poniedziałek, 23 lipca 2012
ευχαριστώ

 

Wytrzepuję piasek z walizek, na strojach kąpielowych jeszcze czuć sól (na lotnisko biegliśmy prosto z plaży).
Spomiędzy kartek książki (Turnus Tomasza Łubieńskiego polecam szczególnie wylatującym na Kretę) wypadły kwiatki tymianku rosnącego dziko na skałkach. Ale największy skarb przywiózł Monsterino (poza martwą cykadą i oczywistymi muszelkami) - kawał zmurszałego drewna z zatopionego statku! (Monstertata twierdzi wprawdzie, że to szczątki europalety, ale nie będziemy Monsterina wyprowadzać z błędu, gdyż, to zrozumiałe, jest bardzo dumny ze zdobyczy).

Lekki szok temperaturowy przeżywamy oraz niedosyt.

Do jakiegokolwiek ruchu znad najbliższej plaży zmuszaliśmy Monstery co drugi dzień (jesteśmy okrutnymi rodzicami, ale jednak uwzględniliśmy życzenia dzieci i nie katowaliśmy ich wyjazdami codziennie - chociaż samochodowa klimatyzacja ciężko pracowała, zatem nie powinni narzekać). Choć po pierwszych zachłyśnięciu słoną falą Monsterino doszedł do wniosku, że pływanie w morzu jest bez sensu i po co w ogóle się ruszać z basenu. Niedoczekanie nasze! Zatem ładował się do samochodu obrażony.

Potem szybko się pocieszali świrowaniem.

Ile wytrzyma koszulka? Sporo.

 

 

Monstersjesta. Znowu w morzu, tym razem oliwkowym.

Elafonisi - różowa plaża z wodą jak kryształ

Jaskinie do duża ulga temperaturowa, więc zerkaliśmy do każdej, jaka się napatoczyła po drodze

Monstery robiły zdjęcia podwodnym zwierzakom

Natomiast zamiast labiryntów Minotaura przeszliśmy za to labirynty korytarzy szpitala rejonowego w Chanii, bo Monsterówny nieokreślone na skali bólowej pomruki z powodu dyskomfortu usznego ewoluowały w zapalenie tegoż.

Opiekę zdrowotną w Grecji polecamy bardzo - w ciągu godziny obsłużyli nas i pediatra i laryngolog, który gdy usłyszał, że jesteśmy z Poznania (A! Lech Poznań!) rozpływał się w uśmiechach i żarcikach (Monsterówna podsumowała, że gdyby tak nie żartował, to rozbeczałaby się tam na dobre).  A do rozliczenia karta NFZ wystarczyła w zupełności. (Oraz język angielski. W języku obowiązującym urzędowo od razu załapaliśmy kalimera, ale z efcharisto szło oporniej)

Monster uznał te wakacje za najlepsze dotychczas, Monsterówna po dłuższej chwili rozważania, jak to ona, delikatnie i taktownie owinęła w bawełnę smutną prawdę, że jednak bez zapalenia ucha byłoby lepiej, natomiast Monsterino najbardziej przeżył lot samolotem i jeszcze wędrując czarującymi, wąskimi uliczkami Chanii już planował, gdzie by tu za rok polecieć.

Zawsze powtarzam, że najważniejsze to wiedzieć, czego się chce...

wtorek, 10 lipca 2012
isse kala

 

Monstery nie leciały jeszcze nigdy samolotem. Nie, żeby specjalnie się pchały popod chmury. Gdzie tam - okazało się, że jak jeden mąż boją się latania. Tłumaczę, że więcej jest wypadków samochodowych, ale ten argument Monsterino wytrącił mi z ręki jednym celnym stwierdzeniem:

- A samolot prezydenta spadł!

To co dopiero rejsowy.

