niedziela, 25 czerwca 2017
lepszego początku wakacji nie można było sobie wymyślić

 

 

Świętowanie lata zaczęliśmy właściwie w czwartek wieczorem na uroczystym zakończeniu gimnazjum.

Były wzruszenia, dużo radości, zwłaszcza, gdy uczniowie odczytywali fraszki na nauczycieli, niektóre wybitnie udane. Monsterówna dostała GIM'a, czyli gimnazjową statuetkę w kategorii sport, wreszcie została doceniona i zauważona.Reszta bez zaskoczeń - świetne wyniki z testu, świadectwo z samymi piątkami i szóstkami - zapracowała sobie na ten sukces.

W piątek pojechała złożyć wszystkie świadectwa, dyplomy i zaświadczenia do liceum. Wiemy już, że do IB się nie dostanie, bo tworzą jedną klasę z samych laureatów, ale to po jej myśli, bo w sumie okazało się, że wcale nie była do tej nauki taka chętna.

Do której klasy dostanie się ostatecznie, będzie wiadomo w połowie lipca.

Monstera świadectwo do końca było niepewne, ale i on jakieś dodatkowe sprawdziany napisał, projekty przedstawił i czerwony pasek jest.

Monsterino z kolei czerwony pasek miał w kieszeni - u niego sprawa była bardziej honorowa - najstarsze Monstery miał w każdym roku podstawówki tytuł prymusa, czyli średnią powyżej 5,0, a jemu w zeszłym roku zabrakło 0,10. W tym się tak spiął, że poszybował z dużym okładem.

Na zakończeniu u Monsterina też miałam być kosztem zamykania miesiąca po nocach, bo Monsterino brał udział w przedstawieniu, a ponadto śpiewał w chórze (jego odkryta w połowie roku pasja). Śpiew z dnia matki (psalm Piotra Rubika) był tak pompatyczny, że niestety zbyt trzęsie mi się ręka ze śmiechu, by to opublikować, ale na jedną zwrotkę wakacyjnej piosenki się skuszę.

 

 

Natomiast największym zaskoczeniem były zawody akrobatyczne. Monsterino tak się bronił, żeby jakiekolwiek postępy w tym kierunku robić, powiedział, że absolutnie nie mam się pokazywać na zawodach - on na nie idzie, bo musi, a tu nagle dzwoni: szybko, szybko, przyjeżdżaj, bo za 10 minut dekoracja, mam brąz!

Taki ten nasz Monsterino jest. Teraz znowu mu się akro podoba.... do czasu pierwszej trudności w nowym elemencie.

 

 W tym samym czasie Monster pocił się podczas meczy badmintona, który jest teraz dla niego najważniejszym sportem świata. No i wstydu nie było, jak to ocenił Monstertata. Grał z graczami, którzy ładnych kilka lat trenują, a i tak zajął czwarte miejsce. Od nowego roku będzie w klubie. Jedyny minus, że te kluby, w których może grać i nie zbankrutujemy z tego powodu, są daleko od nas.(co najmniej godzinę drogi komunikacją miejską, samochodem też by tyle zajęło, gdybyśmy byli helikopterowymi rodzicami). Monsterowi to na szczęście nie przeszkadza - mówi, że śpi w autobusie w czasie drogi, albo książkę czyta.

Rekreacyjne łupanie ojca z synem weszło na wyższy poziom profesjonalizmu, zwłaszcza, że i Monstertata trenuje.

Ale to wszystko mało, jeśli chodzi o sobotnią aktywność fizyczną Monsterów. Podsumowując: od samego rana Monsterino był na zawodach akro, a Monster na turnieju badmintona, z którego przyjechał ledwo żywy. Monsterówna wyjątkowo lajtowo tylko w parku linowym była...

Wieczorem zaś wszyscy, prócz Monsterunia, który tym razem tylko w wózku zaległ, biegliśmy w Nocnym Biegu Świętojańskim. Chłopcy wprawdzie uprzedzali, że nie dadzą rady, ale Monsterino jak wyrwał do przodu to kolejny brązowy medal zdobył. Plus puchar, a puchary to on uwielbia, jak sam przyznał.

Jak się dobrze przyjrzycie, to na wielkim pniu w tle siedzi Monstertata i fil(m)uje z góry.

