piątek, 29 września 2006
czwartek, 28 września 2006

- ... a jutro wstanie na śniadanie - rzekł Monster i rozchichotał się szeroko

- zrymowałem, zrymowałem! - cieszy się i podskakuje - prawda, mamusiu?

- o, tak - zgadzam się, ale już bez zaskoczenia, bo ostatnimi czasy wyrażanie się rymami częstochowskimi stało się rozrywką Monsterów

Monsterówna po balecie, więc w prawdziwie tanecznym nastroju, przebiega w ręczniku (białym) na głowie, z wielką powagą deklamując:

- z welonem na głowie

w rowie

stoi dziewczyna

w malinach...

- to w rowie czy w malinach? - pytam złośliwie, Monsterówna obraża się, choć przecież była to konstruktywna krytyka...

Wieczorem czytamy mistrzynię rymowanek , ale niestety niebacznie wybrałam jedną z naszych ulubionych książek, gdzie zawsze zmieniałam pierwszy wers: "na osiedlu Batorego", bo tam mieszkaliśmy... Monstery posmutniały, Monsterówna chlipnęła i jak bumerang wróciła mantra: ja nie chcę tu mieszkać, tylko wrócić do naszego starego mieszkania...

**************************************************************

Przed spaniem Monsterówna zabiera się do pacierza, ale jeszcze pyta:

- Mamusiu, a jaka pogoda będzie jutro?

- Według prognozy ma być znowu ciepło - odpowiadam nie przewidując, w którą stronę toczy się konwersacja

- Ach, to dobrze! PRZYNAJMNIEJ o to nie muszę się modlić! - stwierdza

środa, 27 września 2006
poniedziałek, 25 września 2006
niedziela, 24 września 2006
piątek, 22 września 2006

Monsterówna, wprawna matematyczka, pochwalona przez panią lewituje dumna i blada pod sufitem, ale mimo wszystko nadal chce wracać do dawnego domu i odlicza kolejne dni do piątku, kiedy nocuje u Stasiulki, która przecież mieszka na tym samym piętrze, na którym my dotychczas. 

Monster, też pochwalony przez panią, a mimo to snuje się blisko podłogi i proponuje, że on będzie cały dzień spał w domu, bo jest baaardzo zmęczony i wstanie, gdy ja wrócę z pracy.

Brutalnie krytykuję jego propozycję, ale serce mi się przy tym kraje.

Z paniami (a jednak nie są takie straszne) zastanawiamy się, dlaczego tak źle Monster przyjmuje propozycję "wyciszenia", na razie po raz n-ty analizujemy z Monsterem plan przedszkolnego dnia z wyraźnym wskazaniem momentu mojego przyjścia.

Gdy rano po raz tysięczny odpowiadam twierdząco na jego wydane drżącym głosem pytanie: "cy NA PEWNO psyjdzies po podwiecorku, gdy będziemy w ogrodzie", mam ochotę walić głową w ścianę...

Jutro przyjeżdżają do Monsterów przyjaciółki z dawnego przedszkola, które też musiały przedszkole zmienić, bo przecież to stare zostało zlikwidowane. Pewnie cała czwórka będzie płakać nad swoim losem w kąciku...

Do kompletu radosnych zdarzeń: Monsterinowi sączy się pępek, a ponadto ulewa (Monsterino, nie pępek) szeroką strugą po posiłkach... Nigdy wcześniej nie miałam takich doświadczeń, więc nie wiem, czy winić za to rozregulowane zawory w końcówkach mlecznych, które po odbezpieczeniu zalewają Monsterina falą, więc ksztusi się co jakiś czas.

Aaa - zapomniałam wspomnieć o wadze Monsterina odnotowanej w zeszłym tygodniu - 7200g! No i zaczyna nie mieścić się w foteliku safe side - w barach nie wchodzi. Bardzo to niepokojące, bo następny fotelik mamy od 9kg, a gdy wspomniałam Monstertacie, że być może czeka nas zakup fotelika, który trzeba by montować tyłem do przodu, bo przecież Monsterino jest za mały na podróżowanie przodem, Monstertata zaczął zgrzytać zębami...

czwartek, 21 września 2006

Monstery chcą wrócić do naszego starego mieszkania i do swojego starego przedszkola.

