czwartek, 30 czerwca 2011
zdemotywowani


Od kiedy Monsterdziadek wystawił basen o rozmiarze prawie olimpijskim, czyli od roku, nasza motywacja do jakichkolwiek dalszych wyjazdów w poszukiwaniu czystej wody do popluskania spadła niemal do zera.


Bo gdzież Monsterom lepiej będzie niż w Leśnej Głuszy, w basenie wśród sosen. (Już nie mówiąc o tym, gdzie będą mieli lepszą od babcinej stołówkę oraz opiekę, niezmiennie i niezmiernie wdzięczni jesteśmy. Nieustannie przyrzekam, że oddam w opiece nad prawnukami).

no tośmy zainaugurowali sezon leśny.

A od obcowania z ptactwem nie ma ucieczki (chociaż w przedszkolu projekt się już zakończył, pani mówią, że dzieciom tak się spodobało, że możliwe, że powrócą do niego we wrześniu)

Mamy pierwsze trofea wakacyjne (i niech na tym pozostanie...)


a że gości tłum, to Monstery z Monstertatą na ochotnika spały w namiocie

tyle, że rano lądowali na ziemi - tu szukają dziury w materacu

Nie można pominąć rytualnej imprezy leśnogłusznej - podchodów

tym razem robię dłuższe wycieczki i głębiej w las. Zadania też są trudniejsze (mnożenie oraz ortografia;) Ale tradycyjną piosenkę, najlepiej o wakacjach, też musieli zaśpiewać.


A my tradycyjnie, remoncik. Tym razem klatka schodowa.

Plus odgruzowanie domu i zagrody oraz biureczek pracowniczych. Zarastanie gazetami, papierami i innymi przydasiami jest straszne. Nie wiem, jak Wy, ale ja nie potrafię uporać się z tym na bieżąco.


wtorek, 28 czerwca 2011
ojca piedestał


Równo miesiąc temu Monsterówna narzekała, że jaka to niesprawiedliwość, że dzień ojca jest już na wakacjach. Bo na dzień matki, to się w szkole przygotowuje, a dzień ojca trzeba samemu zorganizować.

- A w przedszkolu dzień matki i ojca była połączony - nieśmiało wtrącam

- W przedszkolu! - parska Monsterówna i przewraca oczami (Monsterównie udaje się to tylko w domu, Monster nie potrafi powstrzymać się od wywracania oczami w szkole, a to gorzej)

Toteż przez miesiąc Monsterówna kleciła niespodziankę na dzień ojca. To jeszcze nic, bo w czerwcu Monstertata ma też urodziny, o czym było dwa wpisy wcześniej, zatem Monsterówna już od kwietnia molestowała mnie, co zrobimy z tej okazji. Potem przerzucała liczne, ręczne wytwory z kupki urodzinowej na dzieńtatową i z powrotem.

Aż nadszedł TEN dzień.

Faceci w ogóle nie zdają sobie sprawy, że powinni chcieć przede wszystkim córki.

Syn wykrzyczy w twarz, że "mama rządzi", albo "przecież to mama decyduje, a nie tata, więc mama jest głową rodziny", a córka?

Zawsze pamięta, by życzyć dobrej nocy i dobrego dnia, woła tatę na wspólny posiłek, pamięta o nim zawsze i wszędzie.

Gdy Monstertata naprawiał piec, który nie chciał grzać nam wody i włączając prysznic na dole żartowałam, że woda leci najpierw na górę sprawdzić, czy w górnej łazience nikogo nie ma, potem pędzi do kuchni zobaczyć, czy tam nie jest potrzebna, potem musi odpocząć po szaleńczym biegu i na końcu, dysząc cieżko, wyskakuje prysznicem. A jakie to nieekologiczne marnotrawstwo!!

Zatem Monstertata przeczyścił piec i miało już być lepiej. Monsterówna poszła testować.

Wchodzę do łazienki, Monsterówna drży pod zimną wodą, więc wołam Monstertatę, bo nie działa. Wchodzi Monstertata, coś tam dalej przepycha, Monsterówna wypiera się swojej poprzedniej opinii: dzielnie bierze zimny prysznic, jakby nigdy nic.

Monstertata wychodzi, a ja zarzucam Monsterównie kłamstwo. Pytam dlaczego nie powiedziała prawdy?

- Bo nie chciałam, żeby tatusiowi było przykro! Tak się namęczył, by naprawić ten piec!

