poniedziałek, 29 września 2014
przegięcia

 

Taka jesień jak w ten weekend może trwać do grudnia.

Weekend wypadł mocno sportowy, nawet jak na monsterowy standard.

Monsterino miał swoje pucharowe rozgrywki.

Monstertata załapał się na lepszy, bo wygrany mecz, ja obserwowałam później porażkę.

Ale Monsterino zadowolony, to najważniejsze.

 

Chłopcy naciągnęli Monstertatę na kort i dwa dni łupali w tenisa. W niedzielę dodatkowo zaprosili utalentowanego tenisowo sąsiada, który udzielał im fachowych instrukcji i już umawiają się na za tydzień.

Monsterówna odpoczywała. Końcówkę miała bardzo ciężką, jeszcze cięższą niż zwykle. W czwartek położyliśmy się spać około północy, a Monsterówna kończyła pracę: drukowała, wyklejała, rysowała.  Rano dobudzałam ją znacznie dłużej...  Wyznała, że gasiła światło o 1:58, precyzyjna jak zawsze.

A praca wyszła jej zjawiskowo - nie dość, że w każdym szczególne dopracowana, to jeszcze dowcipna. Wymodziła przewodnik po Edenie, którego bohaterami są Adam i Ewa (oraz wąż w roli czarnego charakteru), a dodatkową atrakcją jest szukanie na każdej stronicy ukrytych jabłuszek.

Przykładowo:

 

 

W Noc Naukowców, w związku z ogólnym przemęczeniem narodu, wybraliśmy się do najbliższego ogrodu - czyli Obserwatorium Astronomicznego, do którego mamy 2 minuty na piechotę.

Pooglądaliśmy zdjęcia i pracę teleskopu (na żywo oglądać nie można było z powodu zachmurzenia). Monsterówna na przemian ziewała i zadawała trudne pytania, a Monsterino miał pretensję, że za wcześnie wychodzimy (a trzeba było Monstera z imprezy urodzinowej odebrać).

środa, 24 września 2014
torreador, czyli co nas nie zabije, to nas wzmocni

 

Odkrywamy możliwości dziennika elektronicznego w szkole Monsterówny, bo podstawówka jeszcze analogowa. Fajnie, że oceny są widoczne na bieżąco, bez sensu, że od razu pokazuje się klasowy i szkolny ranking, jakby mało było presji i wyścigu. Toteż nie skomentowałam dwójki, która pojawiła się na polskim, chociaż zdziwiliśmy się z Monstertatą, bo nawet oddała Monsterówna siedząc do nocy dodatkową pracę na polski (a że jeszcze nie do końca rozpracowała power pointa z open office, który mimo wszystko różni się od power pointa windowsowskiego, który miała w szkole, to okazało się o północy, że niektóre zdjęcia się, które już wstawiła, nie pokazują się - Monstertata siedział rozgryzał do drugiej nad ranem, w którym okienku trzeba odhaczyć ptaszka, żeby zdjęcia jednak się ukazywały).

Popołudniu Monsterówna zapytała, czy czasem nie zrobiliśmy jej siary i nie napisaliśmy meila na nauczycielki w sprawie tej dwójki, bo pani na lekcji powiedziała, że dostała parę zapytań, więc mamy wytłumaczyć rodzicom, że w tym okienku zbierają się plusy za aktywność, a nie oceny - jak będzie mieć 5 plusów, to się to zamieni w ocenę.

Dobrze w takim razie, że miałam urwanie głowy w pracy i nie napisałam tego meila...

Niezadowolona jest Monsterówna, bo na basenie została zakwalifikowana do grupy średniozaawansowanej, a nie tej najlepszej, przegrała z chłopakami i jedną koleżanką. Tłumaczę jej, że segregacja jest po to, by pływać w mniej więcej tym samym tempie na torze i nie wpadać na siebie. No, ale ambicja córki cierpi, ona-sportowiec i nie najlepsza.