Monster codziennie rano zaklina się, że nie pójdzie do przedszkola, bo w przedszkolu jest nudno. Traumatycznie przeżywa "wyciszanie się" podczas czytania bajek, kiedy to należy siedzieć lub leżeć na własnej poduszce. Codziennie chce zabrać swoją poduszkę do domu.

Coranne przekonywanie Monstera, że sorry, ale musi, doprowadza mnie do dygotu wewnętrznego, a jego do spazmów. Na szczęście popołudniu jest ok, na pytanie, jak było, odpowiada, że dobrze i śpiewa przedszkolne piosenki. A od rana od nowa...

Jako prawdziwa wielomama odczułam, co to znaczy rozdwoić się na dwa zebrania rodziców. I tak mam na razie dobrze, bo w tej samej instytucji. Wybrałam się na to zebranie też jak typowa, stereotypowa wielodzietna - z pokaźną plamą od zwróconego mleka na ramieniu... zauważyłam ją już na ulicy, za późno było, by się wracać - jeszcze bym się, nie daj Boże, spóźniła na pierwsze zebrania, a to już by było prawdziwie stereotypowo.

Wybrałam zebranie grupy Monsterówny, stchórzyłam przed paniami Monstera... dowiem się o nim (pewnie samych dobrych rzeczy, he he) w innym czasie. A pani Monsterówny jest cudowna! I w ogóle jestem pod wrażeniem szeroko zakrojonych planów i zajęć, którymi mają być Monstery obdarzone. Póki co - strasznie mozolnie adaptują się w grupie - Monsterówna łatwiej, ale i tak tęskni za starymi koleżankami, a Monster w ogóle bawi się samotnie... biedny Monster.

Z ciekawostek zebraniowych - czy wiecie, że są specjalne książeczki do religii z naklejkami i zadaniami ? Przepraszam - do katechezy, jak mnie poprawia Monsterówna... Od razu oczami wyobraźni zobaczyłam zadanie pt.: przybij prawidłowo Chrystusa na krzyżu... brrr... koszmar...

A ja sobie po cichutku przeżywam codzienne podróże z Monsterinem do pracy - cztery razy (wsiadanie/wysiadanie i to samo z powrotem) muszę prosić, żeby ktoś mi pomógł z wózkiem, bo akurat na tej trasie nie ma tramwajów niskopodłogowych. Chociaż nie mam wielkiej blokady, żeby klepać jakiegoś faceta po ramieniu (gdybym miała czekać, aż ktoś się zlituje, to bym nigdy nie wysiadła na swoim przystanku), to gdy mam to zrobić kolejny raz w danym tygodniu, to mi już się wnętrzności z wewnętrznego "błe" przewracają... Jedyną zaletą dojazdów tramwajowych jest możliwość czytania książek po drodze - ostatnio chichotałam wgłos wciągnięta w Nianię potrzebną od zaraz

polecam - bardzo dobrze koi codzienne smuteczki.
Ale niezaprzeczalnie najbardziej traumatyczne przeżycia ma Monsterino, który śpiewa do pluszowej zebry łałałał  żałosnym tonem i usiłuje wyrwać jej ogon, a moich wyjaśnień, że jest to FIRMOWA zabawka i wyrwanie jej ogona nie powinno być możliwe, nie przyjmuje i  nadal zawodzi: agugugu, ammm ammm i w końcu wpada w bezdenną rozpacz, bo ogon nadal się trzyma...
wtorek, 19 września 2006
poniedziałek, 18 września 2006
niedziela, 17 września 2006
Łuuup!
Monster zlądował zdecydowanie za wcześnie jak na niedzielny ranek. W sobotę taktycznie położony później, powinien jeszcze chrapać tak jak jego młodszy brat. Bo to niedziela. Niedziela! Zapowiadałam, mówiłam, wyraziłam się jasno, że śpimy, MY - rodzice dłużej. Monsterówna na ochotnika podgrzewa mleko i rozdziela płatki.
A tu - łuuup.
I dlaczego w kaloszach? Dlaczego kalosze mokre?
- Rosa jest - tłumaczy Monster.
Oto minus niezabarykadowanego wyjścia do ogrodu. O siódmej rano w niedzielę!
Monster ledwo na oczy patrzy, bo komary go pogryzły, a to na niego silnie alergicznie działa.
Na szczęście od wczoraj lepka jeszcze łyżeczka po wapnie płynnym leży pod łóżkiem, wapno też się gdzieś niedaleko wala, się przyda akurat...
- Yhy, yhy - chrząka Monsterino delikatnie dając znać, że miałby ochotę na mleczny posiłek.
Przysięgam, że na widok obnażonej końcówki mlecznej mlaszcze i cmok z zadowoleniem.
Monsterówna sfruwa, spływa, długowłosa, długopiżamowa z wyżyn różowości w złym humorze. Ależ, monstercórko, przecież niedziela jest.
- Kiedy WRESZCIE
będzie u nas ktoś  nocować?