Tak. Mężczyzna pragnący dziedzica nie powinien płakać z żalu, gdy okaże się, że jednak oczekuje córki. Wręcz odwrotnie.


środa, 22 czerwca 2011
pokazowo



Monsterino zakończył pokazem pływacki rok. Nie wiem, czy czegoś szczególnie się nauczył. Nurkował już wcześniej, strzałką też już pływał. Fakt, że przepłynie pod wodą cały basen na jednym oddechu (mały basen, ale zawsze), wiąże się luźno z zajęciami. Pływanie stylami go męczy.






Co do Monsterówny, to według mnie było BOSKO, bo przecież na trampolinie raz udało jej się ukończyć cały układ, a dopiero za drugim razem wypadła z pola i musiała zejść (a bała się, że nawet jednego punktowego pokazu nie ukończy). Natomiast na ścieżce było tak:
(ten układ jakoś się nazywa, dowolny klasy młodzieżowej, chyba. Muszę skonsultować z ekspertem)


niedziela, 19 czerwca 2011
ci, co czekają i ci, co tak sobie (przynajmiej, jeśli chodzi o wtorek)


No jasne, że Monsterino ma utytłaną twarz rozgniecioną truskawką, bo jest to konieczne do odgrywania Lorda Vadera. I że jak jadą z Monsterem rowerami, to wydają odgłosy paszczowe przypominające ścigające się myśliwce, a wymijając się wykrzykują komendy: "teraz z prawej, osłaniaj". Oczywiście najpierw raz na zawsze ustalili na przykładzie roweru Monsterina, gdzie jest prawa strona.

Jest różnica gdy jadę na przejażdżkę z Monsterówną li jedynie, a gdy z chłopakami. Znaczna. W ciśnieniu, ale bynajmniej nie na pedały.

Lubię podsłuchiwać fabularne zabawy Monsterów. Chciałabym móc je zanotować. No może do momentu, gdy jeden nieostrożny ruch puszcza w ruch domino. Najpierw słowne:

- Jak dotkniesz mój statek, to cię chyba zabiję! - ostrzega Monster

Monsterowo wstrzymuje oddech. Odgłos delikatniego puknięcia klocka o płytki mówi wszystko, pędzę by wstrzymać lawinę, więc gdzie tu miejsce na notatnik.

Albo o dziwo, siedzę. Notuję właśnie.

- Gdzie jesteś, mamusiu! - panika w głosie Monsterina w skali od jeden do dziesięć, tak z osiem.

Nie odzywając się zyskuję jakieś siedem sekund.

- Zrób mi kanapkę! - jęczy Monsterino

- Odpowiednie słowo - bąkam

- Proszę, kochana mamusiu - podlizuje się

- Już jesteś głodny? - przeciągam, przecież ledwie ogarnęłam po obiedzie (fakt, mogłam posprzątać OD RAZU po obiedzie, ale niedziela ma swoje prawa) - może pić ci się chce?  (jak w tym kawale - po wypiciu wiadra wody: a widzisz, tylko pić ci się chciało...)

- Nie pić, jeść! Zaraz umrę z głodu! - wykrzywia się Monsterino

- Nie chcemy, żebyś umarł z głodu - oświadczam żarliwie

- Leżałbym tylko tak PŁASKO... cicho.... - wizualizuje Monsterino


*****

Już coraz mniej zostało na liście imprez do odhaczenia przed końcem roku, ale i te ostatnie dni do końca dobrze zagospodarowane są.

Świętowaliśmy mamowo i tatowo w przedszkolu. Monsterino był bocianem.


Festyn i w szkole i w przedszkolu był, no jasne, że w tym samym dniu. Nawet się nie zdziwiłam (lata praktyki), tylko poprosiłam o pomoc (dzięki, Kasiu!).

Na szkolnym festynie klasa Monstera grała w orkiestrze przedmiotów powszechnie dostępnych.


Monster stłukł butelkę w trakcie prób (uwaga w dzienniczku!), ale ostatecznie wyszło świetnie! Monsterowa Pani to kopalnia pomysłów.

Przeżyliśmy, bardzo szczęśliwie, urodziny Monsterina


Zakończenie roku na taekwondo


Urodziny monstertaty świętowaliśmy trochę przedwcześnie, ale Monsterówna, bo to był jej pomysł, nie mogła się doczekać.





No i tak powoli docieramy do otwartych walizek.
Monsterówna, jak zwykle gotowa na czas.



