piątek, 31 października 2014
monsterhalloween

 

Nie mam nic przeciwko świętu duchów, nie celebruję Holy Wins, pomimo katolicyzmu. Monstery na szczęście natknęły się na swej katechetycznej drodze na rozsądnych nauczycieli, bo żaden nie potępia jakoś jawnie przebieranek. W szkole Monsterówny nazwali to Świętem Jesieni, więc Monsterówna do pierwszej w nocy wycinała filcowe liście, żeby przebrać się za drzewo (nawet wiewiórkę w dziupli miała), a potem okazało się, że starsze dzieci już wiedziały, że jesień jesienią, ale zakrwawiony łańcuch na szyi czy siekierka wbita w bark jeszcze nikomu nie zaszkodziły. 

Monstery szalenie by pragnęły uczestniczyć w trick or treatowaniu i straszliwie zazdroszczą tego swojemu kuzynowi, który w tym roku po raz pierwszy chyba w pełni świadomy, w przebraniu rycerza będzie paradować wśród innych przebierańców.

Zanim jednak Monstery odwiedzą kuzyna za oceanem, to w ojczyźnie po domach nie chodzą, więc jakoś chcą osłodzić sobie to nieświętowanie.

Monster akurat kaszlący został w domu, to brawurowo kucharzył, a jeszcze wcześniej przygotował specjalną świeczkę wg zaleceń youtubowych wujków z "5 sposobów na". (już nie mówię, jak długo szorował wiele garnków, blatów i podłogi po wszyskim i jeszcze będzie "się" szorować)

Ale efekt pierwszorzędny

Były makaronowe pająki w krwistym sosie, a na deser, prócz słodyczy "Rodzina Adamsów" właśnie leci.

 

Happy Halloween, Arturku!

poniedziałek, 27 października 2014
nic w przyrodzie nie ginie

 

Monstery starsze w weekend skakały na "Młodych Talentach" i w synchronach przywieźli medale, co akurat w przypadku Monsterówny polegało na pokonaniu tylko jednej pary (słabej, więc to nie był żadnej problem), a Monster z kolegą zsynchronizowali się na złoty medal, więc powinien wariować ze szczęścia. Jednak, mimo że indywidualnie wszedł do finału na 4 miejscu, to w finale skopał i ostatecznie tylko dyplomik przyjął za VIII miejsce. Monsterówna indywidualnie na piątym miejscu skończyła.

Poza tym zostawił w Drzonkowie pod Zieloną Górą softshell, więc dosyć drogi to był wyjazd. Chyba jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo trafił mnie szlag w ten zimny, poniedziałkowy ranek, gdy się okazało, że kurtki brak.

Ostał nam się zatem jeden Monsterino na weekend, ale ze znajomymi już wcześniej umawialiśmy się na wizytę u wujka-entomologa w magazynach Wydziału Biologii, więc mimo niekompletnej ekipy pojechaliśmy przeszukiwać zbiory.

Największe wrażenie zrobiły wypchane zwierzęta: dziobak i kiwi (Kto im zrobił coś takiego??? Czy pojedziemy do Nowej Zelandii? Tak, jasne, już rezerwuję bilety...) oraz bardzo stara kupa, czyli koprolit, krótko mówiąc (niewyraźne zdjęcie, ale koprolit w ręce Monsterina - przed obiadem umył ręce wyjątkowo chętnie)

 

Najlepszy tekst wujka - specjalisty, który jest niesamowitym gawędziarzem i wizyta minęła nam jak z bicza trzasnął:

- Czy wszyscy już dotknęli miednicę mamuta?

poniedziałek, 20 października 2014
whisteblower

 

W ostatnim tygodniu słońce nawet nie wschodziło, gdy wyjeżdżaliśmy do szkoły, więc leciał Laibach, głównie gwizdaliśmy "Whistleblower".

Monsterino w sobotę grał w deszczu, tak że po pierwszym meczu wróciliśmy do domu, żeby całą strój przebrać, łącznie z butami. Dobrze, że mamy tak blisko. Zaliczył takie wślizgi, że jeszcze się moczą w vanishu. I już po lidze jesiennej (i dobrze, wreszcie chciałabym się wyspać).

Monsterówna odrabiała w sobotę poniedziałek 5 stycznia. Powiedziała, żebym sprawdziła "w jakiejś ustawie", dlaczego gimnazjum musi odrabiać, a podstawówka ma po prostu wolne. I zamiast na 9 pójść, to jeszcze rano się z koleżanką umówiła, bo robią wspólną prezentację. Poprzednio umówiły się w McDonald'sie. Obie z notebookami w knajpie! Co za czasy?

