty nie tak, bo on za bardzo, albo za mocno i nie tyle, ile trzeba.

Monsterówna-Greczynka po przylocie jest MOCNO ROZCZAROWANA domem (u nas jest ZAWSZE bałagan, nie tak jak w INNYCH DOMACH!) oraz braćmi (SĄ OKROPNI).

No może jeden brat jeszcze nie jest taki tragiczny..

JESZCZE

No i wróciła ta nasza mulatka OPALONA. W życiu nie byłaby taka czarna, gdybym ja tam była. Przez ostatnie lata w wakacje moją rolą na plaży było systematyczne nakładanie faktorka na monsterciała i co? Jak same są dorosłe takie, to proszą się o raka skóry. Już nie wiem, jak mam mówić.

Zreszta moja bezradność wychowawcza objawia się w tak wielu aspektach obecnie, że nie wiem, po co ja te wszystkie książki czytałam i rozmawiam, przykładem święcę, specjalnych tricków używam i nic. Albo to przejściowe, albo porażka na całej linii. Oby to drugie, tylko pytanie, jak długo czekać na koniec przejścia.

Na razie jest ciężko, gorąco i przenieśliśmy sypialnię oraz salon na taras.

Pięknie ogląda się wieczorem gwiazdy (jak nie ma chmur), albo samoloty, albo nawet chmury.

A Monsterunio, którego każdy w Monsterowie nazywa inaczej, rośnie

I czasami się męczy w te upały, choć nie w pracy. Bo w pracy jest klima (w jednej przynajmniej). Chociaż źle robię nie biorąc naszego autobusu, tylko bezklimowego hopelka, w związku z czym Monsterunio bywa ociekający potem.

A po powrocie ląduje na trawie

środa, 05 sierpnia 2015
Gimnazjalista

 

Przez zamieszanie z Monsteruniem i wakacjami nie odnotowałam tutaj najważniejszego w tym roku faktu dla Monstera - został gimnazjalistą, przecież. Poszedł w ślady Monsterówny, toteż ma się do niej nie przyznawać na korytarzu.

Przyszły uczeń gimnazjum czeka z niecierpliwością, nie na początek roku - tutaj z pewną taką nieśmiałością, bo boi się być najniższym w klasie, a modlitwy, które od roku wnosi do wyższej instancji na razie nie skutkują, on czeka na swojego laptopa. Na pewno chce już ćwiczyć przygotowanie prezentacji z anglika...

Jeszcze przed ogłoszeniem wyników przeżyliśmy chwilę grozy, bo ze szkoły zadzwonili, iż wpis wyróżnienia z Kangurka dokonany na świadectwie im nie wystarcza - muszą widzieć dyplom. No i poszukiwania, w której książce albo plecaku znajdziemy wygnieciony dokument. Uzgodnienia obiły się o Leśną Głuszę, w której tkwił Monster, Polną, gdzie w szpitalu byłam ja, a domem, który przekopywał Monstertata. Nawet początkowo ścigaliśmy nauczycielkę Monstera, ale ta była na urlopie.

Ostatecznie dobrze się skończyło i Monster jest na liście, a nawet zamówiłam mundurki.

Monster w te wakacje został także Profesjonalnym Wytwórcą Bez i grozi nam regularna jajecznica z samych żółtek.

Brawo, Monster!

***

Wróciliśmy wszyscy z Leśnej Głuszy, Monsterchłopcy starsi mają po 2 godziny treningu dziennie (resztę najchętniej spędziliby przy komputerze i trzeba się mocno nakrzyczeć, żeby ich od niego, oraz tabletu czy komórek odkleić). Monsterunio jeździ ze mną średnio 2 dni w tygodniu do pracy i jak ma dobry dzień, to daje się zrobić dużo. Jak gorszy, to robię mniej.

Natomiast Monsterówna obecnie pływa po Morzu Egejskim ze znajomymi. Ta to ma dobrze! Właśnie przybiła do Hydry, nurkuje, żegluje i jest bosko. No jakże by mogło być inaczej w Grecji!

wtorek, 21 lipca 2015
Monty Python - czyli zupełnie z innej beczki...

Bez owijania w bawełnę ...i bez zbędnych słów.

Zdjęcie zrobione dzięki zachodzącemu słońcu, które w końcu się pojawiło w Poznaniu dziś wieczorem...lepiej późno niż wcale....DSC02148.resized

22:47, monstermama
Link Dodaj komentarz »
Wakacje z Monstertatą...

Od dawna ustalonym (choć nie bez problemów) było, że gdy Monstermama z Fryckiem będzie na opolskiej "daczy", ja (czytaj Monstertata) wezmę całą ferajnę na wyjazd integracyjny...

 Planowaliśmy od dłuższego czasu udać się do znajomego, który na dobre wyniósł się z Poznania. W ten oto sposób trafiliśmy do Kotliny Kłodzkiej (przez Czechy ...bo bliżej było ...a styl poniżej to jak mniemam Mamma Mia!)

 

DSC01770.resizedPomyślałem, że atrakcje Kotliny Kłodzkiej z pozycji siodełka rowerowego będą o wiele ciekawsze niż z poziomu piechura. I trafiłem w 9 (a chciałem w 10...). Non stop pod górę 6, czy 7 km nie motywuje za bardzo do pedałowania....

DSC01837.resizedDSC01828.resizedChyba, że ma się po drodze takie atrakcje jak Jaskinia Niedźwiedzia ....która pozostawia niezapominane wrażenie....

DSC01908.resizedDSC01929.resizedJazda w dół o wiele przyjemniejsza niż non stop pod górę (i tutaj Monstertata nie wykazał się ...bo nie zabrał ani jednego kasku dla swych pociech...)

