wtorek, 27 maja 2008
wakacje z monsterami - prolog


pakując niezliczone monsterowe ciuchy do toreb i planując strategicznie, które na drogę (bo jedziemy z postojami dwa dni), a które na pobyt, mam czas na przemyślenia.

oraz na wyrzuty sumienia, jakich to złych rzeczy nauczyłam nie chcący Monstery. Na przykład wrzasku (Monsterówna wrzeszczy na braci dokładnie takim tonem, jak ja - brrr), powiedzonek ( Co za syf! - mówi Monsterino wchodząc do pokoju).

Ale będzie lepiej. Poprawię się. Taki mam plan. W końcu wakacje przed nami, luzik. No dobra, przesadziłam z tym luzikiem - z Monsterami wszystkimi?

Luzik to był na przykład, gdy wybrałyśmy się w sobotę z Monsterówną SAME na Stary Rynek.

Monsterówna malowała

naśmiewała się ze sztuki


a potem przeszłyśmy się po sklepach.

No z nią to można łazić po świątyniach handlu! Niezmordowana jest.

- Mamo, beznadziejne są te majtki! (o stringach, które sobie kupowałam)

- Mamo, a może sobie dorobisz długie włosy, wtedy bardziej ci ten kapelusz będzie pasował ( i tak go kupiłam, no co za żmija z tej mojej córki)

Ewentualnie z lakieru do paznokci była zadowolona, choć optowała za żarówiastym różem oczywiście, a nie stonowanym fioletem pod kolor naszyjnika ekskluzywnie monstermamowego .


Natomiast spacer z Monsterinem dostarcza wielu silnych emocji.

- Uwagaj, mamo, tu jedzie auto! - pokrzykuje na mnie Monsterino, sam udając się w przeciwną stronę - I dugie auto jedzie! Cewone! (rzeczywiście czerwone) UWAGAJ NA DZIDZIĘ!!!

(to niby, że na niego...)

Potem idziemy chwilę deptakiem, więc z autami spokój, ale za to na przeciw nas nadchodzi pies. Monsterino z bułką w dłoni na wysokości psiego pyska, więc pytam, co zrobi, jak piesek będzie chciał zjeść bułkę (przerabialiśmy właśnie ciastko Maksa i wystarczyło, że raz przeczytałam zgodnie z oryginałem "głupi piesek", to od tego czasu, mimo, iż teraz czytam "niedobry piesek", Monsterino potwierdzając jak fenomenalna jest pamięć dziecięca powtarza "GUPI piesek", gdy przewrócimy tę stronę).

- Nie wolno, pies! - stwierdza Monsterino bacznie obserwując psa

- Nie wolno, pies, to buła Teosia! - powtarza i trzyma już bułkę przy sobie, a pies wraz z panem zbliżają się

- To MOJE!!! - wrzeszczy Monsterino trzymając bułkę w wyciągniętej ręce nad głową i puszczając się galopem, w chwili, gdy pies prawie do nas doszedł.

I nie wiem, po co tak tej buły bronił, skoro ledwie zobaczył zjeżdżalnię na horyzoncie, rzucił bułę w trawę i włączył turbo.

- Dziendobly! - przywitał się kulturalnie i obdarzył licznie zgromadzoną dzieciarnię na placu dzikim uśmiechem

- Telas Teoś będzie zieźciać! Ale ziazd! - zapowiedział



ostatnie przelewy, faktury i wyciągi.

torby spakowane, choć pękają w szwach.

jedziemy.

Elbo, szykuj się! Monstery nadciągają.

poniedziałek, 26 maja 2008
dzień mamy




- Gazu, gazu! Skęcaj w lewo! - rozdarł się Monsterino zaraz koło mojego ucha
- Caterpillar power! - odpowiedziała żółta koparka

Wszyscy lubimy dźwiękowe zabawki w niedzielny poranek.

- Mam pomysł! - rzecze Monster
- To JA mam pomysł! - zaoponował Monsterino
- Jaki TY możesz mieć pomysł?! - zadrwił Monster
- Fajny! - Monsterino obrócił się na pięcie i pobiegł w dal

Przedpołudniowe przepychanki, ryki, wrzaski, galopady.
Dobrze, że nie mamy sąsiadów pod nami.

