poniedziałek, 30 kwietnia 2007
niedziela, 29 kwietnia 2007
środa, 25 kwietnia 2007

Wiedz, że się staram, ale nie jest łatwo.

Chcę, żebyś miała łatwiej. Bo starego faceta trudniej wychować niż młodego, choć też niełatwo.

Nie, nie musisz mi ironicznie współczuć. Nie potrzebuję współczucia, ani twojej wdzięczności.
Bo to orka na ugorze, na pewno znajdziesz dla siebie jeszcze pole do popisu, ale bardzo chcę, żebyś wiedziała, że myślę o tobie.

Gdy miałam tylko córkę byłam przekonana, że dzieci bez względu na płeć wychowuje się tak samo. Pewnie, każde dziecko ma inny charakter, może mam za małą próbę statystyczną, więc zamiast uogólniać, przyjmijmy, że Twoją Przyszłą Szwagierkę inaczej się wychowuje niż Twojego Przyszłego Chłopaka/Męża/Partnera/Konkubenta.

W pewnych sprawach - trudniej.

Inny poziom istotności porządku. Inne rozłożenie akcentów życiowych. Inna żywiołowość.

Ale mam pewne osiągnięcia na niwie przystosowania do życia w rodzinie, a co, pochwalę się.

Jak na razie, Twój Czteroletni Przyszły Mąż:

- PRZEWAŻNIE odwiesza kurtkę i bluzę na wieszak, a buty stawia na stojaku na buty.
- brudne ciuchy wrzuca do kosza na brudne ciuchy, a rano sam sobie przygotuje świeże rzeczy
- potrafi obrać warzywa na zupę, choć nie lubi obierać pietruszki (pracujemy nad tym)
- wyciera kurze (nie sam z siebie, ale nie wzdryga się przed pomocą)
- jest w stanie uporządkować swoje zabawki
- poproszony o wykonanie jakiejś czynności - zrobi ją prawie bez ociągania
- młodszym bratem się zajmie, choć krótko
- ciasteczka wykroi



- pranie rozwiesi
- okna i lustra umyje
- odkurzy, ale z tym bym uważała, bo nie patrzy, co odkurza - mogą być straty materialne;

Nie jest źle, więc się nie bój.
Jeszcze zostało mi kilka lat.

Pozdrawiam,
Twoja Przyszła Teściowa


wtorek, 24 kwietnia 2007


- Gdzie idziesz? - zagaił do Monstertaty Monster
- Nie rozumiem pytania - rzekł niespodziewanie Monstertata
- Gdzie idziesz, proszę? - zreflektował się Monster
- Nie o to chodziło. Gaja? - rozpoczął przepytywanie Monstertata
- Gdzie idziesz, kochany tatusiu? - Monsterówna poczyniła śmiałą propozycję
- NIE, NIE, NIE - mówi się "dokąd idziesz", a nie "gdzie" - podirytował się Monstertata
- Aaaa - westchnął ze zrozumieniem Monster - to dokąd idziesz?
- Nigdzie nie idę - odpowiedział Monstertata
- To po co kazałeś mi się pytać?! - zdziwił się, całkiem słusznie, Monster.

*****

Wyciągnęłam worek z kubła na śmieci, opryskałam wnętrze domestosem, a następnie wycieram je ścierką (dla poznaniaków: szwamką).

Monster obserwuje uważnie moje działania.

- Dlaczego myjesz kosz na śmieci? - pyta

- Bo śmierdzi - odpowiadam zgodnie z prawdą

- Kosze na śmieci zawsze śmierdzą, mamo! - stwierdza Monster, nieodrodny syn ojca swego.

*******

- Najważniejsze są majtki i skarpetki! - Monsterówna dzieli się ze mną mądrościami przedszkolnymi

- Nie bluzeczka? - dziwię się

- Bo my sobie oglądamy majtki i skarpetki i porównujemy! - tłumaczy mi Monsterówna. - dlaczego ty nigdy mnie nie zabierasz do sklepu, jak mi coś kupujesz? Potem dziewczyny mnie pytają"gdzie kupiłaś te skarpetki", a ja nie wiem, tylko mówię, że mi mama kupuje. - żali się.

