wtorek, 26 października 2010
szczyty



Monstertata załadował narzędzia wraz kompletem Monsterów i pojechali uporządkować kawałek cmentarza przed Świętem. Ja miałam w tym czasie zrobić obiad.

Potoczyłam nieprzytomnym spojrzeniem wokół i zmęłłam przekleństwo w ustach.

- Co za b...ajzel!

Parapety ozdabiają kasztanowe ludziki na różnych etapach rozkładu wraz zapałczanym pociągiem z kołami na szpilkach. Gipsowy wulkan sąsiaduje z makietą osady Bullerbyn, pamperki LEGO tulą się do resztek plastikowego węża czy ślimaka oklejonego kolorową taśmą izolacyjną...

A stolik kawowy ostatnią kawę widział chyba na Sylwestra (bo na nim się głównie klei, lepi i wycina).

Przez chwilę walczyłam wewnętrznie (rozpłakać się czy sięgnąć po worek 120 litrów), a potem odwróciłam wzrok w stronę garnków.

Bo przecież i tak będą potrzebować zaraz tej włóczki, taśmy klejącej i wikolu, więc po co ja się będę teraz za to zabierać. W dodatku sama. Żadna przyjemność, jeśli nie można trochę posztorcować potomstwa przy okazji.

No to już wiecie, że w Monsterowie nie można oczekiwać sterylności. A także ascetycznego wystroju wnętrza. Artystyczny nieład brzmi lepiej niż bałagan, więc przy tym zostańmy. (W piątek mam na nocowankę dwoje dodatkowych dzieci - to będzie ekstra zamęt, poza tym już nawet Monsterino pamięta rymowankę panakuleczkową: porządek, porządek to wróg zwierzątek i nie zawaha się przed jej użyciem we właściwej chwili).

Zatem wymyśliłam sobie motto: oszczędzajmy ograniczone zasoby! i od gdy się przyjmie, że ten chaos to taki styl życia, to od razu (no, może nie błyskawicznie, ale 24 h trzeba sobie dać) robi się lepiej, cieplej i weselej, a zamiast narzekać na jesień myśli się już o piernikach i kolędach (Monster naumiał się już drugiej na gitarze, a ma plan zaprezentować przy choince WSZYSTKIE, więc rozumiecie, że u nas nastrój zgoła bożonarodzeniowy. Przynajmniej, gdy akurat ćwiczy)

****

I jeszcze kilka tekstów z ostatniego tygodnia, bo rzeczywiście ostatnimi czasy za mało wrzucam je na bloga, a za dużo wala się na luźnych karteczkach pomiędzy gazetami do wyrzucenia, a tymi do przeczytania w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy znajdę chwilę wolnego...

Szczyt nieuświadomienia

Różaniec dla dzieci. Siostra prosi o wygłaszanie intencji. Dzieci standardowo modlą się za rodziców, chorych lub cały świat, aż nagle jeden z ministrantów wypala:
- O to, by dzieci nie brały dopalaczy!
- CO? - pytanie Monsterówny głośnym echem odbija się od ścian kaplicy

Szczyt logiki

- Jak się nie ma głowy, to jest się bezzębny! - stwierdza Monsterino

Bardzo słusznie, aczkolwiek jestem w trakcie drugiej serii serialu Fringe i zęby w sercu też już były...

Szczyt logiki II

Monsterino, zgodnie ze swoją fazą rozwoju, kilka razy dziennie demonstruje nam swoje, oczywiście przeciwne do naszego, zdanie.

Czasem nawet nie musi być oporu z naszej strony, tylko życie potoczy się inaczej, niż zaplanował i tragedia przytłacza go do ziemi. (nie jest to zabieg stylistyczny, faktycznie w takiej sytuacji Monsterino tarza się w zeschłych (oby!) liściach).