W końcu obiad.
Monsterino wskazuje na słój oliwek.
- Co to jest?
- Oliwki - odpowiadam
- Ce póbować takie kulki! - rozkazuje Monsterino
- Już kiedyś próbowałeś i nie lubisz, ale skoro się upierasz... - podaję mu zieloną kulkę
- A co tam jes w siotku? - Monsterino wskazuje na pastę paprykową.
- Papryka - odpowiadam
- Dzidzia lubi wkadać tam, w dziulkę, PALUCHA! - opowiada Monsterino, wkłada oliwkę na palec i bardzo dumny z takiej biżuterii opuszcza obiadowy stół.

Kurtyna.
(a za kurtyną monstermama pakuje niezliczone tobołki na dwutygodniowe wakacje i jakoś nie potrafi sobie wyobrazić, że jest jakieś miejsce na ziemi, na którym przydadzą się krótkie spodenki i wydekoltowane suknie. Nie mówiąc już o must have: żółtych klapkach. Wierzyć przewodnikom, czy nie?)

sobota, 24 maja 2008
Imperatyw


- Ubielaj skapetki z autami! - nie otwieraja oczu zanotowałam polecenie, mruknęłam coś w stylu tradycyjnego "zaraz, zaraz", aż tu nagle PLASK! i coś mokrego wylądowało mi na oku/policzku/nosie.
Średnio przyjemna pobudka.

- Skapetka z autami! - wyjaśnił Monsterino, gdy inwestygowałam rzecz, która plasnęła

- Mokra skarpetka! - wymamrotałam - suchą przynieś, z szuflady

Oczywiście nie posłuchał, no i musiałam wstać. Bo skoro jedna mokra plasnęła, to mogłam się już spodziewać, jak wygląda reszta prania, którą o drugiej w nocy mozolnie wywieszałam na suszarce.
Równie malowniczo jak okolice suszarki wyglądał blat w kuchni - umajony koperkiem i pietruszką z doniczki (taa, ziemia też się przydała), a okno i pół lodówki rozgniecionym, mocno dojrzałym bananem.

Normalnie jedna osoba neutralizująca skutki wyczynów Monsterina miałaby roboty na pełen etat.

Ostatni wyczyn, to trzy kubki zbite w dwa dni. Bo taki sport właśnie uskutecznia - rzut kubkiem z zawartością. Sam dostaje oczywiście w plastiku, ale to nie przeszkadza - można rzucać i plastikiem. Chodzi o efekt jaki daje ciecz w locie, jak przypuszczam.
Nie pomaga nalewanie po dosłownie łyczku w kubek. Można w końcu wylać nie pijąc i jęczeć o jeszcze.
Trudno chować nerwy w kieszeni, naprawdę.
A posiłkiem należy podzielić się z elfami czy innymi skrzatami domowymi, no bo w jakim innym celu Monsterino porzuca kęsy pożywienia w różnych częściach domostwa, przy czym naszczodrobliwiej w kuchni?




Zatem Monsterino psuje, drze, łamie, rozbija, odkręca, wylewa i rozrzuca, a potem chodzi i szuka czegoś po kątach.
- Czego tak szukasz? - pytam
- Siubokęta - tłumaczy i wyjaśnia pokazując zupełnie już nienadające się do naprawy autko w ręce: - bo zepsute jes! Ceba napawić!




wtorek, 20 maja 2008
rolling stones i dobre zasypianie



- Uciekaj, mamo, uciekaj! - Monsterino pędził na złamanie karku z ogrodu, podczas gdy ja na tarasie zbierałam suche już pranie z kolejnej suszarki

- Gonimy się? To wracajmy na trawę - zaproponowałam

- Nie! Chowaj się, uciekaj!  - wysapał - kap-kap będzie!

- Myślisz, że deszcz będzie padał? - zapytałam i spojrzałam na niebo. Rzeczywiście nie było zbyt przejrzyście, ale żeby zaraz deszcz...

