sobota, 21 września 2013
monsterbarieryprzekraczanie

 

Monster przeszedł długą drogę sportową. Jeszcze rok temu trenował skoki na ścieżce. Potem nagle zapragnął trampoliny.

Ostatni miesiąc to był prawdziwie wielki skok. Z zakrętasem.

Dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłam jego układ dowolny.

 



Było cieżko. Dużo obrażania się na trenera, wścieku i wrzasku, że się boi.

A jednak się przemógł.

Brazowy medal na Międzywojewódzkich Mistrzostwach Młodzików to dodatek. Najważniejsze było, że przekroczył barierę trudności elementów. Oniemiałam.

Układ obowiązkowy to przy dowolnym nuda.



Monsterówna, która dzisiaj nie kibicowała bratu, bo sama przekraczała barierę długości wycieczki rowerowej - 32 km do Puszczykowa i z powrotem, skomentowała, że nóg razem Monster nie trzyma, dlatego więcej niż brązu nie dostał...

Monster przyjął krytykę z pokorą, o dziwo.

Ale będzie czas na odgryzienie się - Monsterówny zawody w połowie października...

środa, 18 września 2013
kręciołki

 

Pachnie rybą.

Chyba dają tu coś dobrego, tylko dlaczego nie do MOJEJ miski???

Dziwna konsystencja tej karmy...

Walka o byt

poniedziałek, 16 września 2013
kotoswajanie

 

Monster zaczyna w łazience spędzać więcej czasu niż Monsterówna. Nie ma też różnicy, jeśli chodzi o płeć przy kosztach ciuchów i jedzeniu. Kiedyś słyszałam opinię, że chłopcy są tani w ubieraniu, za to drodzy w żywieniu, zaś dziewczyny odwrotnie. W Monsterowie wszyscy i dużo konsumują ORAZ potrzebują konkretnych ciuchów za konkretne pieniądze.

To tytułem wstępu li jedynie, gdyż najważniejszy njus tygodnia to oswojenie kotki (po dłuższej naradzie, analizie odpowiednich partii ciała oraz ich porównaniu z ilustracjami w poradniku, doszliśmy do consensusu w sprawie płci - w tym tygodniu czeka nas wizyta u weta, by potwierdzić)

 

 

Kota bawi się, je z ręki i daje się głaskać. Duży postęp. Potrafi sama z siebie bawić kawałkiem zgiętego papieru, a nawet sama siebie zaskakiwać, gdy nagle zza rogu kanapy wychynie... cień.

Próbuje także rozrywkować Kapcia, starając się go przewrócić na drugą stronę skorupy, albo packa łapą jego basen, kiedy ten pluska się podczas posiłku. Z dużym zainteresowaniem obserwuje również chomika, gdy uda jej się przechytrzyć Monsterównę i wedrzeć się do jej pokoju (oj, upodobała sobie pluszowego konika, w którego chciałaby się wtulać), a wczoraj było dramatycznie, bo chomik właśnie urzędował na odkrytym wybiegu, gdy kotka znalazła się na górze. Monsterino złapał chomika na ręce, całe szczęście, zanim kotka się zorientowała. Oj, nie wiem, jakby to się skończyło. Ale adrenalina nam się podniosła. 

W ten weekend Monster chciał znowu rzucać toporkami, ale został przegłosowany i bardzo obrażony siadał do samochodu.

Dopiero, gdy po przyjeździe otoczyło go miauczące towarzystwo, a potem także inne zwierzęta gospodarcze, to mu się polepszyło. I nawet się uśmiechnął: do tradycyjnego,  szreniawskiego Monsterzdjęcia z własną maszyną

W muzeum było pustawo, nikt specjalnie nie łaził i nie zakazywał dotykania. Jedna pani opowiedziała nam o ciekawostkach, potem chłopcy postanowili przenieść jeden eksponat...

Aż w końcu wylądowaliśmy w oborze.

