wtorek, 24 czerwca 2014
rzutem na taśmę

Monsterówna dociągnęła do niebotycznej średniej 5,8, w sumie przez klasy IV-VI ma 5,79, co nijak jej nie pasuje, bo koleżanka z klasy równoległej dobiła do 5,92! (Same szóstki prócz jednej piątki z WF-u) Jedyny problem w tym, że osoba o najwyższej średniej udaje się do Prezydenta Miasta Poznania po odbiór Uścisku Ręki. I się nie udało. 

Biedna Monsterówna zatem na plac Kolegialny nie jedzie, za to musi przygotować mowę pożegnalną na zakończenie roku. Czy jest jeszcze jakieś inne dziecko w Polsce, które dwa dni przed zakończeniem roku jeszcze odrabia lekcje?

- Pod koniec roku w szkole jest spoksik - twierdzi Monster - Oglądamy filmy, gramy na tablicy interaktywnej - ale w gry przedmiotowe - zastrzega, żebym czasem nie zaliczyła mu tych godzin na poczet domowego tłuczenia w Battlefielda, nazywanego czasem Butterfieldem

- Zatykam uszy, kiedy przeklinają - zastrzega Monsterino, który choć 3 lata młodszy oczywiście musi grać w te same gry, co starszy brat

- Wyłączcie głos - sugeruję. Okazuję się abnegatką, bo oprócz głosu równolegle lecą napisy.

- Jak zauważę, że przeklinacie, przestaniecie grać - uspokajam swoje sumienie

W weekend Monsterino robił za jedynaka, a starsi skakali finały Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Monsterównie się nie udało - 13 miejsce w Polsce, za to do przodu wyskoczył Monster, który z podium ześlizgnął się dwoma setnymi! Już czuł ciężar medalu na piersi...

Trenerzy, w przeciwieństwie do megarozczarowanego Monstera, bardzo zadowoleni z jego występu, bo to było najwyższe miejsce wśród wszystkich zawodników z klubu. Poza tym Monster znowu w wysokiej formie. No, ale żeby TYLKO czwarte miejsce!

Monstery sprawozdały, że Jawor, gdzie odbywała się olimpiada, to ma bogato - dziesięć trampolin w klubie! (Poznań ma ich w porywach do sześciu na sali). Poznań ma za to stadion. Monsterino chce zostać piłkarzem. Gdy przyszliśmy na jego trening trochę za wcześniej i grała wyrośnięta młodzież, nasłuchałam się więcej niż przez ich cały tydzień tłuczenia w komputerze.

- Ale oni [czyli piłkarze na boisku] to nie znają wielu przekleństw - podsumował Ekspert - tylko ciągle Q i Q

To już ostatnie zawody w tym roku szkolnym. Cały MIESIĄC przerwy w treningach. Nie wiem, jak trener może spać po nocach w lipcu.

(*)(*)(*)

W czwartek żegnamy ostatnią już Monsterprababcię. Seniorka rodu dożyła pięknego wieku 94 lat i odeszła w pełni sił fizycznych (jak na swój wiek oczywiście), ale przede wszystkim umysłowych. Każdemu z nas życzyć takiej śmierci.

I tak to się plecie: Monstertata miał świętować swoją czterdziestkę hucznie, ale w obliczu śmierci babci tak się nie zdarzy. No cóż, poczekamy do półwiecza.

 

A i jeszcze mały monstertatowy akcent:

Portret Ojca by Monsterino

I nie chodzi tu o brak talentu plastycznego, tylko o napis na koszulce. Monstertata ma koszulkę z bąkiem (taką zabawką dziecięcą) i napisem: "jak się denerwuję, to puszczam bączki". Monsterino zdał test z rozumienia słowa pisanego.

poniedziałek, 16 czerwca 2014
Trzynastego, czyli kumulacja

 

Że urodziny Monsterina będą organizowane w piątek, skoro wtedy przypadają było wiadome już od zeszłego roku, kiedy były w czwartek;) I że z nocowanką, to też było planowane od dawna.

Ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że w tym samym dniu odbędzie się bal szóstoklasistów

oraz, że zaraz po balu trener zgarnia zawodniczki wprost z parkietu na Ogólnopolskie Mistrzostwa Juniorów Młodszych.

