sobota, 27 czerwca 2015
wiara w życie pozatreningowe

 

Trenerzy, choć bywają także rodzicami, uważają, jak każdy nauczyciel, że ich przedmiot jest najważniejszy. Troszeczkę się zatem uniosłam, usłyszawszy, że w tym roku obóz wakacyjny zahacza aż o 3 dni września.

Monsterino jest w grupie z kolegami z klasy, więc, choć to taki ważny początek IV klasy, to jakoś w grupie ujdzie. Poza tym, znam rodziców, jest od kogo odpisać. Monsterówna też już okrzepła, zorganizuje sobie początek roku. Ale Monster? Pierwszy września spokojnie, ale przecież to nowa szkoła, od razu ustala się kolejność dziobania, nie ma mowy, zabieramy go z Wałcza wcześniej.

A tu trener staje okoniem, że obóz jest obliczony na tyle i tyle dni treningowych, Monster musi być albo wypad.

Przedstawiłam sytuację Monsterowi, on i tak ma znowu kryzys związany z zawodami, boi się, jeszcze ta ręka (choć można by się posunąć do teorii spiskowej, że specjalnie ją złamał, by na zawody nie jechać) - Monster stwierdził, że absolutnie chce być na początku roku w gimnazjum.

Nawet pod groźbą zakończenia kariery zawodniczej.

Trenerzy tydzień wytrzymali.

Zmiękli.

- Wyjątkowo - mówią.

- Chyba im na mnie zależy - zastanawia się Monster, ale nadal nie chce brać udziału w zawodach.

- Naprawcie go, chyba macie jakieś psychologiczne przeszkolenie w tym temacie - mówię trenerom - bo mnie już brakuje narzędzi

- Tak już bywa, zawodnicy się blokują - mówią trenerzy - ale jak w kolejnych zawodach nie wystąpi, to będzie musiał odejść z klubu

Nie wiem, czy taka groźba zadziała.

 

Na Monsterino na swoich pierwszych w życiu zawodach ładnie skoczył oba układy i stwierdził, że on bardziej jak siostra jest opanowany, a nie taki zawalający jak brat.

Medalu nie zdobył, bo po taniości połączyli dwie klasy trudności i 12 latki rywalizowały z 9 latkami. Nie fair, ale co robić. To były zawody, by się otrzaskał z procedurą.

 



wtorek, 23 czerwca 2015
Grupa rówieśnicza

 

Oj, widać wyraźnie, jak w pewnym wieku presja rówieśników staje się większa od wpływu domu.

U Monsterówny gimnazjum było taką cezurą, jeśli chodzi o ubieranie się, zachowanie, zwracanie uwagi na aspekty życia, które kiedyś były nieistotne. Monster, mimo że młodszy, już wcześniej takie oddziaływanie wychwycił. Tym bardziej się raduję, gdy napór innych jest pozytywny w rozwojowym, ideowym, a nie li jedynie materialnym sensie.

I tak się złożyło, że po wizycie u znajomych Monstery podchwyciły ideę geocachingu, choć już wcześniej oferowałam im swoje towarzystwo w szukaniu skrzynek. Jednak, gdy to pokazały rówieśniczki, a jeszcze okazało się, że niezbędnym gadżetem w szukaniu jest smartfon, no i że skrzynki są w okolicy, to pobiegli na parę godzin, a potem jeszcze sam Monster z Monsterinem krążyli rowerami po dzielnicy i odhaczali znaleziska. Muszą zaliczyć 100, by samemu zakładać nowe. Plany są szeroko zakrojone i obejmują też Leśną Głuszę.

Trochę cykałam się, czy puszczenie chłopaków samych nie jest aby za bardzo lekkomyślne, ale teraz cieszę się, że pojechali. Za każdym razem, gdy robią coś samodzielnie i jest to ich pomysł, dojrzewają w swoich własnych oczach. Nawet pojadą po prezent dla taty do centrum handlowego, nawet Monsterówna zlitowała się nade mną i SAMIUTKA udała się mierzyć sweterki do swojego ulubionego H&M, gdyż poczuła nagle ogromną potrzebę nowego sweterka na już.

I o to chodzi.

