czwartek, 19 lipca 2007
poniedziałek, 16 lipca 2007

Mycie okien jedną ręką?

Bez problemu. (na drugiej ręce siedzi Monsterino - sztuką jest odciągać go od świeżo umytego okna, bo chętnie odbija na nim swoje łapki)

Ugotowanie zupy?

Tylko warzywa trzeba obrać bez niego, bo chwyta za nóż. A potem, wrzucanie do gara i mieszanie, a nawet doprawianie - wszystko jedną ręką.

Ciężko jest odkurzać, gdy ma się na biodrze coraz cięższe dziecko, ale oprócz monsterinowego pokoju wszystko inne może być odkurzone, gdy śpi.

Pewnie, że jestem dumna z mojej jednoręcznej sprawności. Wiem, że Monsterino tęskni za mną, więc  jak jużjestem w domu, to niech ma mnie cały czas.

Ale największą satysfakcję przynoszą sprawności całorodzinne, na przykład: wyjście pięcioosobowej rodziny do restauracji, najedzenie się bez awantury i zostawienie w miarę miłego wrażenia po sobie. Fakt, że pewnie średniej wielkości piesek mógłby się pod naszym stołem wyżywić, ale ogólnie posiłek w restauracji nie stresuje nas.

 W dorobku sprawności mam samodzielną wyprawę do Zoo z trójką Monsterów, a parę tygodni temu osiągnęłam sprawność przewodnika wycieczkowego po Palmiarni dla ... czwórki słodkich dzieciątek. Nie potopili się, nie zgubili, odpowiedziałam na wszystkie pytania i tylko musiałam wyciągać kaktusowego kolca z palca Monsterówny, bo musiała się przekonać, czy naprawdę kłują.

Natomiast Wielkim Błędem, którego już na pewno nigdy nie popełnimy, była dzienna podróż samochodem, którą przedsięwzięliśmy w piątek. Chcieliśmy być wcześniej, jechaliśmy godzinę dłużej, przez większą część podróży Monsterino rozpaczał, że bardzo nie chce być przywiązany do fotelika (podczas, gdy w nocy śpi w nim bez problemu), Monstery, jak osioł w Shreku pytały "daleko jeszcze" z częstotliwością bicia serca, Monster zwymiotował, a zanim to się stało, mimo czytania, odpowiadania na wszelkie pytania i śpiewania, Monstery kłóciły się zawzięcie.

Never again.

****

Monstery w leśnej głuszy wdychają świeże powietrze. Monsterino niestety wdycha smrody miasta jeszcze przez tydzień.

piątek, 13 lipca 2007

Od dzisiaj trzynastomiesięczny Monsterino chodzi prowadzony za dwie łapki, ale i tak wystarczy nam, że wspina się wszędzie, a zmiana pieluchy uchodzi tylko w pozycji stojącej, no chyba, że wśród spazmów.

Monsterino coraz więcej powtarza, nie tylko macha na pożegnanie, ale mówi "pa-pa", w końcu powiedział na Monstera coś podobnego do "Robercik", generalnie buzia mu się nie zamyka.

Jak i starszym Monsterom.

Wobec czego głośno w Monsterowie i gdy Monsterowo udaje się w świat, także nas słychać.

Ostatnio wybraliśmy się na nasze stare śmieci korzystając z autobusu. Dla Monsterów atrakcja, bo wożone są zazwyczaj samochodem. A to jeszcze niskopodłogowy autobus był i przyciski dla niepełnosprawnych i czytanie kolejnych nazw przystanków przez lektora. Pełen wypas.

- Bałtyk - czyta lektor

- Bałtyk, mamo, Bałtyk - drze się Monster

- Nad morze, przyjechaliśmy nad morze! - drze się Monsterówna

- Bukowska! - zapowiada lektor

- Bukowska! - wrzeszczą unisono Monstery

- Bóg jest tu, Bóg jest tam, Bóg jest w każdym z nas i w sercu Go mam! - intonuje Monsterówna, wtóruje jej Monster, Monsterino klaszcze brawo, a autobus stoi na światłach i nie hałasuje, bo to nowy autobus jest, więc cały autobus nam się przygląda.

Na przystanku Monsterówna poczynia obserwacje.

