sobota, 29 lipca 2006
środa, 26 lipca 2006
wtorek, 25 lipca 2006
sobota, 22 lipca 2006
piątek, 21 lipca 2006
czwartek, 20 lipca 2006

Och, nigdy nie łudziłam się, że pogodzenie pracy z opiekowaniem się Monsterinem będzie łatwe. Fakt, że miałam nadzieję, że może Monsterino będzie taki jak starszy brat, który najadał się i spał przez pierwsze miesiące. Ale tak nie jest. Monsterino jest raczej jak starsza siostra - wiszocyc, ssaniolub i nieśpioch. Ale, odpukać, na razie kolek nie ma i w nocy śpi, co daje złapać oddech. Natomiast nadrabianie zaległości pracowych po dwutygodniowej przerwie rozstraja mnie nerwowo. I jeszcze remont oraz przeprowadzka. Tak by się chciało delektować zakupami, przecież mebluje się dom nie tak często w życiu. A my wpadamy z Monsterinem pod pachą, patrzymy, szybka decyzja odpowiada czy nie, odfajkowanie listy i już nas nie ma.

U jednego klienta pracuję bez Monsterina - wtedy jeszcze dochodzi wcześniejsze odciąganie mleka w tzn. międzyczasie. Niby nie problem, ale czas trzeba znaleźć, żeby też na te 4 godziny ze dwie butelki 125 ml odciągnąć. Czas, czas, czas.

Nawet nie mam czasu, żeby zatęsknić za Monsterami. Około północy tylko mi się przypomina: ciekawe, czy cały dzień znowu pływały, czy dobrze się bawią, jak wytrzymuje babcia...

Jak każda pracująca matka zagłuszam sumienie zakupami - znalazłam wreszcie dywan w kwiatki dla Monsterówny! Swoją drogą przy tych upałach spacery w klimatyzowanych centrach handlowych są zdecydowanie znośniejsze dla Monsterina niż wizyta w parku.

Tak się pocieszam.

środa, 19 lipca 2006

W szale przeprowadzkowego pakowania, Monstertata zwinął oprócz monsterowych książek, także te o pielęgnacji niemowląt. Zatem, gdy Monsterinowi pojawiła się łuska we włosach, tylko gdzieś mi kołatało, że wydrapywanie jej tępym paznokciem nie jest najlepszym sposobem rozwiązania sprawy. Sprawdzić nie miałam gdzie. W końcu przypomniało mi się, że trzeba natłuszczać i wyczesywać. Ale szczotka do włosów, kupiona dla Monsterówny i nie używana ani przy niej, ani przy Monsterze, też zapodziała się w kartonach. Dzięki temu Monsterino ma swoją własną szczotkę, a nawet grzebień (po co grzebień???), ale łuski nie dają się wyczesywać. Ponadto coś mu wyskoczyło na polikach, upieram się, że to albo potówki albo trądzik niemowlęcy, bo bez przesady, dlaczego akurat on miałby mieć skazę białkową.

Poza tym - Monsterino rośnie jak na drożdżach. Wyrósł z tych wszystkich pięknych, ale najmniejszych skarpetek, których wór miałam po Monsterach, nosi ubranka w rozmiarze 62, w porywach do 68,  pieluchy nr 3 i ma wałeczki na udach oraz wypchane poliki. I mimo wyglądu zawodnika sumo, bardzo ruchliwy jest. Nie ma mowy, by zostawić go na przewijaku samego - jest w stanie przesunąć się na piętach kopiąc nogami, rękami wywija jak wiatrak i wykręca się jak fryga. Aż że w międzyczasie łapie rączkami, jeśli cokolwiek w otoczeniu nadaje się do złapania, to tylko patrzeć, jak będzie przewracać się na brzuch!

Pięciotygodniowy Monsterino jest typem dziennego ssacza nieustannego, za to w nocy śpi całkiem nieźle - nawet 4 godziny. Jest pierwszym Monsterem, którego już przyzwyczaiłam do smoczka - widząc, że ma tak wielką potrzebę ssania, że mnie używa jako smoczka musiałam go przestawić na sylikon. Zbuntowałam się, matka wyrodna...

Ponadto nadal w te upały nie ubieram Monsterinowi czapeczki (przed słońcem chroni go parasol) i nadal komitet niań osiedlowych uważa, że Monsterina przewieje. Że w uszy mu coś wpadnie.

Z ciekawostek okołomonsterinowych, to jeszcze zauważa swoją czerwoną biedronę i czerwony samolocik i śpiewa do nich (no bo jak nazwać inaczej te wysokie dźwięki, które nie są płaczem, ani głużeniem?). Monsterina da się na chwilę zająć karuzelką, ale przede wszystkim mówieniem do niego. Tak, to go uspokaja. Za to denerwuje go zatkany nos, ale z tym sobie coraz lepiej radzimy wpsikując sterimar i wyciągając gluty Fridą.

Taaaa... Frida to jest nieznany mi wcześniej sprzęt, z którym teraz nie potrafię się rozstać. Ale starsze Monstery nie miewały katarów w tak wczesnym wieku...

poniedziałek, 17 lipca 2006
Archiwum
do Monsterowa tędy