poniedziałek, 16 sierpnia 2010
przeciąg



Monstery Starsze wróciły (całe, zdrowe, bardzo zadowolone, z cięższymi o pamiątki, medale i dyplomy walizami) i po szybkiej przepierce pojechały znowu w las.
Monster bronił się przed ponownym zesłaniem mocno, ale przecież jak na okrutnych rodziców przystało, innej opcji nie było.
(Ideał reszty wakacji według Monstera: gry na komputerze własnym na zmianę z komputerem taty oraz playstation. To mnie setnie rozbawił!)

Jestem za opcją maksymalnie sześciotygodniowych wakacji letnich i przerwy jesiennej w zamian. Bo teraz jest już za długo, a potem trzeba tyyyyle czekać do świąt. Zanim jednak tak będzie - jeszcze 2 tygodnie do zagospodarowania.

Wracając do kolonii - rewelacja! Wszystko im się podobało, żadnych słabych momentów. Każde z nich otrzymało I miejsce za utrzymywanie porządku (od wczoraj zastanawiam się, co to znaczy dla mnie, jako matki kolonijnych czyścioszków), ponadto były medale superkolonisty, I miejsce Monsterówny i II miejsce Monstera w spartakiadzie oraz żółta szarfa Miss Kolonii dla Monsterówny, o którym to tytule Monsterówna wspomniała z lekkim zażenowaniem.

- Bo to jest skromna dziewczynka  - skomentowała Monsterbabcia. I ma rację.

Subtelna Missterówna



I Monster Waleczny




środa, 11 sierpnia 2010
opustoszałe gniazdo


Zwinęłam stragan w plecak, skomasowałam wizyty u klientów i zrobiłam sobie, ciuf-ciuf, bardzo przedłużony weekend. Pierwotnie miałam ratować Monsterina przed zapłakaniem się za mamą, a ostatecznie okazało się, że Monsterino owszem, może mnie wyeksploatować, z dużą chęcią potowarzyszy mi w rowerowych wycieczkach, ale tęskni to on za rodzeństwem, a nie za matką.
Trzeba pogodzić się z nieuchronnym starzeniem się małolatów. Prawda rozdziera mi serce: już mnie nie potrzebują!

- No to zostaliśmy sami ze sobą - podsumował monstertata, gdy zwierzyłam się ze swoich obserwacji
- Skazani na siebie - przyznałam

Tośmy się zadumali nad swoją dolą (ponurą;).

**********

Monsterino wydoroślał przez te wakacje. I gospodarzy....

żniw pilnuje



żuczki przeprowadza na drugą stronę drogi, by nikt ich nie rozjechał



żaby przestrzega przed kąpielą w basenowej wodzie



I pomaga (to nie jest poza - on naprawdę dźwiga normalne, dorosłe, załadowane taczki)



A czasem musi spojrzeć na włości z lepszej perspektywy



Tymczasem na obozie pirackim ciągle coś się dzieje. Monsterówna na przykład była w gabinecie luster oraz w domu strachów podczas wizyty w wesołym miasteczku i ze zwyczajową sobie skrupulatnością wyliczyła dotychczasowe wydatki wraz z didaskaliami w stylu: "kupiłam biało-czarną, bo była ładniejsza, choć kolorowa była na magnes, ale droższa. Po co mi magnes, jak ją zamierzam powiesić na ścianie" .

Dobrze, że Monsterówna jest na tej samej kolonii, co Monster, bo przecież po nim nie spodziewam się żadnej relacji. Przed kolejnym wyjazdem muszę KONIECZNIE omówić warunki komunikacji, bo jak ten ancymonek pojedzie samotnie na obóz sportowy, to jakby wpadł w czarną dziurę.

