piątek, 06 maja 2016
masakra piłą mechaniczną

 

Lament nad leśną głuszą! Normalnie serce mi stanęło, gdy skutki działalności ekipy drwali zobaczyłam. Głusza nasza stopniowo przestaje być leśna!

Oby to tylko wycinki planowe były i nasiania nowe powstały, a nie dobra zmiana.

żeby unaocznić.

teraz jest tak

A 13 lat temu na tę samą drabinkę Monsterówna wchodziła w takim otoczeniu

Może za bardzo marudzę, bo parę ścieżek leśnych, genialnych do biegania, jazdy na rowerze i ogólnego dzikowania zostało (idealnych do jazdy na crossach według niektórych), co też robiliśmy i było tak pięknie, że się wyjeżdżać bardzo nie chciało.

Po drodze tradycyjnie przeszukaliśmy Wrocław pod kątem nowych krasnoludków.

Monster przyssał się do jednego szczególnie (o dziwo, nie zrzucił tego na motorze)

Chociaż mimo wszystko troszkę większy od krasnoludka jest:)

środa, 20 kwietnia 2016
DziaDki górą

 

Testy gimnazjalne oznaczają w tym roku dla starszych Monsterów ogromnie oczekiwaną przerwę. Monstera nosiło, więc poddał pod rozwagę pomysł, by nalot na monsterdziadka w leśnej głuszy zrobić (słomianego wdowca, gdyż monsterbabcia bawi za oceanem najmniejszą monsterkuzyneczkę).

Trener wprawdzie na dłużej Monsterówny nie chciał puścić, bo zawody w przyszłym tygodniu, ale na dwa dni Monstery się spakowały i poprosiły o kupno biletów na pociąg.

Monstery miały okazję korzystać z PKP w swoim życiu, ale widać takie ćwiczenie co jakiś trzeba przeprowadzać, bo jak Monstertata zaprowadził naszych gimnazjalistów na dworzec, to chwilę trwało, gdy zorientowali się, jak rozpoznać, którym pociągiem i z którego peronu wyruszyć. Gdy się nie wysiada na stacji końcowej, a stacje pośrednie akurat niewywołane na tablicy, to mapę Polski trzeba przed oczy przywołać.

W każdym razie Monstery pojechały, dziadek je porozpieszczał, kuzynka także rozerwała i z wielkim żalem wróciły.

Natomiast jeszcze dzień wcześniej świętowaliśmy rocznicę chrztu Polski na stadionie, ale Monsterunia zdecydowaliśmy nie targać. Na szczęście Monsterdziadek poznański podjął się zadania  i trzy godziny wnuka zabawiał (założenie, że będzie spać, bo to wieczorem się odbywało, okazało się błędne, więc tym bardziej szacun dla dziadka!)

 

wtorek, 12 kwietnia 2016
niedoceniony

 

Wybrałam się wczoraj do podstawówki na zebranie do Monsterina wraz z Monsteruniem przywiązanym do brzucha.

Dawno mnie tam nie było, więc od razu zauważyłam nową tabliczkę z napisem: "zwierząt i rowerów nie wprowadzamy do szkoły". Moje chroniczne zmęczenie osiąga chyba fazę kulminacyjną, gdyż zatrzymałam się przed takim dictum intensywnie myśląc, czy aby nie podpadam pod którąś z powyższych kategorii.

Ostatecznie weszłam i nawet udało mi się spotkać z monsterinową wychowawczynią zanim oficjalne zebranie się zaczęło.

I tu mnie miła niespodzianka spotkała, gdyż ponieważ Pani szalenie dobrze o zachowaniu (kulturalnym!) i wiedzy Monsterina (słownictwo!) się wyraziła! Upewniłam się, czy mówimy o tym samym dziecku. Na to nadeszła Pani Od Muzyki i także pochwaliła Monsterina, że zdolny, ładnie śpiewa i w ogóle.

A i nawet na wzorowe zachowanie by zasłużył, gdyby w bójki korytarzowo-boiskowe się nie wdawał, ale obie zgodziłyśmy się, że nie należy wymagać zbyt wiele.

Z ortografią kuleje, jak i większość klasy, toteż Pani zainaugurowała zajęcia dodatkowe. Chwała jej za to.

Wyszło na to, że bez Monstera podszczypującego i dołującego w każdej sytuacji, Monsterino z lepszej strony się pokazuje. Jak dla mnie - rewelacja!

Pochwaliłam biedne dziecko zaraz jak wróciłam do domu - Monsterino aż podskoczył z radości.

Dobrze się tydzień zaczął.

Na Pyrkonie obczailiśmy nowe planszówki, ale niedosyt po paru godzinach grania i łażenia pozostał. W przyszłym roku Monster zamierza nocować na targach (jest taka opcja, ale nie wiem, czy czasem nie dotyczy tylko pełnoletnich graczy).

Monsterówna przebrała się za piratkę. Dosyć sexy ta piratka była, zdjęć z przejęcia nie zrobiłam zastawiając się, czy powinniśmy w takim stroju córkę z domu wypuścić. Dobrze, że za jasności wracała.

Swoją drogą, gdy z wybrała się z koleżanką do kina w sobotę i wracała o 22, to dziwiła się, że nie martwimy się, że jej jeszcze nie ma.

