poniedziałek, 13 czerwca 2016
dziesięciolatek

 

Nasz dziesięciolatek to człowiek o wielu twarzach.

Kochany misiaczek potrafi zgrabnie naginać rzeczywistość pod swoje potrzeby. Jego interpretacja braku upływu czasu podczas grania (a nie jest to bynajmniej ćwiczenie na flecie czy nawet kopanie piłki) jest godna sprokurowania teorii zawieszenia czasoprzestrzeni wokół urządzenia, na którym obecnie gra. Mimo reglamentacji słodyczy, zawsze uda mu się znaleźć kolejną ich kryjówkę (obecnie zaczynam przesuwać rzędy książek w biblioteczce, żeby tam upchnąć mało co nieco racjonowane dla starszych).

W sobotę samo sobie uczynił prezent zdobywając swoje pierwsze srebro na międzywojewódzkich zawodach w skokach na trampolinie. A ile razy w tym roku rzucał akrobatykę, to nie zliczę.

Monsterino nadal woli nie podejmować wyzwania, jeśli nie ma wygranej w kieszeni, a że w klasie jest co najmniej dwóch równie dobrych w skokach chłopców oraz jeden, z którym nie ma szans, to się chłopak regularnie zniechęca.

Oczywiście nie jest tak, że musi, skoro starsi trenują. Ale skoro nie zamiata tam tyłów i tak naprawdę całkiem fajnie mu to wychodzi, to staramy się, żeby cały czas tę ogólnorozwojówkę uprawiał. Zwłaszcza, że przy jego miłości do jedzenia nie utrzymałby figury.

Drugi sport, który równolegle namiętnie uprawia i regularnie rzuca (gdy się trafi lepszy przeciwnik bądź z powodu wahnięcia nastroju) to piłka nożna.

Od zeszłego roku Monsterino stanowi naprawdę silną podporę swojej drużyny.

Na górze filmik z ostatniej ligi - długi on, tylko dla wytrwałych. Monsterino przewija się tam w koszulce nr 10, ale najfajniejsze akcje to ok. minuty 7:30 i potem po 8 minucie - fajna główka Monsterina filmik kończy.

 No i jeszcze o szkole według dziesięciolatka: daje radę. Bywa ciężko, niektóre zeszyty często się gubią (miał wymówkę, że młodszy brat je zjada, póki nie przenieśliśmy całego regału na górę), ale stara się, zależy mu na lepszych ocenach, robi dodatkowe projekty (tylko czemu informuje nas o tym o 8 wieczorem?), poprawia sprawdziany. Czyta. Ale drzemy się na siebie dosyć często.

Wiem, że wyrośnie ten nasz raptus i jeszcze nam wszystkim pokaże. A na dziesięciolecie swojej bytności na ziemi przyjmij, synu, życzenia powodzenia w swoich działaniach!

poniedziałek, 06 czerwca 2016
kolorowa komercha

 

Mimo, że co to za bieg bez pomiaru czasu, dobrze się bawiliśmy. Dystans dla dzieci wydawał się maratoński, a ostatecznie nawet Monsterino przebiegł 5 km bez akcji specjalnych, ani pomocy z zewnątrz. Teraz tak mu się spodobało, że teraz tylko na długie dystanse mam go zapisywać. Monster miał ciężko, bo gorąco, a on z gipsem, ale dał radę. I na galerię zdjęć na "Wyborczej" się załapał.

 Monstery cztery - jeszcze czyste - na linii startu

I na mecie

Monsterunio zdrzemnął się pod folią przeciwproszkową (folia tylko na czas przebiegania przez kolorowe bramy, więc spokojnie - miał czym oddychać)

Orzeźwienie

A tu gwiazda internetu w trakcie (gips miał być zasłonięty, żeby kolorów nie złapał, ale i tak wyglądał po wszystkim jak psu z gardła)

Archiwum
do Monsterowa tędy