wtorek, 31 maja 2005
Głupawka


- Mamo, przestań odkurzać i mnie posłuchaj!- szarpie mnie Monsterówna przekrzykując odkurzacz.
Ociągam się przez chwilę, że już już kończę, ale Monsterówna jest nieugięta, więc czego się nie robi dla dziecka.

- Ja bym wolała być Martą a nie Gają, wiesz, bo Marta jest nieznośna i wołała do pań - "my chcemy lody!". Bo panie miały dzisiaj lody, a dzieci tylko chleb i herbatę... - wyrzuciła z siebie Monsterówna jak zwykle na jednym wydechu, choć przecież słuchałam jej uważnie, nawet nie trzymałam odkurzacza.
Oj, trzeba będzie zinwestigować temat lodów. Lody panie jadły i się nie podzieliły?!

Monsterówna odzyskała oddech:
- No i chciałabym mówić to, co Marta, o jabłku, a nie o igle, to o igle jest głupie, nie chcę mówić o igle, będę mówić brzydko, będę mówić tak: "ajaigłęnawolokęprzezuszko" - wrzeszczy i dopiero dociera do mnie, że to pewnie Monsterównej rola na jutrzejsze przedstawienie na Dzień Matki.
Monsterówna do tej pory pary z ust nie puszczała, bo to niespodzianka. A teraz się dowiaduję, że o igle będzie mówić i że nie chce.
- Na pewno powiesz swoją rolę bardzo pięknie, powiesz teraz? - podpuszczam ją, może puści farbę
Monsterówna staje prosto, otwiera usta, już chce mówić, zamyka usta i w końcu rzecze:
- Łeee, nie mogę, bo to niespodzianka!

A za chwilę mówi:
- Na pewno powiem tak (i tu sepleni jak dzidziuś przewracając oczami i raczkując po dywanie): "a ja igłę nawlokę na usko"
Za brzuch się łapie ze śmiechu i przewraca po dywanie
- Na pewno powiesz bardzo ładnie! - zauważam
- O nie, ale pada! - woła Monsterówna podbiegając do okna i nuci:
- Pada nam na głowy, krowy! - i sama się z tego chichocze

No klasyczna głupawka przedwystępowa ją ogarnęła.

To było wczoraj wieczorem, a na występ zaraz idę.
Już szykuję paczkę chusteczek.

poniedziałek, 30 maja 2005
Poliglotka

 

Monstermama: Gaju, co zjesz na kolację?

Monsterówna: Well…

11:42, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 maja 2005
Mieszczańskie tradycje w 32 stopniach


- Przyzwyczajaj się, przyzwyczajaj, taka właśnie temperatura będzie, jak pojedziemy w sierpniu do Włoch. Sama chciałaś - złośliwie wymądrzał się Monstertata, gdy jęczałam szukając cienia

Mieszczańskie tradycje na letni weekend o wysokiej temperaturze przewidują wypad na tzn. łono natury oraz nieodzownie grilla w miłym towarzystwie.
Monsterrodzina ma to szczeście posiadać przyjaciół z takim pakietem.
Mało tego: Monsterprzyjaciele posiadają dzieci w wieku mniej więcej Monsterów, więc kwestia zapewnienia rozrywki Monsterom też zawiera się w standardzie.
Monstery zaproszone w gości wyjątkowo nie zajmują się walką pomiędzy sobą, więc pod tym względem można mówić o odpoczynku. Natomiast przebywanie w pełnym, trzydziestostopniowym słońcu (jak można się domyślić, zabawy w cieniu nie są dla Monsterów szczególnie pociągające) wymusza dodatkowe zajęcia dla Monstermamy, tzn upierdliwe oczapkowywanie Monstergłów, co by im mózgi nie wyparowały oraz niekończące się wyrównywanie warstwy wysokiego faktora na monsterowej skórze, co by równomiernie strzaskały się na heban.
Obie czynności są bardzo energo- oraz czasochłonne, no ale trzeba ćwiczyć przed wakacjami.


Monstery z Monsterprzyjaciółmi inaugurują sezon basenowy




Miny minami, ale przynajmniej głowy okryte są




Do mieszczańskich tradycji sobotnich prócz grilla należy także mycie pojazdów:

...małych i....




