niedziela, 31 sierpnia 2008
nudy i tłumaczenia bezowocne



Monsterówna jęczy od rana, że ona już się szalenie wybawiła i chce do szkoły.
Jestem jak najbardziej za, tylko dlaczego musi budzić mnie z tym komunikatem w niedzielny ranek?
Obydwoje już drżą z emocji. Monster dał dzisiaj taką szkołę nadpobudliwości, że gdyby tak dzień w dzień, to miałby niechybnie zdiagnozowany ADHD.
Świrusy:



Nadmiar energii do skanalizowania i to zaraz!
Ale na razie dąsy: do Monsterówny dopiero dzisiaj dotarło, że jutro to tylko uroczystość będzie, pasowanie, podanie planu lekcji i pierwsze spotkanie z całą klasą i panią. A nie prawdziwe lekcje.
- I nie będziemy od razu się uczyć?! - lamentuje zdruzgotana
Bo Monsterówna już przygotowała przecież tornister i teraz wielce obrażona przewraca się z boku na bok, że jak to nie można już jutro z tornistrem do szkoły pójść.
- A może bym tak sobie tylko w tej klasie porysowała? - proponuje
No niby może, bo kto jej zabroni.
- Nikt inny nie weźmie jutro tornistra - tłumaczę
- Ale ja mogę! - upiera się
W sumie tak. Bardzo pięknie, że za nic ma zachowania stadne. A z drugiej strony, kwestia jednego dnia, od wtorku będzie miała po dziurki w nosie tornistra. I tłumacz, że 1 września jest inaczej, bo taki zwyczaj. A Monsterówna to uparty wodnik jest, że hej.
Tymczasem Monster w końcu wielce zadowolony, bo choć na fali przygotowań Monsterówny do szkoły, przygotowania Monstera do  finałowego roku w przedszkolu zeszły na dalszy plan, to przecież i on dumny i blady - w najstarszej grupie. Elita przedszkola!
- A JA to się będę JUŻ jutro uczyć! - wykrzykuje radośnie i niby tak od niechcenia zerka do książki Monsterówny i czyta, co tam potrafi. A całkiem sporo potrafi.
Monsterówna maksymalnie sfrustrowana i w spazmach, wyrywa mu książkę.
Dwadzieścia minut przepakowuje zawartość tornistra i ostrzy dwa ołówki.
Oj, timing  będzie jej piętą Achillesową. Przynajmniej na początku.

Monsterino za to po staremu: ciągle gada, biega, roznosi dom i małpuje po starszych. Co oni, to i on. Co do słowa, co do gestu.
Choć i swoje własne przemyślenia też, jakże by inaczej, ma.
Wspina się na najwyższą zjeżdżalnię na nieznanym placu zabaw. W końcu jest na jej szczycie, rozgląda się z podziwem i rzecze:
- To jeś nawięksia zieździania na świecie!



Ostatnio w wieczornej lekturze towarzyszy nam pluszowy piesek i nietoperz.
- Zobac, nietopezu, co tu jes napisane! - zwraca się do niego Monsterino

Muszę przynać, że wołacz wychodzi Monsterinowi bez wpadek.

Wyciągnęłam "Bardzo Głodną Gąsienicę" i Monsterino ma problem.
Jest sobie gąsienica, je bardzo dużo, robi kokon, a z niego wychodzi motyl.
- Dzie gosienica posła? - denerwuje się Monsterino przewracając stronice książki, a tam koniec.
- Dzie ta gosienica, co była tu? Dzie jes, maaamooo?!

