środa, 31 sierpnia 2005
Namiot z morałem

W ostatni weekend wybraliśmy się z Monsterami pod namiot.

Monstery przypomniały sobie o namiocie w związku z czytaniem kolejnej historii o Martynce, w której nie podobało mi się zresztą, że to wielce oświecony młodszy brat tłumaczy Martynce, że namiot się „rozbija”. Ale zawsze to zmieniam na jakąś neutralną wersję.

Monstery asystowały zatem dzielnie w rozbijaniu namiotu i wpychaniu doń porządnie nadmuchanego materaca. Namiot obok rozbili Ola i Mikołaj, a wiadomo – im więcej dzieci, tym weselej.

Dzieci bawiły się, aż padły w namiotach, a dorośli zabrali się za rozpalanie ogniska.

Nam też było wesoło, aż do późnej nocy czy raczej wczesnego ranka.

Ognisko wygasło, popiół został rozgarnięty, ale nie zalaliśmy go wodą, by łatwiej go było dzień później rozpalić.

Skoro świt Monstery wstały, a Monster wyjątkowo włożył buty. Stało się to pewnie dlatego, że buty były świeżo kupione, czerwone i szalenie się Monsterowi podobają.

Monster zatem wzuł buty, wstał i pierwsze co zrobił, to wlazł w ognisko.

Ponieważ byłam w tym czasie w kibelku, więc dopiero, gdy wybiegłam, to podniosłam głos, by Monster z ogniska wylazł i nie kurzył.

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się potem, że podeszwy brand new obuwia są nadtopione!

Morał z tego taki – dwojaki: całe szczęście, że Monster wszedł do ogniska w butach, bo być może uniknął jazdy na ostry dyżur (choć z drugiej strony może poczułby wcześniej, że jest w nim hmmm, parząco), a drugi morał – to, że popiół się nie pali, to nie znaczy, że nie może poparzyć – być może zbyt dużo czasu minęło, odkąd jeździłam na obozy harcerskie.

 

 

 

poniedziałek, 29 sierpnia 2005
Prosta historia

Czytaliśmy sobie spokojnie „Kubusia Puchatka”, aż doszliśmy do historii z Maleństwem i Kangurzycą. Wtedy Monster zapytał znienacka:

- A gdzie jest tatuś Maleństwa?

Ja niewychowawczo parsknęłam śmiechem, bo mi się przypomniał film

Ciało , ale Monsterówna popatrzyła na mnie z gory i rzekła wyniośle:

- Pewnie w pracy!

Zdławiłam śmiech i wróciliśmy do czytania… O, ja nieuświadomiona!

 

 

piątek, 26 sierpnia 2005
Końcowe odliczanie

 

Monstery bardzo stęskniły się za swoim domem.

Do tego stopnia, że zmusiły babcię, żeby przyjeżdżała do nich, a nie one do babci, mimo, że u babci jest ogród.

- Ale nie ma naszego kochanego placu zabaw! – zauważyła Monsterówna

Monstery nie mogą się nabawić, spędzałyby w domu cały dzień - ewentualnie dają się wyciągnąć na "swój własny" plac zabaw.

 

Monsterówna odlicza dni do przedszkola, bo nie może się doczekać, kiedy pokaże Marysi nowe rajtuzki, jakie ma jej lalka.

Poza tym – nie wiem, co jej się stało, ale Monsterówna postanowiła zjadać surówki i już nie może się doczekać, żeby o tym fakcie poinformować panią Jadzię, czyli kucharkę z przedszkola.

 

Monster jak dotąd przyjmował zbliżające się pójście do przedszkola ze stoickim spokojem, jakby to była oczywistość.

Ale dzisiaj na kolejne przypomnienie, że tym razem Monster też pójdzie do przedszkola, rzekł:

- Ale z mamą będę w psedskolu, albo z tatą!

 

- Tata cię tylko odprowadzi, a mama po ciebie przyjdzie – przypomniał Monstertata

 

- A w przedszkolu będziesz z Gają – przypomniałam

 

Monster wrócił do zabawy, ale jakoś nie wykazał porażającego entuzjazmu.

Może za wiele oczekuję.

W każdym razie ścisnęło mnie w dołku. Pamiętam to uczucie, ledwo rok temu też się tak czułam.

Kurcze, co za życie.

