sobota, 17 sierpnia 2013
zielono, choć nie eco

 

- Czy to, co ja widzę to jest znaczek tego, co ja myślę? - zapytała Monsterówna wskazując na wszechobecny w Amsterdamie symbol marihuany

Potwierdziłam krótko.

Jeśli dodać do tego zatrważającą masę palaczy na ulicach, to Amsterdam nie spodobał się Monsterównie.

 

Ewentualnie od strony kanałów.

czasem bardzo niskich

 

 

Sporo w tym roku na wodzie, bo i do Holandii z Anglii płynęliśmy. Cały dzień prawie.

Tak zakończyliśmy Monsterodyseję.

Teraz w końcu odrobiliśmy pracowe zaległości, Monstery zdążyły odbyć dwutygodniową rozgrzewkę przed obozem i do września trenują w Wałczu, a Monsterino hula nad morzem z Dziecięcą Akademią Przygody. Wobec czego Monsterrodzice oczywiście odgruzowują chatę.

 

A! Monstery zostawiły nas z całą menażerią.

Łobuziakowi jeść muszę dać.

I poszukać Kapcia, bo ostatnio wspina się na taras, z którego łatwo może przeturlać się pod barierką i rozbić skorupę piętro niżej.

 

 

wtorek, 13 sierpnia 2013
Sky(e) is the limit

 

Miał i Monstertata swoje marzenie. By wrócić do stron zielonych, które w czasach studenckich zjeździł i przechodził.

Ja chciałam w góry, to też się cieszyłam na chodzenie.

Zaczęło się nieszczęśliwie, już z samego rana, bo okazało się, że Monsterino nie może jednocześnie jechać, jeść i oglądać filmu. A o woreczek nie zdążył poprosić.

Pobliski strumyczek, w którym musiałam wypłukać pół wybebeszonego samochodu, był tak urokliwy, że Monster zaproponował rozbicie się natychmiast. Było południe, a trasa przed nami ginęła na północy mapy.

Opowiadając o wspaniałych widokach Szkocji, Monstertata wspomniał mimochodem o midgesach, czyli meszkach kąśliwych atakujących gromadnie po zmroku, więc owszem, obkupiłam nas w twarzowe moskitiery.

 

Ale to, co rzeczywiście działo się po zajściu słońca (fakt, że zachodziło rekordowo późno i o 22 dopiero musieliśmy się rozbijać), tego zdjęcie powyżej nie oddaje.

Dodam tylko, że meszki wchodziły wszędzie, a wysiusianie się w miłych okolicznościach przyrody (bo taki mieliśmy cel - nie camping, tylko bezludna roślinność) było niemożliwe - skupić się nie można, gdy cię gryzą...

Żadnego kontemplowania zachodu słońca, żadnego taplania się w strumyku. Tylko szast do namiotu. W takich warunkach nadmuchanie materaca (Monsterówna doszła w tym do perfekcji), nie mówiąc już o rozkładaniu namiotu (w tym specjalizowali się Monstertata z Monsterem) było rozrywką ekstremalną. Dzień później wiedzieliśmy, że jeść musimy w miejscu, gdzie wieje, prysznic wziąć grubo wcześniej przed rozbiciem się, a rano odjechać szybko spakowawszy się, by śniadaniować znowu przy wietrze.

Jakoś przeżyliśmy, choć Monstertata, jako dzielny rozbijacz namiotu najdłużej wystawiony na żer, miał tysiące czerwonych śladów jeszcze tydzień później (na ulicach Amsterdamu zaczepiła nas pani z pytaniem, czy rozsiewa odrę).

Przewodnikowe zdanie: Anglicy mówią: "my home is my castle", a Szkoci: "my castle is my home" rzeczywiście odzwierciedla krajobraz krainy jezior i wichrowych wzgórz.  Same lochy i zamki na zielonych pagórkach.

Już pisałam wcześniej, że prawie nigdy nie mogliśmy być wszyscy szczęśliwi w tym samym momencie. Akurat na początku wyprawy w góry, na Old Man of Storr, odwidziało się Monsterinowi. Wlokłam się z nim z tyłu, podczas gdy Monstery starsze przeskakiwały skały w szaleńczym biegu pod górę.

Trochę było przekonywań, brzydkich szantaży, motywujących marchewek (literalnie tych warzyw - naprawdę je chrupali), aż w końcu sam wymyślił, że będzie jak Smeagol wspinał się po skałach. Pozostało mi wtedy tylko mruczenie pod nosem yes, yes, my preccciouuusss...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013
the royal monsters

 

Camping w Lee Valley przy londyńskich wodociągach jest prowizoryczny. Otwierany tylko na weekendy. Trzymał jako tako formę, choć to dzięki Monstertacie dolewającemu raz po raz benzyny do przenośnego generatora prądu, pragnąca prysznica społeczność była urat(d)owana.

Najważniejsze, że po zatłoczonym Londynie (dojazd do pobliskiego Oksfordu w taki sobie zwykły dzień pracy i po autostradach zabrał nam 3 godziny!) mogliśmy się przez te parę dni poruszać komunikacją miejską.

