czwartek, 30 września 2004
Kto chce, kto chce, malowane owce


Konwersacja z Gają na tematy okołoprzedszkolne cz.1( I tydzień września)

Monstermama: Gaju, jak Ci minął dzień w przedszkolu?
Gaja: Wszystko zjadłam i będę duża.
Monstermama: Gaju, ale w co się dzisiaj bawiłaś w przedszkolu:
Gaja: nie wiem.

Konwersacja z Gają na tematy okołoprzedszkolne cz.2 ( II tydzień września)

Gaja: Cy jutro idę do przedszkola?
Monstermama: Tak, jutro jest środa. Tylko w soboty i w niedziele nie chodzi się do przedszkola, w środy tak.
Gaja: Ale ja nie chcę.
Monstermama: Przecież będziesz dobrze się bawić. Może znowu będziesz tańczyć z Izą?
Gaja: Nie będę się bawić!!!
Monstermama: Ale dlaczego?
Gaja: Bo jest mi przykro.
Monstermama: Kiedy jest Ci przykro?.
Gaja: Bo Ola mnie nie lubi.
Monstermama: Skąd wiesz, że Cię nie lubi?
Gaja: Bo robi taką minę (i tu Gaja marszczy w złości twarz)
Monstermama: Ale przecież są inne dziewczynki, które lubisz! Nie wszyscy muszą Cię lubić, ani Ty nie musisz lubić wszystkich. A jak Ola będzie Ci robić taką minę, to też jej zrób.
Gaja: Nie będę straszyć Oli!
Monstermama: Pewnie. Nie musisz w ogóle na nią patrzyć. Tylko baw się z Izą i z innymi dziećmi, z którymi lubisz. Z którymi dziewczynkami lubisz jeszcze się bawić?
Gaja: Z Michasią, z Martą jedną i drugą, no i z Izą.
Monstermama:  To baw się z tymi dziewczynkami.
Gaja: A gdyby te dzieci, co nie lubię były w tamtej grupie?
Monstermama: Chciałabyś, żeby te dzieci, których nie lubisz nie było w Twojej grupie?
Gaja: Tak.
Monstermama: Ale tak nigdy nie będzie. Zawsze w grupie będzie ktoś, kogo nie lubisz. Możesz po prostu nie zwracać na niego uwagi.
Gaja: Może jutro wszyscy będą tańczyć do muzyki?

I tak przeprowadziłyśmy arcypoważną rozmowę na temat socjalizowania się.

Konwersacja z Gają na tematy okołoprzedszkolne cz.3 (III tydzień września)

"A Piotr Bojar mnie lubi" - tą rewelacją podzieliła się Monsterzyca Pierwsza  po powrocie do domu. Była to niesamowita wiadomość, gdyż Piotr Bojar zawsze był przez nią opisywany jako przedszkolne monstrum: ten, co bije dzieci i określany przez panie jako ten "niegrzeczny". Proszę, proszę.... a teraz już lubi Gaję?
"Taaak? A skąd wiesz " - Monstermama ujawniła detektywistyczne zacięcie.
"Bo mi powiedział!" - jakie to proste.
"Bo Misia powiedziała do Piotra: <nie lubię cię> i Piotr powiedział do Misi: <ja też cię nie lubię, ja lubię Gaję>"

Konwersacja z Gają na tematy okołoprzedszkolne cz.4 (ostatni tydzień września)

" A Misia powiedziała, że mnie nie lubi i zrobiła tak" - i tu Gaja wykonała na rękawie pokaz szarpania bluzki
"Szarpała cię za bluzkę?" - Monstermama uchodzi za  bardzo domyślną.
"Tak. Bo my z Miłoszem chodziliśmy po sali, uciekaliśmy Misi, a ona nas goniła. I my się z niej śmialiśmy" - dobre, dobre.
Też bym poszarpała taką koleżankę za bluzkę...

Podstawowym tekstem przedszkolnym (oprócz <do widzenia ciocia Genia>) jest:

Kto chce, kto chce
Malowane owce (i to trzeba skandować wrzeszcząc).

Nie pytajcie, bo i tak nie wiem, o co chodzi.

Poniżej Gaja przedszkolna - skupiona:


Pasje Monstera Młodszego


Najpierw nie mogliśmy się nigdzie ruszyć bez piłki. Miałam wrażenie, że Monster Młodszy tak naprawdę nauczył się chodzić tylko po to, by móc kopać piłkę. Potem już zwykła, gumowa "dziecięca" piłka nie wystarczała. Podbierał chłopakom na podwórku dorosłą, futbolową. Nastąpił był okres, gdy przemykaliśmy przez plac zabaw, by tylko nie zobaczył grających, bo nie dawał im spokoju - też chciał kopać, rzucać, uczestniczyć w meczu. A że nadeszło lato i na placu spędzaliśmy całe dnie i w dodatku nasze osiedle jest zagłębiem dzieci piłkarzy, więc chłopcy grali non-stop, to czas na placu stawał się coraz bardziej stresujący. I wtedy Robert przemówił: "Auto". Auto było pierwszym po "mama" pełnym i zrozumiałym słowem Roberta. Nawet "tata" mówił rzadziej. I się zaczęło.
Na wakacjach nie mógł spokojnie funkcjonować bez codziennego spędzenia chwili w samochodzie taty lub dziadzia. A teraz przeparkowuje swoje auta przez dzień cały: z łóżka na kanapę, z kanapy na kaloryfer, z kaloryferu na dywan. No i na spacerze auta też są z nami (reprezentacja kolekcji: sztuk dwa)


