czwartek, 30 czerwca 2005
Przerwa techniczna


Monsterowo będzie przez 10 dni nieczynne.

Wybywamy do leśnej głuszy. Monstery zostają na dłużej, a ja w międzyczasie będę donosić na jakim etapie przeistoczenia w leśnych ludzi, a raczej w leśne Monstery, się znajdują.

Do zobaczenia i życzymy wszystkim Szanownym Czytelniczkom i Czytelnikom wspaniałego odpoczynku - bez względu na okoliczności :)
wtorek, 28 czerwca 2005
Poziomy percepcji


Dojeżdżamy do osiedla.
- No to jus wjezdzamy do domku! - komentuje Monster
- Nie do domku, tylko do garażu! - poprawia Monsterówna - bo jak mogliśmy wjechać do domku? Rozwalony by był cały, balkon by odpadł, drzwi odpadnięte.... jakby auto wjechało to windy, to byłaby cała zepsuta. I co jakbyśmy wjechali, i tak chciałbyś?
- Taaaak - stwierdza Monster rozmarzonym głosem

23:06, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 czerwca 2005
Odgłosy zabawy

 

Monstery zabawiają się w chowanego.

A raczej skradanego,  bo gonią się po domu, chowają, wychodzą z ukrycia i idą na paluszkach.

Dla potwierdzenia, że robią, to, co robią, mamroczą pod nosem:

- skradu, skradu…

10:13, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 czerwca 2005
Meloman


- A telaz posłuchamy muzycki - stwierdza Monster i wyciąga płytę Jamiroquai

Włącza sprzęt i kołysze się w rytm.

- A wiesz, czego słuchasz? - pyta Monstertata - to Jamiroquai

- Dżeri Mikołaj?
- dziwi się Monster

sobota, 25 czerwca 2005
Gołębie lubią frytki, czyli...



Starego Rynku poznawanie.

Własnego miasta się w zasadzie nie zwiedza.
Bo własne miasto to oczywistość, przecież.
Poza tym lepiej za miasto jechać i Monstery przewietrzać, niż smog na Starym Mieście wdychać.
Kierując się takimi argumentami, jakoś nie po drodze nam było na Stary Rynek Monstery zaciągać. Mimo Koziołków.
Toteż Monstery nigdy dotąd nie widziały trykających się Koziołków.
Ale jak goście przyjeżdżają do Poznania, i małe dziecko ze sobą mają, to pierwsze, co się narzuca, to pokazanie mu Koziołków.
Goście nie dojechali na Koziołki, ale Monstery wreszcie je zobaczyły.
Było trochę pytań, typu: jak one tam mieszkają? Dlaczego nie są żywe? Czy metalowe? Dlaczego się chowają?. Koziołki wysoko, więc niewiele widać i dopiero małe pomniki Koziołków ich usatysfakcjonowały.




(Monster ma niewyraźną minę, bo obok przechodzi właśnie parada w strojach zwierzaków promujących nowy film w kinach - Monsterówna do końca dnia wołała co jakiś czas: "zapraszamy do kina, zapraszamy do kina")



A jednak najważniejsze na (Starym) rynku są lody.

Dzieci szybko się dogadują.
Na pytanie, co zjedzą odpowiedź była jednakowa: frytki!



Ale najlepsze było odkrycie, że zgubione pod stołem frytki natychmiast wyczuwają gołębie, które włażą pod stoły jak psy i sprzątają po niesfornych klientach.



Stary Rynek w takie gorąco to nienajlepszy pomysł....
Trochę wody dla ochłody...

 

 
piątek, 24 czerwca 2005
Nie mam problemów

 

Muszę to napisać, bo szybko może się to info zdezaktualizować: wyjątkowo zgodny okres nadszedł w życiu Monsterów. Kłócą się oczywiście, Monsterówna nadal nie chce mieć brata, ale już się nie gryzą (tfu, tfu).

Na podwórku dogadują się z innymi – jestem pod wrażeniem.

Nie muszę załatwiać za nich sprawy zamieniania się zabawkami, nie muszę interweniować, by nie sypali piaskiem czy nie zawadzali na zjeżdżalni.

