czwartek, 25 października 2012
perpetuum mobile

 

Aż nienaturalnie jest wejść do monsterszkoły z podniesioną głową i nie musieć zlewać się ze ścianą przy spotkaniu z nauczycielami.

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego gratuluje się rodzicom sukcesów ich dzieci. Fakt, że rodzicielstwo jest obowiązkiem, czyli ewentualnie na moje konto mogę sobie zaliczyć poranne na czas budzenie, pakowanie śniadaniówek oraz okresowe kontrole zeszytów. Ale żeby gratulować rodzicowi samodzielnych osiągnięć dziecka? Tych szóstek na sprawdzianach zebranych? Nie mogłam tego pojąć, aż do ostatniego zebrania w szkole. Nie zaprzeczam, że słowa: "cieszę się, że mogę uścisnąć rękę mamie (tu wstaw imię dowolnego monsterdziecka)", są szalenie ekscytujące. Teraz wiem, że można do dobrego się zbyt łatwo przyzwyczaić, szybko popaść w uzależnienie, po zebraniu pogalopować do do domu i od progu zapowiedzieć progeniturze wpatrzonej w matkę z niepewnością:

NO! I tak ma być co miesiąc!

Oparłam się pokusie i pogratulowałam wszystkim bez żadnych "ale".

I przyznaję, że działa nam teraz machina domowa pobudka-szkoła-odrabianie lekcji- spanie bez specjalnych zgrzytów. I bez szantaży.

Monster zrozumiał, że ma władze nad swoją nauką, Monsterówna owszem, nadal zdarza się że ciska zeszytami, ale widać, że przyjęła technikę, że im krócej będzie deliberować nad nadmiarem zadań domowych, tym szybciej je odbębni. Już nawet nie wspominam Monsterina, który akceptuje bezwzględnie wszystko w szkole.

I tak płyniemy we względnej równowadze i harmonii. Ledwo weekend, a już znowu czwartek.

- Pośpisz dłużej w sobotę - obiecuję Monsterównie- sowie co rano

- Chyba na emeryturze - odparowuje Monsterówna

 

 
 
sobota, 20 października 2012
tu i tam

 

Monster twierdzi, że to Rota powinna była stać się hymnem Polski.

- Bo Rota jest taka uroczysta - intonuje melodyjnie spod przepony. Rozśpiewał się chłopak (na występie dostał solówkę w zastępstwie kolegi i spodobało mu się).

Żeby nie było zbyt różowo, to popisowo jęczy wieczorami, że mu NIC nowego na akrobatyce nie wychodzi. Takie wizje absolutnego doła roztaczał przez tydzień, że aż się pofatygowałam do trenera. No i wiadomo, o co chodzi. O charakterystyczne dla Monstera natychmiastchcenie.

A tu nic z tego - tysiące powtórzeń, setki ćwiczeń, by mięśnie same utrwaliły ruch i działały automatycznie.  Żadnej drogi na skróty. To dla Monstera trudne.

Dlatego lubi matmę. Tutaj wynik jest natychmiast. (co wcale nie oznacza szósteczek ze sprawdzianów, wcale nie. Bo na kartkówce przeoczy, że było jeszcze jakieś zadanie, albo za szybko policzy, po łebkach, nie sprawdzi. Taki superraptus z niego.) Polski też - szybko, szybko. Wyobraźnię ma, łatwość klecenia wypowiedzi też. Tylko to wykonanie! I błędy! Oczywiście przepisać nie zamierza. Obraża się, gdy ma poprawić ortograficzne kiksy. Ale przecież jestem zahartowana - kilka szantaży później (szlaban na komputer, nic specjalnego) już rozumie, że taryfy ulgowej dla błędów nie będzie.

W odróżnieniu od Walczącego Z Błędami, w tym tygodniu Monsterówna hurtowo inkasowała najwyższe oceny oraz, z dużą pomocą audiobooka oraz wieczoru czytelniczego z Monsterbabcią, ostatecznie pokonała W pustyni i w puszczy. Zatem zdecydowanie polepszyło jej się samopoczucie i nawet wizja wtorkowej klasówki z przyrody weekendu jej nie zamąci.

Aczkolwiek jesienna melancholia, wraz z porannymi mgłami wisi w powietrzu, więc Monstery mają ostatnio czas na Bardzo Ważne Pytania oraz wygłaszanie Szalenie Ważkich Sądów.

- Dlaczego w ogóle trzeba dojrzewać - dramatyzuje Monster- nie można od razu być dorosłym bez tych pryszczy na twarzy?!