Tłumaczę, pokazuję rysunki. Gąsienica-kokon-motyl. To ona, przemieniona, zamieniona, przebrana. Słownik synonimów.
Nie czai. Chyba podejrzewa, że książce brakuje kartek.
Zaczynamy od początku.
Ku wiedzy.
Uzbroiłam się w cierpliwość.



piątek, 29 sierpnia 2008
profilaktyka



To słowo mnie elektryzuje.
Uczestnicząc w moim własnym, niekończącym się konkursie na najprzezorniejszą, najwyrozumialszą, najkreatywniejszą, słowem na supermonstermamę, moim hasłem przewodnim jest "żeby nie zaniedbać".
W każdym aspekcie życia.
Zdrowotny to jeden, ale jakże ważny.
Podstawa, fundament, grunt do rozwoju innych aspektów.
Badania przesiewowe, szczepienia, przeglądy - och, to woda na mój młyn
Bardzo łatwo ode mnie wyciągnąć pieniądze - kilka artykułów, jakieś badanka z obowiązkowymi wykresami spadku zachorowań po aplikacji, a ja już wykupuję, szczepię i rejestruję na badanie.
Żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że mogłam, a nie zrobiłam, zaniedbałam.

No i po co mi było czytać od deski do deski ulotkę kampanii NIE nowotworom u dzieci?

Wprawdzie to pół rok temu było, ale w ulotce nie było telefonów kontaktowych, sama musiałam znaleźć najlepsze miejsce i fachowca.

I tak umówiłam się na usg w szpitalu, (terminy odległe o miesiąc), pojechaliśmy cała rodziną, głowica pojeździła po zdrowych, modelowych brzuszkach i dostałam rachunek.

Czy uspokoiło mnie to na chwilę?
Owszem, na krótką.
Kolejna moja zagwozdka brzmi: jak często trzeba takie badanie powtarzać, żeby uchwycić ewentualne zmiany?
czwartek, 28 sierpnia 2008
szpony o północy i terrorysta



Raz na tysiąc lat, czyli mniej więcej raz w roku zdarza się, że najdzie mnie ochota i przydarzy okazja, żeby przez 3,5 godziny dobrowolnie torturować się bezczynnością, podczas gdy pani Natalia oporządza moje wszystkie 20 szponów. Przy tzn. robieniu pazurków nie da się robić nic innego, choćby czytać książkę (chociaż przy pedikiurze) lub patrzeć tępo w ekran tv, bo pani Natalia rozmawia. Owszem, powinnam być na tyle asertywna, by przeprosić panią Natalię i cyknąć pilotem, ale zwyczajnie mi głupio, że skoro się fatygowała, naniosła ciężkich kuferków, a teraz wiwija frencza na moich paznokciach, to mimo,że przecież za to płacę, to jakiś szacunek się należy.
Tak było dotychczas, ale mam za swoje, a pani Natalia pewnie już do mnie ze swoim ekwipunkiem nie przyjedzie.
Bo wczoraj miała ciężkie warunki pracy, albowiem właśnie wtedy, gdy pilnikiem starała się okiełznać lewą rękę, prawa w tym czasie głaskała Monsterina przyklejonego ściśle do mojego podbrzusza i klatki piersiowej.
A upływało dopiero pierwsze pół godziny sesji.
I Monsterino przecież nigdy się o tej porze nie budzi.
Po godzinie przerzucania Monsterina z boku na bok, a rąk pod obstrzał narzędzi pani Natalii, Monsterino zasnął na tyle głęboko, żebym mogła go odłożyć i zatarasować półdupkiem na kanapie, bo z tyłu złapał mnie za koszulkę, bym mu nie uciekła.
Nadal w ciszy i gorączkowych szeptach, pochylona w świetle jednej lampki, by nie budzić Monsterina, pani Natalia skończyła ręce i zaczęła nogi. Właśnie wymieniałam prawą na lewą pod lampką suszącą, więc tkwiłam w malowniczym iksie, gdy Monsterino zbudził się już po raz wtóry.
Zobaczywszy panią skrzywił się, a potem pokazał na okna:
- Ciemno już!
- Właśnie, ciemno, noc już, trzeba spać! - potwierdziłam spolegliwie, starając się go ponownie wdusić w kanapę jednocześnie nie ruszając nogami, by się lakier nie rozmazał.

- Idziemy spać z mamą! - wykrzyczał Monsterino - pani, idź do domu!