- Tak, tak - PADAŁ kap-kap! - Monsterino zatoczył łuk ręką wskazując na drewniany domek Monsterów w ogrodzie

Podeszliśmy bliżej domku i wtedy...jak nie huknie!
Nie wiedziałam, co to było, bo domek jest z 1,5 metra nad ziemią. Ale potem rozejrzałam się wokół i zobaczyłam w piaskownicy kilka otoczaków.
I znowu łupnęło - ledwo się odsunęłam.
Tym razem widziałam: od sąsiadów przeleciało.

Mimo, iż sąsiedzi mają dwóch chłopców mniej więcej w wieku starszych Monsterów, nie utrzymujemy z nimi kontaktów, bo nie mieliśmy za bardzo okazji, by się na neutralnym gruncie spotkać.
Chłopaki nie chodziły do przedszkola, nie chodzą na plac, w ogóle jakoś się przemykają boczkiem, że nawet dokładnie nie wiem, jak wyglądają.
Choć słychać ich za murem, to fakt.
Słychać też kumkanie żab z oczka wodnego w ich ogródku. I kamienie pewnie też stamtąd się wzięły.

Zaniosłam sąsiadom głazy do kolekcji, na szczęście też zauważyli niestosowność w zabawie.
Ale Monsterino nie mógł za bardzo uspokoić się wieczorem. Gadał i gadał.
Chyba to nie przez latające kamienie. Od jakiegoś tygodnia usypianie Monsterina nie kończy się szybkim zaśnięciem. Przynajmniej jego.
Tysiąc pięćset książeczek, wszystkie kołysanki ze śpiewnika, odstawiam teatr najpierw z myciem zębów (jak mam humor i siłę - szczoteczka warcząca jak traktor na zawodach rolniczych albo popyrkująca jak zepsuty spychacz są bardzo wymagającymi rolami), potem obcałowujemy tonę pluszaków.
I skutkowało. Zasypiał najpóźniej po 40 minutach.
A ostatnio jest w stanie oczy na zapałki postawić i dostać jakiegoś turbo doładowania i ping-ponguje półtorej godziny.
Gdy tymczasem rozwalają mi się następne punkty programu wieczoru, a irytacja do cudownego dzieciątka rośnie.

Chociaż, gdy o 21:30 potrafi wskazywać w książeczce tak egzotyczne zwierzątka jak: sala-manda albo talantula i opowiadać: dzik jes dziki, topnieję.


poniedziałek, 19 maja 2008
teraz zaraz już


- Bojek sował auto! Sukaj, mamo, sukaj! - chyba przyśniło się Monsterinowi, bo wstał z tym zdaniem na ustach

A potem zaniósł się kaskadą krtaniowych rzężeń.

- A już nie kaszlał - wymamrotał Monstertata

- I wydawało się, że jest lepiej, bo już nie miał gorączki - wystękałam i obydwoje przełożyliśmy się na drugi bok

- Tataj, tataj! - Monsterino zasiadł na mnie okrakiem i galopował intensywnie - tawaj mamo, ce am-am!

Dałam mu chrupki chlebek, chociaż wiedziałam, że czeka mnie po jego konsumpcji godzinne odkurzanie okruszków, wodę do picia już miał i znowu opadłam na poduszkę. 6:33, mimo, że i tak 20 minut później niż w dzień powszedni, to i tak jest za wcześnie.

Wydawało mi się, że minęła sekunda, gdy Monsterino przytarabanił się znowu, tym razem trzasnąwszy mnie przyjaźnie w głowę nocnikiem.

- Jes kupa! Śmieldzi, fuj! - wyjaśnił

Jeśli chodzi o postęp w nocnikowaniu, to Monsterino informuje, że zrobił kupę. I nawet ze dwa razy usiadł na nocnik.

Ale nadal nic nie zrobił.

W końcu ubrałam Monsterina, w międzyczasie zbudziła się reszta Monsterów, więc podgrzałam im mleko i ciągle z wizją dospania, popędziłam do sypialni.

Monsterino rozłożył swoją flotę samochodową szerokim frontem na zwolnionym przeze mnie miejscu na łóżku i recytując pod nosem: "napief powoli, jak żóf ocie-a-le"

- Mógłbyś, proszę, przesunąć swoje samochodziki na dywan, bo chciałabym się tutaj położyć? - zapytałam retorycznie, bo już chwyciłam część floty i zaczęłam przenosić na dywan

- Nie! - zdenerwował się Monsterino - to (s)KOM-PI-KO-WA-NE!

piątek, 16 maja 2008
...and the winner is...