Większość czasu spędzamy na dworze i Monstery nie przeszkadzają Monstermamie w lekturze. Czego chcieć więcej?

Gadają z innymi dziećmi, ze sobą, a jak już nikogo nie ma, to do siebie.

„ Tak, cięzalówo wielka musis się posunąć, bo małe autko chce tu psejechać” (to Monster, of course).

Jest fajnie, choć ohydnie gorąco.

czwartek, 23 czerwca 2005
Umowa


Monsterówna zapragnęła bitej śmietany, a ja dałam ciała, bo jej to obiecałam, a w domu okazało się, że śmietany do ubicia brak.
Proponuję Monsterównie, że jutro zje bitą śmietanę, a dzisiaj tylko kisiel.
Monsterówna myśli, myśli nad tą propozycją i w końcu rzecze:
- To jesteśmy umówione!

12:50, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 czerwca 2005
Hańba

Poruta, wstyd!

Wiem, że i w najlepszych rodzinach to się zdarza, ale mnie!!! Jak to się mogło zdarzyć???

Dowiedziałam się o tym w piątek, a do tej pory nie mogę ochłonąć: Monsterówna ma próchnicę w dwóch czwórkach!

U dentysty byłyśmy rok temu, a od tego czasu zainfekowało dwie czwórki!!!!

Koszmar!

 

Dała sobie założyć preparat, który ma odbudować miazgę, czy co tam jest zainfekowane i następna wizyta za 3 miesiące.

Najgorzej, że z zewnątrz nie było nic widać, więc tylko przez przypadek – ukruszył się ząb, okazało się, że pod spodem jest próchnica.

Na pocieszenie okazało się, że chociaż Monster ma zdrowe zęby.

Na razie.

 

To kwestia słodyczy, jak nic.

Mimo, że staram się zawsze czyścić im zęby po jedzeniu.

 

A wniosek z tego taki, że na kontrolę z dziećmi trzeba chodzić co pół roku, a nie co rok.

czwartek, 16 czerwca 2005
Prawda absolutna


- Wyzej, wyzej! - krzyczy Monster, gdy go huśtam - az do chmulek!
Przez chwilę kontempluje ruch, ale zaraz popędza:
- Z całej siły! Mamuś! - ja huśtam mocniej, a on teoretyzuje:
- Jak podniesę balielkę, to najpierl spadnę, a potem huśtawka udezy mnie i będzie bolało, no!
- Tak, rzeczywiście - potwierdzam, bacznie patrząc czy aby jednak nie zechce tego sprawdzić
- Takie są zasady! - dodaje z poważną miną

wtorek, 14 czerwca 2005
Prezentacja


Monster zebrał na spacerze pokaźną kolekcję kamieni.
Zebrał, a potem dokonał zaznajomienia mnie ze znaleziskiem:
- Mamuś, to jest kamień oglomny, ten wielki, ten cięski, ten dzielny, ten silny, ten malutki.... wsystkie baldzo się kochają!

22:51, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 czerwca 2005
Filozoficznie

- Dlaczego muszą być rekiny? - zapytała Monsterówna po luźnej dyskusji o zwierzętach morskich, wcale nie epatującej przemocą - czy są takie POTRZEBOWANIA? - dodała

A ja dopiero chciałam ją wtajemniczać w łańcuch pokarmowy...

Skończyło się na ogólnym stwierdzeniu, że muszą żyć różnorodne zwierzątka.

Jak na razie wystarczyło.

sobota, 11 czerwca 2005
Nowy sport


Poprzez miedze, poprzez łąki....






Dlaczego się tak wspinają?



Bo po drugiej stronie rowu, a tuż przy torach, czyli w super okolicy, rosną najpiękniejsze maki.



Ale dlaczego są w kaskach?