- Ale przecież wiem, gdzie jesteś - bronię się

- A rodzice Klaudii dzwonili do niej co godzinę i mówili, ze o 22 to oni dopiero na studiach wracali!

No i teraz nie wiem - powinnam była zabronić, żeby czuła się otoczona opieką?

Już nie mówiąc o tym, że WSZYSCY rodzice odwożą swoje dzieci do szkoły, a już po zmroku to na pewno, a my każemy komunikacją miejską się poruszać. Patologia, pani, patologia.

czwartek, 07 kwietnia 2016
samcze rozgrywki

 

Ciągle jeszcze nie zrobiłam transparentów z najczęściej wydawanymi komendami:

"brudy do kosza", "talerze do zmywarki", "komiksy na półkę", "zbierzcie strzałki"...

Co tydzień robię rachunek sumienia, że bezsensownie strzępię język po raz kolejny pytając: "umyłeś zęby?" czy "posprzątałeś kotu?"

Co tydzień obiecuję sobie chociaż jeden tydzień bez przypominania i jak dotąd poległam, ba - nawet jednego DNIA nie wytrzymałam!

Codziennie mamy też teatr w wykonaniu starszych Monsterchłopców. Czasami kończy się przerwaniem ciągłości powłok skóry, czasami tylko na wyzwiskach i "mamo, powiedz mu", na co ostatnio roześmiałam im się w twarz z bezradności. Chyba zaczęli kręcić sobie kółeczka na czole za moimi plecami.

Monster, budzisuka - jak to nazywa nasz znajomy, podjudzacz doskonały - potrafi Monsterinowi dogadać tak, że temu dym uszami wychodzi i zdzierżyć nie daje rady rzucając się z pięściami. A wtedy Monster - król spokoju i dyplomacji wygłasza: widzisz, mamo, jaki ja opanowany jestem, a on taki i owaki.

A najlepsze jest to, że bywają momenty piękne. Takie, gdy nawet nie orientują się, jak świetnie im idzie dogadywanie się razem. I że bez siebie byłoby im nudno. Choć może nie, bo ostatnio co weekend i jeden i drugi ma swoje towarzystwo, które albo przybywa do nas, albo oni wybywają do. Ciężko nadążyć, gdzie które dziecko aktualnie się znajduje - bardzo przydałby się taki zegar, jak Weasley'owie z Harrego Pottera mieli w kuchni.

Niby są telefony, ale trzeba je jeszcze nosić ze sobą i w dodatku naładować od czasu do czasu!

(już prędzej Monsterino o nerfie pamięta, by go naładowanym mieć pod ręką)

Fajnie, że już i nawet Monsterino samodzielny jest, bierze rower i do kumpla jedzie, ale z drugiej strony, a parku przepadł na parę godzin (biegali z karabinami w krzaczorach) i potem się okazało, że u znajomego jego znajomego w domu był i ten mu wino (WINO?) jako napój zaproponował.

Podobno Monsterino skosztował, kwaśne toto było, więc odmówił i nadal spragniony ostatecznie do domu wrócił, ale Monster miał używanie, jak to Monsterino pijakiem zostanie, Monsterówna spać nie mogła wieszcząc rychły upadek brata środkowego, a tak do końca nie wiemy, czego w ogóle spróbował ten nasz Nerfowiec, bo podobno w nieoznaczonej butelce to było.

Zakazaliśmy mu chodzić do domów ludzi, których nie zna i nosić swoje własne napitki.

Normalnie nie przewidzisz wszystkiego.

sobota, 02 kwietnia 2016
no przecież już wiosna nadeszła

 

W święta testowaliśmy kolejną przyczepkę biegową

Troszeczkę wrobiłam Monstertatę zapisując go na ten przełaj i wciskając mu Monsterunia w wózku na dokładkę, i dobrze zrobiłam, bo bym sobie z takimi podbiegami i korzeniami nie poradziła. A Monstertata nawet dobry czas wykręcił.

Ze starszych tylko nasza faworytka biegła i bardzo niezadowolona, bo ledwie 3 miejsce zajęła.

A w domu Monsterino postanowił sam zrobić ciasto, bo skoro Monsterbabcia za ocean wybyła, to ktoś musi godnie ją zastąpić.

A Monster już czeka na lato

niedziela, 27 marca 2016
maskotka

Cała prawda o tym, kto się bawi zabawkami Monsterunia

 

Wszystkie trzy starsze Monstery bardzo chętnie zajmują się najmłodszym.

Wychowują go i BARDZO dbają, żeby nie był:

1. ROZPUSZCZONYM BACHOREM

2. płaczkiem

3.jęczącą marudą

Monsterunio czasem lepiej znosi szorstką miłość siostrzano-braterską, czasem gorzej. Wtedy wyzywają go jak wyżej. (na szczęście za plecami, a nie prosto w twarz - może zakaz przyklejania etykietek działa. Muszę jeszcze im napomknąć o samosprawdzającej się przepowiedni)

Monsterunio rozwija się swoim własnym tempem, czyli niespiesznie. Troszeczkę to niepokoi starszych, ale ponieważ jest słodki, to uchodzi mi to na sucho.

poniedziałek, 14 marca 2016
trudności obiektywne

 

W zeszłym tygodniu starsze wykoleiły się kolejno i zaległy w swoich pieczarach. Wyspały się, wymęczyły oczy urządzeniami elektronicznymi oraz wynudziły. W niedzielę dołączył do nich Monsterino.