DSC01963.resizedDSC01976.resized1Kolejny dzień nie był już tak "surwiwalowy" jak wcześniejszy. W drodze wizyta w kopalni uranu ...a na obiad wyśmienita pizza w Stroniu "u Prezesowej" (polecam szczerze!)

DSC01999.resizedDSC02015.resizedDSC02031.resizedOstatni dzień to kąpiel w całkiem nowym sztucznym zbiorniku w okolicach Stronia ...i dość wycieńczająca (ale zaplanowana BO W KOŃCU O TO CHODZIŁO OD SAMEGO POCZĄTKU) wyprawa na Śnieżnik.

DSC02050.resizedDSC02042.resizedDSC02088.resizedDSC02093.resizedDSC02084.resizedDSC02090.resizedDSC02104.resizedDSC02097.resized

Mówią jednogłośnie, że wyjazd był 9/10. Nie pozostaje mi nic innego jak im wierzyć. Moje nogi (teraz gdy piszę) dochodzą dopiero do siebie. Z chęcią pojadę z nimi jeszcze raz... jeśli za rok będą jeszcze chcieli (w końcu jeśli nie dla nich to dla Freddiego trasę mam już opracowaną jak znalazł...)

DSC01820.resized1

22:12, monstermama
Link Dodaj komentarz »
ileż można się lenić

skoro jagód pełne krzaczki

 

już zapomniałam jak ciężko pisze się jedną ręką

 

Pozdrawiamy z lasu

środa, 08 lipca 2015
Reunited ...and it feels so good!

Zostałem poproszone przez Monstermamę o uzupełnienie fotorelacji z ostatnich dni. Ja tu, oni tam...ot, słomiany wdowiec.

Od razu uprzedzam pytania "Jak starsi zareagowali na młodszego brata???". Samemu mi trudno odpowiedzieć... Gaja, najbardziej świadoma chciała wziąć Freddiego na ręce (co w końcu jej się udało). Robert przyglądał się z niedowierzaniem, Teodorino nie mógł się nadziwić jak jego brata głowa może być taka mała jak jego dłoń...

Samemu cały czas w nastałą, nową rzeczywistość trudno mi uwierzyć ...ale się oswajam.

p.s. Nie chcę się chwalić (bo 99% roboty odstawia przy Freddim Monstermama. Ci, którzy bloga śledzą od jakiegoś czasu nie mają chyba wątpliwości, że nie może jej iść inaczej niż na 6), ale przyznam szczerze, że oporządzanie Freddiego także i mi idzie nadzwyczaj dobrze (a parę miesięcy temu bałem się wziąć na ręce 6 miesięczną "kruszynę" znajomych ...a teraz tygodniowe dziecko w mych rękach wydaje się być czymś całkiem normalnym...).

Śmieszne, że gdy przeglądam albumy, gdzie Monsterowo liczyło mniej członków zawsze czuję się, że tych obecnych jakoś tak mi brakuje na starych zdjęciach. Tym razem jest dokładnie to samo. Nie wyobrażam sobie Monsterowa "nie 4 monsterowego". Tak chyba jesteśmy skonstruowani.

Dobranoc wszystkim, słomiany Monstertata

p.s. Poniżej oczywiście fotorelacja, o której wspominałem na początku....

DSC01509.resizedDSC01533.resized4DSC01559.resized1

DSC01710.resized2DSC01658.resized2DSC01532.resized2DSC01707.resized1DSC01688.resized4

00:41, monstermama
Link Komentarze (11) »
sobota, 27 czerwca 2015
wiara w życie pozatreningowe

 

Trenerzy, choć bywają także rodzicami, uważają, jak każdy nauczyciel, że ich przedmiot jest najważniejszy. Troszeczkę się zatem uniosłam, usłyszawszy, że w tym roku obóz wakacyjny zahacza aż o 3 dni września.

Monsterino jest w grupie z kolegami z klasy, więc, choć to taki ważny początek IV klasy, to jakoś w grupie ujdzie. Poza tym, znam rodziców, jest od kogo odpisać. Monsterówna też już okrzepła, zorganizuje sobie początek roku. Ale Monster? Pierwszy września spokojnie, ale przecież to nowa szkoła, od razu ustala się kolejność dziobania, nie ma mowy, zabieramy go z Wałcza wcześniej.

A tu trener staje okoniem, że obóz jest obliczony na tyle i tyle dni treningowych, Monster musi być albo wypad.

Przedstawiłam sytuację Monsterowi, on i tak ma znowu kryzys związany z zawodami, boi się, jeszcze ta ręka (choć można by się posunąć do teorii spiskowej, że specjalnie ją złamał, by na zawody nie jechać) - Monster stwierdził, że absolutnie chce być na początku roku w gimnazjum.

Nawet pod groźbą zakończenia kariery zawodniczej.

Trenerzy tydzień wytrzymali.

Zmiękli.

- Wyjątkowo - mówią.

- Chyba im na mnie zależy - zastanawia się Monster, ale nadal nie chce brać udziału w zawodach.

- Naprawcie go, chyba macie jakieś psychologiczne przeszkolenie w tym temacie - mówię trenerom - bo mnie już brakuje narzędzi

- Tak już bywa, zawodnicy się blokują - mówią trenerzy - ale jak w kolejnych zawodach nie wystąpi, to będzie musiał odejść z klubu

Nie wiem, czy taka groźba zadziała.

 

Na Monsterino na swoich pierwszych w życiu zawodach ładnie skoczył oba układy i stwierdził, że on bardziej jak siostra jest opanowany, a nie taki zawalający jak brat.

Medalu nie zdobył, bo po taniości połączyli dwie klasy trudności i 12 latki rywalizowały z 9 latkami. Nie fair, ale co robić. To były zawody, by się otrzaskał z procedurą.