Nie zdziwicie się, prawda, jeśli powiem, że już przygotowała miejsce na nowe podręczniki, a te do czwartej klasy, które już dostała, zdążyła przeglądnąć, a nawet poczytać?
Sama tak robiłam, więc ją rozumiem.
Już same nazwy przedmiotów: historia! Przyroda! Niemiecki! Nie sposób nie zerknąć.
Ale przed Monsterówną jeszcze jedno, bardzo dla niej stresujące,  wydarzenie, bo to debiut - wtorkowe zawody na trampolinie.
Trzymajcie kciuki!



poniedziałek, 13 czerwca 2011
Pięciolatek



- On jest taki bliski Natury - mówi monsterinowa pani wychowawczyni na dorocznym spotkaniu rozwojowym

W tym momencie myślę o tym, jak to Monsterino zauważa nowe kwiaty, czerwieniejące czereśnie, robaczki na chodniku i uważa, że pająki to nasze domowe zwierzątka.
Coś w tym jest - zgadzam się z panią w myślach.

- Bo on tak lubi jeść rękami, bez sztućców... - kontynuuje myśl nauczycielka

- Dzisiaj zapytał mnie kogo z chłopców w grupie uważam za najładniejszego. Wymijająco powiedziałam, że wszyscy są ładni, a on mi na to, że uważa, że chyba jednak on jest najładniejszy...

O tak, nasz Pięciolatek jest do takiego tekstu zdolny.
Do przejrzenia się w lustrze ze słowami "muszę zobaczyć jak ładnie wyglądam", do wymyślania historyjek, opowieści dziwnej treści i wkręcania wszystkich wkoło.
Wydaje się, że nie ma problemu z poczuciem własnej wartości.
I dobrze. Niech Ci tak zostanie na całe życie, synku!




wtorek, 07 czerwca 2011
odimiennie plus walka


- Czy wiesz, że są dwie litery h? - pyta Monsterino, a ja, zaskoczona, że już o tym wie, myślę sobie o Monsterze, który w pokoju obok właśnie psioczy, bo mu dokładnie z powyższymi literami zadałam dyktando

- Bo jest H jak Hubert i Ch jak Chimek! - kontynuuje Monsterino, a tymczasem sytuacja w pokoju obok nie polepsza się.

Monster w ogóle rozżalony był wczoraj, bo właśnie się dowiedział, że ma PRAWO do robienia błędów, a ja na niego nakrzyczałam i jak mogłam o takim prawie zapomnieć!

Najpierw się broniłam, że skoro on może zapomnieć po raz kolejny pióra czy dzienniczka, to mogę zapomnieć o jego prawie, zwłaszcza, że chodziło o zadanie pytania do zdania:

Mikołajek zbierał czekoladowe jajka, przy czym podkreślony był Mikołajek i o to miał zapytać.

Wersje Monstera:

- Dlaczego Mikołajek szukał czekoladowych jajek? ewentualnie, jako druga opcja

- Ile jajek znalazł Mikołajek?...

Troszeczkę opadły mi ręce, więc analizuję, czy rozumie polecenie. Niby rozumie, ale nadal tworzy wymyślone pytania. Fakt, troszkę się uniosłam, mogłam spokojniej. Z drugiej strony, Monster czuł się upokorzony, że mógłby cokolwiek zrobić źle, bo nie znosi porażek. Z trzeciej strony, może by się gościu przyzwyczaił, że nie da się wszystkiego umieć od razu, no ale to chyba ponad jego możliwości. Przeprosiłam go w końcu, właściwie, to nawzajem się przeprosiliśmy, ale niesmak pozostał.

Poza tym walka o podstawowe umiejętności w języku polskim trwa nadal.  Wydawało się, że gdy będzie czytał sam cicho, będzie mu łatwiej (pod warunkiem, że streści mi, o czym czytał - akurat lekturą jest Pippi, więc jestem w stanie zweryfikować treść). Poza tym, Monsterowi naprawdę coraz lepiej idzie.

Tyle, że on tego NIE CIERPI. (Abstrahując od tego, czy jest to moja porażka wychowawcza, jak mogłam do tego dopuścić i gdzie zrobiłam błąd, może za dużo mu czytamy i się rozleniwił).