- Czy zauważyłaś, że niektóre panie, jak idą, to im rusza się pupa tak śmiesznie na boki? Pokaż, czy tobie się rusza! - rozkazuje Monsterówna, potem stwierdza, że nie.

Tłumaczę:

- Może rusza się tym paniom, które chodzą na wysokich obcasach?

- Nie tylko - replikuje Monsterówna - zobacz, tam idzie pani w tenisówkach i też jej się rusza. - oczywiście pokazuje palcem panią w tenisówkach i wrzeszczy na całe gardło, więc już nie tylko pani w tenisówkach, ale wszyscy przechodnie w promieniu kilometra wiedzą, że pani w tenisówkach rusza się pupa.

- Może jak ma się dużą pupę, to się rusza - kombinuje Monsterówna - czy moja się rusza jak idę?

Monsterówna prezentuje chód, ludzie na przystanku, Monster i Monsterino oglądają pokaz z szeroko otwartymi ustami.

- Tobie też się nie rusza, bo masz małą pupę! - konkluduje Najlepsza Córka Świata.

Dzięki, córeczko. Nawet nie wiesz,że niechcący palnęłaś komplement.

W końcu już wracamy do domu. Takim samym autobusem. Dojeżdżamy.

- Grochowska! - wygłasza lektor

- OOOO! Nasz domek! Dziękujemy! - skandują Monstery i spontanicznie biją brawo zainspirowane przez Monsterina

- Bo przystanek jest trochę za naszym domkiem, trzeba przejść, ale naprawdę niedaleko, kiedyś był remont ulicy, to przestawili przystanek koło naszego okna i można było obserwować ludzi na przystanku, to było FANTASTYCZNE! - wyrzuca z siebie na jednym wydechu Monsterówna

Monstery ustawiają się do wyjścia po obu stronach drzwi, każde przygotowane do wciśnięcia guzika otwierania drzwi. Kierowca sprawnie obniża podłogę, bym mogła wyjechać wózkiem. W końcu autobus staje.

- Do widzenia, państwu! - Monsterówna odwraca się do pasażerów autobusu i dyga - dziękujemy za miłą podróż!

A potem cała trójka macha do odjeżdżającego autobusu.

Dzisiaj wywozimy Monstery do leśnej głuszy. Inaczej niż zwykle: planujemy jechać w dzień, więc już szykuję płyty do słuchania, by zagłuszyć niekończący się ciąg pytań.

środa, 11 lipca 2007
poniedziałek, 09 lipca 2007

Jak ja lubię, gdy wchodzę do pokoju, a tam Monsterino siedzi przy stercie książeczek i przekląda metodycznie jedną po drugiej.

- Czytasz, Teosiu? - pytam

- Czita, tak, tak - odpowiada Monsterino

A potem siadamy razem i czytamy o autach.

- Brrrrum, brrrrum, auta! - stwierdza Monsterino

Kolejna książka jest o zwierzętach.

- Kot! - mówi Monsterino o tygrysie

- Masz rację, tygrys to też kot! - potwierdzam

- Kot! - Monsterino wskazuje na krowę

- Nie, to nie kot, to krowa. Krowa robi muuu-muuu - objaśniam

- Muuu muuu.... kotek - powtarza z lubością Monsterino

- Nie kotek, KROWA! - mówię wolno, głośno i wyraźnie

- Nie, nie koty! - kłóci się Monsterino

- Zmieńmy temat - proponuję - tu jest książeczka o Mysi

- Kot! - wyrywa się Monsterinowi.

Z niezrozumiałych względów Monsterino nie przyjmuje, że zwierzęta mogą nazywać się inaczej niż kot. Pewien progres poczynił i powiedział o żabie "ziaba", ale to wyjątek potwierdzający regułę.

Za to Monsterówna ćwiczyła z nim intensywnie i po wielu próbach Monsterino wyrzekł pożądane: "Gaja".

Monsterówna w euforii i kocha brata najbardziej na świecie.

Monster chowa się po kątach i przylepia do moich pleców, bo w złości Monsterówna wykrzyczała, że jego tak mocno nie kocha.

