wtorek, 29 października 2013
kanałami

 

Babcię gościliśmy przez tydzień z kotem i jabłkami (babcia lubi sobie znajdować robotę). Byliśmy zatem zaopiekowani, a kotka nasza mimo ciągłych, nieustannych i nieustraszonych podchodów pod babcikotę, nie została zaakceptowana. Nawet przeciwnie - capnięta co najmniej raz.

Ja natomiast zostałam zawstydzona przez jedną z mam kolegów Monsterina, gdyż okazało się, że zachował się poniżej jakiekolwiek poziomu, niezgodnie ze wszystkimi zasadami i wymógł na Antku podzielenie się z nim słodyczami. Mało! Gdy ten odmówił, nasz słodyczozależny facet wyzwał go od debili!

Okropne jest uczucie porażki wychowawczej, mówię wam. A już się wydawało, że po wyjściu Monstera z czasów agresji, zakończyłam czas zlewania się ze ścianą w szkole. Jednak tak łatwo nie jest.

W każdym razie, Monsterino pokutę odprawił, po tygodniu zadośćuczynił bliźniemu, choć skrucha nie była zbyt pokazowa, jak dla mnie i jak na skalę przestępstwa. Trzeba będzie znowu rękę na pulsie jego zachowania trzymać. Swoją drogą, dobrze, że Antek powiedział o tym swojej mamie, bo jeszcze bym trwała w nieświadomości, że mam takie miłe i nieszkodliwe dziecko.

Poza tym pchamy życie do przodu.

Monsterówna zaliczyła pierwszy próbny test szóstkoklasisty. Monsterowi z racji codziennych powtórek, coraz lepiej idzie na polskim, dopracowują swoje układy na zawody w połowie listopada, które nazywają się "Młode Talenty". A Monsterino trochę jest jednak zmęczony tymi wszystkimi zajęciami dodatkowymi. I zastanawia się nad rezygnacją z basenu, jednak. Dziwne, bo piłka, choć jest trzy razy w tygodniu, a nie raz, tak go nie męczy. Może dlatego, że jak przychodzę po niego, to tylko snuje się pod bramką (to się "na obronie" nazywa), a nie szaleje w ataku. I mimo tego nadal mu się podoba.

środa, 16 października 2013
ruchu im nie dość

 

Nie mogę wyjść z podziwu, jak często Monstery wynajdują sobie zajęcia dodatkowe związane z ruchem, jakby im codzienne godziny na trampolinie to były za krótko.

Dzisiaj na przykład jadą na zawody lekkoatletyczne, bo ich czasy były jedne z lepszych w szkole.

To nic, że nie trenują biegów. Pani na wf zmierzyła czas ("dzieci biegniecie stąd do... wieczora")

i wyszło, że są w czołówce, więc nie ma to tamto, tylko reprezentacja szkoły.

Przynoszą kartki do podpisu, czy się zgadzam.

- A jakie przedmioty wam przepadną? - walę z grubej rury

- Polski i historia - rozpromienia się Monsterówna

- Test z przyrody i z niemca - cieszy się Monster

- Ale chcecie jechać? - upewniam się

- No pewnie - twierdzą jednogłośnie. Sugeruję Monsterowi, żeby załatwił sobie możliwość pisania testu w innym terminie. No to się zgłosił PRZED terminem i wkopał całą klasę. Cała pisała wcześniej. Może go nie zlinczują.

Monsterówna boleje, że ma chyba coś z mózgiem, bo jej w szóstej klasie ciężej idzie zapamiętywanie.

- To okres dojrzewania - tłumaczę - masz prawo być rozkojarzona, czytałam o tym - wymądrzam się

- Jesteś szalona, mówię ci - nuci Monster. Monsterówna rzuca w niego książką. Że też ten musi się nawinąć, akurat gdy jest średnio potrzebny.

Monsterino to kolejny sportowiec.