Monsterówna miast lekturę czytać, ze trzy powieści pochłonęła, a potem molestowała Monstertatę o zaistalowanie audiobooka Quo Vadis w telefonie, bo zaraz ma sprawdzian z tejże. Monster, skoro już ustaliliśmy, że jest najgorzej traktowany i najmniej kochany, mimo wszystko nadal systematycznie nagabuje nas w jednym temacie, mianowicie motoru crossowego. Mam serdecznie dosyć motywu, więc sugeruję mu poszukanie szkoły z internatem, bo jak zaczynają z Monsterinem wokół granicy ustanowionej we wspólnym pokoju naparzać się mieczami z czegobądź, mam ochotę wyjść z domu i nie wrócić.

Dzisiaj zawoziłam Monsterównę skoro świt, więc już o północy postanowiliśmy z Monstertatą tradycyjny krótki kwadransik z serialem sobie przed snem zapodać.

Ledwie się ukokosiliśmy przed ekranikiem, Monsterunio zaczął brękolić. Normalne to, więc ustawiłam blokadę z poduszek (już, skubany, zerka na ruszające się obrazki) i karmię zezując.

Może pięć minut udało się zobaczyć, weszła Monsterówna. Właściwie nie wiem, o co jej chodziło - chyba, co tam spakować na wycieczkę do Stolycy. Zbyliśmy ja chyba zbyt obcesowo, bo się obraziła. Zagroziła zresztą, że nam Monsterunia zabierze, chociaż serial nie był drastyczny czy nadmiernie seksem epatujący.

Po następnych paru minutach u drzwi naszych stanął Monster. Że zasnąć nie może, bynajmniej nie z powodu odgłosów dobiegających z naszej sypialni. Wyspał się za bardzo w ciągu tygodnia, co się dziwić.

Nakazałam lekturę w celu znużenia.

Zanim dokończyliśmy trzecie 5 minut filmu zastanawialiśmy się, czy zejdzie do nas jeszcze Monsterino.

Monsterunio zbudził się na poranny posiłek jeszcze przed budzikiem, o czwartej.

O 4:15 zaświergoliła komórka.

Na piątą czterdzieści zawoziłam Monsterównę na zbiórkę. Ptaki śpiewały i jasno było, ale szyby musiałam skrobać. Nie ma jak zacząć pracę o szóstej, ledwie zaspany cieć bramę otworzył.

Monstertata też ma teraz środek dnia oraz dodatkowe urozmaicenie poniedziałku - wizyta z synami u pediatry. Po analizie szafki z lekami okazało się, że żaden z sześciu czy siedmiu syropów już się nie nadaje do użycia. W tej sytuacji można się pocieszać, iż świadczy to o sporadycznych epizodach chorobowych w Monsterowie.

środa, 02 marca 2016
Trzynastolatek

 

 

Oj, nastolatek pełną gębą. Gimnazjalista. Wreszcie w dobrym miejscu i czasie - wszystko mu wychodzi, ogarnia, daje radę. I szkołę i treningi. Skacze jak nakręcony - za 10 dni pierwsze zawody po Wielkiej Przemianie - i na razie myśli o tym pozytywnie. W natłoku codziennych problemów na różnych frontach miło myśleć, że choć jedno dziecko przez chwilę (oby dłużej) jest szczęśliwe. Chociaż bywa, że psioczy na szkołę i walczy z bratem. Oj, tak. I o okupowanie komputera też.

Waleczny, jak zawsze, więc dyskusje z nim rozgrzewają nas oboje do czerwoności. I czasem padają słowa, których oboje żałujemy i musimy się przepraszać.

Do przodu, synu, oby tak dalej, będzie dobrze!

 

Trzynastolatek z nieodłącznym atrybutem

niedziela, 31 stycznia 2016
Piętnastolatka

 

Monsterówna patrzy już z góry na jedną Monsterbabcię, dogania drugą oraz mnie. Wyprowadziła gorę niepasujących oraz zbyt dziecinnych ciuchów ze swoich komód, co dało ze trzy wielkie wory! Szafy są gotowe na przyjęcie nowości.

Piętnastolatka jest mądrą, dobrą i piękną młodą kobietą. Nie wyobrażam sobie lepszej córki.

Opiekuje się Monsteruniem, czuje się odpowiedzialna za resztę braci. Podczas mojej nieobecnoście strofuje ich, aż miło. Pani kierowniczka. Szefowa.

Trener mówi, że trudny rok przed nią, bo zmienia jej się środek ciężkości, wobec czego musi się uczyć skakania poszczególnych elementów jakby od nowa. Ale daje radę!

Ma zamiar już wkrótce podarować swój warkocz fundacji Rak'n'Roll na peruki dla kobiet podczas chemioterapii. Czyż nie jest to wspaniały gest?

Ostatnie chwile warkocza

 

Dobrego życia, córeczko!