...dużych.



Oj, gorąco było!
Monstery zasnęły w drodze powrotnej i nie obudziły się przy przenoszeniu ich do łóżek. Znaczy przedwczesny Dzień Dziecka im zafundowaliśmy.
Dziękujemy za wspólną sobotę, drodzy Państwo M.!

piątek, 27 maja 2005
Typowa normalność, normalna typowość

- Obetnę ci pazury – komunikuję Monsterowi, co by go przygotować na okoliczność

- Nieeee! Tata! - oznajmia Monster tonem nieznoszącym sprzeciwu, a przecież powszechnie wiadomo, że obecnie Mama über alles jest.

Ok., czekamy do wieczora, kiedy nadciąga Monstertata. I co?

- Nie, mama ma obcinać! - krzyczy Monster we łzach i złości.

- Chcę soku – żąda Monster

Monstertata biegnie, myk myk, by spełnić żądanie, dostarcza żądany napój, ale to już za późno, po ptokach, bo Monster chce... wody. Chce, to mało powiedziane. On pragnie! Pokazuje to całym swoim jestestwem! Że przecież wody, właśnie wody! Jaki sok, skąd taki pomysł w ogóle?

Tak mamy codziennie od jakiegoś tam czasu. Już nie dajemy wyboru, rzadko się pytamy, bo wiadomo, że będzie dokładnie odwrotnie niż to, co wybierze. Albo wejdzie trzecia opcja.

I to jest normalne, przy Monsterównie przerabiane, doświadczenie pokoleń matek polek to zna. No i dobrze. Wyrosnąć musi.

Zatem jeśli sięgnęłam po moją stareńką, po jeszcze przed narodzinami Monsterówny nabytą, książeczkę http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/260073 "O rozwoju psychicznym dziecka do lat 10", to nie dlatego, żebym szukała potwierdzenia, że rozwój Monstera nie odbiega od normy, a raczej ku pokrzepieniu, że nadejdzie czas względnej równowagi.

Nadejdzie.

I znów odejdzie....

Bo rozwój psychiczny dziecka jako ta sinusoida się wije...

Monsterównej fascynacja słowami związanymi z wydalaniem oraz złośliwe odzywki też są jak najbardziej normalne dla jej wieku.

A będzie tylko gorzej… mocniej i więcej.

Wyobrażacie sobie fazę dojrzewania?

 

czwartek, 26 maja 2005
Precyzyjny


Monster chwali się cioci-sąsiadce na podwórku, że właśnie zjadł loda.
- Jakiego miałeś loda? - pyta ciocia
- Zimnego! - odpowiada bez namysłu Monster

23:37, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (1) »
Monsterów rozbawianie


Jak rozchichrać Monstery do rozpuku?
Wsadzić je do fotelików na rowerach i gnać, ile sił.
Ledwo żyję po dzisiejszej wycieczce i mimo, że wydawało się, iż jeżdżąc do pracy rowerem wyrabiam sobie jakąś tam kondycję, to zderzenie płaściutkiej drogi rowerowej z piaszczystymi dróżkami wśród pól i lasów wypada zabójczo.
Monstertata gnał z Monsterem z przodu i jak tylko stawali, co bym mogła z Monsterówną ich dogonić, to Monster narzekał:
- I znowu ceba cekać!



A jak stanęliśmy na chwileczkę, co by wody łyknąć, to Monster poganiał:

- No dalej! Jedziemy jus!

W końcu to nie on się męczył.

Monsterówna melancholijnie kiwała się za mną w foteliku i co jakiś czas pytała:

- A ty jeszcze widzisz tatusia, czy już daleko pojechał?

poniedziałek, 23 maja 2005
Między nami kobietami


Zaraz po wyjściu z przedszkola Monsterówna wpada w słowotok.

- Wiesz na kogo jestem dzisiaj zdenerwowana?

- Nie?

- Na Miśkę, wyobraź sobie!

- Nie!!! Dlaczego?

- Opowiem ci...albo lepiej ci nie opowiem, bo to jest naprawdę straszne.
No dobra, powiem ci. Uderzyłam Miśkę dzisiaj!