Chłopaki jadą z Monstertatą przez park na rowerach. My z Monsterówną wybrałyśmy inną drogę, by zerwać jeszcze trochę jarzębiny na kolejne prace ręczne, o czym Monsterino dowiedział się za późno, by nas dogonić, zatem zarzucił rower i wpadł w szał.

Monster pojechał dalej, Monstertata schował się za drzewem i obserwuje, jak się wypadki potoczą.

Chwilę trwało, zanim Monsterino pozbierał się i odkrył Monstertatę, ale w końcu do niego dojechał.

Monstertata walnął mu moralniaka, a na końcu rzecze:

- I co by to było, gdybyś tam został i ktoś obcy cię zabrał?

- To by było nieszczęście! - odpowiedział zupełnie niewytrącony z równowagi Monsterino.

piątek, 22 października 2010
pełną gębą


- Może z czachą? - proponuję Monsterinowi jedną z licznych koszulek

- NIEEEE - wydziera się

- Trudno. To może jakieś inne dziecko się ucieszy z takiej ładnej koszulki - mówię mściwie, bo jeszcze w zeszłym tygodniu koszulka z czachą była bardzo pożądana

 - Kup mi koszulkę z autami - żąda Monsterino, co wyjątkowo bezzasadnym pragnieniem jest, jako że koszulki z autami są nadreprezentowane w monsterinowej garderobie

- Nie mogę ci już kupić koszulki z autami - zagaduję, bo gdy zagaduję ubieranie idzie szybciej - bo wydałam już pieniądze na koszulkę z czachą. I nie mam.

Parę chwil później Monsterino znajduje mnie w łazience. Pod pachą dzierży swój portfelik ze Scooby-Doo, z którego mozolnie wyłuskuje 20 groszy.

- Dam ci pieniądze - tłumaczy, a mnie ściska w dołku - zebyś tes miała.

****

Parę dni później przy wieczornym rozdziewaniu Monsterino zwierza się Monstertacie:

- Ja nie mam pieniędzy i mama tes nie ma!

- Ależ nie, mama ma kupę siana! - zaprzecza Monstertata mocno optymistycznie

- Nie! To farmer ma kupę siana! - prostuje wszystkowiedzący dzieciak

*******

Jedziemy rowerami przez park. Monsterino przesiadł się już na 16 cali i teraz muszę się skupiać mocno, by za nim nadążyć. Akurat prawdziwa złota polska jesień pokazuje się w całej swej krasie. Słońce pięknie przenika przez kolorowe liście, sterty po kołami cudownie szeleszczą... Nagle Monsterino staje w miejscu, więc moje hamulce ostro piszczą.

- Chce ci się pić? Zmęczyłeś się? - pytam

- Nie - odpowiada Monsterino - muszę podziwiać zachód słońca!

*******

Uwielbiam.

piątek, 15 października 2010
emocje na wierzchu




Rozkleił się syn najstarszy i w rękaw szlocha, jaki to on biedny, pokrzywdzony. Że siostra woli Monsterina, że nie słuchamy (my-rodzice) go, przerywamy i nie doceniamy. Płakał tak strasznie, że chyba wszystkie żale ze swojego siedmioipółletniego życia wyszlochał (oby!). Przytuliłam, obiecałam poprawę i do snu ugłaskałam, a potem pognałam do mojej ulubionej książki o rozwoju psychicznym dzieci do lat 10 i ...

Bingo!

Monster dojrzał do charakterystyki siedmiolatka!

I tak w ogóle powinniśmy się cieszyć, że chociaż czasem ma uśmiechnięty pyszczek, bo teoretycznie w tym wieku normalny jest permanentny wykrzyw i niezadowolenie z życia. Przy okazji sprawdziłam, na jakim etapie jest reszta i też w zasadzie się zgadza: Monsterino neguje polecenia, a Monsterówna w swoim złotym okresie. Ale mam książkowe przypadki!