Na 2 godziny. Ponad.Nawet smród z chlewika ich nie zrażał. Bez mrugnięcia okiem klepali po łbach ogromne woły, dostarczali siana kozom, owcom i osłom.

Potem były klatki i po wzdychaniach nad króliczkami, pani opiekująca się zwierzętami zaproponowała wydanie nam królika miniaturki.

Byłam jednak twarda i oświadczyłam, że przydział zwierzęcia na każde monsterdziecko został zakończony i mamy się już kim zająć.

Monsterówna, w swym zwyczajowym, nastolatkowym naburmuszeniu bąknęła, że wniosek jest jeden i że dawno mówiła, że brakuje nam jeszcze dzieci...

I jeszcze o pierwszej monsterpracy z języka polskiego w tym roku. Jako lekturę dowolną wybrał "Dziwny przypadek papierowego Yody", [bardzo poleca, następną część bierze jako kolejną dowolną] miał to omówić ustnie, ale gdy okazało się, że był jedynym przygotowanym uczniem, pani zamiast ocenić go, kazała wszystkim odrobić pracę pisemnie. Monster najpierw się ciskał, jak mogła być taka niesprawiedliwa, a potem jak się zawziął, to zrobił cały plakat (pierwsze hasło wymyślił, drugim i trzecim skomentowałam pracę, bo przecież Seksmisji jeszcze nie oglądał, a jemu się spodobało, dlatego użył ich na plakacie)

Pani, zgodnie z zasadą, że na szóstkę z polskiego zasłużyła tylko ona, postawiła mu piątkę.

poniedziałek, 09 września 2013
życia woja wałkowanie. oraz wojenki

 

Mam świadomość, że dla współczesnych dzieci muzeum bez wirtualnego przewodnika, interaktywnej gry, dodatkowych atrakcji i wodotrysków nie przedstawia żadnej atrakcji. Ale czy my w ich wieku tak bardzo pragnęliśmy łazić po przybytkach sztuki oraz wdychać zapach kurzu z tablic "nie dotykać eksponatów"? No ewentualnie ślizganie się w kapciach po marmurach muzealnych było atrakcyjne. Pamiętacie jeszcze te kapcie? Bodajże ostatni raz to w Kórniku u Białej Damy się w nich przejechałam...

W każdym razie Początki Państwa Polskiego podane w taki sposób, jak w ten weekend na Grodzie w Grzybowie utkwią w pamięci na dłuższy czas. Kiedy trzeba czegoś poszukać, pokombinować, na pytanie odpowiedzieć, już nie mówiąc o dotknięciu,  to wiedza sama wchodzi. A piasek i glina pod paznokcie.

Start.

 

Monsterchłopcy wykopywali skarby, Monsterówna oczyszczała, a potem omawiali znaleziska z panią archeolog.

- To trochę jak z Kronik Archeo - szepnęła Monsterówna

- Pierwszy raz w życiu dotykałem kręgosłupa krowy! - emocjonował się Monsterino wkręcając palec z jedną z wykopanych kości

Oni eksplorowali, a ja w tym czasie czytałam o chorobach przyzębia naszych przodków oraz rozmaitych, głównie odzwierzęcych, infekcji, które wykryto w kościach zmarłych tysiąc lat temu. W nawiązaniu do odrobaczania naszego tygrysa i moich regularnych utyskiwań, że Monsterchłopcy za mało spędzają czasu na szczotkowaniu zębów...

Były też, a raczej przede wszystkim, konkurencje sportowe.

Szczególnie łucznictwo było pożądane.

 

Monsterówna błysnęła celnością od razu, nawet nie zdążyłam wyciągnąć aparatu. Chłopcy musieli trochę poćwiczyć.

Ale okazji do wytracenia energii było więcej.

Niestety, nawet wielokrotnie powtarzane rzuty oszczepem czy toporkiem nie wyczerpało Monsterenergii. Również potyczki gigantycznymi patyczkami do uszu były też bardzo wyrównane. Szybciej spocili się w tych ochraniających ubrankach niż strącili nawzajem.

