środa, 27 lipca 2011
hop siup przez belkę



Pani Kasia, jazdy konnej instruktorka, wprowadziła w tym roku nowy element do nauki - przejście przez belkę. Od kiedy Monstery zaczęły spotykać się z końmi pani Kasi, jestem pod wrażeniem jej cierpliwości, spokoju i opanowania, a wystarczy chwilka konwersacji, by utwierdzić się w przekonaniu, że także ścieżkę edukacyjną młodzieży ma głęboko i bardzo wieloaspektowo przemyślaną.
Choćby to, że dzieci cmokają przed belką, by nauczyć się sygnalizowania, gdyż ich łydki za słabo działają na konia, ażeby ten odpowiednio spiął się przed przeszkodą, a uczą się mechanizmu, że sygnalizować trzeba (a potem reakcji na ewentualne potknięcia konia). Albo jazda na oklep:  to nie tylko urozmaicenie lekcji, ale celowy ruch, by poznać konia au naturel wszystkimi zmysłami. Że uczy zachowań na różne sytuacje, przybliża końską psychikę, potrzeby, by rozumieli zwierzę, a nie tylko poznali instrukcję obsługi urządzenia do chodzenia. Tylko takich nauczycieli-pasjonatów życzyłabym sobie dla Monsterów.


Monstery starsze chodzą po padoku same, Monsterino szybko dogania starszych na lonży, ma najlepszą postawę na koniu (pani żartuje, że to dlatego, że jeszcze do szkoły nie chodzi, więc się nie garbi) i żadnych uprzedzeń ani hamulców (zwłaszcza, że zahamowanie konia do łatwych zadań nie należy;))


Monster opanowuje koński wsteczny bieg:




Troszkę więcej o Monsterze będzie dzisiaj, bo chłopak przechodzi samego siebie.
Przede wszystkim zakupiony w grodzie Kraka scyzoryk stał się jego najlepszym przyjacielem. Na nasz coweekendowy przyjazd wystrugał
całkiem sporą kolekcję bogato rzeźbionych kijaszków (dodatkowo wymalowanych kolorowo),



a nawet flet (przy pomocy dziadka - sklejenie dwóch połówek kija i taty - wywiercenie dziurek). Monsterbabcia stanowczo odmówiła obserwacji obcinania sobie palców przez wnuka, toteż teraz czas ze scyzorykiem jest dawkowany tylko pod nadzorem.

Być może tego właśnie Monsterowi było trzeba w życiu. Hasła: Roooobeeeert! Do drewutni!


Poza tym Monster produkuje papier. Wyczytał w podręczniku, jak się go robi, przypomniał sobie z wizyty w wytwórni, że trzeba "sitkiem go", ale zanim do etapu odsączania dojdzie, czuwa nad miksturą.



A już zupełnie zaskoczył mnie, choć powinnam się właściwie po nim tego spodziewać, nakierowaniem na cele.
Namawia mnie od dłuższego czasu na szósty tom Harrego, a ja mnożyłam warunki. Żeby sam coś przeczytał, jakieś zadanka porobił, cyfry po angielsku poćwiczył, bo mu się pisownia myli.

No to siadł (a właściwie położył). I odfajkował.



Potem streścił mi książkę, żebym nie myślała, że tylko strony przewraca.
Sprawnie mu to poszło, powiedział, że się podobała.
- No widzisz - mówię - to chyba czytanie książek nie jest takie najgorsze zajęcie!
- Przeczytałem, bo taki był warunek, teraz ty czytasz, bo jak nie, to będziesz mieć grzech kłamstwa - powiedział wymijająco i tyle się dowiedziałam
poniedziałek, 25 lipca 2011
santa gaia


- Czy jest taki grzech, że się nie dba o swoje ciało? - ma wątpliwości Monsterówna

- Tak - mówię -  a o co dokładnie ci chodzi?

- Bo przemoczyłam spodnie i siedziałam w mokrych, bo mi się nie chciało ich przebrać - zwierza się Monsterówna

I co tu jej odpowiedzieć, żeby mądrze wyszło.  Że będzie to grzechem dopiero, gdy zachoruje? Powiedziałam, że to raczej z lenistwa musiałaby się spowiadać... wyjaśniając, że nie musi biec z tym do konfesjonału, tylko przy okazji.

Wracając do drugiego dnia krakowskiej wycieczki, to zupełnie przypadkowo nocowaliśmy tuż przy odcisku...


A Monsterówna już parę lat temu zauważyła, że świętej o jej imieniu nie ma. Ma dużą szansę zostać pierwszą.

Drugi dzień przeznaczyliśmy na włóczenie się po murach, a potem po ogrodzie.