"Auta tendy, oć mama" - Monster Młodszy ciągnął Monstermamę za pękające w szwach siaty z zakupami. Właśnie wychodziliśmy z Tesco zwyczajowo oglądając piranie w rozmiarze XXL i płynnie, aczkolwiek wolno przesuwając się w stronę ulubionej uliczki Monstera.
"Jeście laz, mama" - Robert wchodził i schodził z krawężnika.
"Ale wiesz, że po ulicy jeżdżą samochody, a my chodzimy po chodniku?" - zagaiła umoralniająco Monstemama nerwowo wieszając siaty na wózku, co by być gotową do ratowania Monstera spod kół pędzących wozów dostawczych.
"Taaa, jeździą.... a tam auto toi, nie jedzie" - zgodnie z prawdą wskazał na najbliższego parkującego TIR-a.
"Tak, ale inny MOZE pojechać i cię PRZEJEDZIE!" z mściwą satysfakcją obserwowała Monstermama szybki odwrót Monstera ze środka jezdni.
Nie minęło kilka sekund...
"Mama, auta nie ma...." - rzeczywiście, uliczka nie odnotowała nadmiernego ruchu pojazdów w ciągu ostatnich kilku sekund. "Tobelt chcie tatolem" - i nie było rady - poszliśmy w stronę wyciągacza pieniędzy w postaci traktora z kolorowymi światełkami.
"Auto duzie" - rozanielony Monster Młodszy z zapałem kręcił kierownicą. Całe szczęście, żeby kręcić nie trzeba wrzucać monet.

niedziela, 26 września 2004
Odczarowywanie rzeczywistości


W tym tygodniu odczarowałyśmy TRZY stresy życiowe Monstera The Pierworodnego.
Pierwszy stres, to był zapowiadany koncert muzyczny w przedszkolu.
Po dłuższym wypytywaniu Gai, dlaczego właściwie nie chce koncertu, okazało się, że ona bała się, że sama miałaby występować! W każdym razie koncert w przedszkolu bardzo Gai się spodobał. Ba, wręcz nie może doczekać się następnego.Nie mogę się tylko dowiedzieć, w jakim składzie występował zespół. W zależności od dnia/chwili/fantazji Gaja opowiada, że występował pan/dwóch panów/ pan i pani. W jednym się zgadza w każdej wersji: grał lub grali na fletach. Mnie tam wszystko jedno, ważne że Gaja odczarowała koncerty.
Drugą zmorą przedszkolną, która skutecznie zraziła Gaję do poprzedniego przedszkola była rytmika.
Okazało się, że niekoniecznie trzeba bębnić w pianino, żeby dzieci chciały śpiewać i tańczyć. Gajeczka każe nam teraz siadać po turecku (koniecznie trzymając ręce na kolanach), ewentualnie chodzić na palcach lub piętach, no i śpiewać: "Idzie Jaś, idzie Staś, idzie też Marysia. Wszyscy dziś grzeczni są, i nie tylko dzisiaj."
Piosenka drętwa ("grzeczność" - znienawidzone przeze mnie pojęcie, ale nadal używane przez wielu we wszystkich kontekstach), ale widocznie dobrze się przy niej maszeruje. Reszty słów muszę się nauczyć, bo tylko raz zaśpiewała całość, a potem się zacięła.  
Kolejny krok milowy w rozwoju naszej panienki- odczarowaliśmy przedstawienie teatralne. Jakoś rok czy półtora temu babcia Ewuńcia zaproponowała Gai Byczka Fernando. Nie wiadomo, co Gaję przestraszyło bardziej: byczki wielkości dorosłego człowieka czy ciemność na widowni, w każdym razie długo w teatrze nie wytrzymały. A wczoraj odwiedziłyśmy z całym podwórkowym gangiem Teatr Animacji. Grano "Kopytko i Kwak" o dwóch urwisach. I Gaja bardzo dobrze się bawiła! Ciemność nie zrobiła na niej wrażenia, rżała ze śmiechu z typowo głupich gagów sytuacyjnych i choć nawet z przerwą przedstawienie było godzinne - bez problemu wytrzymała. Niezłą mamy średnią odczarowanych zmor w tym tygodniu.


A oto jak zawyża standard zabawy podwórkowej Monstertata. (dla porównania: Monstermama na placu zabaw siada z książką na ławce i z tej bezpiecznej odległości nadzoruje bawiące się Monstery, czyli asekuruję skaczącego z drabinek Boba, huśtam, rozdzielam walczących, pocieszam obsypanych piachem czy walniętych łopatą...)




sobota, 25 września 2004
Historyczna Antologia Humoru Część IV
Część IV: Gaja (trzyletnia)

Do tej pory pisałam wszystkie teksty fonetycznie, bo Gaja nie mówiła "r". W maju jednak zaczęła i już nie muszę się tak męczyć ;), choć trzeba przyznać, że jej teksty straciły trochę na uroku... są takie poważne!

