czwartek, 28 czerwca 2007

Monster wyglądał na chorego przez jeden dzień, gdy był gorący jak piecyk, policzki i oczy mu płonęły i snuł się od łóżka do kanapy i z powrotem.

Dzień później już nie wyglądał na chorego.
Wyglądał normalnie, choć od czasu do czasu kaszlał, natomiast zachowywał się jak świeżo odłowiony tygrys z dżungli, co go w klatce zamknęli.

Po prostu walił głową w pręty.

- Mamusiu, chociaż na chwileczkę pojeżdżę na rowerze! - jęczał - ja tak barrrdzo lubię jeździć na rowerze!
- Mamusiu, zrobię rozgwiazdę w ogrodzie i zaraz przyjdę, dobrze, dobrze?

Przymuszony do siedzenia w czterech ścianach i w dodatku cały czas napominany, by nie za bardzo siał kaszlem na Monsterina, Monster wypuszczał parę z garnka co jakiś czas w sposób niekontrolowany.

Rozważaliśmy skonstruowanie stacjonarnego dynama, albo takiej zabawki, jaką mają chomiki w klatkach, co by Monstera rozładować.
Monster, którego ciało składa się z samych mięśni, musi mieć codziennie dużo ruchu, bo inaczej toksyny zatruwają mu głowę. Serio serio.
Widać to, jak na dłoni.
Facet nie wytrzymuje napięcia. Gdy ma ruch i powietrze, to mózg mu pracuje z szybkością błyskawicy. Na zagadki odpowiada szybciej od starszej siostry, szybciej kojarzy łamigłówki i niektóre zadania. Teraz, gdy musi siedzieć, mimo dostarczania nowych, ulubionych zadań i gier, nie potrafi się skupić, musi krzyknąć, walnąć i tupnąć.
Na szczęście wakacje w leśnej głuszy to ciągły ruch.
Na szczęście kolejny rok szkolny przyniesie codziennie fizyczne ćwiczenia.

A teraz musimy przetrwać kolejne dwa tygodnie, bo zdecydowaliśmy (choć bardziej Monstertata, ja głosowałam za wyjazdem bez względu na pogodę), że z powodu kiepskiej pogody i niepewnego zdrowia chłopaków, nie pojedziemy na ten najbliższy tydzień.
Rezerwacja przepada, ale może uda się morze zobaczyć w ostatni tydzień sierpnia.

A Monsterino ma się dobrze.
Wstaje i przesuwa się wzdłuż mebli.
Jakby nic się nie stało.


środa, 27 czerwca 2007

O dziewiątej lekarka powiedziała, że nic nie wskazuje na chorobę, ale u dzieci stan może zmienić się w przeciągu kilku godzin.

O 14 Monstertata zadzwonił do mnie, że Monsterino wymiotuje nawet wodą, nie kontaktuje, leje się przez ręce i jadą do szpitala.

Po 19, trzy kroplówki i kilkanaście różnych badań później, wrócili do domu. Monsterino był osłabiony, ale wyglądał już normalnie.

Pomiędzy 14 a 19 kilkadziesiąt razy analizowałam poprzedni dzień i noc, czy mogłam coś zauważyć wcześniej i jak to się stało.

Rotawirus.

Komplet dawek szczepionki - około tysiąca złotych.
Zastanawiałam się nad zaszczepieniem na jesieni. Ale myślałam, że skoro starsze nic takiego nie załapywały, to może niepotrzebny to wydatek.
Teraz już się nie zastanawiam. I nikomu nie życzę takich nerwów i namacalnego doświadczenia, jak kruche jest życie ludzkie.
Monsterino był odwodniony w średnim stopniu, 40 minut czekali w izbie przyjęć. A gdyby Monstertata nie zareagował odpowiednio wcześnie? A gdybyśmy mieszkali daleko od szpitala?