 



wtorek, 23 czerwca 2015
Grupa rówieśnicza

 

Oj, widać wyraźnie, jak w pewnym wieku presja rówieśników staje się większa od wpływu domu.

U Monsterówny gimnazjum było taką cezurą, jeśli chodzi o ubieranie się, zachowanie, zwracanie uwagi na aspekty życia, które kiedyś były nieistotne. Monster, mimo że młodszy, już wcześniej takie oddziaływanie wychwycił. Tym bardziej się raduję, gdy napór innych jest pozytywny w rozwojowym, ideowym, a nie li jedynie materialnym sensie.

I tak się złożyło, że po wizycie u znajomych Monstery podchwyciły ideę geocachingu, choć już wcześniej oferowałam im swoje towarzystwo w szukaniu skrzynek. Jednak, gdy to pokazały rówieśniczki, a jeszcze okazało się, że niezbędnym gadżetem w szukaniu jest smartfon, no i że skrzynki są w okolicy, to pobiegli na parę godzin, a potem jeszcze sam Monster z Monsterinem krążyli rowerami po dzielnicy i odhaczali znaleziska. Muszą zaliczyć 100, by samemu zakładać nowe. Plany są szeroko zakrojone i obejmują też Leśną Głuszę.

Trochę cykałam się, czy puszczenie chłopaków samych nie jest aby za bardzo lekkomyślne, ale teraz cieszę się, że pojechali. Za każdym razem, gdy robią coś samodzielnie i jest to ich pomysł, dojrzewają w swoich własnych oczach. Nawet pojadą po prezent dla taty do centrum handlowego, nawet Monsterówna zlitowała się nade mną i SAMIUTKA udała się mierzyć sweterki do swojego ulubionego H&M, gdyż poczuła nagle ogromną potrzebę nowego sweterka na już.

I o to chodzi.

Monster właśnie dzwonił ze szkoły, że sprzedał swoje podręczniki. Zanim wydukałam, zapowietrzywszy się, że przecież jest Monsterino, wyłożył mi, że Monsterino idzie innym programem i teraz podręczniki będzie wypożyczał w szkole, więc Monster może spokojnie handlować, co pasuje mu szalenie (już planuje wakacyjną pracę, gdy tylko skończy 16 lat, by kupić sobie motor). Teraz pewnie będzie negocjować, by całość kasy na swoje rozległe potrzeby przeznaczyć...

niedziela, 21 czerwca 2015
veni, vidi, vici

 

Monsterówna na topie -  średnią ocen ma 5,4 - i to bez szóstki z wfu, bo zajęcia pozaszkolne podwyższenia nie dają, a z ocen wychodzi 5. Przez te serwy siatkarskie.

W zeszłym tygodniu z Łańcuta, z Mistrzostw Polski Juniora Młodszego, przywiozła piąte miejsce w indywidualnych i srebrny medal w synchronie. I jeszcze formę medalu skrytykowała, bo teraz marzył jej się trójkątny.

Na ten weekend wszystkie Monstery z Monstertatą na czele miały biegać, ale Monstertata kontuzjowany, Monsterino wyjechał na urodziny kolegi i już mieliśmy w ogóle się nie fatygować, ale w końcu to był wieczorny bieg, niebo się rozjaśniło, MonsterUnio miał się przewietrzyć, no to pojechaliśmy.

Ostatecznie Monsterówna zawsze lubiła biegać i w szkolnych konkurencjach dobrze jej szło, ale takiego spraw obrotu się nie spodziewaliśmy.

 Najpierw biegł Monster i biedny zawsze na tym czwartym, piątym miejscu ląduje.

 

A potem wystartowała Monsterówna i biegła, biegła, długo biegła, bo dla młodziezy w jej wieku przewidziano już 1500m, aż dobiegła... pierwsza z dziewczyn.

Ha - taka czempionka.

 

Znajomi podpytywali się, czy regularnie trenuje. Tak, podbiegi do tramwaju.

A na biegi na wszelki wypadek wzięła książkę (tylko nie przyznała, czy chciała czytać, gdyby trasa okazała się zbyt nudna.)

sobota, 13 czerwca 2015
Dziewięciolatek

 

Oj, ten dziewięciolatek - czasem przytulasek, czasem bez kija nie podchodź. Często ostatnimi czasy zastanawiam się, czy byłby inny, gdyby nie starszy brat (bo ze starszą siostrą aż takich starć nie odczuwamy). Ale bezsensowne to gdybanie, bo jest przecież, jak jest.

Dziewięciolatek nadal nie lubi przegrywać. Obraża się wobec tego często, bo nie sposób ciągle wygrywać. Albo rezygnuje z uczestnictwa w grze, co przy jego zaangażowaniu w drużynie piłkarskiej i w akrobatyce oznacza ciągłe scysje z trenerami.

W szkole ewentualnie lubi matmę, bo nie ma z nią problemów. Z angielskim też nie, ale nie lubi pani, a jak Monsterino nie lubi pani, to mogiła. Więc jeśli, niestety, słynna Pani Od Polskiego Monsterówny przejmie jego klasę, to nie spodziewam się wysokich ocen z polskiego. Bo przez rok nie dojrzeje, obawiam się.

Monsterino lubi jeść, dużo i dobrze, więc sport ratuje jego sylwetkę, ale trener akro i tak narzeka, więc to kolejny punkt zapalny w naszych relacjach ze światem sportowym. Rzuca akro i piłkę po każdym nieudanym treningu. Dobrze, że zawody pływackie są tylko raz w roku, bo by i basen rzucał.

Podczas urodzin, w tym roku na wszelki wypadek zorganizowanych poza domem, raz podszedł mówiąc, że to najgorsze urodziny w jego życiu (nie był w stanie wspiąć na samą górę ścianki), po chwili, gdy ostatecznie wszedł na samą górę, podszedł i podziękował za najlepsze jego urodziny w życiu.