- Jak to? Dlaczego? - Monstermamę zapowietrzyło leciutko

- Bo ona BLOKOWAŁA! Nie chciała zjeżdżać, a ja czekałam i Marta i Julka i i i....
Jakby ktoś weszł na schod i tyle było dzieci, i by się popychały i ja bym spadła!
No i pani Marysia przyszła i powiedziała, żeby nie zjeżdżaliśmy tak!
Bo Miśka naskarżyła!

- To ją zepchnęłaś czy uderzyłaś?

- Zepchnęłam, ale ona powiedziała, że uderzyłam.

- I przeprosiłaś Misię?

- Nie, powiedziałam: "I co Miśka, boli cię? Ja cię nie pocałuję, tylko pani!"

- Ale wiesz, że nie można bić, przecież mogłaś poprosić ją, żeby już zjechała.

- Prosiłam, ale ona nie chciała i nie chciała. Siedziała tam, a ja czekałam i czekałam.


Wchodzimy do domu.

- Dobra, teraz przebieram się w białą suknię i będę jak ta biała dama, co jest w zamku i straszy. W nocy schodzi z obrazu, idzie do domów dzieci i straszy. Taki duch! - sama zadygotała jakby ze strachu

- Ja myślałam, że ona w tym zamku straszy - odświeża swoją pamięć Monstermama

- Nie, nie - ona CHODZI po domach!

- I ty się jej boisz?

- Tak!

- I co zrobisz?

- Nic. Uszczypnę ją.

- I myślisz, że to wystarczy?

- Pewnie! Ja ją mocno uszczypnę.
A teraz szybko, szybko, czytamy, bo ja już się śpieszę do Stachy! (czyli chce "odwalić" wieczorne czytanie, po to, by lecieć na ploty do kumpeli)

Już wychodzi, ale sobie jeszcze przypomina:

- Pokaż mi tę sukienkę, no pokaż! (Monstermama nabyła sukienkę dla siebie)
- Mam się w nią ubrać? - pyta nieśmiało Monstermama zachęcona rozemocjonowaniem Monstercórki.
- Tak, tak! Będziesz wtedy wyglądać tak pięknie jak ja!


niedziela, 22 maja 2005
Na dobranoc


Dzisiaj Monsterówna opowiedziała nam na dobranoc bajkę.

Bajka o Małgosi, która niczego się nie bała

Była raz sobie Małgosia, która niczego się nie bała.
Ona chciała wejść na górę, ale na górze siedział ptak i krzyczał: 'nie wolno tu wejść!
Jak tu wejdziesz, to cię podziobię moim ostrym dziobem!'
Ale Małgosia weszła na górę.
I ptak odleciał.
Bo się bał.
Małgosi, która się niczego nie bała.

sobota, 21 maja 2005
Nareszcie ciepło!


- wykrzyknęła Monsterówna wyglądając przez okno - chyba dzisiaj można, co mamusiu?
- Tak myślę, tak - odrzekła lekko nieprzytomna Monstermama, bo wiadomo, że w sobotni poranek zazwyczaj nieprzytomna jest i wsunęła się głębiej pod kocyk.
- Ja tez, ja tez! - wykrzyknął Monster i nie minęła chwilka, albo przynajmniej tak się Monstermamie wydawało, gdy Monstery w pełnym, letnim rynsztunku stanęły koło Monstermamy grzechocząc zabawkami w wiaderku.
- No, idziemy, mamuś, wstawaj, idziemy na plac zabaw! - zawołali ochoczo, a Monster dodał: Gaja mnie ublała!

Trzeba przyznać Monsterównie, że potrafi dobrać odzież nie tylko sobie, ale i Monsterowi, a także, w przypływie siostrzanej łaski, pomaga mu się ubrać.
Cóż było robić... Monstermama zwlokła się z łóżka.





Monsterówna, jakby się szaleju najadła: biegała, podskakiwała i wykrzykiwała: nareszcie, nareszcie, można chodzić w skarpetkach!




Monster ze stoickim spokojem zapakował swoje autka, jak to robi zawsze. Troszkę ożywienia wzbudziła w nim perspektywa budowy autostrady....


...ewentualnie dokładne zasypanie autek piachem, czyli mała klęska żywiołowa.