Biedny Monster, który tak przeraził się początku filmu o Tarzanie, że popłakał sobie w chusteczkę. I teraz ogląda ten film dopiero od momentu, gdy Tarzan "jest duży i silny i wszystko się dobrze kończy".

Bo, wbrew swojemu szorstkiemu obyciu, Monster to wrażliwy chłopak jest.

***

A chwilę przed zaśnięciem, napompowany mlekiem i obcałowany, obgilgany i naśmiany, więc wielce kontent z życia, Monsterino, wpatrując się w sufit, powtarza zawartość swojego słownika:

- kot, dzidzia, auta, kot, dzięki, tsi, kot, gaja, tata, dzidzia, kot....

i nie zasypia od razu. 

czwartek, 05 lipca 2007

zaatakowała mnie kupa papierzysk, bardzo ważnych papierzysk przeznaczonych do posortowania, nie makulatury, gromadzona chyba od przeprowadzki, czyli od września. Kupę tę trzymałam na jednej z wyższych półek, więc to nie przez Monsterina się wysypała. Natomiast gdyby Monsterino pod nią był akurat podczas wysypu, to podejrzewam, że mogłaby go potężnie uszkodzić.

bo pokaźną jest. kupa ta. nadal nie posortowana.

i rośnie.

(monsterino wyrwał klawisz shiftu, więc będzie teraz tylko z małej litery pisane)

monsterino sięga tam, gdzie nie ma sięgać, zrzuca to, czego nie powinien i rozkręca wszelkie nakrętki (z obejmy kaloryfera, na przykład, wziął i posiał)

najlepsze, gdy wspina się na nodze, gdy stoję i ruszyć się nie można, więc gdy akurat jest to w kuchni, a ja miałam właśnie odcedzić makaron, to nie ma zmiłuj - makaron dochodzi i nie jest al dente, a monsterino wyje uczepiony nogawki.

że na rączki.


- Proszę - powiedziałam do Monsterina jednocześnie dając mu kromkę chleba z masłem

- Dzieku - powiedział Monsterino, albo coś podobnego dźwiękowo do "dzięku"

Otworzyłam szerzej samozamykające się oczy, myśląc, że się przesłyszałam.

Musiałam przetestować.

- Proszę - powiedziałam podając mu łyżeczkę

- Dzieku - powtórzył Monsterino z ustami zapchanymi chlebem

monstery podchwyciły, ale im monsterino nie dziękuje. (używanie shifta z prawej strony jest mało ekonomiczne)


*

Podczas kąpieli Monsterino wspina się do kranu i odchyla wajchę. W zależności od wybranego kierunku może polecieć na niego wrzątek lub lód, więc za każdym razem udaremniam mu proceder.

Monsterino wspina się do kranu mówiąc a priori : "nie nie nie".

To samo ma przy kontaktach.

staram się robić groźną minę i tłumaczyć, że to jest takie prawdziwe: " nie wolno", a nie takie przekomarzanie się, ale nie da się: gębusia mi się do monsterina śmieje, więc wyciągam paluchy z kontaktu, odsuwam szamoczącego się monsterina od wajchy kranowej i usypiam po trzy godziny ostatnimi czasy.

bo się monsterino zepsuł, jeśli chodzi o zasypianie.

środa, 04 lipca 2007

- Dzisiaj Natalia przyniosła domek koników do przedszkola - zaczęła Monsterówna

- I zapala się tam lampkę! - wrzasnął Monster

- No, nie, przestań, JA opowiadam! - rozeźliła się, całkiem słusznie, Monsterówna

- Na dole są różne pojazdy dla koników, taki zjazd na dół...różowe wszystko... - kontynuowała

- A na górze zapala się światełko! - znowu przerwał jej Monster

Monsterówna ździeliła Monstera po łbie, chwilę się kotłowali, rozdzieliłam rodzeństwo, nakazałam Monsterowi zająć się klockami, a z Monsterówną wróciłyśmy do rozmowy.