Trzymam kciuki za Twoje szczęście, Synu!

czwartek, 11 czerwca 2015
życie to rozstania i (może kiedyś) powroty

 

Nadeszła ta chwila w końcu. Moment, którego nie oczekiwałam zupełnie tak wcześnie: etap, w którym przestaliśmy podróżować w komplecie.

To, że na wyjścia w miasto, na warsztaty, teatry i inne takie imprezy wychodziliśmy w ograniczonym składzie, to już od pewnego czasu się działo. Ale wyjazd? Jeszcze zagramaniczny?

Przekładaliśmy weekend w Berlinie od listopada, by w końcu wybrać się do wytwórni filmów Babelberg w Poczdamie.

Zapisałam termin w kalendarzu i się zaczęło.

Najpierw zaprotestowała Monsterówna - bo okazało się, że ma w weekend treningi przed zawodami. Monster EWENTUALNIE się zgodził, bo z gipsem i tak nie skacze, ale weekend przed komputerem przywitałby z większym entuzjazmem.  A na koniec Monsterino prawie nie pojechał ze względu na jego absolutnie konieczną obecność na meczach ligi red boxa.

Monstertata nakazał mi NICZEGO nie rezerwować bez konsultacji na forum rodzinnym, no bo po co.

Normalnie okaże się, że niedługo z jedynakiem będziemy tylko jeździć....

A tak poza tym, to ciągły kołowrotek. Każde coś tam ma, Monstery starsze podwyższają oceny (skutecznie), Monster zdał test kompetencji na 87 miejscu na 90 miejsc, które oferują w gimnazjum i teraz będzie jazda - bo jeśli osoby z niższą punktacją będą miały w drugi etapie lepsze świadectwo niż Monster, to biedaczek wypadnie z kolejki. I będzie musiał pójść na język francuski, bo tam tak niski poziom był zdających, że wszystkich przepuścili do drugiego etapu.

Test szóstoklasisty poszedł Monsterowi i dobrze (angielski na 39/40 punktów - dlaczego straciłeś 1 punkt, było moim pierwszy pytaniem jeszcze przed gratulacjami - jak mógł stracić punkt na takim łatwym teście!), a część zasadnicza na 37/40 punktów - wszystkie stracił w części języka polskiego, jak się można domyślić. I tak nieźle jak na jego poziom orto).

No ale do tego gimnazjum idą sami z najlepszymi wynikami, więc trudno przewidzieć, jak to będzie. Wyniki na początku lipca.

Jeszcze zdąży zatańczyć poloneza. Według jego recenzji wszyscy szóstoklasiści ruszają się podczas tańca jak paralitycy. Ale zakazał nam (rodzicom) pokazywać się na balu.

Monsterówna będzie miała jakąś niebotyczną średnią, nie wiedziałam, że takie są w gimnazjum możliwe. Ale to gigantka - już to nie raz ustalaliśmy. Dzisiaj jeszcze w ramach wolontariatu, w którym uczestniczy w świetlicy szkolnej organizują z koleżanką zawody sportowe dla dzieci.

A tak odnośnie sportu, to z WFu ledwo ledwo piątka jej wychodzi. Pannie Zawodniczce AZS AWF Poznań. No tak, ale z serwów siatkowych dostała 2! Jedyna dwója EVER w karierze. Z WFu! No i co zrobić. Nie zaserwowała wystarczającą ilość razy i klops. Co z tego, że biegała w lekkoatletycznej reprezentacji szkoły. Z siatkówki 2.

W międzyczasie zaliczyłam wykańczającą sesję w przymierzalni H&Mu, gdzie Monsterówna wybierała KOLEJNE czarne krótkie spodenki, gdyż tylko takie są obecnie obowiązujące na lato.

I takaż koszulka.

Monsterbabcia, czyli moja własna mama sugeruje, że mnie pokarało. Ale ja dopiero w liceum tak chodziłam na swoją obronę.

No nic.

Sandałów w lecie, nawet sportowych, nawet keenów, też się NIE NOSI w tym wieku. W ogóle.

Mówię, że chociaż do leśnej głuszy weźcie sandały (Monster też już jest prawie gimnazjalistą, on też nie nosi) - NIKT WAS TAM NIE BĘDZIE WIDZIEĆ.

- Tego nie wiesz na pewno - odpowiadają.

Na przykład Monsterówna wybrała się z tatą rowerem na cmentarz, a że żar lał się z nieba, a i tata bieżył w keenach, wymusiłam na córce też wietrzenie stóp. No i miałam za swoje, bo okazało się, że oczywiście spotkała tam koleżankę ze szkoły.

Monsterino z kolej podarł książkę do ortografii: bo on tak robi.

Nie sposób się z nimi wszystkimi nudzić.

poniedziałek, 25 maja 2015
wypadek

 

Muszę pouczyć trenera, iż rozpoczynanie konwersacji od: "niech się mama nie denerwuje", to nie jest najlepszy sposób zagajenia rozmowy.

Monster przewrócił się w czwartek na sali i złamał rękę.

Monstertata jest bliżej szkoły, a poza tym w Monsterowie to on jest Koordynatorem Leczenia Wszelkiego, zatem to oni razem pojechali na ostry dyżur. Monster najpierw się trzymał, ale po paru godzinach jednak ból okazał się dotkliwy - złamanie z przemieszczeniem. Jeszcze tego samego wieczora miał operację.

Na szczęście tylko jedną, na szczęście to lewa ręka (w pojutrze test kompetencji do gimnazjum), na szczęście jeszcze miesiąc do wakacji i jest szansa na zdjęcie gipsu i uciechy wodne w leśnej głuszy.