No i jeszcze wariowanie na zjeżdżalni



czwartek, 19 maja 2005
Tak jakoś, boczkiem, boczkiem


Chyba możemy odtrąbić sukces i pożegnać bez łez i sentymentów straszny, kilkunastotygodniowy okres odczarowywania kupy.
Od dwóch dni Monster bez zbędnych ceregieli, aczkolwiek pamiętając o czekoladowej nagrodzie, idzie do łazienki żądając zdjęcia spodni, siada, robi i z wieeeelkim uśmiecham oznajmia, że zrobił.

- Jestem dzielnym facetem - szepcze.
 I ja też tak myślę z ulgą.

Bo oglądanie, jak się męczy, jak po cztery, pięć dni wstrzymuje się z wypróżnieniem, bo ma jakiś lęk przed nocnikiem, to było bardzo męczące.
I pomyśleć, że ciocia-sąsiadka męczyła się tak ze swoim synkiem 2 lata!

wtorek, 17 maja 2005
I wszystko jasne


Dlaczego pierwsza i najważniejsza rozmowa uświadamiająca musiała odbyć się akurat wtedy, gdy stajemy w korku, ja właśnie zdobywam się na ominięcie kretyna, który wydziwia jakieś dziwne harce na pasie przede mną, a deszcz leje, wycieraczki chodzą i śpieszymy się na basen?

W każdym razie Monsterówna pyta:
- Mamusiu, czy jak dzieci się rodzą to się rozcina brzuch?

Monstermama wyminęła z piskiem kretyna, sprawdziła w lusterku, czy coś jej nie najeżdża, aż w końcu stanęła na czerwonym i westchnęła.
- Czasem się rozcina, ale zazwyczaj dzieci wychodzą.. hmm... taką specjalną dziurką dołem....
- Dziurką koło pipci? - dociekała Monsterówna
- Tak, właśnie tam - odpowiedziała Monstermama zdziwiona, że Monsterówna już zna takie szczegóły anatomii
- To bardzo boli jak tamtędy wychodzi! - jęknęło dziecko
- Eeee, eee, no wiesz, jakoś można to wytrzymać - rzekła Skarbnica Doświadczeń Życiowych
- Ja, to chyba będę nosić dziecko na głowie, a nie w brzuchu, żeby wyszło inną drogą - wymyśliła Monsterówna, światło zmieniło się na zielone i dojechaliśmy na basen.

I to nie był koniec. Bo gdy tylko weszliśmy do szatni, Monsterówna rozdziała się, rozkraczyła na ławeczce, wskazała właściwe miejsce i upewniła się:

- To tamtędy wychodzą, tak?

poniedziałek, 16 maja 2005
Monsterhitlista


Monstery zmuszone przez Monstertatę do słuchania porannej "Trójki" podchwytują niektóre hity.
Dawno temu, pierwszy świadomy hit Monsterówny to był "testostelon" (bo wtedy jeszcze nie mówiła "r").
Jakiś czas temu śpiewała "Ameryka, Ameryka", bo była tam mowa o makijażu, a obydwoje skandują ostatnio:
"Komiczówka, komiczówka" - z tym, że Monsterówna śpiewa "pierwsza kasówka", a Monster "pierwsza...dupka"...

Zatem obecnie opracowujemy z Monstertatą repertuar, który by się Monsterom nie rymował nieoczekiwanie.

niedziela, 15 maja 2005
Nowalijki


Samodzielność samodzielnością, ale jak Monstery dorwały się do robienia wiosennych kanapeczek na kolację, to zesmarowały pół kostki masła.
Nie, żebym im żałowała, ale samo masło z noża zlizywać? I na szczypiorek oraz rzodkiewkę nie czekać?
Groza!









sobota, 14 maja 2005
Rutynomaniacy


Nie, żebym się skarżyła.
Rutyna całkiem ułatwia człowiekowi życie. Pewne uporządkowanie daje poczucie bezpieczeństwa bez względu na wiek.
Nie mam więc pretensji, że Monstery jakiejś rutyny potrzebują.