 

środa, 20 stycznia 2016
pracowite mrówki

 

Monstery śpiewająco zakończyły pierwsze półrocze - Monster pierwszy raz w życiu otrzymał wzorowe zachowanie - nachapał pochwał, wiecznie w wolontariacie się udziela, no i kwestował na WOŚP, więc jakżeby inaczej. Pierwszy raz w życiu ma też piątkę z polskiego! Parę czwórek też jest, ale chłopak pędzi do przodu jak burza.

Monsterówna tradycyjnie - wysoki standard.

Monsterino - o dziwo, nawet na pasek by się załapał, gdyby to był koniec roku. Nie wiem, czy słyszał komentarz Monstertaty odnośnie jego piątki z niemieckiego... (nie chcę wiedzieć, jaki poziom niemieckiego prezentują ci, którzy mają czwórkę...). Ale z nim to lekko nie jest. Średnio chce mu się uczyć, a tak szybko jak starszy brat to on nie przyswaja. No, nic. Może też się wyrobi.

Teraz cała trójka skacze w Wałczu, Monstertata z ząbkującym Monsteruniem stara się przetrwać każdy kolejny dzień, a ja walczę z nowym systemem, zamknięciem roku i tysiącem bzdur pracowych, które muszę zmieścić w 7h dniu pracy, a nie za bardzo mi to wychodzi.

 

A tu przed ich wyjazdem Monsterówna zaciągnęła nas do swojego ulubionego Manekina, to po drodze chociaż krótki spacerek zaliczyliśmy.

 

W Manekinie posadzili nas od razu blisko miejsca dla dzieci. I krzesełko wysokie od razu chcieli dostawiać. Miłe. I przewijak w łazience jest. Kolejne, po IKEI, miejsce bardzo dla dzieci przyjazne.

 

 I jeszcze tutaj, zamiast na Monsteruniowym blogu,

śmiech



niedziela, 03 stycznia 2016
Borůvkové knedlíky

 

Jeszcze nigdy nie przeszliśmy tylu kilometrów po górach. Nigdy, nie że w zimie. Nawet jeśli Endomondo i tak przekłamuje te 80 km, bo przecież w poprzek poziomic jest jeszcze trudniej niż po płaskim. No i z Monsteruniem na brzuchu (tym razem głównie Monstertata). Z bezśniegowego wyjazdu na narty wycisnęliśmy maksa nogami. Nawet starsze Monstery maszerowały, choć trochę też podjeżdżały wyciągiem. A na górze w schroniskach czekały ich czeskie rarytasy

 

knedliki z dużą ilością cukru pudru i bitej śmietany i małym kleksem twarogu (w kolejnych dniach z powodu napływu turystów cały dekor został zastąpiony sosem na słodko),

albo evergreen naszych wyjazdów do Czech - Smažený sýr



Nie możemy narzekać: pogodę mieliśmy wymarzoną na wędrówki. Monstery starsze tylko trochę marudziły, ale chyba są w takim wieku.Tu kontemplują bezśnieżne stoki

 

Dla chłopców wyjazd był próbą oderwania ich od ekraników, chociaż przecież zmrok nadal szybko zapada, więc i na ekraniki był czas.

Pocieszam się jednak, że chociaż trochę świeżego powietrza wchłonęli.

No i nasza najdzielniejsza dwójka:

Jedną wycieczkę zaplanowaliśmy dłuższą, asfaltową drogą, wydawała się idealna pod wózek.

To się Monstertata spocił...

Nosidło w górach wygrywa zdecydowanie. No i w nosidle Monsterino potrafił przespać całą wyprawę z przerwą na obiad w schronisku.

Dopiero w nowy rok przyprószyło, ale tak na zjazdy na jabłuszkach. Jakoś to sobie wytłumaczyliśmy. Może uda się na nartach pozjeżdżać w któryś weekend.

niedziela, 06 grudnia 2015
mikołajki

 

Razem z Monsteruniem świętowaliśmy już w sobotę - biegiem na 4 km.

Taki mikołajkowy już od samego rana był

Monsterino też biegł, na te swoje 600 metrów i nareszcie wrócił z pucharem.

A dzisiaj Monstery znalazły przy łóżkach przede wszystkim rózgi. Ale i też

 info, gdzie szukać prezentów, bo Mikołaj jednak się zlitował.

Słabą silną wolę ma ten święty...

wtorek, 01 grudnia 2015
gimbaza w adwencie

 

Jako, że od dnia wyborów szczęka opada coraz niżej, to całkiem możliwe, że na łapu-capu rzeczywiście pis może zlikwidować gimnazja. A to byłoby bardzo źle w mojej skromnej, na starszych Monsterach wyrobionej, opinii.

Monsterówna odnalazłaby się zawsze i wszędzie, ale po Monsterze widzę, jakie to szczęście, że zmienił środowisko i równa w górę.

I choć w podstawówce też się dzieje i znaczną część kadry wymieniono (a raczej się wymieniła) na młodszą, bardziej kreatywną i mniej przez dzieci zmęczoną, to w gimnazjum traktują ich doroślej, po partnersku,co się bardzo młodzieży podoba.

 

Działają Monstery zatem, ile się da, łącząc to calutki czas z treningami. Monster wreszcie odczarował zawody i przywiózł srebro w indywidualnych i złoto w synchronach. Szacun, po tym, co przeszedł z wiecznym rąbaniem układów.

