poniedziałek, 29 czerwca 2009
ślimaczy się



 opisywanie monsterwakacji



Monsterino ma swoje zwierzątko. Mozolnie trzeba było mu tłumaczyć, że zwierzątku lepiej będzie na trawie niż w łóżku, czy nawet obok monsterinowego łóżka.

W leśnej głuszy monsterbabcia zdobywa kolejne punkty w konkurencji na Najbardziej Kreatywną Babcię Roku. Bo jak pada, a pada już drugi tydzień, to jest trudno. Nawet bardzo.
Nastąpiła roszada, dojechał Monster (któremu samotność jedynacza w mieście podobała się mniej więcej do środy, potem już potrzebował towarzystwa i najchętniej sprosiłby wszystkich kolegów na nocowankę), wyjechała koleżanka Monsterówny, stacjonująca w ubiegłym tygodniu.
Monsterówna średnio szczęśliwa zamianą, jak się można spodziewać.

Bo w ogóle z powodu tej pogody to jakoś melancholijnie w leśnej głuszy się porobiło.


niektórzy nie narzekają


- Calna dziula wciąga i błoto wciąga - poczynił obsewacje Monsterino




ale ogólnie wszyscy czekają na słońce, by brykać




A wy jak spędzacie deszczowe wakacje?


poniedziałek, 22 czerwca 2009
O 2/3



Wywiezione 2/3 monsterskładu robi rumor w borze, a tymczasem Monster czyni honory jedynaka.

- Ty to fajna jesteś, jak nie ma Tedka - przyznaje (Tedko to jeden z dziesięciu aliasów Monsterina, jakby co) - nie krzyczysz, nie denerwujesz się, a w dodatku nikt mi niczego nie niszczy i nie rozrzuca i nie mam za co zbierać punktów - dodaje, z premedytacją zostawiając piórnik, swój nowy, jak najbardziej szkolny piórnik, na środku stołu

Czyli ekskluzywny tydzień z Pierwszym Synem, a tu jeszcze wspomnienie ostatniego tygodnia.
Monster pokazuje Monsterinowi, co można wyprawiać na przedszkolnych drabinkach (dodając, że dopiero w Figielkach - czyli w najstarszej grupie... )



a Monsterino ozdabia swoje zdjęcie



Monsterówna wypromowana aż na Rynek





i nagrodzona



A Monster wykorzystywany jako siła robocza



O leśnej głuszy, rozłące z Synem Młodszym i  Córką Najstarszą będzie jutro.
Trzeba stopniować napięcie.




piątek, 19 czerwca 2009
meta oraz start... w zależności od spojrzenia



Monsterówna otrzymała promocję do drugiej klasy.
Nie obyło się bez zgrzytów, bo na uroczystość zapomniała wziąć fletu.

- Byłam taka podekscytowała, że zupełnie wypadło mi to z głowy! - tłumaczyła, gdy bezsensownie i złośliwie pastwiłam się nad stanem jej pamięci

Miała to być niespodzianka dla rodziców, dlatego w dzienniczkach o tym mowy nie było.
Zadziwił mnie jej spokój (choć w sumie, jako, że 3/4 klasy zapomniała o instrumentach, to była w zdecydowanej większości). Będąc dzieckiem, w takim wypadku przede wszystkim bym się nie znalazła, a gdyby nawet, to poruszyłabym niebo i ziemię (w tym wypadku tatę w domu), by ten flet doniósł.
Ale skoro ona sama na ten pomysł nie wpadła, to przełknęłam swoją ambicję i dumę.

W każdym razie teraz rozumiem, dlaczego w ostatnim tygodniu szkoły jeszcze ćwiczyła.



Że w łazience, to wiadomo, ale dlaczego w kapeluszu, to już nie wiem...

Monsterówna załapała się nawet na wyróżnienie, więc w sumie mogłam nie walczyć z panią, jeśli chodzi o obdarowanie wyróżniających się dzieci dodatkowym prezentem (ja uważałam, że sam dyplom wystarczy, pani upierała się nad gadżetami i dzieci ostatecznie otrzymały lupy, co było dobrym wyborem, muszę przyznać).

