piątek, 30 września 2005
Definicja wegetarianizmu

 

 

Monsterówna do Marysi, swojej koleżanki:

 

- A wiesz, mój tata to kiedyś tak się najadł mięsa, że teraz już nie je!

środa, 28 września 2005
Kombinatorzy

 

- Mamuś, nie wchodź teraz do pokoju, dobrze! – zapowiedziała Monsterówna i czmychnęła do siebie, na górę

 

Oczywiście odczekałam chwilę i zerknęłam: Monsterówna skupiona maksymalnie malowała paznokcie u stóp MOIM lakierem. Zastanawiając się, co zrobić, usiadłam pod drzwiami. Monsterówna sama mi się pokazała z buteleczką lakieru w ręce i rzekła:

 

- Wiesz, jak będziesz chciała swój lakier, to jest na mojej półeczce! – i zawinęła się na pięcie

 

- Ależ, ależ, koleżanko! – zawołałam, gdy mi głos wrócił – przecież to jest MÓJ lakier, ma być na MOJEJ półeczce!

 

- Ale twoja półeczka jest nisko, Robert ci może ten lakier zabrać, a do mnie nie wejdzie – odpowiedziała Monsterówna, a ja po raz kolejny stwierdziłam, że Monsterówna niesamowicie przypomina w swoich działaniach własną prababcię: tak zamota, tak ci przedstawi sytuację, że swoje zrobi, a ty święcie wierzysz, że to dla twojego dobra tak się poświęca.

 

 

Monster też powiedział do mnie wprost:

- Nie pats telaz na mnie!

 

A potem, gdy symulowałam ślepotę, podebrał Monstertacie dwa śrubokręty i wkręcił się centralnie w świeżo pomalowaną ścianę.

Poza tym znowu pogryzł chłopców w przedszkolu.

Na błagania, by tego nie robił, stwierdził: ale ja ich nie lubię!

 

Jestem ciekawa, co pani sobie myśli o sposobach rozwiązywania konfliktów w naszym domu.

 

poniedziałek, 26 września 2005
Pomyłka

Wracając z weekendu wjechaliśmy na stację benzynową. Monsterówna, jak nigdy, obudziła się:

 

- O, mamusiu, tu jest napisane „Sy” jak Stasia! – odkryła

 

- Tak! Rozpoznałaś literkę „S” – ucieszyłam się

 

- A potem jest „T”, „A” – literowała Monsterówna – „O”, mamo tak jest napisane „Stasio”, czy co?

 

- Rzeczywiście, zaczyna się jak Stasia, bo „STA”, ale potem jest inaczej, zobacz, kolejne „T”! Razem „STATOIL” – przeczytałam

 

- A, to się pomylili! – ucieszyła się Monsterówna – przecież powinni napisać „STA-CJA”!

A poza tym - to była bardzo ciepły weekend :)

piątek, 23 września 2005
Pierwszy dzień jesieni

 

Szukając kasztanów, pojechaliśmy na Cytadelę pooglądać czołgi.

 

Monstery sprofanowały armaty:

 

 

 

 

Nie rozumiały, jak czołgi jeżdżą, skoro stoją na betonowych podstawkach (dlaczego stoją na podstawkach? I dlaczego to jest muzeum?)

 

 

A i tak motywem przewodnim spaceru było wyszukiwanie budek dla ptaków

 

 

Ale czuć jesień na Cytadeli!

środa, 21 września 2005
Bunt

 

Nie pozwoliłam Monsterównie iść wieczorem do Stasi, bo się umawiałyśmy, że chodzi do niej tylko w piątki i w soboty (jak się rozbawiają w dzień powszedni, to nie mogą usnąć i rano z wstawaniem jest tragedia).

Monsterówna tradycyjnie obraziła się na mnie. Mruczy złowieszczo pod nosem:

- Ja już tu nie chcę być i mieszkać! Niech tutaj mieszka inna dziewczynka!

- A ty gdzie chcesz być? – zaciekawiłam się

- A ja już sobie pójdę do Nieba… - wymruczała Panna Obrażalska

 

A Monster powiedział do pani w przedszkolu, że jest głupia.

Ale przynajmniej już nie gryzie Ewci, tylko mówi, że jej nie lubi.

No i Monsterówna już też nie jest najgrzeczniejszą dziewczynką w przedszkolu.

Takie sygnały otrzymałam z przedszkola…

No, tak. Co robić. Jakoś nigdy nie miałam ambicji, żeby którekolwiek moje dziecko było „grzeczne”. No, ale Monster za „głupią” dostał reprymendę – ma mówić pani wprost, o co mu chodzi, a nie przyklejać etykietki.
Dobrze mu powiedziałam, tylko, czy on to wdroży w życie?