- Zaproś ją do nas do domu przecież, co się będziecie tak rano szlajać - mówię

To się dowiedziałam, że chodzi po pierwsze o menu śniadaniowe, a po drugie mamy w chacie bałagan i wychodzi na to,  że się dziecko domu wstydzi. No cóż, nie mogę zaprzeczyć oskarżeniom, ale uzmysłowiłam córce, że koleżankę będzie przyjmować w swoim, uporządkowanym królestwie. No to w końcu w sobotę łaskawie się zgodziła na wizytę, o 7:45 przed szkołą! Tylko braci przeszkoliła, żeby poruty nie było i posprzątała tak, że bałam się, że zacznie okna myć.

Monster tymczasem pojechał sobie poskakać. Tak dla odmiany.

Natomiast niedziela zaskoczyła nas słońcem, więc  symbolicznie pograbiliśmy z chłopcami trochę ogrodu, żebyśmy mieli zaliczony chociaż minimalny wkład własny w obróbkę domową. A Monstertata z Monsterem zrobili porządek na cmentarzu.

Gdy tymczasem Monsterówna jak zwykle w lekcjach. Tym razem głównie pieczołowicie miętosiła plastelinę

 

Zgodnie stwierdziliśmy, że nikt z naszej rodziny poza nią nie miałby tyle samozaparcia i wytrwałości, żeby tak precyzyjnie i starannie wykleić obraz. (jest wielkości A4).

- Nie odziedziczyłam cierpliwości po was - podsumowała Monsterówna

Hmm. Czyżby nawiązywała do prób wytłumaczenia jej fizyki?

poniedziałek, 13 października 2014
hier kommt die Sonne

 

W ostatnim tygodniu wyjeżdżając spod domu o siódmej miałam wrażenie, że gramy w "The Truman Show". Bo jak to możliwe, że normalnie o tej porze pojedyncze samochody przemykają, a gdy zamierzamy wyturlać się my, to sznurek się rozwiązuje.

A potem jedziemy w kierunku szkoły akurat gdy na horyzoncie słońce barwi niebo na różowo i żółto.

Monster szybko przeszukuje pendrive'a i podkręca głos, by rozpocząć headbanging wraz z Rammsteinem rycząc:

- Hier kommt die Sonne!

Ba! W sobotę odwoziłam starszych o 6:30 i też musieliśmy czekać, aż przejadą samochody! W sobotę o szóstej?!

Wcale słońce nie wschodziło o tej porze, ale i tak potencjometr dotarł prawie na maksa i tylko Monsterówna się gorszyła i nakazała nam ściszenie i natychmiastową poprawę. Nie mogła uwierzyć, że tak głośno słuchamy muzyki, gdy podjeżdżamy pod szkołę.

- Ostatnio, gdy otworzyliśmy drzwi, to aż babcia Kacpra podskoczyła ze strachu - żartuję ,bo nie budzę mieszkańców wokół szkoły, bez przesady

Ale Monsterówna uwierzyła, że taki cyrk odstawiam.

 *

W weekend było przewidywalnie sportowo: Monsterino miał swoją ligę, a starsi kolejne ogólnopolskie zawody.

Trener z Monsterem zaryzykowali i miał skoczyć nowy, bardzo trudny układ. Trener orzekł, że albo skoczy i wtedy z tą trudnością ma miejsce na podium (wiedząc, jak skaczą konkurencyjni zawodnicy), albo zepsuje układ.

Niestety, skusił. Z emocji, jak mówi.

Natomiast solidna Monsterówna trzyma się na szóstym miejscu w Polsce.

Za dwa tygodnie kolejne punkty do zdobycia.

Tymczasem Monsterówna zamiast odpoczywać czytała do drugiej nad ranem. No nie dziwię się jej, że chciała skończyć książkę, ale pokrzyczałam profilaktycznie. Żeby nie myślała, że się nie martwię.

A nie martwię się - skoro nie zasypia nad książką, to chyba ma jeszcze zapasy siły do wykorzystania.

poniedziałek, 06 października 2014
kijem go i rozpieszczający dziadkowie

Jesień nadal nas kocha.