Ciocia Iwona wspomina zeszłe wakacje, jak to latała za dziećmi po plaży.
Gaja: "Ale ciociu, jak latałaś? Psecies ty nie mas sksydeł?"


Gaja z bratem:

Gaja zauważa muchę: O, mucha. Mucha - łakomczucha.
Robert zauważa i przepędza muchę.
Gaja (pełna smutku): Hej, Robert! To była moja przyjaciółka!


Wychodzę rano z pokoju i widzę, że Gaja naciągnęła babcię na konsumpcję żelków.
Pytam: Co to jest i skąd to masz?
Gaja (z pełną buzią żelków): Nie mogę mówić, bo jem.


Gaja opowiada babci Ewuńci historyjkę przez telefon.

"Babciu, mam taką propozycję: to jest historyjka o Misiu. Misiu chodzi i szuka mamy. Patrzy za kanapę: mamy nie ma, patrzy za łóżko: mamy nie ma, patrzy za lodówkę, mamy nie ma. Aż tu nagle: puk-puk, kto tam? I wchodzi mama! Bo mama była w pracy!"



Licytacja dwóch trzylatków:
Filip: A ja mam tysiąc samochodów
Gaja: A ja mam Stasię! (Stasia to przyjaciółka Gai)


Tata: "I co Gaju, płakałaś w przedszkolu?"
Gaja:" Taaaaak, troszeczkę. Bo ja muszę się przyzwyczaić..."


Gaja opowiada historyjkę siedząc na dywanie i bawiąc się autkami:
"Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, był sobie mały samochodzik. Aż tu nagle przyjechała duża ciężarówka i mówi: 

<hej, mały, posuń się, bo tu nie ma miejsca>"



Być może ta pasjonująca historyjka miałaby ciąg dalszy, ale niestety ryknęłam śmiechem i opowieść została zakończona... Może następnym razem.


CDN
Historyczna Antologia Humoru Część III
Część III: Gaja prawie trzyletnia


Gaja zamyka Robercikowi drzwi przed nosem. Proszę Gaję, żeby mu jednak otworzyła. Gaja: "Nieee, bo ja tu będę spać i chlapać (chrapać)"
Ja: "Ale on ci nie będzie w ogóle przeszkadzał w chrapaniu. Będzie tylko się bawił".
Gaja: "Okey. No chodź. Ja będę, Lobelcik, chlapać, ale ty mozes się tu tloseckę w kąciku cichutko pobawić".
Robercik: "tatatata"
Gaja (obrażonym tonem): "Ja jestem Gaja, nie tata, Lobelciczku!"


Gaja jak zwykle rano przegląda się w lustrze: "Ale jestem elegancka".


Wkładam spodnie i zaplątałam się w nogawkę, więc skaczę na jednej nodze. Gaja z dezaprobatą: "Co ty wyplawias, mamko??


Gaja planuje nam dzień: "telaz zjemy śniadanko, potem ubiezemy się i pójdziemy na spacelek. A potem wlócimy i... pogadamy."


Wchodzę o łazienki i widzę, że w wannie pełnej wody wcale nie kąpie się Gaja, tylko pływają plastikowe kaczuszki i tony papieru toaletowego.
Wrzeszczę do niej: "Co ty robisz?"
Gaja ze stoickim spokojem: "Kacki kalmię, mamuśku. One były głodne, wies? To lobię im takie kulki i daję jeść. Telaz jus nie będą głodne".


Gaja przekonuje mnie, że okno należy umyć mokrymi chusteczkami (tymi do wycierania tyłka)
Ja: Ale okno jest czyste.
Gaja: Ale nieeee...Tak jest wcale nie cyściutko
Ja: Gaja, takie chusteczki zostawiają smugi, takimi chusteczkami nie czyści się okien...
Gaja: Ale zobacys, jak będzie ładnie...'
Ja: Dam Ci taką szmatkę, którą sama myję okna
Gaja: Nie, ja umyję chustecką, a potem ty sobie umyjes swoją smatką, dobla?


Ja: A co byś chciała, Gaju, dostać od św. Mikołaja?
Gaja: Plezent.
Ja: Ale jaki prezent?
Gaja: Taki celwony.
Ja: Ale co by miało być w tym czerwonym prezencie?
Gaja: Jedzonko!
Ja: Ale jakie jedzonko, co byś chciała do jedzenia?
Gaja: Obiadek!



Gaja: Co ma Adam?
Ja: Jaki Adam?
Gaja: No co ma Adam:?
Ja: Nie wiem, o którego Adama ci chodzi. Tego z podwórka, czy z przedszkola?
Gaja: Nieeeee.
Odchodzi i za chwilę słyszę, jak śpiewa w pokoju: "Adam Ma-łysz jest wielki spoltowiec"



Gaja robi z ciastoliny kiełbaski i rzucała nimi po mieszkaniu. Na moją prośbę, żeby ograniczyła swoją aktywność do stołu, bo Robercik może taką ciastolinę zjeść, odparła, że rzuca kiełbaski "piesowi", a nie Robertowi (nie mamy psa).