Na przykładzie Monstera widać też wyraźnie, jak dużą rolę odgrywa ojciec dla chłopca w tym wieku, właściwie obserwując go mogłabym sama napisać rozdział z książki o rytuale przejścia od dziecka do młodzieńca.

Monster od razu lepiej czyta, gdy go słucha tato. Tato zapodaje muzykę, tacie pomaga się zaklejać dziury gipsem, tata to i tamto. I choć Monsterino też lubi z ojcem i na pytanie, kim będzie, gdy dorośnie, nieodmiennie odpowiada, że tatą, to na razie jeszcze mamusia jest ciutkę bardziej potrzebna. Szczególnie gdy ma nas do wyboru... (oj, to wtedy nawet na buziaczka monstertata nie ma szansy)

***


Prababcia się dziwi, że czytamy dzieciom, które potrafią czytać. Fakt - za naszych czasów tak nie bywało... Ale to takie przyjemne. Skończyliśmy właśnie Smoczego Jeźdźca (zadanie dla pasjonatów: przeczytaj szybko: Smoczy Jeźdźcze! - z Monsterówną stwierdziłyśmy, że o wiele przystępniejsza forma wołacza to Smoczy Jeźdźcu!), teraz mamy drugi tom Tsatsiki'ego, a potem pójdziemy dalej w Cornelię Funke, albo namówię Monsterównę na kolejną serię, tym razem niefortunnych zdarzeń Lemony Snicket'a (Monster jest już za) Będziemy głosować.




środa, 13 października 2010
suchą szosą szczotka szorowała


Odrabianie lekcji w Monsterowie wygląda być może nieco odmiennie od przyjętych powszechnie standardów. Przede wszystkim przekonałam się empirycznie, że własne pokoje i biurka zdecydowanie nie są konieczne dla dzieci w tym wieku. (co za pociecha dla wielodzietnych rodzin zajmujących kawalerki!). Nawet duży stół kuchenny im niepotrzebny. Parę metrów kwadratowych podłogi plus uwaga matki, to jest to.

Może i lepiej, że odrabiają na leżąco, przynajmniej się nie garbią (ja za to i owszem), ale zmusza mnie to do utrzymywania podłóg w idealnym stanie, by okruszki nie obijały się na okładkach zeszytów. (jednak dobrze, że nie mamy psa...)

Zatem książki i zeszyty rozłożone, Monstery piszą lub czytają (są dosyć zgodne - muszę odpowiadać na ich pytania jednocześnie - to nie zmienia się z wiekiem).

Na to wchodzi Monsterino.

- Zapomniałaś, mamusiu, ze my tes musimy poćwicyć - w łapce trzyma książeczkę z ćwiczeniami logopedycznymi

- Że my teŻ, poćwiCZyć - poprawiam go

- No właśnie - zgadza się Monsterino i ciągnie mnie do lustra

Podobno dzieci generalnie nie lubią ćwiczeń logopedycznych. Ale nie Monsterino! Ma zadanie tak jak wszyscy, mama skupia swoją uwagę na nim - czegóż więcej trzeba?

I nawet nie wiedziałam, jak wielkie znaczenie będzie miał dla niego prezent w postaci własnego ZESZYTU! Kartek ci u nas dostatek, kredki w każdym kącie, w ogóle nie pomyślałam, że ZESZYT w kratkę, który SAM podpisał, jak starsze rodzeństwo, będzie się cieszyć taką atencją!

Monsterino otwiera zeszyt i mozolnie kreśli litery.

Przeważnie nie wiemy, w jakim języku.


piątek, 08 października 2010
na laurach



Ciężka wrześniowa harówa Monsterówny została nagrodzona i zdjęcie naszej akrobatki zawisło na tablicy honorowej pod napisem "sportowiec miesiąca".
Bezapelacyjnie należy jej się.
Z kolei Monster zdobył w klasie tytuł supermana, bo wygrał we wszystkich konkurencjach podczas klasowych zawodów.
- I jestem najsilniejszy - dodaje i nakazuje mi samej sprawdzić w tabeli wyników.
Mam to więc na piśmie, tylko co jakiś czas muszę mu przypominać, by ofiarami jego siły nie były istoty żyjące, w szczególności niektórzy koledzy z klasy.