Dopiero gdy ze szkoły na piłkę musiał podjechać rowerem (samodzielnie, nie na bagażniku - zajęło nam to z pół godziny) oraz potem po treningu rowerem do domu wrócić to stwierdził, że się zmęczył. Akro w ogóle nie liczy się jako sport. Skok w dal ostatnio trenuje, bo ktoś z klasy jest lepszy, więc musi go pobić. Rozłożył metr krawiecki na dywanie i skacze.

No i kombinator, jak starszy brat. Nakryłam go w świetlicy przy komputerze, łypnął okiem, bo kolego go uprzedził, że matka czeka, więc z daleka krzyczy, że zadanie domowe jeszcze na lekcji odrobił.

- Na religii inni zdawali modlitwy, które ja już zdałem, to w tym czasie zrobiłem ćwiczenia - chwali się świeżo nabytą techniką.

A tymczasem starsi właśnie na Malcie rozchlapują błoto. Bardzom ciekawa, czy życiówki pobiją, czy płuca wyplują. Rano uzgadniali strategię pokonania tego kilometra bez reanimacji na mecie.

wtorek, 15 października 2013
minimalizm słowny - postulat niewypowiedziany

 

Połowy, a może nawet większości słów, które wypowiadam do Monsterów w kampanii porannej i wieczornej mogłabym nie używać. Tyle, że najgorzej wyplenić rutynę i schematy oraz w porę ugryźć się w język. Wolałabym pisać, pewnie, z tym, że nikt się jeszcze nie zbudził rano na widok transparentu.

Staram się modulować porannie głos, by radosny był na widok nowego, budzącego się dnia, ale ze starszymi to nie pomaga - tam trąby jerychońskie lub cymbał brzmiący by się przydał. Kot może galopować góra/dół do woli, jej przebieżki na szagę przez dywanowo rozłożone budowle z klocków też Monsterów nie budzą. I jak tu się powstrzymać przed gadaniem?

Potem jest popychanie ubierania się, śniadania i zębów mycia.

- Czy twoje włosy widziała szczotka? - pytam Monstera, którego trener dzwonił już do Monstertaty i do mnie Z OSOBNA, byśmy z mopem na głowie syna naszego porządek poczynili, gdyż mu pióra w oczy wlatują i nie widzi, gdzie leci.

Monster owszem, nie widzi, ale problemu, tyle tylko, że trener zagroził zakazem treningu, to dopiero skutek odniesie. Dla mnie mop mógłby być tylko trochę uczesany.

- Widziała - śmieje się Monster

- Ale z daleka - odpowiadamy unisono. I po co znowu było to pytanie.

 

Monster nosi dzinsy opuszczone do połowy bokserek (dobrze, że jeszcze nie jest to pasek z napisem Calvin Klein, ale koleżanka już mi doradziła, gdzie na ryneczku taką gumę-podróbkę sprzedają... Już się widzę, jak wieczorkiem przy lampie naftowej dziergam i doszywam.) W każdym razie przydeptuje dół spodni, bo jak zniża, to już są na długość monsterinową raczej. Przez dwa dni mówiłam do Monstera, żeby gumkę w spodniach na inny guzik przesunął, bo mu spadają, aż na trzeci się zorientowałam, że TAK MA BYĆ!

Rozwiązanie jest nieproste, bo stare, krótsze spodnie, z ubiegłego roku, odziedziczył już Monsterino. Ale w sumie Monsterino i tak na co dzień w dresach woli, więc przełożyłam z powrotem krótsze dżinsy na monsterową półkę, a jak Monsterino bardziej do ludzi ,a nie na boisko ubrać się musi, to Monster musi swoje przynależne na wzrost zawijać. A i tak zanim to zauważyłam, to już przetarł końcówki.