Niewinne istoty! Jeszcze się nie nauczyły, że wszystko można wyczytać z metki...I że to metka jest najważniejsza, a nie ten obrazek na przodzie;)

poniedziałek, 23 kwietnia 2007


- Mamuś, to co dzisiaj robimy? - zapytała Monsterówna w sobotę po obiedzie, nadmieniam, że chwilę wcześniej wróciła z baletu.

Od razu przed oczami pojawiła mi się projekcja: ja w ogrodzie, blade odnóża wystawione na słońce, książka na kolanach, kieliszek czerwonego wina na stole, obok baraszkujące w zgodzie Monstery.

- Och, po prostu pobawimy się w ogrodzie - odpowiedziałam

- Ale nudy! - zawyrokowała monstercórka - dlaczego nigdzie nie jedziemy! A może jacyś goście do nas przyjdą?

W duchu jęknęłam.


- Goście przyjdą za tydzień, a teraz twoje lalki stęskniły się za tobą!  - wytoczyłam argument. Monsterówna każdego dnia popołudniu jest GDZIEŚ. Rano w sobotę też na balecie. I jeszcze w sobotę popołudniu i w niedzielę chce dokądś jechać? Litości!

- Mamuś! - znowu zaczęła - A czy możemy CHOCIAŻ raz nic nie gotować i pojechać na obiad do McDonalda?

******

A w niedzielę przed popołudniowym spacerem, który prowadzi do Kościoła, Monsterówna jęknęła:

- Czy my NIGDY nie możemy pojechać do Kościoła samochodem, jak WSZYSCY?

Zaczyna się przystosowanie do grupy, do magicznych wszystkich. Choć najważniejsze, a może najśmieszniejsze z tego porównywania jest to, że WSZYSTKIE koleżanki mają siostry, tylko Monsterówna nie. (Patrycja to nawet ma TRZY siostry! To jest coś.)

Co do Monstera, to buzia mu się, jak zwykle, nie zamyka. Ostatnimi czasy śpiewa non-stop pieśni kościelne, albo przedszkolne. Ile razy można słuchać tego samego? Na okrągło...


piątek, 20 kwietnia 2007
czwartek, 19 kwietnia 2007

 - Mamuś, zobacz, oni są podobni do nas, ta rodzina - Monsterówna powiała ilustracją z filmu  - mają starszą dziewczynkę z długimi czarnymi włosami, potem chłopca blondynka, a potem dzidziusia, jak my!

- Tylko tobie jaśnieją włosy, jesteś raczej już ciemną blondynką - rzekłam, wiedząc że choć o ton naciągam prawdę, to leję miód na serce Monsterówny

- Też to zauważyłam! - sapnęła Monsterówna z zadowoleniem - a Stasi trochę ciemnieją, więc niedługo będziemy mieć takie same włosy, hurra! - podskoczyła, bo cel jest taki, żeby Stasia i ona były "jak siostry", skoro siostrami nie są

- Wiesz, fajnie by było, gdybym była siostrą Stasi, wtedy ciocia miałaby same dziewczynki, a ty samych chłopców - rzekła Monsterówna lekko, nie wiedząc, że okrutnie rozdziera mi tym serce

- A mnie by było BARDZO smutno, gdybym nie miała mojej córeczki - przyznałam

- A ja nie miałbym z kim się bawić - wtrącił się Monster - musiałbym tylko z Teodorem, a on nie jest aż taki fajny do zabawy

Monsterówna nie odezwała się.

- A tobie nie byłoby smutno bez nas? - w końcu zapytałam, bo mi smutno zrobiło się okropnie

- Nie. Przecież bym was nie znała - odrzekła bezwzględnie

*****

A wczoraj rano, u pani doktor, zachowywali się obydwoje SKAN-DA-LICZ-NIE! Nie wiem, co w nich wstąpiło, ale byłam równie zdegustowana, jak i pani doktor, która teraz pewnie myśli, że oni tak zawsze.