środa, 24 sierpnia 2005
Wzruszenie

Wczoraj rano urodziła się dziewczynka. Bezimienna, jak na razie, córeczka cioci C., która

onegdaj

odwiedziła Monstery.

Mając taki pretekst w zanadrzu, pocwałowałam w stronę działu odzieży niemowlęcej dla małych panienek, który baaardzo zmienił się od czasów, gdy Monsterówna była w tym wieku.

Bez porównania.

Małe sukieneczki, kapelusiki i pantofelki rozłożyły mnie w środku dnia pracowniczego na łopatki…

Wieczorem Monsterówna nakryła mnie na pakowaniu malutkich ubranek w ozdobny papier i zakwiliła:

- Mamusiu, jakie piękne! Czy to dla mojej lalki?!

- Nie, to dla małej dziewczynki, która się dzisiaj urodziła – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

- Łee, szkoda… A ile ta dziewczynka ma LAT?

- Nie ma w ogóle lat, ma parę godzin, dopiero się urodziła… - zaczęłam tłumaczyć…

- Ale lat! Ile ma lat? – drążyła Monsterówna

- Gaju, ta dziewczynka dopiero wyszła mamie z brzuszka, jest taka mała, jak twoja lalka, nie przeżyła jeszcze lat, dopiero parę godzin! – Monsterówna nadal nie wydawała się przekonana

- Jak lalka?  Dzisiaj? A kiedy my będziemy mieć małą dziewczynkę, bo ja chcę ją nosić?

I wróciła stara śpiewka…

Następnym razem będę się wzruszać nad małymi ciuszkami, gdy Monsterówna zaśnie.

 

 

 

 

poniedziałek, 22 sierpnia 2005
Powrót Monsterów

 

Monsterówna nie mogła zasnąć z nerwów i podniecenia – w końcu po 7 tygodniach spędzonych z dala od cywilizacji, wracała do swojego domku.

- Domek, domek, mój kochany domek! – podśpiewywała pod nosem, a potem jęczała, że nie może zasnąć, bo było jej za jasno i niewygodnie.

Po prawdzie byliśmy załadowani aż po dach i dziurki w nosie, więc Monsterówneie otoczonej lalkami, wózkiem dla lalek i innymi lalkowymi akcesoriami mogło być niewygodnie.

Monster za to zasnął od razu.

Gdy dojechaliśmy po 22, przy przenoszeniu do łóżek Monstery zbudziły się. Jak nigdy.

Monster stanął w progu mieszkania i szepnął:

- Ale fajnie w tym Poznaniu!

I jakby mu się turbo włączyło – dalej układać klocki, narzędziami tłuc, pociąg układać.

Monsterówna nic nie powiedziała, tylko piszcząc ruszyła do siebie na górę.

Po dwudziestu sekundach od przyjścia mieszkanie nie wyglądało już na wyludnione, obszerne i wygodne.

Mogę przysiąc, że słyszałam, jak mury jęknęły cichutko.

Choć być może było to westchnienie ulgi, że wszyscy mieszkańcy znajdują się wreszcie znowu w domu.

piątek, 19 sierpnia 2005
Życie po życiu

   

-        Kiedy się umiera? – zapytała znienacka Monsterówna

-         Kiedy będziesz stara, chora i bardzo słaba.. – zacukała się Monstermama

-         I co się wtedy robi, idzie się do Nieba? – odpowiedziała sama sobie Monsterówna

-         Tak, tak

-         Gdzie jest Niebo? – zapytała zaraz Monsterówna, nie dając Monstermamie czasu do namysłu, no i mając na końcu języka katechizmową odpowiedź „wszędzie”, zawahała się Monstermama, że być może trzeba być bardziej precyzyjnym, więc odpowiedziała stereotypowo:

-         W górze

-         A ja myślałam, że na dole – odpowiedziała Monsterówna i tym stwierdzeniem zbiła Monstermamę trochę z pantałyku

-         Dlaczego?

-         Bo ja chyba boję się fruwania i nie wiem, czy będę umiała to robić - ze smutkiem i lekkim przerażeniem w głosie odrzekła Monsterówna

Bo muszę przyznać, że już kiedyś podobna konwersacja się odbyła i wtedy namotałam chyba Monsterównie o aniołkach, że po śmierci się leci do Nieba, takie tam…

 

-         Jak będziesz aniołkiem, to będziesz potrafiła latać – powiedziałam Monsterównie i chyba mi zaufała, bo jak na razie takie wyjaśnienie jej wystarczyło.

