niedziela, 07 lipca 2013
niedoczekane

 

Monsterówny system odpornościowy odpuścił zwyczajowo w wakacje, choć mu jeszcze nie było wolno, bo olimpiada za 2 tygodnie! W zasadzie nigdy mu nie wolno, bo najpierw olimpiada, a potem nasze wakacje, a z kolei cały sierpień znowu na trampolinie, więc w sumie wybrał najmniej bolący moment.

I teraz Monsterówna odrabia wszelkie zaległości growo-filmowe, na błysk posprzątała swój pokój, a nawet, w desperacji chyba, zaczęła malować z własnej, a nie wymuszonej przez program szkolny woli.

Oczywiście obraziła się na nas, że nie może ćwiczyć, wizytować koleżanek, pojechać na window shopping czy na termy.

Na antybiotyk i panią doktor też.

Ale czasem uda się ją rozśmieszyć.

 

Okrutni rodzice opuścili swoją chorą córkę i wyjechali na openera [pod roboczym wezwaniem: your mind gets dirty when you get closer to... forty]

a w międzyczasie zawieźliśmy do leśnej głuszy trochę sprzętu piaskownicowego - teoretycznie miał być dla małego kuzyna, który przylatuje z wizytą, ale okazało się, że i starsi bardzo zatęsknili za taką zabawą... a że dodatkowych materiałów z budowy w bród, to robią zapadnie, przejazdy i umocnienia...

ostało się jeszcze jedno małe rusztowanko

(wykorzystane na bazę, bo z belek styropianu buduje się świetne królestwa)

A biedna Monsterówna musi się kurować. Wobec czego z dużym poczuciem winy osiąga kolejne poziomy gier na psp, ale i przeczytała 4 ksiazki, w tym te z nagród na koniec roku  (Igrzyska Śmierci między innymi), które miały być na wyjazd wakacyjny, więc okaże się zaraz, że znowu muszę coś dokupić... (Jeżycjada jednak nie wciągnęła jej, choć mam wszystkie tomy, więc mogłoby być idealnie na chorowanie, bo za dużo o miłości tam jest. Nie ten etap, jak przypuszczam.)

Archiwum
do Monsterowa tędy