Boże, dziecko, dopiero z kartonów wyszliśmy, daj się nacieszyć łóżkiem i zmaterializuj się we własnym pokoju...

Monster zdążył zrobić już drugą rundę do ogrodu i z powrotem i tym razem znaczy drogę swą błotnistymi śladami... Miał rację Monstertata, że codzienne mopowanie podłogi jest bez sensu... Takoż prasowanie mosterzych spodni. Być może pranie też jest bez sensu - wystarczyłoby wieczorem wykruszyć błoto.

Wyganiam Monstery, zatykam Monsterinowi w ręce zabawkę i zamykam oczy.

- Jeeeee, jeeeee - jęczy Monsterino.
Tak komunikuje przepełnioną pieluchę.
No już dobra, dobra, idę.
Koniec snu.
Początek wspaniałej rodzinnej niedzieli.
piątek, 15 września 2006

- Mamusiu, mamusiu - Monster gorączkowo szeptał mi w ucho zapluwając je szczelnie właśnie przeżuwanym jabłkiem - tam siedzi muzyn i ma carrrne uszy i carrrne, krrrrręcone włosy! (Monster lubuje się ostatnio nabytą umiejętnością wymawiania "r")

Siedzieliśmy w autobusie jadąc na angielski i Monster był bardzo zadowolony, że po pierwsze - pochwaliłam go za dyskrecję w sprawie komentowania wyglądu człowieka o innej niż nasza skórze, po drugie - że jedzie na jakieś zajęcia sam, bez Monsterówny (dotąd samodzielne zajęcia miała tylko ona), a ponadto, że siedzi na siedzeniu autobusu sam i jest taki dorosły.

Po drodze znaleźliśmy już kasztany (czy to naprawdę już idzie jesień?) i Monster sam z siebie zebrał także dwa dla Monsterówny. 

Maszerowaliśmy dzielnie przez park i Monster nie mógł się już doczekać zajęć, aż jego wielkie wejście ostudziła Pani dyrektor przedszkola, w którym jest angielski, nietaktownie pytając, czy Monster nosi jeszcze pampersa! Na szczęście Monster nie pobił jej od razu, tylko patrząc na nią z pode łba asertywnie odpalił, że Teodorrrr nosi, nie on!

Na samej lekcji Monster bez wahania został beze mnie, wykonywał wszelkie polecenia i wyszedł zachwycony. A pani go pochwaliła.

I byłabym naprawdę dumna, jak pięknie Monster pojmuje nauki sączone gdzieś tam pomiędzy wierszami, gdybym rano nie zobaczyła, jak Monstery ganiają się po ogrodzie z nożami w rękach.

Bo chcieli naciąć łupiny kasztanów...

Ale to chyba moja wina, bo raczej nigdy im nie mówiłam, że z nożami nie należy biegać. W ogóle nigdy im chyba nie mówiłam, że mogą wyciągać z szuflady "dorosłe" noże....

W stosunku do dzieci trzeba wyrażać się baaaardzo precyzyjnie.

środa, 13 września 2006
poniedziałek, 11 września 2006
piątek, 08 września 2006

- Mamuś, mamuś, on sobie sam włożył smoczek! - przybiegła rozentuzjazmowana Monsterówna

Że sam, to może za dużo powiedziane, Monsterino potrafi sam włożyć smoczek do ust, gdy mu się go poda odpowiednią stroną do ręki. Ale za to po mistrzowsku pluje smokiem, albo go sobie z ust wyrywa, a potem kwiczy, że zgubił.