Monster właśnie dzwonił ze szkoły, że sprzedał swoje podręczniki. Zanim wydukałam, zapowietrzywszy się, że przecież jest Monsterino, wyłożył mi, że Monsterino idzie innym programem i teraz podręczniki będzie wypożyczał w szkole, więc Monster może spokojnie handlować, co pasuje mu szalenie (już planuje wakacyjną pracę, gdy tylko skończy 16 lat, by kupić sobie motor). Teraz pewnie będzie negocjować, by całość kasy na swoje rozległe potrzeby przeznaczyć...

niedziela, 21 czerwca 2015
veni, vidi, vici

 

Monsterówna na topie -  średnią ocen ma 5,4 - i to bez szóstki z wfu, bo zajęcia pozaszkolne podwyższenia nie dają, a z ocen wychodzi 5. Przez te serwy siatkarskie.

W zeszłym tygodniu z Łańcuta, z Mistrzostw Polski Juniora Młodszego, przywiozła piąte miejsce w indywidualnych i srebrny medal w synchronie. I jeszcze formę medalu skrytykowała, bo teraz marzył jej się trójkątny.

Na ten weekend wszystkie Monstery z Monstertatą na czele miały biegać, ale Monstertata kontuzjowany, Monsterino wyjechał na urodziny kolegi i już mieliśmy w ogóle się nie fatygować, ale w końcu to był wieczorny bieg, niebo się rozjaśniło, MonsterUnio miał się przewietrzyć, no to pojechaliśmy.

Ostatecznie Monsterówna zawsze lubiła biegać i w szkolnych konkurencjach dobrze jej szło, ale takiego spraw obrotu się nie spodziewaliśmy.

 Najpierw biegł Monster i biedny zawsze na tym czwartym, piątym miejscu ląduje.

 

A potem wystartowała Monsterówna i biegła, biegła, długo biegła, bo dla młodziezy w jej wieku przewidziano już 1500m, aż dobiegła... pierwsza z dziewczyn.

Ha - taka czempionka.

 

Znajomi podpytywali się, czy regularnie trenuje. Tak, podbiegi do tramwaju.

A na biegi na wszelki wypadek wzięła książkę (tylko nie przyznała, czy chciała czytać, gdyby trasa okazała się zbyt nudna.)

sobota, 13 czerwca 2015
Dziewięciolatek

 

Oj, ten dziewięciolatek - czasem przytulasek, czasem bez kija nie podchodź. Często ostatnimi czasy zastanawiam się, czy byłby inny, gdyby nie starszy brat (bo ze starszą siostrą aż takich starć nie odczuwamy). Ale bezsensowne to gdybanie, bo jest przecież, jak jest.

Dziewięciolatek nadal nie lubi przegrywać. Obraża się wobec tego często, bo nie sposób ciągle wygrywać. Albo rezygnuje z uczestnictwa w grze, co przy jego zaangażowaniu w drużynie piłkarskiej i w akrobatyce oznacza ciągłe scysje z trenerami.

W szkole ewentualnie lubi matmę, bo nie ma z nią problemów. Z angielskim też nie, ale nie lubi pani, a jak Monsterino nie lubi pani, to mogiła. Więc jeśli, niestety, słynna Pani Od Polskiego Monsterówny przejmie jego klasę, to nie spodziewam się wysokich ocen z polskiego. Bo przez rok nie dojrzeje, obawiam się.

Monsterino lubi jeść, dużo i dobrze, więc sport ratuje jego sylwetkę, ale trener akro i tak narzeka, więc to kolejny punkt zapalny w naszych relacjach ze światem sportowym. Rzuca akro i piłkę po każdym nieudanym treningu. Dobrze, że zawody pływackie są tylko raz w roku, bo by i basen rzucał.

Podczas urodzin, w tym roku na wszelki wypadek zorganizowanych poza domem, raz podszedł mówiąc, że to najgorsze urodziny w jego życiu (nie był w stanie wspiąć na samą górę ścianki), po chwili, gdy ostatecznie wszedł na samą górę, podszedł i podziękował za najlepsze jego urodziny w życiu.

Trzymam kciuki za Twoje szczęście, Synu!

czwartek, 11 czerwca 2015
życie to rozstania i (może kiedyś) powroty

 

Nadeszła ta chwila w końcu. Moment, którego nie oczekiwałam zupełnie tak wcześnie: etap, w którym przestaliśmy podróżować w komplecie.

To, że na wyjścia w miasto, na warsztaty, teatry i inne takie imprezy wychodziliśmy w ograniczonym składzie, to już od pewnego czasu się działo. Ale wyjazd? Jeszcze zagramaniczny?