Prawdopodobieństwo, że w ciągu 19 roboczych dni maja oba zebrania w rozważanych przez nas szkołach dla Monsterówny odbędą się jednego dnia jest jak 1 do 361 (według mojego skomplikowanego wyliczenia, ale mogę się mylić, wariacje z powtórzeniami ostatnio przerabiałam pewnie z 15 lat temu).

No to tak się oczywiście wydarzyło.

Musieliśmy się zatem rozdwoić: Monstertata pobiegł do prywatnej, ja przespacerowałam się do publicznej.

Wyszłam zauroczona. Nie przypuszczałam, że szkoła publiczna może mieć taką ofertę, takich zaangażowanych nauczycieli, pomysł, autorski program i pasję. A ma.

Monsterówna trafi do klasy o poszerzonej edukacji muzycznej. Poznałam jej przyszłą wychowawczynię i rodziców jej przyszłych koleżanek i kolegów. I wygląda, że stworzymy (rodzice), a mamy nadzieję, że i dzieci zgraną ekipę.

W prywatnej Monstertata nagrał na dyktafon pikantniejsze szczegóły dyskusji, zebrania z wychowawczyniami nie było, bo nie mają jeszcze wychowawców. I tak naprawdę nie wiadomo, ilu rodziców w końcu zdecyduje się na tę szkołę. Nie wychodzi im na razie. Wielka niewiadoma, poruszanie się po omacku, nieudane próby ogarnięcia. Chaos.

W publicznej więcej dzieci w klasach - 28 sztuk, ale pani przekonywująco stwierdziła, że nie może doczekać się, by poznać dzieci, że potrafi poradzić sobie z każdym konfliktem w grupie i że edukacja muzyczna dużo daje, jeśli chodzi o emocje i wyładowywanie się dzieci.

Przekonała mnie.

Podjęliśmy decyzję.

Monsterówna płacze, bo nie będzie mieć w klasie ulubionej koleżanki, ale mam całe wakacje, by przekonać ją, że pozna nowe.

No i nie może doczekać się gry na flecie.

Pewnie, pozostaje nam jeszcze sprawa zajęć dodatkowych do obskoczenia, ale angielski mamy załatwiony, zresztą dzięki blogowej znajomości. A na konie i tańce nawet w prywatnej musielibyśmy jeździć dodatkowo.

Będzie dobrze. Monsterówna gromadzi wyprawkę, a ja pakiet Już w szkole .

czwartek, 15 maja 2008
naprawdę


Fuwa mucha! - rzekł Monsterino o 6:13 chwilę potem, gdy dostał picie, którego żądał.

- Para buch, koła w ruch... - wychrypiałam zamykając oczy

- On mówi, że mucha fruwa - wymamrotał Monstertata i przerzucił się na drugi bok

- No faktycznie - skojarzyłam 

- Motylek nie ma! - dodatł Monsterino

A potem mówił jeszcze, że ma wielką kupę, a nie miał i kazał mi szukać auta, na co nie zareagowałam, pewnie dlatego rzucił we mnie hotwheelsem.

Och, naprawdę powinnam zapisywać te jego poranne monologi, ale jest to ostatnia rzecz, która marzy mi się o 6:13.

Monstery mają dzisiaj w przedszkolu dzień sportu czy jakąś inną spartakiadę, więc rano opracowywały strategię wygrania różnych zabaw i konkurencji.

- Ale nie muszę wygrać? - upewniała się Monsterówna - dla wszystkich będą nagrody?

- Nie wiem na pewno, ale myślę, że tak. Nie musisz wygrać, po prostu biegnij tak szybko jak potrafisz - zasugerowałam, bo Monsterówna potrafi w konkurencjach indywidualnych czekać na wolniej biegnącą koleżankę.

Tak jak Monsterówna jest zdecydowanie team playerem, tak Monster od razu założył, że będzie pierwszy, gdyż jest przecież doskonałym biegaczem, szybciorem, zwycięskim gormitem... do wyboru.