Taki sport,jak się wydaje.

czwartek, 09 czerwca 2005
Niemożliwe możliwym


Od kiedy odkurzacz i odkurzanie stało się punktem dnia dla Monsterów, istnieje niepisana reguła, że kto pierwszy dopadnie urządzenia zwanego w naszej krainie elektroluksem, ten odkurza jako pierwszy. Rodzi to niezdrową rywalizację i wyścig szczurów wśród Monsterów, aczkolwiek cieszy niezmiernie Monstermamę, której wyświetla się od razu w głowie wspaniała wizja przejmowania przez Monsterów wszelkich porządkowych obowiązków i wolnej od obowiązków Monstermamy oddającej się w tym czasie lekturze. Ewentualnie pedicurowi. Taaaaa...
Póki co, mamy wyścig do odkurzacza.
A ponieważ nasze urządzenie nadal czerpie energię elektryczną z gniazdka, i nadal obawiam się kontaktu szczupłych paluszków z energią elektryczną w tymże gniazdku, to takowe zabezpieczone są zaślepkami.
Do tej pory Monstery wytaszczały odkurzacz z szafy (tzn. Monster, który wygrał w wyścigu, wytaszczał, drugi Monster wył w tym czasie w pokoju obok, czekając na swoją kolejkę), rozwijał kabelek i czekał na podłączenie kabla przez Monstermamę.
Wtedy włączał odkurzacz.
Nawet kiedyś o tym zapomniałam i patrzę na Monstera, który dzierży w dłoni rurę odkurzaczową i zamiast odkurzać, stoi patrząc się na mnie.
- O co chodzi? Czemu nie odkurzasz? - pytam
- Nie mogę! Tam są same misiaki! - odpowiada zgodnie z prawdą Monster:



"Ale nie na długo "- jak to mówi Miś Olo

Wczoraj Monstertata zwinął odkurzacz, zaślepił kontakty, poszedł do łazienki i do jego uszu doszedł dźwięk włączonego odkurzacza.
Tak, tak.
Misiaki już nie zabezpieczają.
Pracujemy na mocniejszą barierą (kraty? Elektroniczny pastuch?).

wtorek, 07 czerwca 2005
Zaraza


Od tygodnia w przedszkolu pomór. Na zajęcia przychodzi około dziesięciorga dzieci, reszta powalona ospą. Wydawało mi się, że to całkiem super idea: mniej dzieci, mniej konfliktów, ale Monsterówna jęczy, że ma już dosyć zabawy tylko z Marysią (jedyna dziewczynka, która oprócz Monsterówny ostała się w maluchach). Właściwie to przez pierwszy tydzień z maluchów były tylko we dwie.
Czyli za mało dzieci, to też źle.
Marysia już ospę miała, a Monstery załapać nie mogą.
Już w zeszłym roku przebywaliśmy "w pobliżu" ospy, teraz też znajome dzieci po kolei się zarażają, a Monstery - nic.
Chociaż jest cień szansy: okres inkubacji ospy wynosi dwa tygodnie, czyli jeszcze przez tydzień możemy szukać kropek.
A Monsterówna jęczy: "Mamooo, Misia ma KROPKI, Esterka ma KROPKI, nawet Marysia miała KROPKI! Nawet we włosach! Kiedy ja wreszcie będę miała te kropki?".
No, cóż.
Lepsze takie jęczenie niż gdyby miała cały czas molestować o Barbi- małą syrenkę.
Jeszcze jęczy o wizytę u dentysty, bo "Julka jak była u dentysty, to potem poszły z mamą na deser i ja też chcę!"
Rozumiem, że raczej o ten deser chodzi niż o niecierpliwie wyczekiwane spotkanie z dentystą.
Ale przyjemności stopniuję, mówiąc: już za 10 dni pójdziemy do dentysty - możesz zaznaczyć w kalendarzu...
Oczekiwanie wzmaga pożądanie, he he.

niedziela, 05 czerwca 2005
Monstermama zmanipulowana


- Kocham ciebie i twoje cycuski - mruczy Monster i przytula się ściśle
- Ja też cię kocham - mamroczę - ale proszę cię, pobaw się autami, ja chcę teraz pospać, trochę, pospać, proszę...
Monster nie reaguje, wierci się, piętami mnie tłucze, Monsterówna nadchodzi i już kłótnia, przepychanki, walka o ogień...
Burczę, warczę, nic z tego.
A Monsterówna bierze mnie pod włos:
- Poproszę płateczki, moja kochana mamusiu, piękny dzień, prawda?

