poniedziałek, 25 maja 2015
wypadek

 

Muszę pouczyć trenera, iż rozpoczynanie konwersacji od: "niech się mama nie denerwuje", to nie jest najlepszy sposób zagajenia rozmowy.

Monster przewrócił się w czwartek na sali i złamał rękę.

Monstertata jest bliżej szkoły, a poza tym w Monsterowie to on jest Koordynatorem Leczenia Wszelkiego, zatem to oni razem pojechali na ostry dyżur. Monster najpierw się trzymał, ale po paru godzinach jednak ból okazał się dotkliwy - złamanie z przemieszczeniem. Jeszcze tego samego wieczora miał operację.

Na szczęście tylko jedną, na szczęście to lewa ręka (w pojutrze test kompetencji do gimnazjum), na szczęście jeszcze miesiąc do wakacji i jest szansa na zdjęcie gipsu i uciechy wodne w leśnej głuszy.

Byłam przekonana, że źle skoczył na trampolinie. A to okazało się, że z kolegą przeskakiwali z jednej trampoliny na drugą, jednocześnie przebijając sobie piątki. Tyle, że jeden skoczył, drugi nie, wybił Monstera, a ten ratując się przed upadkiem na głowę, usiłował asekurować się ręką.

Przepadnie mu olimpiada, do której szykował się cały rok, ale akurat tego nie żałuje. Bardziej rozgrywek międzyszkolnych w nogę i siatę, w których był w reprezentacji. No i jakiś tam, mimo wszystko, ograniczeń ruchu.

Chociaż zapowiedziałam mu, że jeśli myśli, że złamana ręka uwolni go od obierania warzyw na obiad, to się grubo myli.

No i obierał - gipsem przytrzymywał, żeby się nie ruszały... Wszystko można, jak się chce.

 

***

Monstery bardzo emocjonalnie (o dziwo - wszystkie, nie tylko nasz najbardziej rozpolityczniony Monsterino) podeszły do drugiej tury wyborów. Monsterino, który był w stanie na o, tak, z głupia frant, rzucone pytanie, czy wie, na kogo będą głosować rodzice jego kolegów, wymienił całkiem sporo tych, których preferencje znał.

O tym rozmawia się obecnie w trzeciej klasie podstawówki?

 

wtorek, 19 maja 2015
biedne białe dziecko

 

Monsterino tylko raz zaszlochał na święcie swym, ale za to dogłębnie. Gdyż nadpobudliwy synek chrzestnego pierwszy był dotarł do fontanny czekoladowej, po tragicznie zepsutym wydawaniem niestosownych dźwięków i ruchów, obiedzie. A to przecież Monsterino w tym dniu był Wyróżnionym Na Biało i to na jego cześć impreza się odbywała. Oraz to on miał być Tym, Który Da Znak do przejścia od konkretów do słodkiego.

No, cóż, nie pierwsze to było rozczarowanie, ani nie ostatnie. Na szkolnej giełdzie zdobyczy pierwszokomunijnych też musiał podkulić ogon, gdyż Monsterino ma bardzo ortodoksyjną rodzinę, która zgodnie uważa, że Pierwsza Komunia jest uroczystością stricte religijną i zbieractwo funduszy, ani elektroniczno-multimedialnych gadżetów przy okazji tejże nie uchodzi.

Chociaż być może jest to rodzina skąpa. Lub uboga. Albo, co najgorsze, i to i to. Na pewno w takiej biednej, patologicznie wielodzietnej rodzinie nikt nie może stać się rozpuszczonym bachorem, ubolewają niektórzy.  Zdławiłam skargi w środku, nawet Monster nie podjudzał młodszego brata w narzekaniu.

Przygotowania do Wielkiego Białego Dnia przebiegły sprawnie, Monsterino jeździł na nie całkiem chętnie. Tylko w piątek, przed pierwszą spowiedzią, denerwował się mocno, być może z powodu mojego ciągłego przypominania o konieczności wyznania licznych kłamstw, których się był dopuścił przez całe swoje prawie dziewięcioletnie życie.

Potem wyglądał na bardzo świętego.

 

W tym tygodniu klepiemy litanie w ramach białego tygodnia. Monsterino nawet nie oponuje. Nie wiem, czy nie powinno mnie to dziwić. Albo tak go już zastraszyłam, że się boi cokolwiek powiedzieć, albo zostanie księdzem. Innych wyjść nie widzę.

środa, 13 maja 2015
biegacze

 

W ubiegłą sobotę Chłopcy biegli w jednej grupie i już zanim pobiegli, to były z tego niesnaski.

