piątek, 28 października 2005
Dzień dyni

Monstery molestowały mnie o dynie od pewnego czasu, więc w końcu pofatygowałam się na targ.

- Szefowa dom będzie dekorować, tak? - zagaiła handlarka, gdy długo i starannie wybierałam pomarańczowe kule.

Monstery zabrały się do pracy.

Najpierw plan wycięć.

Potem wycinanie (to już Monstermama walczyła na noże) i w końcu wybieranie miąszu.

A to efekt po zmroku

Pytanie: czy wszyscy już wiedzą, dlaczego dynie są trzy?

Monstery jeszcze nie wiedzą...

czwartek, 27 października 2005
Monstermasochistka

- Po przedszkolu idziemy na szczepienie - zakomunikowałam Monsterom jeszcze rano, tak żeby nie było jęków, że nie uprzedzałam

Monster nie skomentował zapowiedzi, natomiast Monsterówna wyskoczyła z butów z radości.

- O, tak!!! Na WSZCZEPIENIE!!! Czy pójdziemy do szpitala? Czy to będzie BOLAŁO? - wywrzaskiwała Monsterówna ucieszona niesamowicie, co mnie troszeczkę zaskoczyło, ba, nie bójmy się tego słowa: zamurowało mnie.

- Może troszeczkę boleć, to takie małe ukłucie będzie, o tak: pyk! - wykonałam prezentację ukłucia za pomocą naostrzonego ołówka, choć tak naprawdę, to nie wiem, czy będzie bolało.

- Łee, jak chcę DUŻY zastrzyk! Chcę być pierwsza, mogę, mogę, mamusiu, pierwsza?

- Możesz, możesz - zgodziłam się łaskawie, ale do teraz zastanawiam się, czy czegoś nie przegapiłam w rozwoju Monsterówny... jakieś skłonności masochistyczne... zastrzykomanka nam się ujawniła?

poniedziałek, 24 października 2005
Miód na serce

Monsterówna jest znacznie bardziej niż Monster powściągliwa w wyrażaniu uczuć  bezpośrednio.  Ma to pewnie (nikogo nie obrażając) po jednej ze swoich babć, która wg rodzinnej legendy powiadała wprost: "jak się kocha, to się nie mówi".

W każdym razie metody wyrażania uczuć Monsterówny to rysunki, prezenciki, przytulańska, albo... obrażanie się.

Monster - wręcz przeciwnie. On od razu - jak nie lubi, to powie, ba, da odczuć, że się tak wyrażę, ale jak kogoś lubi, to też powie. Bez specjalnej okazji.

To, że Monster jest wpatrzony w Monsterównę nie tylko w przedszkolu - wiadomo. Zwyczajnym zatem jest, że i przy obiedzie, jednocześnie huśtając się na krześle, lawirując widelcem pomiędzy ziemniakami a brukselkami, szturchając, według jego mniemania, po przyjacielsku Monsterównę, rzecze:

- Lubię, nie - KOCHAM Gaję!

I co z tego, że szturchnięta Monsterówna zamiotła włosami i obraziwszy się uprzednio odeszła od stołu...

A wieczorem, gdy Monsterówna już dawno w objęciach Morfeusza, uspokojona moimi zapewnieniami, że i smoki i wilki na pewno nie będą jej się śniły, Monster zawodzi, bo na spanie szkoda mu czasu... W końcu obejmuje łapkami mi szyję, ucisk jak wąż boa, skąd się bierze ta siła? I jeszcze ma dech, żeby wysapać: moja kochana mamusia...

Odblokowuję tchawicę, gładzę go, proszę,żeby spał, bo się nie wyśpi.

- A ty mnie jak kochasz? - pyta, jak zwykle - no przecież, jak mogłam zapomnieć...

- Ja ciebie też kocham - przytulam go

- Tak słabo? - stwierdza Monster

Jak się nie roześmiać...

niedziela, 23 października 2005
Optymistycznie


Idąc na głosowanie natknęliśmy się na panią wiozącą jednakowo ubrane bliźniaki w specjalnym, bliźniaczym wózku.

- O, dwa takie same dzidziusie! - Monster stanął w pełnym zachwycie
- Bliźniaki to są - pouczyła go Monsterówna - mamo, a jak ta pani je urodziła, na raz? - zainteresowała się
- Raczej jednego szybko po drugim - stwierdziłam
- Mamusiu, ja też chcę, żebyśmy mieli takie bliźniaki, takie same, możemy, proszę! I taki wózek mielibyśmy PODWÓJNY! - zaczęła planować Monsterówna
- Oj, to nie jest takie proste... - zaśmiałam się
- Dasz radę! - zmotywowała mnie córka
czwartek, 20 października 2005
Droga przez mękę

 

Powrotna droga z przedszkola z oboma Monsterami generalnie podnosi poziom adrenaliny w organizmie.