A nie zawsze.

Monsterino i Monsterówna dostali skierowanie do alergologa (ja pewnie też powinnam, ale pani doktor jest pediatrą...). Monster niby nie, ale według mnie, to on może mieć alergię na czekoladę i wszelkie dodatki typu E, które są w cukierkach.

I ograniczyłam mu zatem słodycze (i tak jedzą tylko po jednym "słodyczu" dziennie, ale Monsterowi przysługują teraz tylko lody).

Podejrzewam, że jak już pójdziemy do alergologa, to znowu hurtem całą trójką i to prywatnie, bo usiłowałam gdzieś dostać się na NFZ, ale najbliższy termin to ... 20 grudnia.

Monsterino dostał rozpiskę dwumiesięcznego uodparniania, więc pojawia się nadzieja, że w końcu, nareszcie, nie będzie kwękał.


środa, 18 kwietnia 2007
poniedziałek, 16 kwietnia 2007

Najwyżej raz w miesiącu spotykamy się z babami na "zebraniu zarządu". Cieszę się na te plotkarskie spotkania bardzo, wracam do domu późno w nocy i umawiam się, że dzień później to monstertata zajmuje się rano wszystkimi monsterami.

Zatem, gdy w piątek wróciłam ze spotkania w miarę wcześnie, bo o pierwszej, wcale, ale to wcale nie planowałam, że kolejne dwie godziny spędzimy w łazience wypełnionej parą, z duszącym się Monsterinem na rękach.

W końcu zasnął, ale do rana, to tak sobie spałam. A potem była sobota i niby lepiej, ale szczekający kaszel co i rusz, więc w końcu wylądowaliśmy w szpitalu, zamiast leniwie wygrzewać się na słońcu słuchając odgłosów bawiących się Monsterów. ("fuj, jak ptaki śpiewają").

W szpitalu od razu chcieli Monsterina zatrzymać i podać mu oprócz sterydów, antybiotyk.

Że niby osłonowo, bo stan dziecka tak szybko może się zmienić.

Kit z osłoną, przecież to wirus, a nie bakteria! Podpisałam strasznie brzmiącą deklarację, że jestem świadoma konsekwencji i dostaliśmy leki do domu.

Dodatkowo chyba idą dolne dwójki (wg mnie) albo górne czwórki (wg monstertaty), bo Monsterino marudzi i zaciska dziąsła na wszystkim, co mu pod jego sześć bielutkich sztylecików wejdzie.

Przy nocnym karmieniu zacisknął mi je na piersi. Boże, jak to boli! Prawie odgryzł mi brodawkę! Wrzasnęłam i pacnęłam go w ramię. Mechanicznie.

Wpadł w histerię, wcale mu się nie dziwię, też go przecież zabolało, a może mój wrzask go nawet bardziej przestraszył.

Teraz odczuwam duży strach przed karmieniem, pierś boli, jak cholera, rany cięte odnawiają się, gdy ssie. Horror. Gdy tylko zaciska mocniej dziąsła, to zaczynam się niepokoić i mówię "no!" Nie mam pojęcia, czy on rozumie, o co mi chodzi, bo wczoraj przypełz i z nienacka ugryzł mnie w nogę.

W niedzielę rano stwierdziłam, że jestem najgorszą matka świata, sama agresywna, a chcąca wyeliminować agresję u dziecka i odechciało mi się wstawać z łóżka. A takie miałam plany na niedzielę!  

Doła mam wychowawczego. Monsterowi cały czas chodzą ręce (teraz wiadomo, że po mamusi...), oprócz tego, że jest ruchliwy, bo też nie myśli o konsekwencjach swoich akcji, o tym, że piłka rzucona w Monsterina uderzy go mocno, a jak się stanie na nodze swojej siostry, to ją to boli.

Mam dosyć tłumaczenia, gadania, ciągłego strofowania - jakoś nagromadziło tego się ostatnio.

I nic nie skutkuje.

