piątek, 29 sierpnia 2014
a po drodze, czyli na specjalne życzenie

Ostatnie dwa tygodnie Monstery spędziły na obozie, więc wiadomo, co w tym czasie robili monsterrodzice.

Tak, oczywiście. Zgadliście.

Remoncik. W lipcu Monstertata przekuwał przez całą sypialnię rowek pod rurkę do drugiego kaloryfera i być może tej zimy nie będziemy mieć w sypialni bieguna zimna.

A teraz przyszedł czas na nowe kaloryfery i nowe okna w pokojach Monsterów. Nowej izolacji dachu już nie zdążymy w tym roku zrobić, a trzeba, bo nie wiadomo, czy jeszcze cokolwiek nas od dachówek izoluje. Jednak przyjemności musimy sobie dawkować, bo co byśmy w przyszłe wakacje robili.

No to żeby oderwać się od ostatecznych porządków, a Monstery już już u drzwi stoją -  wakacjowspominki.

Gdyż po drodze na Riwierę mieliśmy przystanki (nie takie, jak rodzice Mikołajka, ale zawsze).

w Bawarii

 (dziecko i psa pożyczyliśmy sprawdzając naszą wytrzymałość na wielodzietność)

 

we Włoszech, nad jeziorem Garda rozłożył się park rozrywki Gardaland

 

Monstery starsze wraz z  Monstertatą są nieustraszone - potrzeba adrenaliny jest wielka - jeździli na tych wszystkich kolejkach i do góry nogami i z wielką prędkością i w ogóle się nie bali, ani sensacji żołądkowych nie wykazywali.  Jedynie Monsterino miał dosyć po naszym pierwszym plaśnięciu (bo i ja tam jestem - z tyłu w białej koszulce), że przy każdej kolejnej atrakcji pytał się, czy aby nie będzie tam motylków w brzuchu. I odpuszczał, jeśli przypuszczalnie miało być groźnie (ile się złośliwości ze strony brata nasłuchał, to jego  - do rękoczynów doszło, musieliśmy interweniować)

Oprócz o wiele szybszych i większych kolejek górskich, były też atrakcje znane nam z Legolandu: pokazy chińskich akrobatów do obiadu, ale i świetny show tancerzy w odblaskowych strojach z muzyką jak z archiwum X. Jako, że Gardaland w lecie czynny jest do 23, Monstery biegły na ostatni zjazd parę minut przed. Od 9 rano. Oto kondycja sportowca.

 

A takie urządzenie przydałoby nam się na stałe

 

Na lazurowym wybrzeżu, oprócz wycieczek po wąskich uliczkach uroczych miasteczek

 

zrobiliśmy też parę wypadów specjalnie dla Monsterów.

 

w Marinelandzie - podziwialiśmy (na początku z mieszanymi uczuciami, a potem  już tylko z podziwem) wspaniałe pokazy zwierząt. Sumienie moje uspokoiły kilogramy ryb, którymi posługują się trenerzy jako marchewką. I choć taki trening nie ma niczego wspólnego z naturalnym życiem w oceanie, to ich jeśli miałyby zginąć gdzieś tam z rąk człowieka to, mimo niewoli, może nie jest im tak najgorzej.

 

 

Innym razem, w Aquasplashu udało się Monsterom namówić matkę zjazd z wysokiej wieży. Wrzeszczałam tak, że Monsterówna zatykała uszy.

 

 

Wyjazd do Monaco Monte Carlo był głównie dla Monstertaty (i reszty chłopców), choć i po ulicach i nawet na górę do posiadłości księcia dzieci zagnaliśmy. (Upał był niemiłosierny, gdy im z poziomu portu pokazaliśmy dokąd teraz idziemy, odmówili współpracy. Dopiero na dopalaczach w formie lodów poszli. Schodzenie było przyjemnością).

A  wśród luksusowych, przebogatych jachtów i superfur spotkaliśmy agenta specjalnego Rogera Moore'a w... smarcie.

Osobiście Monstery miały inne preferencje co do swoich przyszłych samochodów niż 007.

no i reszta leniwych dni, kiedy niespiesznym krokiem z torbami pełnymi ręczników, książek (to rodzice i Monsterówna), jedzenia i wszelkich akcesoriów pływackich podążaliśmy w stronę najbliższej plaży.

 

 

 

 

 

 A tu już za chwileczkę życie znowu wróci na pospieszne tory.

Odebrałam i naładowałam Monsterównie kartę do nowego systemu komunikacji miejskiej. Może będzie na razie jeździć rowerem, ale w razie potrzeby bez PEKI to teraz podróżowanie po Poznaniu jest dla krezusów.

Już przyszło pudło z najnowszą pomocą szkolną Monsterówny, która objawia technologiczne zacofanie w stosunku do swoich rówieśników, nawet konta na FB nie posiada. Ciekawe, czy teraz się w mainstream włączy posiadając własny sprzęt do łączności ze światem, przecież dla celów szkolnych kupiony. A czymże kontakt z koleżankami z klasy jest, jeśli nie potrzebą szkolną...