 

środa, 17 sierpnia 2005
Rodzina według Monsterówny

Monsterówna maluje sobie i mamusi blond włosy, bo chce, żebyśmy takie miały.

No i za każdym razem pyta się, jakie mamy oczy: proszę zauważyć - monstermama - zielone, monstertata i Monsterówna - brązowe, a Monster - niebieskie, ale Monsterównie wyszły tym razem fioletowe.

Od lewej: monstermama, monstertata, Monster i Monsterówna. Pozdrawiamy!

 

wtorek, 16 sierpnia 2005
Nowe lęki

Monstery, które przez ostatnich 6 tygodni poruszały się napędem nożnym, ewentualnie rowerowym, troszkę jakby odwykły od pojazdów mechanicznych.

Ale jako że do najbliższego ZOO było za daleko na rowerach, Monstery usadzone zostały w fotelikach samochodowych.

 

Monster złapał się kurczowo fotelika i z leciutkim przerażeniem w głosie rzekł:

- Musę się tsymać, zeby nie spaść!

 

- Przecież jesteś zapięty! – odrzekła na to Monsterówna lekceważąco i rozłożyła się wygodnie na swoim.

 

Monsterówna zapodała zajęcie na najbliższe 20 kilometrów:

- Będę patrzeć, czy są jakieś krowy!

 

Monster nie mógł być dłużny:

- A ja będę patseć na świnki… albo na zylafy… albo słonia..

 

Monsterówna popatrzyła na Monstera jakby ten przyleciał z kosmosu:

- Łee! Przecież żyrafy to będą dopiero w Zoo!

 

- Ostatnio nawet do Zoo przyjechały goryle! – przypomniała sobie Monsterbabcia

 

- Będę się bojała golyli – pisnął cicho Monster i jeszcze bardziej zacisnął ręce na oparciu.

- Oj, Robert! Przecież te goryle będą w klatce! – wyjaśniła Monsterówna

 

Ale po chwili wahania zapytała:

- Prawda?

 

Monster wszedł na kolejny poziom rozwoju – zaczyna przewidywać konsekwencje różnych czynów, w związku z tym pewne rzeczy (hałasy, wydarzenia) zaczynają go przerażać.

Na wiejskim festynie bał się wysokiej, dmuchanej zjeżdżalni, choć Monsterówna zachęcała go, by szedł za nią.

Bał się burzy, ucieka do domu, gdy słyszy samoloty (chyba, że je widzi, wtedy jest ok.), potrafi się przestraszyć dużego, szczekającego psa.

To wielki przeskok, bo przed wakacjami był nieustraszony.

Dojrzewa facet, dojrzewa.

Byleby tylko przestał mówić żeńskimi końcówkami…

środa, 10 sierpnia 2005
Bo fantazja jest od tego...

- Tam w ślodku w wolku jest zając, tylko go nie widać, bo on śpi!

[komentarz Monstera do własnego rysunku przedstawiającego czarną kulę]

************

- Co robisz? – pytam z niepokojem Monstera, który granatowym pisakiem zamalowuje szczelnie całą kartkę (a wiadomo, jakie są interpretacje rysunków dzieci…czarny kolor, depresja, itd.)

- Lysuję noc – odpowiada spokojnie Monster

- Dlaczego?

- Bo mi Gaja dała tylko taki pisak!

[swoją drogą, że też Monster zniósł spokojnie moje głupie pytanie: "dlaczego" - bardzo się wstydzę, fuj...]

 

15:06, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (5) »
wtorek, 09 sierpnia 2005
No, właśnie, kto?

W leśnej głuszy przeżyliśmy burzę stulecia.

Ponieważ tam w nocy jest ciemno jak w studni, to spektakl prezentowany przez błyskawice był szczególnie pięknie widoczny.

Monstermama w porze okołopółnocnej tkwiła zatem w oknie, podziwiając głośne zjawisko.

Monsterówna nie podzielała monstermamowego proburzowego entuzjazmu, więc musiałam ją utulić do snu, gdy burza ją w końcu zbudziła. Przypomniałam jej Franklina, który też się burzy bał, aż przestał, ale na niewiele się to zdało, bo biedulka trzęsła się ze strachu i nie chciała za żadne skarby błyskawic oglądać.

W końcu obcałowana i obściskana, usnęła.