Zatem geny czy wychowanie?

wtorek, 13 maja 2008
żmija na mem łonie


Wracałyśmy sobie z Monsterówną od ortodonty.

Piękny dzień, kwitną drzewa, pachnie bez, Monsterówna zadowolona, bo ortodontka stwierdziła, że mimo wszystko zęby ładnie się układają i wystarczy tylko co pół roku kontrolować, a aparaciku nosić nie musi.

W przypływie uczuć i dobrego humoru Monsterówna przytuliła się do mnie i rzekła:

- Bardzo kocham moją mamę...

Och, roztopiło się serce monstermamy i wzruszyła się niepomiernie. Ale Monsterówna jeszcze nie skończyła:

- Ale jako kobieta bardziej podoba mi się mama Stasi!

Zgrzyt.  Niczym widelec o porcelanę.

- Bo ja wolę kobiety z długimi włosami! - dodała Monsterówna tak, gdybym tego nie wiedziała - takie jak ja - potrząsnęła kitą

Tak, oczywiście bardzo się cieszę, że kobieta ma swój gust i nie obawia się go pokazać i wyartykułować.

A na kudły cioci B. zaczaję się z nożycami.

Niech no tylko straci czujność!

poniedziałek, 12 maja 2008
między atakami

Monstery spędziły niedzielę na chorowaniu zamiast na bywaniu. Częstowały się hojnie różnymi schorzeniami: bólem brzucha, gorączką, kaszlem o różnym natężeniu i barwie.

Szczególnie Monsterówna czuła się źle, zaległa zatem na leżaku pod drzewem, a babcia usiadła obok niej, z drugiej strony Monster i babcia czytała aż ochrypła. (potem zmieniła ją prababcia).

- Nawet nie wiedziałam, że taką grubą książkę można przeczytać w jeden dzień! - zdziwiła się Monsterówna.

A między atakami bólów i kaszlu:

"jedzie pociąg" by podlać choinkę

Monsterino porwał Monsterównie kapelusz i się do niego emocjonalnie przywiązał, zatem mieliśmy w domu Monstereczkę

Monster sprawdzał, jak wygląda świat do góry nogami

I za cel wziął zrobienie zdjęcia każdej niezapominajce w ogrodzie. Na drodze do realizacji stanęły wyczerpane akumulatorki.

Pomiędzy atakami kaszlu Monster wpadał w stupor

Wieczorem nawet nie licytowaliśmy się, jaki skład wyjdzie nazajutrz do instytucji edukacyjnych oraz pracy, tylko Monstertata poszedł wcześniej spać.

Po czym noc w zasadzie przesiedział w kibelku.

Monsterówna wstała po szóstej rześka i głodna jak wilk.

Monster nie chciał wstać, więc podejrzewałam, że tym razem jego trafiło, ale nagle przypomniał sobie, że dzisiaj bawią się z chłopakami w gobliny czy cóś w tym rodzaju i wyskoczył jak z procy, by się odziać, symulant jeden.

Monsterino wywędrował do babci, a Monstertata z gorączką zakopał się pod kołdrą.

Monstermama włączyła turbo i pracuje dwa razy szybciej, w każdej chwili gotowa na odwrót, bo jakoś nie chce mi się wierzyć w cudowne ozdrowienie po jednym dniu choroby, ale fakt, że rano żadne ze starszych Monsterów nie wykazywało objawów chorobowych.

Z przedszkola nie dzwonią.

Może Monstery skrupulatnie przekazały wszystkie mikroby Monstertacie.

Jak Koszmarny Karolek wszy.

sobota, 10 maja 2008
porażka, falstart, jak zwał tak zwał




Wyszło, że za wcześnie zdjęliśmy pieluchę.
Albo może za późno - znam osobniki, których siki były łapane w nocnik ledwo zaczynali siadać.(i teraz, po latach, mają wyniki;)
Nie na moje nerwy takie czatowanie.
Żeby chociaż Monsterino jakiś grymas czynił przed aktem defekacji. Albo jakieś stop-klatka w kącie. Nic z tego! On kupska bezwiednie w biegu rzuca, a majtki je fantastycznie łapią. I owszem.
Tylko wytrząsanie kupy z majtek jest zdecydowanie hardcorowych zajęciem dla zaawansowanych.
Żeby on chociaż o jakiejś regularnej porze się wypróżniał. Albo raz dziennie.
Ale tak? Gdziebądź, kiedybądź?
Dajcie żyć!

