czwartek, 23 kwietnia 2015
i po co ci to

 

Tygodnie leniwie nie chcą nas zbliżać do wakacji.

 

Monster odczulany, znowu marudzi, że zawody wobec tego on rezygnuje z kariery trampolinisty i w ogóle.

Monsterino zapadł był po tym spacerze, z którego zdjęcia dopiero teraz wstawię, na zapalenie oskrzeli, zatem Monstertata dochodził do ściany, jeśli chodzi o cierpliwość w stosunku do wybranych jednostek potomstwa.

Monsterówna męczyła, że teraz SIĘ CHODZI do Manekina na naleśniki, więc w końcu poszliśmy.

Dobrze, że zaraz po kościele, więc bardziej to był lunch niż obiad, ale tylko chwilkę poczekaliśmy na stolik. Natomiast ledwie wyszliśmy, to kolejka wiła się na chodniku. Rezerwacji nie przyjmują, a chyba trzeba tam bywać. Mimo wszystko - jedzenie okazało się smaczne, wystrój ciekawy, a ceny nawet dla wielodzietnej rodziny znośne. Więc dobry wybór. Jednakże chłopcy zaraz zastrzegli, że to oni wybierają kolejne restauracje.

Niestety, nie mają wielu doświadczeń w bywaniu, więc jak się skończy na fast foodzie, to się nie zdziwię.

Tak było więc 10 dni temu, kolejny weekend przechorowany, przyszły weekend zawodniczy i ani się obejrzymy, a tu nastąpi majówka. Jak za bardzo pyskować nie będą, to może nawet do parku linowego ich wezmę.

Ale na razie, po tygodniach różnych kontroli w firmie, mam tak dosyć wszystkiego, że trzy dni na tarasie w słońcu bez zbędnego ruchu też mnie zadowala.

wtorek, 07 kwietnia 2015
to są normalnie jaja, czyli życie z nastolatkami

 

Zaczęło się od Wielkiego Czwartku, albowiem Monstertata zdybany przez siostrę Reginę został obmyty jako jeden z dwunastu podczas uroczystości na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy.

Monsterino jeszcze nigdy tak się nie wynudził w kościele, mimo iż w ciągłej niepewności spekulowali razem z Monsterem, czy i peeling oraz pedicure będzie miał ojciec wykonany. Natomiast Monsterówna prawie pod ławkę się skryła ze wstydu, jak my możemy w takiej chwili zdjęcia robić.

Wyjątkowo rewolucyjnie wyglądały przygotowania do święconki w sobotni ranek.

Monsterino był trzeci na swoim dystansie

Monster ostro walczył, ale niestety - smutny - pierwszy za podium. (chociaż i tak by nie skonsumował prezentu, skoro były to czekoladki, a on okazał się  być nietolerującym laktozy)

 

Natomiast Monstertata, który pierwszy raz dał się namówić na udział w takiej imprezie, był bardzo zadowolony. Przynajmniej z miejsca w swojej kategorii wiekowej.

Ja to bym się cieszyła, gdybym w ogóle bieg ukończyła, ale najwcześniej pobiegniemy z Monsteruniem w wózku, w biegu rodzinnym. Jakoś w październiku. A na razie kibicowaliśmy naszym zawodnikom. Z kolei Monsterówna, choć miała też biec, to wylegiwała się w domu wraz z książką oraz stanem podgorączkowym.

Poświęcić pokarmy udało nam się po drodze z biegów (Monsterino był szalenie zaskoczony, że tym razem nie siedzimy dwóch godzin w kościele), a potem Monstery pragnęły tylko, by ich nie odciągać od urządzeń elektronicznych.

Mianowicie na spacerach świątecznych, na które Monstery zostały wzięte PRZYMUSEM (a podczas wzuwania butów jeszcze wyciągałam telefon z kieszeni takiemu jednemu, uzależnionemu) snuły się jak smród po gaciach pytając, kiedy wreszcie wrócimy.

Natknęliśmy się na strumyk.

- Mogę przejść tamtędy? - pyta Monster wskazując POD mosteczek zbudowany na betowej rurze o średnicy metra z niewielkim prześwitem. Gdyż już w misie-patysie zagrali i trzeba by coś bardziej ekscytującego przedsięwziąć.

 

- Nie - mówię, chociaż w ogóle nie powinnam wdawać się w dyskusję: co to za pomysł w ogóle, pełno wody, a on nie jest w kaloszach...

- Dlaczego? - indaguje Monster, jakby nie mógł zauważyć wzrostu mojej irytacji

- Gdyż twoja kurtka musi starczyć jeszcze Monsterinowi oraz Monsteruniowi - tłumaczę, prawda czy nieprawda - głupie pytanie, to głupia odpowiedź

- A mogę zdjąć kurtkę i przejść? - Monster ciągnie dalej, a ja dalej bezsensownie zaczynam wymyślać argumenty o wielkiej odpowiedzialności jego w stosunku do kolejnych braci jako pierwszego nosiciela każdej części garderoby

- Dobrze, że ja wyjdę już z domu, gdy biedny Frycek będzie nosić te MOCNO UŻYWANE RZECZY i nie będę musiała się wstydzić - wtrąca się Monsterówna

- Ja też - przytakuje Monster

Zapomniałam im wytknąć, że niech się cieszą, że szczoteczki do zębów dostają nieużywane!

Ogólnie Monstery, szczególnie starsze, maja jakiś napad egocentryzmu, narcyzmu  oraz zazdrości.

Nie powinnam się dziwić, wszak to typowa charakterystyka nastolatka, ale jednak zmiana jest uderzająca.

- Co ja dostałem na swoje trzecie urodziny? - oskarżycielskim tonem pyta Monster

Zgodnie przyznajemy, że nie pamiętamy.

- Na pewno jakąś książkę - stwierdza rozczarowany, bo kontekstem rozmowy jest donos zza Wielkiej Wody, iż trzyletni kuzyn otrzymał na urodziny perkusję - przy TYLU braciach nie mam szans na zostanie rozpuszczonym bachorem.

Wykorzystując resztki cierpliwości nie wygłaszam, że czasem wydaje się, że już jest.

Archiwum
do Monsterowa tędy