Zatem Monsterówna skończyła trening, wróciła do domu, wskoczyła w suknię i już była gotowa, a ja mogłam pobiec po ekipę chłopaków do szkoły, podrzucając na bal szarlotkę świeżo upieczoną przez babcię i pomagając ozdobić salę. A na złośliwe pytanie jednej z mam, dlaczego nie pomagam córce się oporządzić, tylko z chłopakami się użeram, mogłam z lekkim sercem odpowiedzieć, że przecież ona żadnych przygotowań nie potrzebuje.

[No i przecież Monstertata został oddelegowany do pilnowania (czyt. pilnej obserwacji i odstraszania ewentualnych absztyfikantów) córki]

Nasza Monsterhermiona.

Gdy odbierałam podekscytowaną brygadę ze szkoły, po plecaki podjechał pod szkołę dziadek,
(jak widać cała rodzina współpracowała, żeby ten dzień  w czasie zgrać), a ja z chłopcami pobiegliśmy w podskokach (nie da się inaczej z akrobatami) do domu.

I tak jak cały tydzień mieliśmy greckie upały, to akurat  w urodziny Monsterina niebo zachmurzyło się i spadł deszcz. A po deszczu wyszły ślimaki. No i przez przypadek, lub nie, nie dojdziesz już teraz, pierwsza para rozdeptała całą watahę śluzowatych.

Monsterino rzęsistymi się łzami zalał, że jak oni mogli! "One nikomu nic nie zawiniły" - łkał.

(przed oczami stanęły mi nasze jazdy slalomem do przedszkola, żeby na żadnego ślimaczka czy innego robaczka nie najechać).

Chłopcy stanęli skonsternowani, nie za bardzo chyba rozumiejąc rozpacz kolegi. Jakośmy poprzepraszali rodzinę ślimaków i Monsterina, jakoś Monsterino dał się przekonać, że te rozdeptane są już w ślimaczym niebie i popędziliśmy dalej, bo pierwsza para już widziała dom Monsterina w oddali, o czym nie omieszkali rozgłosić wszem i wobec. Czy słychać nas było w hen, gdzieś w Polsce? Za oceanem? (po wodzie się niesie) Bo w obrębie Poznania to na pewno.

 

*

Wychodzi na to, że najspokojniejszy dzień miał Monster. Wziął dwie torby do szkoły, jedną szkolną, jedną na zawody. Pojechał busikiem do Zielonej Góry o 13, nie odbierał od nas ani smsów, ani telefonów (oficjalna wersja, że mu się karta sim zawiesiła, nieoficjalna - nie chciało mu się, bo CIĄGŁE GO PYTAM O WSZYSTKO!). A potem skoczył, nawet kilka razy (to były drużynowe mistrzostwa oraz synchrony, więc wyniki liczyły się grupowo) i przywiózł dwa srebrne medale.

Monsterówna tym razem poza podium.

Ale nic straconego - przyszły weekend to Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży. Tym razem pracują na swoje indywidualne konto.

*

W ogarnięciu hałastry pomogła mi Pani Animatorka, a raczej to ja jej przez pierwsze godziny pomagałam (donosiłam napoje i karmę). Dawała radę, potrafiła bez zbędnej zwłoki odpowiedzieć na bezczelne teksty oraz bez mrugnięcia okiem proponowała następną aktywność, gdy na jej pierwszą propozycję wszyscy odwracali się na pięcie, albo, co gorsza, dwóch się godziło, trzech szło w trzy różne strony, a reszta jadła chipsy. Jak mnie zostawiała po dobrych trzech godzinach intensywnych zabaw na dworze, a chłopcy absolutnie nie wyglądali na zmęczonych, to ujrzałam coś na kształt współczucia w jej oczach...

Sama sobie wtedy wyrzucałam, że na taki wariant imprezy się zgodziłam, no ale trudno - słowo się rzekło, musiałam być dzielna. Chłopcy podzielili się na podgrupy, na bo jakże by inaczej. Trzeba przyznać, że żaden nie poprosił o tablet czy play station. Zlustrowali stan wyposażenia domostwa w gadżety elektronicznie, rozlali przepisową ilość słodkich napoi, rozsypali, co tam było do rozsypania i rozbiegli się po chacie. Rozważałam kursowanie pomiędzy pomieszczeniami kontrolnie, ale stwierdziłam, że newralgiczne są schody, więc będę ewentualnie asekurować spadających.

Po 21 wrócił z balu Monstertata, więc mogłam odetchnąć z ulgą.

Zapowiedziałam seansik, gdy się obmyją (mieli pomalowane farbami buzie) i wskoczą w piżamy.