Sport również. A Monstery są kochane przez dziadków, którzy przyjechali z gołąbkami, a w pomiędzy meczem Monsterina a treningami starszych  Monsterbabcia zarządziła lepienie pierogów (z całego kilograma mąki, a starczyło na półtora posiłku li jedynie) Wypocząć nie dała rady, bo naciągnięci przez Monsterina na partyjkę minigolfa machali kijami z wnukami nad Maltą (wygrała pani Kapitan - Monsterówna),

 

 

Wcześniej Monstery starsze (oraz Monsterdziadek SuperPocisk) zjechali ekstremalnie w dół (i jeszcze by chcieli)

 

Monsterino pozostał przy tradycyjnych rozrywkach (traumatycznie musiały odbić się na jego psychice wizyty w wesołych miasteczkach we wczesnym dzieciństwie, skoro podchodzi do saneczek z dużą rezerwą)

a wieczorem Monsterowo wypełniła słodka woń ciasta drożdżowego i w poniedziałkowy, jak zawsze ciężki, poranek Monstery miały bułeczki z dżemem albo śliwkami do kakao. To się nazywa wysoki standard wizyty!

czwartek, 02 października 2014
złościostop

 

Nie jest tajemnicą, że w Monsterowie jestem najbardziej nerwową i ciskającą się osobą. Łatwo mnie niestety wyprowadzić z równowagi, chociaż pracuję nad tym, mądre książki czytam i mam ŚWIADOMOŚĆ. No nic. Codziennie rozpoczynam pracę nad sobą od nowa.

I wtedy przychodzi Monsterino z zeszytem z matmy (hurra - zobaczyłam ten zeszyt pierwszy raz po miesiącu szkoły) z przepięknie wydartymi TRZEMA półokrągłymi dziurami. No serwetkę łowicką sobie z zeszytu zrobił.

Coś tam skrobał jęcząc okropnie, co jeszcze bardziej mnie nakręcało, bo mógłby zrobić, odfajkować i mieć spokój (a ja także), a tymczasem jojczy.

Wycedziłam co tam miałam złośliwego odnośnie pilnowania poziomu estetyki zeszytu, ale mnie te dziury zaintrygowały. No i cóż się okazało przy bliższym przyjrzeniu się? Że te kratery to miejsca po pieczątkach "brak zadania domowego" . Ha! No to tama pękła...

Oj, przyjął kazanie o obowiązkach i ich spełnieniu. Oj, szerokim strumieniem wylałam żółć, spopod żołądka prawie. Jak już zaczęłam, to przestać ledwo dałam radę.

Nie wiem, czy Monsterino teraz nie zacznie wyrywać całych kartek, skoro o trzy dziury taka awantura była.

Nie mam odwagi odpuścić mu i tych zadań w ogóle nie sprawdzać, licząc, że sam się opamięta i zacznie uczyć. Przykład szkoły demokratycznej w Poznaniu daje mi argumenty jednak za pilnowaniem. Otóż z wielką pompą w zeszłym roku otworzyli taką szkole prywatni właściciele. Że niby w niej uczą się dzieci tego, czego chcą i wtedy, gdy chcą.

Tyle, że ci starsi nie chcieli.

W każdym razie założyciele szkoły zabrali w tym roku z niej swoje dzieci do zwykłych szkół, czyli jednak demokracja średnio się w nauczaniu sprawdza.

Zatem jednak pilnować.

Pilnowanie można stopniować, starszym zeszytów nie przeglądam (chyba, że Monsterówna chce, oj, ona to chce zawsze, a Monster nigdy). Nie pakuję plecaków, ale przepytuję ze słówek, to tak.

Monsterówna nawet za bardzo wymaga angażowania się naszego w temat, zawsze jesteśmy na czasie jeśli chodzi o zakres przerabianego przez nią materiału. Natomiast jeśli chodzi o Monstera, to jęczy niczym młodszy brat, gdy biorę tabelkę czasowników nieregularnych, ale potem dziękuje mi, że tego od niego wymagam, bo pani pytała i on wiedział. Dzięki regularnym powtórkom, ha!

Monster opowiada też ciekawostki, którymi raczy ich Pan Od Historii i są to zawsze szczególiki nie występujące w książce. Miło,że mają Historyka-Pasjonata.

A dzisiaj odwala się Monster na szkole disco. Białe dżinsy i conversy. I myślał, że nie widziałam, jak ukradkiem pakował do plecaka lakier do włosów.

Matka wszystko widzi. (i papierki po ponadnormatywnie spożytych słodyczach wyciąga z kieszeni, gdy wrzuca spodnie do pralki. A oni się dziwią, że o tej nielegalnej konsumpcji wiem, o słodka naiwności!)

 

Archiwum
do Monsterowa tędy