Próbę żyroskopową wymyślił Monsterino, a ostatecznie on jedyny tylko obserwował.

Monster może zostać astronautą, Monsterówna wolałaby jednak w przestworza dostać się przez wniebowstąpienie.

A tu panna kronikarka przy pracy.

Ten tydzień przepływa pod egidą depresji Monsterównej, że Harrego Pottera za szybko się czyta.

Bo zaczęła serię od początku i oderwanie jej od książki graniczy z cudem.

- A w środę będziesz mi jęczeć przez telefon, że przeczytałaś książkę i nie masz, co robić! - przekonuję Monsterównę do dawkowania sobie przyjemności

- Właśnie. Mogłaś od razu przywieźć drugi tom! - odparowuje Monsterówna

czwartek, 21 lipca 2011
zieje, jakże by inaczej




Monsterówna zaczęła pisać Sprawozdanie z wycieczki do Krakowa zanim w ogóle wyruszyliśmy.

Przed wyjazdem do Krakowa zapoznaliśmy się z legendami o tym mieście.

Faktycznie troszeczkę pokatowałam ich Historią Żółtej Ciżemki i przypomniałam najpopularniejsze krakowskie historie, ale tak naprawdę impuls do wyjazdu dał nam Pompon, a właściwie Pulpet i Prudencja - rodzeństwo smoków żyjących obecnie w Smoczej Jamie, za drzwiami z napisem :"Przejście służbowe. Tylko dla personelu" .

- Ciekawe, czy tam tak rzeczywiście jest... - zadumał się Monster

Pojechaliśmy sprawdzić.

Bardzo możliwe, że kolejna, krakowska lektura: Z Babcią Brygidą po Krakowie, otworzyła nam przedział dla matki z dzieckiem do lat 4, mimo, że Monsterino bronił się otwarcie przed zakwalifikowaniem do tak młodych wiekiem. Prawdopodobnie jednak już nikt z pasażerów oraz obsługi nie miał dalszej ochoty na (bardzo) głośnie słuchanie o babci Brygidzie. Tylko, że musiałam przekrzyczeć turkot kół.

Zanim zakwaterowaliśmy się w naszym hostelu, poszliśmy obejrzeć słynny ołtarz Wita Stwosza. Mieści się on w ogromnym kościele - Bazylice Mariackiej. Wychodząc z bazyliki usłyszeliśmy Hejnał Mariacki.

I zobaczyliśmy kawałek trąbki.
Monstery czekały w napięciu na urwanie się melodii.
Nie rozczarowały się.

- Teraz nóż! - oświadczył Monster - tylko nie zauważyłem tej złotej ciżemki na ołtarzu, była?
- Jestem głodny - stwierdził Monsterino
- Żółtej, nie złotej. - skorygowała Monsterówna - A stópka gdzie jest?

Nóż, którym brat zabił brata miał wisieć w bramie Sukiennic na wprost wejścia do Kościoła Mariackiego.
Przeszliśmy w pełnym rynsztunku (nadal nie zostawiliśmy bagaży) wzdłuż i wszerz sukiennic,ale noża nie było. Dopiero dzień później Trusiowy Brat dał nam cynk, że nóż ukradli.

Po zostawieniu bagaży w naszej kwaterze, poszliśmy na obiad.



Już mieliśmy wychodzić, gdy lunęło. Udałam, że nie widzę chmur.
- Przejaśnia się! - zaczęłam czarować - To tylko trzy krople spadną i wypogodzi się - mamrotałam zaklęcia, gdy pruliśmy w sandałach deszczowymi strumykami, który przy tym urwaniu chmury potworzyły się na chodnikach
- To są według ciebie trzy krople!? - denerwował się Monster spod kaptura
- Umieram z głodu! - wrzasnął Monsterino
- Idziemy właśnie na obiad - wyjaśniłam - nie jesteście z cukru - dodałam
- My może nie, ale możliwe, że nam się rzeczy rozpuszczą, tak pada - skwitowała Monsterówna

Przy Wiśle nagle przestało padać.


- Widzicie?! - zawołałam zadowolona, mimo, że obciążona dodatkowo czterema przemoczonymi przeciwdzeszczówkami - To Wisła!

- Możemy popływać? - zapytał Monsterino zdejmując przemoczone sandały
- Gdzie ten sztuczny smok?  - Monster zażądał pokazania mapy
- A ta restauracja? Bo ja też już jestem głodna! - zamarudziła Monsterówna

- Smok tu, restauracja tam - wskazałam palcem na mapie - wszystko po drodze
- O, jacie! - westchnął Monsterino przechodząc koło straganów z pamiątkami - ale supermiecz!