Byłam przekonana, że źle skoczył na trampolinie. A to okazało się, że z kolegą przeskakiwali z jednej trampoliny na drugą, jednocześnie przebijając sobie piątki. Tyle, że jeden skoczył, drugi nie, wybił Monstera, a ten ratując się przed upadkiem na głowę, usiłował asekurować się ręką.

Przepadnie mu olimpiada, do której szykował się cały rok, ale akurat tego nie żałuje. Bardziej rozgrywek międzyszkolnych w nogę i siatę, w których był w reprezentacji. No i jakiś tam, mimo wszystko, ograniczeń ruchu.

Chociaż zapowiedziałam mu, że jeśli myśli, że złamana ręka uwolni go od obierania warzyw na obiad, to się grubo myli.

No i obierał - gipsem przytrzymywał, żeby się nie ruszały... Wszystko można, jak się chce.

 

***

Monstery bardzo emocjonalnie (o dziwo - wszystkie, nie tylko nasz najbardziej rozpolityczniony Monsterino) podeszły do drugiej tury wyborów. Monsterino, który był w stanie na o, tak, z głupia frant, rzucone pytanie, czy wie, na kogo będą głosować rodzice jego kolegów, wymienił całkiem sporo tych, których preferencje znał.

O tym rozmawia się obecnie w trzeciej klasie podstawówki?

 

wtorek, 19 maja 2015
biedne białe dziecko

 

Monsterino tylko raz zaszlochał na święcie swym, ale za to dogłębnie. Gdyż nadpobudliwy synek chrzestnego pierwszy był dotarł do fontanny czekoladowej, po tragicznie zepsutym wydawaniem niestosownych dźwięków i ruchów, obiedzie. A to przecież Monsterino w tym dniu był Wyróżnionym Na Biało i to na jego cześć impreza się odbywała. Oraz to on miał być Tym, Który Da Znak do przejścia od konkretów do słodkiego.

No, cóż, nie pierwsze to było rozczarowanie, ani nie ostatnie. Na szkolnej giełdzie zdobyczy pierwszokomunijnych też musiał podkulić ogon, gdyż Monsterino ma bardzo ortodoksyjną rodzinę, która zgodnie uważa, że Pierwsza Komunia jest uroczystością stricte religijną i zbieractwo funduszy, ani elektroniczno-multimedialnych gadżetów przy okazji tejże nie uchodzi.

Chociaż być może jest to rodzina skąpa. Lub uboga. Albo, co najgorsze, i to i to. Na pewno w takiej biednej, patologicznie wielodzietnej rodzinie nikt nie może stać się rozpuszczonym bachorem, ubolewają niektórzy.  Zdławiłam skargi w środku, nawet Monster nie podjudzał młodszego brata w narzekaniu.

Przygotowania do Wielkiego Białego Dnia przebiegły sprawnie, Monsterino jeździł na nie całkiem chętnie. Tylko w piątek, przed pierwszą spowiedzią, denerwował się mocno, być może z powodu mojego ciągłego przypominania o konieczności wyznania licznych kłamstw, których się był dopuścił przez całe swoje prawie dziewięcioletnie życie.

Potem wyglądał na bardzo świętego.

 

W tym tygodniu klepiemy litanie w ramach białego tygodnia. Monsterino nawet nie oponuje. Nie wiem, czy nie powinno mnie to dziwić. Albo tak go już zastraszyłam, że się boi cokolwiek powiedzieć, albo zostanie księdzem. Innych wyjść nie widzę.

środa, 13 maja 2015
biegacze

 

W ubiegłą sobotę Chłopcy biegli w jednej grupie i już zanim pobiegli, to były z tego niesnaski.

Monster obronił starszeństwo i wylądował na swoim ulubionym, czyli czwartym, miejscu, Monsterino nie dał się starszym i ukończył bieg jako 15.

- Ale to zabawa jest, prawda, mamo?

A ja myślałam, że sami z siebie to lubią, a nie, że to kolejny sport do rywalizacji... a jednak się myliłam, to już nie wiem.

- To nie zapisywać cię na kolejny bieg?

- Zapisz...

I bądź tu mądry...

 

W parku linowym też nieporozumienia, bo mimo ekstremalnie wyciągniętym rękom Monsterino nie dosięgnął do liny na trasie WYSOKIEJ i musiał, w odróżnieniu od rodzeństwa, zadowolić się ŚREDNIĄ.

Łaskawie, ewentualnie postanowił, pomimo TAKIEJ ZNIEWAGI, przejść CHOCIAŻ TĘ. Okazała się całkiem fajna, no ALE.

 

Czyli Monsterino wyzwań specjalnie jakoś nie miał,

za to starsi utknęli na rowerku - coś nowego - i to, że utknęli - Monsterówna wyrośnięta w końcu bardziej, jakoś rzuciła się, by dosięgnąć platformy, Monster musiał kombinować, jak to on.

W tym tygodniu manewry kościelne, czyli próby przedkomunijne.

Łatwo nie jest. Aż nie zdawałam sobie sprawy, że po niektórych dzieciach widać, że myślenie jest dla nich czynnością obcą. A chodzi tylko o płynne przejście z punktu a do punktu b. Rozumiem frustrację nauczycieli, gdy widzą takie czoła myślą niezmącone, a muszą im wytłumaczyć nie tylko ten ruch, a jeszcze prędkość sławetnych pociągów na tej trasie.

Monsterówna odbyła miły dzień na szkolnych zawodach lekkoatletycznych, chociaż samego biegu na 100m była minuta, gdyż ponieważ

i tu należy się zadumać nad skomplikowaną machiną  oceniającą

grozi jej li jedynie piątka z WF.

A ma się te szóstkowe ambicje.