Gdy pani Natalia (na pewno oddychając z ulgą i kasując numer mojej komórki w swoich kontaktach) opuszczała Monsterowo chwilę przed północą, Monsterino żegnał ją z obrażoną miną.
A potem towarzyszył mi przy pośpiesznej kąpieli i sterroryzował, bym spała razem z nim.
Takie wyjaśnienie jako odpowiedź, dlaczego to Monstertata nie mógł się zająć dzieckiem podczas mojej corocznej sesji bezczynnych tortur.


środa, 27 sierpnia 2008
na poziomie


To zajmuje trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do podwyższonego poziomu hałasu w domu i zagrodzie. Tyle Monsterów na raz, musi być głośno.
Monstery urzędują w ogrodzie, ja ogarniam domowy chaos, słyszę wrzaski z ogrodu, gdy oscylują w okolicy głośności startującego samolotu (co by zagłuszyć startujące F16, mają zatem strategiczny cel), wkraczam. A raczej wychylam głowę przez okno. Podejrzewam, że gdy dojdzie do ran, ofiary zgłoszą się osobiście.
Nie mylę się, Monster chlipie, ślady ugryzienia w okolicy mostka. I tu zdziwienie, okazuje się, że to starsza siostra.
Że jak?
Okazanie skruchy idzie opornie, czyżby przegapiłam jakiś kolejny rozwojowy kryzys, czy możemy wszystko zwalić na początek szkoły...

Jakoś udaje się dotrwać do kolacji, kąpieli, ale jeszcze nie wróciłam do maestrii przedwakacyjnej - rozjeżdża mi się timing - ktoś je, a ktoś dopiero myje ręce do kolacji. Jajka miały być na miękko, a już są na twardo.
Dramat.

Dyryguję, wskazuję, strofuję, wskazuję kierunek.
Jeszcze, oględnie licząc, 300 takich wieczorów do następnych wakacji. Dam radę osiągnąć mistrzostwo.

Przy "ostatnich, ale to już naprawdę ostatnich" buziaczkach Monsterówna po raz kolejny stawia pytanie, dlaczego Zuzia nie ma jeszcze niczego przygotowanego do szkoły, a przecież szkoła już w poniedziałek.
Bo po drodze z przedszkola spotkałyśmy mamę Zuzi, która pochwaliła się, że jeszcze zupełnie nic nie mają i że przecież to można we wrześniu.
Pewnie, że można. Ale dlaczego mama Zuzi już w czerwcu żaliła mi się na placu zabaw, że Zuzia nie chce iść do szkoły i sprawy szkolne ją w ogóle nie interesują?
Widocznie podejście do sprawy się dziedziczy.
wtorek, 26 sierpnia 2008
wyboru nie dać


Zobaczywszy starsze Monstery przygotowane do wymarszu z torbami i plecakami, Monsterino zarzucił swojego misia-plecaczek na plecy i wyjęczał:
- Ja tez ce iś do pedśkola!

Wyczułam możliwość edukacyjnego wtrętu, więc powiedziałam:
- Ale musiałbyś najpierw nauczyć się siusiać do nocnika! Bo w przedszkolu nie można nosić pieluchy!

- Ja ce siusiać na podłogę! - wymiauczał Monsterino

- Na podłogę też nie można, trzeba do kibelka w przedszkolu - pouczył Monsterina starszy brat

Monsterino zamyślił się na chwilę, a potem wypalił:

- Idziemy na pociąg, mama!

I poszliśmy na przystanek, pojechać tramwajem do pracy.

A cóż bym zrobiła, gdyby jednak zdecydował się siusiać na nocnik...


niedziela, 24 sierpnia 2008
W światłach


To to mamy komplet na pokładzie. Naprawdę jest się w stanie okiełznać taką hałastrę?
I gdzie mam zmieścić to wszystko, co ze sobą przywieźli?
W holu mam teraz przechowalnię bagaży, jakby się kto pytał.


A wczoraj w nocy...

nerwy backstage:



Wejście (Monsterówna druga od lewej licząc klęczącą z przodu filigranową panią instruktor



Piratka



Nie macie szans!