Po obiedzie mieliśmy zejść do Smoczej Jamy, ale zdecydowaliśmy najpierw zobaczyć Dzwon Zygmunta. Wchodząc na wieżę, gdzie wisi dzwon, mijaliśmy jeszcze inne, też duże. Dzwony mają imiona jak królowie Polski.


Gdy przy kasie okazało się, że za wejście na Dzwon płacą dopiero siedmiolatki i starsze, Monsterino rozbeczał się żałośnie.

- To trzymaj mój bilet! -
rzuciliśmy się we trójkę do niego
- Ale ja tam nie wejdę! - łkał dalej
- Wejdziesz, oczywiście, że wejdziesz, spokojnie dasz radę - przekonywałam -  Nie widziałaś, co tam jest napisane??? - wykrzyczał Monsterino przez łzy -  że dopiero mogę, jak będę mieć 7 lat!

Jakoś go przekonaliśmy, że wchodzi zupełnie promocyjnie, aczkolwiek miał niezłego stracha, bo drewniane schody skrzypiały i cały czas nas popędzał i ostrzegał, że wszystko się zawali i spadniemy.
Pewnie nikt jeszcze nie oglądał dzwonów plus panoramy Krakowa z wieży w takim tempie (nikogo poza nami nie było, więc Monstery mogły zbiegać na łeb na szyję, byle zdążyć przed zawaleniem).


W Katedrze zobaczyliśmy groby królów Polski. Szczególnie podobał mi się grób Królowej św. Jadwigi. Obok były pokazane jej insygnia królewskie.

- Idziemy do Smoczej Jamy? Kiedy idziemy do Smoka?-
poganiali chłopcy, podczas gdy Monsterówna wpadła w stupor przed grobem Jadwigi, bo jej historia szczególnie mocno ją wzruszyła.

Do Smoczej Jamy schodzi się po kręconych schodach w głąb Ziemi.

Monstery bardzo metodycznie zbadały każdy załomek skalny pieczary. Nigdzie nie znalazły żadnych drzwi z jakimkolwiek napisem.


- To dlatego, że tu przecież w ogóle nie ma PERSONELU! - zawyrokowała Monsterówna - ona to sobie wszystko wymyśliła! - dodała ze zrozumieniem, jak to pisarka o warsztacie innej autorki.

Właściwie można by zakończyć opis pierwszego dnia wycieczki po Grodzie Kraka na kramach z pamiątkami przy smoku. Monstery, posiadacze majątku w wysokości 25 zł na łebka, dostały oczopląsu.

- Ten miecz! - oświadczył Monsterino dokładnie przejrzawszy ofertę kasowyciągaczy - ma smoka tu, gdzie się trzyma! - dodał, bo zasugerowałam, że wybrana pamiątka powinna mieć coś w sobie krakowskiego i że bakugany-podróbki to kiepska propozycja.

Monsterowi zaświeciły się oczy na widok scyzoryka (od dawna o takim marzyłem, potrzebny mi na grzyby) i szybko wyliczył, że oprócz tego dokupi figurkę smoka (to właściwy akcent).

Monsterówna wybrała smoka na wzgórzu wawelskim w kuli śniegowej.

Ostatecznie wszyscy wyszli jeszcze z pukawką.

- Szykują się na wojnę? - kpił Monstertata via komórka
 
Po wyczerpującym dniu pobawiliśmy się przy fontannie na placu Szczepańskim i bardzo zmęczeni wróciliśmy do hotelu. - Monsterówna z hukiem zamknęła zeszyt, gdy prawie dojeżdżaliśmy do naszej stacji  - resztę opiszę jutro.


Takoż i ja uczynię.

P.S. Monsterówna powiedziała, że to, co napisała jest na brudno i jeszcze będzie poprawiać, żeby słowa się nie powtarzały. A pomysł, żeby na gorąco opisywać powstał, gdy zdała sobie sprawę, że w zeszłym roku pojawiło się takie zadanie domowe, a ona nie wiedziała, którą wycieczkę opisać. To teraz GDYBY się pojawiło, to już ma.

Taka zapobiegliwa istotka z niej.

środa, 13 lipca 2011
telefonozależna



Monsterówna dzwoni codziennie. Rano, żeby powiedzieć, co zamierza robić, wieczorem, by zdać relację, z tego, co zrobiła. Szczegółowo.
Miłe jest utrzymywanie kontaktu na bieżąco i nie mam serca poprosić ją o zmniejszenie częstotliwości, aczkolwiek czasem detalizm córki mej jest ponad moją wytrzymałość.

