czwartek, 29 września 2016
horror

 

W pewnym wieku należy się wysypiać, bo inaczej można przestraszyć się twarzy w lustrze.

A ja nawet nieszczególnie lubię horrory.

Ciemną nocą ruszyłam do pracy, a kawa, którą przed piątą ugotował mi, heroicznie wstawszy nawet przede mną, Monstertata, została zapomniana w kuchni! Ależ byłam wściekła, gdy to, już przed bramą zakładu, odkryłam.

Monsterunio czujnie złapał za swoją żywą butelkę, zanim wychynęłam spod kołdry, więc jeszcze na wyjście się wyprzytulaliśmy. Monsterunio posiada podobny czujnik obecności, w jaki wyposażony był starszy brat, ale ten egzemplarz daje się oszukać innym, ciepłym ciałem, z czego ochoczo korzystam delegując do usypiania któreś ze starszych Monsterów. Rano Monsterunio przylega do Monstertaty i jeszcze dosypiają. Rekordowo napompowane są po takiej nocy pieluchy - wielorazowe nie dawały rady - pampki trzeszczą w szwach.

Fatum historii w tym tygodniu nadal rządzi. Tyle, że Monsterino, co by nie wyjść na naciągacza, poszedł do szkoły, przetrwał fatalny przedmiot, ale rozłożył się na akro, po czym ozdobił womitem samochód, gdy na cito wezwany Monstertata wiózł go ze szkoły. Resztę popołudnia i nocy przespał, po czym dzień później obudził się o czwartej jak nowonarodzony.

Zobaczymy, co się wydarzy w przyszły wtorek.

Monstery mają dosyć aranżowania weekendów przez Monstermatkę, znaczy w spokoju pragną być zostawione i bezproduktywnemu nałogowi komputerowemu oddać się we władanie.

Monsteruniowi byle las wystarczy, o tym już pisałam, ale Monsterina chciałam przewlec przez grody średniowieczne, jako że naprawdę wstyd, mieszkając tak blisko, żeby ich wszystkich nie znać.

Pewnie go znowu muszę zaszantażować blokadą dostępu do tabletu, bądź w ostateczności marchewką w postaci porcji zbędnych węglowodanów połechtać, bo jak zostawiłam sprawy własnemu biegowi, co by chwilę pożyć bez wrzasków, marudzenia i nerwów szargania, to do mojego sumienia i obowiązku rodzicielskiego Monsterówna, na zajęciach o cyberuzależnieniach chowana, się odwoływała, rwąc włosy z głowy nad moim lekceważącym do sprawy podejściem.

No to teraz nie lekceważę i cały przegląd najgorszego zachowania i po stronie dziecka, i rodzica, na bieżąco mam.

Aha - i po co właściwie ja się tak zrywam po nocach do roboty?

Po co w ogóle do roboty, skoro w domu chlew i gemyla oraz taki ciu-ciu-ciu Piękny Liściozjadacz

Z potrzeby rozrywki, oczywiście.

poniedziałek, 26 września 2016
radości Wam powiedam

 

Cały weekend oraz pół piątku Monsterówna spędziła na Mistrzostwach Polski Juniorów w Zielonej Górze i nawet zadowolona wróciła, choć potem jak utknęła nad książkami, tak jej już do północy zostało.

Monster z kolei jakiś zestresowany ilością nauki, nawet do kina wziął zeszyty, co by powtarzać w trakcie początkowych reklam. Dziwne.

Monsterino bardziej wyluzowany, choć poniedziałek zawsze nadchodzi za szybko. No, ale ograł nas w "Osadników", a że miał marzenie, żeby wreszcie rodzinnie zagrać, zatem ukontentowany. Teraz wieczory coraz dłuższe będą, to i więcej partyjek się uda machnąć, może nawet Monstertata kiedyś wygra i mu się humor polepszy...

Dla Monsterina sobota była jednym z jego najlepszych dni w życiu, ponieważ na swoim szlagierowym dystansie - 400m - wywalczył puchar, jakiego jeszcze nie miał w swojej kolekcji.

Ogromiasty

Natomiast tytuł Najbardziej Niezadowolonego Dziecka Weekendu przypada tym razem Monsteruniowi. W sumie trudno mu się dziwić - katar cały czas mu spływa, a to nosem, a gardłem, za glutoodciąganiem nie przepada. Dodatkowo czwórka kolejna się wyrzyna, zatem palce w paszczy, ale niekoniecznie - mogą być inne akcesoria - czyści ściółkę leśną z patyków, na przykład.

Albo likwiduje stóg.

Przynajmniej pogoda nas rozpieszczała, a na zewnątrz jakoś łatwiej z bólem egzystencji sobie poradzić.