Konrad wręcza Gai rysunek, który specjalnie dla niej namalował.
Gaja: Ale bzydki!
Konrad (niemile zaskoczony) Gaja! Powinnaś powiedzieć .
Gaja: Tseba było ładnie namalować.


Gaja prosi Konrada, żeby otworzył jej jogurt. Konrad oczywiście nie za bardzo biegł, by spełnić jej życzenie.
Gaja znad otwartego jogurtu: "No i co, tata? Mam paluchami jeść?!"


Gaja siada na kanapie ze szpulką nici w ręce: "No to mam zajęcie!"
Konrad: A co ty właściwie będziesz robić?
Gaja: "Będę cięsko placować!"


Robercik płacze. Gaja wpada do pokoju:
"Lobelcik, nie płac! Psecies mieliśmy umowę!" (dalekie echa przedszkola...)


Próbka dyskusji z Gają, by poszła łaskawie do łóżka:
Gaja: "Ale, cy ty lozumies, Magda, ze ja nie chce spać!!!!"


Gaja ubiera się na Wigilię. Otwiera szafę i lustruje wieszaki:
"Gdzie jest moja sukienka? Oto jest pytanie!"


Gaja odbyła poważną rozmowę z dziadkiem i dzieli się z nami rewelacją, że mama jest kobietą, a tata jest mężczyzną. Chwilę później przychodzi do mnie i pyta się:
"Mamuś, a ty ile mas lat?"
Zgodnie z prawdą odpowiadam, że 18.
"Aha. A ja niedugo będę miała tsy i wtedy tez będę kobietą".


Gaja zrobiła kupę i woła mnie do łazienki.
"Mama!!!! Wytsyj mi pupęęęę!
Ja: Dobrze, już idę.
Gaja: "Ale moklą chustecką!"
Ja: Dobrze.
Gaja:" Tylko poządnie!"
Ja: Oczywiście.
Gaja: "Tylko nie wpadnij do nocnika! Bo jak będzies się schylać, to mozes wpaść!"


Gaja siedzi przy stole nad pustą kartką i woła do Konrada:
"Tata! Skombinuj mi tu jakiś długopis!"



cdn
Historyczna Antologia humoru Część II
Część II – Gaja dwuipółletnia

Najbardziej podoba mi się, jak rodzeństwo rozmawia ze sobą.
Robuś: "gu, gu, ga"
Gaja: "Nie gugu, tylko Gaja, Lobelciczku, nie wies?"


Gaja wpada do domu:
"Mamuśku, daj pić, bo jestem nienapita"


Gaja oddelegowana do łóżka przychodzi po kilku minutach ze stertą książeczek i mówi:
"tam jest ciemno, zepsute chyba światełko i ja nic nie widzę w tych ksiązeckach. Tu jest jasno i tu musim cytać."


Siedzę ze smętną miną nad naleśnikiem, bo prosiłam babcię o podwójną porcję sera, a dostałam połowę normalnej. Gaja patrzy na mnie i pyta:
"Co, smutnego naleśniczka masz?"


Gaja je obiad przy stole, a na podłodze Robert podczołguje się pod samo krzesło podnosi głowę i śmieje się do niej zaczepialsko.
Gaja: "Jus, jus. Cekaj, maluchu. Tylko umyję lącki i buźkę, bo baldzo bludna jestem i jus do ciebie idę! No, cekaj!"


Gaja zrywa się i biegnie do lustra.
Ja: "Co się stało?"
Gaja: "Musiem zobaczyć moje ładne, carne ocki".


Odpowiadam na maile, więc zamiast pytań Gai słyszę tylko brzęczenie w tle. W końcu Gaja szarpiąc mnie woła:
"Mamuś! Cy ty zyjes?"


Robi wyrwał Gai jabłko i je nadgryzł.
Gaja: "Mamuśku!!!!! Latunku!!! On jest malutki, on je tylko cycusia, pamiętas?!!!


Gaja biega wokoło pokoju z plasterkiem sera w rączce.
Ja: Co robisz?
Gaja: "Niech selek tez sobie pobiega".


Konrad czyta Gai książeczkę o Puchatku.
Konrad: "Puchatek łowi ryby na wę...(stara się podpowiedzieć Gai)
Gaja: "na węza!"


Przechodzimy koło sklepu z bielizną. Na wystawie manekiny w majtkach i biustonoszach. Gaja podchodzi do wystawy i komentuje:
"Ale ładne cycuszki!"


Gaja robi z Konradem grzanki. Obserwuje przez szybkę, jak się robią, aż w końcu krzyczy:
" Tata, chodź, gzanki juś się opaliły!"


Codzienna zajawka Gai, jak tylko oczy otworzy:
"Mamo, jakiego loda dzisiaj zjes?"
Ponieważ na dworze deszcz i wiatr odpowiadam, że dzisiaj nie zjem, bo mi będzie za zimno na dworze.
Gaja: "W domu jest cieplutko. Kupimy lody, wlócimy do domku i tutaj zjemy, dobla?"


Gaja czeka pod drzwiami toalety na babcię.
Gaja: "Juśśśśś?"
Babcia: "Jeszcze nie".
Gaja (chwilkę później): "Babciuuu, cy juśśśśś???"
Babcia: "Jeszcze nie".
Gaja: "Cy ty tam kupę lobis, cy co?"