No to się zaczęło.
Jeden myje się tylko raz na tydzień, drugi tylko w wannie, trzeci nie będzie mył zębów w towarzystwie... Seans im narzuciliśmy - gadali przez cały czas komentując bohaterów kreskówki. Zasypianie to kolejny cyrk - gdzie kto leży i jak lubi zasypiać: jeden musi mieć światło, drugi nie może zasnąć przy świetle, jeden chce mieć zamknięte drzwi, drugi otwarte, jednemu za ciepło, drugiemu za zimno, zanim ustalili, kto gdzie leży, nadeszła północ.

Gdyby Monstertata nad nimi nie stał i nie nakazywał zamknięcia oczu i buzi na parę sekund, to by nie zasnęli do rana.

Myśleliśmy, że choć do 8 mamy spokój. Gdzie tam - wstali o 6:10.

Jedyne zdjęcie, gdzie udało się uchwycić cała ósemkę, tyle że Szymek w postaci samej głowy na poduszce w tle...

TO nic - cała bandę pakowaliśmy rano w samochody  i wieźliśmy na następną imprezę z nocką... Tam nie spali do 1:30 i wstali o 8. Co za kondycja!  Co za maraton: niektórzy goście domu nie widzieli przez dwa dni.

Monsterino podziękował mi za imprezę i liczy dni do następnej. Ja się na razie nie wypowiadam.

piątek, 13 czerwca 2014
Ośmiolatek

Taki stary już Monsterino. Kawał faceta. Kochany, mądry, ale i humorzasty. "Zabójcza lewa noga" - jak mu kadzi trener od piłki i wtedy Monsterino pragnie zostać piłkarzem zawodowym, [zarabiać kupę kasy i kupić sobie BMW], co nie przeszkadza mu zejść w środku meczu z boiska, bo mu nie podają, albo akurat źle bronili i dalsza gra nie ma sensu. Postoi, napije się, popatrzy i ...wraca w podskokach do gry. Nie dogonisz emocji.

 

 

 

Trzynastego w piątek w tym roku wypadło i być może dlatego wylądowałam właśnie z ośmiorgiem ośmiolatków którzy jeszcze nie śpią, a taki wypasiony barłog w naszej sypialni im przygotowaliśmy.

Na razie seansik, a już prawie północ.

 

O wieczorze (i nocy) z ośmiolatkami jeszcze będzie, bo to dłuższa historia, a na razie:

Synku: wspaniałego życia! Żeby Cię zawsze otaczali życzliwi Ci ludzie.

wtorek, 10 czerwca 2014
wszyscy są inni

 

Czerwiec: miesiąc wycieczek, festynów oraz... ostatnich zebrań szkolnych. Klasyfikacyjnych.

Mam strategię przebywania na obu zebraniach jednocześnie (bo u starszych odbywają się w tym samym czasie). Najpierw wlatuję do Monsterówny, odbębniam obowiązkowe podpisy i składki, pobieram karteczkę z ocenami, które mnie nigdy nie zaskakują i tyle by było z moich życiowych przyjemności.

Potem wlokę się na zebranie do klasy obok.

Nigdy w życiu nie czułam się tak zawstydzona, jak na zeszłotygodniowym zebraniu w klasie Monstera, gdy Wychowawca orzekł jak bardzo bezczelnym gburem okazuje się być mój syn (źle wychowany tak w skrócie, do nauczycieli jak DO RÓWNYCH SOBIE odpowiada) i że czerwonego paska przez swoje zachowanie nie zarobi. Stwierdził, że to nie tylko jego zdanie, że WSZYSCY nauczyciele narzekają na pyskującego chama i że jak teraz mu ulegniemy, to sobie nie poradzę (ja, matka) później.

O, to tutaj przegiął. Wycedziłam, żeby o mnie się nie martwił, ja sobie poradzę, a szkoła, niech robi, co uważa. Tyle tylko, niech się nie dziwi, jak aktywności dużej ze strony Monstera nie uświadczy, bo ja go wiecznie pchałam, żeby efekt niewyparzonej gęby jakoś innymi aktywnościami zneutralizował. No i wydawało się, że to działa. Ale nie - wracamy do podstaw systemu szkolnego - tylko cisi i pokorni nagradzani będą.