Jak to ujmuje Monsterówna:
"Najpierw jest rano. Budzimy się, ja nie wstaję od razu, tylko lubię, żebyś mnie zniosła do stołu, żeby zjeść płatki. Kukułeczka i te drugie. Potem siusiu, ubieramy się i idziemy do przedszkola. Ja i tata. A później ty po mnie przychodzisz i idziemy do piekarni, a potem na plac zabaw i potem jest kolacja. Bo kolacja jest, jak już się idzie spać. Albo można najpierw się wykąpać. I potem czytanie i spać. Bo w piątek idę do Stasi"

Monster Młodszy ma za to etap drobiazgowej rutyny. Rutyny totalnej wieczornej i rannej z obowiązkową obecnością Monstermamy. Są to strategiczne momenty, zazwyczaj jest wtedy bardzo zmęczony i też to rozumiem. Rozumiem, że matka musi być, ale dlaczego tylko i wyłącznie?! Monstertata czuje się urażony, Monsterze!
Wracając do porządku dnia: po doczołganiu się do domu z placu zabaw, Monster wymyślił, że on wytrzepuje buty na korytarzu. Sam to wymyślił, nikt z nas nie trzepie butów na korytarzu, żeby nie było...
Kolacja przelatuje w miarę dowolnie.
Potem Monster idzie do wanny wybierając zawsze dwa samochody do mycia. Nikt już więcej wtedy w wannie się nie mieści, więc od pewnego czasu, to znaczy od nastania rytuału takiej kąpieli, Monsterówna kąpie się później.
Czyli Monster się kąpie i myje auta. Woła Monstermamę.
Monstermama dokonuje prezentacji kółek na ręczniku Monstera. Monster zawsze liczy kółka. Najgorzej, gdy Monsterowy ręcznik jest w praniu.
Potem następuje moment wychodzenia.
Monster wychodzi z wanny zawsze na kibelek trzymając się jedną ręką Monstermamy. Gdy podam mu obie ręce - jest niezadowolony. Zatem jedną ręką.
Opatulony Monster żąda krótkiego suszenia mu włosów. Suszenie włosów jest symboliczne, kilkusekundowe, ale być musi.
Następnie odwieszamy suszarkę. Uwaga: na niebieski haczyk. Gdy wieszamy na biały - Monster odczuwa dyskomfort, o którym komunikuje otwarcie.
Monster przenoszony jest do pokoju, sadzany na kanapie, w piżamę ubieran. Obowiązkowo pytam się: gdzie się podziały paluszki/głowa/ręce/nogi. Na szczęście w tym względzie Monster jest elastyczny, i gdy nie pytam, to sam się pyta i oczywiście odpowiada sobie na te pytania. Więc spoks.
Potem czytamy. Zazwyczaj dołącza już wtedy do nas Monsterówna, więc dzielimy przestrzenie wokółmonstermamowe, obdzielamy kocykami, kakałkami i czytamy. Wybór lektury jest tematem burzliwym i wielokrotnie na blogowych ramach poruszanym, więc tym razem nie będę rozwijać.
Po czytaniu, Monsterówna idzie rysować, a Monster ma ostatnimi czasy sesję z Tubisiami. Sesja krótka, bo najbardziej podoba mu się początek, gdy Tubisie się gdzieś podziewają, a potem koniec, gdy się żegnają.
I tyle. Na tym etapie Monster ledwo co stoi. Gdy raz zostałam zaskoczona przez telefon (a zazwyczaj dbam, by w tym czasie telefony wyłączyć), to Monster zasnął mi zwinięty na kolanach.
Choć bywa, że gdy zaśnie w ciągu dnia, to usypianie trwa nawet godzinę.
Ale to odstępstwo od rutyny.
A Monstery przecież pyrami są, to porzundek musi być.

piątek, 13 maja 2005
Dla każdego coś miłego


- Wiesz, mamo, dzisiaj w przedszkolu był Wojtek. I bawiliśmy się w dom, mamę, tatę i dziecko. I w lekarza i...i... w bombę rozwalającą ciasto!

- streściła swój dzień w przedszkolu Monsterówna

czwartek, 12 maja 2005
Przy okienku


- Niestety, trzeba wymienić, jest nierozpoznawalna - rzekła pani w okienku oglądając paszport Monsterówny i wcale nie wyglądała na rozbawioną, gdy zaproponowałam, że będziemy wozić śpiochy z hipopotamami, w których jest na paszportowym zdjęciu.

