środa, 20 kwietnia 2016
DziaDki górą

 

Testy gimnazjalne oznaczają w tym roku dla starszych Monsterów ogromnie oczekiwaną przerwę. Monstera nosiło, więc poddał pod rozwagę pomysł, by nalot na monsterdziadka w leśnej głuszy zrobić (słomianego wdowca, gdyż monsterbabcia bawi za oceanem najmniejszą monsterkuzyneczkę).

Trener wprawdzie na dłużej Monsterówny nie chciał puścić, bo zawody w przyszłym tygodniu, ale na dwa dni Monstery się spakowały i poprosiły o kupno biletów na pociąg.

Monstery miały okazję korzystać z PKP w swoim życiu, ale widać takie ćwiczenie co jakiś trzeba przeprowadzać, bo jak Monstertata zaprowadził naszych gimnazjalistów na dworzec, to chwilę trwało, gdy zorientowali się, jak rozpoznać, którym pociągiem i z którego peronu wyruszyć. Gdy się nie wysiada na stacji końcowej, a stacje pośrednie akurat niewywołane na tablicy, to mapę Polski trzeba przed oczy przywołać.

W każdym razie Monstery pojechały, dziadek je porozpieszczał, kuzynka także rozerwała i z wielkim żalem wróciły.

Natomiast jeszcze dzień wcześniej świętowaliśmy rocznicę chrztu Polski na stadionie, ale Monsterunia zdecydowaliśmy nie targać. Na szczęście Monsterdziadek poznański podjął się zadania  i trzy godziny wnuka zabawiał (założenie, że będzie spać, bo to wieczorem się odbywało, okazało się błędne, więc tym bardziej szacun dla dziadka!)

 

wtorek, 12 kwietnia 2016
niedoceniony

 

Wybrałam się wczoraj do podstawówki na zebranie do Monsterina wraz z Monsteruniem przywiązanym do brzucha.

Dawno mnie tam nie było, więc od razu zauważyłam nową tabliczkę z napisem: "zwierząt i rowerów nie wprowadzamy do szkoły". Moje chroniczne zmęczenie osiąga chyba fazę kulminacyjną, gdyż zatrzymałam się przed takim dictum intensywnie myśląc, czy aby nie podpadam pod którąś z powyższych kategorii.

Ostatecznie weszłam i nawet udało mi się spotkać z monsterinową wychowawczynią zanim oficjalne zebranie się zaczęło.

I tu mnie miła niespodzianka spotkała, gdyż ponieważ Pani szalenie dobrze o zachowaniu (kulturalnym!) i wiedzy Monsterina (słownictwo!) się wyraziła! Upewniłam się, czy mówimy o tym samym dziecku. Na to nadeszła Pani Od Muzyki i także pochwaliła Monsterina, że zdolny, ładnie śpiewa i w ogóle.

A i nawet na wzorowe zachowanie by zasłużył, gdyby w bójki korytarzowo-boiskowe się nie wdawał, ale obie zgodziłyśmy się, że nie należy wymagać zbyt wiele.

Z ortografią kuleje, jak i większość klasy, toteż Pani zainaugurowała zajęcia dodatkowe. Chwała jej za to.

Wyszło na to, że bez Monstera podszczypującego i dołującego w każdej sytuacji, Monsterino z lepszej strony się pokazuje. Jak dla mnie - rewelacja!

Pochwaliłam biedne dziecko zaraz jak wróciłam do domu - Monsterino aż podskoczył z radości.

Dobrze się tydzień zaczął.

Na Pyrkonie obczailiśmy nowe planszówki, ale niedosyt po paru godzinach grania i łażenia pozostał. W przyszłym roku Monster zamierza nocować na targach (jest taka opcja, ale nie wiem, czy czasem nie dotyczy tylko pełnoletnich graczy).

Monsterówna przebrała się za piratkę. Dosyć sexy ta piratka była, zdjęć z przejęcia nie zrobiłam zastawiając się, czy powinniśmy w takim stroju córkę z domu wypuścić. Dobrze, że za jasności wracała.

Swoją drogą, gdy z wybrała się z koleżanką do kina w sobotę i wracała o 22, to dziwiła się, że nie martwimy się, że jej jeszcze nie ma.