Pasuję. Porażka wychowawcza, odroczenie wyroku, wysiadam.


Tymczasem Monsterino pyta:

- Gaja i Bojek oglądać BĘDĄ Bena dividi?  (akcent na "będą", więc dlatego dużymi)

- Tak, będą. A my będziemy czytać o Maksiu.

- O nocniku nie! O misiu tak. (trauma, trauma, trauma. Oto do czego doprowadziło ciągłe pytanie, czy usiądzie na nocnik.)

- A może obsikasz choinkę? - zapytałam w ciągu dnia pamiętając, jaką frajdę miał Monster, gdy uczył się obsikiwać drzewa.

- Sikać na chinkę? - zapytał z niedowierzaniem Monsterino. I nie przekonałam go.

Po lekturze Misia Maksa, Monsterino wygrzebał w stosie pluszaków Misia, Psa, Krowę, Dużą Owcę, Małą Owcę, Nietoperza oraz Elmo z wyłupiastymi oczami i usadowił je wszystkie za porządkiem pod ścianą.
Każdego ucałował siarczyście i powiedział "Dobanoc".
A potem jednym większym zamachem strącił je wszystkie na podłogę, opadł na poduszkę i krzyknął:
- Nie ce!

Ciężkie jest życie dwulatka.



piątek, 09 maja 2008
zapasy i plan, co sam się stworzył


Monstery ułożyły mnie w pozycji bocznej ustalonej. Powyginały mnie w różne strony tłumacząc, co robią, a było to zajęcie o tyle karkołomne (nomen omen), że siedziałam, bo zdecydowanie odmówiłam położenia się na trawie czy piasku (a przecież musiały mi pokazać, czego nauczyły się, zaraz natychmiast na przedszkolnym placu zabaw).

- To może ja cię TROCHĘ uduszę, żebym mógł ci zrobić sztuczne oddychanie? - zaproponował Monster wcale nie żartując.

W środę było tak ciepło, że w przypływie optymizmu, zdjęłam Monsterinowi pieluchę, włożyłam męskie majtki w rozmiarze 86/92 (nadruk w wyścigówki) i pochwaliłam dorosły wygląd, jaki zaprezentował wszem i wobec.

- Dlaczego go tak chwalisz? - zaperzyła się Monsterówna - takie same majtki ma Robert, co w nich takiego ładnego?

- Och, wiesz, pierwszy raz w majtkach jest! - powiedziałam wzruszonym głosem - staje się taki duży, taki prawdziwy chłopiec, a nie bobas!

- Posikał już się! - doniósł Monster z głębi ogrodu, a Monsterino na szeroko rozstawionych nogach dotelepał się do tarasu

Entuzjazmu starczyło mi na trzy zasikane i jedną zakupkaną parę majtek. Potem, na szczęście, trzeba było już iść się kąpać.

RAZ usiadł na nocniku, raz stwierdził, że bardzo chce obsikać drzewo, ale nic nie zrobił i ani razu nie zawołał przed, ani w trakcie.

Dzisiaj przygotowałam 16 par gaci, kilkanaście koszulek, spodni i skarpetek i ... zostawiłam Monsterina Monstertacie.

Po pół godzinie Monstertata dzwonił, że szacuje czyste zasoby na jeszcze jakieś półtorej godziny...


A wydawało się, że Monsterino wie, o co chodzi. Wie, gdzie robi się siusiu. Zna instytucję nocnika. W książeczce o Maksie pokazuje, że Maks sika (nie wolno na podogę! Do nocika, do nocika!),  

ale sam się nie czuje.

Z drugiej strony, jeśli mu nie zdejmę pieluchy, to nigdy nie poczuje.

Będę donosić o postępach (lub o ich braku).

Z życzeniami (także dla siebie, co by mokre majtki szybko schły) słonecznego weekedu!