Tak, powtarzam sobie bezgłośnie w głowie: „są zmęczeni, są zmęczeni, to nie ICH wina”, ale muszę naprawdę się pilnować, żeby nie wybuchnąć.

Zazwyczaj Monster, gdy mnie widzi, to wiesza mi się na szyi, Monsterówna za to obraża się, że przychodzę za wcześnie (mimo, że są już jednymi z ostatnich).

Potem nie chcą się ubrać. Monsterówna płacze, Monster jęczy. Nie chcą się wysikać, a potem po wyjściu zaraz zamierzają sikać w krzaczkach. Naciskanie na sikanie w przedszkolu powoduje narastanie oburzenia i obrazy na licu Monsterówny i większy jęk Monstera. No, ale przy takich temperaturach na dworze sikanie jest wykluczone.

W końcu wypadamy z przedszkola.

Monsterówna ucieka.

Wrzeszczę za nią, że jak nie będzie się mnie trzymać, to nie dostanie niespodzianki. (przekupstwo!)

Monsterówna uważa, że jest wystarczająco dorosła, żeby przejść samej przez dwupasmówkę na pasach.

Monster chce na barana, loda, na podwórko, żeby go trzymać, gdy on idzie po krawężniku – wszystko na raz.

Pacyfikuję Monsterównę – wykręca mi się, ale zakładam nelsona i przechodzimy przez ulicę.

Ucieka dalej, ale teraz jest w stanie NIE wpaść pod samochód. Chyba, że się bardzo postara, to pod jakiś parkujący.

Monster ciąży mi na ramionach i jęczy o soczek i bułkę.

Zatrzymujemy się w sklepie.

Monsterówna nas namierza, ale okazuje się, że to nie do tego sklepu chciała pójść, więc jest obrażona nadal.

W końcu docieramy do placu zabaw: kolejna tragedia: nie ma jej przyjaciółki (a teraz będzie coraz gorzej, im zimniej, tym trudniej kogoś zastać).

Monstery przetaczają się leniwie przez plac zabaw, ale bez kolegów to nie to samo.

Ewakuacja do domu – nie ma takiej możliwości, żeby chcieli tego w tym samym czasie – więc któreś jęczy/ryczy/pokłada się na betonie – wybrać dowolnie.

W domu też jest wesoło.

W trudzie i mozole odfajkowuję kolejno elementy obowiązkowe wieczoru.

I gdy w końcu nareszcie śpią, czuję się jak po walce – zdrowo zmęczona, ale wygrana. Albo przegrana – gdy jednak nie uda się okiełznać nerwów.

Tak też bywa, niestety.

poniedziałek, 17 października 2005
Dorosła

 

W sobotę Monstertata miał zostać oddelegowany wraz z Monsterami do teatru.

Nie wzięliśmy pod uwagę jednego: że Monster wcale nie chce soboty spędzać w teatrze. Kategorycznie stwierdził, ze on się chce z tatą bawić pociągiem, a teatrzyki, to ma w przedszkolu.

Zatem Monsterówna pojechała do teatru z przyjaciółką-sąsiadką – Stasią.

I straciliśmy córkę na sobotę…

Monsterówna  po teatrze owszem, przybyła do domu na obiad, ale tylko dlatego, że u Stasi na obiad była ryba, a u nas zupa pomidorowa.

Potem zdecydowała, że zamiast do babci i dziadka, to ona woli na spacer iść ze Stachą.

I właściwie była zdecydowana, żeby u Stachy spać, ale że przypomniało jej się, iż ostatnio, gdy spała u Stachy, ta nie dawała jej zasnąć, więc EWENTUALNIE wróciła do domu.

Myślałam, że to nastolatki nie chcą się wozić z rodzicami wybierając rówieśników, ale przedszkolaki?

 

Monster za to widać, że cieszy się weekendem. Że może pobyć w domu, dziadka odwiedzić, do rodziców się poprzytulać. Odespać.

Trzeba się cieszyć tymi chwilami bliskości, bo po Monsterównie widać, jak szybko dzieci odchodzą do świata.

piątek, 14 października 2005
Nowe pytania egzystencjalne

 

- czy można pójść z lalką do Nieba?

- co będzie, jak wszyscy ludzie będą aniołkami?

Takie problemy trapią Monsterównę ostatnio.