W każdym razie najpierw trzy dni deliberowała, czy warto opuścić sprawdzian z matmy, fizykę i jedyną w tygodniu biologię dla wolnego dnia na stadionie i ostatecznie wybrała prażenie w słońcu, gdyż (tu cytat z nastolatki)

"Nieskromnie powiem, że z matematyki jestem dobra"

Monster też doczekał się wreszcie matematycznego sukcesu. Chyba umysł dorósł mu  do skomplikowanych zadań z Kangurka, bo po latach niepowodzeń w końcu dochrapał się wyróżnienia.

wtorek, 05 maja 2015
wielka miejska majówka

 

1 maja, oczywiście po treningu, wyciągnęłam wszystkich do Wielkopolskiego Parku Etnograficznego w Dziekanowicach, by stali się poborowymi z czasów pierwszej wojny światowej.

Iskierka zainteresowania tematem gdzieś się tliła, bo od momentu wyrobienia karty poborowej

poprzez składanie koca, celowanie, kłucie bagnetem

 

aż do

rzutu granatem nawet nastolatki specjalnie nie marudziły.

W międzyczasie wstępowaliśmy do chłopskich chat skansenu, a potem do dworu, różnica w wyposażeniu rzucała się w oczy. Troszeczkę być może dotarło też, zwłaszcza do Monstera, że ilość dzieci w naszej rodzinie w porównaniu do standardów z tamtych czasów jest niska. I że swoje własne łóżko to też dobrodziejstwo współczesności.

Później odechciało im się chodzić. Jakby co najmniej maraton przeszli. Zapowiedź grochówki skusiła tylko wszystkożernego Monsterina.

Wieczorem znienacka napadliśmy na dawno nie widzianych znajomych i choć najpierw chłopcy byli pełni rezerwy (rodzina z przewagą dziewczyn), to okazało się, że gry planszowe łączą, lektury łączą oraz ogólnożyciowe tematy łączą - zasiedzieliśmy się do nocy, a jakbyśmy im pozwolili, to Monstery z chęcią by przenocowały.

Teraz czekamy na znienackowy rawanż.

Reszta majówki była stacjonarno-tarasowa z małymi przerywnikami rowerowymi i krokietowymi w ogrodzie (w sensie gry, nie potrawy do skonsumowania). Też dobrze. Niby wypoczęłam, ale na myśl, że kolejny długi weekend dopiero za miesiąc, już chce mi się spać.

czwartek, 23 kwietnia 2015
i po co ci to

 

Tygodnie leniwie nie chcą nas zbliżać do wakacji.

 

Monster odczulany, znowu marudzi, że zawody wobec tego on rezygnuje z kariery trampolinisty i w ogóle.

Monsterino zapadł był po tym spacerze, z którego zdjęcia dopiero teraz wstawię, na zapalenie oskrzeli, zatem Monstertata dochodził do ściany, jeśli chodzi o cierpliwość w stosunku do wybranych jednostek potomstwa.

Monsterówna męczyła, że teraz SIĘ CHODZI do Manekina na naleśniki, więc w końcu poszliśmy.

Dobrze, że zaraz po kościele, więc bardziej to był lunch niż obiad, ale tylko chwilkę poczekaliśmy na stolik. Natomiast ledwie wyszliśmy, to kolejka wiła się na chodniku. Rezerwacji nie przyjmują, a chyba trzeba tam bywać. Mimo wszystko - jedzenie okazało się smaczne, wystrój ciekawy, a ceny nawet dla wielodzietnej rodziny znośne. Więc dobry wybór. Jednakże chłopcy zaraz zastrzegli, że to oni wybierają kolejne restauracje.

Niestety, nie mają wielu doświadczeń w bywaniu, więc jak się skończy na fast foodzie, to się nie zdziwię.

Tak było więc 10 dni temu, kolejny weekend przechorowany, przyszły weekend zawodniczy i ani się obejrzymy, a tu nastąpi majówka. Jak za bardzo pyskować nie będą, to może nawet do parku linowego ich wezmę.

Ale na razie, po tygodniach różnych kontroli w firmie, mam tak dosyć wszystkiego, że trzy dni na tarasie w słońcu bez zbędnego ruchu też mnie zadowala.

wtorek, 07 kwietnia 2015
to są normalnie jaja, czyli życie z nastolatkami

 

Zaczęło się od Wielkiego Czwartku, albowiem Monstertata zdybany przez siostrę Reginę został obmyty jako jeden z dwunastu podczas uroczystości na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy.

Monsterino jeszcze nigdy tak się nie wynudził w kościele, mimo iż w ciągłej niepewności spekulowali razem z Monsterem, czy i peeling oraz pedicure będzie miał ojciec wykonany. Natomiast Monsterówna prawie pod ławkę się skryła ze wstydu, jak my możemy w takiej chwili zdjęcia robić.

Wyjątkowo rewolucyjnie wyglądały przygotowania do święconki w sobotni ranek.

Monsterino był trzeci na swoim dystansie

Monster ostro walczył, ale niestety - smutny - pierwszy za podium. (chociaż i tak by nie skonsumował prezentu, skoro były to czekoladki, a on okazał się  być nietolerującym laktozy)

 

Natomiast Monstertata, który pierwszy raz dał się namówić na udział w takiej imprezie, był bardzo zadowolony. Przynajmniej z miejsca w swojej kategorii wiekowej.

Ja to bym się cieszyła, gdybym w ogóle bieg ukończyła, ale najwcześniej pobiegniemy z Monsteruniem w wózku, w biegu rodzinnym. Jakoś w październiku. A na razie kibicowaliśmy naszym zawodnikom. Z kolei Monsterówna, choć miała też biec, to wylegiwała się w domu wraz z książką oraz stanem podgorączkowym.

Poświęcić pokarmy udało nam się po drodze z biegów (Monsterino był szalenie zaskoczony, że tym razem nie siedzimy dwóch godzin w kościele), a potem Monstery pragnęły tylko, by ich nie odciągać od urządzeń elektronicznych.