Miałam ugryźć się w język, ale nie wytrzymałam i podpytuję Monsterównę o Monstera.
- Zaprzyjaźnił się z takimi najstarszymi chłopakami... - przyznaje Monsterówna, a ja już mam wizje fali, wyłudzania nędznych drobniaków i innego mobbingowania.
Dzielnie mówię jednak:
- To chyba dobrze, prawda?
- Oni tak wołają: "Robson, Robson", gdy Robert startuje w różnych zawodach - dodaje jakaś taka zniesmaczona
Oddycham z ulgą. To chyba jednak nie znęcanie się nad młodszym.
- A czemu nie podoba ci się, że go dopingują? - zastanawia mnie jej niechęć
- Brata mi zabierają! - w końcu niechętnie przyznaje

I tu cię mam!




wtorek, 03 sierpnia 2010
poza zasięgiem




Piorunem zwiedziliśmy dworzec kolejowy we Wrocławiu.
Taak, to podpucha jest, bo dworzec obecnie w remoncie...;)
Ale nawet nam tętno nie wzrosło, gdy szukaliśmy tymczasowego, ach, co tam nam, rutyna.

Monster, taki chojrak, że niby za nikim nie tęskni, przeżył leciutkie wahnięcie nastroju, gdy zobaczył, że wsiada spora grupka chłopaków, którzy się już znają. A on sam, tym razem.



Ale chyba wszystko układa się znośnie, bo nie narzeka, zeznał monstertacie, że niektórzy koledzy fajni, niektórzy nie i czy już może kończyć, bo jest zajęty.



Monsterówna dopowiedziała dosłownie grosze więcej. Że przywitali się z morzem, że ośrodek fajny i koleżanki, oprócz dwóch, też.
I już nie ma czasu na telefony.

Normalnie niedosyt czuję. Głód informacji, natychmiastowej oceny zwrotnej.
Choć oczywiście znacznie gorzej czułabym się, gdyby regularnie wypłakiwali się w słuchawkę.
Monstermatce nie dogodzisz.

Jeszcze mi tylko jeden taki, co tęskni został. Na pocieszkę. I jego perełki.

Monsterino umościł się wygodnie na dziadkowym brzuchu, skoro świt siadają na tarasie,  świat podziwiają.
- Lubię tak siedzieć rano i patrzeć na świat - mówi dziadek - ptaszki śpiewają, trawka rośnie - kontynuuje

- Nie zapominaj, ze my tu mamy psecies jesce jascurki! - napomina dziadka Monsterino

**********************************

Leci, leci Monsterino z drugiego końca działki, a za spodnie w wiadomym miejscu się łapie i do drzwi WC kołacze.... a tam zakluczone.
No to wali mocniej, pięścią.
- Babciu, babciu! - woła

Babcia się uwinęła, wpuściła wnuka.

- Mało brakowało! - dochodzi z toalety po szczęśliwym akcie


Monsterino nauczył się startować na swoim dwukołowcu. To jeszcze nic! Skutecznie wjeżdża pod stromą górkę.
- Jestem miscem rowerowym! - mówi zadowolony (widać, że niezależność w opanowaniu jednośladu wyraźnie go we własnych oczach podbudowała)
- Jestem na drugim miejscu! - chwali się
- A kto jest na pierwszym miejscu? - pytam zastanawiając się, które z rodzeństwa wybrał
- Gaja i Robert - odpowiada zdziwiony, że nie jest to dla mnie jasne
- No tak, ale oni dłużej już jeżdżą, a ty właśnie nauczyłeś się startować, to jest wspaniałe (oduczamy się powtarzania słowa: super, zaraz potem jak rozszerzymy słownik starszych ponad słowo: fajnie)

- Nie,nie - razem wygrywamy! - tłumaczy Monsterino - oni na pierwsym miejscu, a ja na drugim tes wygrywam!

win- win, oto klucz do sukcesu.

Wszyscy szczęśliwi, everybody klaszczą, a my z monstertatą zapadliśmy na infekcję nosowo-gardłową i kaszlemy jak stary grat (jak to mówi Monsterino).
Jak można chorować w wakacje, no jak!!

Archiwum
do Monsterowa tędy