czwartek, 25 sierpnia 2011
ze wszech stron inaczej



- Bardzo profesjonalnie się huśtasz! - chwalę Monsterina, które wreszcie opanował samorozbujanie się

- Zaraz PROFESJONALNIE spadnę z tej huśtawki! - odkrzykuje Monsterino z wysoooka


Poza tym trochę samotny Monsterino w leśnej głuszy.



Okazało się, że Monsterbabcia posiada wyjątkowy model telefonu z zastraszającą ilością SUPER gierek i teraz Monsterino permanentnie wyładowuje babci komórkę i wpada w nałóg.

Choć ma też inne rozrywki, no pewnie, że ma. Nurkuje. Potrafi już dziesięciometrowy basen przepłynąć tam i z powrotem pod wodą, ze zgrabnym, podwodnym nawrotem.



Tymczasem Monster regularnie dzwoni! Aż nie mogę w to uwierzyć.
Już mu przeszły zakwasy, trener go chwali, zakupił pierdzące żelki i diabełki, także uwaga! uwaga! - dla rodzeństwa!
Kartek pocztowych nigdzie nie znalazł, więc pyta, czy może i te pieniądze, specjalnie na kartki przeznaczone, wydać.
A jutro ma obozowy chrzest. Czołganie po szyszkach i takie tam.
I zdaje na żółty pas.
Trochę tęskni, ale ma dwie nowe piosenki w telefonie. I nie dosypia, bo za późno chodzi spać, a za wcześnie wstaje.

Monsterówna natomiast tęskni bardzo. Normalnie od trzech dni chlipie w telefon.
Jak to możliwe, że dziewczę, które w zeszłym roku tak dzielnie zniosło dwutygodniową kolonię teraz odlicza dni? Jedna odpowiedź jest taka, że kolonia z Panem Marcinem to super wypas na maksa i nie ma czasu na smuteczki, a obóz sportowy to inny świat na granicy survivalu (a poza tym koleżanki klną! ). Druga prawda jest taka, że to, jak się zachowuje Monsterówna znowu toczka w toczkę jest zgodne z jej fazą rozwojową. Ha! Serio.
W mojej ulubionej, wielokrotnie już tu cytowanej książce, jest to napisane wprost - nacieszcie się uwielbiającym rodzinę dziesięciolatkiem, bo to już się nie powtórzy.
No cóż. Na szczęście jeszcze chłopcy będą w tym wieku.
Wracając do Monsterówny, to winę ponosi też niestety telefon, a raczej jego ciągła dostępność.
Toż to paranoja, by w pięcioosobowym pokoju dziewczyny zamiast rozwiązywać swoje konflikty, rozmawiać, bawić się, być po prostu, nadają równolegle w swoje słuchawki do mamuś.
A co mamusia może na odległość oprócz umierania na zawał, bo co możesz innego zrobić, gdy ci dziecko szlocha, że koleżanki opowiadają brzydkie kawały, albo nieładnie mówią?!
Oprócz tego Monsterówna w jakąś religijną obsesję wpadła i kilka razy dziennie muszę rozstrzygać teologiczne dylematy, czy coś jest grzechem, czy nie. Doszło do tego, że sprawdzałam w słowniku definicję obgadywania, bo Monsterówna pytała, czy jak mi powiedziała, że mama Simony mówi "tej", to obgadywanie...
Albo, jak powiedziała Alince, że nie wie, czy jej bluzka pasuje do spodni, a nie pasowała, czy to kłamstwo...

Gdy jej wyłożyliśmy, bo i Monstertata solidaryzował ze mną i wspólnie przekazaliśmy naszą wizję przewodnią, by skupiła się na nawiązaniu kontaktu z innymi dziewczętami niż te w pokoju raczej niż na relacjonowaniu swojego dnia nam, choć oczywiście bardzo ją kochamy i uwielbiamy z nią rozmawiać, to dzień później płakała, że mogłam jej tak ostro nie mówić.

Jasny gwint!

Rozmawiałam z trenerem i ten przyznaje, że popełnił błąd nie wyznaczając limitu rozmów i nie konfiskując telefonów. Ale nie zmienia to sytuacji, że Monsterówna jakoś dramatycznie przeżywa te ostatnie dni i choć nie mogę zupełnie pojąć, dlaczego nagle małe zdarzenia urastają do rangi tragedii, to słuchanie jej lamentów doprowadza mnie do załamania i natychmiastowej chęci uwolnienia jej z łagru.