Dzień jest wyjątkowo ponury.: jak nie mgła, to deszcze, zero przejaśnień.
Gaja marudna, trze oczy, przykłada się do dywanu.
Ja: "Gaja, jak chcesz się chwilkę zdrzemnąć, to proponuję na łóżku".
Gaja: "Nie, ja tylko tak mlużę ocka, bo mi słonecko za baldzo świeci".


Późny wieczór. Gaja nareszcie leży w łóżku w swoim pokoju, ale drzwi do nas są otwarte.
Gaja: "Tatuchu!"
My nic.
Gaja: "Mamuśku! Wody potsebuję!"
Ja nic.
Gaja: "Mamo! Halo! Jest tam kto? Lobelcika piłka bzęcy!"
Idę zobaczyć, co za piłka i dlaczego brzęczy. Oczywiście Gaja fantazjuje. Daję ostatecznego, pożegnalnego całusa i wychodzę.
Gaja śpiewa w pokoju i Robert się budzi. Idę do niej wściekła, a Gaja: "No widzis. Mówiłam, ze bzęcy."



Ja: "Gaju, może przyniesiesz mi pieluchę dla Robercika?"
Gaja: " Moze powinnaś powiedzieć plosie"

Gaja do Oli (która rozpacza, bo ma 2,5 roku, a wtedy się często rozpacza, o czym Gaja doskonale wie, bo jest tylko o miesiąc starsza):
"Nie płac, Olu! Zobac, jaki piękny dzień! Słonecko świeci! No zobac i nie płac."


Gaja na huśtawce zaczyna się dziko śmiać. Nie wiem zupełnie z czego, więc pytam. Na to Gaja:
"A tak wygupiam się"


Gaja, której tato pozwolił jeść kisiel na kolacje (skutki zmęczenia ojca, oraz rozluźnienia atmosfery w wyniku nadzoru ojca nad dziećmi przez cały dzień) przenosi się z kubkiem na łóżko. Wołam z drugiego pokoju: "jak pobrudzisz łóżko, to będziesz spała na pobrudzonym".
Nie mija parę chwil i przychodzi do mnie Gaja pytając: "Jak jest bludno, to można psecies wymyć smatką, plawda? I jus jest cyste."
Ja: "No tak"
Gaja:"To daj mi smatkę".


Gaja: "Dlacego mamuśku lezys w łózecku?"
Ja: "Bo jestem chora"
Gaja (lekceważąco machając ręką): "Bez psesady"


Gaja: "Kulde!" (krzyczy i patrzy się na mnie)
Ja nic, nie reaguję.
Gaja: "Powiedziałam kulde, nie słysałaś?"
Ja: Słyszałam. Dlaczego powiedziałaś kulde?
Gaja: "Bo mi się zepsuło."
Ja: To dlaczego nie powiedziałaś po prostu: , tylko powiedziałaś kulde?
Gaja: "Bo...(myśli)..bo kulde jest tak fajnie!"


Ostatnio najlepsza zabawa Gai, to rozmowa przez telefon. Wręcza mi kartonik w kształcie telefonu i mam z nią rozmawiać. No to rozmawiam.

Gaja: "Halo, mama?"
Ja: Tak, to ja.
Gaja: "Co u Ciebie słychać?"
Ja: U mnie wszystko w porządku, jestem w pracy. A co u Ciebie?
Gaja: "A ja lobię sałatkę, a ten łobuz lozlabia."
Ja: A z czego to sałatka?
Gaja: "Z makalonu.. A, nie. Makalon się skończył, więc telaz to nie wiem, z cego ta sałatka. Coś wymyślę".
Ja: Na pewno będzie pyszna.
Gaja: "To ja jus końcę, bo musę. Na lazie, mamuśku! "
Ja: Do usłyszenia.
Gaja: "Ach, taaak. Słyszenia".


Gaja czasem rozmawia na niby z babcią, dziadkiem, albo koleżanką. Naprawdę ciężko zachować powagę podsłuchując te rozmowy. Jedynie zapisywanie w kajecie mnie ratuje.

Gaja: "Halo, babcia?"
"Jesteś tam?"
"Znowu chola? Taak?"
"I musis do spitala?"
Gaja (do mnie, zasłaniając drugą ręką profesjonalnie swój ) "Mamuśku, babcia jest chola i musi jechać do spitala"
Ja: W szpitalu wyzdrowieje?
Gaja: " W spitalu jej powiedzą"
Gaja: (wraca do z babcią): "Halo! Jesteś jesce?"
"Aha. No to się umówimy jakoś."
"Jak ci jest w spitalku? Dobze? No to fajnie. To na lazie, babciu, musę końcyć, bo Lobelcik jęcy. To ceść."


Kolejna rozmowa:

Gaja: " Halo, dziadek? Oblaziłeś się? Bo nie dzwonis. Nie? No to fajnie. Na lazie".