W weekend Monsterówna miała wypoczywać, a siedziała nad Przewodnikiem po Edenie. Monster też się wykpił z uczestnictwa w Europejskich Dniach Dziedzictwa Europejskiego, to w tym roku tylko Monsterino na wycieczkę po muzeach się ostał (z rozpędu wzięłam nocującego u Monsterina kolegę - czy mówiłam już, że mam skrzywienie, że wychodzenie gdziekolwiek tylko z jednym dzieckiem stanowi tak małe wyzwanie, że aż się nie chce).

Monsterino powoli też wyrasta z oferty warsztatów dla dzieci. Największą zabawę mieli z kolegą, gdy przestawiali magnetyczne puzzle na stanowiskach dla małych odkrywców (typu: dopasuj ogony do zwierząt...)

Monster był Wielce Obrażonym Nastolatkiem w ten weekend. Bo po pierwsze: jego kumpli interesują tylko zboczone filmiki na you-tubie, tata nie zabrał go na tenisa (Monstertata zdziwiony, bo go nigdy o to nie prosił,a  teraz się okazało, że nie tylko Monster, ale i Monsterino OD DAWNA chcą pojechać na kort - jak zwykle okazało się, że to okrutni rodzice bronią dziecku sportu i rozrywki).

Koniec końców wszyscy chłopcy bawili się na ogromnej górze piachu, którą usypała pobliska budowa. Normalnie mam dejavu z dzieciństwa na osiedlu z wielkiej płyty - takie górki w zimie były cudowne na sanki. Nasza na pewno zniknie do zimy - teraz już nie zostawia się takiej góry odłogiem.

Wieczorem ukulturalniałyśmy się z Monsterówną na "Carmen" w Operze. Bilety załatwiła Monsterówna ze szkolnego "Klubu Melomana", ale zapowiedziała, że ŻADNA koleżanka nie idzie z mamą, więc mam siedzieć osobno.

Na przerwie jednak się do mnie przyznała, bo potrzebowała kasę na przekąskę z bufetu, he he.

Co do przedstawienia, zgadzamy się z Monsterówną, że artystka śpiewająca rolę Carmen była OKROPNA! Stara rura, krótko mówiąc. W dodatku w nastroszonym blond hełmie. Zupełnie nie pasowała do libretta! Koszmar! Rozumiem, że w Operze najważniejszy jest głos, ale nie uwierzę, że nie było młodszych artystek zdolnych unieść taką rolę. Albo chociaż perukę mogła włożyć z czarnym warkoczem.

Muzyka wiadomo - świetna. Treść dla świętoszkowatej Monsterówny mocno skandalizująca. No cóż, trochę nam się pod kloszem córka chowa. Ale miałyśmy dziewczyńskie wyjście, podglądnęłam sobie nowe koleżanki Monsterówny, pogadałyśmy w drodze do i z, jeszcze wysłuchałam zażaleń, że nie zdążyła wszystkich lekcji zrobić w piątek, a Klaudia już tak. No, cóż. To, że Klaudia nie trenuje do 18 każdego dnia nie przemawia do niej jako argument.

I znowu środek tygodnia, a Monsterówna dzień w dzień idzie spać przed północą i prosi, żeby ją rano obudzić, żeby zdążyła jeszcze powtórzyć materiał.

Zastanawiamy się z Monstertatą, czy gonić ją agresywniej do łóżka, czy pozwolić tak pracować (och, żeby tak podzieliła się tą pracowitością z młodszym rodzeństwem). Nie doszliśmy do konstruktywnego wniosku, więc chyba pozostawimy sprawy naturalnemu biegowi. Czyli albo padnie, albo przywyknie.

czwartek, 18 września 2014
jajko czy kura, czyli oby do piątku

 

- Posłuchałam twojej rady - zwierza się Monsterówna -  zgłosiłam się do odpowiedzi już teraz na początku, kiedy jest mało materiału i dostałam szóstkę!

No, proszę, jednak rady matki są czegoś warte. Zawsze to powtarzam: gdy nauczyciel wyrywa kogoś do odpowiedzi, to patrzy na ilość  ocen, więc nachapcie się na początku, bo potem coraz więcej jest materiału, a ciężej być przygotowanym ze wszystkiego (z wyjątkiem Monsterówny - powinnam dodawać za każdym razem).

