czwartek, 31 lipca 2008
przewrotki



Monsterino porwał koszulkę Monstertaty, nałożył ją na głowę i potykając się ruszył w tour po domu.

- To jest kosulka-niewidka! – dobiegło spod koszulki

Najzupełniej niewidka, bo w końcu przewrócił się jak długi.

Monsterino bawi się w swoim pokoju. Ostatnio z racji upałów i oczywiście nieustannych prób przyuczenia, chodzi bez pieluchy.

Niosę naręcze zabawek, ciuchów i innych gadżetów, więc nie patrzę pod nogi, nagle Monsterino krzyczy:

- Ugawa na siki! Mozes się posizgąć!

A jakże. Bardzo orzeźwiająco klapnęłam bosą nogą w kałużę.


poniedziałek, 28 lipca 2008
Półmetek



Monstery starsze wdrapywały się w sobotę wraz z dziadkami na Klimczok, a my w tym czasie gotowaliśmy obiad



i jeździliśmy po lesie



Tylko jedno dziecko na stanie to są wakacje!

Znamiennie jest, że jednym z najważniejszych wspomnień Monsterów ze zdobywania szczytu ("i tam była ścieżka, a nie kamienie!" i "jak się wchodzi na górę to bolą pięty, a jak się schodzi, to palce") była wizyta w McDonaldzie po drodze.
I tak, na mojej to do list, pojawila się pozycja: "pokazać dzieciom Supersize Me", ale tak naprawdę Monsterom bardziej zależy na zabawce z Happy Meala niż na czymkolwiek z menu. Dla ich zdrowia - na szczęście.

No a niedziela to leśnogłuska SPA resort - najpierw odmakamy



Monstery starsze to wiadomo, że przy takiej pogodzie moczą się godzinami. Ale nawet Monsterino dał się zaciągnąć (a potem nie dało się go wyjąć, tak mu się spodobało).



No a potem dwa nowe trudne słowa: manikiur i pedikiur.
I efekt:



Wysokie Obcasy przeczytałyśmy ramię w ramię już ze zrobionymi szponami.

A Wam jak mija półmetek wakacji?


piątek, 25 lipca 2008
precyzyjnie bez wątpliwości



Jako, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, do przewlekłego kryzysu też można.
Kryzysu 2, 5, 7 latka.
Do wyboru.
Dwulatek oczywiście generalnie "nie ce".
Albo bardzo i natychmiast "ce". Zazwyczaj to, czego mu nie wolno w danej chwili (rozbebeszyć portfel, wyrwać klawisze z laptopa). Niewiele tego, ale zawsze.

Zatem woła: "mam pomysł"!, a zaraz potem: "Nie ce pieluchy!".

- Dobra - mówię, w końcu o to mi chodzi, żeby bez pieluchy chodził - ale pamiętaj, że nie masz pieluchy i jak będziesz chciał siusiu...


Monsterino już biegnie i nie słucha.
Jeszcze nie odpyskowuje brzydko i nie macha lekceważąco ręką, żebym nie kadziła. Na razie.

Nie mija nawet pięć minut, gdy wlecze się noga za nogą z powrotem.

- Moke spodnie - oznajmia - Zsikał się - dodaje gwoli niepotrzebnego wyjaśnienia.

- No to trzeba się przebrać - stwierdzam i sama się sobie dziwię, że mówię to spokojnie i NAPRAWDĘ mnie to nie rusza. I nawet gdyby nie podszedł, to bym go w tym mokrych portkach zostawiła. Jedyny minus, że jakoś tak jest, że mu wystarcza lekkie przewianie, by zaczął kaszleć i kichać.

Więc proponuje mu: świeże spodnie bez pieluchy albo świeże spodnie z pieluchą.

- Nie ce - standardowo odpowiada Monsterino

- Takiej opcji nie było! - śmieję się niewychowawczo, bo to jego "nie ce" jest takie zdecydowane i uparte - będziesz chodzić w mokrych? - pytam zdziwiona

- WŁAŚNIE! - potakuje Monsterino i uśmiecha się, że wreszcie go zrozumiałam

No i co takiemu uparciuchowi zrobić?
Siusiu na nocnik robi tylko przed kąpielą, gdy ma dobry humor.
Zdecydowanie za rzadko.

I jeszcze odnośnie zdecydowania:
Monsterino dźwiga wieczorem naręcze książeczek. Ledwo idzie, taki wielki to stos.
Komentuję: Jejku, ile my będziemy dzisiaj czytać książeczek!
- Cydzieści pięć! - pada natychmiastowa odpowiedź



lub coś koło tego.
wtorek, 22 lipca 2008
sezon




w leśnej głuszy w tym roku sezon występów
Monstery starsze przygotowują układ i każą się nagrywać. Monsterino przeszkadza.


