sobota, 26 kwietnia 2014
na huśtawce

 

Monstery sprawdziły się na medal, jeśli chodzi o świąteczno-wiosenne przygotowania i porządki. Podzielili między siebie szafki i szuflady kuchenne - wysprzątali, powyrzucali przeterminowane produkty - wzorowa siła robocza po prostu. Przed produkowaniem potraw świątecznych też się nie wzbraniali, koszyczek na święconkę sami ogarnęli, no nachwalić ich się nie mogę - genialnie jest mieć takie już duże dzieci. A najlepsze jest to,że jak któreś uporządkuje jakąś szafkę, to  bierze za nią osobistą odpowiedzialność - Monsterino na przykład, ruga teraz innych, jak mu jego symetryczny układ szklanek w szufladzie zaburzają.

Gdyż:

- Ja bardzo lubię symetrię - wyznał.

 

Na niwie szkolnej jakiś pogrom nastąpił- Monsterino donosi o 33 punktach na 100 i twierdzi, że nie zda do następnej klasy. Inwestyguję sprawę na razie on-line, ale zabrzmiało groźnie. Dobrze, że mam tyle dzieci, gdyby tylko jedno, już bym szorowała do szkoły.

I tak byłam w szkole, ale na imprezie z okazji wizyty gości z partnerskiej szkoły na Sycylii. Dzieci przygotowały trochę włoskich piosenek, przedstawienie (pan Alan - ten, słynny, Pan Od Chóru - czytał z off-u tłumaczenie po włosku i angielsku - bomba!) - i wzruszyłam się, jak już dawno nie wzruszałam się na szkolnych uroczystościach. Albowiem Monsterówna, która co dzień siedzi do 22 nad książkami, a z treningów wraca i po 18, ta Monsterówna występowała w trzech rolach ciągle się przebierając! Kiedy ona na to znalazła czas! Była konferansjerką po angielsku, pięknie przeczytała, śpiewała w chórze, brała udział w przedstawieniu i jeszcze w konkursie na EKO kreację (którą robiła w nocy -tak przed północą konkretnie skończyła).

Człowiek-orkiestra z tej Monsterówny.

Natomiast Monster przeżywa kryzys powołania sportowego. Trener pociesza nas, że to nie pierwszy i nie ostatni kryzys i że to zupełnie normalne, ale Monster nagle stwierdził, że się boi.

Nie tylko salt i śrub. Boi się skakać wysoko. I jak ja mogę mu nie wierzyć, gdy patrzyłam z niedowierzaniem. Bo jak to? Monster boi się WYSOKOŚCI???

Mamy w każdym razie strategię, że skoro się boi,to na razie robi w trakcie treningów siłówkę, by rozwinąć mięśnie i przeczekujemy monsterchimery. Oczywiście, jak każda matka chciałabym, by dzecko było wiecznie szczęśliwe i spełnione, ale nie da się tak, naprawdę się nie da bez najmniejszej frustracji.

Monsterino z kolei, co trening piłki nożnej,to inny humor. Jak się akurat dobry skład trafi i strzeli ekstra gola, to fruwa z radości. A jak źle się trafi i nie podają mu piłki, to najchętniej opuściłby boisko w trakcie treningu.

Wieczna huśtawka nastrojów.

I jeszcze jedno - ostatecznie Monsterówna złożyła papiery na Małoszyńską, czyli opcja angielska przeważyła.

A tydzień potem były konkursy z angielskiego oraz niemieckiego i tenże niemiecki poszedł jej o wiele lepiej.

I Monsterówna zaczęła się zastanawiać,czy dobrze zrobiła.

No ale ostatecznie stwierdziła,że nauczyciele w angielskim gimnazjum wyglądali na bardziej radosnych i są młodsi, a w niemieckim było trochę smutno.

Chociaż najchętniej chodziłaby do obu na raz. Oraz na treningi.

Może jest cyborgiem?

sobota, 05 kwietnia 2014
zmiana reguł w trakcie gry

 

No teraz to przesadziłam. Jednym stanowczym posunięciem zdecydowanie awansowałam  w rankingu na Najgorszą Matkę Wszechczasów.

Albowiem radykalnie zmieniłam w tym tygodniu zasady korzystania z komputera.

Teraz cennik jest 1:1 - tyle czytania, ile grania.

Lament rozległ się w Monsterowie - pewnie słyszeliście to zawodzenie w odległych krańcach globu!