Jak zupełnie różne ma potrzeby ma Monsterówna w porównaniu z młodszym bratem. Ten już ma od roku konto na FB, gdzie ochoczo informuje przyjaciół o nadejściu godziny 21:21 LOL!

A gdy planuje zakup swojego notebooka (oczywiście też ma obiecany, gdy powita go gimnazjum), to z założenia pyta, czy może do standardu przewidzianego przeze mnie dołożyć ze swoich, by poziom jego notebook'a był wyższy.

- Skąd wiesz, jaki standard będzie prezentować ten, który ci kupię? Do wyszukania informacji na przyrodę czy przygotowania projektu na pewno starczy - peroruję, choć doskonale wiem, co mi odpowie

- Właśnie - TOBIE wystarczy, ale ja potrzebuję, żeby był lepszy - wyjaśnia swoje credo Monster

 To by także tłumaczyło, dlaczego zrezygnował z noszenia telefonu do szkoły, po tym, gdy mu poprzedni smartfon ukradli. Ze starą komórką obciachem jest się pokazywać. A na taką, z jaką chciałby być widywany, go nie stać  (i okrutni rodzice nie chcą mu zafundować S5).

 

 

wtorek, 19 sierpnia 2014
WWW, czyli Wałcz wita was

 

Wszystkie trzy Monstery na jednym obozie - tego jeszcze nie było! Małe pocieszenie na zakończenie ledwie dwuletniego szczęśliwego i już-nie-do-powtórzenia okresu, gdy wszystkie dzieci były w jednej placówce edu.

Monsterówna na początku była średnio zadowolona z rozlokowania, ale teraz już jest ok i ćwierka przekrzykując koleżanki w tle, że jest ok. Monsterinowi głos się lekko łamał, podobno krew mu poszła z nosa "NA CAŁĄ ŁAZIENKĘ", ale wyprał skarpetki.

No, proszę, jakie to nowe umiejętności można posiąść na obozie sportowym.

To mi przypomina zwierzenia Monstera z obozu taekwondo, gdy był w monsterinowym wieku i podziękował mi (pewnie pierwszy i ostatni raz), za to że jestem taka dzielna i piorę jego rzeczy przez cały czas, bo on musiał doprać dobok po dwóch tygodniach i była to mozolna praca.

Teraz Monster podobno ma atak alergii, a wziewów nie wziął, więc muszą go gdzieś tam skierować do lekarza (tyle razy wyjeżdżał do Wałcza i dopiero pierwszy raz ma tam atak). I jakieś kropki mu się na ciele pojawiły. Może jednak nie jest odporny na ospę... Czekamy na newsy, w każdym razie.

Jeszcze tylko wspomnę, że na fali wakacyjnych wspomnień z kraju Mikołajka, byliśmy w kinie. A nie był to multipleks. Monster indagował, czy wymienili chociaż fotele, gdy wspomniałam, że chodziłam do tego kina w czasach studenckich (całkiem słusznie, że spytał, skoro ma alergię na roztocza). Chłopcy prawie obrazili się, że nie będzie popcornu. A już załamałam się zupełnie, gdy Monster prosto z mostu wypalił,  że jeśli miałby iść do kina Z DZIEWCZYNĄ, to na pewno nie do takiego.

Monstertata mnie pociesza, że jeszcze zwróci się dziecko nasze na właściwą stronę mocy. Oj, oby. Naprawdę, jak to możliwe, że wychowaliśmy faceta opcji all inclusive?! Przy naszym trybie życia?!

Na koniec jeszcze wakacyjne muuunstery

 oraz latająca Monsterówna

niedziela, 03 sierpnia 2014
Lazurowo, czyli VIVE LA FRANCE!

 

 

Dopiero przywitaliśmy się z kotem i żółwiem, a praca już mnie ściga, więc relacja będzie sukcesywnie uzupełniana.

W każdym razie jesteśmy, żyjemy i mimo filtra 50 trochę opalenizny złapaliśmy.

Francuzi chyba nic nie wiedzą o raku płuc, bo nadal palą WSZĘDZIE i to na potęgę!

O raku skóry też raczej nie wiedzą, gdyż smażą się równo.

Największy problem przez te dwa tygodnie, to poranna długa kolejka po świeże bagietki - każdemu życzę tylko takich zmartwień!

Nasza baza była w Antibes - w tle charakterystyczny zamek na skale - ostatni dom Pablo Picassa.

Ale piękniejsza jest pobliska Nicea.

Prawdziwie lazurowa

Chociaż trzeba było do niej podjechać autobusem.

Monstery nie marnowały czasu.

Ale bywało, że miały nam za złe wycieczki po przybytkach kultury zamiast plażowania.

Trzeba przyznać, że Muzeum Sztuki Współczesnej w Nicei było trudne w odbiorze także i dla Monsterrodziców.

Archiwum
do Monsterowa tędy