Ponieważ w gondoli wybijał dziury nogami, przesadziliśmy go do spacerówki, którą szczelnie wypełnił. No i jednego dnia zgubiliśmy dwa smoczki. Bo jak wypluł w gondoli, to on gdzieś tam w jej czeluściach się znajdował, a teraz turla się bezszelestnie w dół i koniec. W końcu kolejny smok powędrował na łańcuch, a Monsterino ssie raz smoczek, raz łańcuch w zależności od potrzeb...

Monsterino zatem zadowolony ćwiczy zrywanie zabawek z krępujących zawieszek, natomiast Monster przeżywa regres przedszkolny. Dzisiaj rano był kompletny dramat, kryzys klasyczny z rozbieraniem się, rozdzierającym płaczem i wieszaniem się na mamowej szyi z hasłem: kochana mamusiu,ja nie chcę iść do przedszkola...

Skąd Monster wie, że takich samych chwytów używała jego własna matka, by nie zostawać w przedszkolu...

Podobno sporo debiutantów płacze i Monsterowi też się może udzielać, ale przecież jest doświadczonym przedszkolakiem! No, ale koledzy i koleżanki są nowe, panie i otoczenie też, więc to tak,jakby zaczynał od początku. Przywyknie, na pewno przywyknie, ale znoszenie jego płaczu rano jest szalenie ciężkie.

Na szczęście przed nami dwa dni przerwy.

czwartek, 07 września 2006

- Monsterino, co Pan sądzi o dwóch kaczkach?

- Hmmmm, co by tu powiedzieć, żeby nie podpaść....

- Śmieszne są!

Monsterinowi udało się spotkać ze sobą dwie ręce! Leżał cichutko, wszyscy myśleli, że śpi, a on ćwiczył. I teraz duma bije z jego pyzatego liczka, bo już nie tylko łapie zabawki raz jedną, a raz drugą dłonią, ale jest w stanie zderzyć trzymane zabawki ze sobą! Z tym,że są to zabawki zawieszone, bo takie luzem za szybko mu wypadają z rąk i się denerwuje...

******

A Monster ma jednak problem ze Starszymi (Strasznymi) Bliźniakami. Zabierają mu bez pytania zabawkę, którą się właśnie bawi. Idę dzisiaj porozmawiać z panią. Poza tym biedny Monster nie może doprosić się o swoją szczoteczkę - panie chcą zrobić jakąś specjalną lekcję o higienie jamy ustnej, a Monster JUŻ chce myć. Monsterówna ma większą siłę przebicia, bo po prostu zapytała się panią, kiedy wreszcie może umyć zęby i pani chcąc nie chcąc zapędziła także inne dzieci do mycia. Zresztą Monsterówna po mamusi chyba jest bardzo czepialska, bo ledwo wrzesień się zaczął, ledwo panie się w przedszkolu zorganizowały, a Monsterówna już zarzuca je interpelacjami, typu: kiedy będzie angielski, w które dni jest rytmika, kiedy pojedziemy na wycieczkę... Coś mi się wydaje, że spotkanie z rodzicami planowane na koniec września zostanie przesunięte na wcześniejszy termin...

środa, 06 września 2006

No i się zaczęło.

Monstery zainaugurowały wczoraj zajęcia na basenie, Monster pierwszy raz w grupie samodzielnej, bez rodziców. Początek był dramatyczny, ale potem zaskoczył i w domu stwierdził, że było całkiem fajnie.

W przedszkolu - docieranie się. Monster ma chwile zawahania, ale może odwiedzać Monsterównę, więc nie jest najgorzej. Okazało się, że ma w grupie jakiś koszmarnych bliźniaków (co skojarzyło mi się z "Gotowymi na wszystko"), ale nic o nich nie opowiada, oswaja się z sytuacją, jak mi się wydaje.

Monsterówna najpierw podeszła do nowej grupy euforycznie, wczoraj był delikatny kryzys, bo okazało się, że dzieci się śmiały, bo spadło jej jajko. A przecież jej NIGDY NIC nie spada, nie plami się i nie brudzi. Przeżyła w każdym razie, nawiązała pierwsze kontakty z koleżankami i chyba nie będzie najgorzej.