Nieśmiało bronię okresu wczesnej młodości, bo choć przecież taka durna i chmurna, to nie pozbawiona uroku jest.

- A czy ty byłaś zadowolona ze swojego wyglądu? - docieka Monster

- Ja nie miałam pryszczy, może ty też nie będziesz mieć - odpowiadam nie do końca na jego pytanie, poza tym Monster ma już jednego pryszcza i choć mu tłumaczymy, że samotny wyprysk trądziku nie czyni, Monster jest przerażony.

 - I kupisz mi takie płyny na pryszcze? - upewnia się

Zastanawiam się, skąd już o tych pryszczach wie. Może z książeczek o dojrzewaniu chłopców, które określił jako najbardziej interesujące książki ever! A wie, co mówi - właśnie musiał przeczytać Akademię Pana Kleksa.

 

- Bycie dorosłym nie jest fajne - zwierza się Monsterówna Monstertacie, gdy dochodzi do wniosku, że jednak taka mama, to się ciągle krząta, mało śpi i ona nie byłaby w stanie.

 

A Monsterino chodzi z bloczkiem Post-itów i wykorzystuje nowo poznaną umiejętność liter pisanych do opisania rzeczywistości.

Monstertata ma podpisany komputer "tata", ja mam swoje "mama' w wielu miejscach, ale najbardziej wzruszającą karteczką jest ta, potajemnie wrzucona do przybornika krawieckiego (bo akurat leżał rozbebeszony na stole): Teo tu i tam.

Tylko pierwsze trzy litery imienia, bo pisanego "d" jeszcze nie poznali.

On (jeszcze?) ma jasną wizję przyszłości i klarowną wizję świata. Gdy zwymiotował nocną porą, gdy najprawdopodobniej dorwał go wirus, podszedł do tego jak najbardziej racjonalnie:

- Organizm musiał się oczyścić - wytłumaczył, przebrał się, a potem wrócił do łóżka.

piątek, 12 października 2012
awans ci da

 

- Czy mogę chodzić na chórek? - pyta Monster

- Przecież ci nie zabronię - myślę. Monstertata kręci nosem na pomysł kolejnych zajęć w stylu "i co jeszcze wymyślą"

- Tak - mówię - a potem idziesz jeszcze na akro? - dopytuję

- Gaja też tak chodzi - broni się Monster, a przecież nie zakazałam

Monstery starsze trenują pięć razy w tygodniu. Trzy razy rano, a na dobitkę cztery razy popołudniu. Gdy trenują rano, to idą na 7:15 i kończą o 16:30. Ponadto Monsterówna ma szkolenie liderów szkolnych oraz chórek. Monster uprawia nożną w ramach SKSu (najpierw idzie na dodatkową akrobatykę, potem przebiera się i leci na boisko, albo odwrotnie, już się pogubiłam), kółko matematyczne też zalicza, bo po pierwsze lubi matmę, a po drugie i tak wypełnia mu ono czas do ponadnormatywnej akrobatyki. A teraz jeszcze chórek. Póki nie padnie. Ale i tak rekordy w padaniu po zajęciach dodatkowych bije Monsterino. Wszystko dlatego, że rano wstaje razem ze starszymi (choć nie musi), bo lubi bywać w świetlicy. Czyli we wtorki, gdy ma taekwondo i w środy, gdy ma basen, zasypia w trakcie wieczornej lektury.

Szkoła przygotowuje się do obchodów Dnia Nauczyciela, chórek też, a może przede wszystkim chórek. Monsterówna dostała tekst piosenki na melodię "Felicita" i przyłożyła się do tego ze swoją zwykłą starannością, zatem "Awans ci da" śpiewają także Monsterchłopcy. Nie dziwię się zatem, że Monster został przyjęty, śpiewa zdecydowanie melodyjnie.

Monster lubi dużo dziania się, więc wywoływania z lekcji na próby występu bardzo mu odpowiadają. Natomiast Monsterówna znowu ma do odpisania lekcje, więc marudzi. Ale z chórku wypisać się nie chce. W dodatku dzisiaj do szkoły zabierała zamiast plecaka torbę podróżną, bo jadą do Zielonej Góry na kolejne zawody. W związku z czym w weekend będzie konieczne nadrabianie anglika. Oby się tylko wyspała, bo dzisiaj poprosiła o wcześniejsze obudzenie (czyli wstała przed 6), żeby nauczyć się na sprawdzian z muzyki. Kiedy sama chce być obudzona, wtedy nie schodzi na śniadanie jako chmura gradowa.