I wtedy Monster zawołał donośnie : „Mamo”.

No to pocwałowałam ochoczo uspokajać z kolei Monstera.

Nachylam się, patrzę, a w świetle błyskawic Monster śpi.

No to przykrywam go, już chcę odchodzić, a Monster z zamkniętymi oczami pyta:

- Kto tak na bębenku gla?

 

piątek, 05 sierpnia 2005
Jak Monstery nabierać prababcię się nauczyły

 

 

Monstery bawią się w skomplikowaną grę przygodowo – fantastyczną, a prababcia, zgodnie z zasadą, że dzieci trzeba mieć na oku, ma Monstery na oku.

Monster do Monsterówny, która zbliża się do zbudowanego przez Monstera mostu-twierdzy:

-         Tu nie ma przejścia, bo tu leży wąż!

 

Monsterówna bez cienia zdziwienia:

-         Wąż? W takim razie muszę przejść bokiem!

 

Prababcia zrywa się gwałtownie, dopada do Monsterów i dawaj przeszukiwać mosto-twierdzę, co oczywiście spotyka się z gwałtowną reakcją Monstera.

Prababcia:

-         Gdzie ten wąż, uważajcie na węże, gdzie jest ten WĄŻ! – krzyczy bliska paniki.

 

Monster:

-         Tam, tam leży, no zobacz ... – wskazuje kawałek sznurka

 

Prababcia:

-         Ale to nie jest wąż!

 

Gaja (z pobłażaniem) – bo to był wąż NA NIBY, babciu!

 

Od tej pory prababcia musi się mocno kontrolować, a nawet trzyma się krzesła, gdy słyszy zawołania w stylu:

 

-         Ale ogromny robal, ale wielki!

-         Zobac jaka bzydka zaba!

Ale sama chciała...

czwartek, 04 sierpnia 2005
Podglądania życia sąsiada – część II

-         Chodź, chodź dmuchają basen! – Monsterówna zaznajomiła Monstera z sensacją dnia u sąsiadów i obydwoje przylgnęli ściśle do płotu

Zapadła cisza jak makiem zasiał, aż w końcu Monstery się zreflektowały:

-         Dzień dobry! Dzień dobly! – zapodały

-         Dzień dobry! – zawołali chórem sąsiedzi, bo tym razem w wydarzeniu dnia u sąsiadów brała udział także sąsiadka

-         A my mamy duzy basen! – pochwalił się Monster

-         Tak? I co, kąpiecie się w nim? – zainteresowała się uprzejmie sąsiadka w przerwie pomiędzy kolejnymi dmuchnięciami

-         Tak! – odpowiedziały chórem Monstery, co nie jest do końca prawdą: Monstery w czasie upału w zasadzie nie wychodzą z wody.

-         A czy wy macie tu jakieś dzieci?  z powątpiewaniem zapytała Monsterówna, bo po prawdzie basen u sąsiadów wskazywał na dziecięce przeznaczenie;

-         To jest nasze dziecko! – sąsiadka z dumą wskazała na wyrośniętego, na oko szesnastoletniego, młodzieńca.

-         To??? To nie jest ŻADNE dziecko! On się tam nie zmieści! – orzekła Monsterówna i zgrabnie wskoczyła do własnego basenu, a potem skrzętnie odnotowała, że sąsiedzi wcale nie siedzą w basenie, tylko w nim moczą nogi.

I doniosła o wszystkim Monstermamie, by ta na bieżąco była poinformowana, co u sąsiadów się dzieje.

Dobrze poinformowane Monstery to żyła newsów.

 

 

 

Podglądanie życia sąsiada cz.I

 

Monstery (zza płota): Dzień dobry, dzień dobry, co pan robi?!

A sąsiad piłą tarczową tnie precyzyjnie deska za deską. I oczywiście nie odpowiada wtedy na pytania. W ogóle nie reaguje.

Monsterówna: Proszę pana, czy robi pan stół?

 

Sąsiad w końcu odrywa się od piły i półgębkiem rzuca nawet nie odwracając się do Monsterów:

-         Komórkę na narzędzia robię...