Albowiem Monsterówna idzie spać przed północą z fizyką na ustach, a rano jeszcze każe się przepytywać z angielskich słówek.

Nie dziwota, że już czeka na weekend, żeby się wyspać. Dodatkowo ma absolutne prawo być zmęczoną, bo wczoraj po basenie polazła jednak na trening. Wprost na siłówkę. I trener, który ma Monsterównę na indywidualnym nauczaniu, gdyż najpóźniej z zawodniczek dociera na trampolinę, wyraził opinię, że jeśli po każdym basenie będzie w takiej formie, to on się zgadza.

Wielka mi łaska.

W każdym razie Monsterówna, gdy w końcu przed północą zakończy swe naukowe potyczki, chce się z książką zrelaksować, wobec czego, gdy my już padamy i gasimy światło, u niej jeszcze łuna z pokoju bije.

A gdy głęboką nocą do naszej sypialni pukała z niecierpiącą zwłoki KOLEJNĄ interpelacją, to mnie taka refleksja naszła, że na początku żywota cała doba rodziców jest do dyspozycji nowego rodka. Potem nowy człowiek rośnie, śpi coraz krócej, ale i w coraz bardziej przewidywalnych interwałach i nadal dłużej niż rodzic, więc w końcu, w okolicy wieku przedszkolno-wczesnoszkolnego nadchodzi ten długo oczekiwany moment, kiedy o 20, no maksymalnie 21, drzwi pokojów dziecięcych zamykają się cicho i starannie, a rodzice wygładzają swe pomarszczone czoła, prostują plecy i nie, nie krzyczą bezgłośnie:

-AFRICA!

Nie przekręcają też potencjometru na maksa. Nadal na paluszkach prędko ogarniają siebie oraz obejście i jak się poszczęści to już przed północą mogą zalec w barłogu zyskując w międzyczasie co najmniej 3 godziny niczym nie zmąconej... ciszy. Pogadać na osobności, bez gumowych uszu i radarów wokół się da. Za szybko się starsi do komfortu życiowego przyzwyczajają, gdyż małolaty rosną. Stają się nastolatkami. I nagle okazuje się,  że potrzebują mniej snu niż starzy. Ale uwagi więcej niż noworodki!

Już nie da się oporządzić chaty bez ciągłego szumu w tle. Już nie da się spędzić paru wieczornych godzin na swobodnej lekturze i filmu oglądaniu. Żeby pogadać, trzeba wyjść z domu, albo dogadywać się telefonicznie w czasie godzin pracy, bo wtedy przynajmniej nikt nie podsłuchuje.

Uwielbiam słuchanie monsterhistorii z życia czy z lektur wziętych. Tylko teraz mam wrażenie, że obecnie one nigdy nie milkną!  Ale nic to - damy radę - byle się w weekend wyspać.

wtorek, 16 września 2014
full entuzjazm

 

- Tylko ubierz te niższe buty na obcasie - zarządziła rano Monsterówna, a wstała tak wcześnie,jak reszta stada, chociaż miała dopiero na 8:55, z powodu uczenia się na fizykę.

- Zamierzałam ubrać te czerwone - zapowiedziałam z poważną miną, a wyraz twarzy Monsterówny przedstawił grozę w czystej postaci - ŻARTOWAŁAM - dodałam szybko, co by mi córka nie zeszła na zawał w tak młodym wieku i to we wczesny poniedziałkowy poranek.

Gdyż ubiór mój, którego kontrolę przeprowadzała Monsterówna, miał był zaprezentowany na pierwszym zebraniu szkolnym w gimnazjum. No proszę, a w podstawówce słuchałam opowieści mamy Oliwii, jak to córka wybiera jej strój, w którym może pójść na zebranie, jak bajki o żelaznym wilku...

Pan Wychowawca zaczął od tego, że dzieci w klasie są fantastyczne, a ponadto lubi swoją pracę, które to wyznanie rodzice przyjęli brawami.