Poza tym nadal mozolnie przekopujemy się przez kolejne książki i nadal muszę argumentować, dlaczego W OGÓLE umiejętność czytania jest potrzebna.
Pojedynkujemy się na argumenty.
Pada  o czytaniu obsługi gier czy komputera. Odpowiedź, że TAKIE RZECZY to lubi czytać i czy może zamiast codziennych paru stron z książki? - zapalają mu się oczy i gasną, gdy odmawiam.
Potem rzucam ten, o coraz grubszych podręcznikach, Monster mi na to, że podręczniki może czytać, ale PO CO KSIĄŻKI.

- Gościu, czyż czytanie różnych historii nie jest PASJONUJĄCE??? Przecież lubisz, jak czytamy wieczorem? - pytam osłupiała
- Ale to TY czytasz - odrzuca argument Monster - i to lubię. Nie lubię tylko czytać SAM - podkreśla patrząc mi prosto w oczy

Zamknęłam dyskusję mówiąc, że nie ma dyskusji i mus to mus. Bo co w końcu, kurcze blade...

Monstery starsze określiły się też co do kariery zawodowej.
Monster będzie oczywiście trenerem taekwondo, a Monsterówna - wiejską listonoszką.

- Będę jeździć na rowerze i rozwozić listy - mówi dodając, że zainspirowała ją pani listonoszka w leśnej głuszy

- A nie samochodem? - podpytuję

- O nie, samochodem jest nudno! Nie słyszy się śpiewu ptaków, a poza tym, obok mnie będzie biegł mój pies!

I na tę okoliczność ułożyła piosenkę:

Gaja i pies, Gaja i pies.

Z pełnym workiem gnają przez las.

Wszyscy już czekają na listy, a oni gnają tak, gnają jak wiatr.



Wydawałoby się (tak przynajmniej wieścili niektórzy), że przejście do szkoły sportowej ukróci Monsterównie wszelkie pozasportowe możliwości rozwoju. Z wielu powodów, głównie poprzez pustynię intelektualną, bo wiadomo przecież POWSZECHNIE, że sportowcy, to nie naukowcy i skoro tyle trenują fizycznie, to mózg im w tym czasie ulega atrofii.

Ale nie w przypadku Monstrówny.

Mam wrażenie, że dla niej doba się rozdęła i najbardziej twórczy czas dopiero właśnie nadszedł. Oprócz produkcji plastycznej na konkursy i bez konkursów, Monsterówna rozpisała się na dobre.
Piosenki pisała "od zawsze", ale ostatnio nastąpił nawał piosenek przewodnich opisujących zdarzenia z jej życia (z czego najbardziej dla mnie zabawną był rapowy kawałek z wpadającym w ucho refrenem:
PEWNEGO DNIA UCIEKŁY WARZYWA, A TAK NAPRAWDĘ KTOŚ JE ZJADŁ
napisany w odpowiedzi na mój dramatyczny okrzyk, że nie mam z czego zrobić zupy....)

, a ostatnio para się dziennikarką wydając Gazetę Polską, w której dotychczasowych trzech numerach dokumentuje brawurowe przygody helikoptera i jego pilota, w której to roli występuje Nieustraszony Monster.

Przygody trzymają w napięciu, kończą się zawsze suspensem "CDN" i pokazują, że to pokolenie rodzi się już z marketingowym podejściem, bo w pierwszym numerze dodatkiem był gratisowy bilet do kina...


- Ciekawe, co będzie dalej? - zastanawia się Monsterino po przeczytaniu ostatniego numeru

Och, ja też nie mogę się doczekać.



Archiwum
do Monsterowa tędy