Monster obronił starszeństwo i wylądował na swoim ulubionym, czyli czwartym, miejscu, Monsterino nie dał się starszym i ukończył bieg jako 15.

- Ale to zabawa jest, prawda, mamo?

A ja myślałam, że sami z siebie to lubią, a nie, że to kolejny sport do rywalizacji... a jednak się myliłam, to już nie wiem.

- To nie zapisywać cię na kolejny bieg?

- Zapisz...

I bądź tu mądry...

 

W parku linowym też nieporozumienia, bo mimo ekstremalnie wyciągniętym rękom Monsterino nie dosięgnął do liny na trasie WYSOKIEJ i musiał, w odróżnieniu od rodzeństwa, zadowolić się ŚREDNIĄ.

Łaskawie, ewentualnie postanowił, pomimo TAKIEJ ZNIEWAGI, przejść CHOCIAŻ TĘ. Okazała się całkiem fajna, no ALE.

 

Czyli Monsterino wyzwań specjalnie jakoś nie miał,

za to starsi utknęli na rowerku - coś nowego - i to, że utknęli - Monsterówna wyrośnięta w końcu bardziej, jakoś rzuciła się, by dosięgnąć platformy, Monster musiał kombinować, jak to on.

W tym tygodniu manewry kościelne, czyli próby przedkomunijne.

Łatwo nie jest. Aż nie zdawałam sobie sprawy, że po niektórych dzieciach widać, że myślenie jest dla nich czynnością obcą. A chodzi tylko o płynne przejście z punktu a do punktu b. Rozumiem frustrację nauczycieli, gdy widzą takie czoła myślą niezmącone, a muszą im wytłumaczyć nie tylko ten ruch, a jeszcze prędkość sławetnych pociągów na tej trasie.

Monsterówna odbyła miły dzień na szkolnych zawodach lekkoatletycznych, chociaż samego biegu na 100m była minuta, gdyż ponieważ

i tu należy się zadumać nad skomplikowaną machiną  oceniającą

grozi jej li jedynie piątka z WF.

A ma się te szóstkowe ambicje.

W każdym razie najpierw trzy dni deliberowała, czy warto opuścić sprawdzian z matmy, fizykę i jedyną w tygodniu biologię dla wolnego dnia na stadionie i ostatecznie wybrała prażenie w słońcu, gdyż (tu cytat z nastolatki)

"Nieskromnie powiem, że z matematyki jestem dobra"

Monster też doczekał się wreszcie matematycznego sukcesu. Chyba umysł dorósł mu  do skomplikowanych zadań z Kangurka, bo po latach niepowodzeń w końcu dochrapał się wyróżnienia.

wtorek, 05 maja 2015
wielka miejska majówka

 

1 maja, oczywiście po treningu, wyciągnęłam wszystkich do Wielkopolskiego Parku Etnograficznego w Dziekanowicach, by stali się poborowymi z czasów pierwszej wojny światowej.

Iskierka zainteresowania tematem gdzieś się tliła, bo od momentu wyrobienia karty poborowej

poprzez składanie koca, celowanie, kłucie bagnetem

 

aż do

rzutu granatem nawet nastolatki specjalnie nie marudziły.

W międzyczasie wstępowaliśmy do chłopskich chat skansenu, a potem do dworu, różnica w wyposażeniu rzucała się w oczy. Troszeczkę być może dotarło też, zwłaszcza do Monstera, że ilość dzieci w naszej rodzinie w porównaniu do standardów z tamtych czasów jest niska. I że swoje własne łóżko to też dobrodziejstwo współczesności.

Później odechciało im się chodzić. Jakby co najmniej maraton przeszli. Zapowiedź grochówki skusiła tylko wszystkożernego Monsterina.

Wieczorem znienacka napadliśmy na dawno nie widzianych znajomych i choć najpierw chłopcy byli pełni rezerwy (rodzina z przewagą dziewczyn), to okazało się, że gry planszowe łączą, lektury łączą oraz ogólnożyciowe tematy łączą - zasiedzieliśmy się do nocy, a jakbyśmy im pozwolili, to Monstery z chęcią by przenocowały.

Teraz czekamy na znienackowy rawanż.

Reszta majówki była stacjonarno-tarasowa z małymi przerywnikami rowerowymi i krokietowymi w ogrodzie (w sensie gry, nie potrawy do skonsumowania). Też dobrze. Niby wypoczęłam, ale na myśl, że kolejny długi weekend dopiero za miesiąc, już chce mi się spać.

Archiwum
do Monsterowa tędy