środa, 29 maja 2013
czasem słońce, czasem deszcz, ale w ogóle to czas wzruszeń jak to w maju

 

 

Dzień Matki w tym roku najbardziej celebrowany był w klasie Monsterina. Dzieci zrobiły słodkie przedstawienie - recytowały "Rupaki" Wawiłow. Oraz tańczyły udanie do Walca Kwiatów Czajkowskiego.

Chłopcy byli chwastami:)

Pan Chwast pląsający

 

 

I doczekałam się portretu. (Monstery starsze skrytykowały bluzkę wymyśloną przez Monsterina - że w życiu bym nie włożyła takiej...)

 

Kapeć troszeczkę się ożywił, gdy zrobiło się cieplej. Nawet zjadł co nieco, ale teraz znowu zimno, więc kryje się pod łóżkiem w naszej sypialni, a jak wychodzi to wyłącza nam komputer.

W ciepły dzień wypuściliśmy go do ogrodu, a on myk-myk i zwiał, więc teraz jest odblaskowo oznaczony, by od razu rzucał się w oczy.

czwartek, 23 maja 2013
przewianie

 

Dramatu wycieczkowego ciąg dalszy.

Tym razem starsi.

Monster, jako, że kocha takie akcje, spakowany dzień wcześniej. Najważniejszy gadżet - latarka - tydzień wcześniej leżała już na honorowym miejscu (zwiedzają bunkry w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, więc się przyda). Ciuchy przygotował, zgodnie z rozpiską - ciepłe plus kurtka.

Monsterówna do nocy nie wiedziała, w co się ubrać i co zabrać.

Wyłuskałam Porozumiewanie Bez Przemocy z półki, zdmuchnęłam warstwę kurzu i odświeżyłam, co tam prawią o wyrażaniu swoich potrzeb i uczuć z empatią. Pokazałam jej prognozę pogody. Że  chłodno ma być. Pokazałam kartkę od wychowawcy, że w bunkrach 5 stopni.

Monsterówna dźgnęła mój podręcznik palcem dodając kąśliwie, że chyba nie stosuję na co dzień.

I tu mnie ma:)

No, ale odrzuciwszy wszelkie moje propozycje ubiorowe jako zbyt ciepłe i niestosowne, musiała coś na siebie wrzucić, bo czas zbiórki nadchodził nieubłaganie, a ja musiałam już wyjść z domu z Monsterinem.

Najpierw obraziła się na mnie. Nic nadzwyczajnego, codziennie tak jest, przywykłam.

Wyobraziłam sobie, co się może NAJGORSZEGO stać, gdy ubierze się nieodpowiednio. Będzie jej zimno i zachoruje.

Ale przeżyje.

Odetchnęłam głęboko, życzyłam jej miłego dnia i wyszłam.

A przed domem wiatr mną targnął konkretnie, więc mimo wszystko zadzwoniłam do córki.

Nie odebrała.

Czad.

Już widzę, jak siedzą obie z Alinką w autokarze i przewracają oczami na wspomnienie, jakie to ich okrutne i bezwzględne matki mają pomysły.

A potem wytrzęsą się pod ziemią na własne życzenie.

wtorek, 21 maja 2013
gdzie autokar powiezie, a pani powiedziała

 

Tydzień wycieczkowy. Wedle zarządzenia pani dyrektor wycieczki szkolne mają być skumulowane w ostatnich tygodniach maja i bardzo dobrze, bo wtedy wszystkich nauczycieli nie ma mniej więcej w tym samym czasie i zastępstwa nie ciągną się wiecznie.

Sprawa ekwipunku wycieczkowego była dogłębnie dyskutowana na zebraniach wszelkich, nie rozumiałam za bardzo o co w tym chodzi i czy nie wszyscy wiedzą, co dać dziecku na wycieczkę, ale przypomniałam sobie w końcu, że gdy Monsterówna jako trzylatek z hakiem jechała na swoją pierwszą w życiu wycieczkę też byłam bardzo przejęta i lista wyposażenia wycieczkowego plecaczka wisiała długo na honorowym miejscu. A teraz, wstyd się przyznać, ale nawet nie pamiętam, dokąd dokładnie Monsterino dzisiaj pomyka. I lista nie musi wisieć, bo Monsterino recytuje ją na wyrywki.