Poza tym - ma problemy ze zrozumieniem, że nie zawsze dziewczynki w przedszkolu będą się bawić w to, co ona zaproponuje. I że nie zawsze ktoś chce, żeby nim rządzić.

Ot, życie.

czwartek, 13 października 2005
Zajęty
  • Zjedz witaminkę! – proponuję Monsterowi pochylonemu nad budową garażu
  • Nie, telaz nie mogę, buduję dach. PO robocie zjem.
  • Ok.
  • – zgadzam się i po dłuższej chwili dochodzi do mnie, że Monster nie powiedział “po lobocie”, tylko “robocie”. A może się przesłyszałam?

Indaguję:

  • Jak masz na imię chłopczyku? - w duchu karcę się za tak idiotyczne pytanie, no ale jak mam sprawdzić...
  • Robelt! – stwierdza Monster
  • A powiedz: rower!
  • Rowel!

No i nic nie wiem. Co

jakiś czas mówi “r”, choć jest to takie niemiecko-francuskie, tylne “r”. No i w co drugim słowie.
środa, 12 października 2005
Absurdalnie

 

- Zepsuł mi się galaz – jęczy Monster

- Warto czekać! – odpowiada mu na to Monsterówna

- Warto bekać! – dzieli się spostrzeżeniem Monster

- Taki los! – kontynuuje konwersację Monsterówna

- Los, cios, dos, boss – rymuje Monster i to już jest koniec – potem obydwoje się awanturują: Monsterówna, bo Monster ją przedrzeźnia, i Monster, bo obserwowanie denerwującej się Monsterówny jest całkiem fajne…

wtorek, 11 października 2005
Skutki uboczne katechezy

  • Ja modlę się, że będę rysować lepiej od mojej koleżanki Marysi. Dzisiaj modliłam się o to trzy razy. Bo ona nie umie malować koniów, a ja tak. Prawie.
  • Prawda, mamusiu?

    Taki monolog strzeliła Monsterówna chwilę przed snem, wcześniej dłuższą chwilę klęcząc przed Aniołem Stróżem.

poniedziałek, 10 października 2005
Wybory

Cały kraj wybierał swojego prezydenta, a Monstery... swoje przyszłe zawody.

Może by tak fryzjerką?

Albo kucharzem - cukiernikiem?

piątek, 07 października 2005
Precyzyjny

 

 

- Wyjmij te samochody z garażu i chodź! – rozkazuje Monsterowi Monsterówna wymyśliwszy nową zabawę, do której potrzebne są jej Monster i chyba jego pojazdy z garażu

- To NIE są samochody tylko MOTOLY! – wrzeszczy na nią obrażony Monster

- No to wyjmij ten motor wreszcie! – denerwuje się z kolei Monsterówna

- Nie JEDEN motor tylko DUZO motolów – podsumowuje już spokojnie Monster i usuwa precyzyjnie, czyli jeden po drugim, motory z garażu, po czym powoli, z godnością udaje się w stronę Monsterówny.

czwartek, 06 października 2005
Co ma Monster?



 - Mam chleb cuchnący po spodniach
– zwierzył mi się Monster

Any idea?
wtorek, 04 października 2005
Niepoprawność polityczna

Czy jeśli Monsterówna mówi (głośno) na widok spotkanego pana o czarnej skórze: "O, murzynek!", to Monstermama powinna:

a) ofuknąć Monsterównę, że nie należy głośno wołać za ludźmi na ulicy

b) odciągnąć dyskretnie Monsterównę na bok, przyznając jej na ucho, że to rzeczywiście murzyn

c) poprawić głośno Monsterównę (tak, aby człowiek o czarnej skórze słyszał) - to jest afroamerykanin? afrykańczyk? człowiek o czarnej skórze?

d) zignorować zawołanie;

Dopraszam się odpowiedzi:). Dla ułatwienia dodam, że wybrałam opcje d), ale nie byłam tym moralnie usatysfakcjonowana.

poniedziałek, 03 października 2005
Pod wpływem

-         Kocham Cię – chuchnęłam Monsterowi w uszko na dobranoc

-         Jak? – zwięźle i całkiem trzeźwo, jak na zasypianie, sformułował pytanie Monster.

Przytuliłam, ba, ścisnęłam Monstera zatem mocno, co by poczuł, jak bardzo go rodzicielka kocha, ale Monster, zniecierpliwiony, a nawet niezadowolony uwolnił się z objęć i stwierdził:

-         Jak stąd do księzyca mas powiedzieć!

Po czym opadł na poduszkę i zasnął.

To się nazywa wpływ lektury na życie codzienne.

Archiwum
do Monsterowa tędy