Pierwszy raz w moim życiu słyszałam taką deklarację z ust nauczyciela, więc nawet nie zdążyłam zebrać szczęki z podłogi, a co dopiero klaskać. Wprawdzie Monstertata studzi mój entuzjazm mówiąc, iż dopiero po czynach ich poznacie, ale po tylu zebraniach w podstawówce, które zaczynały się od jęków, jakie to okropne mamy dzieci, bezcenne jest doświadczenie przeciwne.

Z drugiej strony nietrudno chwalić te dzieci, skoro zebrali samą śmietankę - z nadmiaru kandydatów odliczyli sobie najlepszych od góry.

I teraz po doświadczeniach moich z podstawówkowymi klasami Monsterów wygłoszę może kontrowersyjną opinię, ale selekcja dzieci pod względem naukowym jest dobra.

Nie na poziomie pierwszych klas podstawówki - tutaj rzeczywiście jeszcze można pokazać inną drogę i wyrównać szanse, natomiast widzę, jak męczy się Monster, kiedy jest jednym z dwóch chłopców w klasie, którzy się w ogóle uczą (i jak bardzo musi udowadniać na boisku, że nie jest kujonem) i jak się trzeba męczyć z młodymi nastolatkami, na których nie ma bata. Bo co im może zrobić nauczyciel? Dać sto pierwszą jedynkę? Jeden z kolegów Monstera nie zrobił w zeszłym roku ANI JEDNEGO zadania z anglika i miał chyba ze dwadzieścia jedynek. Jaka to motywacja dla innych, skoro go w końcu po kolejnych poprawkach i ostatnich szansach przepuścili do szóstej klasy na dopuszczającym?! (pewnie nie mogąc się doczekać, kiedy opuści szkolne mury).

Nie powinno być obowiązkowego gimnazjum dla wszystkich, tylko selekcja zawodowa, jak w Niemczech. Ci, co chcą się uczyć - do gimnazjum, reszta, do szkoły zawodowej. Zaraz po podstawówce. Niech mają fach w ręce, coś konkretnego, a nie potem zostają słabe gimna-rejonówki, które muszą przyjąć wszystkich i przerobić "Dziady". Nie dziwię się mrożącym krew w żyłach relacjom z tych, Boże się pożal, placówek edukacyjnych. "Strzeż się tych miejsc" i zrób wszystko, żeby dzieciak dostał się do szkoły i klasy dzieci, którym się chce. Na poziomie gimnazjum dzieci są już za stare i zepsute, żeby cokolwiek w ich przekonaniach zmienić. Jednostki może.

 

czwartek, 11 września 2014
wykorzystanie pakietu medycznego: pięćset procent

 

Monster znowu kontuzjowany. Na piłce, po kopnięciu przez kolegę, nie z powodu akrobatyki.

Trzy tygodnie o kulach. Super. Monstertata znowu spędził pół dnia w naszej ulubionej przychodni.

Monster pyta, czy dostanie odszkodowanie, bo za złamaną w maju rękę ubezpieczenie jak dotąd nie zapłaciło.

- Wszystko na benzynę pójdzie - deklaruje Monstertata

- No, ale... - oponuje Monster

- Ciągle cię muszę do lekarzy wozić - kończy dyskusję Monstertata

Monsterino przeżył swój telefoniczny debiut. Otrzymał numer z wieloma trójkami. Jako trzeciemu dziecku pasuje bardzo. Miał zameldować, że doszedł do szkoły i to zrobił. Natomiast po szkole był plan, by wrócił sam, przedtem uprzedzając, że już wychodzi ze szkoły. Tyle, że zapomniał i poszedł do świetlicy, a że telefon miał wyłączony, to i nie odbierał.  I tylko dlatego, że lało i Monstertata kursował, a to z Monsterówną, a to z Monsterem, po drodze zwinął też Monsterina.

Monsterówna ogarnia się w szkole, musi zbierać się ostro, bo nie nadąża przez tą swoją drobiazgowość, ale z dnia na dzień idzie jej coraz lepiej. Trener za to ją wyzywa, bo okazało się, że w dniu, w którym ma basen, na tyle późno kończy, że nie może już trenować (bo, po pierwsze primo - mięśnie po basenie będą za bardzo rozluźnione, a po drugie primo - już nie wyrobi czasowo).