A także podchodzą.
Taaaak. Podchody są hitem. Już w zeszłym roku i dwa lata temu były, a w tym roku conajmniej jedne na tydzień. Strzałki, zadania do wykonania i skarb wg mapy na końcu.



a tu trochę za długa próbka możliwości:



poniedziałek, 21 lipca 2008
praca u podstaw




Każdy oświecony rodzic doskonale wie, że potomstwu należy dostarczać wszechstronnych i twórczych zajęć, w przeciwnym razie potomstwo samo sobie takowych dostarczy.
A potomstwo kreatywne jest z zasady, choć niekoniecznie jest to zgodne z polityką domową rodziców.
Zatem zamiast malowania wszechświata na ścianie w reprezentacyjnym saloonie, proponujemy kartkę A3, pędzle i superłatwozmywalne farby.
Klasyka.



Monster z układem słonecznym i Monsterino z czarną dziurą i kolorowymi rękami.

Farby nie zawsze są pod ręką, poza tym sprzątanie po malowaniu trwa dwa albo trzy razy dłużej niż sam proces twórczy, zatem rozglądamy się kreatywnie, jakże by inaczej, po domu i zagrodzie i oto wszechstronnie rozwijające zajęcia same pchają przed oczy - hałdy prania - zatem nauka o kolorach i szlachetnych odcieniach - czarne na jedną kopę, róże/czerwienie na inną, łagodne beże i kremowe, a na końcu biel.
Nic to, że cały hol w odzieży. Nauka i wychowanie przede wszystkim. Potem krótkie przyuczenie/przypomnienie, bo przecież zdolna młodzież obsługę pralki wysysa z mlekiem matki i już pierwsza z prac Herkulesa odfajkowana.
Następnie zmywarka. Punkt pierwszy - rozładowanie.
Ogłoszenie konkursu, "kto szybciej" może się skończyć rozbiciem porcelany, więc genialnie proponujemy segregację pod względem wielkości (delikatne filiżanki w rzucik zgarniamy sami).
W międzyczasie Monsterino pobiera tabletkę do zmywania, sprawnie rozrywa opakowanie zębami, próbuje językiem zawartość, a na mój wrzask: "Nie jedz tego, to trucizna!!" odpowiada rozbrajająco: "Lubię tuciznę".


Dużo emocji za nami, a popołudnie jeszcze młode, toteż zmieniamy dekoracje: ogród.
W ogrodzie Monsterino ciągnie do robienia mu tysiąca babek z piasku, które natychmiast unicestwia.
Na pewno bardzo twórcze to, ale ileż można.
Natchnęło mnie i ektraordynaryjnie wymyślam grabienie jabłek. W ogrodzie klęska urodzaju, zatem drzewa, by uratować choć część dorobku, zrzucają hojnie zgniłki i nieudane egzemplarze.
Bieganie w zimnegobelka kończy się spektakularnymi upadkami w stylu Wilka i Zająca, więc czyścimy teren.
Monsterino wielce zadowolony, bo w grę wchodzi ostre narzędzie, czyli grabie.
Wielka radość, choć manewrowanie dwa razy wyższym trzonkiem nie jest przecież łatwe (na pewno ćwiczy koordynację ręka-oko) . A potem wrzucanie zgniłków do wora - ile tu rozwijających zajęć w jednym - ćwiczymy celność, gibkość, koordynację, szybkość. Już widzę nagłówek w trendy piśmie: "kreatywne zajęcia w naturalnym otoczeniu - przebój lata" i sesję zdjęciową w naszym ogrodzie - Monsterino brudny z góry na dół i Monstermama w niemodnych spodniach (sorry - vintage bermudach).
Ale, ale - na horyzoncie pojawia się Monstertata eksterminujący mlecze z naszego zadbanego khem, khem trawnika.
Co za fart! Ile możliwości rozwoju! Można biegać tam i z powrotem, od mamy do taty i na abarot, chować się za drzewami (to na pewno jest ćwiczenie jakiejś ważnej dla rozwoju umiejętności - na przykład poczucia panowania nad swoim losem, czy czegoś w tym rodzaju).
No i mamy chwilę dla biologii - entomolog amator (dyg w kierunku cioci Tirany)



Monsterino bardzo przejęty stara się nie zgnieść biedronek, czasem od niego uciekają i jest niepocieszony ("otwozyła skydełka i poleciaaałaaa wysoko!"), a czasem bierze ją pod boki chwytem pęsetowym i niesie.
- Połóż ją na trawkę! - wołam
- Nie! - odkrzykuje - Biedonka idzie do piasku, ogądać dzidzia lobi babki!

