czwartek, 30 lipca 2009
wyrodni rodzice




Jak bardzo egoistycznym trzeba być, samolubem śmierdzącym, by zostawić swe liczne, tęskniące w większości, potomstwo i wybrać się na ekskluzywne wakacje we dwójkę?
Tylko wyrodni monsterrodzice są do tego zdolni.

[Prawdę mówiąc WCALE nie miałam ochoty jechać (tak, tłumaczę się, siebie, sobie i tej pani, i temu panu), a tym bardziej lecieć, pakując się tylko jednoosobowo (zakładając, że monstertata pakuje się sam). Po ponad ośmiu latach macierzyńskich doświadczeń, taki stan wydaje mi się nienaturalny. No, ale monstertata użył ARGUMENTÓW. Nie przytoczę, bo to blog o monsterach, a nie monsterrodzicach. Już nie wchodząc w dalsze dywagacje, najgorsze jest wytłumaczenie, z jakiej okazji tak się wyrywamy. Żadnych okrągłych rocznic, środek remontu, no i nieatrakcyjna destynacja wakacyjna - kto na wakacje leci do Irlandii, gdzie komary, 16 stopni i zabijają Polaków, no kto?. Koniec dygresji]


Zatem szarpiemy się z monstertatą roboczo i remontowo, żeby nie narobić zaległości na żadnym z frontów, rzutem na taśmę wrzucimy polary i goretexy do walizek i wizzujemy na tydzień.
Natomiast jeśli chodzi o przyjacielski apel, to zadziałała siła internetu: do leśnej głuszy przyjechała do Monsterów koleżanka z okolicy. Niniejszym pozdrawiam Maję i jej mamę, Olę:)

I mimo wszystko wyjeżdżam w poczuciu winy. Chociaż przytroczę do sakw
adekwatną lekturę, to i tak mnie boli, że na lotnisku nie będzie podekscytowanych Monsterów, a na pewno by im się spodobało.
Co ja zrobię, że wizualizuję całą, dorosłą już wtedy, trójkę łkających na kozetce psychoanalityka: "tak, bo moi toksyczni rodzice zsyłali nas na wakacje w las, a sami latali po świecie"

Wszystkim, którzy zamierzają spędzać najbliższe dni, po bożemu, z całą familią, życzę dobrej pogody. Bo na Zielonej Wyspie na pewno będzie padać.
 

wtorek, 28 lipca 2009
vintage




Trochę zmartwiłam się narzekaniem starszych Monsterów na leśną głuszę. Bo, jak to? Całe życie im powtarzam, że nudzą się tylko mało inteligentne osoby, zatem jakie mam wyciągnąć wnioski? (zgroza!)  Przecież im tyle różnych pomysłów podrzucam im ja, babcie, dziadek, a one się nudzą? (mają czelność?!) Z drugiej strony, dzieci muszą się trochę ponudzić, po to są wakacje. W czasie roku mają wystarczająco dużo zorganizowanych zajęć. Teraz powinni eksplodować własną twórczością... a może właśnie z powodu zbytniego ciągle za nich organizowania, chciałyby tylko na gotowe przychodzić...?
Pojechałam zatem po bandzie i wyciągnęłam pouczające lektury. (aczkolwiek "Serce" Amicisa uznałam jeszcze za trudne).

Taką "Bułeczkę" na przykład. O dziewczynce, której do zabawy wystarczyły wróble za oknem.
Albo Karolcię (dopisana trzecia część, ale naprawdę całkiem w stylu Krugerowej, polecam!), która marzyła o lalce. Bo nie miała ŻADNEJ.
Popatrzyłam się znacząco na Monsterównę, ale że ona poczyniła ostatnio znaczne czystki w swoim stanie posiadania, więc nie poczuwa się do winy.

Prababcia nie miała nawet kredek, zanim poszła do szkoły.
Monstery nie mogą tego pojąć.

Poczytaliśmy, pogadaliśmy i tak na spokojnie obserwując Monstery, doszłam do wniosku,że  jednak nie jest z ich kreatywnością najgorzej. O dziwo, nie napraszają się o telewizję. Rozumieją, że w lesie to nie przejdzie. I wymyślają, jednak coś tam wymyślają.