W tym roku komfortowo mogę być obecna na wszystkich zebraniach, więc czuję się jakbym o czymś zapomniała i tylko nie wiem, o czym. Pewnie o kasie, bo jak podliczyłam wszystkie wersje mundurka w szkole Monsterówny, bluzy z krótkim i długim, rozpinana, polar, to mam tylko nadzieję, że albo prędko nie urośnie i to wynosi, albo Monster za rok się też dostanie do tego gimnazjum i nie będzie mu przeszkadzać, że ma zapięcie koszulki polo na damską stronę (oby tego nie zauważył, bo jak mu ktoś zwróci uwagę, to już koniec).

poniedziałek, 08 września 2014
wełnianym szlakiem

W sobotni poranek nie zalegaliśmy długo w łóżkach.

Zarezerwowaliśmy kajaki w Rogoźnie.

Monsterówna wskoczyła do taty, gdyż Monster chciał płynąć ze mną i to był błąd strategiczny, którego później żałował, chociaż ja dobrze się bawiłam.

Przepłynęliśmy z Monsterem o wiele dłuższą trasę niż inni, bo początkowo zyg-zakowaliśmy koszmarnie, kilka razy kręciliśmy się w kółko i zwiedzaliśmy intensywnie szuwary.

Po paru kilometrach wynosiliśmy kajaki podczas przeprawy. Podsłuchany dialog Monsterów starszych:

Monster do Monsterówny:

- Teraz ty siadasz z mamą!

- Dlaczego?! - pyta Monsterówna, której całkiem dobrze szło z Monstertatą, nawet doganiali Monsterina, który dosiadłszy się do wujka ambitnie pędził na czele

- Bo mama zupełnie nic nie robi, wiesz jak się trzeba z nią namęczyć?!

No to Monsterówna wzięła się za matkę.

Kapo obozowy to przy niej łagodny misiek. Zapędy trenerskie ma niezłe, a tekst:

- Po co ty w ogóle trzymasz wiosło??! - był jednym z najłagodniejszych

Ale trzeba przyznać, że po jej:

- Raz, dwa, raz dwa - już nie snuliśmy się na końcu, chociaż wiele razy opuszczała wiosło z rezygnacją

A poniżej zwycięzca. Monsterino z wujkiem J. tak się zawzięli, że nikomu nie dali się wyprzedzić. Ani na pierwszym, ani na drugim odcinku drogi.

Chociaż to nie był wyścig...

... a rozkoszowanie się pięknym dniem. (i potem zakwasami w barkach)

Wełna jest urocza, o wiele bardziej malownicza niż Warta. Kręta, pełna zwalonych pni i wystających głazów, w które akurat zawsze mój kajak musiał trafiać.

Podejrzewam, że na kolejną wyprawę wydelegują mnie Monstery do jednoosobowego kajaka.

czwartek, 04 września 2014
to nie bajka

 

Miała Monsterówna troszkę nos na kwintę zwieszony, gdy wyniki testu z angielskiego na dzień dobry uplasowały ją w gorszej połowie klasy. Pocieszam ją, że jak muszą podzielić klasę na połowy, a wszyscy są dobrzy, bo tylko tacy się tam dostali, to ktoś musi być w tej słabszej (3 punktów jej zabrakło, naprawdę mało). Ale ponieważ to ambitne dziecko, żadne wytłumaczenie jej nie zadowoliło.

- Nie ogarniam tych wszystkich kontraktów - panikuje Monsterówna mając na myśli zasady oceniania i zgłaszania nieprzygotowania, które na każdym przedmiocie są nieco inne

- Ale tak naprawdę, to się nie skupiałam na tych wszystkich sposobach zgłaszania braku zadania domowego, bo zamierzam zawsze być przygotowana - deklaruje

Ponadto zauważyła, że w klasie utworzyła się grupka wzajemnej adoracji.