A dzisiaj alternatywne sposoby wykorzystania sali baletowej:







back to life, back to reality...(i tu westchnęła głęboko i poszła prasować)
piątek, 22 sierpnia 2008
piszczałka



- W ogóle bym nie chciała, żeby chłopaki wróciły! - wymruczała Monsterówna relaksując się wraz z przyjaciółką na tarasie.



Słoneczko grzało, dziewczęta chichotały raz po raz, albo piszczały z przejęcia (nowa moda), a że Monsterówna wygłaszała ten pogląd raz po raz, nawet nie skomentowałam.

Za to z paniką w oczach pognałam, by realizować kolejny punkt z listy.

Albowiem rozłożyłam sobie szeroki front robót w domu i zagrodzie i przeliczyłam się z możliwościami czasowymi przed powrotem potrójnej dawki testosteronu do Monsterowa.
Wiem, że nieliczni piora pokrowce na kanapy raz na dwa lata, pewnie powinno się cześciej, ale rany, to jest potem miesiąc prasowania! A jak pokrowce, to od razu w nie klocki. A jak klocki, to by je posegregować trzeba przy okazji, zwłaszcza, że jak tylko Monsterino przekroczy bramy domostwa, trzeba je będzie ukryć.



A jak rozłożone klocki, to przecież nie da się ot tak wyprać. Przy okazji trzeba pobudować.
Zatem klocki rozwleczone po chacie, na kanapach brak pokrowców, z piwnicy przytargałam kartony z ciuchami po Monsterze, co by dopasować cokolwiek na Monsterina, szafy rozbebeszone, bo znowu wyrośniete po Monsterze, buch w kartony i do piwnicy.
Monsterówna mierzy po kolei, w co jeszcze wlezie, a w co już nie i piszczy. Co rusz, to piszczy.
Cyrk.
Koleżanka Monsterówny dzisiaj pod moją opieką, więc jedziemy na warsztaty razem.
- Wzięłaś książkę? - indaguje Monsterówna, bo zazwyczaj czytam jej też na przystanku i w tramwaju.
No ale są razem z koleżanką, więc proponuję, żeby tym razem oglądały świat.
I to był błąd.
Bo włączyły im się, uczciwie przyznam, że bardziej Monsterównie, monologi zewnętrzne...
- I zobacz, jaki śmieszny pan, co on ma tam na głowie, ON JEST ZUPEŁNIE ŁYSYYYY! Mamusiu, łysol, tak mu się błyszczy od słońca! A wiesz, że u nas na warsztatach, to przyszedł murzyn, tak on jeszcze w dodatku nie mówił po polsku i on ma też pomarańczową plakietkę jak pani, MAMUSIUUUU, słyszysz, co to znaczy, że ma pomarańczową plakietkę? INSTRUKTOR?! Aaaa, że uczy, tak?
Marysia, a wiesz, że ja już umiem powiedzieć STÓŁ Z POWYŁAMYWANYMI NOGAMI!, a Ty, powiedz, powiedz!
Bo to trzeba podzielić, no, jeszcze raz STÓŁ Z PO-WY-ŁA-MY-WA-NY-MI nogami..!!!
I piszczy.
Podejrzewam, że wszyscy, którzy z nami jechali tym tramwajem, też już potrafią to powiedzieć.

Tymczasem w leśnej głuszy...


Kulki zdecydowanie bardziej oswojone niż Dżin.




Dowód na to, że Monster to nie podrzutek i jest do KOGOŚ z rodziny podobny.


A jutro chłopaki przyjadą. I już nie będzie tak spokojnie.
- Mamusiu, śpij dzisiaj ze mną, to sobie tak ostatni raz odpoczniemy! - nalega Monsterówna
No tak.
Następna taka okazja pewnie dopiero za rok.
środa, 20 sierpnia 2008
ból brzucha