- Zęby! - wołam do Monsterina, bo jego szczoteczka bez mojego utyskiwania wiecznie byłaby sucha

Tu plakat z dziurawą szczęką może uczyniłby cuda, muszę namówić naszą domową artystkę. Jakoś kiedyś zadziałała kartka z listem do Monstera, by zmył fryz, gdy zostawiłam ją w łazience. Tyle tylko, że nie wstawiłam daty i podobno długo się zastanawiał, czy aby na pewno chodziło mi o ten konkretny wieczór, w którym na kartkę się nadział.

Rano i wieczorem jestem także Nadworną Zegarynką. A Monster Poprawiaczem Akuratności Zegarynki: "Nie siódma, tylko szósta pięćdziesiąt dziewięć".

Monsterówna-sowa, rano furczy. Wszyscy zdążą już gromadnie wzuwać buty, kiedy ona dopiero zjeżdża do łazienki.

- To czekamy w samochodzie - oznajmiam ogarniając torby, plecaki, kłąb kurtek.

Duży błąd. Obraza majestatu i nie dostąpię całusa na miły dzień. Choć trzeba przyznać, że akurat Monsterówna rano ma na drugie imię: niemowa. Wszystko wyraża gestami. Tylko drzwiami strzela. I oczami.

I gdyby te oczy mogły zabijać, to już bym tego nie napisała.

 

poniedziałek, 14 października 2013
złota polska edukacja

 

Dzień Nauczyciela tradycyjnie pozwala uczniowi wypocząć, choć muszę przyznać, że Pani Monsterina strategicznie zaplanowała wycieczkę do Ogrodu Botanicznego i warsztaty, więc drugoklasiści zostaną zaopiekowani należycie.

Starsi natomiast i owszem, poszaleją.

Ale najpierw uroczysty szkolny apel. Monsterówna ma nowego, młodego i pełnego entuzjazmu nauczyciela muzyki. Toteż w swym napiętym grafiku znalazła czas na chórek i zawsze ma mnóstwo ekscytujących historyjek z tych zajęć do przekazania.

Nie powinnam się martwić, prawda? Że opowiada o nauczycielu od muzyki? O nauczycielu od historii też opowiada, że różnymi tekścikami raczy. Jeszcze się nie niepokoję.

*

Monsterówna przez weekend uzgadniała z koleżankami, że spotkają się u jednej z nich po lekcjach.

- A gdzie mieszka Aga? - pytam

- Nie wiem, dom widziałam tylko w internecie, ale trzeba jechać tramwajem - wyjaśnia Monsterówna

Aga przez weekend nie odpowiada podobno na telefony, więc niczego nie ustaliłam.

W każdym razie nastał mglisty poniedziałkowy poranek, a my takoż mgliście wiedzieliśmy, gdzie szlajać się będzie nasza córka popołudniu. Choć wzięła drobne na tramwaj oraz legitymację.

- Jak wrócisz i o której? - dopytuję

- A nie przyjedziesz po mnie? - dziwi się córka.

Oczywiście. W środku dnia, zaraz zanim mnie szlag trafi. Chętnie wyładowuję się wcześniej na Monsterze, który kolejny raz softshell zostawił w szatni. Ma szczęście, że rano go tam zastał, bo już odgrażałam się konfiskatą kieszonkowego do końca świata i o jeden dzień dłużej.

**

Weekend spędziliśmy spokojnie nadrabiając zaległości lekturowo-szkolne oraz oczywiście na zawodach w sobotę. Zawody nieszczęśliwe dla AZSu Poznań - nikt nie dostąpił podium, a dziewczęta we wszystkich kategoriach masowo paliły swoje układy. Łącznie z Monsterówną, która swój występ obficie opłakała. Trudno się dziwić - miesiące ćwiczeń, a tu kluczowe dwie minuty, jedno złe odbicie i ląduje na materacu.

No nic - takie rzeczy to nawet na olimpiadzie się zdarzają, nawet złotej chińskiej medalistce, więc i taką gorycz musi przełknąć sportowiec. Choć żal.

Za to wieczorem wszyscy odreagowali śmiechem przy filmie, a także przy nowym odkryciu -  "Czerwonej kartka dla Sprężyny" Jacka Podsiadły.