Mają Monstery krzepę.

Monsterówna nie była dyskryminowana w dostępie do wojowskich rozrywek, choć między wierszami w opowieściach oprowadzających po grodzie przewijał się motyw wychowywania ówczesnych niewiast do prac obrządkowych, natomiast chłopców do boju.

Kiedy Monsterówna pierwsza trafiła w tarczę łuku, potem toporkiem i w zasadzie zremisowała na pieńkach z Monsterem, stwierdziła, że pewnie byłaby wojenką w tamtych czasach. Monsterchłopcy też nie widzieli w tym nic dziwnego. Przecież Monsterówna potrafi się bić!

Gdy wracaliśmy z Grzybowa, Monster powiedział, że za tydzień też chce tam przyjechać. Tyle, że taka impreza trafia się raz na jakiś czas.

No a tak zupełnie z innej beczki: och, gdyby taka pogoda, jak w ten weekend utrzymała się do Gwiazdki!

czwartek, 05 września 2013
one direction

 

Dobrze, że w ogólnopolskim dzienniku o nich było, bo bym w nieświadomości wielkiej pozostawała na temat obecnej szkolnej mody muzycznej. Tak jak dzięki openerowi i jego signing (choć wydawało się z daleka, że singing) namiotowi dowiedziałam się o istnieniu takiego zjawiska jak Dawid Podsiadło.

- Nie znasz go??? - Monsterówna patrzy na mnie ze zgrozą  siedząc w pierwsze szkolne popołudnie nad zeszytem od przyrody.

Jak to się dzieje, że niektórzy NIGDY nie mają zadań domowych (Monster), albo odrabiają je w świetlicy (Monsterino), a niektórzy ZAWSZE ślęczą przy biurku? (Wiadomo Kto). No, jak?

W tym roku szkolnym palmę pierwszeństwa wśród Najbardziej Zajętych Monsterów dzierży Monsterino. Basen raz, angielski dwa, a na pozostałe trzy popołudnia załatwił sobie podwózkę na piłkę nożną (jeszcze raz, dzięki, Agnieszko). Oczywiście oprócz codziennej porcji akrobatyki, która zaczęła robić się poważna i Monsterino złorzeczył już trenerowi, że ich za bardzo ciśnie.

Początkowo oponowałam (przed tyloma zajęciami, nie przed złorzeczeniem, choć może powinnam), ale potem doszłam do wniosku, że przy okazji upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu i zagroziłam, że nieodrobienie lekcji w świetlicy będzie skutkowało zakazem treningów.

Ba! Udało się też uchwalić (w chwili słabości Monsterów), że wobec trudności z opanowaniem grania w ciągu tygodnia w rozsądnych granicach (bo w godzinę trudno się wyrobić z jakimś etapem i były ciągłe jęki, że za krótko) granie przełożone zostało definitywnie na weekend li jedynie, za to na maksa (no dobrze - więcej niż 4 godziny to nie pozwolę).

Wyszła też propozycja niejedzenia słodyczy w trakcie tygodnia, ale z tym to będzie najciężej.

Kot też wyszedł i nadal wychodzi na taras i już nie piszczy. Raz znaleziony został w rynnie, czyli w miejscu, które upodobał sobie także w leśnej głuszy. W nocy goni swój ogon i bawi się myszką. W dzień czmycha pod kanapę. Trening czystości opanowany - zlokalizował kuwetę i trafia bez pudła. O wiele szybciej mu poszło niż któremukolwiek z Monsterów...

Mimo, że nie wiemy, jakiej płci jest kocię, Monster postanowił nazwać je profesor McGonagall.

- Jakby się okazał samcem, zawsze może być tylko profesorem - wyjaśnia

 

wtorek, 03 września 2013
nie miała baba kłopotu

 

Kot dokonał coming outu spod szafy, zszedł na dół i piszczy pod drzwiami na taras. Trudno się dziwić, skoro całe swoje życie przeżył na powietrzu. Nie wiem, czy wypuszczenie go nawet na taras nie skończyłoby się ucieczką. A mógłby się potłuc nawet spadając na cztery łapy.