Ani odciąganie, wypraszanie do drugiego pokoju, liczenie, karanie, odsyłanie by pomyślał.

To znaczy działa doraźnie, ale zaraz jest to samo.

- Może on ma ADHD? - zapytał monstertata, gdy siedzieliśmy załamani patrząc, jak Monster jeździ traktorkiem i w ogóle nie uważa (albo zauważa i ma to w tyłku), że wjeżdża częściowo w Monsterównę, która oczywiście wtedy ryczy i któreś z nas znowu podbiega do Monstera, każe mu przeprosić Monsterównę, wywozi traktor w drugi kąt ogrodu i nakazuje jeździć tam. Ale co to za radość jeździć na traktorze z dala od towarzystwa. Zwłaszcza, że on się przecież chce bawić z Monsterówną.

Zabrać traktor?

A jak na zjeżdzalni przepycha się, by być przed Monsterówną i staje jej na ręce, to zabronić korzystać ze zjeżdżalni? Na jak długo?

To już sie robi przemyślny system penitencjarny. Sama zaczęłam się gubić, czy i jak długo Monster czegoś nie może, bo znowu zrobił coś Monsterównie albo Monsterinowi.

Zamykać go samemu w pokoju?

Gdybym była przekonana o słuszności takiej kary, to bym tak zrobiła.

A z drugiej strony, dlaczego rodzeństwo ma cierpieć. Tylko, czy on z takiej kary coś wyniesie? Jestem w kropce, proszę o rady, najlepiej przećwiczone na własnym przykładzie.

****

- Niania, niania, niania - woła Monsterino

- Mamuś, dlaczego on woła nianię? Przecież on nie ma niani? - dziwi się Monsterówna

I wtedy mnie olśniło.

Może powinnam wysłać zgłoszenie do Superniani.

I co ona mi powie? Że za mało czasu spędzam z Monsterem, który ma kompleks środkowego dziecka i agresją pokazuje, że powinnam więcej uwagi na niego zwracać?

Wystarczy?

Czy kupić jeżyka do odbywania kary?

*****

A tak w ogóle, to czy Wam weekend minął przyjemniej?

piątek, 13 kwietnia 2007
czwartek, 12 kwietnia 2007

- Mamusiu, ja.... - zaczęła Monsterówna, a Monsterówna waży słowa i namyśla się, zanim sformułuje pytanie

- Mamo, a jak tiranozaurus zabije drugiego tiranozaura to go zjada czy zjada tylko roślinożerne a tamtego rozstawia dla padlinożerców, mamuś, mamo, maaamoooo? - natychmiast wpadł w słowo Monster, bo Monster MUSI być pierwszy, jego pytanie, uwaga na niego, UWAGA UWAGA. Syndrom środkowego dziecka.

- Ania ania ania - rozanielił się Monsterino szczodrze obśliniając gumowego Noo-noo

- Ojej... - roześmiała się do Monsterina Monsterówna - to jest Noo-noo, nie Ania, mamo, dlaczego on nazywa odkurzacz Anią? On do mnie też tak czasem mówi: "Ania". Mamusiu i teraz zapomniałam, o co chciałam zapytać  - uderzyła w bek

W tym czasie Monster zdążył wyskoczyć przez okno na taras i wrócić z powrotem, pohuśtawszy się chwilę w ogródku. Monster, mimo prawie codziennych, różnych zajęć fizycznych (poniedziałek - piłka, wtorek-basen, środa- tańce), ma nadmiar energii. A na aikido przyjmują dopiero od siódmego roku życia.

Monsterówna za to bardzo intensywnie myśli, czy balet nadal jest jej pasją, bo nie może doczekać się hip-hopu i disco, a jeszcze musiałaby rok klasyki odfajkować, zanim zostanie do modernu dopuszczona.

Musieliśmy zrezygnować z basenu Monsterina ze względu na jego ucho i teraz mam wyrzuty sumienia, że jako jedyny będzie taki nieoswojony z wodą. Choć od września mamy spróbować znowu.