A  z drugiej strony, jaki sygnał dałabym tym samym Monsterównie? Że nie jest władna, by sobie sama poradzić z problemami. A przecież jest. I w tym ją codziennie, ba! kilka razy dziennie utwierdzamy. Że da radę.
Ale wierzcie mi, cieżko jest zachować zimną krew, gdy słychać nieszczęście w głosie własnego dziecka.
czwartek, 18 sierpnia 2011
njusy


Dzięki Monsterównie mam dokładny wgląd w plan dnia oraz szczegółowe menu na obozie, a także mogę sobie co do milimetra wyobrazić pokój, w którym śpi ( i łóżko z wystającymi sprężynami) i odnotować serie wypadków na basenie, którym uległa koleżanka. (bo chłopaki w nas wjeżdżały).

Od Monstera wiem, że jest cieżko, bo ostatni z serii treningów o 20, ale nie tragicznie, był nad morzem i w lesie, jedzenie jest dobre, koledzy fajni i właśnie jeden pokazuje mu środkowy palec, więc musi lecieć. Byłam i tak maksymalnie rozanielona, że w ogóle zadzwonił, a także bardzo z siebie dumna, że nie zadałam pytania, czy rozwiesza ręcznik i kąpielówki po przyjściu z plaży.

Wizja zatęchłego ręcznika oraz spleśniałych bokserek jakoś natarczliwie mnie prześladuje.

W każdym razie trener zabiera na noc chłopakom komórki, by spali, a nie grali, natomiast Monsterówna sama musi się pilnować, więc karnie wykonała sto przysiadów, gdy została nakryta, kiedy już w czasie ciszy nocnej kończyła ostatnią tego dnia rozmowę. A przecież chciała dodzwonić się do brata.

Drugiego dnia podczas wieczornej rozmowy Monsterowi troszeczkę załamał się głos, a choć mówił, że zakwasy, zmiażdżona stopa i zwichnięty palec to nic, ja i tak rozdygotałam się wewnętrznie. Okrężną drogą, poprzez mamę koleżanki dowiedziałam się, że pierwszego dnia Monster nie zjadł kolacji, bo nie zdążył z kąpielą.

- Musi się chłopak nauczyć porządku, że nikt nie będzie na niego czekał. Że trzeba się samemu o siebie zatroszczyć - twierdzi Monstertata

Ja też o tym wiem, ale wiecie, jak się czuję, gdy słyszę, że moje dziecko głodne poszło spać. Po takim treningu!

Od trenerki usłyszałam, że wszystko dobrze, ambitnie ćwiczy (to sobie mogę wyobrazić), awansował do starszej grupy, że nie ma żadnych problemów.

- A z braku kolacji to mi się nie zwierzył! - narzekam

- Nie powiedział ci, bo byś go objechała! - tłumaczy Monstertata - Nie chciał cię denerwować.


No to teraz mam nowy punkt do pracy nad: odbudowanie zaufania do matki.


wtorek, 16 sierpnia 2011
zmiana turnusów



Monstery starsze pożegnały się z leśną głuszą bez zbytnich sentymentów, jako ze i tak towarzystwo, które się zawiązało w ostatnim tygodniu w taką wreszcie porządną, wakacyjną bandę też wyjechało.

Na posterunku został, marudząc trochę, że też chce już wracać,  Monsterino.
Może mu się jeszcze poszczęści grzybiarsko, jak to ostatnio było.
Gdyż leśna głusza nie jest jakoś specjalnie w grzyby zasobna i zbiory są efektem ubocznym spaceru. Długiego spaceru.



No i jeszcze odpust zaliczyliśmy tradycyjnie. Atrakcje prawie te same co roku, tylko droższe.



Wspominamy, jak to rok czy dwa lata temu któreś jeszcze nie mogło samo jechać, albo bało się,a teraz już nie...





Estetyka lunaparku woła o pomstę do nieba i o interwencję wojujących feministek, ale tylko Monsterównę oburzyły wystające biusty. Chłopaki (jeszcze) nie zwracają na nie uwagi.

A potem szybkie przepakowanie (listy rzeczy Monstery wypisały już MIESIĄC temu) i rano odprowadzaliśmy dwa autokary w dwóch, różnych miejscach Poznania.