Monster z kolei otrzymał srebrny, a nie złoty medal na zakończenie przedszkola. Za zachowanie.
Przyjął to z pokorą twierdząc, że z pływania ma złoty, to teraz w zupełności wystarczy mu srebrny.



Strój wojownika. Sam wymyślił, bez okazji.

- Wyraża jego charakter - skomentowała Monsterówna przy okazji dociekając, czy na pewno wzięłam właściwe dzieci ze szpitala, bo obaj bracia działają jej ostatnio, bardziej niż zwykle, na nerwy

Monsterino na zajęciach adaptacyjnych pokazał się ze swej mrocznej strony.
Nie będzie stał w kółeczku, nie będzie robił pociągu, nie będzie grał z dziećmi, a tym bardziej nie będzie dzielił się z nimi przedszkolnymi zabawkami.
Jego przedszkole, nie innych dzieci.
Może był zazdrosny, bo nagle nie był jedynym nowym przedszkolakiem, ale jednym z grupy.
Na szczęście wybrany przez niego znaczek z samolotem był wolny.
We wrześniu będzie... ciekawie.



A kiedy mama prosi, by poskładać puzzle, należy najpierw się zezłościć, a potem zasnąć. Na złość mamie zasnąć na twardej podłodze.
A przy przenoszeniu na miękką kanapę wierzgać i płakać, bo po co mnie ruszała...

Niniejszym ogłaszam początek wakacji!




wtorek, 16 czerwca 2009
rogi



- Wychodź już, liczę do trzech! - zapowiadam

Starsze wyszły już. Z ociąganiem. Użyłam szantażu, bo nic innego nie poskutkowało. Teraz słyszę, że tłuką się za drzwiami łazienki, a mieli ruszać wprost do pokoju i ułożyć się z książkami.

- Raz, dwa - zaczynam odliczanie

- Tsy, ctely... - kontynuuje Monsterino i wcale się nie rusza w wannie, wręcz przeciwnie daje nura w toń - Nie mogę wyjść, bo jestem lybą! -wypluwa wodę

- Świetne wytłumaczenie, to ty tu sobie siedź, bo rybom nie czyta się książek na dobranoc! - denerwuję się

- A statek musi płynąć na głębokiej wodzie, bo inacej utknie na mieliźnie! - informuje mnie Monsterino i wystawia nogi poza wannę

- Ciągnij mnie za moje scypce! - nakazuje

- To jesteś teraz rakiem? - zagaduję, żeby już szybciej wyciągnąć go, wytrzeć i ubrać, wieczorny czas goni, chętnie sama zapakowałabym się do łóżka

- NIE!!! Jestem klabem! - Monsterino szczypie mnie boleśnie, odczepiami jego wkręcające się palce i ostrzegam, że niczego mu nie przeczytam, jak się tak będzie zachowywać

- Ale opowies mi wielsyk o Słoniu? - pyta niewinnym głoskiem

Gdy wybiega, już ubrany, z łazienki, słyszę, gdy głosi: "był sobie słoń, wielki jak słoń, zwał się ten słoń Tomasz Trąbalski"

a za chwilę z pokoju dochodzą wrzaski Monsterów starszych.

Okazuje się, że Monsterino poszczypał ich także.

Krzyczę. Pokazuję czerwone ślady na ręce Monsterówny i na plecach Monstera.

Monsterino podnosi na mnie wzrok:

- A wies, ze rekiny nie jedzą ani płatek ani gzanek ani selka?





niedziela, 14 czerwca 2009
Trzylatek dodatek



Świętujemy.
Dziękujemy pięknie wszystkim za życzenia. Monsterinowi się deczko myli i uważa, że dostaje zaproszenia.
Monstery starsze chciały imprezki i większej fety, ale torty, balony i gromkie sto lat, po góralsku, wystarczyło.

Popołudniu starsze pojechały na pojedynek z obcymi (3D w okularach), a ja z Monsterinem do Starego Zoo.

Monsterino miał wyż, każde zwierzę komentował. Każde.
Powinnam była notować, bo teraz to pamiętam piąte przez dziesiąte, ale
ryba skrzydlata - dlacego taka smutna, cym się maltwi (rzeczywiście miała autentyczny smutek na pyszczku)

W akwarium są nowe dwa rekiny! Krótkie na razie, ale ze wszystkimi rekinimi atrubutami.