- Czy trzciny nad jeziorem są pod ochroną, bo nie pamiętam? - pyta przed południem, bo byli nad jeziorem i nie pamiętali, czy mogą zerwać

Guglam w trakcie rozmowy. Wydaje się, że skoro jezioro nie jest w parku narodowym, to można.

- Czy możesz powiedzieć coś chłopakom, bo wymyślają brzydkie piosenki? - żąda przed spaniem

Przemawiam chłopakom do rozumu, choć podejrzewam, że nieskutecznie, bo słyszę, że mają głupawkę w związku z brzydkimi rymami.

- Tym razem rozdział jest o nimfach i ich podwodnym świecie - informuje wczesnym popołudniem o swojej powieści w odcinkach - chcesz posłuchać, co już napisałam?

Trwa kampania przeciwko telefonicznemu uzależnieniu dzieci. Powoli Monsterówna się kwalifikuje.

Panna Nimfa Podwodna.



I Nadwodna




Chociaż to Monster zaczął



Monsterino za to wypalił:

- Ty to jesteś specjalistką od kupowania rzeczy, których się nie da użyć!

Szczerze mówiąc, zamurowało mnie na dłuższą chwilę. Zastanawiałam się nad wyważoną odpowiedzią, gdy powoli zbierałam szczękę z ziemi. W pierwszym odruchu chciałam się bronić, prosić, żeby takie oskarżenie poparł listą przypadków, w drugim odruchu chciałam się obrazić za tak jawną potwarz,  a w trzecim odruchu - wybuchnąć śmiechem pustym. W końcu podeszłam do sprawy poważnie.

Bo chodziło o to, że z dmuchanego skutera głównie się spada, zamiast pływać na nim siedząc okrakiem.
Wytłumaczyłam mu, że taki jest właśnie cel tej zabawy. Do wody z zabawki spadanie.
Dopiero wtedy stałam się znowu mamusią kochaną.



wtorek, 05 lipca 2011
twórczość leśna i krasnoludki





Monsterówna napisała dwa rozdziały powieści.
Najpierw było opowiadanie, bardzo udane moim skromnym, amatorskim zdaniem, a że nie mogła się rozstać z bohaterami, więc namówiłam ją na cykl.

Teraz szukam wydawcy;) Może dziewczyna sobie na studia zarobi...


- A czy jest taki taki zawód krytykowanie tego, co ktoś inny napisze? - zainteresowała się Monsterówna
Potwierdzam jej podejrzenie.
- Ale ja bym wolała, żeby nikt nie mówił nic złego o moim pisaniu - martwi się na zapas.

- Ale recenzja może być pochwałą - wyjaśniam

- Aha. To chyba, że tak - zgadza się

Troszeczkę w obsesję z rozciąganiem wpadli. Nawet Monsterino się rozciąga (tu, w muzeum, akurat, czemu nie). Starsze Monstery sekundują bratu w osiągnięciu według nich optymalnego przygotowania do egzeminu dopuszczającego do klasy akrobatycznej.

Boją się, że ze względu na odbiegające warunki fizyczne (niezauważalnie -wg mnie, mocno - wg domorosłych ekspertów), nie zostanie przyjęty, a przecież tak nie może być.



Weekendowo poszwędaliśmy się po Wrocku.

- Co to jest? - zapytali w parku

- Łódka - przeczytałam podpis na rzeźbie

- He, he! Przecież taka łódka od razu by się zatopiła - śmieje się Monster

Ok, zgadzam się, że nie rozumiemy sztuki współczesnej (a obok na drzewach zawisły gigantyczne gniazda ze skulonymi olbrzymami w nich. Na pewno praca ta ma głębokie uzasadnienie, wytłumaczenie i tło historyczne. Na pewno.)

Jednak najciekawsze we Wrocławiu jest szukanie krasnoludków. Od zeszłego roku przybyło ich kilka, co Monstery przyjęły z dużym entuzjazmem.



I nasz ulubiony pomnik. Ku czci zwierząt rzeźnych.




Poza tym Monsterino znowu się zgubił.

Przed wejściem do galerii, jako, że Monsterdzikusy nie chodzą po sklepach za często, przypomniałam zasady bezpieczeństwa. Że jakby co - mają iść do jakiejkolwiek sprzedającej, a ona będzie wiedziała, gdzie pójść, by ogłosić przez megafon.

No to Monsterino musiał przetestować system. Dopadliśmy go (Monster w zasadzie), gdy z dwoma dziewczynami szli ogłosić, że się zgubił.

Monsterinowe historie z życia świadczą, że zdecydowanie zostanie testerem zabezpieczeń.

Archiwum
do Monsterowa tędy