W tym tygodniu odkryłam też pokrętny sposób na czytanie przez Monstera. Otóż, wiedząc, że jest zatopiony w Ulyssesie Moorze, a już prawie 22 była, zapowiedziałam, żeby absolutnie już natychmiast kończył, bo późno. Monster, jak to on, zrobił odwrotnie i nieprzytomny rano przyznał się, że nie odłożył książki przed 23.

Ha! Dzień później powtórzyłam manewr licząc na ten sam efekt, ale tym razem Monster ze zmęczenia zasnął już podczas wspólnej lektury. Jak widać nawet z czytaniem dla przyjemności można przesadzić.

***

Monstertata dodzwonił się do Monsterówny. Do domu Agi jest bliżej ze szkoły niż do nas. Nie wiemy, skąd wzięła się zatem potrzeba biletów tramwajowych, ale najważniejsze, że córka zlokalizowana.

piątek, 04 października 2013
zaległości i do przodu

 

W kociokwiku tygodniowym zapomniałam zupełnie wspomnieć o zeszłoniedzielnym spełnieniu jednego z wielkich marzeń Monstera, mianowicie - meczu Kolejorza.

Na Dzień Chłopaka wysłałam męską część Monsterowa na stadion. Ubrani jak na zimę, a i tak lekko zmarzli, ale wyszli usatysfakcjonowani. Szczególnie Monster, bo Monsterinowi po godzinie się znudziło. Poza tym padł tylko jeden gol. Dla słusznej strony, na szczęście. Przyśpiewki z kotła zniesmaczyły Monstera, antysemickich nie zrozumiał. Chyba. Jeszcze.

Nie zabrakło też Monsterów na Nocy Naukowców, którą w tym roku celebrowaliśmy naprawdę w nocy, bo ze względu na dodatkowe zajęcia najwcześniejszy pokaz, na który mogliśmy dotrzeć, odbywał się po 20. Nie da się ukryć, że Monstery są już weteranami pokazów fizycznych, skoro pod koniec show, Monster podniósł się i szepnął, niezrozumiałe dla mnie początkowo, komendy do rodzeństwa: "ja idę na lewo, ty stań tutaj, Gaja ty idź na prawo". Zrozumiałam dopiero, gdy na salę poleciał grad piłeczek ping-pongowych. Tradycja nocy na Politechnice.

Teraz kotka ma co gonić i wygrzebywać spod mebli.

Miałam też wspomnieć, jak to cudownie jest mieć takie dorosłe dzieci. Co w sobotę rano do sklepu się udadzą, gazetę przyniosą, obiorą warzywa do obiadu, ciasto upieką (Monster i Monsterówna, Monsterino pomaga). Samodzielne prawie we wszystkim - dzisiaj, choć jechałam samochodem odwożąc Monsterina, i Monster i Monsterówna pojechali rowerami.

By bardziej niezależnymi być.

Starsi jeżdżą też sami na angielski, więc tylko Monsterino do obsługi został,  przez co mają pretensję, że najwięcej czasu z nim spędzam, co oszczerstwem jest, skoro na basenie pływamy oddzielnie, z piłki tylko odbieram, a podczas angielskiego załatwiam zakupy.

No ale faktem jest, nie ma mnie wtedy w domu. Nie tkwię przy kuchence i nie pytam, co i rusz, czy nie podać tego czy owego. Duży błąd według Monsterówny, nawet jeśli przez telefon powiem jej, co ma sobie odgrzać.

Monster luźniej do tego podchodzi. Chyba mu nawet pasuje brak ciągłej kontroli w domu. Jajecznicę sobie zrobi, parówki zagrzeje i git. Lekcji i tak nie pokazuje, a ja nalot urządzam incydentalnie.

No i wracając do Monsterówny, to działo się wczoraj z naszą prawie trzynastoletnią córką, oj działo.