- Och, one tutaj klązą takie głodne! - zasępił się Monsterino - chyba sukają Nemo!

(błazenki były kilka akwariów dalej....)


Koczkodan - ja tes tak potlafiem się wspinać na klatce



W pawilonie gadów najpierw pyta, dlaczego jest mosteczek, a gdy odpowiadam na odczepnego, że dla ozdoby, mówi:
- Mamuś, NIE! Psecies gdyby nie było mostecka, to byśmy wpadli do wody!

Wyderki patrzyły wprost na Monsterina i szczerzyły zęby, więc przeczytałam mu napis na wybiegu, że wyderki gryzą.
- Dlacego? - padło oczywiście
- Bo mają ostre zęby - powiedziałam najprościej
- Ja tes mam ostle zęby i potlafiem glyźć! - stwierdził

Przy kozach ławki powinny stać bliżej, bo staliśmy tam godzinę.
Nie było napisu, by nie karmić kóz, więc, jak na wakacjach, gdzie odwiedza kozy, zbierał dla nich liście perorując, żeby się nie przepychały i podzieliły i że każda dostanie.



Z tego wszystkiego nie zdążyliśmy (ufff!) na wyciągacze pieniędzy.
Poudawałam żal, ale Monsterino uskutecznił szybki włam, by pokręcić kierownicą jednego z autek.
Udawałam, że to nie moje dziecko,



Za to w domu musiała być urodzinowa kolorowa kąpiel.



A że Monsterino zrobił zoologowi niezłą reklamę, to chyba jutro mamy powtórkę z rozrywki. Ze starszymi też.





sobota, 13 czerwca 2009
Trzylatek



Trzecia w nocy, więc o trzyletnim Monsterinie.
Gaduła. Rewelacyjny Nawiązywacz Kontaktów, Gwałtowny Zmieniacz Tematu (w sytuacjach dla niego niewygodnych - bez pudła) i Wywracacz Kota Ogonem. Wymyślacz Niestworzony.

Proszę, żeby wybrał warzywo na obiad: marchewkę i/lub brokuła. Coś mocno się waha, w końcu mówi:

- A jak będzie ten blokuł płakać w mojej buzi?

Łasuch.
Na pytanie czy na deser wybiera delicję czy rurkę, odpowiada:
- Wolem delicję i lulkę!

Gdy proszę, żeby zebrał puzzle, albo, że już najwyższa pora by wskoczyć do wanny, patrzy na mnie przymilnie i rzecze:
- A wies, mamusiu, ze ja najbaldziej lubię dżambonety i wojskowe efsesnaście? Odzutowce są wspaniałe!

Kiedy przebiera się miara i mam ochotę go porządnie ochrzanić, przeprasza mnie za swoje zachowanie, dodając, że dżipki są bardzo szybkie.

Dzisiaj biegnąc po uliczkach Starego Miasta natknęliśmy się na ferrari.
Monsterino zauważył go oczywiście pierwszy i ruszył na niego z okrzykiem:

- To MÓJ SAMOCHÓD! TO mój KOCHANY FELALI!

O trzylatku po trzeciej.
Zrobiłam trzy torty, nadmuchałam trzy balony.
Trzeba iść spać, żeby rano się TRZYmać.


czwartek, 11 czerwca 2009
regularnie cenzura




Monsterrodzeństwo, miłujące się do szaleństwa, regularnie wygłasza w kierunku do siebie, grupowo oraz indywidualnie, jeden epitet, powszechnie uznany jako obraźliwy. Nie owijając dalej w bawełnę: wyzywają się od głupków. Mimo cyklicznych pogadanek o pisowni ww. słowa, mimo poprawiania błędów na tablicy, głoszącej co i rusz, "pierwsza zasada to nie mówimy na siebie gupek" (swoją drogą, wydawało się, że Monsterino nie potrafi czytać, a jednak to on jest posądzany o zamalowywanie hasła, z powodu niezgadzania się z treścią.)

Nawet lektura poradnika  nie pomogła. Owszem, uśmiechnęli się pod nosem, zgodzili z autorem i wrócili do utartych schematów.

Słowem, porażka wychowawcza.

Kolejna.