W wolontariacie Monster bywał już w Domu Spokojnej Starości, piecze też regularnie ciasta na różne kiermasze, Monsterówna spędza czas z dziećmi w świetlicy podstawówkowej. Ciasta też przynosi, i owszem. Dobrze, że wprowadzili mąkę w rozmiarze XXL 2,5 kg - akurat u nas taka przeważnie tygodniowo schodzi.

Tylko z Monsterinem orka na ugorze - po kolejnym moim wybuchu z okazji przypomnienia sobie o zadaniu domowym z angielskiego o 20 w niedzielę (w poniedziałek ma na 7), Monstertata wprowadził Systematyczny Domowy Kurs Angielskiego Dla Teodora (SDKADT w skrócie, ale nikt skrótu nie używa. Rozszerzenia też nie. )

Zaczynamy znowu od początku, czyli od dnia świra.

A jeszcze mu się z niemieckim myli, więc gdyby nie było to takie tragiczne, to by było śmieszne.

Adwent będziemy zatem przeżywać w oczekiwaniu na ferie, co by wreszcie nie słyszeć wyliczanek starszych z czego mają akurat sprawdziany i żeby choć przez tydzień nie musieć przepytywać Monsterina z odmiany.  Choć może się okazać, że przez święta zapomni i ponownie polegniemy. Na szczęście Monstertata opracował pisemne pomoce naukowe.

***

Sposobem odstresowania każdego z Monsterów jest  przytulanie Monsterunia, który, biedaczek, przez ostatnie dni obszernie się ślinił.

Dziś dwa bialutkie szczyciki przebiły dolne dziąsła. Nareszcie.

Tu krótka, niedzielna drzemka z ciuchami do prasowania...

Monsterowi lepiej idzie polski teraz niż w podstawówce. Dużą rolę w tym cudzie pełni rolę pani nauczycielka, dzięki rekomendacji której już drugi raz idzie do teatru na normalną, dorosłą sztukę i co więcej: podobało mu się.

 

Monsterino najbardziej punktuje, że Monsterunio zabiera czas, ale i on ulega jego czarowi.

wtorek, 10 listopada 2015
numEr

 

Prorokowałam już rok temu, że trupę cyrkową założymy. No i takową mamy.

Numer jeden na razie, ale intensywnie ćwiczony, to dialog z Monsteruniem.

Werbel, narasta napięcie, na sali cisza jak makiem zasiał.

I wtedy pytamy  Monsterunia, jak oznaczamy wschód na róży wiatrów.

A na to Monsterunio odpowiada bezbłędnie:

- E!

Oklaski. Kurtyna.

albo odwrotnie, jeszcze ostatecznie nie zdecydowali.

 

wtorek, 03 listopada 2015
e, czyli braciszkowie kochani

 

W niedzielne popołudnie piłujemy z Monsterinem odmianę czasowników niemieckich.

Monsterunio siedzi z nami oblizując rączkę.

W pierwszej osobie liczby pojedynczej czasownik otrzymuje końcówkę "e". Kolejny czasownik, tożsama odmiana, ale Monsterinowi jakoś nie wchodzi, znowu się potknął.

- E! - nagle wydaje głos Monsterunio

- He, he - chichocze z offu Monster-  już nawet Frycek się nauczył....

środa, 21 października 2015
w biegu

 

dosłownie - pobiegliśmy w Szamotułach całą rodziną - ale to było ledwie 800 metrów, nawet nie zdążyliśmy się rozgrzać. Monsterunio też dostał medal, teraz wszystkie mu dźwięczą na stojaku jako zabawka.

 

 

Ale pędzimy wiecznie - Monstery starsze klasówka za klasówką, Monsterino się wdraża (powoli i z mozołem, czwarta klasa to nie przelewki), Monsterunio zalicza kolejne szczepienia i kamienie milowe rozwoju (też powoli i z mozołem, pani doktor uważa, że leniwy jest, może głowa taka ciężka, jest nadzieja, że w intelekt poszło)

 

poniedziałek, 05 października 2015
złota polska jesień

 

Taki piątkowy poranek  Monstery lubią najbardziej

 

chociaż rodzice spali w tym dniu po parę godzin ledwie

a dzieci musiały odpisać lekcje

I tak było warto

poniedziałek, 28 września 2015
jak to się stało, że piątki mam wolne

 

tylko dlatego, że spóźniłam się z zapisaniem Monsterunia na basen i wylądowaliśmy na liście rezerwowej, po miesięcznym ćwiczeniu planu zajęć okazało się, że piątek mam wolny. W sensie braku zajęć dodatkowym, a nie, że mam wychodne, co to, to nie.

 

Wychodne mam co jakiś czas, gdy biznesspotkanie na tyle super hiper ważne bywa, iż wyjący Monsterunio byłby utrudnieniem w zrozumieniu treści. Albo jak ostatnio - pojechałam z Monsterówną na charytatywny Bieg dla Grażyny, który wygrała na swoim dystansie, zresztą, a Monsterunia ciężko byłoby przytroczyć do siodełka, skoro wybrałyśmy się rowerami, a wypasionej przyczepki dla Monsterunia jeszcze się nie dorobiłam.

W każdym razie, gdy miewam wychodne, to Monsterunio miewa się dobrze. Nie chce jeść non-stop, tak jak ze mną, więc nie tyje.

