poniedziałek, 28 września 2015
jak to się stało, że piątki mam wolne

 

tylko dlatego, że spóźniłam się z zapisaniem Monsterunia na basen i wylądowaliśmy na liście rezerwowej, po miesięcznym ćwiczeniu planu zajęć okazało się, że piątek mam wolny. W sensie braku zajęć dodatkowym, a nie, że mam wychodne, co to, to nie.

 

Wychodne mam co jakiś czas, gdy biznesspotkanie na tyle super hiper ważne bywa, iż wyjący Monsterunio byłby utrudnieniem w zrozumieniu treści. Albo jak ostatnio - pojechałam z Monsterówną na charytatywny Bieg dla Grażyny, który wygrała na swoim dystansie, zresztą, a Monsterunia ciężko byłoby przytroczyć do siodełka, skoro wybrałyśmy się rowerami, a wypasionej przyczepki dla Monsterunia jeszcze się nie dorobiłam.

W każdym razie, gdy miewam wychodne, to Monsterunio miewa się dobrze. Nie chce jeść non-stop, tak jak ze mną, więc nie tyje.

- Dlaczego nie przyzwyczaiłaś go do smoczka? - oskarża Monsterówna snując wizje otyłości w wieku niemowlęcym

Faktycznie, ciężko to uzależnienie idzie, zdecydowanie nie lubi silikonu. Ale z butelkowym smokiem nie ma problemów. Co mleko, to mleko jednak.

Obraz utuczenia wrzuciłam na ekskluzywnie Monsteruniowi obecnie dedykowanym blogu, czyli nowymonster.blox.pl, wejdźcie, bo jest na co popatrzeć. Podczas kąpieli wyłuskuję brud spomiędzy niezliczonych wałeczków.

Czyli ustaliliśmy, kto, co obecnie w Monsterowie ma na głowie.

Monsterunio- tyje.

Monsterino - irytuje matkę zanikiem polotu - klasyczny Dzień Świra tłuczemy przy każdej powtórce słówek z angola czy niemca. Poza tym - ciągła inwigilacja i popychanie - ledwo się odwrócę, a odwracam się regularnie, bo Monsterunio odrywa - to już czmycha do siebie, oby jak najdalej od podręcznika.

Monstertata przypomina, że z Monsterem też tak było, a nawet gorzej, bo Monster nie czytał i było zagrożenie, że nie zacznie. No i proszę, na jakiego zrównoważonego -tfu, tfu - nastolatka wyróśł.

I tu dochodzimy do obecnej gwiazdy sezonu - roku szkolnego 2015/2016 - Monstera.

Monster rządzi. Został przewodniczącym klasy POMIMO swojego mikrowzrostu.

Powoli ogarnia przedmioty, wymagania, no i klasę. Cieszy się jak głupi do sera, zerkając do e-dziennika, bo to nowość dla niego, w podstawówce dopiero teraz wprowadzili.

A jak ma się czym pochwalić, to się chwali. Na przykład piątką z zadania domowego, bo wyczytał, że ma wagę 100%.

- Tak tylko piszą, ale do oceny końcowej i tak się nie liczy praca domowa w 100% - studzi radość Monstera Monsterówna - wielce doświadczona drugoklasistka

Kąciki ust Monstera natychmiast opadają.

- Czemu tak od razu go gasisz, daj mu się nacieszyć -  szepcę karcącą

- A niech od razu wie, a nie że się później rozczaruje - tłumaczy swoje racje starsza siostra

Monster ma nowych, fajnych kolegów, nikt nie szpanuje, na basenie jest na najszybszym torze, na wyjeździe integracyjnym było świetnie - a wisienką na torcie jest jego decyzja o kontynuacji akrobatyki.

Po obozie było rozedrganie - z jednej strony dobrze mu szło, z drugiej bał się kolejnego zawalenia zawodów. Nawet o wizytę u psychologa niby sportowego się otarliśmy, którą to rozmowę Monster ocenił jako największą stratę pieniędzy EVER.

Ostatecznie na zawody pojechał, skopał układ, ale nie wyleciał, zajął 10 miejsce na 15 zawodników i na razie jest na tak.

No i szefowa.

Monsterówna jak zwykle chce we wszystkim osiągnąć maksa. Co wprowadza ją samą w stan rozedrgania, gdyż zwyczajnie nawet dla niej doba nie chce się rozciągnąć. Choć nie zdziwiłabym się, gdyby jakiś czasorozciągacz u siebie chowała, bo oczywiście na każdym polu jej wychodzi.

I to jak!

środa, 09 września 2015
i ty możesz zostać świętym

 

 

 

Imprezka była i się skończyła, książki jeszcze nie do końca przeniesione, ale widać horyzont, to znaczy zwinięty w najdalszym kącie dywan, więc jest szansa na porządek przed Gwiazdką. Święta są deadlinem wielu porządków, bo potem wracam do pracy na więcej niż 2 dni w tygodniu i się zacznie.

Tymczasem rok szkolny rozpoczął się z przytupem - to znaczy Monster już się nachodził - teraz jest na wyjeździe integracyjnym, co wściekło Monsterównę, gdyż ona w zeszłym roku żadnego wyjazdu integracyjnego nie miała.

Zasadniczo Monsterówna jest w tym roku na nie, jeśli chodzi o szkołę, klasę, koleżanki oraz nauczycieli, w przeciwieństwie do młodszego brata, który (na razie) w pełni zadowolony (oprócz grupy z angielskiego, do której trafił, no i pana z niemca). Okazało się, że dyplom z Kangurka, który trzeba było pilnie donieść związane było z utworzeniem klasy matematyczno-fizycznej. Także ma Monster w klasie samych kangurkowców, a wychowawczynią została fizyczka.

I na nic się zdało straszenie Monstera gimnazjum - nadal to Monsterówna siedzi wieczorami. Aczkolwiek nie wiadomo, czy nad lekcjami, gdyż - i tu nowość - siedzi u siebie w pokoju.

Trzeba ufać dziecku, gdy dziecko mówi, że się uczy i pójdzie spać przed północą, prawda?

Ograniczone zaufanie mam jednak do Monsterina i niestety okazuje się to na ten moment zasadne. Trzeba sprawdzać, co tam wymodził, czy spakował, czy odrobił i jakiej jakości jest to odrobione. Opór materii przy tym jest znaczny, więc się trochę przepychamy i szantażujemy, a to dopiero tydzień. I wszystkiego musi wysłuchiwać Monsterunio.

Tegorocznym szantażem no.1 jest zakaz chodzenia... nie, nie na piłkę - to jest no.2, na

 

ta-dam

tańce irlandzkie!

W wakacje, na pokazie, spodobało mu się. Nie ukrywam - ja też sobie popląsałam - nogi same rwą się do wywijania. Obiecałam mu, że we wrześniu pojedziemy na zajęcia. A że siedziba zespołu jest w centrum, więc tramwajem, z Monsteruniem na piersi, dotarabaniliśmy się jakoś, no ale czego nie robi się dla zdetronizowanego Misiaczka-Pysiaczka.

Myślałam, że po jednych zajęciach się zniechęci.

Niestety - jeszcze nie. Monster wieszczy, że jak zapłacę za cały miesiąc, to wtedy się będzie chciał wypisać.

I już kalkuluje - czy jeśli Monsterinowi płacę tyle za zajęcia, to on - niechodzący, a przecież mógłby teoretycznie. To czy te pieniądze dałabym mu anyway, bo zbiera na motor, przecież.

Normalnie Highway to hell (sygnalizuje na moim telefonie, że dzwoni Monsterino)

Archiwum
do Monsterowa tędy