Jeśli zatem nie chcieliśmy zostać zatrzymani w wakacje na granicy, musiałam zaciągnąć do fotografa także Monsterównę.
Nie poszło źle, bo dzień wcześniej zdjęcia otrzymał Monster i Monsterówna była chyba troszkę zazdrosna. Poza tym pani fotograf jest cierpliwa i czeka, aż się dziecku zechce usiąść i zrobić rozsądną minę.
Zdjęcia zatem są, wpłaty dokonane, a jutro z samego rana zajmuję miejsce w kolejce do okienka. Razem z Monstertatą, zresztą, bo przecież podpis obu rodziców musi być złożony w obecności pani z okienka. Jakby to zabezpieczało przed wywiezieniem dziecka przez jedno z rodziców. No, ale cóż. Jak trzeba, to trzeba.
A kolejki koszmarne, nie wiedzieć, czemu.




środa, 11 maja 2005
Jak się porządnie wybrudzić....

w domu

"no i gdzie by tu zielonego jeszcze dodać, no gdzie"

"lepiej nie denerwuj artysty tym fleszem, bo widzisz, jak załatwiłem ścianę"

... i w zagrodzie...

" taaaak,  ta bardzo gliniasta kałuża nadaje się do eksploracji w sam raz"

Później był niezły śliiiizg i szybka ewakuacja - gdyż mokre były nie tylko spodnie, na co byłam przygotowana, ale także kurtka i bluza.

wtorek, 10 maja 2005
Ustalenia


- Mamo, kiedy będę dorosła i będę miała lakierowane paznokcie? Jak pójdę do szkoły? - docieka Monsterówna

- Nie, wtedy jeszcze nie będziesz dorosła. W szkole nie można mieć lakierowanych paznokci.
- Łeee, buuu - buczy Monsterówna - dlaczego?? A będę mogła mieć blond włosy?
- Hmmm, w szkole chyba nie można farbować włosów - zacukała się Monstermama
- Ja tez cę malować włosy białe - dorzucił swoje trzy grosze Monster
- Nie! - wrzasnęła oburzona Monsterówna - JA będę mieć długie blond włosy. Mamo, czy mogę zapuścić dłuuuugie włosy?
- Możesz - zgodziła się łaskawie Monstermama
- No! Coś wreszcie mogę! - zadowolona Monsterówna poszła do swoich zajęć.

niedziela, 08 maja 2005
Plan awaryjny


- Wiesz,mamo, jak cię przejedzie samochód, umrzesz i pójdziesz do Nieba, to chyba będę chodzić wtedy z tatą i Robertem do przedszkola Stasi, co?

Rzuciła Monsterówna zasypiając. Tak między jawą a snem.

21:20, monstermama , Teksty dnia
Link Komentarze (3) »
piątek, 06 maja 2005
Wizyta



Gdy Ciocia C. zadzwoniła, że właśnie wtoczyła się pociągiem ze stolycy i pragnie nas odwiedzić w porze wczesno wieczornej, Monstermama starała się ją delikatnie odwieść od tego zamiaru. Żeby może później, na spokojnie. Że herbatkę sobie wypijemy, pogadamy normalnie. Gorączkowo zastanawiając się, co podać na kolację, Monstermama zakomunikowała zgodnie z prawdą, iż Monstery w porze kładzenia się spać nie są w nastroju reprezentacyjnym, ale Ciocia C. twardą dziewczyną jest i stwierdziła, że ona musi się przyzwyczajać i przyjedzie i już, a właściwie to stoi przecież pod naszym blokiem.

No i Monstermama wpuściła ciocię C.  w porze kolacyjno-kąpielowej do Monsterdomu.