Pojechaliśmy z monstertatą na szczepienie Monsterina i zabraliśmy Monstery ze sobą, żeby za jednym zamachem odwalić bilanse sześcio- i czterolatka.

Pani w recepcji zapytała po trzecim zważonym i zmierzonym dziecku o tym samym nazwisku, czy to już WSZYSTKIE nasze dzieci.

- Jak na razie... - mruknęłam

Pani odwróciła się do kartotek.

środa, 11 kwietnia 2007
wtorek, 10 kwietnia 2007

Zdrowe święta to Monster pokaszlujący, dziadek na aspirynie, bo coś mu jest, ale nie wiadomo, co, Monsterówna z katarem, ja z bólem gardła i zatkanym nosem i uwaga! uwaga! O dziwo - zupełnie zdrowy Monsterino.

Odpukać.

Raz kaszlnął, że mury zadrżały, ale popatrzyliśmy na siebie z monstertatą i udaliśmy zgodnie, że tego nie słyszeliśmy.

Monsterino już nie tylko sprężynuje, gdy się go trzyma pod pachami, ale usztywnił nogi i się podciąga.

Nie stawiam go za często, choć się tego domaga, bo ma raczkować najpierw. Bo raczkujące dzieci wyrabiają sobie jakieś połączenie w mózgu, gdyż to ruch naprzemienny w praktyce, dzięki czemu są inteligentniejsze. Przeczytałam tak, więc skoro jestem uświadomiona, to będę zmuszać biedne dziecko do raczkowania w imię jego inteligencji. Czy wybaczy mi po latach?

- Brruuum, bruuum - zapluwa się Monsterino, bo jego najlepsza zabawa to przesuwanie samochodzików i obracanie kół, szczególnie gdy obserwuje bawiącego się w pobliżu Monstera (może oprócz obryzania kabli i segregatorów)

- Auto masz? - zagaduję

- Ajto! - powtarza Monsterino

Ale gdy proszę go, by jeszcze raz powtórzył, to nie chce.

Potem włącza to słowo do swoich monologów. Piewsze świadome?

- Kaczka! - demonstruję Monsterinowi w kąpieli odpowiedni gadżet

- Ka-ka! - cieszy się Monsterino i topi zabawkę.

Świadomie?

(czy nasze gumowe zabawki w kształcie żółtych ptaszków są jeszcze legalne, skoro można je obryzać, ściskać, opluć, a nawet topić?)

piątek, 06 kwietnia 2007

Całe szczęście, że Monstery przynoszą z przedszkola tony elementów do wystroju świąteczno-wiosennego, bo nie mogę znaleźć w piwnicy kartonu z napisem: "święta wielkanocne". Natomiast cały czas rzuca mi się na oczy karton z napisem "ciuchy ciążowe". Hmmm... Trzeba go wydać natychmiast, bo w oczy kole...

Monsterino ćwiczy mozolnie, ale na razie giba się w klęku w przód i w tył. Jeszcze nie ruszył.


Bąknęłam Monstertacie o ewentualnej rehabilitacji Monsterina, ale mnie wyśmiał.

Tymczasem przeszłam coroczną turę rozmów z wychowawczyniami Monsterów o ich rozwoju i stwierdzam, że naprawdę udało nam się znowu trafić na świetne fachowczynie (fachmanki?). Kobiety oddane maksymalnie swojemu zawodowi, mądre, dojrzałe, świadome, otwarte. Łut szczęścia, że Monstery do nich trafiły.

A tak wygląda Monsterino, gdy wygrywa, po krótkiej walce, bitwę o przejęcie łyżeczki.

Trzeba sobie zapracować na samodzielność...


Gdy Monsterino chorował, to nie zabierałam go do pracy. Gdy w końcu go wzięłam, uśmiechnął się szeroko na widok znajomych zabawek: dziurkacza i kalkulatora. Być może szum komputera rozpoznaje jeszcze z życia płodowego...