Gaja gotuje dla lalek zupę. Karmi lalkę. Przychodzi do mnie i mówi: "Wies, nie smakuje jej ta zupa."
Ja: I co zrobisz?
Gaja: "Coś innego ugotuję. Obiad chyba. Bo lalka lacej nie lubi zupy, tylko obiad. Wystalcy obiad."
Zaraz przybiega i mówi: "Telaz jej smakuje, jus ostatni łycek i idzie spać. A tata kupi smakuśki dla Gajuśki."


Nowa wersja rymowanki:

"Mam fusteckę haftowaną, co ma ctely nuchy (to od: nogi, duże nogi, to nogale, albo nuchy)
Idę do mamuchy, idę do mamuchy."


Dzień wielbienia siebie. Gaja stoi przed lustrem i kadzi:
"Ale jestem ładna. I jakiego mam dekolta!"

Chwilę później: "Jestem siostla Lobelta i mam dugie włosy. O!"


Ulubiona zabawa oprócz rozmawiania na niby przez telefon: robienie zakupów na niby, albo połączenie i tego i tego. Gaja dzwoni do mnie: "Mamuśku, wlacam jus do domu, zlobić zakupy?"
Ja: "Tak, zrób, no pewnie".
Gaja: "Ale wies, co, lepiej ty zlób, bo ja nie wiem."
Ja: Powiem Ci, co kupić.
Gaja: "Dobze"
Ja: "Kup chlebek, serek, mleko"
Gaja: "Tak, tak, to ty kup, ja jus jadę do domu. Pa, pa."


Inna rozmowa:
Gaja: "Halo, Mamuśku, to ja, Gaja. Zepsuł mi się samochód. Dzula się zlobiła"
Ja: To jedź do warsztatu, tam Ci naprawią.
Gaja: "Aha. No to jadę, na lazie!"


Gaja oznajmia: " Jadę do placy, mamuśku. Ale nie maltw się, psyjadę na obiad!"


Konrad gilgocze Gaję. Gaja przybiega do mnie uradowana i oznajmia: "Ale tata jest fajny gilg".


Gaja zbudowała most, po którym jeżdżą samochody. Nagle jeden z nich spada. Gaja podnosi go i przemawia do niego troskliwie: "Psewlóciłeś się? Bolało ciebie? Tak? Daj, pocałuję.. Jus nie boli? No, widzis. Tak jus samochody lobią... ale będzie dobze."


cdn
Historyczna Antologia humoru wg Gai

Wybrała i ujęła w ramy czasowe Monstermama.

Osoby występujące w tekstach dnia:
Monstertata
Monstermama
Monster The Pierworodny - Gaja
Monster Młodszy - Robert

Część I – Teksty dnia Gai dwulatki

Konrad: Jak ma na imię mama?
Gaja: Madzia
Konrad: A tatuś?
Gaja: :Konladek. A Gaja? (do siebie) Gaja. A Lobelcik? Lobelcik!


Ja: Ostry ten soczek, co? (bo z czarnej porzeczki naprawdę jest )
Gaja: nie, nós jest ostly, nie socek.


Gaja siedząc w kąpieli, śpiewa:
Sto lat, sto lat, niech zyje kupa nam! Sto lat, niech zyje siusiu nam!


Gaja chciała siusiu, a ja karmiłam Młodego, więc jej mówię: przynieś tutaj kibelek i zrobisz koło nas.
Gaja: „nie, kibelek! Kibelek ogomny i cięski! Gaja nocnik przyniesie!”


Gaja poszła na spacer z babcią i się huśtała. Wieczorem mówi do mnie: „byłam na pacielku, z babcią i huśtałam”.
Ja: A babcia się też huśtała”.
Gaja: „nieeee, babcia duzia jest”.


Gaja przynosi zużytą pieluchę Boba, o której zapomniałam i pyta: „To pelucha Lobelcika?”
Ja: „Tak”
Gaja: „To musisz wyrzucić do kosza, wieś (wiesz) mamusiu?”


Przed wyjściem na dwór Konrad pyta Gaję: „Gaja, chcesz zrobić siusiu?”
Gaja: „Nieee, wczolaj zobiłam, u babci.”


Konrad ściera stół po kolacji. Gaja przygląda się temu i nagle wskazuje palcem: „jesce tu klopelka”.


Gaja bawi się na balkonie, gdy piętro wyżej wychodzi na balkon znajoma sąsiadka.
Gaja woła machając radośnie: “Ceś Monia! Co u ciebie słychać?”
Monia: “Cześć! U mnie wszystko dobrze, a co u was słychać?”
Gaja: “U nas słychać Lobelcika!”


Jedziemy autobusem. Gaja zagaduje do jakiejś pasażerki: "Tam jest Lobelcik (pokazując do tyłu wózka), a ja byłam w palku i na zieździalni, i na huśtawce"
Pani ze zrozumieniem kiwa głową: "To grzeczna jesteś dziewczynka!"
Gaja: "Nieeeee."


Przechodzimy koło budowy, gdzie pracują robotnicy w uniformach pobrudzonych farbą.
Gaja: "Ale bludasy".


Gotujemy zupę. Gaja obiera cebulę, a potem zamiast mi ją podać do pokrojenia, to głaszcze ją ze wszystkich stron.
Ja: "Gaja, co robisz?"
Gaja: "Masujem cebulę"


Gaja jest w złym humorze. Proponuję, że poczytamy książeczkę. "Chcesz? " pytam.
Gaja: "Nie baldzo".