...wykopali stary hamak, który jeszcze pamięta moje dzieciństwo, a już wtedy wydawał mi się stary...



Uwielbiam, jak naradzają się i znikają.
Przez płot, cichcem.
Mają swoje sekretne miejsca, budują bazy.
To są właśnie prawdziwe wakacje.  A nie te z narzuconymi zajęciami przed i popołudniem. (tak, troszkę ich straszę półkoloniami, gdy jęczą, że absolutnie nie wytrzymają z nudów ani tygodnia dłużej)


A z retro rozrywek w leśnej głuszy bywają:

- zakupy w byłym GS-ie, gdzie panie ekspedientki mówią z dziwna, po śląsku, a choć dla mnie to brzmi jak spolszczony niemiecki (a może tak właśnie ma brzmieć)

- przyjezdne wesołe miasteczko z obskurnymi atrakcjami, którego obsługa, mamy wrażenie, że w ogóle nie mówi, tylko porozumiewa się na migi i chrumknięcia, chociaż wydaje się, że nie są chorzy, ani nie opóźnieni w rozwoju.

- kąpiel w jeziorze. Z wodorostami.



Monstery kontynuują też łażenie po drzewach i wszelkich naziemnych konstrukcjach





...choć nadal ogłoszenie o towarzystwie jest aktualne - można stacjonować nad samym Jeziorem Turawskim, bo w tym roku już nie dam rady nawiązać kontaktu z sąsiadami mającymi domki obok i nieużywającymi ich na codzień (a nasz za mały na gości). Natomiast do przyszłego roku może coś się uda podnająć...




czwartek, 23 lipca 2009
pani na włościach



Monsterówna przenosi kuchnię między piętrami i gada, gada, gada. Straszna gaduła z niej.
- Mamusiu, mamuśku, tak chyba jest, że starsze dzieci są bardziej związane z rodzicami niż młodsze!

To komentarz do ciągłego dzwonienia z leśnej głuszy z jękami o tęsknocie i o awanturze, jaką zrobiła, gdy wyszłam do pracy nie zbudziwszy jej wcześniej, by dać buziaka na dzień dobry.

Szczerze mówiąc, zachowanie Monsterówny jest tak dziwne, tak inne od jej zwykłego, że aż się zaczynam zastanawiać, kto mi podmienił dziecko i czy chociaż mogę to złożyć na karb wczesnego dojrzewania. (Mamy już za sobą: rozmowę, dlaczego nie mogę jej całować prosto w usta, a tatę owszem, pytanie, dlaczego jeszcze nie kupiłam jej biustonosza oraz pierwszą depilację nóg).

Tymczasem w leśnej głuszy ciszej trochę. Wydaje się, że pomiędzy chłopakami jest 
mniej tarć niż gdy jest cała trójka. Monster trochę narzeka, że już chce wracać, ale tak naprawdę, to on chce ciągłego ruchu, zmian, a w mieście nudziłby się tak samo.
Najszczęśliwszy jest Monsterino. On ma wszystko, co do szczęścia w upał potrzeba.
I sama nie wiem, czy dobrze to i prawidłowo, ale wydaje się, że te nasze starszaki to zwierzętami stadnymi są. A może to kwestia wieku. Że gdyby miały towarzystwo w swoim wieku, to leśna głusza byłaby dla nich prawdziwym wakacyjnym rajem. Ktoś chętny, żeby przyjechać chociaż w pobliże?



wtorek, 21 lipca 2009
małpy


Jak to jest, że lądujemy w mieście, w którym Monstery jeszcze nie zostawiły śladów swojej bytności, a koniec końców i tak docieramy do ogrodu zoologicznego? Niedługo będziemy mogli opracować przewodnik po zoologach polskich. Z grubsza: opolski prowadzi w rankingu.

Za to we wrocławskim są lody barwy smerfowej (Kolor ładny, ale okropne w smaku - podsumowała Monsterówna)



I małpi gaj.
Właściwie to naciągactwo, żeby trzeba było wejść (i zapłacić) do Zoo, skoro i tak przeważającą część czasu Monstery spędziły łażąc nad ziemią, a tu i tak trzeba płacić osobno.