Mieliśmy mały zgrzyt przy pakowaniu, bo okazało się, że pani powiedziała, że mają nie brać sandałów tylko adidasy, więc kłócił się ze mną, że jego geoxy nie spełniają standardów, jako że innej firmy są. Ileż musiałam się natłumaczyć, że pani miała na myśli generalnie sportowe obuwie i że tak się mówiło "za naszych i pani czasów". Nie był przekonany, dopiero gdy zobaczył kolegów w trampkach bez znaku adidasa na nich... Potem wyszła kwestia kiełbasek ogniskowych, bo ja kupiłam wszystkich trzem Monsterom takie same, a on chciał białą. Bo pani powiedziała, że biała może być. I bułka miała być, a ja chleb zapakowałam. A pani powiedziała, że buła.

Przestudiował też etykietkę spreju na komary, bo pani powiedziała, że ma być także na meszki i kleszcze. Był na szczęście. Jak widać - Monsterino w słodkim okresie - to, co pani powie, jest najważniejsze. Nie pamiętam takiego natężenia zaufania do pani u starszych Monsterów. A obecnie to w ich przypadku w drugą stronę odbiega - giga sceptycyzmu, już nie mówiąc o kwestionującym autorytety Monsterze.

Jak to wychowawca Monstera napisał do mnie w meilu opisującym bijatykę, w której Monster brał czynny udział: "najbardziej martwi mnie brak szacunku do drugiego i poczucia winy, że coś zrobiłem źle".

Monster przytakuje, że tak, wie, że zrobił źle, ale nie widzę w tym głębokiego przekonania i wiem, że kolejnym razem, gdy poczuje się skrzywdzony (bo o to, w tej bijatyce chodziło), zareaguje dokładnie tak samo. Jeśli ktoś skrzywdzi Monstera, Monster odpowiada tym samym. Natomiast nie ma skarg od dzieci, które nie zaczepiają Monstera. On sam z siebie nie jest agresywny, ale nikt nie ma prawa dokopać Monsterowi - takie jest pierwsze prawo Monstera.

Sama muszę się dokształcić, jak mu pomóc wychodzić z takich sytuacji bezkonfliktowo, a jednak z honorem. Bo nie oddanie łączy się z utratą honoru, a na to Monster sobie nie pozwala.

środa, 15 maja 2013
ubierz się w obcisłe, bo to warto mieć styl

 

Pracowity tydzień, jak to u Monsterów.

Monsterino uległ namowom i nauczył się wiersza Brzechwy, pt. Mucha, a dzięki brawurowemu wykonaniu zajął trzecie miejsce wśród klas pierwszych. Pierwsze zajęła koleżanka z jego klasy i jeszcze jedno z wyróżnień miał kolega z klasy (a przypominam, że to jest klasa sześciolatków - jakby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości - dużo sześciolatków JEST gotowych do szkoły). Podsumowując występ stwierdził, że w przyszłym roku musi nauczyć się po prostu DŁUŻSZEGO wiersza, bo Oliwia miała dłuższy i wygrała. Rywalizacja über alles.

Monsterówna zaprojektowała nowe urządzenie pobliskiego parku wokół Areny i wyszło jej świetnie. Problem w tym, że spóźniła się z oddaniem pracy (och, to wiosenne roztargnienie) i nie pójdzie jej praca na konkurs. A szkoda, bo park linowy tak blisko przydałby nam się bardzo.

- Kolosalnie - mówi Monsterówna, która upodobała sobie to słowo w tym tygodniu.

A dzisiaj wielki dzień dla szkolnych drużyn rowerowych, bo mają wielki rajd nad Maltą, więc bardzo miło ze słońca strony, że nas dzisiaj zbudziło. Monsterówna, jako Kapitan Drużyny, ma rozdzielać rolę podczas toru przeszkód, który ich tam dziś czeka - będą pytania z przyrody i praktyczne wykorzystanie umiejętności pierwszej pomocy. Przez kilka tygodni drużyny spotykały się co jakiś czas i trenowały. Monsterówna mówiła, że niesamowicie fajne i śmieszne były te zajęcia i przytoczyła jedną całkiem zabawną anegdotkę, jak to uczyli się formułki powiadamiania o wypadku. Przy dzwonieniu na pogotowie mają się przedstawić, więc w formułce było napisane:" Nazywam się Jan Kowalski...". No i na ostatnich przed rajdem zajęciach, koleżanka z drugiej drużyny miała wygłosić formułkę, dla sprawdzenia, czy pamięta, i co oczywiście powiedziała? W każdym razie Monsterówna przyznała, że prawie posiusiała się ze śmiechu.

Natomiast Monster swoim zdjęciem pod wymownym tytułem "A kaczce była potąd" zajął drugiej miejsce w szkolnym konkursie foto "Zwierzaki".

