poniedziałek, 29 sierpnia 2016
jump day, czyli ta ostatnia niedziela

 

Monstery zostały wciągnięte przez starszych, pracujących już zawodników w działania promocyjne Jump Areny, dzięki czemu tę prawdziwie upalną ostatnią niedzielę wakacji mogliśmy spędzić nad jeziorem, a dzieci zakosztować takich sportów ekstremalnych jak blob, czyli katapultowanie do wody za pomocą gigantycznej poduszki z gumy. To nic, że Monsterówna prawie nos złamała, a twarz ją jeszcze wieczorem paliła, Monsterino też narzekał na twarz, a Monster na głowę, ważne, że było EPICKO.

Same salta na trampolinie już im spowszedniały, ale na oklaski łase są, bo im przeszkadzało,

mało energicznie się rozlegały.

Monster już liczy kasę, jaką będzie zarabiał jako instruktor na jump arenie w niedalekiej przyszłości.

 

Monsterunio tradycyjnie zjadał piasek, tym razem mokry.

Mistrzów drugiego planu nie oglądajcie - moja znajomość obróbki zdjęć nie obejmuje tak wyrafinowanych technik jak zlikwidowanie tła.

Teraz Monstery starsze pogrążyły się w depresji w oczekiwaniu na początek roku szkolnego.

To straszne, że nawet troszeczkę nie chcą tam wrócić. A ja myślałam, że generalnie dobrze się tam czują. Widocznie była to sugerowana przez mnie odpowiedź. Bardzo jestem ciekawa, czy gdyby ich wysłać do szkoły demokratycznej, gdzie uczniowie sami decydują o swoim planie dnia, to mieliby ochotę na rozszerzenie swojej wiedzy, czy tylko graliby (Monster) albo czytali (Monsterówna). No nic, już się nie przekonam. Bo w Poznaniu akurat nie słyszałam dobrych opinii o demokratycznej.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
taki mamy klimat

 

oj, zła byłam od samego rana w niedzielę, gdy ten deszcz zobaczyłam, co wsiąkał nie wiadomo jak długo w wypraną kołdrę wełnianą, na taras do suszenia wystawioną. Bardziej nasiąknęła niż z prania wyszła.

Naprawdę musi lać akurat w niedzielę?!

No i do zoo na karmienie zwierząt nie zdążyliśmy, bo lało. Nawet nie wiem, czy ktoś tam dotarł. Popołudniu niedobitki w kaloszach snuły się po parku, my weszliśmy do pawilonu zmiennocieplnych.

Piranie miały ochotę na Monstery. Normalnie podążały za nimi - starsze osłaniały zatem swojego najsłodszego przedstawiciela.

A chłopców to na siłę musiałam do zoo zawlec. A potem stwierdzili, że jednak fajnie, bo dużo się zmieniło, odkąd byli tam ostatni raz.

Wilk, na przykład, bardziej wypolerowany w miejscach, gdzie go dzieci dosiadają.

Ostatni tydzień wakacji przed Monsterami - strasznie jakoś nieprzygotowane do rozpoczęcia nowej harówki. Monsterino szczególnie nie widzi sensu, skoro według nowych planów Ministerstwa, ma spędzić w podstawówce jeszcze kolejne lata.

Jejku, jak mi szkoda gimnazjów...

środa, 17 sierpnia 2016
wyjście

Nie tylko on dał radę

http://imghumour.com/assets/Uploads/Escape-He-Finally-Did-It.jpg

My też ulegliśmy modzie.

Perwersja - płacić za to, żeby się dać zamknąć i jeszcze ścigać się z czasem, żeby się wydostać.

Z braku doświadczenia spróbowaliśmy z łatwym tajemniczym pokojem, 

toteż Monstery wyrobiły się dwa razy szybciej niż miały, ale poznaliśmy zasadę, sprawdziliśmy, o co w tym zamykaniu się chodzi, zatem następnym razem musimy wyżej podnieść poprzeczkę.

W grobie może damy się zakluczyć. Albo w Czarnobylu. Escape roomów wyrosło u nas jak grzybów po deszczu.

Wy też już daliście się wciągnąć?



poniedziałek, 08 sierpnia 2016
olimpiada in progress

 

Rio w TV, a tymczasem przyszli olimpijczycy trenują tradycyjnie w Wałczu, nietradycyjnie przez pierwszą połowę sierpnia. Wszyscy dają radę, Monsterino został, biedulek, sam w pokoju, bo koledze tęskniło się tak bardzo, że go rodzice zabrali. No, proszę. To mimo płaczów przez telefon, Monsterówna okazała się i tak dzielna na początku swojej obozowej kariery. Teraz to seniorka:)

Troszkę się tylko zdenerwowałam w ciągu tego tygodnia - bo okazał się deszczowy, a Monster zostawił w domu kurtkę. Orzekł, że biegał pomiędzy kroplami, a jak naprawdę lało, to i tak by kurtka nie pomogła. Drugi raz podniosło mi się ciśnienie, gdy Monsterino przyznał, że przeczytał już swoje książki, a nie zadzwonił, bym mu coś dowiozła. Rany! W domu półki uginają się od nowości, a ten bez lektury na tydzień został! Nakazałam przegląd lektur kolegów (choć słabo to widzę...).