Dodatkowo Monstertacie należy się ekskluzywnie dedykowane podziękowanie za spędzenie z Monsterinem nocy (gdyż nie mógł pić mleka). Usypiał go, pojąc wodą. Jak można się spodziewać, nie wyspał się zbytnio.

Do kompletu lekarskich doświadczeń, dzisiaj, na dawno zaplanowanej wizycie u laryngologa, okazało się, że Monsterino ma tak zaczopowane uszy, że nie wiadomo, jak w ogóle słyszy. Z jednego ucha wyszedł czop, z drugiego dopiero musi się rozpuścić.

Wszystko na tym biednym Monsterinku się skrupia.


wtorek, 26 czerwca 2007
poniedziałek, 25 czerwca 2007

Monsterino przespał pierwszą całą noc w swoim życiu. Od 19 do 6.

Obudziłam się przepełniona i zdezorientowana. Nie sądzę, by to weszło mu w nawyk, ale i tak bardzo przyjemnie.

Kiedyś będę musiała go w końcu odstawić, być może przesypiałby już wtedy całe noce. Ale akurat tej decyzji nie potrafię sama podjąć. Czekam na jego ruch, choć pewnie płonne nadzieje.

Monsterówna, zdecydowana kobieta, odstawiła się po 9 miesiącach, w czym duży udział miała Korporacja i mój powrót na łono pracy.

Monstera odstawiłam po roku z kawałkiem z powodu zmęczenia materiału. Byłam gotowa.

A teraz nie.

To pewnie ze starości.

Z innej beczki: Monsterówna chciałaby pójść wcześniej do Pierwszej Komunii. Wiem, jak się do tego zabrać, znam "ścieżkę dostępu", wydaje mi się, że jest gotowa, ale nie wiem, czy akurat w tym roku.
Odpowiada mi koncepcja odcięcia się od Pierwszej Komunii w wydaniu hurtowym. Podoba mi się pomysł katechez dla całej rodziny, przyjmowania sakramentu w cichości i kameralności. Na pewno taką ścieżkę przejdziemy, bo na szczęście szkoła, do której pójdzie Monsterówna, nie oferuje Komunii w pakiecie.

Tylko, czy już teraz.

Szczerze mówiąc wydaje mi się, że siedmiolatka (bo tyle by miała wtedy lat) jest bardziej otwarta i szczera niż dziewięciolatka i widzę, że chłonie wszystkie prawdy wiary wszystkimi zmysłami.

A Wasze doświadczenia w tej sprawie?

czwartek, 21 czerwca 2007
środa, 20 czerwca 2007


Wpadłam kolejny raz w niedoczas totalny.
Mnóstwo uroczystości końcoworocznych do obskoczenia, więc okrajałam czas pracy, co teraz się mści. A powinnam nadrobić roboty za wakacje, na które zasłużenie udamy się za tydzień. Tydzień urlopu i znowu nadrabianie.
Właściwie teraz zamiast tutaj pisać, powinnam po odgruzowaniu kuchni i usunięciu z widoku hałdy do prasowania, usiąść nad excelem, ale nie mam siły.
Czapki z głów tym wszystkim kobietom znanym i nieznanym mi osobiscie, które w czasie między pierwszą a trzecią nad ranem piszą doktoraty, habilitacje, obalają teorie i tworzą nowe, a potem rankiem rześkie jak skowronki budzą liczne potomstwo i pędzą do pracy rozrzucając po drodze potomstwo do instytucji edukacyjnych.
Wielki respekt. Powstańmy i minuta ciszy.

Ja tak nie potrafię. Leń jestem i lubię sobie pożyć. Z psiapsiółkami zebranie zarządu uczynić (wg niektórych raczej sabat czarownic), film zobaczyć, książkę poczytać.
Tak się właśnie niedoczas robi.
Kwestia priorytetów.

Koniec dygresji, w Monsterowie głównie o Monsterach, przecież.

Zatem w kolejności od najmłodszego.

Głównie broi.
(którego dziś mamy?)