- Dlaczego nie przyzwyczaiłaś go do smoczka? - oskarża Monsterówna snując wizje otyłości w wieku niemowlęcym

Faktycznie, ciężko to uzależnienie idzie, zdecydowanie nie lubi silikonu. Ale z butelkowym smokiem nie ma problemów. Co mleko, to mleko jednak.

Obraz utuczenia wrzuciłam na ekskluzywnie Monsteruniowi obecnie dedykowanym blogu, czyli nowymonster.blox.pl, wejdźcie, bo jest na co popatrzeć. Podczas kąpieli wyłuskuję brud spomiędzy niezliczonych wałeczków.

Czyli ustaliliśmy, kto, co obecnie w Monsterowie ma na głowie.

Monsterunio- tyje.

Monsterino - irytuje matkę zanikiem polotu - klasyczny Dzień Świra tłuczemy przy każdej powtórce słówek z angola czy niemca. Poza tym - ciągła inwigilacja i popychanie - ledwo się odwrócę, a odwracam się regularnie, bo Monsterunio odrywa - to już czmycha do siebie, oby jak najdalej od podręcznika.

Monstertata przypomina, że z Monsterem też tak było, a nawet gorzej, bo Monster nie czytał i było zagrożenie, że nie zacznie. No i proszę, na jakiego zrównoważonego -tfu, tfu - nastolatka wyróśł.

I tu dochodzimy do obecnej gwiazdy sezonu - roku szkolnego 2015/2016 - Monstera.

Monster rządzi. Został przewodniczącym klasy POMIMO swojego mikrowzrostu.

Powoli ogarnia przedmioty, wymagania, no i klasę. Cieszy się jak głupi do sera, zerkając do e-dziennika, bo to nowość dla niego, w podstawówce dopiero teraz wprowadzili.

A jak ma się czym pochwalić, to się chwali. Na przykład piątką z zadania domowego, bo wyczytał, że ma wagę 100%.

- Tak tylko piszą, ale do oceny końcowej i tak się nie liczy praca domowa w 100% - studzi radość Monstera Monsterówna - wielce doświadczona drugoklasistka

Kąciki ust Monstera natychmiast opadają.

- Czemu tak od razu go gasisz, daj mu się nacieszyć -  szepcę karcącą

- A niech od razu wie, a nie że się później rozczaruje - tłumaczy swoje racje starsza siostra

Monster ma nowych, fajnych kolegów, nikt nie szpanuje, na basenie jest na najszybszym torze, na wyjeździe integracyjnym było świetnie - a wisienką na torcie jest jego decyzja o kontynuacji akrobatyki.

Po obozie było rozedrganie - z jednej strony dobrze mu szło, z drugiej bał się kolejnego zawalenia zawodów. Nawet o wizytę u psychologa niby sportowego się otarliśmy, którą to rozmowę Monster ocenił jako największą stratę pieniędzy EVER.

Ostatecznie na zawody pojechał, skopał układ, ale nie wyleciał, zajął 10 miejsce na 15 zawodników i na razie jest na tak.

No i szefowa.

Monsterówna jak zwykle chce we wszystkim osiągnąć maksa. Co wprowadza ją samą w stan rozedrgania, gdyż zwyczajnie nawet dla niej doba nie chce się rozciągnąć. Choć nie zdziwiłabym się, gdyby jakiś czasorozciągacz u siebie chowała, bo oczywiście na każdym polu jej wychodzi.

I to jak!

środa, 09 września 2015
i ty możesz zostać świętym

 

 

 

Imprezka była i się skończyła, książki jeszcze nie do końca przeniesione, ale widać horyzont, to znaczy zwinięty w najdalszym kącie dywan, więc jest szansa na porządek przed Gwiazdką. Święta są deadlinem wielu porządków, bo potem wracam do pracy na więcej niż 2 dni w tygodniu i się zacznie.

Tymczasem rok szkolny rozpoczął się z przytupem - to znaczy Monster już się nachodził - teraz jest na wyjeździe integracyjnym, co wściekło Monsterównę, gdyż ona w zeszłym roku żadnego wyjazdu integracyjnego nie miała.

Zasadniczo Monsterówna jest w tym roku na nie, jeśli chodzi o szkołę, klasę, koleżanki oraz nauczycieli, w przeciwieństwie do młodszego brata, który (na razie) w pełni zadowolony (oprócz grupy z angielskiego, do której trafił, no i pana z niemca). Okazało się, że dyplom z Kangurka, który trzeba było pilnie donieść związane było z utworzeniem klasy matematyczno-fizycznej. Także ma Monster w klasie samych kangurkowców, a wychowawczynią została fizyczka.

I na nic się zdało straszenie Monstera gimnazjum - nadal to Monsterówna siedzi wieczorami. Aczkolwiek nie wiadomo, czy nad lekcjami, gdyż - i tu nowość - siedzi u siebie w pokoju.

Trzeba ufać dziecku, gdy dziecko mówi, że się uczy i pójdzie spać przed północą, prawda?

Ograniczone zaufanie mam jednak do Monsterina i niestety okazuje się to na ten moment zasadne. Trzeba sprawdzać, co tam wymodził, czy spakował, czy odrobił i jakiej jakości jest to odrobione. Opór materii przy tym jest znaczny, więc się trochę przepychamy i szantażujemy, a to dopiero tydzień. I wszystkiego musi wysłuchiwać Monsterunio.