I oto wybieramy lekturę na wieczór. Trzeba Wam wiedzieć, że najlepiej nasz księgozbiór zna Monsterino, z racji częstszego z nim obcowania w ramach zajęć okołodomowych. We wrześniu pewnie to się zmieni, gdy wciągnie go placówka edukacyjna, teraz jednak potrafi zatracić się w przeglądaniu lektur i jest w zasadzie wsiegda gatow, jeśli chodzi o mu czytanie. Ale to była dygresja. Koniec dygresji.
W każdym razie ładuje ten nasz Monsterino tomy do czytania i niesie na górę (tak, od pewnego czasu mamy "górę", ale o tym innym razem, bo to kolejna dygresja), idzie, coś mu po drodze wypada, doszedł.
Kokosimy się w łóżku, przeglądam zestaw, a tam wypadają Leśne Głupki Strzałkowskiej.
Szczerze mówiąc, zdecydowanie częściej czytamy Wiersze, że aż strach, albo serię ABC, a Leśne Głupki, niby śmieszne, ale zawsze, to głupki. No i jak wytłumaczyć...

Nic to. Czytam... Na razie tytuł.

- Leśne... khem...głupki - wygłaszam z pewną taką nieśmiałością

- Mamusiu! - Monsterino podnosi na mnie badawczo wzrok - ty tak na nich nie mów, bo będzie im psyklo!

No to mamy teraz Leśne Ludki. Niniejszym, przepraszam autorkę.



wtorek, 09 czerwca 2009
nasze miejsce




Monster przybiegł do nas o czwartej nad ranem i trzymał książkę pod pachą. Poprosił monstertatę, by zamienił się z nim łóżkami i w ogóle się nie przejął, gdy monstertata prychnął, że na pewno o tej porze nie będę mu czytać.
Mam wrażenie, że od czwartej do siódmej podlegałam ciągłemu, nachalnemu mobbingowi. Twarda, lakierowana okładka odcisnęła mi się w każdym razie na policzku.
W międzyczasie dołączył do nas Monsterino, więc rano chłopaki pokłócili się, który trzyma tom w ręku.
Ale i tak w końcu zaspaliśmy i nie dało się przeczytać tych ostatnich trzech rozdziałów.

- Pokas mi nasą planetę! - szarpnął książkę Monsterino

- To Jowisz, a nie nasza planeta - parsknął Monster patrząc Monsterinowi przez ramię

- NO PSECIES WIEM, nasa nie jest taka celwona - zaczął Monsterino, ale Monster mu przerwał

- Czerwony jest Mars, a Ziemia jest...

- Tu jest nasz dom !- przerwał tym razem Monsterino pokazując Ziemię - Tu! - dźgnął zdjęcie, na którym rzeczywiście widać masy chmur - za tymi chmulami!

Jutro powinna przyjść druga część przygód Jerzego, natomiast wczoraj, gdy czytałam odcinek o czarnych dziurach i tłumaczyłam, co to znaczy referat, bo akurat Jerzy musi przygotować pracę na konkurs, pochwaliłam się, że sama też w swoim czasie wygłaszałam referat o czarnych dziurach.

I zobaczyłam w oczach licznego potomstwa podziw. Warto było w liceum się pomęczyć...



poniedziałek, 08 czerwca 2009
wyborcy



Żeby dospać niedzielnie, zaraz po wydaniu porcji śniadaniowych, zaproponowałam, starając się nadać głosowi dużo entuzjazmu, posłuchanie bajki-grajki (tak, wypakowaliśmy już płyty!).
Pomysł spotkał się z szerokim aplauzem, jako że faktycznie, płyty spędziły w kartonie ponad miesiąc.

Wielce zadowolona ze swojej kreatywności wróciłam pod kołdrę, gdy rozległy się pierwsze takty piosenki.
Niestety.
Nie była to "Wyprawa na Szklaną Górę". Ani nawet "Konik Garbusek".
Nie, w pierwszą niedzielę czerwca, w Monsterowie zabrzmiały kolędy...

Garowania nie było. Anioł pasterzom mówił obudził monsterrodziców skutecznie.
Choć i tak trzeba się było brać za obiad.