Mianowicie na spacerach świątecznych, na które Monstery zostały wzięte PRZYMUSEM (a podczas wzuwania butów jeszcze wyciągałam telefon z kieszeni takiemu jednemu, uzależnionemu) snuły się jak smród po gaciach pytając, kiedy wreszcie wrócimy.

Natknęliśmy się na strumyk.

- Mogę przejść tamtędy? - pyta Monster wskazując POD mosteczek zbudowany na betowej rurze o średnicy metra z niewielkim prześwitem. Gdyż już w misie-patysie zagrali i trzeba by coś bardziej ekscytującego przedsięwziąć.

 

- Nie - mówię, chociaż w ogóle nie powinnam wdawać się w dyskusję: co to za pomysł w ogóle, pełno wody, a on nie jest w kaloszach...

- Dlaczego? - indaguje Monster, jakby nie mógł zauważyć wzrostu mojej irytacji

- Gdyż twoja kurtka musi starczyć jeszcze Monsterinowi oraz Monsteruniowi - tłumaczę, prawda czy nieprawda - głupie pytanie, to głupia odpowiedź

- A mogę zdjąć kurtkę i przejść? - Monster ciągnie dalej, a ja dalej bezsensownie zaczynam wymyślać argumenty o wielkiej odpowiedzialności jego w stosunku do kolejnych braci jako pierwszego nosiciela każdej części garderoby

- Dobrze, że ja wyjdę już z domu, gdy biedny Frycek będzie nosić te MOCNO UŻYWANE RZECZY i nie będę musiała się wstydzić - wtrąca się Monsterówna

- Ja też - przytakuje Monster

Zapomniałam im wytknąć, że niech się cieszą, że szczoteczki do zębów dostają nieużywane!

Ogólnie Monstery, szczególnie starsze, maja jakiś napad egocentryzmu, narcyzmu  oraz zazdrości.

Nie powinnam się dziwić, wszak to typowa charakterystyka nastolatka, ale jednak zmiana jest uderzająca.

- Co ja dostałem na swoje trzecie urodziny? - oskarżycielskim tonem pyta Monster

Zgodnie przyznajemy, że nie pamiętamy.

- Na pewno jakąś książkę - stwierdza rozczarowany, bo kontekstem rozmowy jest donos zza Wielkiej Wody, iż trzyletni kuzyn otrzymał na urodziny perkusję - przy TYLU braciach nie mam szans na zostanie rozpuszczonym bachorem.

Wykorzystując resztki cierpliwości nie wygłaszam, że czasem wydaje się, że już jest.

wtorek, 31 marca 2015
posikać się ze śmiechu

W piątek byłam z Monsterem na dniach otwartych w bardzo szacownym i snobistycznym gimnazjum, które przedmurzem jeszcze bardziej elitarnego liceum jest, co to wypuściło szereg znanych i lubianych absolwentów, a także było pierwowzorem dla szkoły opisanej w "Jeżycjadzie".

Oj, powiało prestiżem. Spotkałam dawno niewidzianych znajomych, ani chybi każdy, kto skończył, czy nie skończył tej szkoły, a chciałby (za wysokie progi, itd), teraz pcha tam swoje dziecko. Przeszliśmy się po klasach, wstąpiliśmy do biblioteki, a tam na charakterystyczny zapach kurzu i katalogów z fiszkami, wyrwało mi się, że to jak za moich czasów.

No i pani bibliotekarka moją deklarację ochoczo potwierdziła, mówiąc, że pamięta mnie!

Sęk w tym, że kończyłam liceum w innym mieście, a "Marcinka" odwiedzałam pierwszy raz ever! (Monsterówna nie była zainteresowana nauką po francusku).

Autentycznie posikałam się ze śmiechu, gdy już na korytarzu tłumaczyłam to zdziwionemu Monsterowi.

Potem było jeszcze lepiej. Oprócz osób znajomych, zobaczyłam kobietę, którą znałam skądś, tylko nie pamiętałam, skąd. Zwiedzając przeszłam koło niej raz, potem drugi i w końcu nie wytrzymałam. Zaczepiłam ją pytając, gdzie się spotkałyśmy.

I wtedy mnie oświeciło! Z jej córką i Monsterem chodziłyśmy na zajęcia oswajania z wodą, czyli takie pływanie dla niemowląt! 12 lat temu:) [Nawet znalazłam zdjęcia w albumie]
A najlepsze, że Monster teraz chodzi z tą dziewczyną do jednej grupy na kursie przygotowującym do egzaminu kompetencji. Świat jest taki mały!

Obejrzeliśmy występy młodzieży, wysłuchaliśmy tradycyjnego wychwalania atmosfery i nauczycieli, a Monster zdecydował, że "Marcinek" jego wyborem nr 2 będzie.

Wybór nr 1 to szkoła Monsterówny, a nr 3 jeszcze nie obsadzony. Oby nie był potrzebny.

Natomiast jutro - test szóstoklasisty i Monster boi się języka polskiego.

Uprasza się zatem o trzymanie kciuków, bo na jego problemy ortograficzne żadna modlitwa, tylko dużo szczęścia może pomóc.

czwartek, 26 marca 2015
zdalne wychowanie

 

Znowu zamykam miesiąc, więc siedzę dłużej. Teraz w ogóle siedzę dłużej, jest co robić, będziemy zatrudniać pomoc dla mnie, zatem obecnie siedzę dodatkowo na cv-kami. Ale to tylko taka dygresja.