Zabawki wyrzuca, wspina się Monsterom na łóżka, gryzie, rozszarpuje kartki, wpycha łapy do kontaktów i rozkręca nakrętki (jeśli jest to nakrętka na butelce z wodą, to wylewa zawartość, a następnie się w niej tapla)

Okazało się, że mimo kaszlu jest zdrowy i został zaszczepiony, ale inhalujemy kolejny miesiąc i w sierpniu testy z krwi.
Bo jednak mimo niewidocznych jakichkolwiek źródeł i objawów zakażenia - kaszle.
(Tak, Czarnika, pójdę do Jeżowej na wymaz. To też.)

Na basen będzie mógł chodzić po aprobacie laryngologa, bo na razie uszy wyglądają dobrze.

A Monsterino lubi wodę. Bardzo.
I basen dobrze mu zrobi na odporność.



Z basenem też niezłe kombinacje - znaleźliśmy jedyną godzinę w grafiku tygodniowym, kiedy starsze Monstery mogą być na dużym basenie, a ja z Monsterinem na małym w tym samym czasie. (ale żeby wszyscy mieli w dodatku z tym samym trenerem, to już się nie udało tego załatwić..;)

Co do Monstera, to krzyczy w przedszkolu.
Tak oznajmiła mi pani donosicielka, której na szczęście nie będzie miał w przyszłym roku, gdyż szczerze go nie lubi.
Powiedziałam, że nie mamy tego problemu w domu (w domu Monster też potrafi krzyknąć, ale żeby z tego robić problem i w dodatku zwracać się z tym do mnie - o ja mam zrobić? wypisać go z przedszkola? W końcu to ona jest pedagogiem, powinna znać sposoby na różne typy dzieci, nie tylko te ciche i spokojne.)

Też miałam sobie ochotę krzyknąć, jak słuchałam tej jej monotonnej gadki:
- Niech mama coś z tym zrobi!

Niedobrze mi się robi, gdy słyszę sformułowanie skierowane do mnie w trzeciej osobie.
Pierwszy raz się to zdarzyło, gdy świeżo zostałam mamą Monsterówny i nie byłam zupełnie przyzwyczajona do nazywania mnie w ten sposób, a położna mówiąc coś o ułożeniu dziecka do karmienia rzekła:
- No i niech mama zrobi to tak!
- Czyja mama? - zapytałam trochę nieprzytomnie


Monsterówna przeżywa nadchodzące wakacje. Ostatni występ w tę sobotę, bliski koniec zajęć i jak ona bez przedszkola i przyjaciółek tak długo wytrzyma! Nabyła zatem papeterię z barbie w jedynym słusznym kolorze i zamierza korespondować.

A tak było na przedszkolnym występie:

Cowgirl



Wywijańce księżniczek



I na życzenie Monsterówny ("bo ja też chcę coś robić na filmie w komputerze")













poniedziałek, 18 czerwca 2007

- To teraz zrobimy torcik urodzinowy ... - mruknęłam sobie pod nosem w przeddzień monsterinowych urodzin

- JAAAAAA! - rozległ się okrzyk poprzedzający stukot i tupot i banda słoni w postaci Monstera wpadła do kuchni

- Co się stało???? - zapytałam, bo był to okrzyk z serii Największe Katastrofy Świata

- Ja będę trzymać mikser! - oznajmił już spokojnie Monster - JA! Zapomniałaś, że jestem twoim małym pomocnikiem?

Chwilę później chciałam mu pomóc przy rozbijaniu jajek. Wyrwał mi je z ręki, twierdząc, że on sam:

- Mam krótkie paznokcie, ale bardzo sprawne palce! - uprzedził

I jeszcze, gdy zastanawiałam się, czy da radę przenieść butle z wodą:

- Jestem niski, ale bardzo silny!

Monster przeżywa teraz w przedszkolu swoje pięć minut, bo jako imiennik Kubicy odgrywa go w zabawach. Muszę przyznać, że doskonale odtwarza wypadnięcie na zakręcie w scenerii przedszkolnego ogródka (kolana i stopy CZARNE z brudu, nie mówiąc o rękach).