- Wydaje mi się, że to są takie "popularne"dziewczyny, modnie ubrane i głośne - opowiada. Naczytała się książek i naoglądała amerykańskich filmów, to wie, o co chodzi.

Oj, nie chciała dzisiaj jechać do szkoły, nie chciała. Bo dzisiaj pierwsza lekcja szachów. A Monsterówna akurat nie gra w szachy. No nic, nauczy się.

Z nauczycieli najbardziej przypadła jej do gustu Biologiczka. Niestety, biologia tylko raz w tygodniu jest. Z matmy pani też ok, a z polskiego zgłaszała się Monsterówna trzy razy i ani razu pani jej nie wybrała do odpowiedzi, więc Monsterówna błyskawicznie skonstatowała, że jej pani nie lubi.

Coś z tym polskim nie po drodze Monsterównie.

Z frontu podstawówkowego: godny odnotowania fakt: już dwa dni szkoły minęły, a Monster bez ani jednej uwagi.

I nawet 10 czasowników nieregularnych powtórzył, chociaż w międzyczasie "był aktywny w społeczeństwie", jak to nazwał, czyli siedział na FB.

Natomiast Monsterino miał nieprzyjemność być pilnowanym w świetlicy przez byłą Panią Od Polskiego Monsterówny. Zdegradowali ją, czy co? W każdym razie pani zabroniła im odbijać kulkę z papieru (wesołe zabawy świetlicowe), żeby się nie poranili. Oczywiście chłopcy przyjęli tłumaczenie pani z dużym zrozumieniem:) Dobrze, że nie kazała im od razu wyciągać dzienniczków.

środa, 03 września 2014
nowa rzeczywistość

 

Pięć minut błagałam wczoraj Monstera przez telefon, żeby odebrał brata ze świetlicy. Gdyż wracali rowerami i bałam się puścić Monsterina samego. (a nawet może jest to nielegalne, skoro nie ma jeszcze karty rowerowej?!). W końcu się zgodził, na zasadzie, że robi mi wielką łaskę i oczekuje porządnego rewanżu. Normalnie muszę zrewidować zestaw obowiązków domowych, bo coś się posypała dyscyplina przez wakacje.

Monsterówna zafascynowana nową szkołą, zwyczajami, specyfiką gimnazjum. Na początek - szok ilościowy - 30 osób w klasie!

Dobrze, że chociaż na języki są podzieleni, bo to przecież tłum. Monsterówna tłumaczy, że tak tłoczno jest na korytarzu przed klasami, że muszą ustawiać się w rządkach: osobno dziewczyny puszczane przodem i chłopcy, a  jeszcze puszczać nauczyciela na czele.

Na obiady chodzi tylko 15 osób z całego gimnazjum, w tym trójka z jej klasy, tych, którzy byli w tej samej szkole, czyli jak widać dzieci przyzwyczajone do porządnej stołówki, a nie do kateringu. Spóźniła się po obiedzie na lekcję (nie dziwię się, tempo jedzenia ma właściwe - gryzie długo i dokładnie), ale chyba na razie nauczyciele patrzą na ich nieporadność przez palce.

Poza tym zaobserwowała, że tylko ona konsumuje na przerwach.

- A reszta co robi? - pytam

- Gada - odpowiada Monsterówna i dziwi się dalej - Emilka nie była na obiedzie i przez cały dzień nic nie jadła!

- Ale ty będziesz? - upewniam się, co by przed szereg nie wychodzić i na darmo śniadaniówki nie wypełniać.

- No pewnie! - przekonuje - Chybabym umarła z głodu przez cały dzień bez jedzenia!

No to anoreksja jej nie grozi.

Podobno koleżanki ma bardzo fajne, znalazł się też już "pupilek pani", to znaczy, jak sobie szepczą po kątach, Laureat.

- On się tak literacko wyraża - relacjonuje Monsterówna - wypowiedzi zaczyna od "jeśli sobie dobrze przypominam...". Ponieważ zgłosił się do odpowiedzi na pierwszej lekcji, to teraz gdy jakikolwiek nauczyciel o coś się pyta, to wszyscy patrzymy na Laureata, żeby odpowiedział.