Gaja krzyczy do mnie z drugiego pokoju, w którym się bawi:
"Mamutku! Masz Lobelcika na kolankach?"
Ja odkrzykuję: "Nie, Robercik leży na macie i się bawi"
Gaja: " A to dobzie, bo ja chciałam na kolanka" I wspina mi się na kolana.


Prasuję odwrócona plecami do Gai, podczas gdy ona czyta książeczkę. Gaja chce, żebym to ja jej czytała, mimo że po pierwsze primo nie mogę, bo prasuję, a po drugie primo - Gaja zna już tę książeczkę na pamięć.
Gaja: "Mamutku, co tam Puchatek lobi?"
Ja: Gaja, przecież wiesz...
Gaja: "No, odwlóć się i popać, co tam Puchatek lobi i powiedz Gai, no juś"


Około 4 nad ranem Gaja budzi Konrada: "Tatusiu, no wstań, godzina jest i ścielimy łózecko"
Konrad (nieprzytomnie, jak można się spodziewać): "A która jest godzina?"
Gaja: "Zobac tam jest zegalek"


Gaja rozebrana do naga je "chlupki z miodkiem i mlećkiem".
Zwraca się do mnie: "A mozie Gaja musi śliniaćka, zieby nie pobudziłam buśka?"
Mówię jej, że najwyżej ją wymyję. Je dalej. W końcu odkłada łyżkę i chce wypić resztę mleka prosto z miseczki.
Nie za bardzo jej to idzie.
Gaja: "Kulde. Chiba lepiej łyziećką"


Gaja siedzi w foteliku, a ja proszę ją, żeby przełożyła rękę przez pas, którym zamierzam ją przymocować.
"Nie ma ploblemu" - słyszę w odpowiedzi.


Siedzimy w piaskownicy. Gaja zrobiła pokaźną kolekcję babek. Konrad siada koło niej chcą je obejrzeć, a Gaja wpada w histerię krzycząc: "Idź tam dalej! No idź, po plostu nie psuj mi tych babów".


Gaja zrobiła babkę, ale zaraz ją zburzyła: "Nie wysła baba, niestety" - stwierdziła ze smutkiem.


Gaja zjeżdża ze zjeżdżalni, ale dosyć wolno, bo nie ma poślizgu. Gaja stwierdza: "kiepsko zjeździam".


Gaja z Konradem słuchają Konradowej muzyki. Gaja kołysze się w rytm. Płyta się skończyła.
Gaja: "Skończyła się. A dugą (drugą) mas muzyckę?


Gaja jęczy, że nie może zawiązać buta.
Ja: "A co się mówi?"
Gaja: "Posię. I nie jęczeć!"


Gaja układa puzzle ze zwierzątkami i opowiada Robercikowi, co to za zwierzątka.
"A to jest muuu, wies?"
Ja: "Muu, czyli?"
Gaja nie rozumie, o co chodzi, więc podpowiadam:
"Muu, czyli krowa, tak?
Gaja wreszcie odkrywa, o co chodzi i mówi:
"Taaak, jeście jest czyli kaczka i czyli owieczka i czyli konik!"


CDN

piątek, 24 września 2004
Słowo na Weekend

6:25 - Monster w drzwiach. Super,super, super- Monster Młodszy rozumie, że weekend, to czas dłuższego odpoczynku.
"Meko". Jest mleko. Czołgam się do kibelka, Młody zły, od razu rozdziawia twarz, rzucam w Monstera poduszką tłumacząc cierpliwie (he, he, he), że przecież na sekundkę go li jedynie opuszczam.
Wracam, wtulam się w żłopiącego.
"Buła" Jest buła.  Wydawało mi się, że ledwo przytuliłam się do poduszki.
"Mama, oć" ciągnie Monster
"No way" - monstermama chce jeszcze spać, spać, spać.
Monster rezygnuje. Monstermama zarzuca Monstera stertą samochodzików i książeczek.
Monster Młodszy jeździ na Monstermamie samochodzikami, siada na mamie okrakiem i wydaje końskie odgłosy paszczowe, rzuca książeczkami, jeśli książeczki nie są o samochodach (choć zazwyczaj chociażby jednego, małego udaje się znaleźć - to się nazywa uważny dobór lektury dla Monstrów).
Dziwnym trafem Monster Młodszy NIE molestuje Monstertaty. W ogóle jakby nie zauważa kształtów po drugiej stronie łóżka.
Staram się zachęcić Monstera Mlodszego do wszechstronnego rozwoju i do obcowania z różnorakimi bodźcami, toteż przekonuję:
"Monsterze, monsterze- rzuć proszę okiem na tę czuprynę wyrastającą na poduszce obok. Zapamiętaj, że tatuś bardzo lubi drapanie po głowie"
Gdy na poduszce obok rozlegają się jęki torturowanego Monstertaty, sprytna Monstermama uderza w zasłużoną kimę.
Nie na długo, oj, nie.
"Mamoooooo" - Monster The Pierworodny w drzwiach.
"Mamoooo, ja muszę się do ciebie przytulić, czemu tu tak mało miejsca" Ryk, rozstrój nerwowy. A tak ładnie nam się sobota rozpoczynała.
Posyłam Monstertacie sójkę w bok. "Wspólniku, wspólniku- rusz swe ociężały członki i wybierz sobie łóżko któregoś z Monsterów, bo nam tu trochę ciasno"
Monstertata reagując prawidłowo zabiera swą głowę razem z poduszką i resztą swego ciała i oddala się do pokoju Monsterów.
"Ciekawe, na którym łóżku będzie spał " - zastanawia się Monster The Pierworodny "Fyba nie na moim. Nie dojdzie."
"Też myślę, że nie dojdzie" przytulam się do Monstera The Pierworodnego i słyszę i czuję, że z drugiej strony nie może popuścić takiej okazji Monster Młodszy i wspina się na Monstermamę, jednocześnie kopiąc Monstera The Pierworodnego, więc The Pierworodny wpada w ryk i Monstermama już wie, że na pewno rozpoczął się nowy dzień. I jest to sobota i nie trzeba od razu wyskakiwać z łóżka i można delikatnie nakierowując Monstery na odpowiednie szulfady i półki spędzić dobre piętnaście minut nad Wysokimi Obcasami, które już leżą na progu.
Jak ja mogłam kiedyś pomstować na Prasę Do Domu!!!