Ale sam plac jest świetnie zaprojektowany.
Można było przechodzić górą...



albo jeszcze większą górą....



....albo doliną



- Dam tej biedlonce całuska! Nie! Lepiej polizę biedlonkę!

Biedronki zostały generalnie wymyte śliną Monsterina (im bardziej starałam się go przekonać, że nie dotyka się brudnych rzeczy językiem, tym bardziej Monsterino starał się udowodnić, że akurat te konkretne biedronki są bardzo czyste).
Odpukać, na razie babcia nie donosi o aftach w Monsterinowym otworze gębowym.


piątek, 17 lipca 2009
kwestia uszczegółowienia



Po zaledwie dwóch tygodniach wakacji Monsterówna stwierdziła, że porobi sobie mnożenie i dzielenie.
W trzecim tygodniu wakacji chyba już nie wytrzymuje braku wyzwań intelektualnych, bo daje się namówić na OPISANIE wycieczki do kopalni. A wiadomo, jaka ciężka do pisania jest Monsterówna.
W trzecim tygodniu wakacji Monsterówna jęczy przez telefon, że ona będzie pomagać przenosić kuchnię i w ogóle będzie cichutko siedzieć w swoim pokoju, bylebyśmy ją wzięli do domu chociaż na tydzień.
Oj, coś mi się wydaje, że w przyszłym roku będzie gotowa na kolonie...

A tak organizując naprędce opiekę nad Monsterówną i plan tygodnia (gdzie tu, pomiędzy te wszystkie aerobiki wodne, wcisnąć córkę) przypomniała mi się anegdotka jeszcze z czerwca, nieopisana z powodu spiętrzenia innych zdarzeń.

Otóż pewnego pięknego dnia, Monsterówna rzuciła mi prosto w twarz:
- Mamusiu, a co to jest seks?

Nie pamiętam już, co wtedy robiłam - płukałam truskawki czy wieszałam pranie, ale w ciągu sekundy miliony myśli przebiegły mi przez głowę.
Pierwsza była niezwykle krzepiąca: "to już?!", druga, nie mniej wspomagająca: "czy powinnam teraz z nią usiąść w ustronnym miejscu czy nadal robić, to co robię rozmawiając mimochodem...?!"
Wybrałam drugą opcję, przecież jestem uświadomiona, nowoczesna, oczytana, no, krótko mówiąc, dam radę i przy truskawkach.
- Seks jest wtedy, gdy kobieta i mężczyzna się kochają! - wypaliłam i natychmiast zbeształam się w myślach, że brzmię jak młodzież wszechpolska i nie dodałam mniejszości seksualnych. Potem natychmiast się zgromiłam, że to, co powiedziałam jest bez sensu, bo może być seks bez miłości i co ma miłość do tego i że właściwie powinnam zrobić w tył zwrot i zacząć od początku, ale czy powinnam ośmiolatkę wtajemniczać w zawiłości tego typu...

No i tak nerwowo przerzucałam wątki seksualne w głowie, gdy tymczasem Monsterówna stała przede mną i patrzyła na mnie z niezrozumieniem czy niedowierzaniem w oczach.

- Tak? - spytała zdziwiona - Ale wiesz w tej piosence (i tu zanuciła kręcąc biodrami) "Bo we mnie jest seks!" to nie za bardzo pasuje....

Nauczka na przyszłość: żeby poprawnie odpowiedzieć na pytanie, dobrze je na początek zrozumieć...
środa, 15 lipca 2009
monstery kopalniane




Oprócz garaży podziemnych w centrach handlowych, Monstery nie miały zbyt dużo okazji do podróży wgłąb globu. Dzięki Monsterdziadkom, którzy wzięli całą bandę na wycieczkę, dotarli nawet do podziemnych złóż srebra, gdzie chłodno i mokro.


Podobało się.


Opowiadali o wycieczce z wielkim przejęciem.

Było też trochę naziemnych, kolejowych eksponatów, hojnie oznaczonych tabliczkami, że nie wolno ich nawet tknąć.