środa, 08 maja 2013
otwierać w razie zimy, która nieuchronnie nadchodzi

 

Najbardziej zaczytanymi książkami w Monsterowie nie są komiksy czy stare victory juniory bogato okraszone dowcipami z brodą, ale albumy ze starymi zdjęciami. Najbardziej te wakacyjne.

Teraz doszliśmy wszyscy tutaj do wniosku, że najbardziej ulubioną porą roku jest maj i byłoby wprost cudownie móc mieć taką pogodę na co dzień, jak Ciocia z Hameryki ma w Kalifornii.

Co, ale skoro się nie da, to trzeba korzystać, póki maj jest (Monsterino podpowiada, że czerwiec, jako miesiąc jego urodzin jest równie piękny. Nie zaprzeczamy)

W najstarszej stolicy Polski dowiedzieliśmy się, że tak naprawdę w początkach państwa polskiego było kilka ważnych ośrodków życia mających różne funkcje i nie wiadomo do końca, który był stolicą. Całe życie się człowiek uczy. A że w muzeum bardzo pozytywnie interaktywnie i wielowymiarowo, to się przyjemnie uczyło.

 

ale najważniejsze było wdychanie świeżego maja, przecież - przy ziemi gigantycznych koniczyn

i w niebie - kwitnących drzew (a Monster na zyrtecu przez to musi być)

 

*

A potem długi weekend się był skończył.

Pani Od Polskiego przypomniała sobie, że przecież jeszcze jedna lektura została na ten rok, a tu rok niedługo minie, więc Monsterówna obrabia Tajemniczy Ogród na cito przerywając sobie Jeżycjadą dla przyjemności. Oraz lekturą Monstera - Charlie i Fabryka Czekolady, która nawet dla naszego domowego opornika okazała się rewelacją.

Ponadto Monstera z kolei Pani Od Polskiego pochwaliła go bardzo, powiedziała,  że pracuje ciężko, tyle tylko, że ma na pewno DYSORTOGRAFIĘ i ma się zbadać, bo tylu błędów to ona jeszcze nie widziała, żeby ktoś robił.

To się mocno przypiął do tej mocno go ruszającej idei Monster i każdą ortograficzną wpadkę zwala na swą przypadłość. No nie wiem, czy to była dobra sugestia pani, ale ani chybi będziemy musieli się wybrać do poradni.

W tym tygodniu w szkole pokaz mody eco, a raczej recycle. Dzieci miały stworzyć odzież ze śmieci, a że w Monsterowie surowców wtórnych na kopy, to uwinęły się z tym bystro.

Jakież było rozczarowanie Monstera, iż za swój workowy płaszcz z ozdobami otrzymał pięć z minusem, ponieważ worek był... brudny. Halo?! A jaki miał być worek ZE ŚMIECI się pytam? (choć nie powiedziałam tego głośno - i tak zrozumieliśmy się z Monsterem bez słów)

piątek, 03 maja 2013
plamociąg

 

W poniedziałek popisowo dałam ciała wyszykowując całą trójcę na galowo,  czym utrafiłam w 2/3. Starsi owszem, mieli apel, ale Monsterino wycieczkę na Stary Rynek. Zaniedbałam mały plecaczek, nie dałam biletów. Dobrze, że choć kurtkę przeciwdeszczową wsunęłam.

Monsterino nie miał nawet wielkich pretensji.

Gdy martwiłam się, że biedny nie miał, gdzie włożyć nawet wody i że pewnie ledwo przeżył szalenie spragniony, odrzekł:

- Nie szkodzi, mamo, takie jest życie!

Niemniej jednak wtorkowe niedopatrzenie zapakowania dzienniczka już tak łatwo nie wybaczył.

Zazwyczaj w takich momentach wypunktowuję, czyj to obowiązek, ale taka byłam zdeprymowana poprzednią plamą, że dałam się wpędzić w poczucie winy. Zarządzanie przez post-ity jednak się nie sprawdza. 

Jakie szczęście, że majówkowe treningi są na 10, a nie siódmą. Przynajmniej można choć w święto się wyspać.

I zobaczyć podpoznańską wiosnę popołudniami

Jeziorko powstało w jednym z miejsc, gdzie uderzyły odpryski meteorytu. Monsterino tłumaczy, że meteor jest wtedy, gdy w kosmosie, a gdy już spadnie to nazywa się meteoryt.

 Na Dziewiczej Górze też byliśmy pierwszy raz. Pięknie stamtąd Poznań, szczególnie blokowiska plus nasz drogi stadion. I rzeczywiście - na sanki w zimie to doskonałe miejsce.

Archiwum
do Monsterowa tędy