Monsterówna już na miejscu, Monster ma dalej, bo nad morze, więc spodziewamy się telefonu wieczorem. Jako dumny posiadacz własnej komórki został zobligowany do rozmowy. Bardzo jestem ciekawa, jak im się spodoba bardziej sportowa niż rekreacyjna wersja wakacyjnego wypoczynku.


czwartek, 11 sierpnia 2011
dochodzenie




Już finiszowałam w moich rytualnych, wakacyjnych generalnych porządkach,  (także i w tym roku nie obyło się bez niespodzianek: Byłam przekonana, że białe plamy na kanapie to ślady jogurtu, a jednak nie. Coś klejącego, nie dającego się za bardzo wyczyścić. No cóż, będę szukać wielkogabarytowej farbiarni, co by w maskujący rzucik puścić pokrowce). A wracając do początku zdania: już się brałam za okna, gdy Monstertata stwierdził, że jednak jedna płytka na tarasie odchodzi. Potem postukał, popukał i pracowicie odkuł 90% tarasu. A pył z tego odkuwania szczelnie, aczkolwiek malowniczo zasnuł całą chałupę. Po kilkukrotnym obmyciu podłóg i czego się dało nadal pod światło widać białą poświatę.

Rozumiecie zatem, że pomiędzy jednym kursem na mopie a trzydziestym piątym na wpisy nie miałam zupełnie czasu.

Musiałam z grubsza ogarnąć, bo w zeszłym tygodniu do miasta zawitała Monsterówna, by uczestniczyć w obozie dochodzeniowym.
- Będziecie tam się uczyć technik detektywistycznych? - zapytał Monsterdziadek.

Dziadek w ogóle nie uważa i swoich słów nie pilnuje. Nie żartuje się z obozu Monsterówny! Obecnie w ogóle nie kpi z Monsterów! Monstery anno domini 2011 nie mają w stosunku do siebie żadnego dystansu, a dziadek  się tym zupełnie nie przejmuje.
Starsze Monstery są pewnie w przededniu dojrzewania, a Monsterino obserwuje i wdraża takie zachowanie przy okazji, a że z  własnej autopsji pamiętam, jak mnie takie żarciki w swoim czasie okropnie denerwowały, to staram się, naprawdę się staram ABSOLUTNIE NIE ŻARTOWAĆ. Powaga.

Doszło do tego, że Monster obraził się, bo się śmiałam w JEGO TOWARZYSTWIE (nie z niego!), a on pokazywał w tym czasie sekretny znak, więc nie powinnam była.
Gdyż umówiliśmy, że gdy jakaś sytuacja staje się dla któregokolwiek z nich potencjalnie obraźliwa, to mają dawać znać.
Okazało się, że mocno ograniczyli moje możliwości słownego manewru.



Nic to, się starać będziemy.

Monsterówna pilnie ćwiczyła salta, a wieczorami miałyśmy cel - wybranie plecaka do szkoły i butów. Udało się w połowie. Monsterówna zdefiniowała swoje potrzeby. Bardzo konkretnie - wysokość plecaka 38 cm, dwie kieszenie plus co najmniej jedna boczna na bidon. Żadnych znaków fimowych, szczególnie żadnych ników, adidasów czy innym pum. Oraz bez kompromitujących w tym wieku hallo kitty czy hann montan.

Przy pierwszym wrzuceniu w wyszukiwarkę, gdy dodałam jeszcze kolor niebieski, wyrzuciło zero wyników.

I tak przez tydzień odwiedziłam kilka sklepów, nie tylko internetowych, z miarką w ręce. I nic.

W końcu w piątek przed wyjazdem znalazł się taki jeden. Zaakceptowany. Na końcu świata. Leci już, by zdążyć przed początkiem roku.

Z butami jest gorzej, bo Monsterówna chce takie jak ma, tylko o numer większe. A to jest kolekcja sprzed dwóch lat. Gdzieniegdzie mają jeszcze sklepy wygrzebane zapasy, ale pojedyncze numery. I klops, bo akurat na właściwy nie natrafiłam.

Najwyżej będzie chodzić od razu w zimowych, bo te ma z zeszłego roku - plus posiadania wolnorosnących stóp.


Archiwum
do Monsterowa tędy