Monsterino biegł na 800 m, Monster, nie czując nóg, dał radę na 1500m,  a Monsterówna, pierwszy raz biegła już w biegu głównym - na 4,3 km. Ustawiła się w strefie czasowej ze mną, choć mówiłam jej, by do  przodu się przepchnęła, bo ja sobie będę spokojnie z wózkiem dreptać, a ona w tym tłumie będzie musiała wyprzedzać.

- Ja lubię wyprzedzać - skwitowała. I tak też zrobiła.

Nie muszę dopisywać, że była pierwsza w kategorii 16-19 lat? Z czasem 22:22. Ja dokulałam Monsterunia 5 minut później.

Monstertata biegł na 10 km i choć nie pobił życiówki, to i tak w swojej kategorii był trzeci.

To już wiadomo, po kim Monstery mają tak szybko przebierające kończyny.

*

Na tym dzień się nie skończył.

Przyjechaliśmy znad jeziora, przebraliśmy się, Monsterunia wrzuciliśmy dziadkom do usypiania i pognaliśmy na koncert - finał wzgardzonego przez obecną władzę festiwalu Malta.

Koncert Laibach  z orkiestrą symfoniczną, z chórem! W centrum miasta, koło przejeżdżających ekspresów w stronę morza lub stolicy - był genialny!

I gdy najpierw zagrali patetycznie Hymn Unii Europejskiej, a zaraz potem Europe is falling apart

to ciarki przechodziły po plecach.

Po Barbarians are coming ... and now you will pay miałam ochotę od razu zacząć działać na rzecz uchodźców.

Mocny, poruszający koncert.

*

Po koncercie Monstertata spakował rowery starszych Monsterów i zawiózł ich do leśnej głuszy.

MMS'a z pozdrowieniami dostałam o 4:47. Wariaci!


wtorek, 13 czerwca 2017
Jedenastolatek

 

11 lat temu to też był wtorek:) Monsterino wyskoczył, sam odkasłał wydzielinę i nawet nie zapłakał. Tak mu zostało na długo - zadowolony był. Z naciskiem na był.

Obecnie Monsterino to nastolatek pełną gębą. I nie chodzi tu o jego generalnie większy od starszego, anorektycznego brata, rozmiar.

Człowiek wielu twarzy. Tak naprawdę od pewnego czasu miota się w nim wiele istnień. I mam nadzieję, że miota, a nie że celowo i perfidnie wykorzystuje i rozgrywa nas swoimi humorami. Bo to by było dopiero przerażające.

Monsterino to człowiek uzależniony od technologii. A ponieważ nadal stoimy na stanowisku, że przywiązanie do urządzeń elektronicznych nie jest tylko właściwe i pożądane, ale i niebezpieczne, to nadal nadzorujemy i ograniczamy to uzależnienie. Choć to zabawa w kotka i myszkę.

To samo dotyczy słodyczy. Jak już nie kupuję, to teraz znajduję papierki po batonikach pod szafą i łóżkiem, kupione z kieszonkowego...

Z dobrych strony Monsterina, to prymusem jest. Nauka mu idzie w miarę lekko, naprawdę nie siedzi nad książkami, a średnią powyżej 5 ma. I w tym roku nawet nie przeglądam mu zeszytów (bo mnie odrzucają jego bazgroły), a i przepytywać czasu za bardzo nie mam, więc sam musi kontrolować, co i na kiedy. I daje radę. Ogarnia;)

 

Poza tym wciąż gra w piłkę,

 

natomiast w akrobatyce nie ma żadnych ambicji, więc w tym roku nawet na obóz letni nie jedzie. Odkąd przestałam go na angielski z native'm naciskać, to chodzi na angielski w domu kultury i według niego więcej się uczy. Na pewno, skoro sam z siebie, a nie pod przymusem.

Ciężki czas przeżywamy zatem z naszym jedenastolatkiem i bardzo mocno życzyłabym sobie i jemu, by ten ciężki czas szybko minął i nareszcie z kokona wychynął piękny motyl.

Bo jestem bliska wyjścia z siebie, a monstertata czyni to prawie codziennie.

A taki mamusiny syneczek był....