Jeśli nie uda mi się wskoczyć tutaj podczas Świąt, to już teraz życzę wszystkim (i bezczelnie także sobie) zdrowych i spokojnych Świąt. Żeby pogoda na spacery była piękna, żebyśmy się wszyscy wyspali i żeby nic złego nie zakłóciło nam wypoczynku.



czwartek, 05 kwietnia 2007

- Mamo, jesteś laska! - rzucił Monster w moim kierunku i pewnie nie z powodu mojego nowego malinowego płaszczyka. W każdym razie spuchłam z dumy.

- To znaczy miłość, czyli kocham cię - dodał, a miód spłynął na moje serce

- Roberciku, to bardzo miłe - wyszczebiotałam

- Kobiety to laseczki, a laska to miłość - dopowiedział, a mnie pokazały się znaki zapytania w oczach

- On chciał powiedzieć, że laska to miłość po czesku! - dopowiedział z off-u monstertata rozjaśniając sens wcześniejszych deklaracji Monstera

Monster miał pierwszy wypadek na rowerze.

Jechał wąskim chodnikiem obok ulicy, którą wolno, bo wolno, ale przejeżdżały samochody. Mając w pamięci, że ma się trzymać blisko płotu a nie krawężnika, nie zdołał wyminąć słupka tepsy i musiał na niego wpaść, w każdym razie upadł. W tym samym momencie zahamował jadący wolno van. Monster był kilka metrów przed nami, więc nie zauważyłam dokładnie, jak to się stało, ale gdy do niego dobiegłam, Monster krzyczał, że samochód przejechał mu przez nogę. Rower i Monster leżeli na chodniku, ale pani, która wysiadła z samochodu też była przekonana, że przejechała Monstera. Obmacałam Monsterowi nogę - była cała, nawet nie wykręcona i nie zaczęła puchnąć. Musiał przycisnąć mu ją spadający rower, ale hamujący samochód przeraził Monstera i dotworzył sobie historię z przejechaniem. Na szczęście miał kask, więc nic mu się nie stało z głową.

- Czy będę musiał do końca życia jeździć na wózku inwalidzkim? - dopytywał Monster przez łzy.

Za chwilę Monster chodził normalnie i noga przestała boleć, ale bardzo żałował, że nie może pojechać na prześwietlenie, tak jak Franklin, co by zobaczyć na zdjęciu KOŚCI jak u dinozaura...

*****

Wczoraj wieczorem położyłam Monsterina wśród zabawek, nie zauważywszy, że trochę dalej, na podłodze, monstertata zostawił nożyk do przecinania papieru. Wyszłam szykować kąpiel, przychodzę po Monsterina po dosłownie paru minutach, a przed nim kilkanaście ZAKRAWIONYCH zabawek.

Myślałam, że serce mi wyskoczy.

Zaciął się tylko na jednym paluszku! Boże! Chwila nieuwagi! Oczywiście mając pełno zabawek wokoło, wiadomo, że wybierze nożyk do zabawy. Jak dobrze, że nie przeciął sobie buzi! Co za nieodpowiedzialni rodzice!

*******

Monsterówna zażyczyła sobie przeczytanie wieczorem historii biblijnej.

Stwierdziłam, że zacznę od początku.

I to był błąd.

Bo na początku Bóg stworzył świat.

- A przecież najpierw były dinozaury! - trzeźwo zauważył Monster - a potem inne zwierzęta, to kiedy stworzył dinozaury?

- A wielki wybuch to był wcześniej? - dopytywała się Monsterówna

Nie jestem przygotowana teologicznie do odpowiedzi na takie pytania.

Stanęło na tym, że to jest taka legenda, przenośnia o tym stworzeniu. Natomiast ewolucja gatunków wydarzyła się naprawdę.

A pytania, na które odpowiedź musimy znaleźć dzisiaj w encyklopediach, to:

- jak szybko płynie wieloryb?

- czy lemury żyły wtedy, gdy dinozaury (bo tak jest w filmie Dinozaur)?

- dlaczego w Polsce nie ma wulkanu?

Ani chybi muszę się dokształcić. I to porządnie.

wtorek, 03 kwietnia 2007
poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Archiwum
do Monsterowa tędy