Kolejna sprawność - metro obeznanie - została Monsterom zaliczona.

Jakoś lego nas prześladuje...

czekając na double deckera

trzeba naprawdę wykrzesać duże pokłady kreatywności, by oryginalnie  zapozować na południku zerowym 

 

i coś pocztówkowego

w każdym muzeum wybieraliśmy jeden temat do odwiedzin, bo przecież na 5 pięter Science Museum możnaby poświęcić tydzień.

Zatem jedzenie dla astronautów i ... pieluchy

czwartek, 08 sierpnia 2013
behind and beyond

 

Tym razem realizowaliśmy moje marzenie o pewnej słynnej komórce pod schodami.

 

 

Parę godzin to za mało, ale tylko ja z Monsterówną siedziałyśmy przy każdym rekwizycie wysłuchując anegdotek z planu. Jak ta, że łóżka do dormitorium zrobili na miarę dzieci w pierwszym filmie, więc później dorastając musieli kulić się pod kocykami podczas kręcenia kolejnych części.

Monster przebiegł muzeum dwa razy i już był gotowy do kolejnych wyzwań.

Ja opuszczałam je z dużym niedosytem.

środa, 07 sierpnia 2013
hope for the best, but prepare for the worst

 

Po krótkim popasie w Akwizganie przejechaliśmy Eurotunnelem, co samo w sobie było atrakcją (samochodem w pociągu? jak to będzie?), a po drugiej stronie, jakbyśmy kierunek świata pomylili - tropiki! Trafiliśmy na upały jakich w Anglii nie było od 1976 roku! [po dwóch tygodniach takich upałów troszeczkę żałowaliśmy, że targaliśmy ze sobą wory z kaloszami, kurtkami przeciwdeszczowymi oraz polary, ale to mała cena za niemoknięcie]

Niebo błękitne, plaża z drobnym kamyczkami, ocean wprawdzie zimny, ale po odpływie - cudne stworzonka się ukazały. Bajka! Totalne zaskoczenie, że na północy może być tak południowo.

 

Tak znienacka zrobiły nam się wakacje plażowe.

i choć ruszać się z tak pięknego miejsca nie chciało

to już czekał na nas camping.

Tym razem w sercu Londynu.

poniedziałek, 05 sierpnia 2013
open the door

 

Etap pierwszy wiadomy był od lat.

Planowaliśmy tu dojechać, tylko to tak daleko, to aż szkoda żeby na tym się zatrzymać.
A skoro będziemy aż pod Monachium i nie będzie to mogło być w zimie, by od razu czmychnąć na narty, to co dalej...

Ale najpierw był najlepszy w Europie camping (polecamy - czysto, funkcjonalnie i tanio), gdzie Monstery zdobywały kolejne sprawności obozowiczów (wbijanie śledzi za pomocą kamieni, gotowanie na jednym palniczku, mycie naczyń), a potem wyczekiwanie przy bramie na otwarcie.

Pierwszy dzień to było nerwowe ganianie od jednej atrakcji do drugiej, by jeszcze to i tamto, i znowu to. Łatwo nie było - ciągle ktoś się obrażał, bo "ja chcę z przodu, chcę z nim, nie chcę z nim, z tatą, mamą, najpierw moje, potem jego". Mimo, że warczałam, że zdążymy być WSZĘDZIE. (oprócz placów zabaw duplo, ale akurat tu zgoda była jednogłośna).

Nazajutrz teoretycznie wiedzieli, kto chce gdzie, ale i tak były tarcia, bo ten chce kilka razy pod rząd być w hero factory, a tamten już pędzi w amoku dalej. A mimo walkie-talkie wolałam, żebyśmy byli razem, bo co to za rodzinny wyjazd, skoro każdy stałby w kolejce do innej stacji.

Najbardziej podobały nam się rollercoastery. Ze smokiem nawet bardziej niż racers.

Choć swobodny spadek samochodzikiem miał też zwolenników.

A jak zapytać Monstery, co im się najbardziej podobało na wyjeździe, to Legoland jest na pierwszym miejscu.

(Przy nas nie mówią, że woleliby byli tam zostać na całe dwa tygodnie niż szlajać się po Europie, bo wiedzą, że taka odpowiedź by się rodzicom nie spodobała, ale taka idea pojawiła się gdzieś tam między wierszami)

piątek, 02 sierpnia 2013
od końca

 

Great European MonsterTour Anno Domini 2013 dobiega końca.

6000 km za nami, niespotykana wspaniała tropikalna pogoda, choć na północy (tu należą się oklaski Monstertacie - nie oddał kierownicy nawet na kilometr, strony mu się nie myliły, a byliśmy także W Kraju, W Którym Się Jeździ Odwrotnie i w ogóle był twardy oraz naszej previi, która spisała się na medal).

Ostatni punkt programu to wyczekane spotkanie z kuzynem. I w końcu nie każą niczego zwiedzać....

We are family. I've got all my cousins with me.

Nareszcie Blondynek do pary dla Monstera (nieostre z emocji)

 

Archiwum
do Monsterowa tędy