Nie usprawiedliwiam Monstera, gdzie tam. Wiemy, jaki potrafi być, forma jego wypowiedzi wiele pozostawia do życzenia, ALE zrobił duży postęp od rękoczynów, które na porządku dziennym były jeszcze w klasie czwartej! Poza tym nie przeklina namiętnie, co by go jeszcze bardziej pogrążało.

Jak wpadłam do domu, to z daleka wołałam, żeby się schował przede mną, bo nie wytrzymam.

Teraz codziennie odhacza, jeśli powstrzymał słowotok, bo jednak pan się ugiął i obiecał, że jeśli do końca czerwca nie będzie pyskował, to mu poprawi ocenę.

Tymczasem Monster ma przechlapane w domu, bo odmawia jedzenia. Anorektyk jeden. Spytałam go wprost, czy zamierza zejść z tego świata, bo po co ja będę inwestować w chodzącego trupa. Może to drastyczne, ale szczere.

O dziwo, Monster wrócił do skakania. Trener pytał się, co mu obiecałam, ale to znowu żadna moja zasługa - taktyka powolnego rozruchu zadziałała - w końcu skoczył jedno, drugie salto i trampolina przestała go przerażać. Do tego stopnia, że jedzie na kolejne ogólnopolskie zawody, bo odzyskał formę. Co za gość! Nie wiem, skąd ma siłę do odbijania się, skoro dostarcza paliwa na poziomie granicy przeżywalności i to najchętniej w postaci cukru.

Poza tym, ostatnie tygodnie szkoły to wycieczki, przecież.

Monstery starsze odbyły zieloną szkołę w bazie harcerskiej, skąd przyjechali brudni, niewyspani, ale szczęśliwi, Monsterino był w Toruniu, skąd przywiózł KUSZĘ oraz pierniki dla wszystkich. Wydał więcej niż wziął pieniędzy ze sobą, ale już oddał z kieszonkowych wszelkie pożyczki. Festyn był w szkole i w leśnej głuszy. Ciągle gdzieś latamy z wywieszonym językiem.

Poza tym Monsterówna zdała sprawdzian predyspozycji językowych do gimnazjum i raczej się dostała, bo ma 13 czy 15 od góry wynik, a dojdą do tego wyniku jeszcze punkty za świadectwo, które będzie szóstkowe, ale nie spoczywa na laurach, nie ona. Jeszcze pisze prace z polskiego, jeszcze wypełnia ćwiczenia z przyrody, jeszcze się uczy na niemiecki - ale największą nagrodą za jej pilność było drużynowe wygranie dzielnicowego turnieju - Omnibusa Łazarskiego, dzięki której dostała bon do Empiku na 100 zł. Już sobie w sobotę planowała, co tam sobie przed nowym rokiem szkolnych nabędzie. Bardzo zadowolona. Nawet nie wiedziałam, że tak może być ukontentowana moja córka. Może za mało bonów jej daję...

A tak w ogóle to akurat ten wpis miał być polemiką z szefową akcji "Całą Polska Czyta Dzieciom", panią Ireną Koźmińską, która stwierdziła, że chłopcy są inni, a nawet opublikowała poradnik odnośnie specjalnego wychowania chłopców. Generalnie chodziło jej o to, że chłopcy rozwijają się inaczej od dziewczynek, więc odmiennie należy podchodzić do ich wychowania. Nie wiem, jak duża była jej próbka badawcza, zwłaszcza, że sama jest matką córki li jedynie, moja próbka też niereprezentatywna, ale patrząc przez te wszystkie lata na moje dzieci i ich przyjaciół, znajomych, kolegów i koleżanki z podwórka i placówek oświatowych, stwierdzam, że wszyscy są inni, po prostu. Nie ma absolutnie żadnego uogólnienia, typu: dziewczynki są lepsze w mówieniu, a chłopcy w liczeniu, dziewczynki są bardziej pilne, a chłopcy rozrabiają. Nic z tego. Tyle samo przykładów w każdą stronę jestem w stanie podać. Konkretnych. Osobowych. Nie ma uogólnień, z podręcznika o wychowaniu nauczycie się jedynie o pielęgnacji oraz ogólników pasujących do każdego i do nikogo. O trendach w rozwoju, podpowiedzi rozwiązań można znaleźć, ale żadnych gotowych recept. Nic z tego. Wszystko trzeba na gorąco, na żywym organizmie, na sobie sprawdzić.

Ale czy ktokolwiek obiecywał, że będzie łatwo?

Archiwum
do Monsterowa tędy