-         A my jus mamy komólkę i nazędzia tes! – wykrzyknął Monster z wielkim zadowoleniem w głosie

15:06, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (2) »
środa, 03 sierpnia 2005
Przy łopacie

 

Gdy Monstery wywlokły wszelkie narzędzia z komórki, nastąpiła konsternacja, bo jak zwykle okazało się, że obydwojgu podoba się ta sama łopata. Po krótkiej przepychance, negocjacje rozpoczęła Monsterówna:

-         To może będziemy się wymieniać? – spytała z nadzieją w głosie

-         Jutlo... – odrzekł spokojnie Monster i począł nieśmiało wbijać łopatę w ziemię celując o milimetr od gołych, a jakże, paluszków.

-         To ja idę spać! – zdecydowała Monsterówna, pobiegła do domu, chrapnęła parę razy i rześka jak skowronek przygalopowała do Monstera krzycząc:

-         Już jest jutro, bo już wstałam!

-         Nie dam ci telaz! Jak będzie NOLMALNE jutlo, to ci dam! – rzekł Monster i niezrażony kontynuował kopanie.

 

10:58, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (5) »
wtorek, 02 sierpnia 2005
Robotnicy sezonowi

albo prace polowe – czyli jak się posiało, tak zbierzesz

 

Zaczynamy od wąchania chwastów

 

Może kopara wystarczy?

 

Nieeee... muszą być profesjonalne narzędzia

 

No dobra, teraz proszę o instrukcję: schylać się i wyrywać, tak?

 

Jednak widłami lepiej

 

A jak już się nazbiera, to hops... do taczek

 

Ale ciesko placujemy...

 

 

To już końcówka – grabienie, co by pięknie było.

 

 

Tu na razie jest klepisko... teraz Monstery galopują po tej łacie ziemi jak po padoku.

 

 

A że za płotem czasami przebiegają konie z pobliskiej szkółki, Monsterówna zażyczyła sobie konia na urodziny.

Być może za dużo czytaliśmy ostatnio o Pippi Langstrump.

poniedziałek, 01 sierpnia 2005
Leśne Monstery

Po miesięcznym pobycie w leśnej głuszy, Monstery powoli obrastają w maskującą warstwę skóry. Gdy tak ganiają z psem, to nawet ciężko ich rozróżnić – zapach sierści, trawy, ziemi, ściółki leśnej, wiatru... Niedomywalne stopy z grubą  żałobą... Leśni ludzie.

Fajnie, że tak mają, niech im na zdrowie. Właściwie kąpiel nie ma sensu, bo ledwo zagnane do łóżek, od rana już wyskakują i dawaj na podbój świata. Jedzą, jak po tyfusie – jako rzecze prababcia, która się zna, bo wojnę przeszła i kupę dzieci w ciężkich czasach wychowała. Na koleszy. Monstery wprawdzie koleszy nie znają, ale wtranżalają, jak leci i co tam w lodówce i na stole, ewentualnie pod drzewem lub na grządkach się znajdzie. A że przemianę materii mają nadzwyczajną, to obsługa Monsterów narzeka, że jest ciągły obrót – futrowanie, łap mycie, zębów szorowanie, a potem tyłków podcieranie i od nowa, choć przecież ledwo co gary po poprzednim posiłku pomyte.

Nikt jednak nie obiecywał, że będzie łatwo.

W każdym razie Monsterbabcia nareszcie uwierzyła, że to, iż Monsterom wagi starcza na 10 centyl li jedynie, to nie dlatego, że u Monstermamy lodówka zamyka się na fikuśny zatrzask.

Monsterom zatem czas płynie miło, choć czasem Monsterówna napomknie o swoim mieszkanku zostawionym, hen, daleko. No i o przedszkolu.

Monsterównę ciągnie do dzieci z sąsiedztwa, woła z daleka: „cześć dziewczynki!”, ale na razie jakieś wielkie przyjaźnie się nie narodziły.

Ale nie nudzą się Monstery ze sobą, wręcz przeciwnie – gdy każde schowa własne ambicje kierownicze do kieszeni, to ładnie współpracują. Prababcia tylko za głowę się łapie, że dźwigają krzesła, ławy, stoły i dom budują, a na pewno się podźwigają.

Ulubioną piosenką bojową Monsterów w leśnej głuszy stało się „Hej, hej, hej sokoły, omijajcie góry, lasy, pola, doły” Przy czym, to jest takie góralskie „Hej” z głębi duszy, które niesie się dalekim echem. Monstery lubią sobie zdrowo huknąć z młodej piersi.

Nie mają kompleksów.

 

Archiwum
do Monsterowa tędy