(bywają momenty, gdy nadal jest)

czwartek, 01 czerwca 2017
ciu-ciu-ciu moje słoneczka najsłodsze, aniołeczki najdroższe

 

Daleka jestem od słodko-pierdzącego oglądu na macierzyństwo. Być może zdarzyły mi się w przeszłości takie MOMENTY, no i teraz przy Monsteruniu naprawdę trudno pozostać surową matką, jako że nasza maskotka (bardzo trafne określenie - zemści się na nas takie jego traktowanie, ale nie widzę alternatywy) jest w cudownym wieku.

Starsze Monstery mają swoje dni lepsze i gorsze, za to Monsterino ostatnimi czasy trwale po ciemnej stronie mocy się znajduje. Lledwo wczoraj od nieodpowiedzialnych kretynów go wyzwałam, co przeczy WSZYSTKIM PORADNIKOM I KURSOM, które przeczytałam i przeszłam. Nigdy w życiu nie powinnam tego była robić, ale widocznie potrzebuję wakacji, odpoczynku od niego i szkoły, bo mi żyłka pęknie.

Rozumiem, że facet dojrzewa i jest ciężko.

Ale kto nie ma ciężko, niech się cieszy i nie wychyla, bo fortuna kołem się toczy.

Po raz kolejny, ba - codziennie -  trzeba powtarzać to samo: odnośnie sprzątania po sobie oraz w sprawie treningu, na który musi zaraz wyjść, by zdążyć, a na który nie wychodzi, bo nie wiadomo, dlaczego. Czy chce dalej tę piłkę trenować czy nie, niemożliwością jest się dowiedzieć.

No i należy przed nim CHOWAĆ i HASŁOWAĆ wszelkie urządzenia z ekranikami (dotyczy to także - i tu muszę przestrzec Monsterbabcię przed wakacjami - najstarszych modeli telefonów, które mają li jedynie grę typu wąż. Też się nada). Wprost mówi, że owszem, jest uzależniony. I co zrobisz takiemu? Uzależnienie to choroba.

Zatem zanim odwyk wakacyjny nastąpi, jeszcze parę prac niestety trzeba wykonać na komputerze, a przy tym, jeśli nie stoi się bezpośrednio nad nim, zawsze możliwe są prace równoległe na innych otwartych oknach. Multitasking ma opanowany, to trzeba przyznać.

 

A właściwie, czego ja wymagam od młodzieży.

Nienajkrótsza anegdotka z pracy.

Przyjmujemy na stanowisko instalator-monter. Do przyuczenia, wykształcenie techniczne średnie się nada, przez rozmowy przechodzi dwudziestolatek, który ledwo technikum kończy, ale bystry jest, proponują mu pracę. Chłopak ledwo 4 lata od Monsterówny starszy, dzieci już zaczynają pracować, zgroza!

W każdym razie prosimy go o dane, wystawiamy skierowanie na badania, ma przyjechać odebrać.

Nie można się do niego dodzwonić.

W dniu badań dzwoni, że zgubił telefon, ale już ma nową kartę i czy można przesunąć badania, bo on nie ma jak dojechać (20 km do firmy z domu). Zdarza się.

W cv ma mistrza w taekwondo, więc myślę, że na rowerze mógłby, no ale cóż. Może nie chce się spocić.

Pytamy, jak będzie dojeżdżać do pracy, bo na rozmowie to nie był dla niego problem.

Otóż rodzice go będą "wyrzucać", bo sami jeżdżą.

Ok.

Ostatecznie godzinę przed badaniami (niech pan niczego nie je, bo badania krwi - tylko zjadłem na śniadanie kanapkę z szynką) zajeżdża z ..... dziadkiem.

Dziadek tarabani się do dyrektora chcąc jeszcze o warunkach pracy porozmawiać.

Dyrektor wyprasza dziadka, mówiąc, że wnuk jest pełnoletni i to z nim jest podpisywana umowa.

Wręczone przez nas skierowanie i ankietę personalną dziadek wyrywa z rąk młodzieńca.

Czarno widzę przyszłość takiego pracownika i naszą z takim pracownikiem.

Ma przyjechać z badaniami podpisać umowę.

Ostatecznie nie stawia się na badaniach i nie odbiera telefonu.

Dyrektor podejmuje decyzję, że nie będzie rozmawiać z rocznikami powyżej 91, ale chyba generalizuje...

Archiwum
do Monsterowa tędy