I jeszcze mała refleksja po kolejnym spacerze w zoo: roczniakowi zupełnie nie są potrzebne zwierzęta w zoo. Wręcz przeszkadzają. Skrzypiące furtki są świetne, szeleszczące liście pod nogami, też, a melex dowożący karmę dla kóz - idealny do eksplorowania. (Dlaczego Pan Obsługujący Pojazd tak szybko się ewakuował?!)

Starszy brat opiekuńczo pilnował, by młodszy nie utracił paluszków pod wielkim dziobem.

Kozy, chyba przejedzone, nie interesowały się pulchnymi kończynami naszego Robaczka. I dobrze. Nawet takie wytytłane są bardzo całuśne.

Jeśli chodzi o poranki, to już, niestety, nadszedł moment wstawania po ciemku. Oby do wiosny.

czwartek, 22 września 2016
wirus

 

Wirus przeszedł w zeszłym tygodniu przez Monsterowo zbierając obfite żniwo. Co do Monsterina, to mam nie poparte żadnymi twardymi dowodami, podejrzenie, że oprócz wirusa żołądkowego tam się jakaś alergia na przedmiot szkolny wdarła. Gdyż dwa razy, gdy miał we wtorek do przybytku edukacji się udać, a wtedy właśnie jest jedyna w tygodniu historia, lądował na kanapie z miską w pobliżu.

No cóż, niektórzy nie chcą się poddać historycznej prawdzie.

Swoją drogą zgadałam się z rodzicami, że nauczyciel za bardzo to im życia praojców naszych, Słowian nie przybliża (gra na telefonie w czasie lekcji, zadaje im do przeczytania podręcznik, a potem naprawia komputer,  a w Poznaniu mieszkając i z takimi o dziedzictwiez muzeami się stykając, to aż wstyd.

I chyba poruszymy temat na forum szkolnym.

No nic - starsi wkuwają historyczne terminy po angielsku, zasuwają w gimnazjum jak pracowite pszczółki, tymczasem Monsterino awansował na kolejny poziom samodzielności i wraz z trójką kolegów na angielski z native'em udaje się bezpośrednio ze szkoły. Mogą się przejść lub przejechać tramwajem. Tyle, że są ograniczeni czasem i jeśli tramwaj im ucieknie, to powinni iść. Ale gdzie tam - przecież oni nie lubią chodzić!

Na razie pracujemy nad komunikacją, także z native'em, bo Monsterino twierdzi, że go nie czai (ma prawo), tyle tylko dlaczego zatem uważa, że native obraża ich prawie wszystkich, poza Idealnym Jakubem, mówiąc, że nie mają tak dobrego mózgu jak Jakub.

- Tę zniewagę zrozumiałeś, a reszty ni w ząb? - zżymam się

- Nie lubię go i koniec - irytuje się Monsterino

Monster spędza po 3 godziny dziennie na treningu, w sobotę też chodzi, a w niedzielę jeszcze na jump arenę. Trampolinowy ADHD! Monsterówna spokojniej podchodzi do wszystkiego, rzekłabym - flegmatycznie, tylko nie chcę cierpieć jej fochów, jak to przeczyta.

Monsterówna generalnie ma czas i zdąża na wszystko, tylko, że robi to przeważnie na ostatnią chwilę. Ja tak nie lubię, Monster też nie, więc jak mamy wyjść razem, albo oni we dwójkę gdzieś idą, to tarcia się ogromne.

W sobotę ledwie zdążyliśmy odebrać pakiety startowe na zawodach (co nie przeszkodziło Monsterównie doskonale pobiec i łyknąć drugie miejsce, ale prawdziwą sensacją był start Monstertaty, który zdobył pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej!), w niedzielę mieli wyjść do teatru wcześniej, ja już tam byłam, bo na wcześniejszy spektakl z Monsteruniem pojechałam, ale wyszli później i cała złożona logistyka przesiadek im się posypała.

- Przecież zdążyliśmy! - argumentuje Monsterówna - następnym razem wyjdźcie bez mnie wcześniej.

Na szczęście spektakl wszystkim się podobał i go polecają.

Żeby zaciągnąć Monstera do teatru (akurat tak się złożyło, że w jednym tygodniu), musiałam wystawić mu zaświadczenie dla trenera, że go zmuszam do ochamiania się, tfu, ukulturalniania.

I jeszcze mam NICZEGO nie planować do przodu na soboty bez jego wyraźnej zgody. Ewentualnie, jeśliby to były regularne wizyty w jump arenie, to mam jego błogosławieństwo.

wtorek, 13 września 2016
jaki poniedziałek, takie całe życie

 

Oczywiście zawsze mogło być gorzej. Bo akurat obie szkoły zażyczyły sobie wszystkie trzy zebrania na tę samą godzinę. A mogło dojść jeszcze żłobkowe, prawda? Zamiast tego mieliśmy tradycyjne odczulanie Monstera, więc i tak bez zaangażowania monsterdziadków się nie obeszło.