- Ale jeśli już spadnie, to zginiemy wszyscy razem i nikt nie będzie wtedy opuszczony - próbuję z makabrycznej strony

- A dziadkowie?! - pyta Monsterówna dramatycznie zawieszając głos

 

Jednak polecieliśmy, a Monstery nie zrejterowały przed startem (mimo, że oderwanie się od ziemi było dla Monsterina dramatycznym przeżyciem - ma chłopak zbyt bogatą wyobraźnię)
Z kolei pakowanie się w ściśle ograniczone wymiarami pakuneczki było dla mnie nowością, bom rozpuszczona wrzucaniem do naszego autobusu wszystkiego, co mogę plus rzeczy zapasowe, a teraz musiałam się ograniczać do niezbędników.  Ale tak naprawdę, to konieczny do letniego urlopu jest strój kąpielowy li jedynie.

- Krem z filtrem - dodaje Monstertata - spakował całą butlę i zamierzał być Naczelnym Smarowaczem Monsterowa,  ale poległ po pierwszym wyjściu na plażę. Trudno nadążyć za Monsterami.

Które i tak po prostu starają się nie wystawać ponad wodę.



 

Tak się przynajmniej pocieszam. 

- Siga siga - jak to mówią tubylcy

Tutaj wszyscy mają wielki spokój.

i dobrze, wakacje w końcu

środa, 04 lipca 2012
wygnani

 

Choć wywieźliśmy dzieci w las, niczym macocha Jasia i Małgosię,  nie zostawiliśmy ich na pastwę wilków, oj nie. Że jednak słodkie, nie tylko pierniczki, babcia regularnie dostarcza, to może jednak coś z bajkowego tuczenia się ostało. Aczkolwiek nie w klatce, rozpędzone rytmem szkolnym nie dałyby się zamknąć:

Panna Prymuska z odznaką za średnią powyżej 5 - ciężko przez ten rok na nią pracowała

Pan Supermatematyk (wiecznie kreatywna monsterowa pani podarowała każdemu dziecku zalaminowaną czterolistną koniczynkę na szczęście na nowej drodze życia oraz medal, na którym umieściła najbardziej charakterystyczny rys danego dziecka - bardzo się cieszę, że się z nią nie rozstaję)

A! Monster wyciągnął się z religii na piątkę! Tak się przejął moją reprymendą, że brał wszystkie możliwe prace dodatkowe. Proszę, jak chce to potrafi pracować.

oraz Pan Absolwent aka święty Franciszek (zwierzątka go lubią)

- Spory pasikonik, prawda mamo? Możemy go trzymać w słoiku? Zrobię dziurki w pokrywce!

 

Monstery płynnie wskoczyły w tryb

 

basen-rower-jedzenie-budowanie zamków z piasku-basen i tylko biedna Monsterówna z opóźnieniem przechodzi z jednego ekosystemu do drugiego, bo dłuższe włosy jednak bardziej czasochłonnie schną (a ona nawet suszenie robi precyzyjnie, jak wszystko, czego się tknie). Latają więc nasze Monstery niczym chomik Łobuziak w karuzeli, bo takie już są. Albo może tak wytresowane,że nie mogą przestać.

Monstera przesadziliśmy na większy rower, w zasadzie tylko dlatego, że Monsterino dla komfortu jazdy powinien był dosiąść 20'. Taka prawidłowość dziedziczenia sprzętu wśród rodzeństwa z małym wyjątkiem dziewczyńskiej rowerowej linii kolorystycznej.  Obaj chłopcy deklarowali przed zmianą dozgonną miłość do swoich dotychczasowych mustangów, ale błysk w oczach Monstera, gdy zobaczył po prostu o rozmiar większą wersję swojego najukochańszego, najbardziej wypasionego, supersportowego (on ci jest autorem epitetów) roweru, powiedział wszystko.

Monsterino okazuje się, że także bardzo zadowolony (ale mój zostanie w piwnicy, tak? Oczywiście - razem ze wszystkimi poprzednimi - muzeum otwieramy). Troszkę gubi się z hamulcami, bo przecież w 20' nie ma już nożnego, ale najwyżej wrzeszczy z daleka, żeby się odsunąć, bo nie może stanąć. Co do zmiany biegów, to radzi się starszego brata. Przed kluczowymi przeszkodami drogowymi uzgadniają wspólną wersję.

Archiwum
do Monsterowa tędy