Jaki tam dzień, środek nocy! Dobry humor u Monsterówny? Ki diabeł? Zaraz się wyjaśnia:

- To po kościele pójdziemy na lodziki, tak mamusiu? - Monsterówna wachluje rzęsami, uśmiecha się przymilnie, no wzór cnót wszelakich mam przed sobą.


Kto im czytał "Wywieranie wpływu na ludzi", ha?

Nie mogłyby raz spokojnie, jeden obok drugiego, na kocyku posiedzieć, książeczki poczytać, kwiatki powąchać? Tylko wymyślają cały czas coś nowego: a to zjeżdżalnia z kanapy, a to fikołki na kocu -


oczywiście razem,
oczywiście dochodzi do kolizji,



oczywiście muszą być rękoczyny, krzyki, wrzaski, godzenie się, przeprosiny... toż to jak szczeniaki w kojcu!


piątek, 03 czerwca 2005
Fakir

 

-         Robert, co robisz? – zawołała Monstermama z łazienki zdając sobie sprawę, że od paru sekund słyszy brzęczącą ciszę

-         Nic! – odkrzyknął Monster od razu, co zwiastowało jakieś zaawansowane czynności kombinatorskie

Monstermama podciągając gacie pognała galopkiem do pokoju, gdzie zarejestrowała ruchy kłujne wykonywane przez Monstera na kanapie, ale w swej naiwności, myślała, że Monster wyżywa się przy pomocy własnych narzędzi budowlanych, ewentualnie klockiem. Na wszelki wypadek zainteresowała się jednak:

-         Co robisz naszej kanapie?

-         Kłuję! – stwierdził Monster

-         Czym?- spytała Monstermama, jednak nadal zachowała bezpieczną odległość od Monstera nie przeczuwając, że ma ostatnią szansę, by zapobiec tragedii.

-         Igiełką! – rzekł Monster

-         Jaką IGIEŁKĄ!!! – zawołała Monstermama i rzuciła się do Monstera, ale było już za późno

-         Kłującą! – odpowiedział nieporuszony akcją Monstermamy Monster

-         Gdzie ta igła????!!!! – Monstermama zaczęła obmacywać kanapę, dywan, Monstera…

-         Juś wsiotku...- westchnął Monster.

-        

 

Gdy Monstermama dopadła do kanapy, po igle nie było śladu.

 

Teraz mamy kanapę z igłą w środku oparcia.

Ciekawe kiedy wyjdzie i kogoś pokłuje.

A swoją drogą, w jaki sposób Monster otworzył nieotwieralną szufladę z igłami, pozostaje zagadką. Ja sama mam z tym problem.

środa, 01 czerwca 2005
Monstery podwodne


Monsterówna pływała pod wodą już od czasu jakiegoś. Ostatnio nawet pan Waldek, trener, na duży basen zabiera starsze maluchy i tam skaczą i pływają.
Nie pływa jakimś stylem konkretnym, na to ma za małą koordynację ruchów, ale macha nogami, ręce czasem obie, czasem jedną do przodu trzyma, więc to najbardziej przypomina "strzałkę".
O taką:



Jednak gdy Monster odmówił zakładania kamizelki byłam delikatne zaniepokojona.
Wydawało się, że gdy kamizelka nie będzie go unosić, to pójdzie na dno (w kamizelce pływał bez problemu, tzn. ruszał nogami i rękami).
A jednak dziecka trzeba słuchać - wprawdzie nie potrafi jeszcze wynurzyć się, złapać powietrza i popłynąć dalej (tak jak Monsterówna), ale trochę popłynie pod wodą, np.:
od trenera, słynnego pana Waldka do Monstermamy (z Monsterówną atakującą ją od pleców)



Albo do brzegu (niewiele widać, ale to Monster)



Monstery stały się podwodne.

Archiwum
do Monsterowa tędy