I gdzie usłyszał słowo – wytrych „głupia”? Na pewno nie ode mnie.

Poza tym, ja NAPRAWDĘ staram się pamiętać, by nie oceniać człowieka, tylko zachowanie i nie przyklejać etykietek.

poniedziałek, 19 września 2005
Edukacja współczesnej panienki

 

-         A ja idę na balet! – zawołała Monsterówna bladym, sobotnim świtem, co oczywiście nie nastroiło optymistycznie reszty rodziny

-         Ja tez ide na balet! – zawył Monster i przyczłapał do monsterrodzicowego leża

-         Nie, TY nie idziesz! – kategorycznie stwierdziła Monsterówna i mściwie dodała: jesteś za mały!

-         Ja tez, ja tez idę! Idę! Na inny balet! Z tatą i samochodzikami! – wymyślił sobie Monster na pocieszenie i wtulił się w Monstertatę

-         Ty będziesz chodzić na karate !– pocieszył go Monstertata

-         No! Na karate! A ja idę ze Stachą na balet. Czy Stacha ma baletki? – zaciekawiła się Monsterówna przymierzając swoje

-         Chyba tak – wymamrotałam starając się jeszcze dospać

-         Bzydkie ma, sam widziałem! – złośliwie dodał Monster bezpieczny pod monstertatowym ramieniem

 

A potem, przy wtórze płaczu Monstera, który też chce na balet, pojechałyśmy na pierwsze zajęcia.

 

Pani „od baletu” zapewniała, że spodenki i koszulka do ćwiczeń zupełnie wystarczą, ale na sali okazało się, że kilka dziewczynek, spośród 30, które dotarły na zajęcia, ma już na sobie specjalne stroje, ze spódniczkami z krynoliny na czele i Monsterówna stała w nie wpatrzona. Na szczęście zupełnie nie przeszkodziło jej do we włączeniu się do ćwiczeń, aczkolwiek płynne powtarzanie za panią ruchów chyba nie jest osiągalne w tej grupie wiekowej (choć pewnie wyjątki się zdarzają). Pani powiedziała, że teraz będą ciężko pracować (sic!), że od następnych zajęć rodzicom zdecydowanie dziękuje i że ich obecność na sali jest wykluczona. Mnie to nie przeszkadza, ale cichy jęk zawodu po sali przeszedł.

Pani od baletu jest z tych przyjacielskich i uśmiechniętych, ale zasadniczych – widać, że cisnąć ich będzie i dyscypliną po łapach bić.

Złowieszczo dodała, że i tak grupa się w międzyczasie wykruszy...

No i co – mnie trochę zmroziło, ale Monsterówna teraz nie wyobraża sobie życia bez baletu! W domu ćwiczyła pozycję „na żabkę”  i już planowała zajęcia za tydzień.

Nawet nie przypuściła, że mogę jej na przykład nie kupić jedynie słusznego stroju na zajęcia (do kupienia podczas kolejnych zajęć).

 

Wracając do domu z ciocią-sąsiadką stwierdziłam, że balet już odfajkowujemy, jeszcze nam został fortepian, francuski i jazda konna.

Ciocia-sąsiadka popatrzyła na mnie z przerażeniem i nie za bardzo uwierzyła, gdy powiedziałam, że żartuję.

A tu Monsterówna zastygła w pozycji żabki:

piątek, 16 września 2005
Przekaz pokoleniowy

Monstertata, robiąc porządki w piwnicy, znalazł pudło ze swoimi żeleźniakami.

Wzruszył się Monstertata głęboko i z wielką dumą, a nawet pompą wręczył Monsterowi jeden z swoich pieczołowicie przechowywanych autek – mały traktor.

Oblicze Monstera rozjaśniło się na widok modelu.

Złapał traktor, zaraz zbudował dla niego garaż, nie rozstawał się z nim nawet w przedszkolu.

Wieczorem traktorek nie miał jednego koła, co strasznie zmartwiło Monstera, ale optymistycznie stwierdził, że tatuś koło mu sklei.

Monstertata zapłakał nad własnym wychuchanym traktorkiem, który najpierw pewnie starannie używał, potem ze 25 lat przechowywał, a następnie starczyło pół dnia, by go Monster rozpracował.

Monstermama jednoczy się w bólu z Monstertatą, aczkolwiek całe to zdarzenie potwierdza monstermamową teorię, że jedynymi prawdziwie wiecznymi zabawkami sa klocki LEGO.