Naklejamy z Monsterówną naklejki na zeszyty i książki.
Podpisujemy.
Przeglądamy wyprawkę. Oj, kolorowo teraz wyposaża się dziecko do szkoły.
Monsterówna pyta, dlaczego nie może być tak jak w przedszkolu, że wszyscy mieli takie same rzeczy.
Nie wiem, zapytam na zebraniu. Też mi się wydaje, że byłoby lepiej. A nie ciągłe porównywanie: "a ty co/jakie masz?".
Monsterówna otworzyła podręcznik, a tam we wstępie witają, życzą
"radości z poznawania świata" i przedstawiają bohaterów, którzy będą się przewijać w książce.
Monsterówna czyta: "Edek? Co to za imię, Edek? Dlaczego tu jest Edek?"
Ja też nie wiem, dlaczego Edek ma być przykładem popularnego imienia pierwszoklasisty, a z drugiej strony, dlaczego nie.
Monsterówna patrzy na mnie spode łba, że jak mogę nie wiedzieć.

Wyciągnęłam książkę "Piotruś Pierwszak", którą moja mama czytała mi przed rozpoczęciem mojej edukacji szkolnej.
Do teraz pamiętam początek: "Mam już tornister! Nie ze skóry, tylko z dermy. Ale pachnie, jak skórzany."

Monsterówna ma solidny tornister z tworzywa. Wykończony plastikiem. Ten tornister nawet bez książek jest ciężki, co dopiero załadowany!
Ale uparła się, że tornister, nie plecak.
Ugina się pod jego ciężarem, ale na szczęście nie ma do szkoły daleko.

Rozmawiamy o szczegółach technicznych: czy toaleta w szkole jest publiczna (co oznacza, że trzeba sedes papierem wyłożyć, zanim się na nim usiądzie), czy pani pomaga, czy pilnuje, żeby ktoś nie wszedł. Kiedy jest przerwa na kanapkę (specjalny pojemnik na kanapkę podstawowym wyposażeniem szkolnym), a kiedy na obiad.

Co będzie, jak nie spodoba jej się dziewczynka, z którą usiądzie.
Czy samemu wybiera się ławkę, czy pani sadza.

To mnie boli brzuch, gdy słucham tych dylematów.
Mam nadzieję, że Monsterówna aż tak się nie denerwuje, bo ja robię to doskonale za nią.
Tak bardzo bym chciała, żeby jej się spodobało.

Granatowa spódnica i biała bluzka wiszą już odprasowane.
To naprawdę jest kamień milowy. Mam wizję groźnego robota - machiny edukacyjnej, która wyciąga macki po moje dziecko. A ja je muszę oddać.
Mały nocny horrorek matki pierwszaczki.


poniedziałek, 18 sierpnia 2008
chyba, może...no nie wiem



Monsterówna dzień w dzień wywija taniec piracki, a poza warsztatami często jęczy.
- Ja to tak zawsze - melduje po dłuższym seansie miauczenia - najpierw nie chcę, a potem mi się podoba. To jest bardzo męczące.
Trafna diagnoza.
Mnie też to cholernie męczy.

Siedmiolatka weszła w bardzo denerwujący czas: generalnie  "nie wiem" i "chyba", "nie rozumiem", "nie mów mi, nie chcę wiedzieć".
Czasem mnie szlag trafia, gdy to słyszę. I tak, wiem, że to przejściowe. Oby. Co nie znaczy, że potrafię tego słuchać spokojnie. Oddycham głęboko, liczę do dziesięciu, naciskam czakramy i staram się złapać dystans.

W tym czasie Monsterówna kompulsywnie myje ręce, tak że skórę na dłoniach jak tarka.
Każdą czynność wykonuje już tak flegmatycznie, że od ściskania zębów, żeby się na nią nie wydrzeć boli mnie szczęka. Serio.
Ale się trzymam.
Pomaga mantra, że to przejdzie i że taki etap.

Niby jedno dziecko na stanie, ale roboty nie mniej.
Bo zamiast podziału "jeden rozdział wybierasz ty, drugi on", jest ciągłe: "mamuuusiuuuu".
Zobacz, pomóż, ale posłuchaj, czy wiesz, może, mówię ci, słuchaj, czytaj, no przeczytaj, kiedy wreszcie....