Ciocia C., jak za starych, przeddzieciowych wizyt u Monstermamy, zajęła strategiczne miejsce na kanapie. A że Ciocia C. słusznego wzrostu jest, i w siódmym miesiącu ciąży, toteż zajęła kanapę dokumentnie.
Bowiem nie wiedziała, iż kanapa jest miejscem strategicznym dla Monsterów w porze kolacyjno-kąpielowej.
Monstery bardzo zadowolone z gościa w porze, kiedy wojskowa rutyna i pruski dryl skłaniają je do udania się na miejsce spoczynku, obsiadły Ciocię C. na kanapie. A raczej dosiadły, bo Ciocia C. nie zostawiła ani skrawka wolnej przestrzeni na kanapie dla Monsterów.
Na dłuuugich nogach Cioci C. natychmiast pojawił się sznur samochodów w korku, które mozolnie wjeżdżały na wzgórze brzucha w siódmym miesiącu ciąży, wydając odgłosy ciężkiej wspinaczki, a z drugiej strony została zbombardowana fortissimo tysiącem pytań związanych z wykonywaną pracą malarską pt.: niezapominajki w słońcu.

Ciocia C. westchnęła.

Monstermama starała się dowiedzieć co na kolację zjedzą Monstery, ale one nie umiały oderwać wzroku i słuchu od Cioci C. Ciocia C. za to wyraziła życzenie zjedzenia wszystkiego, co wyprodukuje Monstermama.
Jak to kobieta w ciąży.
Monstery zachwycone patrzyły, jak Ciocia C. pałaszuje kolacje i zażądały tego samego, więc już z tego powodu Monstermama była głęboko wdzięczna za wizytę cioci C.
Po kolacji Ciocia C. miała chwilę czasu na relaks, ze względu na kąpiel Monsterów, ale jak tylko Monstery przydreptały z powrotem do pokoju, już było widać napięcie na linii Monstery- Ciocia.

Monstery bowiem przestępowały z nogi na nogę stojąc przed kanapą wypełnioną Ciocią, a Ciocią C. nie rozumiała, o co chodzi.

Po krótkim i treściwym wyjaśnieniu rutyny wieczornej Monsterów (że po kąpieli Monstery siadają na kanapie po obu stronach Monstermamy, nakrywają się kocykami i czytamy) już widziałam przesuwające się w myślach Cioci C. zdania w stylu : MOJE dziecko nigdy w życiu nie będzie narzucać MI rutyny, szczeniak musi znać swoje miejsce..

Mimo wszystko, jakieś odstępstwo od rutyny nastąpiło, jako że Monstery wyraziły chęć szczerą, by poczytała im fascynująca Ciocia C., a Monstermama złośliwie nie oponowała, choć wyczuła, że Ciocia C. jest być może troszkę znużona całą sytuacją. Osiągnięty został zatem kompromis: ciocia C.nadal leżała na kanapie oblężona przez Monstery i próbowała przebrnąć przez jednego Franklina.

Ciocię C. uratował telefon wzywający na kolejne spotkanie, tym razem do rodziny bezdzietnej. W końcu, gdy raz na jakiś czas przyjeżdża się ze stolycy, to wszystkich obskoczyć trzeba, a czasu mało.
Monstery były niepocieszone.
Ciocia C. w drzwiach szepnęła do Monstermamy:
- Jeszcze jutro będę, może tym razem spotkamy się w knajpie, możesz wyjść?

Oj, chyba troszeczkę przestraszyliśmy Ciocię C.

Ale przecież ostrzegałam.

środa, 04 maja 2005
Instrukcja zakupowa, czyli


jak zrobić zakupy na parę dni według listy z dwojgiem Monsterów, z których jedno marudzi, bo już czwarty dzień nie zrobiło kupy, a drugie marudzi, bo jego wizja robienia zakupów odbiega od wizji monstermamowej.

Po pierwsze primo, i jest to punkt najważniejszy, punkt punktów w zasadzie, NIE NALEŻY robić zakupów z Monsterami w stanie opisanym powyżej. Właściwie zakupy z Monsterami w żadnym wypadku nie są:
a) przyjemnością
b) rozrywką
c) zabawą

dla Monstermamy.

Aczkolwiek bywają koniecznością, gdy lista zakupów pęcznieje i jest to lista zakupów na już, na kolację, a nie ma w zasadzie możliwości wysłania kogokolwiek po te zakupy, bo szkoda fatygować sąsiadów czy Monsterdziadków z powodu majówki, a zakupy na telefon przychodzą najwcześniej po 12 godzinach. Monstertata znowu wybył w szeroko rozumianych interesach i to jest właściwie cała przyczyna i skutek napisania instrukcji.
Wracając do meritum.