Jak już mówiłam - gdy się nie przedstawi dziecku atrakcyjnej oferty rozrywkowej, to samo sobie zajęcie znajdzie.
piątek, 18 lipca 2008
ninja osiągi i pogromca



- Oć, mama, zobacyć! Biedonki wykopały tutaj taką DZIULĘ! - Monsterino przykucnął przy wyszarpanej w trawniku na końcu ogrodu dosyć głębokiej dziurze.

- Biedronki raczej nie wykopały tej dziury... - rzekłam z powątpiewaniem

- Mówki! To były mówki! - wykrzyknął Monsterino zmieniając zdanie - A to co jest?

Monsterino przygniótł małego czarno-czerwonego żuczka do podłoża.

- To robaczek - odpowiedziałam. Nie znam się na żuczkach, niestety. - Delikatnie, nie gnieć go! - ostrzegłam

- Delikatnie - wyszeptał delikatnie Monsterino i odłożył robaczka na trawę. Robaczek oddalił się szybkim tempem.

- Lobacku, oć do Teosia! - rozkazał Monsterino robaczkowi i podstawił palec. Robaczek posłusznie wdrapał się na monsterinową rączkę.

- Posuchał lobacek dzidzi! - Monsterino był wyraźnie ukontentowany

- A telaz lobacku: idź na dzewo! - rozkazał

Specjalizacja: treser owadów.

środa, 16 lipca 2008
po prostu być



- Ceś, Anatolu! - wykrzyknął radośnie Monsterino w moim kierunku i pomachał obszernie ręką - psysłam do ciebie po chlebek i ciastecko!

Zgodnie z ostatnio wdrażaną przez siebie strategią/mantrą/metodą, najpierw się zastanowiłam, zanim coś powiedziałam. A nie jest to łatwe.
Na szczęście tym razem nie musiałam odgrywać żadnej roli, bo Monsterino wyjątkowo nie oczekiwał odpowiedzi. Pobrał klocki rozsypane wokół mnie (czyżby chlebek i ciasteczko?) i załadował do ciężarówy.
Następnie rozpędził się i centralnie przyładował w szafę.

- To był WYPADEK! Wypadek to był! - wrzasnął, choć przecież widziałam

Monsterino porzucił ciężarówkę po wypadku, rozglądnął się po swoich włościach, zgarnął stosik książek z półki i rzucił mi na kolana.

- A telaz - ukokosił się przy moim boku - cytamy PO KOLEI!

Zaczęliśmy.
Skończyliśmy po dłuższej chwili.

- A telaz pogamy wzimnegobelka! - zawołał Monsterino i pognał do ogrodu

Zimny berek w odróżnieniu od mokrego berka polega także na chowaniu się w krzakach lub za drzewem z zasłoniętymi oczami.

Wczułam się w rolę. Monsterino stoi za choinką, a ja zawodzę:
- Och, gdzie się podział Teoś, nie mogę znaleźć Teosia, chyba poszedł do domu... och, gdzie on jest...

Monsterino wychynął w końcu zza drzewa i przejętym głosem komentuje:
- Pestasyła się mama, ze swojej dzidzi nie ma!

A potem dodał:

- To telaz ja uciekam na dabinę, a ty musis cymać dzidzię!

Muszę asekurować, no pewnie. Ale przynajmniej nie muszę specjalnie wysilać się, by organizować zabawę dwulatkowi. Bycie w zupełności wystarczy.

poniedziałek, 14 lipca 2008
mokegobelka



- Usiądź tu, koło Teosia, mamusiu! - Monsterino poklepał miejsce obok siebie

Drewniana skrzynka, na której siedział była duża, ale siedziały już na niej traktory i ciężarówy, tak więc dla monstermamy miejsca było tak akurat, by przycupnąć.
Zatem przycupnęłam na kancie.

- Wygodnie? - zapytał troskliwym tonem, a ja nie musiałam zastanawiać się nad kłamliwą odpowiedzią, bo już stawiał następne pytanie:

- Pogamy w mokegobelka?

- Koperka? - nie zrozumiałam

- NIEEEE! - Monsterino był zdecydowanie rozczarowany moją niedomyślnością - tu lośnie MIĘTA, nie kopelek!

