poniedziałek, 17 października 2016
hałdy

 

Niesamowite, jaki niewielki margines odchyleń od rutyny jesteśmy w stanie znieść.

Nasza pralka, prawdopodobnie najciężej eksploatowany sprzęt agd w Monsterowie, zażądała odpoczynku.

Monstertata zna już te numery: błąd E02 czy E03 nie są mu obce, więc poprzeczyszczał co trzeba było i odpalił ponownie.

Ale tym razem jednorazowe wskrzeszenie nie wystarczyło.

Dodatkowo Monster ozdobił swoją pościel oraz spory kawał pokoju intensywnym pawiem, Monsterówna dotarła do kibelka, ale chociaż po sobie posprzątała łazienkę, dodatkowe ciuchy też były do prania.

No i się wobec tego spiętrzyło nam: hałdy namoczonych lub tylko wilgotnych ciuchów czekających na swoją kolej oraz  pralka w stanie strajku. Co ją popychać trzeba za każdym ładunkiem.

Nie dziwota zatem, że się Monsterino przejął i postanowił wygrać dla nas pralkę w biegu rodzinnym Samsunga w Szamotułach.

Pralki dawali tym razem za miejsce 6 i 166. Monsterino biegł i liczył, wyrwał do przodu, dał się przegonić i biegł na tej szóstej pozycji. Niestety, na mecie o krok wyprzedziła go chyba też startująca do pralki nastolatka.

Kolejną pralkę dawali za miejsce 166, a tu niestety ja nie trafiłam.

No i klops, Monstertata nadal będzie walczył ze śrubokrętem. A na wczorajszym półmaratonie wybiegł życiówkę. Niestety, zbyt odległe od pralki miejsce. Za życiówki na poziomie 1h43' nie dawali.

Udało się ściągnąć lepsze zdjęcia

Undercover runner

poniedziałek, 03 października 2016
czarny protest

 

Pracodawca wręcz wyrzuca żeńską część załogi na demonstrację, więc zabieram Monsterunia i lecę.

Ale najpierw krótkie podsumowanie weekendu.

W piątek uszczęśliwiłam Monstery wejściówkami na fizyczne Water Show na Nocy Naukowców, które okazało się nudne. Trochę pochodzili jeszcze po innych, niebiletowanych pokazach, ale wyciągnąć się w piątkowy wieczór z domu to było dopiero osiągnięcie! Nie spodziewałam się, że tak ciężko będzie.

Z kolei w niedzielę zaproponowałam warsztaty ze średniowiecznych rzemiosł w słowiańskim grodzie i tu mnie nawet Monsterówna, oczywiście zajęta uczeniem się, projektami i generalnie bez wolnego czasu, że ona bardzo takie rękodzielnicze imprezy lubi i chętnie sobie coś utka albo ulepi.

Ja też bardzo lubię takie imprezy - i podpłomyka, i pszenicę na słodko warzyli po starosłowiańsku (dla Monsterina - grochówę w kotle - jego ulubiona, festynowa zupa) i pokaz tańców się odbywał i na szczudłach można było pochodzić. W grę terenową zagrać. Aż szkoda, że we wszystkich grodach festyny odbywały się w jednym czasie. W listopadzie zapowiada się klimatycznie: ma być rekonstrukcja obrzędu dziadów!

 

No i fajnie. Monster się tylko wymiksował, bo na urodzinową imprezę szedł. Ale dzwonił, byśmy mu wracając klopsiki z Ikei przywieźli.

Młodszy brat się podzielił, bo on to głównie brokuły pochłania. Widzicie CAŁY KAWAŁ łososia w lewej rączce - tak sobie dziobie, jakby skubał skibkę chleba.

 

Z kolei w sobotę jak się wyrwałam z Monsteruniem do lasu, tak dopiero po 3h wróciliśmy.

Deszcze dopiero w nocy nas napadły - wszystko dlatego, że w piątek zdecydowałam się oddać samochód do myjni.

 

 

Archiwum
do Monsterowa tędy