O treści zebrań się nie wypowiem, bo dopiero zbiorę (nomen omen) wszystkie informacje, ale w gimnazjum wrze, bo nauczyciele zaczynają rozglądać się za pracą... Akurat tym z TEGO gimnazjum się dziwię, bo to zespół szkół z podstawówką, więc jak dla mnie to mechanizm przekształcenia będzie prosty - ale rozumiem nauczycieli w samodzielnych szkołach - jak dostaną jakąkolwiek propozycję, gdziekolwiek, to uciekną jak najszybciej. I okaże się, że w ostatnim roku gimnazjów nie będzie komu dzieci uczyć.

Piękna pogoda za oknem, a dzieci w szkole popadają w depresję. Współczuję im i sobie - też siedząc za biureczkiem w okularach przeciwsłonecznych, bo akurat tak nisko słońce operuje, czuję się nie na miejscu.

W weekend biegaliśmy, choć upał był nieznośny, w Lesznie. Byłam jedyną matką z wózkiem, biegło się kiepsko, bo po trawie, bez cienia, rekordów nie pobiłam. Chłopców wyciągnęłam na szeroko reklamowany poligon wojskowy, który okazał się klapą totalną - miała być musztra, pole minowe, noszenie sprzętu, strzelanie - a było trochę kapiszonów, zadymiony namiot i 10 strzałów w sumie może z 30 sekund wszystkiego - myślałam, że mnie Monster rozszarpie, że na takie g... z treningu zrezygnował.

Jedyną pociechą to zbieranie tą akcją pieniędzy na Ostoję dla emerytów - schronisko dla zwierząt mundurowych odchodzących ze służby.

Na biegach dziecięcych brylował Monsterino i tak mu się spodobało, że w niedzielę nad Rusałką też postanowił pobiec. I znowu wygrał.

Monster, który dojechał nad Rusałkę, gdy już się wyspał, stwierdził, że nagrody kiepskie. Ale do frajda parku (co nagrodą za bieg było) też chciał wejść, więc wykombinowali jakąś skomplikowaną bajeczkę, że on jest niby Monsterina opiekunem. Nie wiem, jak to obsługa parku łyknęła, ale wpuścili ich. Grunt to mieć tupet.

piątek, 09 września 2016
wrześniunio

 

Monsterino ma dzisiaj pierwszy sprawdzian z matmy, więc tłukliśmy przez ostatni tydzień ułamki dziesiętne. Jak po grudzie szło. Chyba nie potrafię tłumaczyć (monstertata, monsterdziadek, Monster i Monsterówna też nie). Nie każdy musi być geniuszem matematycznym, ale żeby na poziomie V klasy już odpaść, to się nie godzi.

Poza tym ze zdziwieniem skonstatowałam, że po rozpoczęciu roku brakuje mi czasu, żeby z każdym z Monsterów porozmawiać, wysłuchać skarg i zażaleń oraz zanotować wszystkie potrzeby.  A jak rozmawiam z jednym, to już Monsterunio leci i przekrzykuje towarzystwo. Taki rozpuszczony!

Chociaż trzeba przyznać, że mu starsi przebaczają wszystko i kochają nad życie, zatem mniej rozpuszczony raczej nie będzie.

W związku z początkiem roku szkolnego i początkiem nowych sezonów zapisywania na zajęcia, wyrośniętych ciał, głównie stóp, po wakacjach oraz innymi wydatkami, taka mnie refleksja naszła, jak to pojechałam w III klasie liceum na rok do szkoły w Stanach i miałam jedne buty sportowe, czyli tzn. adidasy, dla mnie super - kupione w tanim sklepie typu aldi w Niemczech, ale w porównaniu z tym, co było wówczas na straganach w Polsce (bo to 1992 rok był) - fantastyczne. No i ja w tych butach wszystkie dyscypliny, od siatkówki do biegów zaliczyłam w tamtym pamiętnym roku szkolnym. Podczas, gdy moi amerykańscy koledzy na każdy sport mieli inne buty, co mnie do śmiechu doprowadzało.

No i się doczekaliśmy takich czasów teraz w Polsce: Monsterino na piłkę ma 3 pary różnych butów w tym samym rozmiarze, gdyż: normalnie gra na boisku ze sztuczną nawierzchnią - żeby się nie ślizgać potrzebne są buty z podeszwą turfy, na halę - halówki, a na ligę, graną na trawie - korki.

Dobrze, jak się uda wynegocjować niezupełnie najnowszy model.

Za to Monster poleciał po taniości - tylko lekkie buty i na wf i na codzienne chodzenie i wyraził przyzwolenie, by najtańsze nike'i mu kupić na piłkę, bo to naprawdę nie ma sensu, żebyś przepłacała. Łaskawca:)

Archiwum
do Monsterowa tędy