- Później na górze, na drugim piętrze, jest taki mały balkonik i odchylane drzwi i firaneczka... - na jednym oddechu z prędkością karabinu maszynowego recytowała Monsterówna, a ja jednym okiem zarejestrowałam zbliżającego się Monstera

- I światełko! Powiedz o tym światełku! - Monster, szybki jak przecinak, wyrósł spod stołu

- Czekaj! - wycedziła Monsterówna jednocześniej wpychając brata z powrotem pod stół

- I jak się jeden konik w tych dzwiach nie mieści, to jest tak winda i można bokiem - Monsterówna zaczęła gestykulować omalowując całe piękno ogromnego, różowego i pełnego gadżetów domku koników pony.

- A na samych szczycie... - westchnęła - jest taki guziczek...

- I można zapalić ŻARÓWKĘ! - wybuchł Monster z drugiej strony stołu, poza zasięgiem siostrzanych ramion

Opowiadanie o domku zajęło dobrych piętnaście minut, nie zapamiętałam wszystkich szczegółów, ale bardziej skupiałam się na obserwowaniu rozanielonego oblicza Monsterówny, gdy to wszystko odmalowywała i na lokalizowaniu Monstera, co by go,  delikatnie mówiąc, zatkać, w odpowiednim momencie. Nie zawsze wychodziło.

*******

Monsterino ma swoje ulubione detale:

- odcinanie od prądu wszelkich urządzeń elektrycznych poprzez wyciąganie z gniazdek wtyczek (co bardzo sprzyja pracy Monstertaty, szczególnie gdy podczas realizacji zamówienia Monsterino odetnie mu internet)

- odciskanie łapek na lustrach i wyglancowanym na wysoki połysk piekarniku ze stali nierdzewnej (wiem, powinno mnie rozczulać - takie pięknie malutkie łapeczki, które sama odciskam na kartce, a na piekarniku mam dzieło sztuki. No, nie wzruszają mnie też łapki odciśnięte na lodówce, szafkach i innych sprzętach)

- odkręcanie butelek z wodą (jest w tym naprawdę dobry - potem wylewa zawartość i chlapie się w niej)

Monsterino chodzi na dwóch nogach, gdy się trzyma go za dwie ręce, ale to nie jest jeszcze podstawowy sposób na przemieszczanie. Prowadzimy go, gdy tego chce. Kilkanaście kroków, a potem popyla na czworakach.

poniedziałek, 02 lipca 2007

- Wyobraź sobie, maminku...- zaczęła Monsterówna

- Och, jak ja lubię, jak ty tak zaczynasz mówić, bo na pewno jakąś interesującą historię usłyszę - zaćwierkałam brutalnie przerywając Monsterównie

- Nie przerywa się! - zbeształa mnie Monsterówna - to nie będzie zresztą opowieść, to będą ZARZUTY! - przyznała - Bo ja już wszystkim w przedszkolu powiedziałam, że jedziemy nad morze i co teraz?

- Teraz powiesz, że pojedziemy, gdy będzie ładna pogoda, bo teraz nad morzem jest zimno i pada.

Monsterówna nie wyglądała na przekonaną.

- I do Stasi będziesz mogła pojechać, jak co piątek! - zachęcałam - i będziecie mogły dłużej się bawić, bo w sobotę nie ma baletu! I Stasia będzie u nas spać w sobotę!

- No dobrze - zgodziła się - ALE TEGO SIĘ NIE ROBI DZIECKU!

Wypowiedziała się, wstrząsnęła włosami, obróciła się na pięcie i poszła.

Kończyć te ewentualnie niedokończone zadania z książek pięciolatka, które mieli przez cały rok w przedszkolu.

Skrupulatność to drugie imię Monsterówny.

****

Monsterino przestał mówić na kaczkę ka-ka, a na mnie mama. Wszyscy jesteśmy teraz "kot". Jeszcze tata jest tatą, a Monsterówna dzidzią.

Często używam liczenia do trzech, jeśli czekam, aż Monstery coś zrobią.

Wołam zatem Monstery na kolację dodając groźbę, że jak doliczę do trzech, a ich nie będzie w kuchni, to nici z bajki na dobranoc.

Wołam:

- Raz... dwa....

- Ci! - odkrzykuje z pokoju Monsterino

Teraz Monsterino liczy też "dy-wa, ci , e-y" i trzy-cztery: "ci, e-y".

A na początek wspaniałego tygodnia znowu pokłóciliśmy się z Monstertatą o sprzątanie.

Archiwum
do Monsterowa tędy