Najpierw dzwoni Monster, że dostał z charakterystyki jednak 3 na szynach, bo jeden ortograf został przeoczony. I trochę interpunkcji. Poza tym dwie czwórki. No super, lepiej nie będzie. Ostatnio Pani Z Polskiego opieprzyła Monstera, że wagaruje, bo jak tydzień przed sprawdzianem można opuszczać polski. A Monster był na badaniach w tym czasie. Gdyż ponieważ Monster przechodzi gruntowne badania z powodu swoich częstych bóli brzucha i już prawie ostatecznie wiemy, że ma bakterię, którą będzie można wytłuc. I jest nadzieja, że antybiotyk skutecznie zakończy tę batalię.

Wracając do polskiego: w monsterszkole są dwie nauczycielki języka ojczystego, obie są wariatkami i obie, co najlepsze, się nienawidzą. Podobno jest też trzecia, ale to według mnie niesprawdzona plotka albo urban legend, bo nikt jeszcze na nią nie trafił.

Monster zalicza kolejne dawki szczepionki, opuszcza polski i odlicza dni do końca roku. Teraz się okazało, że nie może jechać na zieloną szkołę,  gdyż ma w tym czasie test kompetencji językowych do gimnazjum. Czy można zmienić termin jednego czy drugiego jest pytaniem retorycznym. A co z tymi, którzy będą chorzy i nie napiszą testu w tym dniu - pyta wychowawca, bo trójka uczniów z 15-osobowej klasy jest w takiej sytuacji.

Ano zawsze mogą nie pójść do gimnazjum językowego. Ich wybór.

Monsterino wykuł formułkę spowiedzi, co już ostatnia na liście modlitw do zaliczenia była i zastanawia się, co on jeszcze na religii do końca roku będzie robić, skoro Pierwsza Komunia w maju.

Na zebranie poszedł Monstertata i pani nawet pochwaliła Monsterina (tu się zdziwiłam), aczkolwiek Monstertata stwierdził, że w porównaniu z demonicznymi nauczycielkami polskiego, pani Monsterina jest zbyt łagodna i Monsterino niezły szok przeżyje w czwartej klasie.

Oj, łatwo nie będzie. Ortograficznie Monsterino może nie stoi niżej od Monstera, ale wyżej też nie za bardzo. Nie przeszkadza mu też kompletna nieczytelność jego pisma. Aż sama się sobie dziwię, że nie nakazuję mu regularnego przepisywania zeszytu. Może od trzeciego dziecka w górę człowiek już obojętnieje na szkołę, bo by zwariował na dłuższą metę.

Ale nie jest najgorzej, Monsterino nawet co któreś zadanie domowe odprawia bez jęków, choć deklaruje nienawiść do angielskiego nie wiedzieć, czemu, bo gdy przemaglujemy pisownię, to mu dobrze idą sprawdziany. Może o to maglowanie chodzi.

No, a Monsterówna nadal ambitnie zbiera oceny do czerwonego paska. To jest gigantka! Ponadto w tym półroczu jakoś załapała szachy i nawet w wolnej chwili sama wybiera tę grę (z komputerem), a przecież ona nigdy nie ma wolnej chwili (zawsze można przeczytać kolejną książkę do drugiej nad ranem, a potem chodzić niczym zombie).

Muszę też  nadmienić, iż nadszedł był czas zmiany osobowości naszej Wiecznie Poukładanej Córki, co objawiło się nagłym rozmiłowaniem chaosu -  podłoga w jej pokoju przez dwa tygodnie po feriach zasnuta była rzeczami z nierozpakowanej walizki.

Chodziliśmy zwiedzać i podziwiać ten cudny obraz.

Monsterówna dzwoni do mnie z pytaniem, czy może zjeść czekoladę.

Jest to pytanie z serii podchwytliwych, gdyż może już nie być żadnej czekolady w domu - monsterchłopcy, młodsi i starsi, nie dzwonią do mnie z takim pytaniem.

Czuję się zobligowana do przypomnienia nastolatce, że od nadmiaru czekolady wychodzą pryszcze i że tato zrobił obiad. A ona na to, że zje i obiad.

Właśnie Monstertata zauważył, że ostatnio Monstery mają niezły spust. Monstertata odczuł zmianę, bo to on obsługuje posiłkowo Monstery w ostatnim czasie, jako, że ja wiecznie zamykam jakiś miesiąc, rok albo raportowanie.  I tak zakończyliśmy na dygresji, którą rozpoczęłam.

Monsterunio fika pod biurkiem i nie przeszkadza matce w pracy.

Do czasu.

poniedziałek, 16 marca 2015
jak sobie wychowasz, tak masz

 

Wśród moich licznych wad czytanie przy jedzeniu jest pewnie jedną z lżejszych. Co ja poradzę, że lubię.

Kwadransu snu się pozbawiam, by w spokoju poczytać rano. Przy kawie lub na kibelku.

Zatem nie mogę się denerwować, że znowu Monsterówna ledwo na oczy patrzy, bo do drugiej rano kończyła książkę, a potem lekcje zostawiła sobie na późny wieczór, bo miała kolejną interesującą.

Albo daję wybrać Monsterinowi książkę, ten stwierdza, że Rysio Raper i Straszna Kiełbasa brzmi dobrze, a potem siada i wieczorem pierwsze 100 stron, a rano resztę połyka i ZNOWU NIE MA NIC FAJNEGO DO CZYTANIA (żadne z domowych się nie nadaje, wie, bo przejrzał osiem kolejnych propozycji, a w Empiku - jak to możliwe - nie mieli kolejnego tomu Rysia).

Monster też jak przysiądzie do jakiejś serii, bo potem tylko ta i żadna inna. Percy Jackson i wszelcy herosi i bogowie się skończyli i matko, dlaczego takie NUDNE książki mi podsuwasz.

Potem wyglądamy na patologiczną rodzinę nie tylko ze względu na wielodzietność, ale też prawdziwie ożywioną konwersację przy stole. Każdy ze swoim tomikiem.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58
Archiwum
do Monsterowa tędy