- To w co pogramy w końcu?

- W końcu NATYCHMIAST pogamy w mokegobelka! Ty gonis!

I uciekł.
A ja goniłam.
Nie wiem, jak się bawi w mokrego berka, ale jest wesoło.

W lesie też.
Monsterino notorycznie wychodził "do lasu na jagody".




-
środa, 09 lipca 2008
wyskok



Monsterino dostał zielone światło od pani dr, zatem jedziemy odwiedzić Monstery.
Chyba spakowałam wszystko, o co prosili. A nie była to krótka lista.
Monsterino spakował się też i cieszy się, jak szalony, na tę wycieczkę (jeszcze nie wie, że wracamy PKP, to będzie jazda!)
- Hula, hula, spakowana dzidzia! - podskakuje z monsterowym plecakiem na plecach. Podejrzewam, że Monster nie będzie zadowolony.



W ramach domowych rozrywek fizycznych tańczymy, więc Monsterino "hopsasa" jako ten krasnoludek.

- Mamuś, skacemy, DAWAJ! - wrzeszczy

- To jest to! - cieszy się, gdy znajdzie to, co znalazł

- Posuń się, kedko, tu nie ma miejsca! - szturcha kredki w pudełku, gdy je układa

Kupa radości z podsłuchiwania monsterinowego strumienia świadomości, gdy się bawi.
I też się cieszę, że zobaczę Starsze.
Troszeczeńkę się stęskniłam.
wtorek, 08 lipca 2008
cytując



Zajęcie dwulatka, który nie może wychodzić na dwór, za to rozpiera go energia, nie jest zadaniem łatwym. Bo gdy się go nie zajmie, to zajmie się sam, ale te jego wymyślone świetne zabawy są zazwyczaj szalenie destrukcyjne i wymagają dwa razy dłuższego sprzątania.
No to wymyślam:
Budujemy z klocków- to jest ok, nawet sam lubi (wiadomo - jak najwyższe wieże), samochodami, pojazdami i klockowymi zwierzętami bawi się dużo.
Ciastolina - zajmuje go chwilę ( a ja potem piętnaście minut odklejam kawałki od stołu/krzesła/wykładziny i wpycham w pudełka, by nie wyschła), rysowanie - minutka, puzzle - minut trzy, gry z kostką oprócz radości rzucania kostką są jeszcze dla niego abstrakcją.
Najdłużej zajmują go książki, więc czytamy (czytają z babcią lub monstertatą w ciągu dnia i ze mną, gdy wrócę z pracy). Tego nigdy nie ma dosyć.

- I jesce laz! - katujemy Kamyczka, Maksa, Małą Księżniczkę i dziesiątki innych - I ostatni laz! - obiecuje, ale nigdy nie dotrzymuje

Jak go poproszę, żeby mi poczytał, to z chęcią opowie po kolei, co się na kartkach dzieje.
- Ale tylko laz! - zastrzega, no bo ile można.

- Dobra, teraz pomogę ci zbudować zamek, a potem poczytamy znowu - proponuję

- Tak, musis poczitać swojej dzidzi! - zgadza się Monsterino (co on? o kampanii się nasłuchał, czy co?)

Wieczorem szykujemy kąpiel, Monsterino oczywiście oponuje, że on kąpać się nie zamierza, ale w końcu, gdy w tej wannie się znajdzie, zabawia się wyśmienicie.
Zazwyczaj układa wokół wanny i szuka pod wodą plastikowych zwierząt morskich i opowiada im historyjki.
Staram się nie zostawiać go samego w łazience, bo wiadomo, jak to z Monsterinem jest. Raczej się nie utopi, bo wody za mało, ale spróbować wyskoczyć z wanny może. Albo wspinać się na grzejnik drabinkowy.
Jednak czasem zapomnę ręcznika, albo kremu, albo części piżamy i wylatuję z łazienki pilnie nadsłuchując odgłosów z niej dochodzących.
A tam wołanie:

- Ja ce wyjść i pocitać ksiązeckę!!!

- Już wychodzimy
- uspokajam Monsterina wchodząc do łazienki

- Powiedział wielolybek do lekina! - mówi Monsterino patrząc na mnie pytającym wzrokiem

Możliwe, że czytamy Monsterinowi za dużo.

sobota, 05 lipca 2008
(przed) noc (nik)


- Nie ce sikać na nocnik!


i już
tyle by było w sprawie rewolucji sikowej

Ale pieluchy też nie chce.