czwartek, 23 września 2004
Monsterowy Poranek Powszedni


4:25 Monster Młodszy w drzwiach. Nieprzytomny. Rozżalony. Mam nadzieję, że to TYLKO z powodu zębów. Bo wtedy jest nadzieja, żee jak wyjdą te wstrętne trójki, to wreszcie będzie tradycyjna pobudka o 7.
Wcale tak nie myślę o tej 4:25. Zdecydowanie działam instynktownie: żel, masowanie pleców, czasem mleko. Jest różnie. Ostatnio już o 5 zasypia znowu zabierając miejsce na niezbyt obszernym Łóżu Monsterrodzicowym, a czasem szalej dłużej. Nie rejestruję, jak długo. Wykorzystuję każdą minutę spokoju (Monster w tym czasie znajduje samochodzik, albo piłkę, albo jedno i drugie), by przytulić głowę do poduszki.
7:05 Dzwoni budzik. Udaje się go wyłączyć, zanim Monster Młodszy otworzy oczy. Dopadam łazienki, bo to moje 5 minut. Tyle udaje się uszczknąć samotności, gdy w drzwiach łazienki staje Monster Młodszy. (mam podejrzenia, że ma czujnik ciepłoty okolicy - gdy wyczuwa, że nie ma matki - samoczynnie się budzi).
Już nic nie zrobię. Hasło: "buty". Reszty Monster Młodszy nie lubi ubierać.
Nie tracąc czasu na gonienie gołego Monstera Młodszego (choć przynajmniej w butach) włączam płytę, która ma pozwolić Monsterowi The Pierworodnemu na łagodne powitanie nowego dnia. Monster The Pierworodny zdecydowanie jest sową, a nie skowronkiem.
Leci "dzeń dzeń dzeń, na dobry dzień, tak dzwonię i dzwonię co rano" Przy "umyj zęby koteczku, kolorową szczoteczką" Monstertata narzuca drugą poduszkę na uszy. Ale w drzwiach pojawia się Moster The Pierworodny... we łzach.
"Gdzie jest moja bluzeczka, czemu ją przestawiłaś, psecies położyłam ją na kostkę, a nie na krzesełko"- Łka Monster The Pierworodny
"Przepraszam, przepraszam, chciałam ją rozprostować, myślałam, że bluzeczka spadła na kostkę, nie przypuszczałam, że ją tam sama położyłaś, już układam  ją na kosteczkę" - muszę, muszę przywrócić jej dobry nastrój, bo inaczej misternie budowana atmosfera poranka legnie w gruzach i będzie tragedia. Monster The Pierworodny bardzo nie lubi zmian, ciężko przeżywa zmiany, bardzo ciężko adaptuje się do nowych warunków. A ponieważ Monster The Pierworodny ma dużo stresów związanych z przedszkolem bardzo staram się ograniczyć stresy domowe. Bardzo mozolna to praca. Proszę o słowa współczucia i pociechy. Monstermama.


Nowość na rynku

Coś mnie obudziło. Gdy otworzyłam oczy, było ciemno, ale kątem oka zlokalizowałam wyświetlacz: 5:23.
"Nooo, to właściwie ranek...i nie budził się w nocy, więc właściwie może to być - nie zdążyłam dokończyć myśli, gdy uzmysłowiłam sobie, co mnie obudziło. Otóż z wojowniczym okrzykiem na ustach "hopsasa, hopsasa" skakał po mnie Monster Młodszy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden, rzucający się w oczy szczegół: potwór nie posiadał na sobie ubioru. Niczego kompletnie. Nawet pieluchy. Był golusieńki jak święty turecki, czego zresztą nie omieszkał zaraz oznajmić: "Tobelt golas. Mama pi, tata pi, Tobelt stał. Hopsasa!"
Rozpoczął się kolejny monsterdzień.

Archiwum
do Monsterowa tędy