Zawsze starałam się budzić Monstery jak najpóźniej, by dłużej spali. I to sprawdza się w przypadku chłopców, którzy wstają jak w wojsku - siad, skok w ciuchy i już idą, choć oczy ledwie się otwierają. Monsterówna potrzebuje czasu na rozruch, więc zaczęłam ją budzić wcześniej kosztem snu, ale dzięki temu ma jeszcze parę minut na poleżenie. I zły humor jakoś wtedy łatwiej rozłazi się po kościach.

poniedziałek, 08 października 2012
szybcy oraz wściekli

 

Tak sobie bezkomputerowo wychowaliśmy Monsterównę, że teraz ma problemy ze szkolną informatyką.

Nie wyrabia się podczas lekcji z obsługą programów - zanim znajdzie program, który trzeba otworzyć, to reszta klasy w tym czasie zrobi już zadane polecenie (np.:  napisze parę zdań w wordpadzie czy narysuje pieska w paint'cie) i radośnie zażywa internetu. A Monsterówna zawiesza się na szukaniu poszczególnych liter. 

Jest jednak duża różnica między sprawnością i szybkością obsługi aplikacji przez Monstery. Monster już od drugiej czy trzeciej klasy miał zadawane niektóre prace czy sprawozdania do napisania, ozdobienia oraz wydrukowania. Monsterówna robiła takie rzeczy ręcznie. Monsterino natomiast miał już w przedszkolu informatykę, to trudno się dziwić, że obsługuje sprzęt intuicyjnie. No i  starsza siostra , choć lektura "W pustyni i w puszczy" woła, musiała w niedzielę siedzieć przed ekranem. Bracia, choć zazdrościli takiego zadania domowego i nie mogli się powstrzymać przed pomaganiem, nie powinni żółcią pluć, bo sami umawiają się co weekend na poranne wspólne zaliczanie kolejnych etapów Lego Star Wars, a wtedy dwie godziny przed ekranem mijają jak chwilka.

Nieśmigła Monsterówna jest za to jedną z najszybszych na bieżni, toteż w piątek  reprezentowała szkołę w biegach sztafetowych na miejskich igrzyskach. I choć szkoła drużynowo nie zabłysła (sztafeta liczyła po 5 dziewcząt i chłopców), może dlatego, że te biegi to z łapanki, w końcu inne sporty w niej są trenowane, to Monsterówna bardzo się cieszyła z wyjazdu na Maltę, bo akurat wtedy ta nieszczęsna informatyka jej przepadała.

W środę przyjechała do Monsterów babcia i parę dni została, więc Monsterówna jako tako się czuła zaopiekowana. Sobotę rozrywkowo nawet spędziła: pojechała na urodziny, najpierw do kina, potem do koleżanki i wydawało się, że to dla niej wyśmienite oderwanie od książek będzie, póki nie wróciła i nie oznajmiła, że u koleżanki w domu się pali i musiała zrzucić z siebie wszystko oraz wykąpać włącznie z włosami, by poczuć się lepiej. Choć nie NAJlepiej, bo życie jest ciężkie i w niedzielę trzeba odrobić te wszystkie lekcje, których nie odrobiło się w sobotę.

I gdy tak Monsterówna mozolnie przeżywa tydzień za tygodniem, Monsterchłopcy jakoś lżej to wszystko przechodzą. Chcę ich pochwalić, bo przez te ciągłe z Monsterówną przejścia o nich jakoś ostatnio mało.

Monster stara się bardzo mocno, trochę przez to jest zestresowany (że znowu coś zostawi w szkole i będzie musiał przeszukiwać kubły ze zgubioną odzieżą [znalezioną, mamo!] lub że zapomni o zadaniu domowym), ale idzie mu naprawdę dobrze. Skwapliwie notuje kolejne terminy sprawdzianów, zadania domowe i projekty odfajkowuje bez konieczności angażowania sił wyższych.

- Mamo - dzwoni - potrzebna mi drewniana łyżka!

- W szufladzie - mówię krótko, nie wnikam i zapominam. A potem wieczorem szukam tej łyżki i przetrząsam intensywnie szufladę, aż przy monsterowym plecaku natykam się na tę łyżkę przeobrażoną  w znak drogowy...

Wyraźnie wchodzi już w fazę do-rany-przyłóż dziesięciolatka, bo nigdy nie odmawia pomocy. Ciasto zrobi, warzywa obierze, a jak rodzice musieli wyskoczyć z domu, gdy akurat wszystkie dzieci były głodne, to opiekł w tosterze sobie oraz reszcie głodomorów pity z serem i warzywami (fakt, że warzywa już wcześniej pokroiłam).