Tegorocznym szantażem no.1 jest zakaz chodzenia... nie, nie na piłkę - to jest no.2, na

 

ta-dam

tańce irlandzkie!

W wakacje, na pokazie, spodobało mu się. Nie ukrywam - ja też sobie popląsałam - nogi same rwą się do wywijania. Obiecałam mu, że we wrześniu pojedziemy na zajęcia. A że siedziba zespołu jest w centrum, więc tramwajem, z Monsteruniem na piersi, dotarabaniliśmy się jakoś, no ale czego nie robi się dla zdetronizowanego Misiaczka-Pysiaczka.

Myślałam, że po jednych zajęciach się zniechęci.

Niestety - jeszcze nie. Monster wieszczy, że jak zapłacę za cały miesiąc, to wtedy się będzie chciał wypisać.

I już kalkuluje - czy jeśli Monsterinowi płacę tyle za zajęcia, to on - niechodzący, a przecież mógłby teoretycznie. To czy te pieniądze dałabym mu anyway, bo zbiera na motor, przecież.

Normalnie Highway to hell (sygnalizuje na moim telefonie, że dzwoni Monsterino)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015
co można robić z tylko jednym dzieckiem w domu

... oczywiście mały remoncik.

Monstertata cyklinuje, więc my z Monsteruniem przeważnie w pracy, żeby nie wdychać pyłu.

 

 

 

Przejrzałam też inne zdjęcia z pierwszego miesiąca życia Monsterunia i muszę tu koniecznie wkleić, jak to przy obcowaniu z młodszym bratem wychodzą zwyczaje Monsterów starszych.

Monsterówna przy pilnowaniu brata oczywiście z książką

Monster w ruchu

choć byłabym niesprawiedliwa, bo Monsterówna też z nim tańczy

 

Monsterino, nasz uzależniony od gier Misiaczek-Dotychczas-Najmłodszy

siedzi przy bracie, no jasne, że grając

 

No i jeszcze koniecznie nadmienić, że tak jak Monster jest specjalistą od bez, to Monsterówna piecze genialne tarty

 

Najbliższa tarta niestety nadejdzie, gdy kuchlon nam Monstertata pomaluje, a ja wymyję wszystkie szafki, które niby pooklejane wraz z zawartością, ale w pierwszej maszynie po dwóch godzinach szlifowania zepsuł się odkurzacz i zawartość troszkę się rozwiała. Więc pesymistycznie widzę wnętrza. A ile książek jeszcze przede mną do przeniesienia! No i przecież wiecie, jak się kończy układanie książek... Dopiero ryczący Monsterunio pewnie mnie oderwie.

 

czwartek, 13 sierpnia 2015
upał w mieście

 

Strategie przetrwania zależą od możliwości.

Monster, na przykład, odkrył kąpielisko w parku przy Arenie. Zaraz po treningu poszedł tam z kumplami, nawet dziewczyny zapoznali - tacy już dorośli są!

W ogrodzie Monsterchłopcy napełniają balony wodą i rozbryzgują sobie nawzajem na głowach. Nie obywa się bez wyzwisk i kłótni, bo ty nie tak, bo on za bardzo, albo za mocno i nie tyle, ile trzeba.

Monsterówna-Greczynka po przylocie jest MOCNO ROZCZAROWANA domem (u nas jest ZAWSZE bałagan, nie tak jak w INNYCH DOMACH!) oraz braćmi (SĄ OKROPNI).

No może jeden brat jeszcze nie jest taki tragiczny..

JESZCZE

No i wróciła ta nasza mulatka OPALONA. W życiu nie byłaby taka czarna, gdybym ja tam była. Przez ostatnie lata w wakacje moją rolą na plaży było systematyczne nakładanie faktorka na monsterciała i co? Jak same są dorosłe takie, to proszą się o raka skóry. Już nie wiem, jak mam mówić.

Zreszta moja bezradność wychowawcza objawia się w tak wielu aspektach obecnie, że nie wiem, po co ja te wszystkie książki czytałam i rozmawiam, przykładem święcę, specjalnych tricków używam i nic. Albo to przejściowe, albo porażka na całej linii. Oby to drugie, tylko pytanie, jak długo czekać na koniec przejścia.

Na razie jest ciężko, gorąco i przenieśliśmy sypialnię oraz salon na taras.

Pięknie ogląda się wieczorem gwiazdy (jak nie ma chmur), albo samoloty, albo nawet chmury.

A Monsterunio, którego każdy w Monsterowie nazywa inaczej, rośnie

I czasami się męczy w te upały, choć nie w pracy. Bo w pracy jest klima (w jednej przynajmniej). Chociaż źle robię nie biorąc naszego autobusu, tylko bezklimowego hopelka, w związku z czym Monsterunio bywa ociekający potem.

A po powrocie ląduje na trawie

środa, 05 sierpnia 2015
Gimnazjalista

 

Przez zamieszanie z Monsteruniem i wakacjami nie odnotowałam tutaj najważniejszego w tym roku faktu dla Monstera - został gimnazjalistą, przecież. Poszedł w ślady Monsterówny, toteż ma się do niej nie przyznawać na korytarzu.