Po drugie primo - jeżeli zamierza się zakończyć zakupy w rozsądnym czasie, nie nadwyrężając zbytnio portfela i nie lądując później na intensywnej terapii z którymkolwiek członkiem zakupowej wyprawy NIE należy wybierać supermarketu, którego układu półek dawno się nie studiowało.
I to, oprócz w ogóle podjęcia wyprawy, był drugi, niewybaczalny błąd Monstermamy.
Wydawało jej się, o Niebiosa, że uatrakcyjni zakupy wybór innego, niż najbliższy, supermarketu. Ale zapomniała, że zakupy z Monsterami NIE SĄ z założenia czymś ekstra, a zresztą Monstery na tyle rzadko przestępują próg świątyni handlu, że dla nich jakikolwiek supermarket będzie atrakcją. A w supermarkecie, w którym zna się dokładny rozkład towarów, leci się od półki do półki z listą zakupów w jednej ręce i z Monsterami w drugiej, nie grożą nam pułapki, w stylu zapomnianego przez Boga i ludzi stoiska z superdrogimi zabawkami i gadżetami, z którego trzeba ewakuować się na sygnale.

Po trzecie primo - Monstermama nie uwzględniła, że koszyki mają jedno jedyne miejsce siedzące. Autka akurat wybyły, zresztą i te nie zawsze są podwójne. Została opcja - Monster siedzi, Monsterówna pcha mały wózeczek ("Jak w książeczce o Kasi" - ucieszyła się Monsterówna).
No tak, ale w książeczce o Kasi młodszy brat siedzi zupełnie spokojnie na swoim miejscu w wózku, a nie zwiesza się na głową w dół pragnąc też mieć "taki mały wózecek, jak Gaja".
Opcji: <dwa małe wózeczki w zatłoczonym sklepie> testowania Monstermama się nie podjęła.

Jazda na sygnale przez sklep w porze, gdy wszyscy wracają z przedłużonego weekendu i tak jak Monstermama przypominają sobie, że nie mają chleba na kolację, ma tę zaletę, że banany zostały nam zważone bez kolejki.

No, cóż. Ludzie uczą się na błędach. Także Monstermama.

Takie nierozsądne zachowanie kosztuje:
- ćwierć kilograma polędwicy sopockiej pakowanej (gdyż kolejka po krojone była niemiłosierna, a Monsterówna tuląc pakunek do łona mamrotała teatralnym szeptem: "dziękuję Ci, mamusiu, że kupiłaś nam WRESZCIE jakieś mięsko".
- Kilka jogurtów z kuleczkami
- Czteropak kremów czekoladowych
- Dwie paczki kredek (po jednej dla każdego)
- Kilogram jabłek dwa razy droższych niż na straganie (wybierała Monsterówna)

W sumie niewiele.
No i płynu do naczyń nie kupiliśmy, choć był pierwszy na liście. Być może za bardzo rzucał się w oczy.

wtorek, 03 maja 2005
Majówkowe osiągnięcia


1. Kilka kopczyków trawy, pod hasłem:

Mamo, a on mi KRADNIE mój kopczyk!




2. Drzazgi trzy w dłoni Monstera (próba wyciągnięcia chociaż jednej zakończyła się taką histerią, że pozostałe dwie nadal tkwią tam, gdzie wlazły)




3. Kilka sekund samodzielnej jazdy Monsterówny na dwóch kółkach



Poza tym kilka ładnych babek z piasku, muśnięcia słońca na odsłoniętych pierwszy raz w tym roku kolanach, pierwsze tegoroczne ukłucie komara, katar, kaszel (oba Monstery), 4 dni bez robienia kupy (to Monster oczywiście - jutro będzie piąty dzień). I to by było na tyle. Nie licząc oczywiście tajfunu, jaki dzięki Monsterom przeszedł przez dom Monsterbabci.

A teraz znowu ma być zimno.
I to wtedy, gdy Monsterówna zrobiła właśnie porządek w swoich skarpetkach i krótkich spodenkach.
Oj, będzie rozczarowana jutro, oj, będzie.

Archiwum
do Monsterowa tędy