Niektórzy próbowali...


wtorek, 14 lipca 2009
sterowanie



Monsterównie brakuje w leśnej głuszy towarzyszek zabaw. Jawnie niepolitycznie poprawna dyskryminacja płci.

Dwoma braćmi można co najwyżej chwilę posterować...



chwilę
bo dłużej się nie dają.

W tym roku nie przyjechała o rok starsza Amelka, a trzy lata starsza Asia jest tylko chwilowo.

- W środę się pakuje, bo jedzie na kolonie - relacjonuje mi Monsterówna przez telefon

Co jakiś czas musimy do siebie krzyczeć, bo zasięg w leśnej głuszy jest podły i zanika.
A Monsterówna zdaje sprawozdanie ze szczegółami. Wieloma.
Najgorzej, gdy połączenie zostanie przerwane w czasie zdania dwukrotnie złożonego...

Monster przeszkadza w rozmowie. Słyszę go w tle, więc polecam Monsterównie zaszantażować, że powiem mu coś niemiłego za chwilę. Monster odwrzaskuje, że w takim razie, nie będzie ze mną rozmawiać.
Jasne.
Monstera rozpiera. Dobrze, że jest pogoda, to nie rzuca się jak lew w klatce, ale znaleźli z Monsterówną tajemne przejście przez płot. I mogą sobie znikać.
Przed Monsterinem i całym światem.

Monsterino bawi się najlepiej. W tym wieku ciężki plecak pełen hotwheelsów, regularne posiłki i spacer są najlepszym sposobem na wakacje.

- Pójdziemy na malutki spacelek? - przymila się

Babcia już zna te propozycje. Gdy raz tak się wybrali, to wrócili po trzech godzinach. Mnie udało się po godzinie, ale tylko dlatego, że obiecałam, że pojedziemy jeszcze rowerami.

Piechur i biegacz.
 I tak to potem wygląda:




My na rowerach, a chłopaki biegną



Monsterówna ćwiczyła jazdę z jedną ręką na kierownicy i gdy wreszcie jej się udało była bardzo z siebie dumna, póki Monster nie uświadomił jej, że to żaden wyczyn i że on już to "od dawna" potrafi.
Taaa... nie ma jak działające na podwyższego self esteem'u rodzeństwo...



środa, 08 lipca 2009
wykrętasy/ wkrętasy



- Pląd kopie i koń moze kopnąć! - Monsterino dzieli się kolejną zaobserwowaną analogią

- Wspaniale to wymyśliłeś - pluję mu do ucha

- Jesteś kochaną mamusieńką, kochaneńką - słodzi Monsterino - najlepsiejsią!

Jest słodki. Wszystkie trzy Monstery są słodkie, gdy tak relacjonują miniony tydzień i plany na następny.
Pierwsza godzina po spotkaniu bez zgrzytów. Choć oczywiście tarcia zaraz nadchodzą, gdy schodzi radosna atmosfera świeżospotkaniowa.

- Włóż sandały albo klapki - proponuję Monsterinowi
- Jestem węzem! Węze nie nosom butów - wije się Monsterino z szelmowskim uśmiechem na licu

Wieczorem zmienia postać.
- Jestem zukiem! Zuk nie ubiela skalpetek! - tłumaczy swoją niechęć do onucy

No i co na takiego można poradzić...

Tymczasem Monsterówna wyprosiła okolczykowanie. Scedowałam sprawę na kuzynkę.
Z sukcesem.





Jeszcze raz, dziękuję Ci, Kasiu!




Monstertata wprawdzie mruczy, że na dziary to już się nie zgodzi, ale czy on będzie miał coś do powiedzenia? Za te parę lat, powiedzmy...




wtorek, 07 lipca 2009
it's good to be me



zapominając o tych wszystkich momentach, kiedy średnio good;)



a przy tym czytaniu zasnęłam w połowie zdania (co na czytanie komiksu jest nie lada wyczynem)
Do leśnej głuszy dotarliśmy o 8 rano, z Gdyni wyjechaliśmy o 1. Monstertata nie spał 24 h, czyli wyczyny Jack'a Bauer'a są możliwe;)

Z braku koleżanek, Monsterówna tresuje braci w zabawie pet shopami



czasem udaje im się współpracować, a przynajmniej nie działać sobie na nerwy, a czasem nie



robią też rzeczy niebezpieczne, których im nie wolno robić

POWTARZAJCIE ZA MNĄ: NIE BĘDĘ ROBIĆ TEGO W DOMU!





