niedziela, 24 lipca 2016
kilometrami

 

Zeszliśmy trochę Gorców (Turbacz), Pienin - no tutaj Monstery pokazały swoją formę - całą koronę od Trzech Koron po Sokolicę i z powrotem w jeden dzień, a na koniec Beskid Śląski plus Pilsko na okrasę.

I dobrze, bo przy opcji noclegu z wyżywieniem zapuścilibyśmy boczki bez tych kalorii spalanych kilometrami pionowymi i poziomymi.

Dopiero, gdy w jeden dzień pożyczyliśmy rowery, zobaczyliśmy, co to znaczy mieć do szkoły (ba - wszędzie - pod górkę). Mocno garbaty krajobraz mają miejscowi.

Widoków zazdrościmy

Monsterunio spał na monstertatowej klacie. Jedynym dniem, kiedy przeważnie wył, było to w przyczepce rowerowej (wypasionej, pożyczonej specjalnie na wyjazd). Potem już nawet nie chciał wsiąść do niej, a co dopiero jechać.

Choć trzeba przyznać, że bardzo zwrotne przednie kółko ma - spokojnie manewrowałam rydwanem jedną ręką ( na drugiej siedział Monsterunio).

Teraz nadrabiam w pracy, a pralka musi nadrobić w domu. O podążaniu szlakiem przychodni i pomocy doraźnej województwa śląskiego w następnym odcinku.

poniedziałek, 04 lipca 2016
doczekanie

 

Monstery szkolne zakończyły rok biało-czerwonymi paskami i nie były to paski na dolnej - tylnej stronie ciała.

Cała trójka dała czadu pod koniec - średnia Monsterównej w ogóle jakieś niebotyczne wielkości osiągnęła, ale od roku nie za bardzo śledzę ich postępy, co mi regularnie wypominają. Ale naprawdę wystarczy mi ich słowo.

Ale teraz mają relaksik (oprócz tego, że się Monsterowi śniło raz, że już się wakacje skończyły - kłócił się podobno w śnie, że jak to, dopiero się przecież zaczęły!)

 

Monsterunio się podnosi i roznosi. Z nowych osiągnięć: rozbicie lampki spadkiem z łóżka.

Huśtawka dla wielodzietnych

W lesie jagody i ...komary, których niecne praktyki odczuwam do teraz (co za niespodzianka!)

No i świętowaliśmy przy przepysznym torcie

Archiwum
do Monsterowa tędy