- Mamusiu, mogiem pokloić paplykę, plosę, plosę, plissss - Monsterino zawisł u mojego szlafroka.
Taktycznie zawahałam się, jako że powszechnie wiadomo, że oczekiwanie wzmaga pożądanie.
I w ramach łaskawości swojej pociachałam trójkolorowe paseczki (miłosiernie dla warzywa pocięłam je wstępnie...) Tylko kolory mu się myliły, ale jest przecież znanym daltonistą.
Na usilną prośbę obrał też dwie marchewki, ale musiał obiecać, że za to zmiecie podłogę...

Trzeba wykorzystywać siłę roboczą, póki się garnie, bo jak wieloletnie macierzyństwo uczy, garnie się stosunkowo krótko.

Do lokalu wyborczego poszliśmy, jak wszędzie, tyralierą. Zostaliśmy statystycznie ujęci, a potem szczęśliwie Monsterino wrzucił kartę, przypadkowej wyborczyni, która była tak dobra, by mu to umożliwić, bo potem chłopaki prawie rozerwały kartę Monstertaty, tak bardzo Monsterinowi spodobała się procedura.

Chwilę powspominaliśmy, przy jakich okazjach bywaliśmy w klubie Raszyn (Monstrówna na baliku, Monstertata na weselu koleżanki, która już się rozwiodła) i trzeba już było iść.

- Ale krótko się głosuje - stwierdził Monster

- Czy zagłosowałaś znowu na kobietę? - przypomniała sobie Monsterówna

- No, jasne.

Na następne wybory musimy zabrać sąsiadów, co by mieć więcej kart do wrzucania.



piątek, 05 czerwca 2009
różnie




Wtłoczenie do monsterinowego pyszczka porcji leku pomiędzy północą a drugą nad ranem jest sportem podlegającym spychologii.
Z pokorą obejmuję dyżur, ale porównania z Guantanamo albo Abu Ghraib, gdy szarpię się, by zupełnie zaśniętego zmusić do przełknięcia, narzucają się same.
No, ale trzeba.
Może dlatego, gdy rano dochodzą jęki, a potem krzyk Monstera, że mu znowu rozwalił budowlę, to tłumaczę sobie, że pewnie odreagowywał nocne tortury.
Prawdopodobnie dlatego też zamiast z uśmiechem na licu wzdychać "to jest taki piękny dzień, zeby zlobić coś fajnego", jak to drzewiej bywało, teraz się drze: "nie będę się ubielać!!!".

Natomiast uprzedzam Monstera, że nie zamierzam mu współczuć rozwalonej bazy lotniczej, skoro umawialiśmy, że w obawie przed destruktorem ma ją schować na szafę.
Nie schował.

Monsterówna grała na Cytadeli. W ramach biennale z klasą współuczestniczyli w graniu na butelkach i zakrętkach. Pani prowadząca koncert, jest jej drugą, po pani od muzyki, ulubioną panią.
Specjalizuje się Monsterówna, ale to nie nowość.

Dzisiejsze zdanie, to:

"Król Krzysztof zadrżał z trwogi, gdyż już zużył żar do podgrzania pierzyny"

matkasadystka.



Miłego weekendu i niech nam już plac zabaw obeschnie!






czwartek, 04 czerwca 2009
niemanie sensu



- No nie, chyba się wścieknę! - zapowiedział Monster i założył ręce na piersi

- Dobrze, że zapowiadasz! - skomentowałam złośliwie

- Zapomniałaś!? - warknął Monster - przecież KAZAŁAŚ mi zapowiadać, żebyś się mogła przygotować!! Mama-zapominalska, mama-zapominalska - ryknął

Kto by się spodziewał, że mnie posłucha. I to tak za pierwszym razem.

Kolejny dzień tygodnia mija, a my nie chodzimy na plac zabaw. Bo albo właśnie leje, albo jest świeżo po laniu, albo właśnie nadciągają czarne chmury.

O dziwo, mimo niekorzystnej aury, to Monster jęczy, a Monsterówna zachowuje pogodny nastrój.
To dobrze, bo uwięziony w domu Monsterino plus wściekły Monster wyczerpują miarę.

Ale Monsterówna doigrała się już w weekend i otrzymała karę.
Jako, że jedyna rzecz, która na Monstery starsze działa, to zakaz oglądania ulubionego filmu, dostała wyrok: 5 dni bez "Nie ma to jak hotel". Wymiar przyjęła spokojnie, ale że czytamy ostatnio "Amelkę", w której tytułowa bohaterka dostaje kary w postaci prac domowych, Monsterówna postanowiła negocjować.