Przekładaliśmy weekend w Berlinie od listopada, by w końcu wybrać się do wytwórni filmów Babelberg w Poczdamie.

Zapisałam termin w kalendarzu i się zaczęło.

Najpierw zaprotestowała Monsterówna - bo okazało się, że ma w weekend treningi przed zawodami. Monster EWENTUALNIE się zgodził, bo z gipsem i tak nie skacze, ale weekend przed komputerem przywitałby z większym entuzjazmem.  A na koniec Monsterino prawie nie pojechał ze względu na jego absolutnie konieczną obecność na meczach ligi red boxa.

Monstertata nakazał mi NICZEGO nie rezerwować bez konsultacji na forum rodzinnym, no bo po co.

Normalnie okaże się, że niedługo z jedynakiem będziemy tylko jeździć....

A tak poza tym, to ciągły kołowrotek. Każde coś tam ma, Monstery starsze podwyższają oceny (skutecznie), Monster zdał test kompetencji na 87 miejscu na 90 miejsc, które oferują w gimnazjum i teraz będzie jazda - bo jeśli osoby z niższą punktacją będą miały w drugi etapie lepsze świadectwo niż Monster, to biedaczek wypadnie z kolejki. I będzie musiał pójść na język francuski, bo tam tak niski poziom był zdających, że wszystkich przepuścili do drugiego etapu.

Test szóstoklasisty poszedł Monsterowi i dobrze (angielski na 39/40 punktów - dlaczego straciłeś 1 punkt, było moim pierwszy pytaniem jeszcze przed gratulacjami - jak mógł stracić punkt na takim łatwym teście!), a część zasadnicza na 37/40 punktów - wszystkie stracił w części języka polskiego, jak się można domyślić. I tak nieźle jak na jego poziom orto).

No ale do tego gimnazjum idą sami z najlepszymi wynikami, więc trudno przewidzieć, jak to będzie. Wyniki na początku lipca.

Jeszcze zdąży zatańczyć poloneza. Według jego recenzji wszyscy szóstoklasiści ruszają się podczas tańca jak paralitycy. Ale zakazał nam (rodzicom) pokazywać się na balu.

Monsterówna będzie miała jakąś niebotyczną średnią, nie wiedziałam, że takie są w gimnazjum możliwe. Ale to gigantka - już to nie raz ustalaliśmy. Dzisiaj jeszcze w ramach wolontariatu, w którym uczestniczy w świetlicy szkolnej organizują z koleżanką zawody sportowe dla dzieci.

A tak odnośnie sportu, to z WFu ledwo ledwo piątka jej wychodzi. Pannie Zawodniczce AZS AWF Poznań. No tak, ale z serwów siatkowych dostała 2! Jedyna dwója EVER w karierze. Z WFu! No i co zrobić. Nie zaserwowała wystarczającą ilość razy i klops. Co z tego, że biegała w lekkoatletycznej reprezentacji szkoły. Z siatkówki 2.

W międzyczasie zaliczyłam wykańczającą sesję w przymierzalni H&Mu, gdzie Monsterówna wybierała KOLEJNE czarne krótkie spodenki, gdyż tylko takie są obecnie obowiązujące na lato.

I takaż koszulka.

Monsterbabcia, czyli moja własna mama sugeruje, że mnie pokarało. Ale ja dopiero w liceum tak chodziłam na swoją obronę.

No nic.

Sandałów w lecie, nawet sportowych, nawet keenów, też się NIE NOSI w tym wieku. W ogóle.

Mówię, że chociaż do leśnej głuszy weźcie sandały (Monster też już jest prawie gimnazjalistą, on też nie nosi) - NIKT WAS TAM NIE BĘDZIE WIDZIEĆ.

- Tego nie wiesz na pewno - odpowiadają.

Na przykład Monsterówna wybrała się z tatą rowerem na cmentarz, a że żar lał się z nieba, a i tata bieżył w keenach, wymusiłam na córce też wietrzenie stóp. No i miałam za swoje, bo okazało się, że oczywiście spotkała tam koleżankę ze szkoły.

Monsterino z kolej podarł książkę do ortografii: bo on tak robi.

Nie sposób się z nimi wszystkimi nudzić.

Archiwum
do Monsterowa tędy