Monsterino usilnie aspiruje

do towarzystwa



Wszyscy już wiedzą, że jest duzym psedskolakiem. A jeśli ktoś śmie wątpić, to mu się to szybko wyklaruje.
 

piątek, 03 lipca 2009
koniec jęczenia czyli nadrabianie zaległości




- Ja tęsknię... - zacina się Monsterówna, głos jej się łamie - brakuje mi ciebie...

Kto by pomyślał... ho, ho... Monsterówna. Więc jednak mnie trochę lubi. Rozumiem, gdy Monsterino dmucha w słuchawkę, żebym już wróciła z pracy, wyobrażam sobie, choć już trudniej, ale też komunikuje o tym wprost, że tęskni, Monster, ale Monsterówna?

Muszę to sobie utrwalić i przypominać w czasie roku szkolnego, gdy trzaska drzwiami i wpada w histerie.

Właśnie sobie przypomniałam banalny tekst piosenki, że życie to rozstania i powroty. Otóż to! Czy byśmy doceniali codzienną obecność całej rodziny, gdy raz na jakiś czas się z nią nie rozstali?

Tymczasem pogoda się poprawiła, więc Monstery odwiedzają kozy, wykopują nasze lokalne dinozaury i nareszcie kąpią się w basenie. My coraz bliżej z przenosinami kuchni i udało mi się przeczytać już 4 powieści z wakacyjnego stosiku.

A do weekendowego spotkania coraz bliżej. Tylko Monstery nie wiedzą, że tym razem do leśnej głuszy, która jest zdecydowanie na południu Polski, będziemy z Monstertatą jechać przez Gdynię.

środa, 01 lipca 2009
opuszczone gniazdo - studium przypadku, część pierwsza i nie ostatnia



Pusto.
Cicho nie jest, bo Monstertata albo wali w mur (nie, żeby głową z powodu nadmiaru wolnego czasu, tylko narzędziami wszelakimi, co by dopaść rur) albo zapodaje kolejne numery kolejnych zespołów, na których koncerty ciąga mnie z dużą pasją, precyzją i zaangażowaniem. I nie mogę powiedzieć: nie.

Zatem, żeby nie oglądać pustych pokoi i zapełnić sobie czas, prócz wizyt w naszych ulubionych sieciówkach z farbami i meblami, chodzimy na koncerty, monstertata na tenisa, a ja na aerobik w wodzie. Nigdy na to w ciągu roku nie ma jak wygospodarować czasu, a jak teraz czas jest, to jakoś tak bez rewelacji.

[Już nie mówię, że wieczorem upijamy się na smutno, żeby był komplet rozrywek zaliczony. Na kino nie starcza nam siły. Co za upadek!]

Siostry W Wielodzietności przesyłają potępiające gromy, koleżanki obdarzone mniej licznym przychówkiem już w ogóle się do mnie nie odzywają, bo i po co. Tak bez dzieci się spotkać? Ja mogę, a one tylko zazdroszczą. Wynika z tego, że moje ożywione życie towarzyskie związane jest li jedynie z potomstwem. ...

A ja widząc wspaniale rozrytą ulicę, dwie kopary i błyszczący nowością wóz strażacki łapię się na tym, że szukam wokół siebie Monsterina, a zaraz potem myślę, kiedy by go tu sprowadzić, by sobie poobserwował.

Wieczorem, w porze monsterczytania, snuję się po monsterpokojach. Tu zagubiona skarpetka, tam wciśnięty klocek. Zbieram rzeczy do pilnego przywiezienia z list, które mi Monstery przekazały.
Listy Monsterówny nie jestem w stanie w całości zrealizować. W punkcie ósmym i dziewiątym są dwie najlepsze przyjaciółki....



Archiwum
do Monsterowa tędy