środa, 07 maja 2008
na psa urok


Monsterówna widocznie za bardzo rozbierała się na majówce, bo wróciwszy do miasta, straciła głos, a z trzewi wydobyło się niepokojące rzężenie.

Po konsultacji z panią Dr., która tak bardzo nie lubi mnie, a tak bardzo Monstertatę, że nawet pochwaliła go za tak wczesną reakcję, Monsterówna dostała wyrok: dwa dni w łóżku na obserwacji rozwoju lub zwoju choroby.

Monster powędrował do przedszkola sam.

- Dziwnie tak. Sam idę. Nie sam, z tobą, ale bez Gai - stwierdził Monster

Rzeczywiście, kogoś mi to po drugiej stronie brakuje - potwierdziłam

- To może będę szedł raz z jednej strony raz z drugiej, dobrze? - zaproponował

Chwilę biegał raz z jednej strony, raz z drugiej. Potem szliśmy w milczeniu, aż w końcu:

- Dzień dobry - skłonił się Monster

- Kto tam był? - zapytałam, bo za płotem nie zauważyłam żadnego sąsiada. Siedział za to pies, który zawsze ujadając przypada do płotu i do zawału doprowadza wszystkie Monstery i każdego z osobna.

- Ten pies tam był. Siedział. - wyjaśnił Monster

- To psu powiedziałeś "dzień dobry"? - zdziwiłam się

- Tak, bo on mi pierwszy skłonił głowę! - odrzekł Monster prezentując skłonienie głowy przez psa

(to teraz wiemy, dlaczego wcześniej ujadał - nigdy go nie witaliśmy tak kulturalnie).

Monsterówna po dwóch dniach nudzenia się w łóżku (już nie mówiąc o Monstertacie, który chcąc nie chcąc, musiał wokół niej skakać) wyzdrowiała.

Myślę, że dzisiejsza perspektywa przedszkolnego treningu ratownictwa medycznego zmobilizowała organizm do poradzenia sobie z kaszlem. No bo kwestia: "jak oni będą na tym manekinie oddychać" intrygowała ją mocno.

Mnie również.

wtorek, 06 maja 2008
po drodze



monster chwycił aparat, bo chciał, a ja mu nie zabroniłam, bo niby dlaczego miałabym.

Zatem zasiadł na tylnej kanapie i nawet się zapasił.

(po krótkiej kłótni z Monsterówną, kto tym razem siedzi na środku)

a potem zaczął cykać








po lewej



po prawej





- Już wystarczy - powiedziałam po kolejnym błysku flesza - jak dojedziemy do lasu to następne zrobisz, ok?

ledwo wjechalismy w las





- No przecież już jesteśmy w lesie! - zaoponował, gdy zaprotestowałam

i znowu chodziło o precyzję wyrażania się

poniedziałek, 05 maja 2008
Czuj maj!


Maj najlepiej czuć w lesie.

Las czuć wiosną i wcale nie myślę o kleszczach, boreliozie i zapaleniu mózgu.

Monstery też lubią las.

Odkryły most ze zwalonego drzewa przerzuconego nad okopem. Powojennym.

Rozmowę "czemu tu jest ten rów i do czego służył" odbyliśmy parę lat temu i jakoś nie wracają do tematu.

W leśnej głuszy Monstery zlewają się z otoczeniem i przystosowują.

Wytęż wzrok i znajdź dziecko na obrazku.

W leśnej głuszy najchętniej biegały by boso, nago i nigdy się nie kąpały (główny nihilista to oczywiście Monsterino, który zdecydowanie nadużywa przeczeń).

W leśnej głuszy czas płynie inaczej. Wolniej, pachnąco.

Po powrocie do miasta wracamy do utartych schematów.

Monsterino wrzeszczy rano do ucha monstertacie:

- Tawaj, tata, włońć Tinky, La-la, Po! Tawaj!

I wbrew obawom, że moje wyjście do pracy po czterodniowym tylko "mamunia" i "mamunia" zostanie okupione Wielkim Rykiem, Monsterino macha łapką:

- Do widzenia, pa-pa do pacy!

I biegnie na kanapę.

Nagroda za dzielne rozstanie. Fuj, przekupstwo.

Archiwum
do Monsterowa tędy