No i wiem oczywiście, że niedługo włoży słuchawki do uszu, trzaśnie drzwiami i nie będzie chciała ze mną gadać, więc poświęcam się. Siebie. Swoje szczęki. Matka-polka szczękościsła rozdziawia się na siłę w uśmiechu.
Pomaga.

niedziela, 17 sierpnia 2008
cóż to mamy za porę roku tego lata...



przecież nie ma jeszcze końca sierpnia, a jak wczoraj brodziłyśmy z Monsterówną po kostki w wodzie i tory tramwajowe wypłukało, i te spadające liście z powodu wichury
no, żesz.
wyglądało, tfu, jesiennie.
Ja bardzo przepraszam, nie nacieszyłam się jeszcze latem.
Wracaj mi tu zaraz!

Z powodu zalania (wodą!) monstermamowych zwojów mózgowych dzisiaj będą zdjęcia li jedynie.

jeszcze przedpowodziowy liść-malinka (wiem, że malinka nie ostra, tak?)



odpust/dopust



i doping



Monsterino wdrapał się, raz zjechał z przerażeniem w oczach i juz nie chciał więcej.
Może to i dobrze, bo w tej samej chwili jak lunęło i zagrzmiało, to dwa dni nie ustawało.

A Monsterówna obecnie dzień w dzień:



Zdjęcie niewyraźne, bo z pięć metrów sali jeszcze na nim jest przed obcięciem.

- Mamusiu, wiesz co, na tych warsztatach to za mało KLASYKI jest... - rzekła po zajęciach Monsterówna zblazowanym tonem

Rok temu nie chciała już na balet chodzić, bo klasyki było za dużo.
Zmieniają się ludziska, oj, zmieniają.
I wbrew temu, co na zdjęciu, obecnie najulubieńszym kolorem Monsterówny jest BŁĘKITNY.
(Hurra, hurraaa, nareszcie - zapiałam wewnętrznie, ale zewnętrznie zapowiadziałam Monsterównie, że owszem, mogę ODTĄD kupować jej jedynie błękity, ale musi wynosić, to co ma w szafie NAJPIERW.
No to księżniczka strzeliła focha.)

środa, 13 sierpnia 2008
zawsze się można




- Mamuś, Tosia powiedziała, że się we mnie znowu zakochała! - obwieścił Monster po przyjściu z przedszkola

Oho - pomyślałam - here we go again.

- Mamuś, a co to jest rozwód? Czy to jak rozstanie? Czy wy z tatą się rozstajecie? -
wypalił na jednym wydechu

- Rozwód, to gdy mąż i żona już nie chcą mieszkać razem, to takie ostateczne rozstanie, nie wyjazd na chwilę - starałam się odpowiadać po kolei - ale skąd ci to przyszło do głowy?

- A bo Tosia powiedziała, że jak już się nie będziemy się kochać, to zawsze możemy mieć rozwód, a my się z Tosią też kłócimy i nie wiem, czy już jest rozwód czy nie... - zasępił się

W najstarszej grupie przedszkolnej mają problemy na miarę swojego wieku, doprawdy.

Zatem poszliśmy na lody i do kina, co by skierować uwagę Monstera na temat ginących gatunków zwierząt, a nie więzi i związków. Tak dla odmiany.



- A w okularkach wygląda się jak mucha! - zachichotał Monster



Jak bzyk.
A świat wielorybów i delfinów w 3D robi wrażenie.


wtorek, 12 sierpnia 2008
na wyłączność, czyli uszczęśliwianie na siłę



Nowy tydzień. Nowe wyzwania.
Tym razem roszada następująca: w lesie Monsterino z babcią Wakacyjną, Monsterówną i prababcią oraz dojeżdżającym dziadkiem.
Monsterina uspokaja komunikat, że "mama poszła do pracy", natomiast zobaczywszy wyjeżdżającego do pracy dziadka, już się za nim wybierał, by pojechać do Poznania.
Ale jesteśmy twardzi: siedź w lesie i oddychaj głęboko.

Na razie babcia i wnuczek dostosowują się do siebie (bo zeszły tydzień to jednak bardziej babcia Powszednia została łaskawie przez wnuka do obsługi dopuszczona), a przecież wnuczek nadal generalnie "nie ce". Babcia też pewnie stara się oddychać głęboko.