Naszym sportowcom nawet w niedzielę dają wycisk - oj, tam - przebiegnijcie 7 km wokół jeziora, zanim dotrą rodzice. Tylko poniżej 40 minut, bo inaczej siłówka! Ja bym w takim czasie nie dała rady, a oni i owszem. Wszystko, by uniknąć dodatkowej siłówki:)

A potem padli.

 

A tymczasem, na moście wiszącym przerzuconym przez jezioro urzędował najmłodszy przyszły olimpijczyk (chociaż Monsterówna twierdzi, że inną szkołę dla niego powinnam wybrać. Muzyczną najlepiej)

 

A! Monsterówna zaproponowała odblokowanie bloga współczując mi, gdyż nikt moich wypocin nie czyta i nie komentuje.

Bez przesady, nie po to piszę, a poza tym w obecnych czasach aktywność ludzka na instagramie i snap czacie siedzi, ale w takim razie czasowo odblokujemy.

wtorek, 02 sierpnia 2016
lubimy lokalną służbę zdrowia

 

Monstery są bardzo dzielnymi piechurami, choć Monsterino długo się ociąga, często nie chce wyjść, dopiero potem, grając na szlaku w państwa-miasta, się rozgrzewa.

Przegoniwszy przez Pieniny, przenieśliśmy się do Istebnej, do teoretycznie bardziej rozrywkowego niż schronisko, miejsca, bo z parkiem wodnym, kinem i osobnym pokojem do starszych Monsterów.

I co się okazało? Że atrakcje- fajnie, ale wspólnie granie w karty też jest super. A nawet, gdy ich wyganialiśmy wieczorem do kina (mogli sobie seans zapodać na wygodnych fotelach sali kinowej), to czwarty dzień z rzędu już mieli dosyć.

Chodzenia po górach w sumie też;)

Oto reakcja na mój radosny, do wycieczki zagrzewający, okrzyk:

Mam, co chciałam. Przecież czytanie jest preferowane.

Z innej beczki - udało się w tym roku osiągnąć prawie miesięczny odwyk od urządzeń elektronicznych i trzeba powiedzieć, że nawet nie było to okupione specjalnie uciążliwym jęczeniem. Nawet ze strony Monsterina, więc sukces.

Teraz jednak pojechali tradycyjnie do Wałcza i tam już nie będzie tak unplugged, no ale nie można wymagać niemożliwego.

Wracając do służby zdrowia. Najpierw zaczęły pylić alternaria, a Monster zapomniał swojego sprayu do nosa. W aptece w Wieprzu (po drodze akurat tam się zatrzymaliśmy) polecili ośrodek zdrowia po drugiej stronie drogi, w którym wizytę u lekarza i receptę załatwiliśmy w godzinę!

Da się?

Błędem było niepokazanie u tego samego lekarza nogi Monsterunia, który to otarł sobie łydkę w ten jeden, jedyny dzień, kiedy mocno padało i na spacer na stronę słowacką ubrałam go w kalosze.

Najpierw rana była mała, ale z dnia na dzień rosła. Wydawało się, że zagoi się sama, jednak w Energylandii, do której zawitaliśmy na sam koniec wakacji, pani Ratownik Medyczna postraszyła mnie, że zakażenie blisko. A poszłam do niej, bo otarcie brzydko pękło i zaczęło się sączyć. I Monsterunio gorączki dostał.

No to dokończyliśmy szaleństwo rollercoasterowe (starsze Monstery i Monstertata). Nawet Monsterino się przekonał do superszybkich kolejek, zaaplikowałam Monsteruniowi nurofen i też dobrze spędziliśmy czas na baby safari czy innych traktorkach.

A po zamknięciu parku, wracając już do leśnej głuszy, wstąpiliśmy na nocny dyżur do szpitala w Ozimku.

Jeśli kiedykolwiek coś Wam się, odpukać, stanie w okolicach jezior turawskich, to jedźcie tylko tam. 4 lata temu przed wylotem na wakacje przyjęli nam Monsterównę, teraz, w nocy przyjęto nas z Monsteruniem. Bez zbędnych ceregieli, szybko, sprawnie i na temat. Wspaniali pracują tam ludzie!

A rana Monsterunia już blednie.

Archiwum
do Monsterowa tędy