Monsterino za to debiutował na swoim basenie. Udanie debiutował, podobało mu się, udało mi się go nie podtopić, co z 10-tygodniowym maluchem, który trzyma głowę, ale czasami klapie ona w dół, jest raczej trudne. Monster zaczął pływać mając 5 miesięcy, Monsterówna - 6 - to już zupełnie inna jakość, dziecko już siedzi, kontaktuje o co chodzi ze znikającą pod wodą kaczką. Ale mimo wszystko Monsterino wytrzymał bez problemu całe zajęcia i zupełnie sprawnie udało nam się przebrać i zebrać do kupy.

Dzisiaj pierwsze zajęcia baletowe. Monsterówna ćwiczy robienie "gwiazdy" i nie może się doczekać na spotkanie ze swoją przyjaciółką, już-nie-sąsiadką.

Rozczarowanie będzie ogromne, bo Stasia jest chora.

Ale za to w piątek Monsterówna zostaje u Stasi na noc.

Wydoroślała nam Monsterówna. Po chatach już się szlaja. Niedługo będzie nastolatką! (już kupiłam książkę o komunikacji z nastolatkami tak na wszelki wypadek).

Ja zrobiłam skromną inaugurację piekarnika.

Bardzo smacznie działa, ale moją największą przyjaciółką została zmywarka. A mop - przyjacielem. W związku z codziennym mopowaniem zwiększonej powierzchni mieszkaniowej nie mam czasu na wyjście na aerobik.

Muszę wygospodarować sobie czas, ale na razie zasypiam w wannie.
Serio. Przedwczoraj obudził mnie gwałtowny plusk.
Tak to jest, jak się bierze kąpiel o pierwszej w nocy. O tej porze nie działają już żadne kluby fitness, a o 20, kiedy są zajęcia, to ja dopiero wyruszam z mopem na start...
wtorek, 05 września 2006
piątek, 01 września 2006

z kartonów...

Kuchnia powinna być dzisiaj, więc optymistycznie kupiłam produkty na jutrzejszą zupę pomidorową z kluseczkami, o którą dopominają się Monstery. Jedzenie na mieście było bardzo śmieciowe, więc cieszę się, że dzisiaj w przedszkolu zjedzą normalny obiad.

O tym, że chodzenie spać dzień w dzień o drugiej w nocy, a wstawanie normalne, wraz z Monsterinem o siódmej daje się we znaki, przekonałam się stojąc z pipetą z Infacolem nad Monsterem i usiłując mu to wcisnąć do buzi. Biedny Monster ze zgrozą w oczach po kilku chwilach siłowania się ze mną, rzekł:

- Mamusiu, to jest przecież lekarstwo Teodorka!!

- O! - zreflektowałam się - Pięknie powiedziałeś "r" - zmieniłam gładko temat, bo w rzeczy samej Monster zaczął mówić "r". Nie zawsze, nie w każdym wyrazie, ale to nie jest już na pewno "l".

Infacol dla Monsterina, bo on też odczuł moje jedzenie na mieście. Na szczęście nie są to klasyczne kolki.

A tu Monsterino żegnał się ze starym mieszkaniem:

Teraz pozostawiony często sam sobie mozolnie ćwiczy swoje ręce. I jest w stanie dać z pięściu ulubionemu konikowi... Kolejny bokser rośnie...

Powiesiłam mu nad głową lusterko i już nie jest taki samotny: ma uśmiechającego się do niego kumpla... I nawet rozmawiają ze sobą.

Monster po rozładowaniu kilku kartonów padł:

Pracowita Monsterówna zaoferowała się, że poukłada także rzeczy w kąciku Monstera.

Monster wyraźnie pokazuje, gdzie ma tak naprawdę tę przeprowadzkę. ("Kiedy wrócimy do domu?" - pyta co jakiś czas)

Chociaż półeczka nad łóżkiem mu się podoba:

Monsterówna usatysfakcjonowana ilością różu, chociaż jeszcze nie widziała swojego dywanu w kwiatki - czekam, aż prace w całym domu się zakończą:

W pokoju Monsterów brakuje jeszcze naklejek na ścianach - można je naklejać 30 dni po malowaniu - oraz dywanu. Ale to szczegóły.

Ostatnio czytaliśmy rozdział "Pippi wchodzi na pokład", w którym Pippi odrywa rękę manekinowi w sklepie - Monsterówna też próbuje.

Tyle na razie.

Archiwum
do Monsterowa tędy