Ach, a najbardziej, to on nie chce spać. "Nie lubie spać" - drze się ziewając. "Jesce jedną kąziecke o kunicce" (Mała Księżniczka rulez).

I nie wiem, co ONI tam wszyscy z tym dzieckiem robią, bo gdy skakałam z nim na trampolinie, zaordynował:
"Mamo, zucaj dzieckiem wysoko!" - i żebym nie miała wątpliwości wskazał paluszkiem niebo
- "O chmulki SIĘ ZDEZYŁY!"
Bardzo lubi obrazować swoją osobą katastrofy. Malowniczo upada na trawę lub trampolinę mówiąc: "wypadek był, silnik zepsuty, mamolot spadł"
(już mówił samolot, teraz jest mamolot)

Tymczasem w mieście zainaugurowaliśmy z Monsterem ekskluzywny tydzień matki z synem.
Monster wykorzystuje sytuację. Wślizgnął się do sypialni, bo miał zły sen, rano pyta się, czy pójdziemy po przedszkolu do kina, kiedy Mati przyjdzie do niego i obiecuje, że będzie dawał szansę kolegom na bezinwazyjne uczestnictwo w zabawie.

W przedszkolu ostatnie wakacyjne poprawki przed Nowym Porządkiem Wrześniowym. Monster na tablicy urodzin przedstawiony jako Figielek, czyli członek najstarszej grupy przedszkolnej.
Pokazałam Monsterowi tablicę.
Monster westchnął z dumą, rozświelił się w uśmiechu, wyprostował plecy, urósł o głowę i wymamrotał:
- O, kurcze....

Właśnie. Przecież całkiem niedawno dopiero zaczynał...

piątek, 08 sierpnia 2008
sprzeczność (skomplikowane wnętrze, ot co)



Monsterino nie wspomina o mamusi.
Ewentualnie, gdy budzi się w nocy.

Powinnam się cieszyć.
Że się dobrze bawi, a nie płacze po kątach.

Smutno mi. W ogrodzie pusto, w domu wcale nie jest czysto, bo karmazynowy mocno brudzi.

Jadę zobaczyć gromadkę. Pewnie już mnie tam nikt nie rozpozna.
Ten w wiadrze najbardziej.



Pewnie się na mnie obrazi, gdy mnie w końcu zobaczy. Będzie się boczył i nie wybaczy, gdy go zostawię na kolejny tydzień. A potem na kolejny.

Ale nie kaszle.
I dobrze się bawi, chyba.
A mi smutno.
wtorek, 05 sierpnia 2008
czasowypełniacz




bo żeby nie myśleć i dobrze spać, to trzeba być fizycznie zmęczonym, prawda?
okazja nastała, by porobić rzeczy, których wykonanie przy szerokim aplauzie publiczności jest awykonalne.
Porządkowanie biurokracji domowej czy mycie okien uskuteczniam z Monsterami na stanie, a że nie powinno być zbyt banalnie,
zatem...

monstertata najpierw się wzbraniał
że niby jest całkiem ok, to po co zmieniać
ale wspaniałomyślnie przygotował pole kukurydzy, dokupił gadżety, abym mogłam się w pełni zatracić.
To się nazywa miłość.




w końcu się złamał i dołączył swój wałek.
do północy się wyrobiliśmy.

No a teraz myśli o karmazynowych pasach w sypialni.

poniedziałek, 04 sierpnia 2008
słomiana mama



Monsterino został w leśnej głuszy z dwoma babciami, prababcią i dziadkiem.
Oraz resztą Monsterów, ofkors.