W każdym razie Monster czuje się pokrzywdzony i pyta się, kim może zostać, żeby czytanie nie było mu potrzebne (bo to, że przecież nie będę mu czytać do śmierci wcale go nie przekonało, ma też rozwiązanie dla swoich własnych dzieci: żona będzie im czytać). A Pippi dobrze mu idzie, bo on to pamięta, jak mu czytaliśmy. I nie, niczego innego nie będzie czytać SAM.  Ani Tomka Sawyera, przy założeniu, że co drugie zdanie, powiedzmy, ani tym bardziej Harrego Pottera, bo mu obiecałam, że przeczytam, to muszę dotrzymać obietnicy, bo to GRZECH nie dotrzymywać obietnicy!

Na to z pokoju obok wyhynęła Anielica nasza lokalna poruszona głęboko ostatnio wykrzyczaną rewelacją:

- To niedotrzymanie obietnicy jest grzechem!? - słowo daję, że w jej głosie było słychać panikę - bo ja obiecałam Alince pogłaskać od niej kota, a nie zrobiłam tego, a przecież spowiadałam się w ostatnią niedzielę!

Pomiędzy dyszącym ze złości Monsterem i wykrzywioną do płaczu Monsterówną lotem koszącym nadbiegł Monsterino z konstrukcją statku kosmicznego w ręce.

- MAMO! - dom zatrząsł się w posadach - ON! - Monster się zapowietrzył - ON ZLIKWIDOWAŁ MI MÓJ SAMOLOT! ZEPSUŁ! MUSZĘ GO WALNĄĆ! MUSZĘ! ON!

***

A ja muszę znaleźć sposób na tego antyczytaniowego uparciucha, bo nie zdzierżę.

środa, 01 czerwca 2011
nieprzeciętniacy



- Mamo, co to znaczy "przeciętny"? - znienacka pyta Monsterówna
- Średni - mówię - niewyróżniający się
- To ja taki jestem w matematyce! - oznajmia Monster
- Tak uważasz? - dziwię się, bo przecież miał trzecie miejsce w Kangurku
- Bo z mnożenia wyszło mi tylko do 30 i przez dziewięć - tłumaczy

Aaa. Teraz rozumiem. Pani testuje ich do stu. Tyle, że jeśli nie zrobi się prawidłowo do 30, a potem do 60, to dalej nie ocenia. A przecież powszechnie wiadomo, że mnożenie przez 9 i 10 to łatwizna;)

Wieczorem dumam nad naszą konwersacją. Może powinnam go pochwalić? Nie przesadzam z chwaleniem, fakt - był trzeci, owszem, ale poziom klas drugich był żenujący! Najlepszy wynik nawet nie przekroczył połowy punktów.
Pani pociesza (choć ja się przecież nie martwię), że oni są nadal rocznikowo do tyłu i nie są dojrzali do pisania tak podchwytliwych testów, a zasady Kangurka się nie zmieniły i obejmują klasy, a nie dzieci wiekowo.
Zupełnie inaczej wyglądał test w klasach starszych, mimo, że maluch obejmuje dwa roczniki - trzecie i czwarte klasy.  Monsterówna w tym roku osiągnęła poziom wyróżnienia!

W ogóle Monsterówna miała teraz falę wygranych konkursów i co i rusz wracała z fantami. (i tu widać pomiędzy nimi różnice rozwojowe: Monster nawet nie zdołał się zorientować, że jakieś konkursy w szkole się odbywają. Po za tym, Monster nie lubi konkursów plastycznych)

To moja ulubiona praca Monsterówny - ilustracja do bajki Andersena. Chyba nie muszę pisać, której...



Monsterino natomiast będzie przez dłuższy czas monotematyczny.

Właśnie mają na wizycie w przedszkolu papugę





Wracając do Monstera. Monster nie rysuje. Oprócz planów miast, torów oraz projektów architektonicznych, które natychmiast niszczy, bo nie są na tyle doskonałe, by je dla potomności zachować. Ale przypomniałam sobie, że różno od roku wisi na lodówce moja ulubiona monsterowa praca - książe Kaspian. (bo wtedy byliśmy w okresie narniowym).
I chyba jej tu wtedy nie wrzuciłam. Szybka kreska, pisakiem, od niechcenia...



No i tak zupełnie poza tematem - Monstery  doczekały się w tym roku ponadprzeciętnych sukcesów hodowlanych! Tegoroczna fasolka nie została pożarta przez robactwo, przeżyła, zakwitła, a nawet wydała owoce. I czeka cierpliwie na przesadzenie - Babciu, prosimy, szykuj grządkę (chyba, że zdążymy ją zjeść w zupie, bo i takie są plany:)




Archiwum
do Monsterowa tędy