Ananiasz już jest, ujawnił się też klasowy zgrywus.

- Pani od fizyki tłumaczyła zasady zachowania się w klasie, a on się zgłosił i zapytał, czy jak chce wyrzucić do kosza kulkę papieru, to ma się zgłaszać, bo w swojej starej szkole nie musiał - śmieje się Monsterówna

- Ale najlepsze, że pani poważnie mu odpowiedziała, że wszelkie papierki mamy trzymać na ławce i wyrzucać dopiero na przerwie- kontynuuje Monsterówna

Punkt dla Fizyczki.

Wykończył mnie pierwszy wieczór z odrabianiem lekcji i gadaniem trzech Monsterów na raz: dwa miesiące wakacji, a ja odwykłam od trójpodzielności uwagi! Doprawdy szybko. A pierwszy długi weekend dopiero w listopadzie.

wtorek, 02 września 2014
no to się zaczęło (znowu)

Monster przybrał pozę oraz odział swe lico we właściwy wyraz twarzy (czyli znudzonego nastolatka), narzucił ciężki plecak i popedałował.

Monsterówna została zapoznana wirtualnie z siecią tramwajową rodzinnego miasta, obdarowana PEKĄ i trzeba ją było popędzać, bo się długim porankiem za bardzo rozkoszowała. Musieliśmy dawno nie poruszać się komunikacją miejską, gdyż się córka zdziwiła, że przy skrzyżowaniu, przez które najczęściej przejeżdżamy rowerami jest także przystanek! A kluczowe było, żeby pojechała we właściwą stronę, bo przystanki są po obu stronach ulicy. Telefon Monstertaty złapał ją już w szkole, co znaczy, że dotarła. Dzisiaj na 10. (ostatnio na tak późno miała 4 lata temu).

Jak na razie Monsterówna zadowolona - ma w klasie koleżankę z poprzedniej szkoły i dwójkę znajomych z klasy równoległej. Wychowawcą jest geograf. Podobno jest młody i lubi wycieczki. Duży plus.

Teraz kwestia zgrania treningów. Lekcje kończy najwcześniej o 15:30, musi jeszcze dojechać, pewnie z przystankiem w domu, by zostawić plecak - przed 17 się nie wyrobi  (nie licząc dnia, kiedy jest basen, który okazuje się być przeszkodą w treningach - zbyt rozluźnione mięśnie czy ścięgna po nim są - teraz zastanawiam się, czy trener nakaże zrezygnować z basenu czy zamiast środy będzie umawiać się na trening w soboty - ha! - to wyzwanie dla trenera).

Najbardziej zadowolony z powrotu do szkoły był Monsterino. Wręcz nie mógł się doczekać spotkania z kumplami. Jego pani została awansowana na wicedyrektorkę, ale zdaje się, że Monsterinowi to nie sprawiło różnicy - nową panią poznał podczas zajęć w świetlicy i też ją lubi.

Tuż przed wejściem do szkoły przypomniał sobie, że nie odrobił zadania domowego, (czy muszę dodawać, że myślałam, że eksploduję?! - Ładnie się zaczyna...) Ale pocieszył się, że za to pamiętał o zabraniu pamiątek z wakacji (słoik ze słoną wodą morską wraz z piaskiem i glonami - mam tylko nadzieję, że nie trzepnie plecakiem z tym słoikiem zaraz rano i nie zaleje wszystkich świeżutkich książek. Chociaż prawdę mówiąc ten fatalistyczny scenariusz pasuje raczej do Monstera, który sam siebie nazywa pechowcem.)

Wracając do Monstera - jest najniższy w klasie i ma z tym problem (oprócz braku najnowszego smartfona, najnowszego modelu halówek i innych gadżetów). Pewnie jeszcze urośnie, cóż, kiedy nie wiadomo, kiedy. Na razie można go tylko pocieszać, że żołnierze jednostek specjalnych są generalnie niscy.

Archiwum
do Monsterowa tędy