Ma na to dowody – Monstery bawią się między innymi także monstermamowymi klockami.

 

środa, 14 września 2005
Odkrycie

W poniedziałek skoro świt Monsterówna usłyszała, że na progu stuknęła gazeta, więc pobiegła, by przywlec ją mamusi do łóżka.

Rozbebeszyła woreczek i zaczęła oglądać, czy czasem jakiejś gazetki dla niej nie ma.

Akurat nie było, ale Monsterównę zaintrygował dodatek „Gazeta Praca”, bo dzięki nowej szacie graficznej napis „praca” jest duży i wyraźny.

-         Co tu jest napisane? – spytała Monsterówna

-         Praca – odpowiedziałam

-         Pra-ca jak pra-babcia – zaśmiała się Monsterówna

-         Może być i tak- zgodziłam się łaskawie

-         Albo jak „praca Gai” – dodała – napiszę na swoim rysunku „praca Gai” – stwierdziła, a ja puściłam to mimo uszu, bo dzień się budził na dobre i trzeba było się już szykować do wyjścia.

Jakież było moje zdziwienie, gdy po chwili zerknęłam do Monsterówny, by ją do wyjścia popędzić, a na stoliku leżała „Wyborcza” i ...

Monsterówna odkryła literki.

 

 

 

poniedziałek, 12 września 2005
Anomalie pogodowe

Najpierw, gdy wracaliśmy z przedszkola,  Monster brodząc w świeżo spadłych liściach jęknął:

- O Boze! Jus jesień!

A dzień później pławiliśmy się w ciepłej wodzie w jeziorze:

Ot, wrzesień ...

piątek, 09 września 2005
Sceny poranne

 

Godzina 7:10, Monstery kołyszą się w takt piosenki lecącej w radiu, nagle Monstertatą zwleka się z łóżka i zdecydowanym ruchem przełącza na „Trójkę”, gdzie akurat jakieś gadanie leci.

Monstery zaskoczone w pół taktu, protestują:

Monster: A ja chcę, „jak się klasce na dwa!”

Monsterówna: „A ja chcę „tak jak Bolek i Lolek”! Albo lepiej: „Tato, kup rowerek, taki jak ma Felek, Basia i Andrzejek”!

 

-  Nie ma mowy! Do dziewiątej słuchamy „Trójki” - Monstertata kończy dyskusję schowaniem pilota od radia wysoko i wysoko niestosownym mruczeniem typu: „koncertu życzeń im się zachciało”.

 

 

- My jesteśmy chłopaki – rzecze Monster chwilę później obserwując bacznie Monstertatę wciągającego gacie – a wy jesteście dziewczynami! – rzuca do mnie i Monsterówny

- A właśnie, że my jesteśmy kobietami! – z dumą odpowiada Monsterówna jednocześnie odrzucając rękami włosy i poprawiając sukienkę – a wy – mężczyznami…

 

czwartek, 08 września 2005
Zagubieni w akcji

Czytamy “Ogoneczka”

– książeczkę o króliczkach. Już na pierwszej stronie pojawiają się: Kręcinosek i Kłaputek. Potem dochodzi: Ogoneczek, a na końcu Kichuś i Wąsik

- A ten to który?- denerwuje się Monsterówna

-  A ten to Kichuś czy Kłaputek? – docieka Monster

Dosłownie na końcu każdego zdania Monstery chcą, żeby im na obrazku pokazać, o którym z królików mówimy. W końcu same zgadują, najczęściej myląc imiona.

Monsterówna ma pretensje:

    -  Za szybko czytasz, wszystkie mi się pomieszały!

    -  Tak, stlasny bałagan z tymi klólikami, nie chcemy tej ksiązecki... -

      Monster wtóruje.

      Toteż, mimo miłej treści, “Ogoneczka” nie polecam. Też się pogubiłam.

środa, 07 września 2005
Zainteresowana

Monster bawi się w potwora. Ubrał się w prześcieradło i straszy. W końcu, rozbawiony, zaczyna gryźć. Niby dla zabawy, ale boli, jak naprawdę. Ostrzegam:

-         Potworze, skoro zaczynasz gryźć, to trzeba będzie zrobić ci klatkę!

-         O! – zainteresowała się Monsterówna do tej pory zajmująca się pracą własną – to zabieramy się do pracy! Co jest potrzebne do zrobienia dla NIEGO klatki?

poniedziałek, 05 września 2005
Biznesłumen

 

W piątek pani wychowawczyni powitała mnie na progu przedszkola wychwalając Monsterównę za jej ogromne zaangażowanie w opiekę nad Monsterem.