Najpierw był bunt, ale Monsterino szybko zobaczył, że jego matka jest bezwzględna, jak zwykle. I zaczął kalkulować. Efekt: dzisiaj czytał 45 minut w ratach po 15. Rekord.

Do wprowadzenia tak zuchwałego przelicznika ośmieliła mnie rozmowa z jedną z matek kolegów Monsterina, której znowu zasugerowała to jakaś publikacja i doświadczenia innego rodzica.

Żeby nie obrzydzić młodzeży słowa pisanego tak do cna, są też do zdobycia punkty bonusowe: powieszenia jednego prania - 15 minut, jedno wyładowanie zmywarki - 15 minut, obranie warzyw na zupę - 15 minut grania. Och, jak milo nie musieć przypominam nielatom o ich obowiązkach! Wręcz się biją (ale zapowiedziałam, że zbite talerze obniżają wartość bonusu!)

Doszło do tego, że Monsterino zdecydował się SAM pójść po moją sobotnią gazetę, gdy dowiedział się, że 20 minut grania ma za to jak w banku.

Jakież było moje rozczarowanie, gdy odwinąwszy gazetę, zobaczyłam, że przyniósł mi "Głos Wielkopolski".

- TEO! - wykrzyknęłam - czy ty nie wiesz, jaką czytam gazetę w SOBOTY!!!

- Nie wiem - przyznał skruszony Monsterino - zawsze jak jechaliśmy z Robertem, to on szedł po gazetę, a ja pilnowałem rowerów...

Teraz już będzie wiedział, choć Monster już zapowiedział, że to on chce w przyszłym tygodniu zainkasować tę premię.

W każdym razie czytelnictwo w narodzie wzrosło, a po obu stronach barykady kotłuje się pod czachami - za co i jaki cennik wprowadzić.

wtorek, 01 kwietnia 2014
test i kontuzja

 

 

Monsterówna prawdopodobnie już zakleiła komisyjnie koperty z testami. Na razie nie dzwoniła, jak poszło, ale w obliczu jej bogatych planów na ten testowy dzień, podzielenie się wrażeniami z rodzicami nie jest priorytetem.

Podobno dziecko przed egzaminem powinno się wyspać i odstresować. W przypadku Monsterówny, rodzice wybyli na koncert (to nie nasza wina, że Moderat koncertował w Poznaniu akurat w poniedziałek przed testem szóstoklasisty), wróciliśmy niewiele przed północą, a Monsterówna do jedenastej (jak się rano przyznała) kończyła prezentację w power point'cie na historię. Miała skończyć do 31 marca, to jakby tego nie oceniać - dosyć na ostatnią chwilę to robiła... Mocne ma nerwy, Monsterówna, nie powiem. Nie po mamusi, to na pewno. Poza tym ważniejsze od testu były plany na po, czyli wycieczka na tor saneczkowy na Maltę, którą sobie z przyjaciółką w najdrobniejszych szczegółach obmyśliły, a tu OKRUTNY TRENER plany te prawie w perzynę obrócił,gdyż zarządził trening na zaraz po teście.

MASAKRA! Jak w takiej sytuacji w  ogóle się skupić nad zadaniami!

 

No nic. Może muza łaskawą dla Monsterówny była i nad zadaniem otwartym nie straciła całego czasu. A trener ciśnie, gdyż Monsterówna ostatni tydzień kontuzjowana została i na pierwszą eliminację do olimpiady młodzieży ostatecznie nie pojechała.

Kontuzja polegała na naciągnięciu mięśni pleców,co uniemożliwiało skakanie, ale podobno to nawet nie stricte kontuzja, lecz przypadłość rosnących nastolatków, jak to starał się wyłuszczyć trener. Niektóre mięśnie rosną szybciej, inne wolniej i ogólnie w trakcie dojrzewania przecież organizm się rozstraja, co nie sprzyja normalnemu funkcjonowaniu, a co dopiero wynikom sportowym.

Natomiast Monster, wolny na razie od uroków dojrzewania, pojechał do Łańcuta narzekając na dziewięciogodzinną podróż i zakwalifikował się na 7 miejscu na Olimpiadę (Mechanizm kwalifikacji jest następujący: są dwie szanse na zakwalifikowanie się, dwa terminy zawodów w odstępie miesiąca - w każdych dostaje się do ostatecznej olimpiady się pierwszych 10 wyników - wobec czego Monster już ma luzik, a Monsterówna straciła jedną z szans). Najgorsze, że druga kwalifikacja przypada zaraz po majówce, na którą mieliśmy plany. Obawiam się, że przedwczesne.

Archiwum
do Monsterowa tędy