Monsterino z kolei zachowuje się, jakby całe życie chodził do szkoły. W październiku rodzice nie mają już wstępu do szkoły na piętro, więc pierwszoklasiści muszą sami się rozebrać i ogarnąć. I daje radę. Pamięta już o zadaniach domowych, w świetlicy nawet je odrabia, pochwał ma w dzienniczku całą stronę (a już zapowiedział, że jeszcze czeka na jedną, zaległą). Dziwię się, jak on to wszystko tak szybko spamiętał, kiedy religia, kiedy angielski, a kiedy worek na wf (który jest odrębnym workiem od tego codziennego, ze strojem na akrobatykę).

Wracając do mojej ulubionej książki o rozwoju dzieci - doczytałam, że jeszcze moment Monsterówna pomęczy się na tym etapie. Oby, bo się wszyscy wykończymy. A że chłopcy dojrzewają później, to jest nadzieja na moment oddechu przed kolejnym dojrzewającym nastolatkiem.

I wtedy z łazienki doszedł okrzyk Monstera:

- MAMOOOO! Wyszedł mi pierwszy pryszcz!

środa, 03 października 2012
czarno-białe, choć odblaskowe

 

Monsterówny ostry pogląd na rzeczywistość jest zmorą naszą.

Jasne, że brak szarości jest typowy dla nastolatków i wyrośnie z tego, jak my wszyscy. Póki co - jest jazda.  W zeszłym roku oboje z Monsterem ostentacyjnie zatykali nosy przechodząc obok (dużym łukiem!) palaczy papierosów. Pojawiły się pierwsze zgrzyty, gdy okazało się, że bywają (jak to możliwe???) osoby w dalszej rodzinie, które tolerujemy POMIMO, ŻE palą.

Długie tłumaczenia, dlaczego. Dlaczego palą i dlaczego nic z tym nie robimy. (a co w ogóle można z tym zrobić).

W tym roku dochodzimy do ściany. Nie można przy Monsterównie nawet WSPOMNIEĆ o czynności palenia. Spróbujcie przy niej wypowiedzieć głośno choćby sformułowanie: "palenie wzbronione", a zobaczycie jak  Monsterówna zatyka uszy i z głośnym kwikiem chowa się pod kocyk.

To byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było tragiczne. Jej najgorsze koszmary senne to te, gdy ktoś, gdzieś popala. (Już nawet nie wiem, czy to ja, czy ktoś, to OKROPNE, Mamo!)

W tym roku ponownie wybrałam w Noc Naukowców odwiedziny na Politechnice. Dotarłyśmy na nasz pokaz przedzierając się przez tłumy młodszych i starszych, bo choć miałyśmy rezerwację, to po campusie odbywały się wędrówki ludów. Także palących, choć bez przesady - nie był to proceder powszechny. Ale Polibuda straciła punkty w Monsterówny rankingu szkół wyższych. (Mogą ustawić także na dworze zakazy palenia - studenci nie powinni palić). Tak też zostało skreślone najbliższe gimnazjum, bo widziała tamtejszych uczniów na dymku za szkołą.

Nie mam serca uświadamiać jej na razie, że za KAŻDYM gimnazjum rosną krzaczory.

Poza tym na Nocy było ok, choć Monstery są już rozpuszczone i zblazowane stwierdziły, że to JUŻ WSZYSTKO BYŁO. A Monsterównie jednak lepiej podobało się w zeszłym roku na wydziale biologii.

I największą imprezę naukową zrobili sobie po powrocie we własnej łazience, kiedy, przez przypadek zauważywszy, że z jednej świecącej pałeczki wycieka fluorescencyjna substancja, rozbryzgali odblaskowy płyn ze wszystkich, wymalowali  sobie w ciemnicy drogę mleczną oraz odległe galaktyki (trochę tych obrączek dostali).  Pięknie im to wyszło, zmuszeni przeze mnie wykąpali się po łebkach w tym w kosmosie i najchętniej w ogóle nie wyszliby z łazienki. Do wygaśnięcia efektu.

- Widzisz, tak się starałaś, rezerwowałaś miejsca, a wystarczyło kupić im świecące pałeczki... - natrząsa się Monstertata

Bo tak naprawdę, to ja sama lubię chodzić na te wszystkie pokazy, warsztaty i do muzeów.  A targanie ze sobą Monsterów to kamuflaż.

Archiwum
do Monsterowa tędy