- Ona już w zeszłym roku opiekowała się młodszymi, ale teraz to przechodzi samą siebie! Robercik tylko raz się rozpłakał, gdy Gaja zniknęła mu na chwilkę z oczu...

 

-         Tak, gdy poszłam zrobić kupę! – wtrąciła się Monsterówna, która stała tuż za panią i cały ten pean na swoją cześć musiała słyszeć.

 

Po Monsterze było widać zmęczenie całego dnia pracy. No, ale kto mu kazał wstawać o 5:25?

Biedaczysko! Rozkleił się na mój widok, więc szybko się ewakuowaliśmy.

 

Monster zmęczony, za to Monsterówna kwitnąco-śpiewająco-wierzgająca:

 

-         Jutro sobota? Łeee, przedszkole nieczynne? Ale ja chcę do przedszkola!

-         Dzisiaj Miłosza nie było, była Marta i czy wiesz, że Gaba ma taki kapelusz jak Stacha i śpiewaliśmy znowu tę piosenkę o jeżu, co w tamtym roku...

-         Zbudź się jezu, zbudź – zanucił sennie Monster

-         Nie JEZU, tylko JEŻU – upomniała Monstera szybko Monsterówna i dalej trajkotać:

-         I wiesz, mamusiu, czy kupisz mi taką różową sukienkę dla mojej laleczki? Bo ona ma rajtuzki, ale nie ma sukienki na zimę, wiesz z długim rękawem, tylko ma z krótkim, a niedługo będzie zima i musi mieć!?

-         To dopisz do listy do św. Mikołaja – zaproponowałam. A trzeba wiedzieć, że lista pozycji do św. Mikołaja ma już kilka stron, jako, że jest to lista rysowana, i cały czas się powiększa...

-         Ale ja nie chcę, żeby mi do św. Mikołaj kupił! Ja chcę, żebyś to ty mi ją kupiła!

-         Ja? A z jakiej okazji? Przecież nie masz urodzin?

-         A z okazji, że ja się tak ładnie Robercikiem w przedszkolu opiekuję! – zawołała Monsterówna

 

A ja chciałam się wykpić lodem, ewentualnie uśmiechem, uściskiem ręki odciśniętym w betonie, dyplomem za zasługi... a tu alternatywny cennik w opracowaniu.

 

piątek, 02 września 2005
Konkretnie

 

Wieczorem czytaliśmy o Franklinie, który chce mieć zwierzątko, więc zadałam Monsterom podchwytliwe pytanie, czy chcieliby mieć jakieś zwierzątko.

Monsterówna odrzekła tradycyjnie, że ona woli dzidziusia, a Monster bez chwili zastanowienia zawołał:

- Tak!

- A jakie zwierzątko chciałbyś mieć? – zapytałam

- Samochód! – zawiesił głos Monster – s psycepką! – dodał po chwili

 

To już wiemy wszystko.

 

A co do przedszkola – to wczoraj w ciągu dnia trochę jęczał, ale Monsterówna go pocieszała, a dzisiaj chwilę posmęcił rano, że on by wolał jednak z mamą, ale w końcu poszedł bez problemui znowu nie czekał na pożegnalnego buziaka od Monstertaty.

Czyli jak zwykle okazało się, że ja tu jestem największym problemem.. he he.

czwartek, 01 września 2005
Wejście pierwsze

Monsterówna kwiknęła z radości i ubrała się w okamgnieniu.

Zdecydowała, że nie weźmie żadnej zabawki, bo będzie pilnować brata.

Monster zapakował swój plecak i nowe sandały.

Monstertata został zwleczony z betów pół godziny przed ustalonym czasem, bo Monstery oczekiwały już w blokach startowych.

Monstery mają szafki obok siebie. Monster podobno nawet się nie obejrzał za tatą. Monstertata chciał się z nim pożegnać, ale on już pobiegł do sali.

Monsterówna pocieszyła Monstertatę, że jak Monster będzie płakać, to się do niego przytuli i go pocieszy.

Siedzimy z Monstertatą, każdy w swojej pracy, jak na szpilkach.

Monstertata słucha radia i leci "jak się klaszcze na dwa" - ulubiony utwór Monstera. Monstertata ubolewa, że w przedszkolu nie słuchają radia, a tak by się Monster ucieszył...

Chyba Monsterrodzice bardziej przeżywają pierwszy dzień Monstera w przedszkolu niż sam Monster.

Oby to była prawda...

Archiwum
do Monsterowa tędy