- A może bym tak umyła podłogę, albo naczynia za jeden odcinek? - zaczęła, a mnie natchnęło, bo ostatnio zastanawiałam się, w jaki sposób wymóc na Monsterównie zrobienie dodatkowych ćwiczeń ortograficznych, bo nagle w szkole nastąpił natłok "ó", "rz" i "ż" i Monsterówna się gubi. Część reguł jest do nauczenia, ale na moje wspomnienie, że wiele wyjątków trzeba po prostu wkuć na pamięć, Monsterówna wpada w spazmy.

- Dwa ćwiczenia z ortografii i krótkie dyktando za jeden odcinek - zaproponowałam

- A jak krótkie dyktando? - spytała Monsterówna podejrzliwie

- Dwa zdania - odrzekłam i na tym stanęło.

I nawet Monsterównie spodobał się taki układ, dopóki nie usłyszała mojego:

"Księżna Zuzia żałuje, że z górnej półki dobiegło rżenie źrebaka".

- To nie ma sensu! - stwierdziła autorytatywnie

- Nie musi - machnęłam ręką - chodzi o poprawne napisanie słów

Monsterówna wzniosła oczy ku (zachmurzonemu) niebu.

A ja rozciągnęłam usta w niewymuszonym uśmiechu.
Jak dyktando, to dyktando.




wtorek, 02 czerwca 2009
dzicy



Wbrew deszczowi zacinającemu za oknem pojechaliśmy na wieś. Było to bardzo nierozsądne, ale bardziej potrzebowaliśmy wyjechać.

Wpakowałam tonę rzeczy przeciwdeszczowych w walizki. I uciekliśmy.

- Co tu tak śmieldzi? - Monsterino zatkał nos stojąc na progu obory. Albo stajni. Trudno stwierdzić.





- Kto może mieszkać w takich warunkach!? - zapytał w tej samej chwili Monster

Monsterówna wyrwała mi aparat i robiła zbliżenia króliczkom.
Do momentu, gdy zobaczyła, czym uświnione mają łapki...

Były też dziki w zagrodzie.
W strasznym błocie.

Żal i trwoga.  Nadawało się do poinformowania Inspektora Weterynarii, czy kogo tam się informuje, gdy zwierzęta nie mają godziwych warunków. Choć łudzę się, że to tylko z powodu nadmiernych ulew.

Teoretycznie nie padało, gdy Monstery eksplorowały wiejskie otoczenie.
Aczkolwiek było zaraz po nawałnicy, więc nawet nieprzemakalne rzeczy przemokły. A potem po przebraniu drugi komplet też.  No, ale gdy się zaraz po deszczu nurza aż po pachy, to jak mogłoby być inaczej...



Monsterówna wyraziła opinię odnośnie chęci oglądania łąki ze swojego okna i hodowli koni.
Że jest na tak, gdybyśmy się pytali.

W sumie mijaliśmy Gimnazjum w Gizałkach, jeśli mowa o przyszłości...;)



A potem nad wioską wyszło słońce.
Indiańską.
I Monsterówna zauważyła rozpostarte skóry dzików.
Znowu wtopa.



(nie mówiąc już o natknięciu się na przejechanego kota)

Zdobywali dziki zachód, spotkali szeryfa, wymalowali się w barwy wojenne, wysłuchali koncertu i przepłukiwali piasek w poszukiwaniu złota.



- Żadnej forsy tam nie było - rozczarował się Monster


Monsterino chyba jednak przesadził z płukaniem, bo choć przebieraliśmy mu koszulki, to skończyło się na zapaleniu górnych dróg oddechowych.

Choć naprawdę nie powinniśmy narzekać. Ostatnio w ogóle nie chorował i nawet oparł się mojemu załamaniu zdrowotnemu.

- Pojedziemy jutlo na basen? - pyta, a od wczoraj wykaszliwuje, Monsterino

Nie ma sprawiedliwości. Osoba, której najbardziej zależy na pływalni, znowu obejdzie się smakiem...







Archiwum
do Monsterowa tędy