Ostatnio są ciągle w przedszkolu pokazy różnych zajęć i Monster błyszczy, więc może dlatego odpuścił z agresją (malutki epizodzik z zadrapaniem Adriana i przepraszaniem jego mamy może przemilczmy)

Monster-nutka

Monster baletmistrz: druga pozycja

Monster hip-hopowiec

Monster - partner dla koleżanki (słaba jakość, bo z daleka...)


Monster elf

Monster crazy frog


druga część


A dla brata jaki kochany ostatnio


Z rańca Monster śpiewa:

- Nie da się żyć, zwariuję, jak nic!



Wieczorem siada na kanapie ze stertą książek na kolanach i mówi:

- Jak ja kocham książki!

- Ja też! - mówię

- To mamy takie same zainteresowania! - cieszy się Monster

A chwilę przed zaśnięciem:

- Jaka jest największa liczba?

- Liczb jest nieskończoność, nie ma największej, do największej zawsze można dodać 1 i już jest większa liczba - wyjaśniam

- To ja ciebie kocham nieskończoność dodać jeden - sapie, ściskając mnie po swojemu za szyję.

I jak tu się na niego gniewać.

czwartek, 14 czerwca 2007
środa, 13 czerwca 2007
wtorek, 12 czerwca 2007

Jeśli jeszcze niedawno łudziłam się, że może Monsterino będzie spokojnym i ułożonym facetem w przeciwieństwie do narwanego starszego brata, to straciłam nadzieję dzisiaj w piaskownicy.

Mamy w okolicy całkiem świeżutko odpicowany plac zabaw i oto okazało się, że w tej geriatrycznej okolicy są jakieś dzieci. Pewnie dotąd bawiły się każde w swoim ogródku. Właśnie podwórka Monsterom brakuje najbardziej, więc teraz ciągną mnie na plac (co w sumie rozwiązało sprawę przydomowej piaskownicy).

No i właśnie w rzeczonej piaskownicy Monsterino ruszył na swoją rówieśnicę. Rówieśnica o głowę niższa, ale zgrabnie chodzi, więc weszła do piaskownicy i suknią w kwiaty szeleści, zalotnie oczkami strzela, sandałki ogółowi prezentuje.
Piaskownica duża, Monsterino usadził się po przekątnej, ale co to dla Monsterina - dosłownie w mgnieniu oka dotarł do kwiatowej panienki, szarpnął za suknię, tak że młoda klapnęła na tyłek, złapał ją w objęcia i przydusił swoim, nie byle jakim, ciężarem.
Roczna panienka nawet nie jęknęła (dopiero potem okazało się, że jest najmłodsza z szóstki rodzeństwa, więc przywykła pewnie do.. hmm... szorstkości w obyciu). Pomogłam jej wstać, otrzepała suknię (już roczne panienki potrafią się znaleźć w każdej sytuacji) i z godnością oddaliła się w stronę huśtawek.

Monsterina musiałam przytrzymywać, bo by pognał za nią.
Pies na baby.
(Monsterówna skrzętnie policzyła starsze rodzeństwo nowej koleżanki Monsterina i z pretensją w głosie rzekła ku mnie:
- Widzisz! Ich jest więcej niż nas! Dużo więcej! Mają pięć dziewczyn i chłopca, to ja chcę mieć CHOCIAŻ dwie siostry, dobrze?
Mam wątpliwości, czy to jest normalne, żeby chcieć mieć tyle rodzeństwa. Pazerność? Bo wszyscy mają siostry?)

A tu pogromca groszku zielonego.


poniedziałek, 11 czerwca 2007
środa, 06 czerwca 2007
wtorek, 05 czerwca 2007
poniedziałek, 04 czerwca 2007
niedziela, 03 czerwca 2007
piątek, 01 czerwca 2007
Archiwum
do Monsterowa tędy