- Nie możesz sikać na podłogę, musisz się zdecydować, pielucha czy nocnik! - stawiam sprawę na ostrzu noża

- Nie ce decydować!

Ogólnie ciężko ostatnio z decydowaniem, ale czego wymagać od dwulatka z silną potrzebą mówienia "nie".

Wybór ostatniej książeczki przed spaniem, na przykład...




czwartek, 03 lipca 2008
Różne kwiatki



Monsterino musi zapełnić przestrzeń po rodzeństwie, zatem staje w kuchni i wrzeszczy:
- one, two, three, GOOOO!
i biegnie przez kuchnię i przez hol do naszej sypialni, gdzie rozłożył sobie worek sako pod łóżkiem i robi wielkie ALE SKOK! z rozbiegu.
Jeszcze nie udało mu się przelecieć przez CAŁE łóżko, ale lada chwila...


Po jednym z wielkich skoków podnosi się, patrzy krytycznie z boku na konstrukcję, którą sam ułożył i rzecze poważnie:
- Wygąda GUPIO!

Trudno się nie roześmiać.

Jakoś czuje, że może dotykać auta Monstera, skoro nie ma go w pobliżu, więc korzysta.
Najpierw poszukuje odpowiedniego wołając:
- Auto, where are you?
A potem bierze dwie terenówy i ociera jedną o drugą:
- P(rz)ytulają się dżipki! - wyjaśnia

Dwa dni temu, gdy wróciłam do domu, ucieszył się i radośnie wskoczył mi na ręce:
- O, jaka NOWA mama!
A nawet nie byłam prosto od fryzjera.
Popatrzyłam pytająco na monstertatę, ale ten wzruszył ramionami.
Nowa? Że nie wrzeszcząca od progu może? Wakacyjnie rozebrana?

Ale najlepsze nadeszło chwilę później:
- Ce zdjąć peluchę i zobić siku na nocnik!

Nie wypadało polemizować, więc szybko spełniłam życzenie.
Monsterino poszedł jeszcze po auto, które miało patrzeć, jak sika, podstawił sobie stołek by włączyć światło, zasiadł na nocnik (sam z siebie, z własnej, nieprzymuszonej woli - już przy tym padłam!), a potem rzeczywiście nasiusiał, bo jeszcze przyszedł pokazać mi zawartość.

To że trochę poszło trochę na boki przy wlewaniu do kibelka, to mały pikuś z porównaniu z tym wiekopomnym momentem.
Do wieczornego pójścia spać powtórzył sikowy manewr jeszcze trzy razy.
Żadnej wpadki.
No, jedna - kupa nie miała szczęścia znaleźć się w nocniku. Ale nie wymagajmy zbyt wiele.
Wczoraj - to samo.
Dzisiaj od rana - chodzi, siusia, wylewa, spuszcza wodę. Wiele razy spuszcza wodę.

I wszystko byłoby super-cudownie-ekstra, gdyby nie to, że znowu jest na antybiotyku. I wziewach.
I bardzo niedobrych syropach.
I musi siedzieć w domu, zamiast bawić się w ogrodzie.
Kolejna konsultacja alergologiczna przed nami. Kto to widział chorować w lecie!






wtorek, 01 lipca 2008
Wymiatanie




Monstery wymiatają las z jagód i poziomek oraz nurzają się w jeziorze, a w basenie nurkują w masce z rurką (nowy szał).
MonsterBabcia powoli przyzwyczaja się (czy w ogóle da się do tego przyzwyczaić?) do poziomu ich aktywności i ciągłej potrzeby stymulacji.
Dzwonimy do siebie, Monsterówna skarży się, że Monster zabiera jej poziomki i przyznaje, że jej w ogóle nie zależy, żeby wygrać w memo.
Bo na fali jest gra w memo, Monster wymiata.
Monster prosi, by przywieźć mu latarkę i nie odczuwa skruchy w związku z kradzieżą poziomek.
Monstery wymiatają kolejne dokładki zupy. Dowolnej.
Monsterino sam w wielkim domu rozsiewa piasek, który nosi z piaskownicy, rozkręca kolejne samochody i inne śrubki.
I nieustannie gada.
Monsterino jest pierwszym naszym potomkiem tak długo nie wypuszczanym na bezrodzicowe wyjazdy.
Powoli przygotowuję się psychicznie na tygodniowy odwyk od Monsterina. Ale odkładam ten jego wyjazd, jak tylko się da. W sierpniu może.
Na razie jestem w fazie "nie mogę sobie tego wyobrazić".

Archiwum
do Monsterowa tędy