Siedziałam wieczorem w kuchni, a wprost nad kuchnią pokój Monsterówny, więc wszelkie drgania odbijają się na lampie nadstołowej. A tam trzaskania szufladami odchodzą konkretne.

Krzyknęłam raz i drugi, co się dzieje, ale żadnej odpowiedzi. To pofatygowałam się na górę, tyle, że odbiłam się od drzwi, bo kartka do nich przyklejona głosiła jednoznacznie:

JESTEM ZŁA!

To się odpimpoliłam.

Rano, gdy poszłam budzić Nastolatkę myślałam, że pomyliłam pokoje. Bowiem sanktuarium Monsterówny, do niedawna wzorzec z Sevres, jeśli chodzi o porządek, cały zasłany był jej bielizną.

Przezornie nie zapytałam, czy któreś skarpetki nie pasowały, czy może jakieś majtki za ciasne, ale i tak niczego bym się nie dowiedziała, bo Monsterówna rano z nami nie gadała. Wsiadła na rower i pojechała.

- Zaczyna się - podsumował Monstertata.

O czym skwapliwie donosić będę. A, co. Niech ma pamiątkę.

środa, 02 października 2013
codzienne mrówcze zmagania

 

Potrafią Monstery czasem zaskoczyć matkę. Dojrzałością, spraw przedsiębraniem, inicjatywą.

Post factum dowiaduję się, że w dzienniczku piątka za modlitwę, której ćwiczenia w domu nie było (odpowiedź Monsterina: przecież z kościoła ją znam już dawno), albo ogarnięcie zadania domowego i na kiedy trzeba umieć, co przeczytać, aż nie mogę uwierzyć, że Monsterino szkołę tak bezproblemowo przechodzi. Bo przyznaję się, że w obliczu codziennych dyktand z Monsterem, czy długich stron ćwiczeń z matmy i angielskiego Monsterówny (pani myśli chyba, że już jesteśmy w gimnazjum), zadaniom domowym Monsterina nie poświęcam prawie w ogóle uwagi i czasu. Przypominam mu o lekturze (czyta Babcię na jabłoni), przeglądam zrobione zadania, nakazuję poprawić, jeśli są błędy i to wszystko.

Monster też daje się z poznać z dojrzałej strony w tym roku - bat w postaci świadectwa z V klasy, które idzie do gimnazjum, a ma on ambicję dostać się do tego z językiem hiszpańskim, więc obleganym, czego nie omieszkałam mu przekazać - działa. Monster znalazł czas między treningiem a SKSem na kółko z języka polskiego, jako że uczęszczający na nie uczniowie dostaną ocenę wyżej z polskiego, co w przypadku ortograficznie upośledzonego Monstera to bardzo dużo. Zadziałał profilaktycznie, chwała mu. Bójek nie nie ma na razie zanotowanych. Nieśmiało zastanawiam się, czy pyskowanie rodzicom oraz wyzywanie brata zastępuje mu te wyładowania energii. A może kot tak działa.

- Nie wiem, po co Marta chodzi na to kółko - zrzędzi Monster - przecież nie ma siódemek...

Monsterówna ma pretensję, że więcej czasu poświęcam na dyktowanie Monsterowi i przepytywaniu go ze słówek, więc musiałam przyrzec, że w sobotę z nią też przysiądę, skoro tego tak pragnie.

Na razie jednak wystosowałam usprawiedliwienie do trenera, że na jednych zajęciach z akro nie będzie, gdyż musi z niećwiczącymi koleżankami opracować projekt na język polski. Wprawdzie trener nakazał jej pogodzić te sprawy, ale zgodziłam się z nią, że jeden trening może poświęcić. Aczkolwiek dziwię się, że pani nie załatwi pracy grupowej na lekcjach (w czwartek mają trzy polskie, dlaczego nie wtedy tylko dodatkowo w domu?)

No i przed nami jeszcze dziewięć miesięcy takiej ciężkiej pracy do wakacji. A w październiku żadnego długiego weekendu.

Archiwum
do Monsterowa tędy