Przyszły uczeń gimnazjum czeka z niecierpliwością, nie na początek roku - tutaj z pewną taką nieśmiałością, bo boi się być najniższym w klasie, a modlitwy, które od roku wnosi do wyższej instancji na razie nie skutkują, on czeka na swojego laptopa. Na pewno chce już ćwiczyć przygotowanie prezentacji z anglika...

Jeszcze przed ogłoszeniem wyników przeżyliśmy chwilę grozy, bo ze szkoły zadzwonili, iż wpis wyróżnienia z Kangurka dokonany na świadectwie im nie wystarcza - muszą widzieć dyplom. No i poszukiwania, w której książce albo plecaku znajdziemy wygnieciony dokument. Uzgodnienia obiły się o Leśną Głuszę, w której tkwił Monster, Polną, gdzie w szpitalu byłam ja, a domem, który przekopywał Monstertata. Nawet początkowo ścigaliśmy nauczycielkę Monstera, ale ta była na urlopie.

Ostatecznie dobrze się skończyło i Monster jest na liście, a nawet zamówiłam mundurki.

Monster w te wakacje został także Profesjonalnym Wytwórcą Bez i grozi nam regularna jajecznica z samych żółtek.

Brawo, Monster!

***

Wróciliśmy wszyscy z Leśnej Głuszy, Monsterchłopcy starsi mają po 2 godziny treningu dziennie (resztę najchętniej spędziliby przy komputerze i trzeba się mocno nakrzyczeć, żeby ich od niego, oraz tabletu czy komórek odkleić). Monsterunio jeździ ze mną średnio 2 dni w tygodniu do pracy i jak ma dobry dzień, to daje się zrobić dużo. Jak gorszy, to robię mniej.

Natomiast Monsterówna obecnie pływa po Morzu Egejskim ze znajomymi. Ta to ma dobrze! Właśnie przybiła do Hydry, nurkuje, żegluje i jest bosko. No jakże by mogło być inaczej w Grecji!

wtorek, 21 lipca 2015
Monty Python - czyli zupełnie z innej beczki...

Bez owijania w bawełnę ...i bez zbędnych słów.

Zdjęcie zrobione dzięki zachodzącemu słońcu, które w końcu się pojawiło w Poznaniu dziś wieczorem...lepiej późno niż wcale....DSC02148.resized

22:47, monstermama
Link Dodaj komentarz »
Wakacje z Monstertatą...

Od dawna ustalonym (choć nie bez problemów) było, że gdy Monstermama z Fryckiem będzie na opolskiej "daczy", ja (czytaj Monstertata) wezmę całą ferajnę na wyjazd integracyjny...

 Planowaliśmy od dłuższego czasu udać się do znajomego, który na dobre wyniósł się z Poznania. W ten oto sposób trafiliśmy do Kotliny Kłodzkiej (przez Czechy ...bo bliżej było ...a styl poniżej to jak mniemam Mamma Mia!)

 

DSC01770.resizedPomyślałem, że atrakcje Kotliny Kłodzkiej z pozycji siodełka rowerowego będą o wiele ciekawsze niż z poziomu piechura. I trafiłem w 9 (a chciałem w 10...). Non stop pod górę 6, czy 7 km nie motywuje za bardzo do pedałowania....

DSC01837.resizedDSC01828.resizedChyba, że ma się po drodze takie atrakcje jak Jaskinia Niedźwiedzia ....która pozostawia niezapominane wrażenie....

DSC01908.resizedDSC01929.resizedJazda w dół o wiele przyjemniejsza niż non stop pod górę (i tutaj Monstertata nie wykazał się ...bo nie zabrał ani jednego kasku dla swych pociech...)

DSC01963.resizedDSC01976.resized1Kolejny dzień nie był już tak "surwiwalowy" jak wcześniejszy. W drodze wizyta w kopalni uranu ...a na obiad wyśmienita pizza w Stroniu "u Prezesowej" (polecam szczerze!)

DSC01999.resizedDSC02015.resizedDSC02031.resizedOstatni dzień to kąpiel w całkiem nowym sztucznym zbiorniku w okolicach Stronia ...i dość wycieńczająca (ale zaplanowana BO W KOŃCU O TO CHODZIŁO OD SAMEGO POCZĄTKU) wyprawa na Śnieżnik.

DSC02050.resizedDSC02042.resizedDSC02088.resizedDSC02093.resizedDSC02084.resizedDSC02090.resizedDSC02104.resizedDSC02097.resized

Mówią jednogłośnie, że wyjazd był 9/10. Nie pozostaje mi nic innego jak im wierzyć. Moje nogi (teraz gdy piszę) dochodzą dopiero do siebie. Z chęcią pojadę z nimi jeszcze raz... jeśli za rok będą jeszcze chcieli (w końcu jeśli nie dla nich to dla Freddiego trasę mam już opracowaną jak znalazł...)

DSC01820.resized1

22:12, monstermama
Link Dodaj komentarz »
ileż można się lenić

skoro jagód pełne krzaczki

 

już zapomniałam jak ciężko pisze się jedną ręką

 

Pozdrawiamy z lasu

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
Archiwum
do Monsterowa tędy