- Ale przecież wiem, gdzie jesteś - bronię się

- A rodzice Klaudii dzwonili do niej co godzinę i mówili, ze o 22 to oni dopiero na studiach wracali!

No i teraz nie wiem - powinnam była zabronić, żeby czuła się otoczona opieką?

Już nie mówiąc o tym, że WSZYSCY rodzice odwożą swoje dzieci do szkoły, a już po zmroku to na pewno, a my każemy komunikacją miejską się poruszać. Patologia, pani, patologia.

czwartek, 07 kwietnia 2016
samcze rozgrywki

 

Ciągle jeszcze nie zrobiłam transparentów z najczęściej wydawanymi komendami:

"brudy do kosza", "talerze do zmywarki", "komiksy na półkę", "zbierzcie strzałki"...

Co tydzień robię rachunek sumienia, że bezsensownie strzępię język po raz kolejny pytając: "umyłeś zęby?" czy "posprzątałeś kotu?"

Co tydzień obiecuję sobie chociaż jeden tydzień bez przypominania i jak dotąd poległam, ba - nawet jednego DNIA nie wytrzymałam!

Codziennie mamy też teatr w wykonaniu starszych Monsterchłopców. Czasami kończy się przerwaniem ciągłości powłok skóry, czasami tylko na wyzwiskach i "mamo, powiedz mu", na co ostatnio roześmiałam im się w twarz z bezradności. Chyba zaczęli kręcić sobie kółeczka na czole za moimi plecami.

Monster, budzisuka - jak to nazywa nasz znajomy, podjudzacz doskonały - potrafi Monsterinowi dogadać tak, że temu dym uszami wychodzi i zdzierżyć nie daje rady rzucając się z pięściami. A wtedy Monster - król spokoju i dyplomacji wygłasza: widzisz, mamo, jaki ja opanowany jestem, a on taki i owaki.

A najlepsze jest to, że bywają momenty piękne. Takie, gdy nawet nie orientują się, jak świetnie im idzie dogadywanie się razem. I że bez siebie byłoby im nudno. Choć może nie, bo ostatnio co weekend i jeden i drugi ma swoje towarzystwo, które albo przybywa do nas, albo oni wybywają do. Ciężko nadążyć, gdzie które dziecko aktualnie się znajduje - bardzo przydałby się taki zegar, jak Weasley'owie z Harrego Pottera mieli w kuchni.

Niby są telefony, ale trzeba je jeszcze nosić ze sobą i w dodatku naładować od czasu do czasu!

(już prędzej Monsterino o nerfie pamięta, by go naładowanym mieć pod ręką)

Fajnie, że już i nawet Monsterino samodzielny jest, bierze rower i do kumpla jedzie, ale z drugiej strony, a parku przepadł na parę godzin (biegali z karabinami w krzaczorach) i potem się okazało, że u znajomego jego znajomego w domu był i ten mu wino (WINO?) jako napój zaproponował.

Podobno Monsterino skosztował, kwaśne toto było, więc odmówił i nadal spragniony ostatecznie do domu wrócił, ale Monster miał używanie, jak to Monsterino pijakiem zostanie, Monsterówna spać nie mogła wieszcząc rychły upadek brata środkowego, a tak do końca nie wiemy, czego w ogóle spróbował ten nasz Nerfowiec, bo podobno w nieoznaczonej butelce to było.

Zakazaliśmy mu chodzić do domów ludzi, których nie zna i nosić swoje własne napitki.

Normalnie nie przewidzisz wszystkiego.

sobota, 02 kwietnia 2016
no przecież już wiosna nadeszła

 

W święta testowaliśmy kolejną przyczepkę biegową

Troszeczkę wrobiłam Monstertatę zapisując go na ten przełaj i wciskając mu Monsterunia w wózku na dokładkę, i dobrze zrobiłam, bo bym sobie z takimi podbiegami i korzeniami nie poradziła. A Monstertata nawet dobry czas wykręcił.

Ze starszych tylko nasza faworytka biegła i bardzo niezadowolona, bo ledwie 3 miejsce zajęła.

A w domu Monsterino postanowił sam zrobić ciasto, bo skoro Monsterbabcia za ocean wybyła, to ktoś musi godnie ją zastąpić.

A Monster już czeka na lato

Archiwum
do Monsterowa tędy