Pierwszy raz od ponad dwóch lat mam świadomość, że mogę siedzieć sobie w pracy dowolnie długo, nie dbać o zaopatrzenie lodówki i o aktualną lekturę wieczorną oraz czyste ciuchy dla licznego potomstwa. Do sklepu odzieżowego mogę sobie pójśc bez limitu czasu i bez balastu (no dobra, są jeszcze godziny zamknięcia, ale to i tak długo)
Możemy nawet z monstertatą wypuścić się dokądś.( He, he - komu by się chciało, skoro ma się chatę wolną...)
Zaległości do obrobienia leżą w każdym kącie domu i zakładu pracy.
Więc teoretycznie nie mam chwili do stracenia.
I co?
Nie mogę się skupić!
Niech mi ktoś wyłączy myślenie!!!

Czy teraz biega, kąpie się, czy skacze na trampolinie, a może głaszcze kotkę, przytula się do jej futerka i takim cieniutkim, łagodnym tonem szczebiocze:

- Mięciutki kotek! Mlucy! Ma pazuly! Widzis kotku, telaz pusta jest misecka, a jesce byś ciał?

Jezu, jedyne dziecko, które artykułuje, że mnie jeszcze potrzebuje (rano zapytał się ,gdzie jest mama, bo zostawiłam go uśpionego nocnie), a ja go zostawiłam.
No wiem, świeże powietrze dobrze zrobi mu na te jego ciągłe kaszle, poza tym ma doskonałą opiekę (tak, tato, to specjalnie dla Ciebie - możesz to wydrukować i zanieść mamie:)), rodzeństwo i rozrywki, i tak, to jest mój problem, a on to jakoś przeżyje.

I dzieci wychowuje się dla świata, nie dla siebie, tak?
Mam to sobie napisać na czole, przykleić koło monitora, czy potrzebne są elektrowstrząsy?
Ktoś ma doświadczenia z cyklu "syndrom opuszczonego gniazda"? To się proszę podzielić.


piątek, 01 sierpnia 2008
skojarzenia




- Ceś, kulcaki! – wykrzyknął Monsterino wpadając na Stary Rynek - a mnie się od razu "Wywiady z panem Józkiem " Grzegorza Halamy skojarzyły.

Gołębie umknęły przed Monsterinem z godnością i zdecydowaniem.

- To są gołębie – przypomniałam


- Gupi gołąb! – zdenerwował się Monsterino, bo któregoś z rzędu już-już miał pod łapką, gdy ten odfruwał mu sprzed nosa – ciałem TYLKO pogłaskać!!


Gołębie miały swoje zdanie.

Monsterino rozglądnął się wokół, westchnął, aż w końcu stwierdził:


- W TAKIM LAZIE idziemy oglądać fontannę!

Na jednej z rzeźb fontannowych leżała skarpetka.

- O, a co to dzidzia tutaj zostawiła? - zainteresował się Monsterino - chiba ciągnęła skapetke i NA BOSAKA była! - zachichotał, a zaraz potem zapowiedział:

- A telaz popose obiadek.

Bo to pora obiadowa była nastała.

W barze wegetariańskim lada z sałatkami jest położona akurat na wysokości Monsterina, zatem po zwyczajowych grzecznościach typu: "dzień dobly pani", Monsterino dźgnął szybę palcem wskazując sałatkę:

- Ce sałatkę!

Zaczęłam dyskutować z panią kucharką odnośnie kotletów sojowych, czy Monsterino zje. Pani podeszła do tego sceptycznie, gdy dowiedziała, że Monsterino jest mięsny. Na to wciął się Monsterino:

- Lubię soję! Ce kotecika!

- O, jak ty ładnie mówisz! - powiedziała pani - a ile ty masz lat?

- Pięć! - bez zbędnej zwłoki wypalił Monsterino

Potem chwilę kłóciłam sie z panią, żeby dała Monsterinowi pełną porcję makaronu z sosem, bo pani twierdziła, że nie zje.

To się potem zdziwiła obserwując monsterinową konsumpcję.

W końcu Monsterino posilił się, wytarł serwetką buzię, ściągnął śliniak i nie czekając na mnie kończącą kotlet z fasoli, pomachał ręką do pani i zbierając się do wychodzenia z baru, wykrzyknął:

- Pa, pa, pani! Telaz idziem do pacy!


To dziecko ma harmonogram dnia w małym palcu.

Archiwum
do Monsterowa tędy