Monster miał wczoraj z kotem pełne ręce roboty, bo kot nie bacząc na super-hiper-nowyulepszony silikonowy żwirek, zostawił mu niespodzianki w kątach pokoju. Ale dzisiaj prezent był już w kuwecie, więc uczy się szybko. Niczym Monsterino wiązania butów.

Po raz kolejny okazało się bowiem, że motywacja jest podstawą wszelkich działań edukacyjnych. Mianowicie zapowiedziałam, że nowe buty piłkarskie może dopiero wziąć na trening, gdy nauczy się je wiązać, bo się wywróci na rozwiązanych. No to siadł i w pięć minut pojął magiczną sztukę przeplatania sznurówek.

Sam się zdziwił,że to takie proste.

Dokładnie to samo było ze starszym bratem. U nich to tak od czwartej, a może i już od trzeciej klasy noszenie butów na rzepy oznaczało obciach. Co ja się nakłóciłam, że skoro ma już buty, to nie będę mu nowych kupować w tym samym rozmiarze! Co mi się natłumaczył, że niby mu już stopa urosła jak stąd do księżyca! Ale teraz narzekać nie może, bo rośnie mu rzeczywiście - przez wakacje o cały rozmiar. Ucieszony ogromnie, bo może świecić tym razem różowymi odnóżami obutymi w jedyną słuszną markę.

A jak się wypachnił na pierwszy dzień szkoły, to już sama nie wiedziałam, który zaduch gorszy: ten po nocnych wędrówkach kota, czy ten z nagromadzenia deo w jednym pomieszczeniu.

Ale wręczyłam mu sprej odkażający, ścierę, ściągnęłam wcześniej z wyra, by miski wyczyścił i napełnił i muszę przyznać, że bez szemrania, choć z oczami na zapałki, ogarnął siebie i kota.

I nawet wcześniej był w szkole niż reszta  (jadąc w chmurze deo rowerem pewnie miał otwarty korytarz powietrzny). A! Nowość - stojak na CAŁE PIĘĆ ROWERÓW postawili przed szkołą, więc się Monster śpieszył, by zająć miejsce.

Monsterówna jeszcze nie przeszła całej procedury przemyślenia, czy chce jeździć rowerem do szkoły, czy nie.

A cały zeszły rok marudziła, że stojaków nie ma.

- Jak znajdujesz dzieci po wakacjach? - pyta Monstertata.

Cóż.

Monsterówna jest za wolna, Monster za szybki, a Monsterino rozpuszczony jak dziadowski bicz.

Będziemy musieli się szybko dotrzeć.

poniedziałek, 02 września 2013
w blokach startowych

 

Tak muszą się czuć maratończycy przed startem. Niby przygotowani, kondycja w szczytowej formie, wyspani, najedzeni, woda i odżywki rozstawione strategicznie na trasie, ale jednak ten dystans! 10 miesięcy szkoły, a najbliższy dłuższy weekend dopiero w listopadzie, a i tak zanosi się na to, że przed zawodami, więc będzie zajęty.

Jednak początek szkoły ma swój urok - nowe zeszyty pachną, wszystko czyste i świeże. Jakoś pójdzie. Musi pójść.

 

A żeby nam się nie za bardzo nudziło, przybyło nam tu prosto z leśnej głuszy dzikie cudo przez mamę zostawione i przez Monsterdziadków uratowane.

Zwabione przynętą (czyt:Monsterdziadek wdział rękawice robocze), zamknięte w klatce, przyjechało wylęknione i trzęsące się skryło się na amen.

 

Oswoić go musimy, bo na razie wychodzi tylko, by coś spożyć i ucieka pod monsterową szafę. (dobrze, że po przeszukaniu wszelkich kątków w końcu wiemy, gdzie jest)

Archiwum
do Monsterowa tędy